czwartek, 22 października 2015

Kubeł zimnej wody - SasuNaru

W sumie. Tu też mogę pacnąć ten tekst, a co. Niech się dzieje coś na tym blogu, częściej niż raz na miesiąc xD. Otóż: poniższy fik jest wynikiem zadania eventowego i zawiera fragment opowiadania Siru "No light in your bright bule eyes" (polecam!). 

*** 

Tytuł: Kubeł zimnej wody 
Gatunek: Event, AU
Długość: Miniaturka
Uwagi: Kilka przekleństw, trochę alkoholu xD. Fik pisany na bardzo bardzo szybko, coby się wyrobić na określony termin. Ale w sumie się nie wyrobiłam xD. Yyy... ponoć OOC. Znaczy Kiba OOC. Naruto może dla niektórych też. 
Beta: AKARI, luf :*


***

Część I 

— Setkę — warknął Naruto, siadając na wysokim barowym stołku po wcześniejszym pieprznięciu walizek na podłogę. Tak. Pieprznięciu. Bo tego bezprecedensowego rzutu nie dało się określić innym mianem.
W tej chwili naprawdę nie obchodziło go to, że właśnie zarobił kilka krytycznych spojrzeń od ludzi siedzących w pubie. I że wygląda dosyć… dziwnie. Z masą tobołów jakie ulokował przed chwilą na ziemi, z zaczerwienionymi policzkami, bardzo zmierzwionymi włosami i wściekłym błyskiem w oku. Jednak młody barman znajdujący się po drugiej stronie lady najwyraźniej był już świadkiem WSZYSTKIEGO, czego tylko można być świadkiem w tego typu lokalu, bo nie skomentował jego zachowania czy też wyglądu, tylko zaraz podstawił mu pod nos zamówienie. Które Uzumaki wypił jednym haustem, krzywiąc się przy tym.
— Kolejną — burknął, po odstawieniu kieliszka. O tak. Zdecydowanie miał zamiar utopić dzisiaj smutki w dużej dawce alkoholu. Bardzo, bardzo, bardzo dużej. 
Stęknął w myślach, zakrywając twarz rękoma, żeby zaraz ją przetrzeć z rozdrażnieniem. Jezu. Co za przepaskudny dzień. Okropny. Najgorszy. I w ogóle nah. A to wszystko przez to, że Sasuke zachował się nie tak jak powinien się zachować i ogólnie było nie tak jak Naruto sobie umyślił!
W jego planie wszystko miało potoczyć się inaczej. Bardzo inaczej. Tak jakoś na korzyść ich związku, a nie… no... destrukcyjnie.
Tak, jak nie patrzeć, plan zakładał same korzyści.
I chyba nie wyszło mu to mocno, bo… no cóż… To, że siedział w pierwszym lepszym barze jaki udało mu się znaleźć i targał ze sobą dwie walizki zawierające cały jego życiowy dobytek i raczej nie wyglądał na zadowolonego z tej sytuacji, świadczyło o tym, że w jego małej intrydze COŚ POSZŁO NIE TAK.
Teraz tylko nie wiedział, czy być bardziej wściekłym na siebie, że w ogóle tak durnowato doprowadził do tego swojego dramatycznego wyjścia z tobołami, czy bardziej na Sasuke, który nie zareagował tak jak powinien zareagować! Po kolejnym kieliszku szybko stwierdził, że zdecydowanie powinien być zły na Uchihe, bo… bo… bo tak i już. No. W końcu, to ON, a nie Sasuke, siedział teraz w barze bez jakiejkolwiek perspektywy w miarę ogarniętego noclegu.
Chyba że na dworcu.
Albo zawsze może do oporu siedzieć przy barze i… i potem się pomyśli.
Znowu ledwo powstrzymał się od jęknięcia. Boże. Dlaczego? Dlaczego wszystko co ma związek z jego facetem (już byłym facetem?) było takie skomplikowane? I takie… nie idące po jego myśli.
Tym razem zrezygnowane jęknięcie wyrwało się z jego ust, zanim zamaszyście przywalił głową w blat przy którym siedział. Tak. Bolało. Nawet dosyć mocno, ale olał to, przez dobre kilka sekund nie podnosząc się do jakiejś bardziej ogarniętej pozycji. Właściwie to nie miał ochoty w ogóle się ruszać i mógłby tak przeleżeć resztę tego cholernego wieczoru i najlepiej całą noc, ale ktoś bezczelnie klepnął go w ramię i usiadł na wolnym stołku obok.
— Wyglądasz kwitnąco — usłyszał.
— Spierdalaj.
— Zadzwoniłeś do mnie tylko po to, żeby kazać mi spierdalać? Błyskotliwie, nie ma co. Ale wiesz, mogłeś mi to równie dobrze powiedzieć przez telefon.
Naruto, nie podnosząc się, obrócił głowę w taki sposób, żeby móc swobodnie wgapiać się w przyjaciela. O tak. Inuzuka był osobą, jakiej w tej chwili najbardziej potrzebował. Czyli z taką, z którą mógł się po prostu bezczelnie schlać i wymarudzić za wszystkie czasy. I jeszcze trochę na zapas. A coś czuł, że jeszcze kilka kielonków i naprawdę będzie musiał wyrzucić z siebie kilka rzeczy, które od dłuższego czasu leżały mu na sercu. Ale do tego Kiba musiał znajdować się w stanie przynajmniej lekko wskazującym, bo przecież na trzeźwo jego smęcenia nie zniesie. No, a przynajmniej Uzumaki nie chciał mu robić aż takiej krzywdy, bo przecież słuchanie gejowskiego marudzenia mogło w hetero facecie zasiać niezłe spustoszenie w biednej psychice.
Na szczęście Kiba z Naruto znali się już na tyle, że Inuzuka wiedział czego może się spodziewać po takim nagłym telefonie. I sam chętnie da się spić, coby wytrzymać jakoś ten wieczór picia na smutno.
— Wódka? — zapytał więc w końcu Uzumaki, wiedząc bardzo dobrze jaka będzie odpowiedź przyjaciela.
— Wódka — przytaknął Kiba, przywołując gestem barmana.


***


Po niedługim czasie obaj byli wstawieni. Nieco bardzo wstawieni. Naruto chyba nawet bardziej niż Kiba. Bardzo bardziej.
— JESTEM — oznajmił doniosłym głosem, starając się brzmieć najpoważniej jak tylko potrafił. Zrobił krótką pauzę na czknięcie, zanim kontynuował. — PIJANY.
— Tak — przyznał Inuzuka.
— BARDZO — kontynuował tym samym tonem.
— Oczywiście.
— PIJANY — powtórzył dla dosadniejszego podkreślenia wagi swojej wypowiedzi. — WIESZ TO?
— Zostałem chyba uświadomiony.
Naruto zamilknął na dobrą chwilę, zezując na leżący przed nimi kielonek. Chyba naprawdę był pijany. Bo szklane naczynko lekko mu się dwoiło. I rozmazywało. I w ogóle było jakieś nieteges dla jego spojrzenia. Cóż, pomyślał, nie odrywając od rzeczy grobowego spojrzenia, cóż.
— Cóż… — wymamrotał w końcu, z lekkim wysiłkiem kierując spojrzenie na swojego przyjaciela. — A ty? Już? Też?
— Też. Ja. Już.
— Cudownie — orzekł. — Tak. To możemy — czknął. — Rozmawiać. Poważnie. — Potrząsnął głową, żeby się nieco otrzeźwieć i móc składać trochę bardziej skomplikowane zdania, niż takie stworzone z pojedynczych wyrazów. Do pijackich wynurzeń to byłaby przydatna umiejętność w końcu.
— Więc — podjął Kiba, widząc, że przyjaciel ma drobne problemy z zebraniem myśli. — Co tam? Grubo?
Na szczęście ich i osób postronnych, po jakimś czasie zmienili miejscówkę i sprzed barowej lady przenieśli się do jednego z boksów znajdujących się w lokalu. Akurat trafili na taki znajdujący się w końcu sali, więc nie razili innych klientów swoim widokiem. Ani rozmową. Tak. Pijacka rozmowa mogła nieco razić, jakby została podsłuchana przez przypadkową osobę.
W każdym razie, siedzieli w tym boksie, skutecznie doprowadzając się do stanu w którym żadnemu z nich nie będzie przeszkadzało, że chrzani głupoty. Właściwie ten moment chyba akurat nastąpił. A coby dodać mu jeszcze nieco więcej nastroju Naruto chwycił zamówioną (niemalże już opróżnioną) butelkę alkoholu stojącą na stole i polał do ich kieliszków.
— Grubo — potwierdził Naruto. — Pożarłem się z Sasuke. Tak wiesz, konkretnie. Więc chyba, no… noo… chyba z nim zerwałem przypadeczkiem .
— Czekaj, co? — Kiba zmarszczył brwi w wyraźnym wysiłku myślowym. — Jak to. Nie da się zerwać z kimś przypadkiem.
— A właśnie, że się da! — zawołał z pewnością w głosie. — Jak jest się mną to się da!
— Przekichane być tobą w takim razie — stwierdził Inuzuka. — Ale, że co się stało? Bo nie, żeby coś, ale wy się żrecie zawsze. 
— Nieprawda — zaprzeczył z wysiłkiem. — To takie ten… urocze droczenie się.
— Urocze?
— Yhy — mruknął, a zaraz jego twarz rozjaśniła się w rozmarzonym uśmiechu. — Bo Sasuke jest bardzo uroczy — wyznał, chichocząc zaraz, niczym lekko podchmielona panienka. O ile podchmielenie się zgadzało, tak bycie panienką… no niekoniecznie. Więc efekt wyglądał bardziej niż komicznie.
— Uroczy — powtórzył Kiba. Nie wyglądał na przekonanego. — Uchiha.
— Owszem — przytaknął Naruto z pijacką pewnością. — Uroczy Uchiha.
— Pozwolisz, że nie będę sobie tego wizu… wizuzu… wizyz... wyobrażał. — Kiba wpatrywał się w niego z mętną bezradnością. Zaraz sapnął pod nosem, czknął i zapytał: — Skoro jest taki uroczy, to się pożarliście, bo…?
— Bo jest pacanem — odpowiedział błyskawicznie, nagle tracąc pijacki humor. — Wrednym, niestarającym się o nic, myślącym, że wszystko mu się należy, okropnym, przepaskudnym ksylofonem z ubytkami w płytkach.
— Skąd ty znasz takie trudne słowa jak “ksylofon”?
— Ja naprawdę, naprawdę! staram się być WYROZUMIAŁYM — kontynuował, nie zważając na przytyk. — I to chyba normalne, że od partnera życiowego oczekuję mniej więcej podobnej postawy, nie? W końcu… W końcu, to ze mną ma spędzić resztę życia, a nie ze swoim cholernym, gburowatym ojcem, no nie? I, borzeszumiący, ile można mieć tę samą wymówkę w stylu “dajmiczasNaruto”, “będziedobrzetylkodajczas”! “JAKOŚTOZAŁATWIĘWKOŃCU”! Jasne, kurwa, a mi na czole wyrośnie kaktus!
— A ty wiesz, że… — Kiba postanowił włączyć się w jego monolog. — Ja zupełnie nie rozumiem co ty do mnie mówisz?
Uzumaki zmierzył go krytycznym spojrzeniem. Przyjaciel, kuźwa.
— Mówię, że Uchiha to kompletny cymbał. Albo niekompletny w sumie, bo ma braki emocjonalne. Jego ojciec…
— Coś tyś tak do jego ojca się doczepił?
— No bo wścieka mnie, że ten cały nasz związek jest tak bardzo zależny od tego cholernego starucha!
— Wiesz, że WCIĄŻ zupełnie nie rozumiem o czym ty do mnie mówisz?
— Jak to nie rozumiesz — żachnął się Naruto. — No przecież mówię, że to przez tego buca wszystko! Starego buca znaczy się. Ten młody też ma swoje za uszami, ale gdyby nie ten stary to by problemu nie było! Wnerwia mnie ten dziad, a nawet go na oczy nie widziałem nigdy! Chociaż to może w tym tkwi problem…
— Ej. Nie. Stop. — Kiba potrząsnął głową. — Bo ja naprawdę nie kumam, o co chodzi. Zacznij od początku, okej?
— Początku?
— Początku. Początku.
— Okej. No to od początku.
Naruto westchnął, czując się nagle wyjątkowo trzeźwym. I zaczął opowiadać.


***

Naruto kochał Sasuke całym sercem. I ponoć działało to też w drugą stronę, jednak Uzumaki miewał czasami pewnego rodzaju wątpliwości, jeżeli chodziło o uczucia jego faceta. Och, nie, żeby jakoś mu doskwierało poczucie, że nie ma między nimi czegoś głębszego, czy coś w tym stylu. No…
Naruto chyba sam do końca nie wiedział o co mu chodzi. Ciężko było to ująć w jakiekolwiek słowa.
Po prostu… po prostu… cóż.
Och, okej. WIEDZIAŁ przecież jaki jest Uchiha. Wiedział, że w sumie jest jego całkowitym przeciwieństwem. W końcu, zanim zostali parą, znali się już od wielu lat i Naruto naprawdę zdołał zapoznać się z tym nieco dupkowatym charakterem. Tak więc raczej spodziewanym było, że o ile Naruto bardzo, bardzo, bardzo chciał pochwalić przed całym światem, tak Sasuke wolałby zachować ich związek tylko i wyłącznie dla nich.
Po wielu kłótniach, Uzumakiemu udało się przekonać partnera, żeby chociaż część jego przyjaciół mogła poznać prawdę o ich relacjach. Jednak jeżeli chodziło o rodzinę Uchihy…
Naruto sam do końca nie kumał, dlaczego tak uczepił się tego tematu. Chyba chodziło o to, że naprawdę miał dosyć udawania przed rodziną Sasuke — przy tych wszystkich nielicznych spotkaniach — że nic ich nie łączy. Miał dosyć tego, że większość świątecznych dni spędzali osobno, bo przecież w mniemaniu Uchihów nic go nie łączyło z najmłodszym synem, więc niby dlaczego przypadkowy współlokator miałby być ważniejszy dla Sasuke niż jego ród? I przede wszystkim miał dosyć słuchania — kiedy to jego facet odbierał telefony od matki — że Sasuke w końcu powinien się ustatkować i znaleźć sobie jakąś miłą panienkę!
Naruto nie rozumiał, zupełnie nie rozumiał, dlaczego Uchiha w końcu nie wyjawi prawdy i nie przyzna się, że jest gejem. W końcu, cholera jasna, był już DOROSŁY. SAMODZIELNY. I no, w ogóle, mogli mu nagwizdać, bo niby co takiego zrobiliby mu rodzice, gdyby się przyznał przed nimi do swojej odmienności?
Jak dla Uzumakiego, najlepiej by było, jakby Sasuke w końcu o tym powiedział swojemu popierniczonemu klanowi i byłby święty spokój z tym wszystkim. Jednak mężczyzna był pod tym względem uparty — wyjątkowo bardzo nawet jak na siebie — i Naruto w końcu odpuścił marudzenie na ten temat, tylko czasami burcząc coś pod nosem, kiedy Uchiha jeździł do domu na rodzinne obiadki lub odbierał kolejne telefony z pytaniami o swój status związkowy.
I być może wszystko byłoby spoko, może Naruto w końcu naprawdę przyzwyczaiłby się do tej całej, nieco popapranej sytuacji, gdyby nie pewne… plany sasukowej rodziny. A plany te zostały mu wyjawione akurat, gdy zajadał się przygotowanym przez Sasuke domowym obiadem.
Pałeczki z nawiniętym na nie makaronem zawisły tuż nad miską zupy, kiedy Naruto zajął się wbijaniem zdezorientowanego spojrzenia w ciemne oczy, aktualnie patrzące na niego ze spokojem.
— Co? — wydukał w końcu niepewnie.
— Randka — powtórzył Sasuke.
Wtedy makaron postanowił poddać się jakoś bardziej grawitacji, zsunąć i ciapnąć prosto w zupę.
— CO — powtórzył, odkładając gwałtownie pałeczki i prostując się na krześle. Jego spojrzenie stwardniało, podczas gdy Uchiha wciąż całą swoją postawą emanował spokojem. — Ty chyba sobie żartujesz!
— Nie.
Naruto zamrugał, lekko zdziwiony, przez sekundę czy dwie oczekując, że mężczyzna jakoś bardziej rozwinie swoją wypowiedź. Jednak chyba uznał, że to jedno słowo jest wystarczającą reakcją.
— I niby, że co? — warknął Uzumaki, czując, że poziom jego irytacji wciąż gwałtownie wzrasta. — Masz zamiar iść na RANDKĘ, tak? Bo TATUŚ ci każe?
— Mam zamiar iść, bo aktualnie nie mam żadnego argumentu, żeby się z tego wykręcić. Zresztą, to nic nie znaczące spotkanie, więc nie ma o czym mówić — westchnął Sasuke, najwyraźniej uważając rozmowę za zakończoną, bo oderwał spojrzenie od swojego faceta i wrócił do jedzenia. — Wsuwaj, bo wystygnie.
Na kilka kolejnych sekund w pomieszczeniu zapadła grobowa cisza, w której to Uchiha pałaszował posiłek, a Naruto… Naruto się na niego gapił z oburzeniem. Bo… bo… no… bo…
— Jesteś… — warknął w końcu, niekoniecznie wiedząc, co chce powiedzieć. — Jesteś…
— Hm?
— JESTEŚ POPAPRANY. — Wstał gwałtownie, niemalże przewracając krzesło, na którym jeszcze przed chwilą siedział. — I niby JAK ty to sobie wyobrażasz, CO? Mam siedzieć spokojnie na dupie, podczas GDY TY BĘDZIESZ SIĘ WDZIĘCZYŁ DO JAKIEJŚ PINDY, bo OJCIEC próbuje cię wyswatać?! Nie, żebym chciał przeszkadzać ci w twoich romansowych planach, ale PONOĆ JESTEM TWOIM PARTNEREM!
— Wiem. — Sasuke wzruszył ramionami, nawet na niego nie patrząc. — I?
— I, ojej, może zauważ, że coś jest nie halo z tym, że BĘDĄC ZE MNĄ MASZ ZAMIAR IŚĆ NA USTAWIONĄ RANDKĘ? — Zmrużył gniewnie oczy. — Nie, żebym jakoś bardziej znał się na związkach, ale tak to chyba normalne pary nie robią!
— Słuchaj. — Dopiero teraz Uchiha odłożył pałeczki i spojrzał na niego poważnie. — Gdybym widział jakieś logiczniejsze wyjście z tej sytuacji, to bym nie poszedł. Jednak nie widzę, więc nie pozostaje mi nic innego, niż udać się na spotkanie z tą dziewczyną, a następnie podziękować i się ulotnić. Wykręcanie bez odpowiedniego argumentu mogłoby być podejrzane, więc chyba lepiej to odbębnić i…
— Nie.
— Hę?
— Wcale nie jest lepiej to odbębnić! JESTEŚMY PARĄ, CHOLERA JASNA!
— Jesteśmy — przyznał Sasuke. — Ale…
— Ale: co? Ale nie jestem godzien uchihowych progów? — warknął Naruto. — Mam całe życie udawać, że nie istnieję? Że nie jestem dla ciebie nikim ważnym? Chyba że to nie jest udawanie i faktycznie nie jestem! To by wiele tłumaczyło!
— Co ty chrzanisz w ogóle? — Uchiha zmarszczył brwi. — Oczywiście, że jesteś dla mnie ważny. Ja…
— Jakoś, kurwa, tego nie widzę!
— Naruto. — Mężczyzna przetarł twarz dłonią, co świadczyło o tym, że jest już poirytowany tą rozmową. — Zastanów się co pleciesz. Nie mogę przecież…
— Oczywiście, że nie możesz — sarknął Uzumaki, przerywając mu. — CAŁE ŻYCIE NIE MOŻESZ, BO TATUŚ MÓWI, ŻE TO FE. A wypchaj się. Razem ze swoją popierniczoną rodzinką. I rób co chcesz! — wrzasnął w końcu i czym prędzej wybył z pomieszczenia, w którym jeszcze nie tak dawno spożywali wspólnie posiłek.


***

Resztę dnia Naruto spędził poświęcając się rzucaniu wszystkiemu złowrogich spojrzeń. Słowem nie odezwał się do Sasuke, właściwie nie wiedząc, czego oczekuje takim zachowaniem. Chyba… Chyba po prostu chciał, żeby mężczyzna się opamiętał i zrezygnował z tego feralnego spotkania, na które został umówiony przez Fugaku. Bo, cholera jasna, jak Sasuke mógł chociażby myśleć o tym, że uskutecznienie tej dzikiej randki jest dobrym pomysłem?! Niby racja, że jego ojciec da mu spokój na jakiś czas, no i faktycznie jakoś tak Uchiha nie miał zbyt dobrego powodu, żeby się wykręcić, jeżeli miałby wciąż zatajać przed rodzicami swój związek z Naruto, jednak… jednak…
Och, to bolało. Po prostu bolało, że mimo tylu wspólnych lat, Uzumaki wciąż był traktowany przez Sasuke jak… no sam nie wiedział jak co. Przelotna miłostka? A Naruto nie chciał być przelotną miłostką. Zdecydowanie.
W każdym razie, czas mijał, a Uzumaki zamiast się uspokajać, coraz bardziej się nakręcał i wściekał, zarówno na Sasuke, jak i na jego ojca. A punkt kulminacyjny swojej wściekłości osiągnął w sumie po źle przespanej nocy, kiedy to wstał rano, zauważył, że Uchiha się ulotnił z mieszkania, zostawiając karteczkę na stole, że wróci później niż zwykle.
Później.
Bo randka.
Miarka się przebrała.

***

Siedział przy stole jak na szpilkach, spod przymrużonych powiek wpatrując się w wiszący w kuchni zegar. Dwudziesta.
Normalnie Sasuke powinien już od dobrych trzech godzin być w domu, ale nie dzisiaj. Dzisiaj miał RANDKĘ. I ta myśl sprawiała, że w Uzumakim krew wrzała. W tej chwili nawet nie chciał, żeby ten stan rzeczy się zmienił. Bo wtedy… Wtedy mógłby zrezygnować ze swojego postanowienia, którym było danie Sasuke nauczki!
Już on go, cholera jasna, POPAMIĘTA!
Zgrzyt przekręcanego w zamku klucza odwrócił jego uwagę od tarczy zegara. Nie zmieniając wyrazu twarzy wbił spojrzenie w otwarte drzwi, w których właśnie pojawił się Sasuke. Sasuke, na twarzy którego wykwitło zaskoczenie, kiedy tylko zarejestrował obecność Naruto w kuchni.
No… może nie samą obecność mężczyzny, co na towarzyszące mu walizki.
— Naruto…? — W jego głosie pojawiło się wahanie.
— Wyprowadzam się — oznajmił wyniośle Uzumaki, wstając z krzesła.
— Co?
— To, że już mam dosyć — kontynuował tym samym tonem. — Ciebie i twojego tatusia i w ogóle wszystkiego. Ale, wybacz mój nietakt: jak tam twoja RANDKA? — zakończył słodkim głosem.
— Możesz przestać się wydurniać?
— Och, mam nadzieję, że bardzo udana. — Pokiwał głową w udawanym zamyśleniu, ignorując słowa mężczyzny. — W końcu, wiesz, mają być z tego wnuki, co nie? Wybaczysz jednak, że nie chcę być częścią tego radosnego trójkąta? Obawiam się, że nie jestem osobą skłonną do dzielenia się tobą z głupimi bździągwami. Więc…
— Więc: co? — warknął Sasuke, tracąc cierpliwość. W dwóch krokach znalazł się przy Naruto, patrząc z wściekłością prosto w niebieskie tęczówki.
Zacnie. Zgodnie z planem.
Naruto uśmiechnął się w duchu. O ile dobrze znał bruneta, to zaraz po wścieknięciu się Uchiha będzie próbował zrobić wszystko, byleby tylko go zatrzymać. Ha! Wtedy Uzumaki przyciśnie go, żeby jakoś w końcu poinformował swoją familię, że przecież już żyje w szczęśliwym związku, więc mogą sobie podarować te akcje randkowe.
Idealnie.
— Więc może lepiej to zakończyć, skoro tak bardzo podoba ci się umawianie z pannicami z dobrych rodzin, co? — odpowiedział, nie odrywając spojrzenia od ciemnych tęczówek, w których błysnęło zaskoczenie.
— Ty się ze mnie nabijasz, czy o co ci chodzi? — warknął Sasuke. — Dociera ci do mózgu, to co mówisz? Bo jak dla mnie, to nie bardzo.
— Mówię to, co chodzi ci po tym twoim ciemnym łbie najwyraźniej! Sam przyznaj, że jeżeli sytuacja by ci nie odpowiadała, to jakoś byś się wykręcił z tego nieszczęsnego spotkania! A tak…
— Oczywiście — parsknął. — Bo słuchanie przez kolejnych kilka lat wyrzutów jest o wiele lepsze niż odbębnienie jednego durnego spotkania. Tak. Zdecydowanie masz rację.
— Jakbyś przyznał ojcu, że jesteśmy…
— Skończ.
— ŻE JESTEŚMY RAZEM — kontynuował, mimo sprzeciwu ze strony mężczyzny. — TO NIE BYŁOBY PROBLEMU.
— Zwariowałeś. Nie mogę przecież…
— Oczywiście — przerwał mu. — Nie możesz. Bo tak jest wygodnie, co nie?
— Co ty pleciesz? Naruto…
— A nie? Niby jesteśmy razem, ale prawie nikt o tym nie wie. Niby jesteś przy mnie, ale co chwilę masz zobowiązania wobec rodziny, w których ja nie jestem uwzględniany, bo przecież dla nich jestem tylko twoim współlokatorem! Niby po co ci tu jestem potrzebny? Bo ładnie komponuję się z kanapą?
— Może dlatego, że cię kocham kretynie, co? Może dlatego, ŻE CHCĘ Z TOBĄ BYĆ?
— Jakoś czasami mam wrażenie, że jednak ci to wisi, wiesz? — burknął, zaplatając ręce na klatce piersiowej, wciąż patrząc butnie na Uchihe.
— Bzdury — żachnął się. — Przecież w końcu im powiem! Taka sytuacja nie będzie trwała wiecznie, więc proszę cię, uspokój się, w porządku?
— Nie będzie trwała wiecznie? — powtórzył, czując, że poziom jego irytacji po tych słowach ponownie wzrósł. — NIE BĘDZIE?
— Oczywiście, że nie. Potrzebuję tylko nieco czasu, żeby…
— Jesteś cholernym idiotą — podsumował Uzumaki, trzęsąc się z wściekłości. W tej chwili zapomniał o planie, jaki miał zrealizować i dał się ponieść emocjom. Bo ile razy już słyszał tę samą śpiewkę? Ile już miesięcy Sasuke zbywał go tymi samymi słowami?
— Co? Ja...
— Ty nie potrzebujesz czasu! — Naruto stracił cierpliwość. — Potrzebujesz odwagi, by udźwignąć ciężar tego, kim naprawdę jesteś! Nie chcę dłużej udawać, że mnie tu nie ma, rozumiesz? — Odepchnął od siebie bruneta i złapał gwałtownie za walizkę, próbując sięgnąć po drugą, która jednak została przez Sasuke odsunięta poza jego zasięg. Naruto spojrzał na niego wściekle.
— Zdajesz sobie sprawę z reakcji mojego ojca, a mimo tego chcesz, bym się ujawnił? — syknął Sasuke, stając przed blondynem.
Uzumaki zaśmiał się i położył dłoń na jego ramieniu, chwilę się w nią wpatrując. Nie mógł uwierzyć, że Sasuke odwraca kota ogonem.
— Zdajesz sobie sprawę z mojego cierpienia... — Naruto przeniósł kompletnie pozbawiony wyrazu wzrok na twarz Sasuke. — A mimo tego, wciąż je ignorujesz — powiedział twardo.
— Więc, co chcesz ode mnie usłyszeć? — Uchiha rozłożył ręce. — Że cię kocham? Przecież wiesz.
— Obiecaj mi, że coś się zmieni, a zostanę. — Próbował jakoś ratować sytuację. — Obiecaj mi…
Sasuke odwrócił wzrok i przygryzł wargę.
— Tak myślałem. — Naruto wciągnął drżąco powietrze. Pochylił się do przodu i pocałował krótko usta Sasuke, po czym wyszedł nie oglądając się za siebie.
1

***

— Więc właściwie miałem w planie nieco go podrażnić, może nawet przestraszyć, że się wyprowadzam, co miało spowodować to, że ten bubek zrozumie, że jest mi bardzo niefajnie z tym, że traktuje mnie trochę jak chłopca do wynajęcia, potrzebnego tylko wtedy, kiedy mu się zachce ze mną być. A w efekcie wściekłem się i serio wyparowałem z mieszkania ze swoimi tobołami i siedzę z tobą w barze i się uchlewam i chyba gadam nieco nieskładnie, ale co tam. Jesteś moim przyjacielem, a ja potrzebuję wsparcia. Wspieraj mnie. Już.
Naruto zamilkł w końcu, zezując nieco na Kibę, który wpatrywał się w niego z zamyśleniem. I czekał. Na słowa wsparcia. Tak. Inuzuka był dobrym przyjacielem. Zawsze towarzyszył mu w psioczeniu na rzeczy wszelakie, w tym także na Sasuke od czasu do czasu. Tak więc tym razem z pewnością kumpel go nie zawiedzie i zaraz pacnie jakąś uroczą wiązankę pod adresem Uchihy.
— Ty… — zaczął Kiba, a jego spojrzenie momentalnie stwardniało.
— No?
— Jesteś tępym bęcwałem.
Och.
Okej. Oczekiwał po Inuzuce nieco innych słów. 

***


1 Siru "No light in your bright bule eyes"

Część II 

Przez sekundę czy dwie Naruto nie był w stanie przyswoić sobie tego, co powiedział jego przyjaciel. Chyba naprawdę coś się pogmatwało w ich rozmowie. Bo przecież niemożliwym było, żeby Kiba obstawał po stronie Sasuke. Nie po jego rzewnej historii o tym, jak to plan idealny, mający zmusić Uchihe do jakiegoś większego działania, wziął i nie wypalił!
No po prostu… No nie.
— Co proszę? — zapytał w końcu, będąc przekonanym, że przez pijacki amok coś po prostu źle zrozumiał.
— Jesteś. TĘPYM. Bęcwałem — powtórzył dosadniej Inuzuka, nie zmieniając spojrzenia. — Naprawdę tępym!
— Ee…
— Nie „eeuj” mi tu! Tylko wypierniczaj w podskokach z tymi tobołami swoimi i idź przepraszać Uchihe za bycie debilem! Ja zawsze wiedziałem, że masz coś z głową, ale żeby do tego stopnia? 
— Przepraszać? — Naruto coraz bardziej nie rozumiał zachowania Inuzuki. Może chłopak za dużo wychlał i pierdzieli głupoty? A może to on wypił za mało i dlatego nie nadążał za myślami kumpla? — Niby za co miałbym go przepraszać?
— Może za to, że zachowałeś się jak cham i prostak?!
— Czekaj. JA?! — zawołał z oburzeniem. — Niby kiedy?!
— Sam nie wiem. Od momentu, w którym wymyśliłeś swój kretyński plan? — zironizował. — Wiem, że nie jesteś rozgarnięty życiowo i czasami reagujesz przesadnie, ale, cholera, naprawdę? Wymyślić coś tak debilnego, tylko po to, żeby… żeby… W sumie po co właściwie był ci ten ten debilny pomysł z wyprowadzką?
— No ja chciałem… chciałem… um… — Naruto zamrugał, zdając sobie nagle sprawę z tego, że powiedzenie czegoś w stylu „zmusić Sasuke, żeby zrobił tak jak mi się podoba, nie zważając na nic innego” może spowodować, że Inuzuka znowu zacznie go wyzywać. — A od kiedy ty takim obrońcą Uchihy jesteś, co? — zmienił temat.
— Od wtedy, kiedy ty zacząłeś postępować jak kretyn! Ja rozumiem, że to wkurzający bubek i niekoniecznie wiem, dlaczego ze sobą wylądowaliście, ale, psia mać, Naruto — jęknął. — JAK mogłeś postawić go w takiej sytuacji? JAK mogłeś być takim chrzanionym egoistą?!
— Hej! Zapomniałeś, że ten mój WSPANIAŁY FACET poszedł się gździć z jakąś flądrą?! To BOLAŁO — przypomniał.
— Zwariowałeś! Przecież sam wiesz, że to nieprawda!
— Może i nieprawda, ale jednak POLAZŁ. A MÓGŁ POWIEDZIEĆ OJCU, ŻE…
— Że co? — zapytał Kiba z wyraźną ironią. — Że „sorry tato, mam faceta i on mi nie pozwala na randki z jakimiś cholernymi babami”? Tatuś na pewno by się ucieszył!
— Przynajmniej by się w końcu odwalił!
— Fugaku Uchiha odwaliłby się od tego, że jego najmłodszy syn jest gejem. Tak. Zapewne — sarknął Inuzuka, kręcąc głową. — Ty sobie w ogóle nie zdajesz sprawy z tego, jakiego typu to jest rodzina, co? Nie rozumiesz, że ten człowiek zrobiłby WSZYSTKO, żebyście się w końcu rozstali? I myślę, że nawet tego wszystkiego byłoby bardzo dużo, bo Uchiha to w końcu wpływowy ród. Wiesz w ogóle ile Sasuke ryzykuje będąc z tobą mimo wszystko?
— Ja…
— TY nie zdajesz sobie sprawy z tego jak pochrzanione są rodziny z wielopokoleniowymi tradycjami.
— A ty niby sobie zdajesz?!
— Najwyraźniej lepiej od ciebie — warknął Inuzuka. Zaraz odetchnął, próbując się uspokoić. — Słuchaj. Znam Uchihe nieco dłużej niż ty, więc siłą rzeczy wiem to i owo. Mogę go nie lubić, bo jest irytującym dupkiem, ale z całą stanowczością mogę też stwierdzić, że z jakiegoś popapranego powodu cię kocha i mimo tego, że łatwiej by mu było pogodzić się z losem małego paniczyka i dać się wyswatać, to jednak robi co może by być z tobą. Więc, skoro nawet JA to widzę, to TY powinieneś tym bardziej!
— Niby co takiego robi?! — burknął Naruto. — Nie przyznaje się do mnie?! Och, naprawdę, super!
— TO DLA TWOJEGO DOBRA, PACANIE.
— He?
— Włącz mózg Uzumaki, błagam. Co by było, jakby nagle faktycznie się przyznał Fugaku, że jest gejem?
— Stary dziad by przestał go swatać!
— A gówno prawda. Wysłałby go cholera wie gdzie w świat, byleby dalej od ciebie i ani ty, ani Sasuke byście nie mogli nic na to poradzić — parsknął. — Ucieszyłby cię taki los? A to i tak jeden z łagodniejszych scenariuszy.
— Wcale niepra… — Naruto zamilknął gwałtownie.
A co jeżeli Inuzuka miał racje? Właściwie to nie było takie durne wytłumaczenie postępowania Uchihy. Może faktycznie lepiej było, żeby żyli w tajemnicy przed jego klanem? Bo czy właściwie Uzumakiemu była jakoś bardziej potrzebna akceptacja przez członków rodziny Sasuke? Przecież… Przecież najważniejsze było to, że to Sasuke go kochał. I chciał z nim być. Mimo wszystko.
No i wracając do tej nieszczęsnej randki… Może faktycznie zareagował nie tak jak powinien? Dziecinnie i nieodpowiedzialnie? Bo… no… Sasuke nie robił tego dla własnej przyjemności. Wtedy to na dobrą sprawę nawet by mu się przecież do spotkania zorganizowanego przez jego ojca nie przyznał. Naprawdę mógł tak postąpić. Mógł wymyślić cokolwiek i Naruto bez zastanowienia by mu uwierzył, ale jednak mężczyzna postanowił mu powiedzieć prawdę…
… a Naruto popisowo się na niego wydarł, zamiast próbować w ogóle zrozumieć sytuację.
Sasuke mu zaufał. Że załapie, że robi to tylko i wyłącznie dla ICH wspólnego dobra. 
A on…
— O — Naruto sapnął, nagle zdając sobie sprawę z tego, że naprawdę, ale to naprawdę postąpił niczym ostatni kretyn.
— Słuchaj, ja wiem, że możesz czuć się dosyć niekomfortowo w takim położeniu, ale cóż… trochę elastyczności — powiedział Inuzuka, już bez śladu irytacji. — Nie sądzę, żeby Sasuke pasowała ta sytuacja, więc jestem przekonany, że cały czas kombinuje, jakby rozegrać to wszystko ze swoją popapraną rodzinką tak, żeby było dobrze.
— Jezu — mruknął Uzumaki, nieco ignorując ostatnie słowa przyjaciela. — Serio jestem bęcwałem…

***

— SAS… SASESU… Ke! — wydarł się, próbując złapać za klamkę do mieszkania, coby wejść do niego pewnym krokiem i oznajmić Sasuke, że się jednak nie wyprowadza i że wspaniałomyślnie mu wybacza wszystko co miało miejsce zaledwie kilka godzin temu. Mimo że gdzieś tam w podświadomości krążyła mu wbita przez Inuzukę myśl, że to on powinien właściwie przeprosić Uchihe za swoją reakcję. I za dzikie plany, które źle się skończyły. No. 
W każdym razie: chciał pewnie wkroczyć w progi domu. Jednak… 
Z tym jego pewnym wkroczeniem był lekki problem, bo pojawiło się kilka dosyć istotnych przeszkód. Pierwszą z nich było to, że zanim Uzumaki postanowił wrócić, to uskutecznił wcześniejszy plan spicia się bardzo, bo przecież tak na trzeźwo to nie wypada się pokazywać. Tak więc jego krok nie miał prawa być pewnym, tylko raczej chwiejnym i niestabilnym, grożącym upadkiem. Właściwie Naruto sam do końca nie kumał, jak udało mu się dotaszczyć do mieszkania przy okazji się przy tym nie zabijając. Drugą przeszkodą było w sumie to, że próba pochwycenia klamki zakończyła się wyraźnym fiaskiem, kiedy jego dłoń śmignęła tuż obok. Przez co też Naruto nieco stracił równowagę i całym ciężarem był zmuszony oprzeć się o drzwi, coby jednak nie wywinąć orła na klatce schodowej. 
Przy próbie oparcia powstał kolejny problem. Bo drewniana powierzchnia jakoś tak umknęła spod jego rąk, którymi próbował się asekurować i dopiero po kilku sekundach do Naruto dotarło, że stało się tak dlatego, bo ktoś postanowił pociągnąć za klamkę z drugiej strony. Właściwie, to odkrył ten zabawny fakt, zaraz po tym, jak dotarło do niego, że w sumie nie wyrżnął nosem o podłogę przedpokoju tylko dlatego, że został chwycony w pasie i teraz… teraz tak sobie wisiał w czyimś uścisku i kontemplował ułożenie płytek.
— Sasukuku… kułe — sapnął w końcu z wysiłkiem, zezując lekko, wciąż nie odrywając wzroku od posadzki. Oj.
— Hm?
Ojoj.
— Saaas…
— No co?
— Niedopszszemi…

*** 

Kiedy Naruto się obudził, był pewien jednego. Czeka go kac życia.
Jeszcze nie teraz, nie w tej chwili, ale za kilka godzin będzie po prostu umierał, modląc się, żeby ktoś się zlitował nad jego zwłokami i po prostu go dobił. Ale jeszcze nie teraz. Jeszcze nie.
Bo najpierw musi w pełni wytrzeźwieć.
Ostrożnie zmienił pozycję z leżącej na siedzącą, rejestrując lekko zmroczonym spojrzeniem, że w pomieszczeniu w którym się znajdował był dosyć ciemno. Czyli… Albo przespał cały dzień i zastał go kolejny wieczór, albo zbliżał się dopiero ranek i słońce nie zdążyło jeszcze wychylić się zza horyzontu.
Po swoim stanie stwierdził zaraz, że nie. Zdecydowanie jeszcze po prostu nie nastał poranek, bo on wciąż był wcięty i nie zanosiło się na to, żeby wytrzeźwiał jakoś tak za chwilę.
Co on właściwie… 
Och. No tak. Lekko zeszmacony wrócił do Sasuke. 
Naruto zmarszczył brwi usiłując sobie przypomnieć coś ponad jego epickie wejście do mieszkania. Chyba dukał jakieś dziwne rzeczy z których Uchiha nie mógł nic zrozumieć. Bo ciężko załapać, że takie “ołam ę” miało znaczyć “kocham cię”, a “ybasz, yłe dioto” coś w stylu “wybacz, byłem idiotą”. 
Kojarzył, że zaraz po tym, jak Uchiha uchronił go przed wyrżnięciem nosem w podłogę, oznajmił, że nie za dobrze się czuje. Ale potem mu chyba to przeszło i Sasuke bez słowa zaprowadził go na kanapę, gdzie zaraz go położył. W kolejnej chwili przytargał mu z sypialni kocyk, lepszą poduszę i miskę z łazienki. Naruto pamiętał, że nie miał za bardzo wtedy siły zaprotestować, że przecież “dlaczego kuźwa ma spać na kanapie” i, że cholera, miska nie będzie mu wcale potrzebna, mimo że jeszcze przed chwilą myślał, że jednak będzie. W każdym razie, z tego co ogarnął wychodziło na to, że nie za wiele wyjaśnił Sasuke. Właściwe to nic. 
A jako, że teraz był na tyle wcięty, żeby chcieć porozmawiać, a zarazem na tyle trzeźwy, żeby słowa wydobywające się z jego ust były zrozumiałe dla osób postronnych, postanowił za wyjaśnianie zabrać się natychmiast. Chociaż nie. Może najpierw umyje zęby, coby tak nie walić wódą. 
Czym prędzej wstał i podreptał do łazienki. Zataczając się tylko odrobinkę. 

***

Trzy nałożenia pasty na szczoteczkę później usłyszał za plecami lekko zirytowany głos:
— I czego nie śpisz?
Zamarł na sekundę. Cóż… Cóż… Jak na to, że wciąż był wcięty, poczuł się wyjątkowo za trzeźwy.
Zaraz wzruszył ramionami, nie przerywając dotychczasowej czynności.
— Obudziłeś mnie. 
Mruknął niewyraźnie jakieś “sorry”, zniekształcone przez to, że w usta wciąż miał wepchniętą szczoteczkę. 
— Wytrzeźwiałeś?
Naruto podniósł wzrok i w wiszącym nad umywalką lustrze dostrzegł ciemne oczy, które wpatrywały się w niego uważnie. Cóż…
Z ociąganiem zakończył mycie zębów i dopiero po przetarciu twarzy ręcznikiem obrócił się w kierunku mężczyzny. Właśnie do niego docierało jak bardzo sobie nagrabił próbując zmusić Sasuke do ujawnienia ich związku przed jego rodzicami. Przygryzł wargę, zastanawiając się w międzyczasie, jak powinien zacząć swoje przeprosiny. 
Jezu, naprawdę. Był za trzeźwy jak na to, że miał poważnie rozmawiać z Sasuke. W końcu ciężko było mu się przyznać do popełnionego błędu. Ciężko było powiedzieć, że Uchiha miał racje, a on się wydurnił, planując jakieś dzikie rzeczy i pragnąc czegoś, co aktualnie mogło im tylko zaszkodzić.
Och, nie żeby zazwyczaj miał jakieś problemy z takimi poważnymi rozmowami na trzeźwo. Po prostu… po prostu… teraz trochę się cykał. Bo przegiął i bardzo dobrze zdawał sobie z tego sprawę. 
— Ja… — zaczął w końcu i zaraz przerwał, bo w dalszej wypowiedzi przeszkodziło mu donośne czknięcie. 
Na które Sasuke zareagował rozbawionym parsknięciem. Na co znowu Naruto zareagował zdziwieniem. Boo… Bo na dobrą sprawę Uchiha powinien być zły za jego szczeniackie zachowanie. Miał nawet prawo być na tyle wściekłym, żeby nie wpuścić go do mieszkania. Mógł go wywalić, skoro wcześniej Uzumaki sam dosyć ochoczo opuścił progi domu. 
Podczas gdy Sasuke mu się po prostu przyglądał, w sumie nawet nie wyglądając na złego, w mózgu Naruto zachodziły złożone procesy myślowe. Bo nie do końca kumał, dlaczego w sumie ma ten przywilej i siedzi w łazience, zamiast faktycznie kimać na jakimś dworcu. Na własne życzenie. 
Hm. 
Hm. Hm. 
No właśnie? 
Znaczy, nie, żeby się nie cieszył z tego, bo letnie dni już minęły i jakby faktycznie wylądował na jakiejś ławce, to pewnie nie byłoby mu zbyt ciepło, no i właściwie wolałby jednak być z Sasuke, niż cholera wie gdzie, samotny i opuszczony, jednak… jednak… No cholera, jasna, to Uchiha! Powinien na niego warczeć, powinien na niego patrzeć z wyraźną pogardą lub kpiną, powinien cedzić niezbyt miłe słowa albo no cokolwiek, co świadczyłoby o tym, że nie jest zadowolony ani z tego, co się stało przed tym, zanim Uzumaki udał się radośnie chlać wódkę, ani tym bardziej po tym. 
A nie, kurwa, stoi i se parska śmiechem. 
— Ty… — podjął kolejną próbę, znowu udaremnioną przez czkawkę. 
Sasuke pokręcił głową, UŚMIECHAJĄC się przy tym. A Naruto doszedł do wniosku, że najwyraźniej nie jest aż tak trzeźwy, jak jeszcze sądził niedawno. Bo chyba miał omamy wzrokowe. Więc tak się po prostu gapił na niego bez słowa, aż w końcu usłyszał: 
— Dobrze, że nic ci nie jest. 
I wtedy Naruto doznał olśnienia. Znaczy, olśnienie dotyczyło tego, z czego właściwie zdawał sobie sprawę, bo został uświadomiony zarówno przez Kibe, jak i samego Sasuke, ale jakoś tak dopiero właśnie w TEJ chwili jego prawdziwość dotarła do niego BARDZIEJ. I chyba przy tym doznawaniu strzelił jakąś wyjątkowo dziwną minę, bo kiedy się w końcu ogarnął, żeby powiedzieć: 
— Ty mnie kochasz. 
Sasuke rzucił jednocześnie podejrzliwe: 
— Będziesz haftował? 
Naruto stropił się wyraźnie, mrugając zawzięcie. Tak. Taaaak. Idealne słowa do jego stwierdzenia. Nie ma co. 
Znowu czknął. A potem włączył mu się słowotok. 

*** 

— Bo ja — czknięcie — przeprosić chciałem, bo jak już sobie przemyślałem i jak mi Kiba wyłożył jak krowie na rowie to i owo, to faktycz... — czknięcie — ...nie tak głupio z mojej strony, bo sam nie wiem po co mi to to, żeby twoi rodzice wiedzieli, bo… — czknięcie — skoro to w sumie do niczego niepotrzebne, tylko mojej satysfakcji, to ciulowo w ogóle ryzykować mówienie im czegokolwiek, skoro mogą jakoś nam zaszkodzić, bo nie chciałbym tego i — kolejne — naprawdę, naprawdę nie potrzebuję już takiego głupiego dowodu, że ty coś do mnie tenteges, bo ewidentnie tenteges, tylko ja jestem maślakiem i potrzebowałem więcej czasu, żeby załapać to tenteges jakoś tak bardziej. — Następne — I byłem jakiś dziwny, bo najpierw powinienem postawić się w twojej sytuacji, bo na dobrą sprawę, jakby moi rodzice żyli i by wiedzieli, że mam chłopaka, a nie dziołchę, to przecież też by mogli jakoś niefajnie zareagować, więc może też bym nie chciał im powiedzieć, bo przecież nie chciałbym cię stracić, więc po co stwarzać sobie durne problemy z wyjaśnianiem im tego i owego, skoro na dobrą sprawę można to ominąć? Albo znajdziemy jakieś lepsze rozwiązanie tego wszystkiego i ja ci pomogę, bo jak na razie w sumie tylko marudziłem, a nawet się nie zainteresowałem jakie masz powody, żeby trzymać swoich rodziców z daleka od nas i ciul, nie powiem, że nie jest mi przykro z tego powodu, że się znaleźliśmy w takiej a nie innej sytuacji, ALE oj tam, da się przeżyć.Więc no, wracając: RAZEM coś wymyślimy i będzie już dobrze, okej? Albo zostawimy wszystko tak jak jest, bo przecież tak też będzie git. I ja wiem, że zachowałem się jak kretyn. I to bardzo, bardzo i w ogóle, jakąś krzywą akcję odwaliłem, ale wcale nie chcę się wyprowadzać i po prostu, no wiesz, zareagowałem jak jakiś debil i no, no… no. — Zakończył nieco kulawo. 
Przez całą swoją przemowę wgapiał się we własne stopy, odziane w lamerskie czerwone skarpetki w brązowe i granatowe romby. Były brzydkie. Totalnie. Ale w tym momencie stanowiły najciekawszy widok jaki miał do dyspozycji. Bo jakoś tak… Cykał się przed podniesieniem wzroku i spojrzeniem na reakcję Sasuke. 
Po chwili ciszy usłyszał kroki i w zasięgu jego wzroku pojawiły się inne skarpetki. Czarne. Bez wzorków. 
— Muszę przyznać, że po tych twoich libacjach z Kibą, czasami prawisz mądre rzeczy, wiesz? — usłyszał.
— Cóż… — mruknął. 
— Wnioskuję, że ten twój wywód ma znaczyć, że w dosyć pokrętny sposób próbujesz mnie przeprosić? 
— Tak — przytaknął błyskawicznie, wciąż lustrując spojrzeniem ich skarpetki. 
— Też bym chciał. 
— Co? — Dopiero teraz Naruto poderwał głowę, żeby wbić w Sasuke spojrzenie pełne konsternacji. 
— Przeprosić — dodał Uchiha, wzruszając lekko ramionami. Wyglądał na nieco spiętego. — Jak nie patrzeć również zachowałem się nie fair. Pomijając rodziców, z randki naprawdę mogłem jakoś się wykręcić, więc… ugh — sapnął, kiedy Naruto przylgnął do niego gwałtownie, tuląc się. — Dusisz…
— Nieważne. 
— No dla mnie to dosyć istotna kwestia. 
— Nie psuj chwili. 
— Och. Okej. 
Przez chwilę faktycznie trwała cisza, podczas której Sasuke również objął Naruto i teraz stali bez słowa, podczas gdy mężczyzna opierał głowę na czubku blond głowy. Uzumaki czuł w tej chwili wyjątkową ulgę. No bo, naprawdę, cała ta sytuacja mogła rozegrać się zupełnie inaczej. W jego mniemaniu Uchiha naprawdę miał prawo być wściekłym za feralną akcję, jaką mu urządził swoją pseudo wyprowadzką.
— Skoro już mamy za sobą dramatyczne rozstanie i rozczulające pogodzenie, to… naprawdę jesteś gotów zaakceptować to, że przynajmniej przez jakiś czas jeszcze nie powiem o nas rodzicom? — zapytał w końcu Sasuke, nie zmieniając pozycji. 
— Tak. 
— Nawet jeśli… 
— Tak. 
— Nawet nie wiesz, co chciałem powiedzieć. 
— Nieważne — stwierdził Naruto. — Naprawdę. Załapałem to i owo. I serio. Już mi się nie śpieszy z jakimkolwiek ujawnianiem, komukolwiek. O nie. Nie mam zamiaru znowu tarmosić się z tobołami po barach. Zwłaszcza, że Kiba opierniczył mnie z góry na dół, a nie wspierał, więc… 
— O?
— No. Nieważne. A ja będę cierpliwy. Serio. I zostawmy już ten temat, okej? — poprosił, odrywając się nieco od drugiego ciała, tak, żeby móc spojrzeć w ciemne oczy. 
— Nie chcesz wiedzieć, jak było na mojej, pożal się boże, randce?
— Nie. — Chwila ciszy. — No dobra. Chcę. 
— Wyjątkowo żałośnie. 
— Z twoją naturą romantyka? Naprawdę? 
— Zamknij się. 
— Och, ależ Sasuke, nie oczarowałeś wybranki ojca swymi manierami? I urokiem osobistym? A nie, czekaj, ty nie masz uroku osobistego. 
— A ty śmierdzisz. — W głosie Sasuke pojawiła się nieskrywana złośliwość. — Wódką. 
— Zdumiewające. 
— Więc dzisiaj i tak śpisz na kanapie. Nie mam zamiaru cię wąchać całą noc. 
Parsknął cichym śmiechem. 
— W porządku — mruknął, a po chwili ponownie wtulał się w drugie ciało. I w sumie sam do końca nie wiedział, czy to “w porządku” odnosiło się tylko i wyłącznie do spania na kanapie, czy też do całego ich związku. 
Bo jakoś… jakoś w końcu w porządku będzie. I sobie poradzą, nawet z rodzicami Sasuke. 
Tak. 
Poradzą. Ze wszystkim. 

*** 

KONIEC

15 komentarzy:

  1. Wielkie dzięki za wspaniałe opowiadanie. Dobrze, że czasami przyjaciel może wylać na głowękobeł zimnej wody. Taki przyjaciel to skarb... Ostatnio po raz któryś przeczytałem "Życie to nie teatr..." Chętnie przeczytał bym kontynuację tego opowiadania. Może autorka pomyślała by o jakiejś kontynuacji? Pozdrawiam i życzę weny.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. HOHO! Odkryłam o co chodzi xD. Podciągnęło komcia jako SPAM x). Chociaż zupełnie nie mam pojęcia dlaczego xD.
      Cieszę się, że opo się spodobało, zwłaszcza, że z drugą częścią miałam dużo rozkim x). A co do kontynuacji pierwszego opa, nawet miałam takie dziwne plany, alenoniewiem x). Najpierw chcę skończyć "Na granicy fiksacji" x). Później się zobaczy. Dziękuję za komentarz i odpozdrawiam :"D <3.

      Usuń
  2. Fantastyczne. Rewelacyjne. Po prostu bomba. Uśmiałam się - po cichu, żeby przypadkiem nikogo nie obudzić - jak nie wiem co. Wcale nie żałuję, że się nie wyśpię... :P
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ow <3 Dziękuję bardzo za miłe słowa :3. Odpozdrawiam! :D

      Usuń
  3. Matko jakie cudowne to jest •~• zakochałam się w tej histori ... chociaż trochę za mało okazywania sobie miłości (͡° ͜ʖ ͡°) nie no żartuje całość jest cudowna i czekam na więcej ♡♡

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hah xD. Ok. Dziękuję za komentarz! :"D

      Usuń
  4. Tu był mój wpis... Gdzie się podział? Ird, usunęłaś go? Jak mogłaś?
    Chyba wezme widły... Hehe

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nieprawda. D: Nic nie usuwałam! Dopiero na dobrą sprawę do domu wróciłam, WIĘC NIE MIAŁAM JAK. D:
      A kysz z tymi widłami xD.

      Usuń
  5. Jery, jery, co za absolutnie satysfakcjonująca długość rozdziału! :D Aż oczom nie wierzę! W dodatku jakże dobrze mi zrobił ten wpis, wprost cudownie. Brakowało mi czegoś tak świetnie napisanego ^^ Chcę więcej ^^
    Oczywiście, że wrzucaj tu na bloga coś częściej, żeby tenże blog żył.
    A co do samego wpisu... Sasuke zawsze jest uroczy nawet jak zachowuje się jak skurczysyn ostatni ♥ I jest o mniej więcej głowę wyższy od Naruciaka - lubię to! Opieranie głowy na czubku czyjejś głowy zawsze jest <3 I to ich droczenie się na koniec, najlepsze <3
    Także tego... życzę weny i do szybkiego poczytania, Ird :D
    Alys

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To żeby było częściej to chyba muszę kiedyś powrzucać wszystko, wszystko co mam zbetowane, a nie trafiło na bloga xD. Trochę chyba nawet tego jest.
      Ochtak. Opieranie się o czubek głowy, tak <3 <3 <3. I dziękuję bardzo za komentarz, luf <3.

      Usuń
    2. Masz więcej i nie dodajesz?! No kobieto no! :D :D daaaawaaaaj! Znaczy: proszę xD

      Usuń
    3. x"D Zobaczę co da się zrobić w tym kierunku xD. Znaczy, muszę posprawdzać, czego faktycznie nie wrzuciłam x). A to wymaga wysiłku xD. A ja dzisiaj lenistwo jednak bardzo xD.

      Usuń
  6. Witam Cię serdecznie, Irdine! ^^
    Trafiłam tu niedawno, całkiem przypadkiem. Bardzo się ucieszyłam, gdy dowiedziałam się, że Twój blog jest aktywny! ^.^ Pięknie piszesz, uwielbiam Twoje opowiadania. Pisz dalej, będę czekała na każde kolejne. Miłego wieczoru! :3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się bardzo, że opa przypadły do gustu <3. I dziękuję za komentarz ;). I również życzę miłego :D.

      Usuń
  7. Witam,
    uuu bosko, Kiba zamiast użalać się nad losem Naruto razem z nim, to go opierniczył z góry do dołu, wyprowadzka była boska....
    Dużo weny życzę Tobie...
    Pozdrawiam serdecznie Basia

    OdpowiedzUsuń