czwartek, 27 października 2016

Na granicy fiksacji

Bez większego marudzenia: podziękowania za betację dla Akari,  lofki! ♥ ♥ ♥
I zapraszam na cześć kolejną.

***

XIII


— Ja… — zaczął drżącym głosem, bez zrozumienia rozglądając się dookoła. Sasuke jakoś nie kwapił się do wyjaśnienia czegokolwiek. A wyjaśnienia wymagało wiele. Chociażby to, dlaczego już się nie znajdują w barze? Dlaczego na ulicy na której stali było widać ślady walki? Dlaczego postacie majaczące na końcu drogi, najwyraźniej wpatrujące się w ich dwójkę, wyglądały na… wrogie?
Skąd się wzięła krew? Czyja była?
— To… — zaczął ponownie, znowu się zacinając, spojrzeniem wracając do pozbawionej jakiegokolwiek wyrazu twarzy Sasuke. W głowie kłębiło się za dużo myśli, za dużo pytań, zarówno dotyczących samego lisa, pojawienia się Sasuke, jak i tego, co się w ogóle stało, kiedy on ucinał sobie radosną pogawędkę z tym cholernym lisim pomiotem. Aż w końcu jedno, budzące w nim przerażenie, pytanie wyrwało się z jego krtani: — Co z Sakurą?!
— Nic. — Padła u sucha odpowiedź, która ni jak niczego nie wyjaśniała.
— Jak to nic? — sapnął Naruto, czując narastającą frustrację. W kolejnej sekundzie jednak wszelkie uczucia zastąpione zostały strachem, kiedy do jego świadomości powrócił ostatni obraz jaki pamiętał sprzed tego, jak lis wciągnął go w podświadomość: widok przerażonej dziewczyny, którą zaatakował. Którą chciał skrzywdzić, którą… — Ja… ją…
— Nie — przerwał mu Sasuke. Maska obojętności zniknęła, a w jej miejscu pojawiła się irytacja. — Ty nic jej nie zrobiłeś. Nikomu nic nie zrobiłeś. Idziemy. Do Tsunade.
Jego słowa nawet w minimalnym stopniu nie ugasiły niepokoju Uzumakiego. Jednak kiedy Uchiha chwycił go za nadgarstek, obracając się jednocześnie i kierując swoje kroki do budynku, w którym przesiadywała Hokage, dał się tam bez sprzeciwu poprowadzić. Tylko gdzieś na skraju otępienia, Naruto zarejestrował, że Sasuke kierował ich tak, że z daleka omijali innych ludzi. Myśl ta została zaraz stłamszona przez niepokój i jednoczesną ulgę, bo mężczyzna tu był. Przy nim. I złapał go. Chwycił. Po raz kolejny wybawił z otchłani lisiego mamienia, zanim pochłonęła go fiksacja. Znowu.
Ale ile jeszcze uda się to ciągnąć?
Ile?


***


       — Czy ktoś mi łaskawie WYJAŚNI co się stało?! — Mimo swojego zdezorientowania Naruto był w stanie czuć złość. Głównie wynikającą z faktu, że nie miał pojęcia co się właściwie wydarzyło. Bo, o dziwo, do gabinetu Tsunade Sasuke wszedł SAM i długie minuty szeptem prowadził z nią rozmowy, nie dając nawet Uzumakiemu szans podsłuchać o czym dyskutują, więc WCIĄŻ nie wiedział, co i czy w ogóle cokolwiek stało się zaraz po tym, gdy stanął przed lisią klatką. A po dłuższym rozważaniu stwierdził, że lepiej znać najgorszą prawdę niż żyć w niewiedzy. W pierwszej chwili Naruto faktycznie dał się zostawić na korytarzu, wciąż będąc otępiałym po niedawnym ataku lisa. Powoli jednak wracał do siebie i niedawne przerażenie i późniejsza apatia zaczęły przeobrażać się w gniew. Dlatego też w końcu wtargnął do gabinetu, nie kłopocząc się pukaniem. Dwoje znajdujących się wewnątrz pomieszczenia ludzi spojrzało na niego z uwagą. — No przecie…
— Jak się czujesz? — przerwała mu Tsunade, wpatrując się w niego wnikliwie.
— Hę?
— Jak się czujesz — powtórzyła cierpliwie.
Naruto zbaraniał. Bo hej, co to za kretyńskie pytanie w takiej sytuacji! On tu przecież wciąż nic nie wiedział, a jednak CIĄGLE był utytłany krwią i ulicznym brudem. To zdecydowanie nie podnosiło jego komfortu psychicznego, więc zaraz znowu zaczęła w nim kipieć złość.
— Jak się czuję? — zapytał, mrużąc gniewnie oczy. — Czy to ważne w ogóle? CO SIĘ STAŁO? — powtórzył. — Czy ja… czy on skrzywdził kogoś? Dlaczego jesteście TACY spokojni? Powinniśmy pomó…
— Odpowiednie służby już zajęły się światkami zdarzenia, więc…
— Czyli SKRZYWDZIŁEM kogoś?
— Wyjaśnianiem sytuacji się zajęły, przestań szaleć, nic nikomu już nie grozi…
— Ale…
        — Naruto — głos zabrał , milczący jak dotąd, Sasuke. — Odpowiedź: jak się czujesz?
— Poirytowany — sapnął.
— Nie o to pytam.
— A o co? — warknął i wtedy… och. Załapał.
Bo było… jakoś tak inaczej. Spokojniej? Jakby… stabilniej?
Niekoniecznie potrafił wskazać różnicę, bo już tak dawno nie osiągał takiego… zrównoważonego stanu, pomijając oczywiście zdezorientowanie i narastającą irytację. I właśnie to było dziwne. Bo mimo buzujących w nim emocji, pierwszy raz od dłuższego czasu, czuł się… sobą. Tak w pełni i zupełnie sobą, bez tych wszystkich emocji, którymi emanował lis. Być może miało to miejsce wiele miesięcy temu, kiedy jeszcze Kyuubi nie wykazywał aż takiej aktywności jak ostatnio miał w zwyczaju. Fascynujące. Bo, mimo tego, że wciąż odczuwał znaczący dyskomfort przez to, że dobre kilkanaście minut z jego życia wciąż pozostawało dla niego pełną niepokoju tajemnicą, jednak było, no, INACZEJ. Klarowniej. Jakby gdzieś tam na granicach jego podświadomości stało się coś, co pozwoliło jego psychice rozluźnić się i wyraźnie uspokoić. Jakby… jakby… jakby nie musiał w niemalże każdej sekundzie, którą dane mu było przeżyć, mieć się na baczności przed tym cholernym pchlarzem, oczekując na kolejny atak.
Zupełnie, jakby ktoś wziął i po prostu wyłączył lisa, a on dzięki temu mógł nareszcie odetchnąć. Dać odpocząć steranej psychice, bez podświadomego wyczekiwania na lisie poczynania. To śmieszne. Do dzisiejszego dnia nawet nie zdawał sobie sprawy z tego, że cały czas czuwał, spodziewając się, że w każdej chwili dziewięcioogoniasty może zaatakować.
       — Boże — sapnął , zdumiony odkryciem.
— Więc? — ponaglił go Uchiha.
— Cóż. — Zamrugał. — Inaczej. Pozytywnie: inaczej. Nie za bardzo wiem, jak to określić. No — zająknął się — no inaczej. Lepiej. Spokojniej. Co zrobiłeś? JAK to zrobiłeś?
Mężczyzna skwitował jego pytania krzywym uśmiechem.
— To przez twój sharingan, tak? — Powoli elementy układanki zaczęły tworzyć całość. — Jego wzór się zmienił. — Ton jego głosu brzmiał niemalże oskarżycielsko. — To dzięki niemu byłeś w stanie być tam ze mną? Znaczy przy lisiej klatce? On… Ten sharingan dał ci władzę nad nim. Pozwala ci stłumić jego działania. Może nawet kontrolować? I to po to udałeś się na misję! — zakrzyknął zaraz odkrywczo. — Żeby go zdobyć!
— Tak. W gruncie rzeczy — potwierdził Uchiha.
— Więc DLACZEGO nie mogłem ci towarzyszyć? Dzisiejsze zdarzenia nie miałyby w ogóle miejsca, gdybym tylko…
— Wiesz, w jaki sposób można wejść w posiadanie Mangekyō Sharingan?
— Mangeco?
Sasuke parsknął w ramach odpowiedzi.
— Nie wiesz — stwierdził. — I nie potrzebujesz tej wiedzy. W każdym razie, z pewnych względów musiałem go zdobyć samotnie. Musisz nam po prostu zaufać, że na obecną chwilę nie było innej możliwości.
— Och, dobra — burknął niechętnie po chwili. — Ale COŚ możecie mi wyjawić, nie?
— Z klanowych tablic — podjęła Tsunade — Uchiha zdołał odszyfrować, że Sharingan faktycznie jest w stanie kontrolować bijuu. Odpowiednia forma Sharingana, której do niedawna niestety nie posiadał. Jednak znając metody jego uzyskania, postanowił podjąć kroki w tym kierunku. Z moim poparciem.
— Więc co? Mamy demona w garści?
— Nie do końca. W każdym razie: jeszcze nie. — Sasuke pokręcił głową. — Nie jestem pewien, ile potrwa efekt moich dzisiejszych działań. — Zmarszczył brwi, będąc najwyraźniej niezadowolonym z tego faktu. — Być może powinienem cały czas mieć aktywny swój kekkei genkai, żeby bardziej to kontrolować.
— To by było nierozsądne — wtrąciła Hokage. — Nie sądzę, żeby nadużywanie techniki kontrolującej miało dobry wpływ na użytkownika. Zwłaszcza, że twój organizm raczej nie miał szans się jeszcze przyzwyczaić do nowego nabytku. W każdym razie — kobieta ponownie zwróciła się do Uzumakiego — dzięki temu Sharinganowi najprawdopodobniej uda się odczytać resztę informacji w świątyni. Wracając jednak do ciebie, Naruto. Lis — na sekundę zawiesiła głos, nie spuszczając z chłopaka czujnego spojrzenia — wyglądało na to, że zdołał cię opętać.
Przez chwilę Naruto rozważał jej słowa. Nieszczególnie zdziwiło go to, że Tsunade zdążyła już się nieco rozeznać w sytuacji jaka miała miejsce dzisiejszego wieczoru.
— Tak — przyznał. — Coś w tym stylu.
— Co widziałeś? Co pamiętasz?
Starając się być zwięzłym streścił wydarzenia widziane ze swojej perspektywy. Opowiedział o tym niekomfortowym oglądaniu wszystkiego, przy zupełnym braku jakichkolwiek odczuć. O tym jak następnie znalazł się niespodziewanie w cztery oczy z lisim pomiotem. Pominął jednak fragment o jego własnych pragnieniach, o których usilnie go niedawno uświadamiano. Sam… nie wiedział czemu. Chyba po prostu wszystko było zbyt świeże. Zdecydowanie musiał przemyśleć to na spokojnie, zanim wyjawi cokolwiek. Zresztą, to nie wydawało się być ważne w tej chwili. Było tylko szczegółem, częścią planu, o którym mówił demon i mimo że dosyć chętnie odpowiadał na pytania, to Naruto zdawał sobie sprawę z tego, że WCIĄŻ nie ma pojęcia w co Kyuubi pogrywał.
— Zrealizował go — powiedział. — Swój plan — Uściślił. — Znaczy się: mówił, że już po wszystkim. Że…
— Jakoś nie widzę, żeby gdzieś się zmaterializował i używał wolności — przerwała mu kobieta. — Nie sądzisz, że tylko cię podpuszczał? Nie można mu ufać.
— Niby racja — przyznał, chociaż niepokój wywołany wspomnieniem o lisich słowach nie znikał. — Ale ignorować jego słów też nie możemy.
— Nie mam takiego zamiaru. Jednak przed jakimikolwiek działaniami chcę poznać całą sytuację. Na przykład chciałabym wiedzieć coś więcej o tych lisich manipulacjach. Demon wyjawił ich cel?
— Nie do końca — odpowiedział szybko, zagłuszając własną myśl, że rudzielec po prostu zafundował mu małą terapię uświadamiającą, dotyczącą jego popapranych pragnień. Zdecydowanie musiał sam sobie poukładać myśli, zanim wyjawi całą prawdę. I przede wszystkim wolałby, żeby przy tej rozmowie Uchiha akurat nie był obecny. Nawet jeżeli później Tsunade i tak miała mu wyjawić prawdę. — On… fascynuje go Sharingan — dodał, widząc czujne spojrzenia.
— To akurat wiemy od dawna.
— Może to w nim widzi swoją szansę uwolnienia się? — dorzucił, mając nadzieję, że zaraz skończą ten temat.
— Hmm — Pomalowane paznokcie zastukały o gruby blat biurka. — Być może. Co się stało przed?
— Hę?
— Przed opętaniem.
— Ja… — zająknął się. — W sumie nic. Lis był niespokojny — wyjawił. — Myślałem, że po prostu nieobecność Sasuke zaczęła go irytować — zmarszczył brwi. — Jednak…
Och, to nie to.
— Jednak?
Sakura. Ryży popapraniec zareagował na Sakurę. Ale… dlaczego? Dlaczego akurat na nią zareagował AŻ tak ostro? Naruto mógł być pewien, że bijuu nienawidzi każdego przedstawiciela ludzkiego gatunku w takim samym stopniu, więc niby dlaczego przy tej konkretnej kobiecie zachowywał się agresywniej niż zazwyczaj?
I odpowiedź nagle sama napłynęła mu do głowy, kiedy rozważał czynnik, który rozjuszył dziewięcioogoniastego: imię Sasuke. Oczywiście. Musiało chodzić o Sasuke. Więc… demon sądził, że dziewczyna była zagrożeniem dla jego planu. Że Naruto poświęci swoje własne odczucia dla jej szczęścia. Że pozwoli na to, żeby rozkwitł związek między nią a Uchihą, a sam usunie się w cień.
Ale czy byłby w stanie? Czy faktycznie potrafiłby poświęcić się na tyle, żeby pozwolić, bez swoich ingerencji, być dwójce przyjaciół razem? Cóż… W obliczu faktów, przed którymi postawił go lis, nie był do końca pewien. A może właśnie powinien? Skoro wiedział mniej więcej na czym stoi, to chyba najlogiczniejszym posunięciem w tej chwili byłoby, mimo wszystko, odsunięcie się od Uchihy. Ograniczenie wszelkich kontaktów do minimum.
— Powinienem wrócić do siebie — wymruczał męczącą go myśl. Całkowicie ignorując ostatnie pytanie kobiety. — Powinienem… może nawet wynieść się. Gdzieś. Nie będę stanowił zagrożenia, jeżeli atak by się…
— Och, ale idealny cel, dla na przykład Brzasku, stanowić możesz? — parsknął Sasuke, wybijając go z myśli. — TERAZ. Kiedy dzięki Sharinganowi, możemy mieć wszystko pod kontrolą? Genialny plan, naprawdę.
— Lepszy niż żaden. Zresztą, wciąż nie mamy pewności, że faktycznie “wszystko może być pod kontrolą” — zaoponował. — Od początku powinienem trzymać się z dala od wszystkich — stwierdził, nie czekając na dalszą tyradę. — Wtedy z pewnością...
— Wtedy z pewnością lis by się ucieszył — sarknął Sasuke.
— Cóż, przynajmniej wszyscy byliby z dala od jego wpływów!
— Oprócz ciebie? — parsknął wściekle Sasuke, mrużąc gniewnie oczy. — Myślisz, że zaszywając się gdzieś w samotności cokolwiek mądrego zyskasz? Otóż nie. I nie pozwolę na to, żeby w ogóle do takiej sytuacji doszło.
— Nie sądzę, aby…
— I ja — przerwała mu milcząca dotychczas kobieta — również na to nie pozwolę.
— Nie rozumiecie! — zawołał Naruto i po chwili do niego dotarło, że w sumie nic dziwnego, skoro nawet ON, będący w centrum wszystkich wydarzeń, nie do końca łapał co się działo. W każdym razie, COŚ wspólnego z Sasuke (och, niech już nawet będzie, że to chromolone pragnienie), mogło spowodować, że ten rudy popapraniec się uwolni! Więc najlepszym rozwiązaniem byłoby odizolowanie się od tego czynnika. Nawet, jeżeli niekoniecznie Naruto chciałby faktycznie od kogokolwiek się odizolowywać. — Lis przecież…
— Lis: co? — nieprzyjemne warknięcie ze strony Sasuke sprawiło, że Naruto zadrżał. — Lis wciąż jest tym samym, cholernym wrzodem, który próbuje się uwolnić od ZAWSZE. Co się takiego stało dzisiaj, że nagle uznajesz za najrozsądniejsze wyjście udanie się na jakieś pieprzone wygnanie?
— Co się stało? — sapnął i ponownie zatliła się w nim wściekłość. Ta rozmowa była… durna. Zwyczajnie durna, a głównie z tego względu, że DWIE strony wyraźnie coś ukrywały. — A wiesz, że TEŻ chciałbym to wiedzieć? Bo jakoś WCIĄŻ nikt mi akurat na to pytanie nie odpowiedział.
— Nie zmieniaj tematu.
— Temat zmieniać, to usilnie próbujecie WY — rzucił gniewnie. Ponownie czuł złość, która napędziła go wcześniej do wtargnięcia do gabinetu. Złość i niepokój. — Może umknął wam ten drobny szczegół, ale WCIĄŻ jestem umazany krwią. I WCIĄŻ nie wiem czyją!
— A to naprawdę takie ważne?
— A NIE?
— Nie — skwitował Sasuke. — Faktem jest, że bijuu przejął kontrolę i zaatakował osoby, które akurat znajdowały się w twoim pobliżu. I również faktem jest, że nikt nie zginął, ani nie odniósł ran zagrażających życiu. To jednorazowy wybryk i nikt nie ucierpiał, więc nie rozumiem…
— No chyba ci odbiło — zawyrokował Naruto, faktycznie patrząc na drugiego mężczyznę, jakby brakowało mu kilku klepek. Jednorazowy wybryk? Serio? — Przecież…
— Sasuke ma racje.
Uzumaki posłał w kierunku kobiety to samo zdumione spojrzenie, które jeszcze przed chwilą wbijał w Uchihe.
— Pięknie, tobie też coś nieteges w głowie się zrobiło?
— To był długi wieczór. — Tsunade nie skomentowała jego słów. — Który dla niektórych jeszcze się nie skończył. — Wyraźnie miała na myśli siebie. — Ale wy, jak dla mnie, dzisiaj nie zdziałacie już nic, a mając na względzie to, że emocje jeszcze nie opadły, z aktualnych przemyśleń nie wyniknie nic dobrego. Plus, Uchiha ma jeszcze sporo treści do odczytania, dzięki nowo nabytym możliwościom. Nie ma najmniejszego sensu zgłębiać się w dzisiejsze wydarzenia, zwłaszcza, że jeszcze nie znamy całkowitych możliwości Sharingana. Plus, obaj pewnie jesteście wymęczeni — skwitowała. — Najlepszą rzeczą jaką możecie zrobić jest regeneracja sił.
— Ja… ale…
— Naruto. Odpuść. Gdyby wydarzyło się coś, o czym powinieneś wiedzieć, już dawno otrzymałbyś wszelkie informacje — dopowiedziała, wyraźnie zmęczona.
— Jakoś śmiem wątpić — sapnął.
— Przestań świrować — Przez chwilę kobieta nic nie mówiła, najwyraźniej zastanawiając się, jak dobrać kolejne słowa. — Póki nie dowiemy się więcej na temat panowania nad demonem, nie za wiele możemy, prawda? A jeżeli w końcu uzyskamy stuprocentową pewność, że wszystko jest pod kontrolą, będę mogła to podać jako oficjalną informację dla rady. I mieszkańców. Podejrzewam, że wśród cywili może panować aktualnie nieco napięta atmosfera i wolałabym jak najszybciej mieć możliwość rozluźnienia jej.
— Świetnie! — zawołał.— Twoje słowa naprawdę mi sugerują, że zupełnie NIC się nie stało! Tak. IDEALNIE! Jeżeli to już wszystko z waszej strony, to faktycznie udam się, jak to ładnie ujęłaś, na regenerację sił— zakończył, przesłodzonym głosem i nie czekając na odpowiedź, wymaszerował z gabinetu.

***


Buzowała w nim wściekłość, kiedy przeskakiwał z dachu na dach, długimi susami pokonując dystans między gabinetem Tsunade, a domem Sasuke. W pierwszej chwili chciał jak najszybciej dostać się do swojego tymczasowego lokum, zamknąć w czterech ścianach i faktycznie spróbować odpocząć. A przede wszystkim jednak uspokoić skołatane nerwy. Jednak, między jednym skokiem a kolejnym, zmienił decyzję. I tak jakoś nogi same zaniosły go na ulicę, gdzie znajdował się bar, w którym doszło do dzisiejszych wydarzeń.
Nie, żeby zbliżył się do budynku.
Bo kiedy wylądował na końcu wydeptanej drogi, wzdłuż której piętrzyły się budynki, przede wszystkim usługowe, jakoś tak wpasował się we wnękę między obiektami i stojąc w cieniu po prostu… patrzył. Wciągając równomiernie chłodne, rześkie powietrze.
Wiatr szarpał niespokojnie gałęzie pobliskich drzew, chmury kłębiły się na niebie, niemalże całkowicie zasłaniając księżyc i gwiazdy. Coś, jakby zbierało się na deszcz.
Było pusto. Cicho. I tak spokojnie, że ciężko było uwierzyć, że zaledwie kilkadziesiąt minut temu, miejsce to miało styczność z dziewięcioogoniastą bestią. Naruto przyglądał się ponuro. Z upływem czasu jego złość łagodniała i do głosu dochodził zdrowy rozsądek. Okej. Zupełnie nie rozumiał dlaczego ani Sasuke, ani Hokage nie byli skłonni udzielić mu odpowiedzi na przecież PROSTE pytanie. Czy to naprawdę było tak wiele, krótko streścić mu jak zachowywał się Kyuubi? Jednak z drugiej strony, może to on… przeginał? Może faktycznie nie stało się nic takiego, a… a…
A krew?
Spojrzał na własne ręce, wciąż brudne, zakurzone i wymazane zaschniętymi, brunatnoczerwonymi już plamami.
Ciche poruszenie spowodowało, że oderwał wzrok od dłoni i przeniósł go na, jak się okazało, drobną osobę, która stała nieopodal. Najwyraźniej zauważyła go wcześniej i teraz cicho próbowała się wycofać. Co kompletnie jej nie wyszło. Marne światło księżyca oświetliło wykrzywioną w pogardzie twarz dzieciaka. Chudego chłopca, o krótko ostrzyżonych, brązowych włosach i czarnych, teraz zwężonych oczach. Naruto zamrugał, zdziwiony tym widokiem. I już otwierał usta, żeby rzucić coś w stylu, że chyba młody powinien znajdować się w domu, kiedy dzieciak go uprzedził, rzucając krótkie:
— Potwór! — i czym prędzej ulotnił się, nawet za siebie nie patrząc.
Dopiero po kilku kolejnych sekundach Uzumaki pozwolił sobie na mocne zaciśnięcie warg.
Och tak. Nic się nie stało. Z pewnością, kurwa.
Cienka błyskawica bezgłośnie przecięła niebo. Dopiero po kilku głuchych sekundach rozległ się cichy pomruk burzy.


***

8 komentarzy:

  1. Nowy rozdział Fiksacji!!!!! Ok, dobra. Już się (trochę) uspokoiłam. Cóż ja biedna mogę powiedzieć? Był świetny, jak zawsze. Jednoczę się z Naruto. Przez cały rozdział byłam sflustrowana, no bo CO SIĘ DO CHOLERY STAŁO?! Zero odpowiedzi, a jeszcze więcej pytań... Życie jest takie niesprawiedliwe...
    Dobra, bo zaraz zacznę gadać całkowicie bez sensu. Czekam na kolejny rozdział! Weny!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :'D <3.
      Dziękuję za komentarz i cieszę się, że cześć się spodobała ;).
      Pozdrawiam!

      Usuń
  2. Oj tak, w pełni zgadzam się z Nakurishi powyżej ^^ Tyle pytań, a na niemal żadne, a raczej na to podstawowe: co się stało?! nie padła odpowiedź. Super, wiemy, że Sasek ma swojego Sharingana. Ale co zrobił, że Naruto umazany jest krwią, teoretycznie nikt nie ucierpiał, a ludzie zaczęli traktować Uzumakiego jak potwora. Ta niewiedza jest straszna i zupełnie nie dziwię się frustracji Naruto. Też bym się, lekko mówiąc, zirytowała, gdyby nikt nie chciał udzielić mi koniecznych wyjaśnień. I o dziwo... w tym rozdziale denerwował mnie (właśnie przez to) pan Uchiha - a to niezwykłe! Moje standardowe uwielbienie zostało zakłócone irytacją xD Mam nadzieję, że następny rozdział mi to zrekompensuje :P
    Weny, Irduś! (dziwne zdrobnienie? xD)
    Alys

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. x"DDD
      Cóż...
      xD.
      Nocóż xD. Nie umiem w wyjaśniania xD. Mam nadzieję, że jednak ten problem się rozwiąże, bo przypałowo by było, jakby jednak tak się nie stało. xD Ale, OHOHO, PAN Uchiha TAK PODPADŁ? xD Nie wiem czy w kolejnej, ale jest spora szansa, że w jeszcze następnej a i owszem x). Znaczyno xD. Zależy CO byłoby dla Ciebie godną rekompensatą xD.
      Wenę bierę, zdrobnienie już słyszane, więc do dziwnych nie należy raczej xD. Dziękuję za komentarz!
      (Czy Ty też ciągle czekasz na Niknąca rzeczywistość? xD Powiedź, że tak, żebym nie czuła się samotnie w oczekiwaniu xD.)
      Ściskam!
      Ird

      Usuń
    2. Jezu, oczywiście, że czekam :D Chyba znowu zacznę molestować autorkę!! xD w akcie desperacji zabrałam się za Rebuilt (po ang) i jeśli uwielbiasz ciągłe, rosnące napięcie między bohaterami i które, o dziwo!!, nie spada po nawet.. tenteges ^^ to serio Ci to polecam. Wciąga jak diabli. Tłumaczone chyba były zaledwie... już patrzę, 5 rozdziałów. Ale no... ^^ Warto.

      A co do Sasuke.. no wiesz, on ma tyle uroku osobistego, że ja nie potrafię się długo na niego gniewać :D Może poudaję, że się jeszcze na niego boczę, to się bardziej postara xD Ale przyjmę wszystko z dobrodziejstwem inwentarza ;)
      Alys

      Usuń
    3. Od razu mi lżej na duszy xD, bo moja kompanka do jarania się tomarry, z niezrozumiałych dla mnie powodów, nie jara się tym fikiem :C. A na Rebuilt zerkam co jakiś czas, ale ja i mój angielski nie jesteśmy jeszcze na tyle zdesperowani, żeby zabrać się za ingliszowe fiki xD.

      Haha, widzę SaskeTeam wyraźny xD. No dobra, może faktycznie się bardziej postara w takiej sytuacji x). ZOBACZYMY.

      Usuń
  3. Yesss!! <3

    A zawsze można pogonić do roboty nie tylko autorkę, ale i tłumaczkę xD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hah xD. Niby można xD. Ale ja w sobie już jakiś czas temu odkryłam antytalent do ganiania ludzi xD. Serio. Z mojego ganiania wychodzi zazwyczaj tyle, że ludzie pisać przestają xDDDDDDDD. Nie ma to jak bardzo przydatne umiejętności x).

      Usuń