poniedziałek, 15 sierpnia 2016

Na granicy fiksacji

 Ok. Trochę mi zeszło (lekkie lawiracje życiowe xD), ale w końcu dokulałam się do końca XI części! :"D Za betację dziękuję AKARI :*.

***

XI


Nie było źle.
Pierwszy dzień spędził w sumie na tym samym, co robił w ostatnim czasie, czyli na ślęczeniu przy notatkach Czwartego. Dlatego też nie odczuł za mocno braku Sasuke, nawet mimo tego, że nie wyżłopał z nim tradycyjnie kawy o jakiejś dziwnej godzinie. Kolejnego popołudnia zaś u drzwi do uchihowego mieszkania pojawił się Shikamaru, oznajmiając, że wraz z innymi ludźmi z ich akademickiej grupy wybierają się na małą imprezę z okazji jego awansu i byłoby miło gdyby Naruto również się na niej pojawił. A jakże, Uzumaki pojawił się. Zabalował ze znajomymi dosyć długo, więc kolejnego dnia wstał późno — o dziwo wyspany, pomimo tego, że w jego snach Sasuke robił mu językiem bardzo… sprośne rzeczy.
W dniu trzecim Naruto uświadomił sobie, że nawet dobrze znosi to chwilowe samotne przebywanie w mieszkaniu Uchihy. I zaraz po tej myśli pojawiła się kolejna, że przecież nie ma powodu, żeby znosił tę sytuację jakoś szczególnie źle. Noo… chyba że weźmie się pod uwagę lisa, który niekoniecznie dobrze mógł zareagować na takie nagłe zniknięcie drugiego mężczyzny. Ku uldze Uzumakiego, nic takiego się nie działo i dziewięcioogoniasty demon siedział cicho. Jakby zupełnie nie zauważył, że cokolwiek w otoczeniu jego nosiciela się zmieniło.
W każdym razie myśl, że mężczyzna powinien wrócić za kilka, kilkanaście godzin, sprawiła, że Uzumaki się ucieszył. I, nieco wbrew sobie, zaczął niecierpliwić. Do południa wiercił się niespokojnie po pokojach, nie mogąc znaleźć sobie zajęcia. Pewnie by tak przemarudził cały dzień, nie mogąc się za nic zabrać, jednak, na swoje szczęście, ponownie otrzymał zaproszenie na imprezę. Właściwie na poprawiny wczorajszej imprezy. I chociaż w pierwszej chwili miał szczerą ochotę odmówić znudzonemu Shikamaru, który zapraszał go na kolejne wyjście, to zaraz stwierdził, że przecież bez sensu tak siedzieć na tyłku i czekać, skoro i tak nie może się na niczym skupić.
Może gdyby wiedział, jak skończy się ten wieczór, to jakoś głębiej zastanowiłby się nad tematem.

***

Pierwsze wściekłe warknięcie lisa rozległo się w jego głowie dosyć niespodziewanie, późnym już wieczorem, gdy siedząc przy jednym z barowych stolików, zaśmiewał się wraz z Kibą ze wspomnień dotyczących ich akademickich numerów, odwalanych pod nosem wykładowcy. Warknięciu towarzyszył krótki, aczkolwiek wyjątkowo bolesny, ból w skroni.
Śmiech gwałtownie uwiązł mu w gardle. Zaraz potrząsnął głową, starając się pozbyć głuchego echa chwilowego dyskomfortu. Odetchnął powoli, starając się nie dać po sobie poznać, że cokolwiek się dzieje.
Co niekoniecznie mu wyszło.
— Zbladłeś coś — stwierdził Kiba, gdy tylko przestał się śmiać i zarejestrował zmianę w zachowaniu kompana. — Co jest?
— Nic, nic — zapewnił, uśmiechając się lekko. Ale mimo tego uśmiechu czuł… niepokój. Czuł absurdalny i gwałtowny przypływ strachu, którego źródła ni jak nie potrafił aktualnie określić. Bo przecież… nic się nie działo. Nie? Lis po prostu się przebudził i warknął w ramach jakiegoś pochrzanionego przywitania się czy coś. Przecież nie było innego powodu, żeby nagle stał się bardziej aktywny niż zwykle.
Naruto siedział wśród znajomych w barze, jeszcze przed chwilą dobrze się bawił i nic nie wskazywało na to, żeby miało dziać się coś złego, a jednak… Jednak niepokój jak się pojawił, tak teraz nie chciał go opuścić. Poprawił się w krześle, odchrząknął zaraz, w myślach samego siebie starając się przekonać, że przecież wszystko jest okej. Bo było okej.
Okej, okej, okej.
— No — odchrząknął ponownie. — Wracając do… Och, kurwa!
Kolejne warknięcie. Kolejne ukłucie. Tym razem mocniejsze, pozostawiające po sobie tępe echo bólu na dłużej. Zacisnął gwałtownie powieki, jednocześnie zwijając dłonie w pięści i wstrzymując powietrze.
— Naruto?
— Ja… nie… — zaczął nieskładnie, zaczerpując kolejny oddech. — Chyba powinienem…
Zwinąć się. Tak. Jak najszybciej. Do mieszkania Sasuke. Tak. Tam jest bezpiecznie, tam jest dobrze, tam… tam…
Ciepła, drobna dłoń, która nagle wylądowała na jego ramieniu sprawiła, że zadrżał gwałtownie. Chwilowy niepokój zniknął natychmiast, gdy tylko obrócił się w krześle i spojrzał prosto w zielone oczy Sakury.
Mimo że gdzieś w jego głowie ponownie rozległo się lisie warczenie.

***

Sakura, Sakura, Sakura…
Przyjaciółka z dawnych lat, z którą wspólnie przeżywał ucieczkę Sasuke z wioski, z którą razem ganiał po świecie w poszukiwaniu Uchihy, która — w równym stopniu co on sam — gorąco pragnęła jego powrotu. To jasne, że siłą rzeczy musieli się do siebie zbliżyć, spędzając czas na wspólnych misjach. I podczas jednej z takich misji Naruto odkrył, że jego szczenięce zauroczenie do dziewczyny już dawno minęło, a on tak niekoniecznie nawet wiedział kiedy. W każdym razie — przyjaźń została. I trwała, przez długie lata, podczas których oboje maniakalnie próbowali sprowadzić Uchihe do wioski.
Później coś się sypnęło.
Zupełnie jakby z powrotem Sasuke, łącząca ich nić przyjaźni pękła. Zdecydowanie się od siebie oddalili i to bez jakiegoś racjonalnego powodu. Po prostu — każde zajęło się własnym życiem. Naruto lisim marudzeniem, własnymi, niekoniecznie jasnymi dla niego uczuciami, misjami. Później problemami z lisem i mieszkaniem z Sasuke. Zaś Sakura — pracą w szpitalu, która ponoć, jak Naruto zasłyszał od ich wspólnych znajomych, szła nadzwyczaj dobrze i już zaczynano mawiać, że młoda lekarka niedługo prześcignie swoją mistrzynię. O ile już w niektórych aspektach medycznych tego nie uczyniła.
Więc po prostu, jakoś zabrakło czasu w tej ich przyjaźni. Albo poprzez życiowe lawiracje żadne z nich nie pomyślało, żeby ten czas spróbować zorganizować. Nie, żeby Naruto miał to dziewczynie za złe. W końcu sam ostatnio… nieco nawalał, jeżeli chodziło o kontakty międzyludzkie.
Coś się sypnęło. Jednak zupełnie nie miało to znaczenia, kiedy spotkali się ponownie.

***

— Sakura — powiedział, uśmiechając się delikatnie, mimo tępego bólu, który zaatakował jego głowę. Mimo coraz głośniejszego lisiego warczenia. — Z milion lat się nie widzieliśmy!
— Ano — przyznała, odwzajemniając uśmiech. — Udało mi się na dzisiaj wyrwać wcześniej z pracy. Porozmawiamy… tak bardziej prywatnie?
— Jasne! — Naruto z pewnego rodzaju ulgą przyjął jej propozycję. Być może przez to, że naprawdę miło było po tak długim czasie po prostu z nią pobyć — tylko i wyłącznie z nią, a nie całą grupą — albo przez to, że siedzący obok Kiba wyjątkowo nachalnie im się przyglądał. Ignorując kretyńskie komentarze Inuzuki, który psioczył coś o „wyczuwaniu romansu”, Uzumaki wstał. I zaraz potem skierował się wraz z Haruno do zacisznego kąta przy kontuarze, gdzie mogli swobodnie pogadać.

***

Najlepsze w tej rozmowie było to, że mimo tak długiego odstępu czasu w którym nie mieli ze sobą kontaktu, żadne z nich nie czuło skrępowania. Z miejsca zaczęli swobodną konwersację, zupełnie jakby widzieli się zaledwie wczoraj. I rozmawiali o wszystkim. Chociaż to o dziwo Sakura mówiła więcej o tym co właściwie porabiała i jak aktualnie wygląda jej życie. Naruto za to wczuł się w wiernego słuchacza i naprawdę miło było dowiedzieć się o sukcesach dziewczyny.
To było w jakiś pokręcony sposób odświeżające. Bo w tej chwili Uzumaki był daleki od myślenia o własnych problemach, a nawet o Sasuke, na którego powrót jeszcze tak niedawno niecierpliwie wyczekiwał.
Jednak nie mogło być przecież za dobrze i demon wyjątkowo usilnie starał się nie dać swojemu nosicielowi o sobie zapomnieć. Jego wściekły warkot towarzyszył ich rozmowie cały czas. Zjadliwe kłapanie i złośliwe obelgi stawały się coraz częstsze. Od tego wszystkiego, mimo że sama rozmowa naprawdę była przyjemna, coraz bardziej bolał go łeb. I narastała w nim frustracja.
Sam nie wiedział, dlaczego tak uparcie stał w tym cholernym barze i starał się ignorować własne dolegliwości. Chyba w jakiś pokręcony sposób chciał nadrobić nieco czasu z Sakurą, zdając sobie sprawę, że kolejna taka okazja może się nie nadarzyć szybko. A mimo wszystko zależało mu na utrzymaniu z nią chociażby tej namiastki przyjaźni jaka ich kiedyś łączyła.
Sakura w końcu była ważną częścią jego życia. Nie mogłaby nie być. Nawet nie chodziło o to chromolone zadurzenie, które kiedyś czuł w stosunku do niej. Po prostu — zbyt wiele razem przeszli, żeby tak po prostu zapomnieć o sobie nawzajem. Więc stał. Korzystał z możliwości. I z minuty na minutę czuł się coraz gorzej. Co, nic dziwnego, zostało w końcu zauważone przez medyczkę.
— Wszystko w porządku? — zapytała, przerywając w pewnej chwili swoją opowieść o ostatnim, dosyć upierdliwym pacjencie. W zielonych oczach Naruto zobaczył wyraźny niepokój.
Nie. Nie było w porządku. Być może też nie było jakiejś wyjątkowej tragedii z tym lisim świrowaniem aktualnie, ale Uzumaki zdecydowanie nie czuł się najlepiej. I zapewne już można było dostrzec tego oznaki na jego twarzy.
— Ja… — zamilkł gwałtownie, czując kolejną falę bólu. Przymknął oczy, wciągając nerwowo powietrze, mając jednocześnie nadzieję, że wcale nie wygląda tak fatalnie jak się czuje. — Nie gorzej niż zazwyczaj— mruknął w końcu, uchylając powieki.
Och. Okej. Zdecydowanie było bardziej niż “nie w porządku”.
Obraz dziewczyny dziwnie mu się rozjeżdżał. Lis warczał. Ból, choć do zniesienia, stawał się coraz bardziej irytujący. Chyba… powinien udać się do domu. Może tam demon przestanie męczyć. Może tam… może… już będzie Sasuke?
Ździra, ździra. Głupia, pusta, różowowłosa ździra.
— To… coś z demonem? — zapytała półszeptem Sakura, zaraz po zerknięciu na innych towarzyszy, najwyraźniej sprawdzając, czy ktoś przysłuchuje się ich rozmowie.
A owszem, pusta laleczko.
Naruto nie odpowiedział. Przyglądał się dziewczynie i zastanawiał się na ile Sakura jest zaznajomiona z jego aktualną sytuacją. Zdawał sobie sprawę z tego, że JAKIEŚ informacje musiała posiadać. Chociażby z tego względu, że w szpitalu pracowała blisko Tsunade. Aczkolwiek na ile Hokage ją wtajemniczyła, nie miał najmniejszego pojęcia.
— Nie wiem za dużo — przyznała niechętnie, jakby czytając w jego myślach. — Piąta nie chciała mi nic zdradzić, oprócz ogólnych informacji. To… dla twojego dobra. Żeby nie powstawały plotki. Jakbym… jakbym mogła ci jakoś pomóc… Ja… Nie wiem. — Potrząsnęła głową. — Chciałabym UMIEĆ pomóc — poprawiła się. — Ale Hokage twierdzi, że im mniej osób wie cokolwiek, tym lepiej… więc… więc…
Bezużyteczna. Beznadziejna.
— Jezu, zamknij się — warknął w końcu Naruto, mimo że starał się skupić na tym co mówiła do niego dziewczyna, a nie tym co psioczył lis. Jednak to co podszeptywał plus nasilający się ból, nie za bardzo mu ułatwiały sprawę.
— Co? — Sakura zamrugała, zdumiona jego słowami.
— Sorry, to… — Uzumaki zaśmiał się nerwowo. Dopiero sobie uświadomił, jak ich rozmowa mogła wyglądać dla kogoś z boku. — To do tego pchlarza.
— On do ciebie mówi?
— Yhm. Od czasu do czasu zbiera mu się na wynurzenia.
— To… męczące zapewne.
— No — przyznał. — Słuchaj, nie przejmuj się. — Postanowił nieco zmienić temat. Nie za bardzo miał ochotę roztrząsać lisie marudzenie. Zwłaszcza z Sakurą, którą to demon wziął sobie za cel do obrażania. Zresztą, chyba faktycznie należało zakończyć rozmowę i iść spróbować odpocząć. — My… damy sobie jakoś radę. Sądzę, że to kwestia czasu, zanim rozgryziemy o co chodzi tej cholernej bestii. Dzięki za wsparcie w każdym razie. Naprawdę wiele dla mnie znaczy.
— Nie, żeby to sprawiało, że faktycznie jestem przydatna — stwierdziła, krzywiąc się przy tym nieznacznie.
— Jesteś — zaoponował. — Naprawdę — dorzucił, widząc po jej minie, że nie czuje się przekonana. — To… to, że się teraz nie odwracasz ode mnie. Że chciałabyś pomóc… to naprawdę dla mnie dużo.
— Mimo wszystko…
— Lis to skomplikowany problem — przerwał jej. — Mało kto potrafi cokolwiek zaradzić. Właściwie, prawie nikt. Właściwie tylko… — zaciął się.
— Sasuke? — dokończyła za niego cicho.
I to był błąd.
Naruto nie wiedział czy to imię przyjaciela wypowiedziane przez dziewczynę rozproszyło go na tyle, że stał się bardziej podatny na lisią chakrę, czy może ono samo w sobie podziałało na dziewięcioogoniastą bestię jako swojego rodzaju bodziec. Coś po prostu razie sprawiło, że demon oszalał.
A wraz z nim sfiksował Uzumaki.

***

Czuł się jakby nagle zepchnięto go na drugi plan. Jakby ktoś obcy przejął jego ciało, a nawet część myśli. Jakby zostały mu wyłączone wszystkie funkcje i nagle mógł tylko biernie, bez emocji obserwować z daleka rozgrywające się przed nim wydarzenie.
Więc patrzył.
Patrzył jak na twarzy stojącej przed nim osoby wykwita grymas przerażenia.
Patrzył jak cofa się gwałtownie. Jak jej usta rozwierają się do zduszonego okrzyku. Być może grozy. Być może tylko zaskoczenia.
Patrzył jak zostaje powalona silnym, niespodziewanym pchnięciem. Jak ląduje na podłodze.
Patrzył na całą gamę emocji pojawiającą się w zielonych oczach, kiedy jego własne ciało unieruchamia ją, przyciskając do podłogi, gdy siada na niej okrakiem. Kiedy otoczona złowrogą charką dłoń zaciska się na jej szyi. Kiedy druga zaś podnosi się do ciosu.

Patrzy. Widzi.
I nie czuje zupełnie nic.

***

środa, 1 czerwca 2016

The only way... — SasuNaru

Nic nowego ni mam niestety, ale okazuje się, że jeszcze co nieco mogę wygrzebać z forum, czego jeszcze nie wrzuciłam na bloga x).  Więc: Z OKAZJI DNIA DZIECKA, czyli najlepszego dnia ever, OFIAROWUJĘ WAM TEGO OTO FIKA X). I ostrzegam, że pisany dawno i właściwie nieszczególnie za nim przepadam, noaleno xD. Prezent jest? JEST. WIĘC LICZY SIĘ!    Tytuł: The only way...
Długość: jakieś 5,4k słów
Gatunek: humor, AU, lekki romans
Beta: wytrwale Akari :'3. 
Uwagi: Ogólnie, to tekst jaki miałam napisać dla Pico za ff o oświadczynach. Ponoć. Ja tam nie pamiętam, byłam po połowie piwa owocowego, więc to nie powinno się liczyć x). Noale, no. Pico zażyczyła sobie fika o dosyć... eee... no... jasnych wymaganiach. Pico ponosi odpowiedzialność za jego napisanie. Ogólnie to Pico też napisała fragment (duuuży fragment), do którego wcisnęłam swoje trzy grosze, więc to taki współfik w sumie. Pico mówiła kiedyś na SB, że momentami jest śmiesznie i lepiej nie jeść i nie pić. Nie wiem co mogę zwalić jeszcze na Pico, ale jak coś to... noo... Pico jest odpowiedzialna za poniższy tekst, BO TAK.



The only way...

Naruto zerkał dyskretnie na wejście do sklepu. Och, już za chwilę, za sekundę... Czas dłużył się nieubłaganie, jak zwykle podczas oczekiwań. Ale, ale zaraz... o!
— Cześć, Sasuke! — Pomachał radośnie w kierunku mężczyzny, który właśnie przekroczył drzwi.
— Yhm — odmruknął Uchiha, wykonując dłonią coś, co dla przeciętnego obserwatora oznaczałoby pewnie „odwal się”. Jednak Uzumaki znał go na tyle, żeby wiedzieć, że to było takie jego „dzień dobry”. Z uśmiechem obserwował jak Sasuke mija jego stanowisko za ladą, zmierzając w kierunku pokoju socjalnego pracowników. I gdy tylko mężczyzna zniknął za parawanem, Naruto wyraźnie zmarkotniał.
Ewidentnie na niego leciał. Znaczy, Naruto na Sasuke. Czy działało to w drugą stronę, Uzumaki nie miał najmniejszego pojęcia. I jakoś — mimo ogólnej odwagi jakiej pokłady w sobie posiadał — coś wyraźnie hamowało go przed tym, żeby przekonać się, czy może jednak Uchiha również miałby ochotę na... hm... spotkanie w celu lepszego poznania się. Nie no, dobra, nazwijmy to odpowiednimi słowami: na randkę. Albo chociaż na szybki numerek. Albo może nie taki szybki. Dłuższy numerek. Kilka numerków.
Boże. Wariował przez niego. Naprawdę. Od kiedy tylko Sasuke przyjął posadę ochroniarza w tym okropnym sklepie, to Naruto po prostu ześwirował na punkcie mężczyzny. Nic dziwnego: wysoki, dobrze zbudowana sylwetka — na co wskazywał widoczny nawet w koszulkach lekki zarys mięśni — ciemne włosy i równie ciemne oczy, w których zazwyczaj widoczna była jedynie obojętność. Uchiha perfekcyjnie wpisywał się w jego „typ idealny”. I pewnie nie tylko jego, co mógł śmiało stwierdzić, widząc niektóre spojrzenia klientek sklepu. I klientów właściwie.
W każdym razie, gdyby spotkał go w innych okolicznościach, to Naruto już dawno otwarcie by do niego zarywał. Bardzo, bardzo otwarcie. I za nic nie pozwoliłby na to, żeby takie ciacho odmówiło mu czegokolwiek. Tylko, no... Tak jakby sceneria była nieco nieodpowiednia dla takich zalotów. Znaczy, może i odpowiednia, jakby się tak głębiej nad tym tematem zastanowić. Nawet ZBYT odpowiednia. I może właśnie to hamowało Uzumakiego.
Na pewno też nie chodziło o to, że znajdują się w swoim miejscu pracy i powinni zająć się zasłużeniem na swój zarobek. Serio. Chociaż jakby ktoś zapytał, czy chodzi o to, że znajdują się w takim, a nie innym sklepie, to tak. Właśnie tu mógł tkwić problem...
...Bo obaj pracowali w sexshopie.

***

Ideał. Cudowny, cudowny ideał. Perfekcyjny. Po prostu... ah, chodząca pokusa.
Naruto westchnął z rozmarzeniem, wpółleżąc na blacie lady za którą stał. Miał doskonały widok na Sasuke stojącego do niego tyłem. I z dwóch powodów Uzumaki był naprawdę rad, że Uchiha przyjął akurat taką pozycję. Po pierwsze, mężczyzna aktualnie wyglądał za otwarte drzwi, więc siłą rzeczy nie mógł widzieć, że Naruto mu się przygląda. Drugim powodem było to, że Sasuke miał równie kuszący „tył” co „przód”. Więc Uzumaki radośnie korzystał z tego, że bezczelnie może się w ten tył wgapiać.
Westchnął ponownie. Och, co by dał, żeby móc klepnąć te kształtne pośl...
— Serio?
— Hm? — zapytał nieco nieprzytomnie, nieświadomie ignorując machającą przed oczami rękę. Jednak zielonych oczu ciskających gromy i twarzy wyrażającej lekkie zniesmaczenie, okalanej różowymi włosami, nie był już w stanie tak olać. Zwłaszcza, że widok przyjaciółki, która pojawiła się nagle w zasięgu jego wzroku był dosyć niespodziewany. Tak więc nic dziwnego, że wrzasnął z przestrachem i odsunął się od niej gwałtownie.
— Zwariowałaś? — jęknął, kiedy tylko rozeznał się w sytuacji. — Chcesz, żebym zawału dostał?
— Ja zwariowałam? — zapytała, prostując się, bo żeby zwrócić na siebie uwagę Uzumakiego, nachyliła się nad ladą. Przymknęła oczy i pomasowała dłonią czoło. — A ty wiesz, że znowu wlepiałeś maślane spojrzenie w tyłek naszego ochroniarza i odstraszałeś tym klientów?
— Wcale nie... — próbował zaprzeczyć. Jednak widząc spojrzenie przyjaciółki zrezygnował. — No dobra. Może i wlepiałem. Co z tego?
— To z tego, że to zaczyna być niepokojące — stwierdziła, zakładając ręce na ramiona.
— Niepokojące było, jak zalecałaś się do Saia — odparował natychmiastowo Naruto. Nie do końca rozumiał, co przyjaciółka widziała w tym... specyficznym facecie, ale najwyraźniej musiało to być coś szczególnego, bo już byli ze sobą dwa lata.
— JA przynajmniej miałam na tyle odwagi, żeby się do niego zalecać — odgryzła się. — A ty... no...
— Spójrz na to, że ty Saia wyrwałaś na uczelni.
— Spójrz na to, że ty Sasuke możesz spróbować wyrwać w pracy — prychnęła. — Nawet jak cię oleje, to mam nadzieje, że przynajmniej nieco się ogarniesz i przestaniesz śnić o nim na jawie.
— W pracy? — zapytał sceptycznie.
— A co ci się niby nie podoba? — Sakura wzruszyła ramionami. — Praca jak każda inna.
— Praca w sexshopie nie jest „jak każda inna” — stwierdził grobowym głosem.
— Niby dlaczego nie? Co ci takiego przeszkadza w zwykłym zaproszeniu go na wyjście?
— To, że pytanie „umówimy się”, gdy stoi się w otoczeniu gumowych penisów, wyjątkowo zboczonej bielizny i filmów o tematyce bardziej niż nieprzyzwoitej, brzmi po prostu źle. A nawet fatalnie źle — kontynuował tym samym tonem. — Bardzo fatalnie źle.
— To zmień pracę i wtedy go zaproś — sarknęła, obracając się na pięcie, żeby zaraz zniknąć między sklepowymi półkami.
Naruto z ledwością powstrzymał się od prychnięcia. Jasne. Sakura dobrze wiedziała, dlaczego Uzumaki jeszcze się nie zwolnił z sexshopu. Ona siedziała tu — pracując z Naruto zamiennie na kasie czy też przy rozkładaniu towaru na półkach — z tego samego powodu. Po prostu nigdzie indziej nie chcieli ich przyjąć. Znaczy dobra: chcieli nawet. Ale za taką marną stawkę godzinną, że to było poniżej godności nawet biednego studenta. A praca w sexshopie, mimo tego, że nieco... hm... źle odbierana przez niektórych ludzi, to jednak była dobrze płatna.
Tak więc nie miał jak zmienić pracy. Smutne, ale prawdziwe. W ramach pocieszenia postanowił powrócić do swoich obserwacji. Jednak Sasuke już nie stał przy drzwiach. Naruto wychylił się zza lady i zaraz zmarkotniał wyraźnie, nie mogąc go nigdzie dojrzeć. No kurde, no! On tylko chciał jeszcze chwile popatrzeć na ten kształtny tyłe...
— Szukasz czegoś? — Wzdrygnął się, słysząc niski, niezwykle seksowny głos.
Och, tak, mów do mnie jeszcze.
Z uśmiechem na ustach spojrzał na Sasuke, który teraz opierał się swobodnie o jedną ze sklepowych półek. Och, ta czysta perfekcja spoglądała na niego z uwagą. Tylko na niego!
— Nie — odpowiedział, starając się nie pokazać po sobie, że jego serce właśnie próbuje mu wyskoczyć z klatki piersiowej. — Niczego.
— Na pewno?
Bardzo, bardzo przyjemny. Pomyślał o jego głosie, powstrzymując się od westchnięcia. Taki, taki...
— Tak. — Wyszczerzył zęby w jego kierunku. — Wszystko jest w jak najlepszym porządku.
— To dobrze.
… po prostu taki należący do niego. Głos idealny, głos perfekcyjny, głos kuszący i... Och, cholera, poszedł sobie. Z lekkim zawodem Naruto obserwował, jak Sasuke idzie alejką wypełnioną różnego rodzaju afrodyzjakami i skręca w kolejną. Przynajmniej jeszcze przez kilka sekund mógł sobie popatrzeć na jego pośladki.
Cudowne pośladki.

***

Wciągnąć do przymierzalni i zmacać. Przyszpilić do ściany, ustami zaatakować usta, zanurzyć dłoń w ciemnych włosach, a następnie sięgnąć ręką do...
— Dwadzieścia jeden trzydzieści — mruknął, zerkając na wyświetlacz kasy. Młoda dziewczyna podała mu pieniądze, rumieniąc się przy tym. Najwyraźniej zakupy w sexshopie powodowały u niej pewien dyskomfort. Ha. A co miał powiedzieć taki Naruto, który pracował tu na co dzień?
— Hmm... A może jakieś owocowe?
— A są prążkowane?
— Prążkowano-owocowe?
No właśnie. Takie rozmowy między klientami były codziennością. Uzumaki zerknął spod byka na młodą parę, która gmerała przy pobliskiej półce z prezerwatywami. O ile na początku pogawędki tego typu wydawały się być dosyć zabawne, tak później po prostu irytowały. Ale to jeszcze dało się znieść. Tak, to nie było najgorsze. Najgorsze było...
— O, pan tu pracuje? — Najgorsze było, kiedy klienci prosili go o rady. A skąd on miał do cholery wiedzieć, co takiego zadowala daną osobę w łóżku?! — Czy mógłby pan nam pomóc?
Wiedział co by zadowoliło JEGO. Czy też raczej KTO. Ale jakoś nie sądził, że akurat o takie informacje prosi go ta niezdecydowana para. No litości, czy wybór odpowiednich gumek naprawdę był taki problematyczny, że musieli chceć od niego jakiejś rady?
— Eee... — zaczął, jednocześnie próbując wymyślić sprytną wymówkę, która pozwoliłaby mu wykręcić się od współudziału w zakupach pary. — Właściwie to ten...
— Zajmiemy tylko sekundkę — zapewniła kobieta, patrząc na niego z wyraźnym oczekiwaniem. — No najwyżej dwie.
— Nie wątpię, jednak... eee — zająknął się. Cholera, nie wywinie się. Nie ma opcji. Będzie musiał znowu odbyć żenującą rozmowę na temat prezerwatyw, bo ludziom nie chce się czytać stojących tuż obok półki ulotek! — Jednak...
I wtedy nadeszło wybawienie. Wybawienie miało uprzejmy uśmiech na swym obliczu. Wybawienie pewnym krokiem podeszło do prezerwatyw i chwyciło jedno z opakowań, żeby następnie wcisnąć je w ręce stojącego tuż przy kobiecie mężczyzny. Wybawienie powiedziało tym swoim cudownie niskim głosem:
— Te polecam. — Następnie wybawienie puściło Naruto oczko i ponownie zniknęło za półkami. Pod Uzumakim niemalże ugięły się nogi.
— Mógłbyś wziąć przykład i też tak wyglądać — parsknęła kobieta do mężczyzny, który jej towarzyszył, wskazując brodą na kierunek w którym udał się Sasuke. Następnie wyrwała mu trzymane opakowanie i w kolejnych słowach zwróciła się do sprzedawcy. — Poprosimy.
Naruto dosyć machinalnie wbijał cenę produktu na kasę. Bardzo starał się nie pokazać po sobie, że... że właściwie co? Miał ochotę piszczeć jak mała dziewczynka, bo Sasuke właśnie uratował go przed klientami? I puścił mu oczko. OCZKO. To był chyba najbardziej intymny gest jaki spotkał go ze strony mężczyzny do tej pory.
— Zapakować? — zapytał z radosnym uśmiechem przylepionym do twarzy, wskazując na pudełeczko trzymane przez klientkę. W tej chwili nawet praca w sexshopie była cudowna.

***

W zasadzie jego radość na tamtej chwili się zakończyła, ponieważ minęło kilka dni, a jego stosunki z Sasuke wciąż wyglądały jak wcześniej. Czyli no... Nie wyglądały wcale.
Jedynym ciekawszym momentem ostatnich dni, była wymiana spalonej żarówki. Szczególnie, że ochotniczo na wymieniającego zgłosił się sam Sasuke, a sufit znajdował się na tyle wysoko, że stojąc na drabinie, Uchiha wciąż musiał się nieźle wyciągać, by dosięgnąć lampy.
Naruto błyskawicznie przybrał najlepszą pozycję do obserwacji i... gapił się. Bo tego już nie można było nazwać patrzeniem. Gapił się na silnie ramiona i sprawne dłonie, które przez niedługą chwilę mocowały się z upartym kloszem lampy. Gapił się na widoczną część pleców, która ujawniła się podczas tej czynności, kiedy to koszula Sasuke podciągnęła się nieco do góry, gdy ten sięgał do żarówki. Przez chwilę nawet gapił się na linię bokserek, wyraźnie odcinającą się tuż nad jeansami. Jednak zaraz jego spojrzenie prześlizgnęło się tam, gdzie zdecydowanie często lądowało ostatnimi czasy. Czyli na tyłek Uchihy. Mimo że zakryty spodniami to i tak taki... och, wspaniały. Cudowny, kształtny i w ogóle idealny do zmacania. Co by Naruto dał, żeby móc, nawet tylko przez chwilę, bezkarnie potrzymać rękę na tej konkretnej części uchihowego ciała?
Teraz jednak tylko pochłaniał to wszystko niemal wygłodniałym wzrokiem i dziwił się, że Sasuke tego nie wyczuł. Oczywiście cały seans musiała zepsuć Sakura, zdzielając go gazetą w głowę i każąc wracać do pracy. Naruto naprawdę nie chciał wiedzieć, co to za gazeta była konkretnie. Znając sklepowy repertuar... No cóż.
I tak mijały szare dni. Naruto był tak sfrustrowany całą sytuacją i brakiem jakichkolwiek postępów z Sasuke, że gdy przychodził do pracy czuł się jakby miał depresję. Nie, żeby sam wiedział, na czym mają polegać „postępy z Sasuke”. Po prostu mogłoby się wydarzyć „coś”. Cokolwiek.
Uzumaki wtoczył się do sklepu i ze zdziwieniem odnotował, że znajduje się w nim wyjątkowo wielu klientów, a stojąca przy kasie Sakura ma ręce pełne roboty. Chciał się szybko przemknąć na zaplecze w celu zostawienia plecaka, by zaraz pomóc dziewczynie, ale ta go złapała w ostatniej chwili.
— Dobrze, że już jesteś! — zawołała, jednocześnie kasując towary. — Przy tylnym wejściu czeka Kiba z dostawą. Odbierz ją proszę, bo nie mogę się stąd ruszyć.
Nie mając większego wyboru, poczłapał na podwórko na tyłach sklepu, gdzie stał wysoki mężczyzna ubrany w pomarańczowy uniform. Jak się okazało, Kiba zdążył już wnieść na zaplecze część dostawy.
— Hej Naruto! — krzyknął, gdy go zobaczył. — Podpisz mi wreszcie te papierzyska i zabieraj pudła. Mam jeszcze sporo dostaw na dzisiaj, a już łapię opóźnienie.
Uzumaki szybko wziął podkładkę z fakturami i zaczął je podpisywać. W międzyczasie Kiba wyciągnął resztę przesyłki z ciężarówki.
— Słyszałem, że macie tutaj ciekawy towar — rzucił, wskazując na pudła. — Coś, co mogłoby ci się spodobać — dodał, uśmiechając się przy tym dosyć sugestywnie.
— Inuzuka, ty weź się lepiej zajmij swoim życiem seksualnym, co? — Naruto wcisnął mu podkładkę w ręce, ale również wyszczerzył się w jego kierunku. Jakoś z Kibą nigdy nie potrafił długo utrzymać powagi. — Ta twoja Hinatka to może być taka cicha woda i zaraz będziesz potrzebował naszego asortymentu.
— Nie — zaprzeczył Inuzuka i wypiął dumnie pierś. — Ja zawsze staje na wysokości zadania!
— No to dobrze, ale jakby co, to mamy takie specjalne środki... — nie dokończył, bo właśnie dostał bolesnego kuksańca w żebra.
— Żebyś sam tych swoich środków magicznych zaraz nie potrzebował — parsknął mężczyzna. — No dobra. Ja muszę spadać, bo mi szef urwie głowę przy samym tyłku, jak się nie wyrobię ze wszystkim — rzucił, oddalając się już w stronę ciężarówki. — Trzebaa się kiedyś zdzwonić na piwo! Na razie!

***

Nadszedł wieczór i w sklepie został tylko on i Sasuke. Klienci jeszcze sporadycznie się pojawiali, ale głównie po to by kupić na szybko prezerwatywy. Według zasad, Naruto powinien teraz wziąć się za wykładanie towaru, który dzisiaj przyszedł. Kilka godzin wcześniej szef przysłał mu maila, że nowe produkty ma umieścić na dziale "seks analny". Już wiedział o co chodziło Kibie z tym, że to coś, co może mu się spodobać. Wścibski idiota, pomyślał, kręcąc głową, kiedy z trudem przytaszczył, a raczej przeciągnął jedno z pudeł do odpowiedniego regału. A raczej starał się przeciągnąć, bo Sasuke, widząc jego dosyć nieporadne próby, zbliżył się i pomógł mu je przenieść.
To było... romantyczne. O tak! Bo przecież taka bezinteresowna pomoc jak najbardziej zalicza się do romantycznych rzeczy! Serce Uzumakiego łopotało radośnie w klatce piersiowej, podczas gdy obaj taszczyli ciężkie pudło. Przez głowę przemknęły mu tysiące myśli, wszystkie w stylu „cudowny, cudowny”, „chcę mieć z nim dzieci”, „mam-zły-widok-na-tyłek-ale-ten-widok-też-mi-się-podoba”. Jednak, kiedy w końcu umieścili towar na podłodze, wydusił z siebie jedynie krótkie:
— Dzięki. — Nie za bardzo wiedział jak rozwinąć wypowiedź. Tak szczerze mówiąc, kiedy Sasuke znajdował się za blisko, to miał drobne problemy z artykułowaniem dłuższych zdań. Dlatego też, żeby nie palnąć nic głupiego, po prostu zabrał się za otworzenie kartonu i wypakowanie towaru.
— Nie ma sprawy — opowiedział Uchiha i po chwili wahania zapytał:
— Trochę mi się nudzi. Może ci pomogę?
Serce Naruto znowu podskoczyło radośnie. O. O... Więcej czasu sam na sam z Sasuke. Tylko z Sasuke. I z jego seksownym tyłkiem. O...
— Jasne! — Pokiwał gwałtownie głową. — Przynajmniej szybciej pójdzie. — Miał nadzieję, że jego głos wcale nie brzmiał tak wysoko jak mu się wydawało.
Przez następne kilka minut w ciszy wykładali nieduże pudełka na półki, ale Naruto nie bardzo zwracał uwagę co to jest, zajęty gorączkowym szukaniem tematu do rozpoczęcia rozmowy. A tymczasem jego mózg najwyraźniej postanowił udać się na wakacje, bo nic logicznego nie chciało mu wpaść do głowy. Ku jego wielkiemu zdziwieniu to znów Sasuke pierwszy się odezwał.
— Wiesz, zanim zacząłem tu pracować nawet przez myśl mi nie przeszło, co się sprzedaje w takim sklepie. Jakoś nigdy nie miałem potrzeby zaglądania do sexshopu. Chociaż muszę przyznać, że niektóre produkty robią na mnie wrażenie. — Uśmiechnął się nieznacznie.
Naruto był pewien, że serce zaraz wyskoczy mu z piersi. Ten uśmiech... O boże, ten uśmiech był przecudowny, przewspaniały i przepiękny! Sasuke mu pomagał, zagadywał go i jeszcze UŚMIECHAŁ SIĘ. Czy to się działo naprawdę?! Starał się zachować neutralną minę. Gdyby tylko mężczyzna wiedział co się dzieje w jego głowie...
— Nie martw się — powiedział w końcu, jako tako normalnym głosem. Nawet udało mu się uruchomić w końcu funkcję sklecania zdań. — Ja do tej pory nie mam pojęcia czym są i do czego służą niektóre rzeczy. — Spojrzał na trzymane w dłoni pudełko w którym znajdował się jakiś czarny przedmiot o fantazyjnym kształcie. — O, na przykład to. Biorąc pod uwagę na jakim dziale to kładziemy, to domyślam się gdzie się to wsadza, ale chyba wolę nie myśleć do czego dokładnie służy...
— "Czarny silnikowy masażer prostaty" — przeczytał swoim seksowym głosem Sasuke, na co Naruto natychmiast się zaczerwienił. No dobra... To nie był wymarzony temat do rozmów. Jednak Uchiha nie przerwał zagłębiania się w tekst. — "Masaż prostaty może być nie tylko ciekawym urozmaiceniem życia erotycznego, ale ma on również uzasadnienie medyczne." Hmm... To całkiem ciekawe. "Niezwykle istotnym elementem mającym wpływ na właściwe funkcjonowanie gruczołu krokowego jest masaż prostaty, który..."
Naruto z każdym słowem czuł, że robi się coraz bardziej czerwony, szczególnie, że wyobraźnia bardzo szybko podsunęła mu kilka wyjątkowo kreatywnych wizji. Ze wszystkich możliwych rzeczy na świecie, dlaczego musiało trafić na cholerny masażer?!
— "Dzięki temu stymulatorowi Twoje stosunki będą dłuższe, a orgazm o wiele silniejszy." — Sasuke wreszcie skończył czytać informacje na opakowaniu. — Wiesz co, Naruto? To co tu piszą jest całkiem sensowne. Chyba sobie taki sprawię. — Uzumaki, który dotychczas starał się zamaskować swoją coraz czerwieńszą twarz poprzez wgapianie się w otwarty karton, poderwał głowę, nie wierząc w to co właśnie usłyszał. Czy obiekt jego marzeń właśnie postanowił sobie kupić... masażer... prostaty?
Sasuke spojrzał mu w oczy, uśmiechając się zadziornie, po czym odwrócił się w stronę lady.
— Zostawię jeden przy kasie. Jak już go wprowadzisz do systemu, to nabij na mój rachunek, ok?
Naruto machinalnie kiwnął głową, jednocześnie czując, że jego żuchwa niebezpiecznie zbliża się do podłogi.

***

Kolejnego dnia, kiedy to Naruto stał już przy kasie i bezczynnie się w nią wgapiał, wciąż trwał w lekkim szoku. A w jego głowie zakwitła jedna myśl: on się ze mnie nabijał.
Serio.
Musiało tak być.
Nie było innej opcji.
Bo, no... No kurde, nie rozmawia się z obcym facetem o masażerach prostaty na poważnie! Nawet, jeżeli to współpracownik. Nawet, jeżeli ma to miejsce w sexshopie! No po prostu nie. Sasuke musiał się z niego nabijać. Tylko dlaczego? No przecież Naruto mu nic nie zrobił...
… poza bezczelnym wgapianiem się w jego tyłek...
Nawet ze sobą za wiele nie rozmawiali. Więc niby kiedy miałby mu się czymś narazić?
… a to wgapianie się w sumie miało miejsce dosyć często...
Więc w mniemaniu Naruto, Sasuke naprawdę nie miał powodu, żeby się na nim mścić, wkręcając go w dosyć niekomfortową rozmowę. Chyba że po prostu mężczyzna miał takie skrzywione poczucie humoru i lubił wkręcać innych ludzi w dziwne tematy.
… notorycznie wręcz...
Och, właściwie, nawet jeżeli tak było, to dało się mu to wybaczyć. W końcu, osoba z TAK kształtnym tyłkiem ma prawo... ma prawo...
— O cholera. — Naruto prawie zachłysnął się powietrzem, kiedy nagle dotarło do niego jego odkrycie. Sasuke WIEDZIAŁ. Sasuke wiedział, że jego pośladki były niemalże przy każdej okazji obiektem obserwacji Uzumakiego! To była jedyna rzecz za jaką mógłby się mścić!
— Cześć. — Zaaferowany swoim odkryciem nie zauważył nawet, że ktoś przed nim stanął. — Hej, wszystko w porządku?
Naruto zamrugał nieco zdziwiony. O. Sasuke. Ten Sasuke. Ten, który WIE.
Z ledwością powstrzymał się od wyjątkowo niemęskiego kwiknięcia.
— Cześć — odpowiedział w końcu, przez zaciśnięte gardło. I zrobił coś, co było jedynym słusznym wyjściem z sytuacji. Obrócił się na pięcie i sztywnym krokiem pomaszerował do pokoju socjalnego.

***

To nie tak, że zwiał, żeby się ukryć. Wcale się przed nim nie chował. Po prostu... Po prostu lubił siedzieć w pokoju socjalnym! Naprawdę! Był taki... um... zagracony. I z niezrozumiałych powodów zalatywało w nim kocim żarciem.
— Możesz mi powiedzieć, co ty właściwie wyprawiasz? — Wyraźnie rozdrażniony głos wyrwał go z rozmyślań.
— Em? — zająknął się, spoglądając na Sakurę, która go zagadała. I która właśnie wbijała w niego mordercze spojrzenie.
— Jesteś w pracy, jakbyś nie zauważył — zaznaczyła wyraźnie dziewczyna, wciąż patrząc na niego z naganą. — Ja rozumiem, że dzisiaj nie ma za wielu klientów, ale jakby szef przyczaił, że mimo wszystko nie siedzisz przy kasie, to by ci się nieźle oberwało.
— Ale... eee... — Nie za bardzo chciał wychodzić. Bo tam był Sasuke. WIEDZĄCY Sasuke. — Um...
— Jak nie chcesz siedzieć na kasie to możemy się zamienić — stwierdziła w końcu. — Trzeba zrobić porządek w biblioteczce. Musiałam pogonić stamtąd dzieciarnie, ale i tak zdążyli nieźle pomieszać...

***

Biblioteczka była największym działem w sklepie. Znajdowały się tu wszelakie materiały filmowe, czasopisma, książki i dziwne gry planszowe. I faktycznie, najczęściej buszowały tu dzieciaki, szukające kreatywnych prezentów dla znajomych. Znaczy, dzieciaki — licealiści. I właśnie dwie takie szperały w planszówkach. Naruto usilnie starał się ignorować ich gderanie, kiedy do jego uszu dotarły słowa „seksowne pośladki”.
Zerknął na nie dyskretnie. Na licealistki, znaczy się. Aktualnie na żadne „seksowne pośladki” nie miał widoku. Obie wpatrywały się w dalszą alejkę, mając przy tym dosyć głupkowate miny. Ta wyższa — blondynka, właśnie zagryzała dolną wargę i najwyraźniej próbowała wyglądać ponętnie. Co, jak zauważył złośliwie Naruto, kompletnie jej nie wychodziło.
— Cholernie dobra dupa — powiedziała, nieco nazbyt głośno.
Naruto powędrował spojrzeniem za ich wzrokiem. I zamarł. Na końcu alejki stał ochroniarz, który rozmawiał właśnie z Sakurą. A ta licealistka mówiła o Sasuke. Konkretnie o jego pośladkach! Jak... co... przecież... Przecież tyłek Uchihy był jego obiektem westchnień!
— O tak — westchnęła z rozmarzeniem. — Bardzo dobra. Zamierzam klepnąć ten tyłek!
— CO. — Naruto dopiero po chwili odkrył, że powiedział to na głos. Dziewczyny spojrzały na niego z wyraźnym niezrozumieniem. — Eee... — zająknął się. Chwycił pierwszą rzecz, jaka wpadła mu w ręce i spojrzał na nią z roztargnieniem. Jak się okazało, trzymał właśnie nowy numer jakiegoś pornucha. — Wyszedł właśnie — stwierdził w końcu, patrząc na okładkę, na której ruda kobieta wdzięczyła się do czytelnika pokazując więcej ciała, niż zasłaniając. — Świeży nakład. Polecam! — Pomachał do dziewczyn gazetą, którą natychmiast odłożył i szybkim krokiem zdezerterował.
O nie. Nie mógł pozwolić na to, by jakaś smarkata bździągwa sprzedała klapsa uchihowym pośladkom! Zwłaszcza, że to było jego marzenie!

***

Łatwiej postanowić, niż wykonać. Przynajmniej do takiego wniosku doszedł Naruto, kiedy czaił się między regałami. Miał dobry punkt obserwacyjny. Z jednej strony wciąż widział uparte licealistki wlepiające maślane spojrzenie w ochroniarza, a z drugiej Sasuke, który albo nie widział tych dziewczyn, albo też usilnie je ignorował.
Tylko... No dobra. Co teraz?
Jako, że Naruto należał raczej do osób, które najpierw działały, a później dopiero myślały o tym, czy tak w ogóle wypada, to w kolejnej chwili już maszerował dziarskim krokiem w kierunku mężczyzny.
— Sasuke — powiedział dosyć poważnym tonem, dziwiąc się, że jest w stanie takowy z siebie wykrzesać w obecności mężczyzny.
— O? — Czarne oczy spojrzały na niego. O boże jakie on miał piękne oczy! Naruto zapomniał, co miał mu powiedzieć. Właściwie, to aktualnie zapomniał nawet gdzie się znajduje. I, że te cholerne licealistki w tym momencie obserwują pewnie nie tylko Sasuke, ale też jego. — Naruto. — Uśmiechnął się delikatnie. UŚMIECHNĄŁ SIĘ. Naruto chyba właśnie znajdował się w raju. — Właściwie to miałem dziwne wrażenie, że mnie unikasz.
Uzumaki, wciąż przebywając w krainie niespełnionych fantazji, pokiwał ze zrozumieniem głową. Dopiero po chwili dotarły do niego słowa mężczyzny.
— Unikam? Nieee — zaprzeczył niepewnie. Wcale nie unikał. Tylko... No tylko chował się w pokoju socjalnym. To przecież normalne. Każdy od czasu do czasu chowa się w pokoju socjalnym! — Ja, um... — Och, gdyby Sasuke był chociaż troszeczkę mniej seksowny, to Uzumaki nie miałby problemu z przeprowadzaniem z nim rozmów. — Właściwie no...
— To dobrze, że nie unikasz. — Uchiha uśmiechnął się jeszcze szerzej. O.Mój.Boże. Naruto ostatkami silnej woli powstrzymał się od westchnięcia. — To coś chciałeś?
Chciał... chciał... chciał coś? Zmarszczył z niezrozumieniem brwi. On? On jedynie chciał móc wpatrywać się w ten cudowny uśmiech długimi godzinami i nie myśleć o niczym innym niż to, że to czarne spojrzenie należy wyłącznie...
Chichot sprowadził go na ziemie. Zwłaszcza, że chichot ten nie należał ani do niego, ani do Sasuke. Tylko do którejś z tych upierdliwych licealistek!
— Tak! — rzucił twardym tonem, przybierając gniewny wyraz twarzy. — Te dwie — kiwnął dyskretnie głową, dając znać, że chodzi mu o klientki — się na ciebie czają. Na twój tyłek się czają, konkretnie mówiąc.
— Hmmm? — Sasuke zerknął na dziewczyny. — Cóż... Nie mój typ. Zdecydowanie. Jeżeli wiesz, co mam na myśli.
Naruto nie wiedział.
— Cóż więc... no... — Dlaczego te cholerne myśli nie chciały układać się w logiczne zdania?! — Um... Uważaj.
Uchiha przyglądał się mu przez chwilę z uwagą. Zaraz spojrzenie przeniósł na dziewczyny, które w tej chwili nawet się nie kryły z tym, że się na niego gapią. I ponownie zerknął na Naruto. Na jego twarzy wykwitł dosyć tajemniczy wyraz.
— Właściwie, to mam pomysł na zniechęcenie ich.
Opuszki palców Sasuke były nieco szorstkie. Ale ich dotyk niezwykle przyjemny. O. O... No.. Naruto nie spodziewał się, że mężczyzna go dotknie. Dlatego też nie za bardzo wiedział jak zareagować, więc robił to, co ostatnimi czasy wychodziło mu najlepiej. Po prostu się gapił. Gapił się prosto w ciemne oczy, podczas gdy palce Uchihy przez chwilę gładziły skórę na policzku, żeby zaraz chwycić go za podbródek.
Naruto wstrzymał oddech.
Sasuke się przybliżył.
Naruto zacisnął gwałtownie powieki.
I... i...
Och.
Sasuke pocałował go. Delikatnie musnął wargami jego własne, sprawiając, że serce Naruto drgnęło gwałtownie, a przez ciało przebiegł dreszczyk ekscytacji. Właściwie, to nie był to prawdziwy taki prawdziwy pocałunek z dużą ilością języka i śliny, jednak wywołał w Uzumakim przyjemne uczucie ciężkości w podbrzuszu.
Kiedy wyczuł, że Sasuke się odsunął, rozchylił niepewnie powieki. A później dłonie. Dopiero zdał sobie sprawę z tego, że kurczowo zaciska palce u rąk, które bezczynnie zwisały po jego bokach. Otworzył usta, chcąc coś powiedzieć, tylko, że znowu za bardzo nie wiedział co.
— No cholera, zawsze jak już zawieszę na kimś oko, to okazuje się, że jest gejem. — Niezadowolone prychnięcie, które dobiegło zza jego pleców, sprowadziło Naruto na ziemię. Dziewczyny wyminęły ich, zmierzając do wyjścia ze sklepu. — Co jest z tym światem nie tak?
Przez chwilę Uzumaki podążał za nimi wzrokiem. Zaraz jednak wbił go w swoje własne stopy.
— Cieszę się, że mogłem pomóc — wymamrotał i wrócił do biblioteczki. Praca. Tak. Musiał posegregować gazety. No.

***

...get rid of a temptation...

***

To było straszne. To było złe. To było po prostu przerażające.
Bo o ile wcześniej Naruto po prostu wariował, bo wariował, wyobrażając sobie dziwne rzeczy, tak teraz wariował... No właściwie wciąż wyobrażając sobie dziwne rzeczy, jednak z tą różnicą, że teraz wiedział jak smakują usta Sasuke. I ta wiedza, chociaż z jednej strony dodawała mu skrzydeł, tak też z drugiej była cholernym utrapieniem. A to z tego powodu, że chciał to przeżyć przynajmniej jeszcze raz. I to tak z użyciem większej ilości śliny. Plus języka.
Westchnął ciężko, przytłoczony kolejną wizją rzucenia się na ochroniarza. Sama świadomość tego, że mężczyzna znajduje się gdzieś w tym samym budynku, sprawiała, że czuł nieodpartą pokusę do... no... cholerna wyobraźnia!
— Wyglądasz jak kupka nieszczęścia — stwierdziła stojąca za kasą Sakura. Naruto zerknął na nią przelotnie, zanim kontynuował wykładanie prezerwatyw. — Albo jakbyś czegoś chciał, ale z jakiegoś bzdurnego powodu nie mógł tego mieć.
— Facet, na którego lecę już od dosyć dawna, wie, że się gapię systematycznie na jego tyłek — powiedział grobowym głosem. — I chyba mu się to nie podoba. Znaczy, że się gapię. Bo nabija się ze mnie i to bardzo. Nie odpowiada mi taka sytuacja, więc z łaski swojej, nie dołuj mnie bardziej, okej?
— Nabija? — Sakura zignorowała wyraźnie część jego wypowiedzi. — Jak to, nabija?
— Tobie się po prostu nudzi, bo mamy dzisiaj wyjątkowo mały ruch, czy pytasz jako przyjaciółka? Ponoć moja najlepsza?
— Jedyna, uściślając. — Haruno wyszczerzyła się radośnie w jego stronę. — I oczywiście, że się po prostu nudzę, więc?
Naruto przewrócił oczami. Cudownie było mieć wsparcie wśród innych ludzi. Mimo wszystko jednak, odłożył trzymaną właśnie paczkę i powrócił spojrzeniem do Sakury.
— Czytał mi etykietę z masażera prostaty — powiedział głosem wypranym z wielkich emocji. — Och, oczywiście, że możesz się śmiać. Nie przeszkadzaj sobie — dorzucił, widząc jej minę. Jednak kobieta opanowała się. — Romantycznie, nie? Pomagał mi wykładać towar i czytał o tym, że gadżet analny to super sprawa i każdy powinien taki mieć. Wiesz co zrobił na końcu?
Sakura pokręcił głową.
— Kazał jeden odłożyć dla siebie.
Wtedy wybuchnęła śmiechem.
— No dobra — wykrztusiła z siebie, kiedy tylko zdołała złapać oddech. — Ale po czym wnosisz, że wie, że się gapisz na jego cztery litery?
— A za co innego miałby się mścić? — zapytał z wyraźnym politowaniem.
— Daj spokój, to, że czytał ci dziwne rzeczy, nie znaczy jeszcze, że się mści.
— Pocałował mnie — sapnął Uzumaki, marszcząc brwi. — I zrobił to tylko po to, żeby wybić mnie z równowagi i w ogóle, żeby dać mi nauczkę.
Sakura wpatrywała się w niego przez chwilę w kompletnej ciszy. Na jej twarzy wykwitł wyraz zupełnego niezrozumienia.
— Facet twoich marzeń cię całuje, a ty stwierdzasz, że robi to tylko po to, żeby dać ci nauczkę? — wykrztusiła w końcu z siebie.
— No tak. — Wzruszył ramionami. Jednak, coby dowieść bardziej swojej racji, przedstawił przyjaciółce całą sytuację, w jakiej brali udział on, Sasuke i te głupie licealistki.
— Uchiha cię pocałował, a ty myślisz, że zrobił to, bo się z ciebie nabija? — powtórzyła tym samym niedowierzającym tonem, kiedy Naruto skończył swoją opowieść.
— No...
— Powiem ci to pierwszy raz w życiu: nie myśl już więcej. Błagam.

***

Po rozmowie z Sakurą odkrył, że jeszcze bardziej nie wie co myśleć. On wciąż uparcie twierdził, że Uchiha po prostu się mścił w wyjątkowo pokrętny sposób, ona zaś, że chyba jest nienormalny skoro tak sądzi i i powinien wziąć się w garść.
Ha, tylko jak tu się wziąć w garść, kiedy obiekt westchnień, jego własna seksowna pokusa, jego ideał najwspanialszy, właśnie odstawiał — oczywiście tylko w jego wyobraźni — namiętną scenę, używając do tego tych przeklętych przebieralni, znajdujących się na tyłach sklepu. Naruto zmierzył je ponurym spojrzeniem. Był właśnie w dziale, gdzie można gdzie można było zaopatrzyć się we wszelkiego rodzaju seksowne przebrania. A on musiał posegregować rzeczy z wieszaków.
Ogólnie rzecz biorąc, to Sakura stwierdziła, że Naruto powinien po prostu porozmawiać z Sasuke. Nawet zapytać go o ten cholerny masażer, skoro tak go męczyła ta historia i wyjaśnić sprawy między nimi, bo ona już nie może patrzeć na wiecznie wzdychającego Uzumakiego i ma tego dość, a jeżeli on sam nie ruszy tyłka, to ona wkroczy do akcji!
Naruto nie chciał, żeby wkraczała. Serio. Dlatego też solennie obiecał jej, że jak tylko nadarzy się okazja, to zamieni z Sasuke słówko. Szkoda tylko, że nie przewidział, że okazja nadarzy się właśnie...
… właśnie teraz.
— Hej.
Naruto zamarł, trzymając w rękach wieszak z męskimi stringami w kształcie słonika. W przypływie trzeźwego myślenia odłożył go, a dopiero po tej czynności obrócił się w kierunku Uchihy.
— Hej — odpowiedział, przyglądając się mu z wahaniem. Ha. Miał zamienić z nim słówko! Tylko ciekawe jakie...
Kiedy tak wpatrywali się w siebie w milczeniu, do Naruto dotarło, że Sasuke również wyglądał na lekko niepewnego. To dziwne w sumie, bo sam zagadał, a teraz najwyraźniej nie za bardzo wiedział co powiedzieć.
— Wiesz — zaczął jednak w końcu Uchiha, uśmiechając się przy tym lekko. — Nigdy nie byłem za dobry w rozmowach. Zwłaszcza z niektórymi ludźmi.
— Ja też — powiedział Naruto, kiwając przy tym głową. Właściwie to miał problem z jedną, konkretną osobą. I to ona właśnie patrzyła na niego tymi swoimi cudnymi, czarnymi ślepiami. Wtedy do Uzumakiego dotarło, że może nie ma sensu za dużo rozmawiać i że obiecane słówko już właściwie z siebie wydukał. Przyszedł czas działać. Zwłaszcza, że kuźwa, w końcu trzeba było zakończyć te cholerne podchody i Naruto po prostu musiał jakoś określić ich stosunki. — Zawsze wolałem czyny od słów.
A to, że owe „stosunki” Uzumaki widział w jednych, konkretnych barwach, spowodowało, że zaraz sapnął pod nosem i nie czekając na reakcję drugiego mężczyzny, wepchnął go do jednej z przymierzalni, jednocześnie atakując jego usta swoimi.
W końcu.

***

Sasuke smakował... miętą. Miętą i czymś jeszcze, czego Naruto nie był w stanie aktualnie określić, ale co powodowało, że wręcz kręciło mu się w głowie. A może chodziło bardziej o to, że po chwilowej dezorientacji, w której Uzumaki przycisnął swoje wargi do tych Uchihy, Sasuke jakby... eee...
No cóż, w pierwszej sekundzie — kiedy jeszcze drzwiczki przymierzalni nie do końca się za nimi zamknęły — Naruto pomyślał, że w najlepszym wypadku mężczyzna odepchnie go albo trzaśnie po twarzy. A w najgorszym... No, nawet nie chciał tego roztrząsać. Jednak Sasuke, zaraz po tym jak został wepchnięty do małej przestrzeni, a Uzumaki się od niego oderwał... Uśmiechnął się.
Naruto nie miał za dużo czasu wpatrywać się w ten cudowny, idealny wręcz wyraz twarzy. Bo zaraz Uchiha nachylił się nad nim i sam zainicjował pocałunek. Uzumaki jęknął wewnętrznie, zaciskając kurczowo oczy, czując jak język Sasuke nawilża jego wargi. Jak wkrada się w usta, aby bez większych skrupułów badać ich wnętrze. Mruknął, wplatając palce w ciemne kosmyki, aby przyciągnąć twarz mężczyzny do pogłębienia pocałunku.
To było zdecydowanie lepsze niż wszelkie wymysły jego wyobraźni. O tak! Czuć lekko szorstkie wargi na swoich. Czuć zapach Sasuke i jego smak! Jego dłonie na plecach oraz bijące od mężczyzny ciepło.
— Właściwie — powiedział Sasuke, gdy się w końcu od niego oderwał, aby zaczerpnąć powietrza — to chciałem cię zaprosić na kawę.
Naruto parsknął prosto w jego usta. Wciąż trwali w lekkim uścisku, bo Uchiha jakoś nie śpieszył się z zabraniem rąk z jego pleców, a on też jakoś nie miał ochoty wyplątywać palców z czarnych włosów.
— Nie mogłeś tego zrobić przed tym, jak uraczyłeś mnie opisem masażera prostaty?
Sasuke nieco spochmurniał.
— Spanikowałem.
— Co?
— Nie wiedziałem jak zagadać.
— Rada na przyszłość: masażer prostaty to nie jest dobry przedmiot do rozmów, jeżeli chcesz kogoś wyrwać.
— Czy ja wiem? Patrząc na to, w jakiej sytuacji się właśnie znajdujemy?
Uzumaki ponownie parsknął śmiechem.
— No skoro tak stawiasz sprawę...
Okazuje się, że czasami poddanie się pewnym pokusom jest nawet skuteczniejsze, niż używanie słów. Tak. Zdecydowanie skuteczniejsze.

***

… is to yield to it.*

***

*Jedynym sposobem pozbycia się pokusy jest uleganie jej.
Oscar Wilde — Portret Doriana Graya

niedziela, 22 maja 2016

Na granicy fiksacji

Dziękuję jeszcze raz za komentarze i zapraszam na część kolejną. Betowała AKARI! ♥ ♥ ♥

***

X

Strażnik potrafił kochać miłością prawdziwą. Jednak strażnik kochał też szalenie. Obsesyjnie i zazdrośnie. I ostrzegł o tym mędrzec byty przez siebie stworzone, aby uczucia swe na wodzy trzymały, bo konsekwencje źle ulokowanych odczuć tragiczne w skutkach być mogły.
Jednak czymże były jego słowa, wobec nieokiełznanego uczucia miłości?


Naruto jęknął z frustracji, jednocześnie przywalając głową w blat stołu przy którym aktualnie siedział.
Świrował. Po prostu świrował.
Och. Nie z powodu lisa i dziwnych machlojek z próbami przejęcia jego ciała, tylko tak… po prostu. Świrował zamknięty w czterech ścianach, raz po raz odczytując zapiski z którymi przyszło mu się zapoznać. Nie ogarniał całej tej pisaniny i miał serdecznie dosyć babrania się w tekstach. I to właściwie przez to dochodziło do jego świrowania.
Bo na cholerę mu znajomość notatek z których dowiadywał się jakiś głupot, ponoć mających miejsce wieki temu. W jego mniemaniu były to zwykłe bajki, banialuki i wyssane z palca brednie, które tylko powodowały, że marnował czas na ich czytanie, a nie… a nie robił coś ważniejszego, no!
Gapił się na swojego kochasia?
Jęknął ponownie, na chwilę podnosząc — i tak już bolącą — głowę i zaraz ponownie przywalając nią w blat. Tak. Idealne wyczucie na lisie docinki. Jak zawsze.
Najgorsze było to… (znaczy, najgorsze w tej chwili, a nie, że tak ogólnie, bo marudzenie demona wciąż plasowało się na pierwszym miejscu), że właściwie musiał siedzieć w tych papierach. Aktualnie nie było dla niego innego zajęcia w tym całym grajdole. No więc siedział. I czytał. Raz po raz zmęczonym, zirytowanym spojrzeniem studiował smukłe litery napisane przez Czwartego, coraz bardziej się złoszcząc, że nie odkrywa niczego, co mogłoby im się przydać. Jednocześnie wyczekiwał momentu, kiedy Sasuke wetknie głowę do pomieszczenia i oznajmi wypranym z emocji głosem:
— Idziemy?
Tak. Tak jak właśnie w tej chwili.

***


Sasuke naprawdę wziął sobie do serca zalecenia Tsunade i, mimo że niekoniecznie pasowało mu takie bratanie się z ludźmi z akademii, to jednak nie przeciwstawiał się i w każdym spotkaniu ze znajomymi brał udział. A Naruto widział, że Uchiha wolałby jednak zaszyć się w swoim domu. Nie miał pojęcia skąd, ale wiedział. Mimo to Sasuke wydawał się czasami nawet w miarę dobrze bawić podczas tych wieczorów i właściwie to on ustalał wyjścia. Chociaż może „bawić” to było nieco naciągane określenie. Bardziej… no nie przeszkadzały mu po prostu te wypady.
Swoje odczucia mężczyzna najwyraźniej zepchnął na drugi plan i robił to wszystko mając na względzie dobro Uzumakiego. I, psia mać, trzeba było przyznać, że jego działania były nad wyraz skuteczne, bo Naruto, mimo początkowej niechęci, szybko powrócił do bycia dawnym sobą, lgnącym do przyjaciół i szczęśliwym z samego faktu, że ma sposobność przebywać z innymi ludźmi.
Chociaż jedno zdecydowanie się zmieniło.
Bo lgnięcie lgnięciem, ale Uzumaki wiedział, miał tę stuprocentową pewność, że każdego wieczoru wybije godzina, kiedy znowu z Sasuke będzie sam na sam. W jego mieszkaniu. W kojącej ciszy i równie kojącym towarzystwie mężczyzny, który nie narzucał się, a po prostu był. Przy nim.
Jasne. Naruto chętnie dawał się wyciągać na spotkania, bo obecność znajomych naprawdę pozwalała mu nie myśleć o własnych problemach i o tym, że nic z ich poszukiwań nie idzie po jego myśli. Ale równie chętnie wracał. By w zaciszu uchihowej rezydencji mieć Sasuke tylko i wyłącznie dla siebie. Nawet jeżeli oznaczało to, że po prostu przez długie minuty będą siedzieć na drewnianym tarasie, chliptać kawę i słowem się do siebie nie odezwą.
W każdym razie, wszystko było w porządku, póki Sasuke był blisko.
No właśnie.

***

— Hę? — Naruto zamrugał, nie będąc pewnym, czy właściwie dobrze wszystko usłyszał. Miał szczerą nadzieję, że nie.
— Misja.
— Załapałem, że misja — żachnął się. Początkowe zdziwienie zamieniło się w lekką irytację. — Nawet załapałem, że Sasuke misja. Tylko niekoniecznie rozumiem, dlaczego samotna misja i dlaczego ma być wykonana akuratnie przez Uchihe. Nie, żeby coś, ale moim skromnym zdaniem, ze względu na lisa oczywiście, nie powinniśmy zbytnio się rozdzielać.
— Ze względu na lisa, mówisz? — Na ustach Hokage pojawił się krzywy uśmiech, który ni jak się Uzumakiemu nie spodobał.
— Oczywiście — postanowił twardo trzymać się swojego stanowiska. — Lisa.
— Niech ci będzie — skapitulowała kobieta. — W każdym razie tak. Sasuke czeka samotna misja. I chociaż zdaję sobie sprawę z tego, że lepiej by było, abyście trzymali się razem, to jednak w tym przypadku… jesteśmy zmuszeni…
— My?
— Owszem. Ja i Uchiha. Sytuacja wymaga, żeby ruszył w teren. Samotnie — zaakcentowała ponownie, patrząc na Naruto znacząco. Na co ten skrzywił się wyraźnie.
Od początku wiedział, że święci się coś ciulowego. Od kiedy tylko Sasuke oznajmił mu z rana, że muszą się udać do Tsunade. Zaraz jak się znaleźli pod gabinetem Hokage, został poinstruowany przez przyjaciela, że ta rozmowa musi się odbyć w cztery oczy, więc on niech sobie poczeka, póki łaskawie go nie zawołają.
Pogadanka Uchihy z Tsunade trwała dobre dziesięć minut i Naruto za cholerę nie był w stanie nic podsłuchać. Co jeszcze bardziej go irytowało. W każdym razie, po tym czasie został wpuszczony do gabinetu i zaraz na wstępie Hokage oznajmiła mu, że Sasuke zostaje wysłany na misję.
Tak. SAM. Bez niego.
W pierwszej chwili poczuł się wyjątkowo… źle. Myśl o tym, że Uchihy przy nim nie będzie, podziałała na niego dosyć paraliżująco, więc przez sekundę czy dwie nie był w stanie wydusić z siebie słowa. Później wyraził swoje oburzenie. A teraz, będąc pod twardym wzrokiem przywódczyni wioski i czując na plecach wwiercające się, palące spojrzenie czarnych oczu, stwierdził, że chyba w sumie nie powinien… reagować tak dziko.
Jeszcze taki Sasuke sobie, nie daj Boże, coś pomyśli, czy coś.
— No dobra — odetchnął. — Sasuke ma misję. Super. Co ja więc tu robię, skoro to jedyny temat?
— Bo to trzydniowa misja.
Oł.
Zagryzł usta, próbując nie dać po sobie poznać, że ta informacja wyjątkowo mu się nie podoba. Zaraz jednak zbeształ się w myślach. To przecież nie tak, że musi mieć Uchihe przy sobie dwadzieścia cztery godziny na dobę! Fakt faktem, ostatnimi czasy naprawdę tak było i spędzali, jak nie ze sobą, to w swoim pobliżu cały czas, ale no… No. Nie musi, no!
— No i? — zapytał w końcu.
— No i pytanie, czy sądzisz, że w razie czego uda ci się przetrzymać lisiego demona w ryzach samemu przez ten czas.
— Oczywiście — odpowiedział błyskawicznie. Dopiero po chwili stwierdził, że nie jest wcale tego aż tak pewien. Zaraz jednak tchnęła go inna myśl, a w jego głowie zakiełkowało ziarenko podejrzenia. — Zaraz. Ta misja ma coś wspólnego z Kyuubim?
— Cóż…
— Skoro tak, to dlaczego nie mogę w niej uczestniczyć?
— A to, że tak powiem, guzik powinno cię obchodzić. Nie możesz i już. Nikt nie może. Oprócz Sasuke, oczywiście.
— Bezsensu! Ja przecie… — zamilkł gwałtownie, kiedy poczuł na ramieniu dłoń Uchihy, który jeszcze przed chwileczką stał gdzieś za nim. I teraz jakoś tak bezdźwięcznie znalazł się tuż obok niego.
— Odpuść — powiedział jedynie mężczyzna, kręcąc lekko głową. — Naprawdę.
— Ale… — zaczął z oburzeniem, jednak widząc grobową minę przyjaciela odpuścił. — W porządku — burknął w końcu i znowu spojrzał na przywódczynię wioski.
— Więc? Myślisz, że się uda? — ponowiła pytanie kobieta.
— Nie wiem — odpowiedział szczerze. — Niby demon aktualnie siedzi w miarę grzecznie i nawet za dużo nie psioczy. Więc… raczej tak.
— Raczej?
— Och, no wybacz, że nie mogę dać stuprocentowej pewności, że Kyuubi nagle czegoś nie odwali — sarknął. — A na dobrą sprawę, mamy jakiś wybór?
Pytanie pozostało bez odpowiedzi.

***

Nie zdradzono mu żadnych szczegółów poza tym, że Sasuke ma wyruszyć już następnego dnia z samego rana, i że nie będzie go przez równe trzy dni. Chyba że oczywiście coś się skomplikuje, wtedy cała ta dziwna misja potrwa dłużej.
Naruto sam nie potrafił określić, czy bardziej wkurza go to, że nic na temat tej nagłej wyprawy właściwie nie wie, czy to, że on sam niekoniecznie dobrze przyjmuje do siebie informację, że Uchiha na jakiś czas opuści jego marny żywot. Sam sobie próbował wytłumaczyć, że to tylko chromolone trzy dni, a nie Bóg wie ile i że, hej, to przecież nic takiego no! Nie wiedział, kiedy tak cholernie mocno uzależnił się od obecności przyjaciela i chyba nieco zaczynało go to uzależnienie przerażać. Bo przecież… to nie było normalne. Dlatego próbował zmusić się do jakiś bardziej ogarniętych reakcji, czyli właściwie do olania tematu. Byli shinobi, misje się zdarzały, a Sasuke nie musiał przecież być przy nim non stop.
I nawet mu to przekonywanie samego siebie, że nie powinien reagować aż tak źle, wychodziło przez jakiś czas. Jednak kiedy nastał poranek, a on zwlekł się ze swojego futonu, zmarnowany i zmęczony kolejną marnie przespaną nocką, w brzuchu ciążyło mu nieprzyjemne uczucie niepokoju.
Sasuke wciąż najwyraźniej spał, a przynajmniej nie wynurzył się jeszcze ze swojego pokoju, więc Naruto niemalże machinalnie wstawił wodę w czajniku i zaczął przygotowywać kawę oraz śniadanie. Po niedługim czasie Uchiha, lekko zaspany, pojawił się w kuchni, gdzie po krótkim „bry” usiadł przy stole i zanurzył nos w kubku z kawą.
Śniadanie spożyli w ciszy. Każdy pogrążony we własnych myślach.
Te Naruto skupione były przede wszystkim na tym dziwnym uczuciu ciążącym mu w brzuchu, mówiącym, że ta durna misja jest wyjątkowo kretyńskim pomysłem. W tym samym czasie mózg Uzumakiego usilnie próbował go przekonać, że wkręca sobie dziwne rzeczy i przecież nic złego się w ciągu tych trzech dni nie stanie. Sam nie wiedział czemu wierzyć. Z sekundy na sekundę był coraz bardziej pochmurny.
Niemrawo przeżuwał swoją kanapkę, podczas gdy Sasuke już dawno się posilił i właśnie zabierał się za dopakowywanie prowiantu do plecaka, który ze sobą wcześniej przytaszczył.
— Dobrze się czujesz?
— Hm? — dopiero po dłuższej chwili dotarło do niego, że Uchiha coś powiedział.
— Pytam, czy się dobrze czujesz.
— Oczywiście — burknął. — Czemu miałbym nie czuć się dobrze?
— Blado wyglądasz. Może…
— Co?
— Może jednak nie powinienem cię zostawiać?
Paradoksalnie, po tych słowach Naruto poczuł… złość. Bo, cholera, ile on miał lat, żeby ktoś się nim tak strasznie musiał przejmować?! Nawet jeśli to przejmowanie się wynikało po prostu z szaleństw dziewięcioogoniastej bestii, to i tak nieco urażało Uzumakiego. Nawet trochę bardziej niż „nieco”.
— Nie musisz robić ze mnie cioty, która sobie bez ciebie nie poradzi, wiesz? — warknął, mrużąc gniewnie oczy. O tak. Był zły. — Wyobraź sobie, że większość życia dawałem sobie radę sam. Więc…
— Wiesz, że nie o to mi chodziło — przerwał mu Sasuke. — Po prostu demon…
— Demon ma się świetnie, z tego co mi wiadomo. Przekazać pozdrowienia?
— Naruto — w głosie Uchihy pojawiły się ostrzegawcze nuty.
— Co? — sapnął. — Idź już sobie po prostu, a nie chrzanisz trzy po trzy. Skoro to taka ważna misja, że musisz ją wykonać niezwłocznie i taka tajna, że nie możesz mi zdradzić szczegółów, to po co drążyć temat?
— To pomoże z lisem!
— Cudownie. Zapewne dziewięcioogoniasty się ucieszy z twojej atencji. Jak już wspominałem, ja czuję się świetnie.
— Naprawdę wolałbym zostać.
Jak gwałtownie się zirytował, tak też nagle Naruto oklapł. Złość wyparowała z niego momentalnie, zwłaszcza, że właśnie w oczach przyjaciela ujrzał… troskę. Zwykłą troskę, niepodszytą żadnym innym uczuciem. Sasuke wpatrywał się w niego intensywnie, najwyraźniej szukając jakiegokolwiek argumentu na to, żeby faktycznie nie musieć ruszać się z wioski.
Westchnął ciężko, przymykając jednocześnie powieki, żeby chociaż w ten marny sposób odgrodzić się od tego prześwietlającego spojrzenia. Boże. Dlaczego to wszystko było takie… takie… pogmatwane? Dlaczego on sam nie potrafił w tej chwili nawet ogarnąć swoich własnych uczuć i warczał na Sasuke chyba tylko po to, żeby jakoś zamaskować swój… niepokój?
— Sorry — wydukał w końcu, wciąż nie otwierając oczu. Głos zatrząsł mu się lekko, chociaż sam nie do końca wiedział z jakiego powodu. — Po prostu… — sapnął. — Wszystko okej. Naprawdę. Po prostu wstałem lewą nogą. — Uśmiechnął się niemrawo.
— Na pewno?
Naruto wzdrygnął się niekontrolowanie, gwałtownie otwierając oczy. Z ledwością powstrzymał się od zdumionego sapnięcia.
Bo oto twarz przyjaciela znajdowała się zaledwie kilka milimetrów od jego własnej. Na tyle blisko, że Uzumaki mógł dostrzec jasne plamki czające się w czarnych tęczówkach. Tak blisko, że Naruto czuł bijące od drugiego ciała ciepło i chyba z tego względu wszystkie dręczące go dotychczas myśli rozpierzchły się momentalnie, pozwalając aby tylko jedna pozostała w głowie.
Sasuke ma piękne oczy.
— Ja… noo — wydukał w końcu, nie za bardzo wiedząc co takiego chce powiedzieć, jednak wypadałoby cokolwiek wydusić na zadane pytanie. Szkoda tylko, że jego mózg najwyraźniej stwierdził, że czas najwyższy udać się na wakacje.
— Masz czerwone policzki — oznajmił Uchiha, nie odsuwając się wciąż i mrużąc podejrzliwie oczy. Jego ciepły oddech owiał twarz Naruto, co ni jak nie pozwoliło Uzumakiemu jakoś bardziej się ogarnąć. Wręcz przeciwnie. — Nie masz gorączki?
Nie zdążył zaprzeczyć. Zdecydowanie nie miał gorączki, mimo tego, że w tej chwili — och, czuł to! — cała jego twarz przybrała kolor dojrzałego pomidora. W każdym razie: nie zdążył zaprzeczyć. Bo kiedy już zabierał się za wyciśnięcie z siebie jakiegoś, nieco spanikowanego, „NIE!”, ręce przyjaciela delikatnie ujęły go za twarz i pociągnęły lekko do przodu, żeby zaraz ich czoła się lekko dotknęły.
Naruto miał wrażenie, że świat się zatrzymał.
Szeroko otwartymi oczami wpatrywał się w twarz przyjaciela. W jego, aktualnie nieruchome, oczy. Które wciąż intensywnie wlepiały się w jego własne, powodując, że Uzumaki czuł, że kolor który właśnie zdobił jego twarz zamienia się w cudownie ceglane bordo.
Pocałuje… mnie?
— Nie masz — odpowiedział sam sobie Uchiha, odsuwając się od niego gwałtownie.
Naruto z ledwością powstrzymał jęk zawodu. I dopiero po chwili sobie uświadomił co za bzdurne myśli krążyły mu po głowie.
— Mówiłem, że wszystko okej — oznajmił i zaśmiał się sztucznie, próbując zamaskować swoje zakłopotanie. — I serio, idź już. Ze mną wszystko będzie dobrze. Poradzę sobie z tym lisim pchlarzem, cokolwiek by nie wywinął.
— W porządku — powiedział Sasuke, po chwili ciszy w której znowu wlepiał w Uzumakiego to uważne, lustrujące spojrzenie, pod którym Naruto czuł się wyjątkowo… niekomfortowo. Jakby ktoś, cholera, zaglądał mu prosto do mózgu! — W porządku — powtórzył mężczyzna. I po niedługiej chwili faktycznie wyruszył, zostawiając go w kuchni własnego mieszkania.
Samego.
Skołowanego.
Po kilki minutach takiego bezczynnego siedzenia i wgapiania się w ścianę, Naruto nie był taki pewien czy faktycznie wszystko będzie „w porządku”.

piątek, 1 kwietnia 2016

Na granicy fiksacji

Dziękuję za komentarze wszelakie i zapraszam na część kolejną! Tekst przed publiszem ogarniała AKARI <3.

***

IX

Dosyć szybko znowu pogrążyli się w rutynie, jaka towarzyszyła im przed ostatnim lisim atakiem. Nocne pobudki i picie kawy o ekstremalnych godzinach ponownie wróciły do ich życia. Tak samo jak i Sasuke wrócił do swojej sypialni, czy też po prostu: zaniechał nocnych wizyt w pokoju, w którym przyszło gościć Uzumakiemu. Wróciły również, co było do przewidzenia, senne wizje po których Naruto budził się gwałtownie, wymęczony i rozchwiany emocjonalnie. Z głową bolącą od rechotu lisa i z szalejącymi myślami, skupionymi na tym jak Sasuke dotykał go. Całował. Pieścił.
Dni wypełniały im poszukiwania metody na złamanie pieczęci chroniącej dane, które są zapisane na tablicach stworzonych przez przodków klanu Uchiha i oczekiwaniach na informacje od Hokage na temat badań prowadzonych przez Namikaze. Działali w kierunku ujarzmienia lisiego demona, jednak, ku rozczarowaniu Uzumakiego, ich prace słabo posuwały się do przodu. Mimo że podczas tych wielogodzinnych przesiadywań, ze strony Uchihy dało się słyszeć od czasu do czasu tryumfalne pomruki.
W trakcie jednego z popołudni wypełnionych poszukiwaniami, Sasuke zarządził koniec wiele godzin wcześniej niż mieli to w zwyczaju.
— Dlaczego? — Naruto przez chwilę spoglądał na niego podejrzliwie zza studiowanego właśnie zwoju.
— Wychodzimy.
— Hę?
— Spotkanie ze znajomymi. — Uchiha wzruszył ramionami.
— Co: spotkanie ze znajomymi?
— Nie pamiętasz zaleceń Tsunade? — zapytał, wstając z klęczek. — Masz się nie izolować.
— Ja… przecież… wcale… — zaczął się buntować, niekoniecznie wiedząc właściwie przeciwko czemu w sumie się buntuje. — No ej, no!
— No co?
— I, że co, że niby my razem, teraz mamy… co właściwie?
— Wyjść. Do ludzi.
Na to Naruto nie miał odpowiedzi. No może oprócz jednej.
— Ale ja nie chcę! — stwierdził butnie.
— Jaka szkoda — Sasuke uśmiechnął się złośliwie — że właściwie nie masz w tej kwestii nic do gadania.

***

Naruto dziwił się aktualnie dwóm rzeczom. Po pierwsze temu, że aż tak bardzo sam nie miał najmniejszej ochoty wyściubiać nosa z rezydencji Uchihy. Przez te wszystkie lawiracje związane z lisem, naprawdę odizolował się od innych ludzi i jakoś nie było mu tęskno do zmiany tego stanu rzeczy. W całym wariactwie jakie zagościło w jego życiu, nawet nie było czasu, żeby myśleć o czymś tak przyziemnym jak spotkania z przyjaciółmi. Więc teraz… Po prostu ciężko mu było do tego wrócić.
Drugą rzeczą, której się dziwił, było to, że to właśnie Uchiha zarządził wyjście. Tak, ten sam Uchiha, który przecież od ludzi stronił ZAWSZE i w ogóle raczej mało kiedy można go było ujrzeć w towarzystwie kogokolwiek.
Rozkaz. Rozkaz. Pieprzony rozkaz.
Naruto zmarszczył brwi, słysząc pod czaszką lisie marudzenie. Skroń zakuła go boleśnie.
— Hę? — mruknął nieco nieprzytomnie.
Rozkaz. Powtórzył Kyuubi, ze złośliwą uciechą słyszaną w głosie. No przecież nie chodzi o ciebie.
Uzumaki zacisnął wargi.
Czy Dziewięcioogoniasty miał racje? Cóż… zapewne. I chociaż na co dzień takie myśli Naruto starał trzymać od siebie jak najdalej, tak rzucone znienacka słowa wyjątkowo trafnie wwiercały się w jego świadomość. Jednak nie było mu dane długo nad tym rozmyślać.
— Gotowy? — Głos Sasuke rozbrzmiał z korytarza, skutecznie odwracając uwagę Uzumakiego od lisiego marudzenia.
— Yhm — mruknął. — Już!

***

Później Naruto dziwił się jeszcze bardziej. Bo w barze było mnóstwo znajomych twarzy i wszyscy właściwie zachowywali się nad wyraz normalnie. Nie wiedział w sumie ile wiedzą na temat jego ostatnich… problemów. I czy w ogóle cokolwiek wiedzą. W każdym razie, Uzumaki zdawał sobie sprawę z tego, że nie miał z nimi kontaktu przez długi czas, więc spodziewał się, że dzisiejsze wyjście będzie totalną klapą, że będzie drętwo i w ogóle, że przez większość czasu będzie czuł się nie na miejscu.
A jednak było zupełnie odwrotnie.
Przywitał ich serdeczny opierdziel ze strony Kiby, który zrugał Naruto za nagłe zaginięcie z życia towarzyskiego Konohy. I potem jakoś tak wszystko… poszło naturalnie. Bez wymuszonej uprzejmości, po prostu wszyscy zachowywali się, jakby tych dni izolacji Uzumakiego w ogóle nie było.
To z jednej strony było naprawdę miłe. Jednak z drugiej…
Z drugiej jasno wynika, że równie dobrze by cię mogło nie być.
Potrząsnął głową, starając się nie skupiać na prawionych przez lisa złośliwościach. I w trakcie tego potrząsania zauważył, że ciemne oczy, mimo tego, że Sasuke był zajęty rozmową, zerkają na niego czujnie.
Pilnuje cię, pilnuje.
— Och, zamknij się — burknął do siebie, chwilowo tracąc dobry humor.
— Co? — stęknął, siedzący obok niego Choji.
— Nic, nic — uśmiechnął się do niego uspokajająco. Nie miał zamiaru dać się stłamsić marudzeniu Kyuubiego. Nie dzisiaj. Tak więc reszta wieczoru minęła w spokojnej, wesołej atmosferze, przy wspominkach starych dobrych czasów, piwie i ogólnie dobrym humorze.

***

Najdziwniejszy w tym całym spotkaniu okazał się być Sasuke. Taki… NORMALNY, wyjątkowo uczłowieczony Sasuke, który nie aż tak bardzo stronił od ludzi, i który pozwalał się wciągać w rozmowy, odpowiadając taktownie na zadawane pytania i nawet od czasu do czasu pozwalający sobie na skrzywienie ust w delikatnym uśmiechu. Och, no jasne, w dalszym ciągu był sobą, tyle, że takim… bardziej ludzkim.
Właśnie tego wieczoru Naruto odkrył, że przegapił moment w którym przyjaciel odzyskał spokój.
Pamiętał, że lata temu, kiedy ich drogi rozeszły się na długi, długi czas, Sasuke był rozdarty. Pamiętał, jak pałał chęcią dokonania zemsty na bracie, jak rozpamiętywał masakrę mającą miejsce w dzielnicy jego klanu. Pamiętał jego nieustanne dążenia do zdobycia mocy, umożliwiającej wyznaczenie sprawiedliwości osobie odpowiedzialnej za śmierć jego rodziny.
Pamiętał ich walkę w Dolinie Końca.
Pamiętał jego czarne oczy, zbyt poważne jak na tak młody wiek. Zbyt zmęczone tym co zdołały już w życiu zobaczyć. Wypełnione jedynie gorącym pragnieniem zemsty.
I pamiętał również obojętność. Bo wtedy, w Dolinie Końca, dla Uchihy wszystko przestało się liczyć, oprócz chęci pozyskania odpowiedniej siły. I walka z Naruto była dla niego jednym z pierwszych kroków w tym kierunku.
Pamiętał, że bolało. Właśnie ten obojętny wyraz twarzy, ten brak emocji i deklaracje, że Sasuke właściwie ma gdzieś swoją własną przeszłość w Wiosce Liścia, a tym samym wszystkich swoich znajomych. W tym Naruto, który przecież przez kolejne lata ganiał za nim, nie dając sobie wmówić, że nie uda mu się sprowadzić przyjaciela do wioski. Że sprawi, że ten cholerny dureń przejrzy na oczy i wszystko będzie tak jak dawniej. Pamiętał, że to wtedy świadomie sięgnął po moc Dziewięcioogoniastej bestii, obnażając się tym samym przed nią ze wszystkich emocji. Tamtego dnia było to czyste przygnębienie i smutek.
Pamiętał również późniejsze spotkania, podczas których został wielokrotnie zraniony, zarówno psychicznie, jak i fizycznie. A potem, nagle, po wielu latach, Sasuke po prostu wrócił. Najwyraźniej zdobywając cel jaki przed sobą postawił i tym samym osiągając spokój, do którego aktualnie Naruto było bardzo daleko. Wrócił, pokonawszy Orochimaru i właściwie to było na tyle co wiedział Uzumaki. Bo zaraz też po jego powrocie zaczęły się dziksze nagabywania lisa i odważniejsze próby przejęcia jego ciała.
Dlaczego? Dlaczego akurat wtedy dziewięcioogoniasta bestia zaczęła wykazywać większą aktywność?
Naruto nie wiedział. A lis odpowiadał mu jedynie zjadliwym śmiechem.

***

Kolejne dni mijały. Do poszukiwań sposobu rozszyfrowania pieczęci i oczekiwań na wieści od Hokage, dołączyły stosunkowo częste spotkania ze znajomymi. Życie Naruto w pewnych aspektach stało się dosyć stabilne, mimo dzikich nocnych wizji czy dziennego lisiego marudzenia. A ta odrobina stabilności jak najbardziej mu odpowiadała, więc chwytał się jej kurczowo, z niejakim optymizmem patrząc w przyszłość.
I nawet mu się to optymistyczne nastawienie sprawdziło, bo nastał w końcu poranek, podczas którego w progach uchihowego domu pojawił Konohamaru ze stertą zwojów od Hokage. Tylko jakież było zdziwienie Naruto, gdy w końcu zapoznał się z ich zawartością.
Sasuke zastał Uzumakiego ślęczącego nad jednym z papierów w kuchni, z wystygłą kawą podstawioną pod nos, zgarbionymi plecami i oczami wbitymi w nakreślone na zwoju literki. Obowiązkami nad swoimi badaniami mężczyźni podzielili się w taki sposób, że Uchiha kontynuował męczenie sposobu odszyfrowania klanowych tablic, a Naruto wziął na siebie zaznajamianie się z treścią notatek czwartego Hokage. I aktualnie mu się takie rozwiązanie nie podobało, bo tak niekoniecznie łapał co czyta. Znaczy… łapał. Chyba. Trochę.
Ale jakoś ten czytany tekst nie za wiele mu rozjaśniał w głowie, a przecież dzięki notatkom Czwartego miał się czegoś dowiedzieć o lisim demonie, psia mać! A nie, że siedzi i czyta… czyta… no głupoty, no!
— Bez sensu — burknął do siebie, ledwo rejestrując fakt, że w kuchni nie znajdował się już sam.
— Hm? — mruknięcie mężczyzny, aktualnie stojącego przy blacie i nastawiającego wodę, wyrwało Uzumakiego z własnych rozmyślań. — Kawy?
— Poproszę. A bez sensu — dodał wskazując na leżącą przed nim dokumentację — są te świstki.
— Zapiski Czwartego? — Uchiha zerknął na niego, unosząc jedną z brwi. — Co niby z nimi jest nie tak?
— Bo to nie są zapiski! — jęknął Naruto, podnosząc jeden z papierów i machając nim z irytacją. — To jakieś… jakieś bajki durne, no!
— Bajki.
— TAK. CHROMOLONE BAJKI!
— Bajki czy może legendy?
— Nie sądzisz, że to jeden pies?
— W legendach ponoć zawsze tkwi ziarno prawdy. — Sasuke wzruszył ramionami. — Tylko trzeba umieć je odpowiednio odczytać.
— Sugerujesz, że nie umiem składać literek?
— Sugeruję, że patrzysz na to wszystko zbyt powierzchownie — odpowiedział poważnie. — Przeczytaj którąś.
Przez sekundę czy dwie Naruto wpatrywał się w postać mężczyzny, który usiadł właśnie na krześle naprzeciw niego, z wyraźną podejrzliwością. Zdusił jednak chęć warknięcia czegoś głupiego w ramach odpowiedzi, westchnął ciężko i z małego stosu wygrzebał zwój oznaczony pierwszym numerem. Zaczął czytać.

***

Mędrzec ze zmęczeniem i smutkiem patrzył na rosnące w świecie skupiska złych emocji. Na lęk, na wstyd i gniew wśród pierwszych shinobi się szerzące, które pchały ludzi ku czynom dalekim od chwalebnych. Które stawiały brata naprzeciwko bratu, dzieci przeciwko rodzicom, które z przyjaciół czyniły wrogów i przez które zrywano wszelakie więzi.
Widząc więc, że pod natłokiem tych odczuć wojownicy i ich klany wybijają się wzajemnie, poszukując mocy do własnego przetrwania, wziął Mędrzec i zebrał negatywną energię w jedno skupisko, aby następnie podzielić ją na części, które pod odpowiednie piecze trafić miały.
Trzech strażników więc z lęku towarzyszącego ludziom powstało, lęku objawiającego się niepokojem, napięciem i oczekiwaniem najgorszego. Trzech kolejnych ze wstydu zlepiono. Z toksycznego uczucia własnej ułomności, przeświadczenia o przegranej oraz bezwartościowości. Trzech ostatnich strażników zrodziło się z gniewu. Z narastającej frustracji i złości. Z wszechobecnej agresji.
Po trzech strażników z trzech emocji więc stworzył Mędrzec.
Każdy z jasnym zadaniem mu przyświecającym, aby nad swą częścią negatywności panować i do uwolnienia jej nie dopuścić. I tak nastał pokój wśród shinobi. Dzięki Mędrca interwencji, świat mógł na przód przeć, wolnym będąc od negatywnych emocji. Więc nastały lata świetności i wspaniałości o których po dzień dziś mówić z dumą możemy. Bo z klanów niegdyś zaciekle ze sobą walczących, do dziś przetrwały wioski przez ich przywódców budowane i zarządzane z rozwagą i mądrością.


***

— I tak mniej więcej wygląda też reszta. — Naruto przerwał czytanie tekstu. — Czyli bajki.
— Albo zapiski z pierwszych lat istnienia shinobi.
— Ach, no tak. Bełkot o emocjach zapewne ma z tym wiele wspólnego. Oczywiście. — Skrzywił się. Zupełnie to do niego nie przemawiało. — Zwykłe banialuki.
— Niekoniecznie. — Sasuke wstał, żeby zalać kawę gorącą wodą. — Nie sądzisz, że dziewięciu strażników to najprawdopodobniej jinchuuriki?
— Ja nawe…
Głośny rechot lisa spowodował nagły, ostry ból, sprawiający, że Naruto zamilkł gwałtownie, jednocześnie przymykając oczy. Nie wiedział co też spowodowało taką wesołość demona, ale chyba nawet nie chciał wiedzieć.
— No. Może — mruknął w końcu, masując skroń, jednak dziki śmiech wcale nie chciał ucichnąć, a ból zniknąć. — Ale nawet jeśli, to wiedza z tych zapisków na niewiele nam się przyda, nie?
— Być może.
Naruto uchylił powieki, żeby zerknąć na przyjaciela, kiedy do jego uszu dotarł stuk stawianej na stole kawy. Przez sekundę miał wrażenie, że widzi w jego oczach coś na kształt… troski? A może smutku?
Wzbudzasz litość?
Ciemne spojrzenie przeniosło się zaraz na rozłożony na stole świstek. Wąskie brwi zmarszczyły się wyraźnie, kiedy mężczyzna dojrzał na nim coś, co najwyraźniej wzbudziło jego zainteresowanie.
— Tam w rogu — wskazał palcem na rozwinięty zwój. — Jest coś dopisane?
Naruto podążył wzrokiem na wskazywane przez Uchihe miejsce. Faktycznie. Na skraju papieru ktoś nabazgrał coś nieco niechlujnym, pochylonym pismem. Zupełnie jakby były to rzucane na szybko myśli, zapisywane naprędce, byleby ich nie zapomnieć. Nachylił się nad zwojem, jednocześnie mrużąc oczy.
Kiedy budzą się strażnicy? — odczytał z trudem krótką notatkę. — Pod wpływem silnych emocji. — Przerwał na chwilę, nie mogąc rozszyfrować kolejnych zdań. — Kiedy ...zgs… nie. Kiedy zyskują najwięcej? Gdy odradzają się z przeciwności.
Oderwał spojrzenie od tekstu i spojrzał z niezrozumieniem na Sasuke, który wyglądał na równie skonfundowanego co on sam.
— Załapałeś coś z tego? — zapytał mimo wszystko.
Uchiha pokręcił głową.
— No — westchnął Uzumaki. — To cudownie.
Kurwa.

***