środa, 19 lipca 2017

Na granicy fiksacji

Podładowana meetingową mocą zapraszam na cześć kolejną :"D.
Betowała Akari, w trybie ekspresowym mocno. :"D

XVIII


Kiedy odkrył, że lis ponownie zaczął wykazywać swoją złośliwą aktywność był przerażony. Tak po prostu, po ludzku przerażony. Nie miał pojęcia jak zareagować. Nie był w stanie nawet sklecić żadnej logicznej myśli, nie mówiąc już o odpowiadaniu na pytania Sasuke o to, czy ma pewność i co się dzieje.
Tęskniłeś?
— Niee — jęknął, zabierając dłonie z ramion Sasuke, żeby zaraz zacisnąć je kurczowo we włosach. — Nie to… tylko nie… to…
Niby wiedział, niby był gotowy na to, że Kyuubi ponownie da mu się we znaki, jednak ten moment nadszedł zdecydowanie za szybko. W dodatku on sam pogrążył się w swoim sielankowym aktualnie życiu i mało kiedy poświęcał chwilę na rozważania o lisie. W sumie od kiedy sytuacja z Sakurą się wyjaśniła nie przeznaczył temu ani jednej myśli. A teraz, kiedy lis znowu zaczął podszeptywać w jego świadomości, kompletnie nie wiedział co robić, ogarnęła go panika z którą nijak nie potrafił sobie poradzić.
Chłodne ręce chwyciły go za policzki, zmuszając, żeby oderwał spanikowane spojrzenie od własnych butów. Popatrzył prosto w ciemne oczy, w których dało się ujrzeć stanowczość i determinację.
— Nie szalej — nakazał Sasuke. — Spokojnie.
Nie odpowiedział. Nie był w stanie.

***

Nie za bardzo kojarzył co się z nim dzieje. Obraz przeskakiwał między kuchnią a lisią klatką, za której prętami złośliwie szczerzył się dziewięcioogoniasty. Naruto nie był w stanie nic zrobić, tylko z niejaką desperacją zaciskał dłonie na blacie stołu przy którym siedział i zagryzał wargi, starając się po prostu nie oszaleć.
Bolało, bolało, tak wszystko cholernie bolało.
Zdawał sobie sprawę z tego, że było źle. Było chyba nawet gorzej niż w dawnych lisich atakach, kiedy jeszcze posiłkował się tabletkami, żeby stłumić demoniczne działania. I z każdą chwilą sytuacja stawała się coraz gorsza. Z każdą sekundą wszystkie negatywne uczucia narastały, tak samo jak ten cholerny, palący ból.
— Wytrzymaj — usłyszał abstrakcyjnie spokojny głos gdzieś obok. Sasuke? Chyba Sasuke. Bo przecież kto inny? — Zaraz… pomoc…
Nie odpowiedział. Nie wiedział nawet co miałby powiedzieć. Zresztą i tak nie słyszał całej wypowiedzi. Rzeczywistości wciąż się mieszały: lis szczerzy kły zza krat, to znowu w zasięgu wzroku pojawiał się kuchenny blat i jego kurczowo zaciśnięte dłonie.
Naruto czekał. Starając się nie wrzeszczeć, starając się tłumić wszelkie emocje i jakoś to wytrzymać. Po prostu: czekał. Bo nie miał najmniejszego pojęcia co innego miałby zrobić.
Tęskniłeś?
Wpatrywał się w swoje dłonie. Dłonie, które powoli zaczynała spowijać czerwona chakra. Parząca chakra. Z przerażeniem uświadomił sobie, że palącemu pieczeniu, które odczuwał od dłuższego czasu zaczyna towarzyszyć pojawianie się czerwonych języków złowrogiej lisiej chakry, co tylko potęgowało ból jaki odczuwał.
Bolało, bolało, piekło cholernie…
Stracił poczucie czasu. Nie wiedział ile już siedział w kuchni, niezdolny do ruszenia się, czy w ogóle zrobienia czegokolwiek, czekając… po prostu czekając, aż wydarzy się coś. Cokolwiek. Marząc, żeby ten ból po prostu się skończył. Ostatecznie. Definitywnie.
Zacisnął powieki, z ledwością powstrzymując się od jęku.
Białe kły zalśniły w półmroku.
Zacisnął zęby, żeby nie wrzeszczeć. Nawet nie wiedział czy byłyby to krzyki bólu, frustracji, czy bezsilności. Bo… co teraz? Wszystko czego się dowiedział w trakcie przeszukiwania informacji w świątyni Naka, wszystko to, co osiągnęli do tej pory z sharinganem wydawało się być takie bezużyteczne i niedostateczne, bo przecież lis zaatakował ponownie, jakby ze zdwojoną siłą i nic, zupełnie żadne rozwiązanie nie przychodziło Naruto do głowy. Jakby ten atak zablokował w nim możliwość wymyślenia jakiegokolwiek rozwiązania i trzymania się resztek nadziei, że faktycznie istnieje sposób na poradzenie sobie z demonem. Jedyne co był w stanie, to wciąż i wciąż zadawać sobie pytanie: co teraz?
Co?
Zwariujesz.
Zwariuje. Mocniej zagryzł wargi, ostatkami sił wciąż walcząc z cisnącym się w gardle krzykiem.
Boże. Boże…
Niech to się skończy. Niech skończy się wszystko. Niech będzie po prostu…
Koniec, koniec…
Koniec.
— Skończ to — wyszeptał w końcu, przytłoczony rozpaczą i bezsilnością. Ciche stęknięcie wyrwało się mu spomiędzy warg, zanim z wysiłkiem uchylił powieki i spojrzał na Sasuke. Jeszcze przez chwilę obraz żelaznych krat przesłaniał mu widok, zanim wszystko wyrównało się i widział ciemne oczy, w których teraz pojawiła się pewna doza strachu.
Strach w oczach Sasuke.
— Skończ — ponowił błagalną prośbę. — Skończ, skończ… — powtórzył jak mantrę, ponownie zamykając powieki.
Nie rozumiał, dlaczego Uchiha nie używał sharingana. Nawet nie musiał tego rozumieć. Po prostu chciał to wszystko zakończyć. Teraz, natychmiast, bo dłużej po prostu nie wytrzyma. I nieważne w jaki sposób miałoby to nastąpić, byle ostatecznie, definitywnie.
Chciał po prostu…
… umrzeć.
Następna, ostrzejsza fala bólu zaatakowało go, wyrywając z jego krtani długo powstrzymywany skowyt.
— Zab… — wyjęczał, przerywając zaraz, żeby gwałtowniej wciągnąć powietrze.
Bolało, bolało.
Wszystko bolało. Z każdą chwilą coraz bardziej.
Bolało. Paliło.
— Już — stęknął, całkowicie poddając się rozpaczy. Nawet nie kontrolował tego co mówił, nie był w stanie. Tak samo jak szalejących myśli, skupionych tylko i wyłącznie na tym wszechobecnym, trwającym wieczność cierpieniu. Załkał cicho, całkowicie nie panując nad samym sobą. Po raz kolejny, cholera wie który, zacisnął powieki, jednocześnie oplatając się ramionami, jakby dzięki temu gestowi był w stanie jakoś się ochronić. Jednak mimo palców boleśnie wbitych w ramiona Kyuubi nie przestawał naciskać, ból narastał, narastał, myśli wariowały. Nie istniało nic oprócz cierpienia, oprócz pochłaniającej go ciemności, oprócz tego morza bólu. — Już… — szepnął, łamiącym się głosem. — Ju…
— Odsuń się! — ostry głos rozległ się gdzieś obok.
Inny głos.
Czyj głos?
— ..to! Na…
Z wysiłkiem uchylił powieki i nieprzytomne spojrzenie wbił przed siebie.
Brązowe oczy na wysokości jego własnych. Patrzyły. Ostro, stanowczo. Ręka obleczona zieloną chakrą klepała go po policzku.
— Nie odpł… — stanowczy ton coś mu nakazywał, jednak nie był w stanie w pełni zrozumieć przekazywanego komunikatu. — Naruto!
Leżał? Tak, leżał, chociaż zupełnie nia miał pojęcia, kiedy nastąpiła zmiana jego pozycji i nie za wiele go to obchodziło. Z wysiłkiem oderwał wzrok od orzechowych tęczówek i zerknął w dół, gdzie kobiece dłonie podwijały jeden z rękawów jego bluzy. Czerwona chakra, która w tej chwili oblekła już niemalże całe jego ciało, syczała wściekle przy kontakcie z zieloną medyczną.
— Pod… moją ...bę,
Wypowiadane przez innych słowa rozmazywały się w jego umyśle. Nie łapał sensu wypowiedzi, docierały do niego tylko niezrozumiałe fragmenty. Zamrugał, starając się skupić na dłoniach, które teraz, wyszperawszy z torby jakąś ampułkę, sprawnie nabierały jej zawartość do strzykawki. Chwycił się myśli, że to coś mu pomoże. Że zaraz, być może już za kilka chwil, Tsunade uczyni coś, co sprawi, że ból zniknie, albo chociaż trochę się załagodzi.
Lisie zęby zalśniły w półmroku.
Chrapliwy śmiech zagłuszył chwilowo wszystkie inne dźwięki.
— Nie… mo…
Ktoś przeklinał? Ktoś krzyczał?
Naruto zamknął oczy. Za dużo, za dużo bólu, za dużo cierpienia. Wszystkiego za dużo.
Kiedy uchylił powieki znowu znajdował się przed prętami lisiej klatki i złośliwie szczerzącego się demona.
— To tylko chwilowe — wymruczał lis, hipnotyzującym głosem, nie odrywając od niego swoich ślepi. — To tylko przedłużanie nieuniknionego.
— Co? — zapytał bez zrozumienia, dopiero po chwili zdając sobie sprawę, że jest… lepiej? Jest… jest…
Świat znowu wiruje, nie dając mu nawet dokończyć myśli.
— Twoja ulga w cierpieniu — usłyszał jeszcze, zanim ponownie znalazł się w kuchni.
Leżał na zimnej podłodze, mętnym spojrzeniem wpatrując się w sufit. Nie czuje nic. Zupełnie nic. Nie myśli, nie czuje. Leży i patrzy, zupełnie nie kontaktując ze światem. Aż widok przysłaniają mu ciemne oczy pełne zmartwienia. Pełne strachu. I gdyby nie ten strach to wiedziałby, że są to oczy Sasuke. A tak… a tak nie miał pewności. Nawet nie jest w stanie się nad tym dłużej zastanawiać, bo dopada go nieludzkie zmęczenie.
— N… to?
Powoli odpływa.
— Niech ..pi. — Powiedział jeszcze czyjś łagodny, zmęczony głos, zanim faktycznie Naruto pogrąża się w śnie.

***

Obudziły go podniesione głosy, mdły zapach medykamentów i zbyt ostre światło.
Oraz ból. Palący, rozprzestrzeniający się po całym ciele. Być może nie aż taki ostry, jakiego doświadczał ostatnio, jednak ciągły, nie dający się zignorować. I jakby… narastający?
Naruto z oporem rozwarł powieki. Przez sekundę czy dwie tępo wpatrywał się w sufit, niejasno zdając sobie sprawę, że nie wygląda on znajomo. Chociaż może? Zamrugał zawzięcie, próbując przyzwyczaić się do panującej jasności, jednocześnie zastanawiąjąc się wciąż nad znajomością płaskiej powierzchni, wiszącej nad jego głową.
Jasno. Jasno. Za jasno. Znajomy sufit?
I boli. Znowu boli. Wszystko.
Z wysiłkiem podniósł rękę, żeby przetrzeć oczy, jednak powstrzymuje się przed tym, zaraz po zarejestrowaniu faktu, że dłoń wciąż jest pokryta lisią chakrą. Palącą chakrą, pod którą skóra wyglądała na pokrytą pęcherzami poparzeń.
Jęknął w reakcji na ten widok.
— Naruto?! — Twarz Sasuke zawisła tuż nad nim. Zmęczona? Przygnębiona? I chyba… zła?
— Nie dotykaj go! — krzyk Tsunade skutecznie zatrzymał dłonie Uchihy, które znalazły się właśnie w zasięgu wzroku Naruto. — Nie widzisz, że…
— Widzę, że twoje wymyślne leki nic nie dają! — warknął Uchiha, przenosząc spojrzenie na kobietę, która również stanęła przy łóżku, w którym leżał Naruto. — Trzeba…
Szpitalnym łóżku? Pomyślał blondyn, marszcząc czoło. Był w szpitalu?
Myśli leniwie krążyły po głowie, nie mogąc się skupić na niczym konkretnym. A przecież chciałby poznać odpowiedzi, chciałby wiedzieć, o czym właściwie mówił Sasuke i dlaczego razem z Tsunade wyglądali na tak poirytowanych. Jednak nie potrafi się zmusić do niczego bo przecież… znowu… znowu…
Boli.
Boli, wciąż wszystko boli.

— CO trzeba? — Kobieta odpowiedziała Sasuke równie burkliwym tonem. — Musimy pocze…
— Na co?! On CIERPI.
— Tak, ale nie mamy…
— Pieprzyć to — sapnął Uchiha, ponownie odwracając się do leżącego w łóżku chłopaka.
— Chyba nie masz zamiaru…
— Tak, psia mać! MAM.
— Nie możesz…
— Nie? — zaśmiał się zjadliwie, bez humoru. — To patrz.
Kolejne co Naruto widzi to wirujące łezki sharingana.
Następnie przeklęta klatka, równie przeklętego demona. Przez chwilę patrzy prosto w ślepia wypełnione uciechą. Lisie ślepia, które odrywają się od niego i kierują trochę w bok. Uzumaki uczynił to samo i jakoś bez szczególnego zdziwienia ujrzał obok Sasuke.
— Jak długo dasz tak radę? — Oczy demona zalśniły zza krat.
— Mówiłem ci, że… — odpowiada mu Naruto po chwilowej ciszy. Bo dopiero po sekundzie czy dwóch dociera do niego, że ból znowu odpłynął i jest w stanie klarownie myśleć i reagować.
— Och, nie do ciebie mówię, szczylu — przerwał mu demon, szczerząc się złośliwie.
— Co? — zapytał bez zrozumienia marszcząc brwi. Spod przymrużonych nieufnie powiek obserwował jak Kyuubi wyciąga się leniwie, żeby zaraz przybliżyć wyszczerzony pysk do krat.
— Zastanawia mnie, ile wytrzyma twój kochaś — powiedział pełnym uciechy szeptem.
— Zamknij się — warknął Sasuke, a Uzumaki zerknął na niego z konsternacją. Czerwony sharingan wściekle błyszczał w jego oczach. — Zamknij się — powtórzył, nieco spokojniej. — Najlepiej na zawsze.
Lis zaśmiał się rubasznie, zanim i w jego spojrzeniu pojawił się kekkei genkai. Zaraz jednak posłusznie zamknął ślepia, pogrążając się w wymuszonym śnie.

17 komentarzy:

  1. Rozdział fantastyczny. Dobrze, że Naruto ma swojego ukochanego Sasuke. Jednak co dalej? W końcu blondyn jest bliski obłędu, a lis na pewno nie da za wygraną. Chyba że znajdą na niego sposób. Tego im życzę. I oczywiście wytrwania w miłości. Oby Sasuke dalej dzielnie stał przy swoim blondasku.
    Szkoda, że rozdziały są tak rzadko. Świetnie się czytało. Życzę dużo weny.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że część się podobała :"D. I no, też żałuję, że tak mi opornie idzie to pisanie. Tyle dobrego, że w ogóle idzie xD.
      W każdym razie, dziękuję za komentarz! :D

      Usuń
  2. Oj tak, tak, bardzo dobry rozdział. Zacna ilość angstu :D Lubię to. Choć mam nadzieję, że potem nadejdzie fluffowe, a tragiczne zakończenie. Po na razie patrząc na ilość bólu i wysiłku, jaki wkłada Naruto (przy pomocy Sasuke i Tsunade) w ujarzmienie Kyubiego... cóż, nie zanosi się O.o Ale nie ma co krakać! Musi być dobrze. Nie ma nic, z czym Sasek by sobie nie poradził :D Zwłaszcza jeśli chodzi o ochronę Naruto.
    A co to za meeting dał Ci tyle energii?? Może na tej dobrej fali szybciutko napiszesz następny rozdział *uśmiecha się chytrze i zaciera rączki*
    No, pozdrawiam, nie roztopmy się z gorąca ^^
    Alys

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Owowo <3. Cieszę się, że część przypadła do gustu :D. A meetng dający moc do pisania to było spotkanie z lasiami z forum SN x). Zostałam wymacana za pisanie tego opa xD. Takie zdarzenia DAJĄ MOC. I no, coś tam się dalej tworzy ;). Więc jeszcze troszkę meetingowej mocy mi zostało :"D. Ale na jak długo niestety nie jestem w stanie powiedzieć xD.

      Usuń
    2. Spoko, spoko ;) Jak się moc skończy, to wiem gdzie mieszka. <3 Zawsze mogę wpaść i ją wymizi... zmotywować do dalszego pisania. :)

      Usuń
    3. CHO CWANIAKU. PÓKIM ZNOWU BEZROBOTNA xD <3.

      Usuń
    4. No moja roba jakoś nie chce mnie na kolejny urlop puścić. ;/ ALE! Nie znasz dnia ani godziny jak stanę u Twych drzwi. <3

      Usuń
    5. :"D czekam ~~~ <3. I nowiesz, urlop zawsze można sobie samemu zorganizować xD. POLECAM BRAĆ ZE MNIE PRZYKŁAD XD.

      Usuń
    6. Oks, od dziś będę Twoim... zwierzątkiem domowym. <3 Płać mi <3 i miziaj <3

      Usuń
    7. Zwierzątkom się w sumie nie płaci chyba co? Mogę moimi eksperymentami kulinarnymi! xD

      Usuń
    8. O babole, jesteście kochane ♥ :D Akari, wymiziaj Irdine za wszystkie czasy, niech czuje się zmotywowana do pisania również ode mnie xD
      Alys
      PS. w przypadku kotów, to chyba działa odwrotnie: one powinny mieć płacone przez ludzi za możliwość ich miziania xD

      Usuń
    9. Ochnie xD. Pieniędzy mi się kończą, a termin jakiejś kolejnej wypłaty dosyć nieznany xD. NIE STAĆ MNIE NA PŁACENIE PIENIĘDZMI XDDD.

      Usuń
    10. Zawsze możesz zostać niewolnikiem :D :D :D

      Usuń
    11. Nieno :o. Okres hobbystycznego niewolnictwa mam już za sobą chyba :o. Nie będę się powtarzać xD.

      Usuń
  3. Dzień dobry!
    Chcesz poćwiczyć swoje pisarskie umiejętności i przy okazji wygrać książki, upominki, reklamę bloga i grafikę? Tak? W takim razie zapraszam Cię serdecznie do konkursu literackiego „Już nie zapomnisz mnie”
    www.przedwojenny-konkurs.blogspot.com
    Wystarczy napisać opowiadanie o dowolnej tematyce do 5 stron i… co dalej? Dowiedz się szczegółów, czytając regulamin na blogu.
    Niech pamięć o naszych artystach nadal trwa, a osoby lubiące pisać – doskonalą swe pióro!
    Pozdrawiam ciepło!

    Ps. Przepraszam za autoreklamę, lecz nie znalazłam innej załadki. Wiadomo, jak trudno jest się zareklamować. A może akurat Cię zainteresuje konkurs?

    OdpowiedzUsuń
  4. Wiesz, jakoś tak mam złe przeczucia. Dziwne, nie? W końcu Sasuke opanował sytuację, lis znów śpi, a Naru i Sasu mogą wrócić do swojej sielanki. I może faktycznie wszystko byłoby okay, gdyby NIE OSTATNIE SŁOWA LISA, PRZEZ KTÓRE WIEM, ŻE TO SIĘ MIŁO NIE SKOŃCZY! Nosz nieświeża krewetko! Czemu ty tak bardzo komplikujesz ich życie? Wyślij ich kiedyś na Hawaje albo Floryde. Niech się poopalają, popiją drinki z parasolkami, poskaczą po palmach i nasypią sobie piachu w oczy. Mogą się nawet trochę podtopić w wodzie - ale tylko trochę - byle w końcu mieli jakieś normalne wakacje. Lisa niech dadzą do tymczasowego zwierzynca, hotelu dla zwierząt albo nawet pod opiekę Hinacie. Nawet lisowi będzie głupio najeżdżać na biedną Hyuugę.
    Rozdział przepełniony przygnębieniem i bólem, ale i tak mi się podobał.
    WENY I CZASU!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hyhyhy xD.
      No Naruto pewnie bardzo chętnie by opylił lisa komuś chociaż na jakiś czas xDDD.
      Dziękuję za komentarz! <3 <3 <3 Wenę bierę, czas też by się przydał x). Jeszcze hejs, żeby rzucić robię i już w ogóle idealnie xD.

      Usuń