czwartek, 10 kwietnia 2014

Upolować lisa

 3. Upolować (cz. II) 

– Nie, nie, nie, błagam, nie! – Chyba pierwszy raz w życiu Sasuke... panikował. Jego głowę wypełniała pustka, a on sam rozedrganymi rękoma próbował ściągnąć z Naruto uniform, żeby znaleźć przyczynę jego omdlenia. I znalazł w końcu. Obficie krwawiąca rana na klatce piersiowej. Uchiha nie potrafił zdiagnozować, czy była głęboka, czy też jak bardzo poważnie Uzumaki oberwał. Równie dobrze, mógł zemdleć od nadmiaru utraty krwi.  – Kurwa! – warknął sfrustrowany, próbując sobie przypomnieć COKOLWIEK ze szkoleń medycznych.
On nie był od tego. Takimi rzeczami zajmowała się Sakura. Dlaczego, do jasnej cholery, akurat w tej misji nie został przydzielony im żaden medyk? Och, odpowiedź była nad wyraz jasne – bo mieli nie wdawać się w żadne walki. Zresztą, teraz nie była pora, na rozmyślanie nad takimi szczegółami.
Wciąż drżącą rękę sięgnął do saszetki przymocowanej do pasa i wyciągnął z niej dwa bandaże. Najważniejsze w tej chwili było zatamować krwawienie.

***

Sasuke stał w wejściu do jaskini, przy pomocy sharingana uważnie lustrując okolicę. Po dłuższej chwili westchnął ciężko. Łezki w jego oku zakręciły się i już po chwili krwawa czerwień tęczówek została zastąpiona zwyczajną czernią.  Wrócił w głąb ich kryjówki. Szczerze mówiąc nie miał pojęcia dokąd przeniósł ich Naruto. Nie rozpoznawał okolicy.
O właśnie. Naruto. Mężczyzna wciąż był nieprzytomny. Sasuke po dłuższej chwili udało się zatamować krwotok, jednak... wciąż odczuwał niepokój. Z ciężkim westchnięciem usiadł przy bezwładnym ciele przyjaciela, podciągając nogi pod brodę i wbił w niego uważne spojrzenie. Nie pozostało mu nic innego, jak czekać. Przysunął się bliżej, jednocześnie przykładając rękę do czoła Uzumakiego. Zmarszczył brwi. Złe przeczucia nasiliły się. Czy Dziewięcioogoniasta bestia nie powinna już dawno uleczyć Naruto? Dlaczego jeszcze nie uporała się z jego ranami?
Jego ręka delikatnie odgarnął blond kosmyki opadające na zamknięte oczy przyjaciela. Westchnął ciężko i przysnął się nieco bliżej, siadając wygodniej. Zapowiadała się ciężka noc.
– Wiesz... – zaczął zmęczonym głosem. – Zaskoczyłeś mnie. A zawsze wydawało mi się, że ciężko mnie zaskoczyć – umilkł, wpatrując się uważnie w twarz Naruto, oczekując... czegokolwiek. Naprawdę, chociażby najmniejsze drgnienie jakiegokolwiek mięśnia automatycznie by go uspokoiło. – Mógłbyś się obudzić – stwierdził po chwili, nieco rozdrażnionym tonem. – Bo... chyba, ja... – zająknął się. Cholera, zdecydowanie ciężko było mu mówić o tym, co działo się w jego głowie, nawet jeżeli Uzumaki był nieprzytomny. – Chciałbym ci coś powiedzieć.

***

Nie przespał wiele tej nocy. Po prawdzie, nie zmrużył oka. Kilka godzin po ich ucieczce z pola walki, wrogie grupy shinobi znalazły się wyjątkowo blisko kryjówki Naruto i Sasuke. Najwyraźniej ich szukano. Tak więc, większość czasu Uchiha poświęcił na tworzenie genijutsu, dzięki któremu jeszcze ich nie znaleźli.
Chociaż tak po prawdzie, technika, którą zastosował mogła być przejrzana nawet przez genina. Nieco bardziej ogarniętego, ale jednak. I nawet, jeżeli wspomagał ją przez cały ten czas sharinganem, to Sasuke wiedział, że nie było to genijutsu najwyższych lotów. Żeby tylko nie był tak niemiłosiernie zmęczony... Kekkei genkai ostro dawał mu się we znaki. Mężczyzna po prostu czuł, jak z każdą sekundą ucieka z niego energia. Szczerze mówiąc, już nie pamiętał, kiedy ostatni raz się tak sponiewierał podczas misji.
Przymknął na chwile oczy, chcąc dać im chociaż chwilowe ukojenie. I zaraz błyskawicznym ruchem wyciągnął kunaia z kabury, przystawiając go do szyi shinobi, który go podszedł.
– Wyglądasz jak, za przeproszeniem, gówno – powiedział zamaskowany osobnik, unosząc dłonie w geście obrony. – Nie szarżuj tak bronią w tym stanie, bo krzywdę zrobisz, a i owszem, ale co najwyżej sobie.
– Kakashi – wymamrotał. Chyba pierwszy raz w życiu poczuł prawdziwą ulgę, gdy zobaczył swojego mentora. – Jakim cudem...
– Czystym przypadkiem – odpowiedział, wzruszając ramionami. – Powinienem właściwie nastrzelać wam po pyskach, za doprowadzenie się do takiego stanu, ale chyba sobie to daruję. Na razie.
Sasuke zdobył się nawet na wykrzywienie warg w półuśmiechu.
– Ty mi się tu nie szczerz, bo naprawdę jestem zły. Tylko tego jeszcze nie widać – parsknął jonin.
– Ta – zaczął Uchiha, półprzytomnie. Zaraz jednak przerwał, gwałtownie obracając się w stronę leżącego nieopodal przyjaciela. – Naruto... on...
– Spokojnie. – Kakashi położył mu dłoń na ramieniu, ściskając je lekko. Uważnie przypatrywał się twarzy swojego podopiecznego. – Sakura zaraz tu będzie. A teraz wyłącz swoje wspaniałe genjutsu i przestań używać tego cholernego sharingana, bo mi tu zaraz na zawał zejdziesz.
– O – odetchnął głęboko. Faktycznie. Za radą Kakashiego dezaktywował sharingana. I zaraz po tym rozluźnił mięśnie. Dopiero teraz, gdy nieco opadła adrenalina, dotarło do niego, w jak bardzo zły jest jego stan. Dodatkowo przytłoczyły go jego własne emocje: strach o stan Naruto, bezsilność, rozdrażnienie i zmęczenie. Jednak teraz... teraz wszystko będzie dobrze. Pomyślał i zaraz potem pochłonęła go ciemność.

***

Pierwsze co mu przyszło do głowy kiedy się ocknął to to, że nie jest w szpitalu. Dziwne. Po cięższych misjach Hokage zawsze trzymała wszystkich na co najmniej jedno dniowej obserwacji. Nie, żeby się nie cieszył z tego faktu, bo szczerze mówiąc, nie cierpiał szpitali. Drugą rzeczą, o jakiej pomyślał, było to, że dotyk ciepłej dłoni na jego czole sprawia mu przyjemność. Mruknął wyraźnie niezadowolony, gdy zniknął.
– Zostań – sapnął, otwierając gwałtownie oczy. Wbił spojrzenie w nieco przerażone, niebieskie tęczówki Naruto, który zamiarował się do opuszczenia pokoju, w którym się znajdowali. O dziwo, mężczyzna go posłuchał.
Sasuke rozejrzał się po pomieszczeniu. Znajdowali się w jego mieszkaniu. On aktualnie leżał na futonie, a Uzumaki przycupnął koło niego. I najwyraźniej starał się patrzeć wszędzie, tylko nie na Uchihe.
– Obudziłem cię – stwierdził bardziej, niż zapytał, wbijając wzrok w podłogę.
– Nie. – Sasuke podciągnął się na łokciach, wciąż uważnie lustrując otoczenie.  – Dlaczego nie jesteśmy w szpitalu?
– Och... no wiesz. – Naruto zaczął wyłamywać nerwowo palce. – Nie lubisz szpitali. A w sumie padłeś tylko z wycieńczenia. Żadnych poważniejszych urazów. Więc jak już mnie Sakura posklejała, to pomyślałem, że może lepiej by było przetransportować cię tu.
– Skąd wiesz, że nie lubię? – zapytał, przenosząc spojrzenie na jego twarz. Co było dosyć ciężkie, z racji tego, że Uzumaki aktualnie wgapiał się w podłogę. Mimo wszystko, wyglądał w porządku. Zwłaszcza, jeżeli porówna się jego stan do tego, w jakim był w ich kryjówce.
– Hę?
– Skąd wiesz, że nie lubię szpitali – powtórzył Sasuke.
– Ja... – zamilknął gwałtownie, potrząsając głową.
– Dlaczego się nie budziłeś? – zadał kolejne pytanie, tym razem z wyraźnym wyrzutem. – Tam, w jaskini.
Naruto rzucił mu szybkie spojrzenie, zanim znowu wbił je w podłogę. Do uszu Sasuke dotarło wyraźne westchnięcie, zanim padła cicha odpowiedź:
– Rozmawiałem.
– Co? – Na twarzy Sasuke pojawił się wyraźny wyraz niezrozumienia.
– Z lisem rozmawiałem – powiedział nieco pewniejszym głosem Uzumaki. – On... on cię akceptuje. Powiedział mi, żeby ci przekazać to. Ja... przepraszam.
Uchiha usiadł. Cóż... co miał niby odpowiedzieć?
– Też go akceptuję.
– Co? – Naruto zerknął na niego bez zrozumienia. Zaraz jednak parsknął śmiechem i ponownie powrócił do oglądania desek podłogowych. – Nie rozumiesz. On cię akceptuje... on sobie myśli... no wiesz – zakończył bezradnie.
– Jako twojego partnera – dopowiedział Sasuke bez wahania. – Tak, zdaję sobie z tego sprawę. Znaczy, nie wiedziałem, że w tych sprawach trzeba mieć błogosławieństwo lisiego demona, ale skoro już je mam, to nie ma problemu.
– Bredzisz, Sasuke – wymamrotał w końcu mężczyzna, kurczowo zaciskając dłonie.
Sasuke nachylił się nieco i chwycił podbródek Naruto, zmuszając go, aby patrzył mu w oczy.  Uśmiechnął się delikatnie, widząc zaskoczenie w niebieskich tęczówkach.
– Wiesz, jakbyśmy mieli więcej czasu na rozmowy podczas tej feralnej misji, to również bym ci powiedział, że też o tobie myślę. Często. I cię obserwuję – dodał po chwilowym namyśle. – Lubię cię obserwować.
– Ja... – Uzumaki zarumienił się. Jednak wciąż wpatrywał się w ciemne oczy przyjaciela. – Też lubię. Patrzeć na twoje zachowanie. Wiesz... obserwować.
Usta Sasuke rozciągnęły się w nieco większym uśmiechu. Pogładził kciukiem policzek drugiego mężczyzny, z przyjemnością rejestrując zaskoczone sapnięcie, które wyrwało się spomiędzy warg Naruto. Wyglądał nieco jak dzikie zwierzątko, któremu instynkt podpowiadał, żeby uciekać od dotyku, a jednocześnie z ciekawością oczekiwał bez ruchu na kolejne wydarzenia.
Uchiha przysunął się jeszcze bliżej, tak, że niemalże stykali się nosami. Na twarzy Uzumakiego można było zobaczyć wyraźną niepewność. Niepewność i coś, co kazało Sasuke nachylić się jeszcze trochę i musnąć wargami usta drugiego mężczyzny. Przyjemny dreszczyk przebiegł po jego plecach. Odsunął się nieznacznie.
– Myślę, że możemy kontynuować nasze obserwacje w nieco innych relacjach – szepnął prosto w jego usta.
Naruto wpatrywał się w niego z wyraźnym niezdecydowaniem. Albo to było zdumienie. Tak, na pewno  zdumienie. Po chwili również się uśmiechnął. Dosyć niepewnie i trochę dla siebie nietypowo. Kiwną głową.
Mam cię, lisie.


KONIEC

13 komentarzy:

  1. Doczekać się zakonczenia ficku, który sprowadził mnie do Twojwgo bloga. :3
    Bardzo mi się podobało, dużo weny życzę, i czekam na więcej ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się :"). Dziękuję za komentarz :D.

      Usuń
  2. Zacznę od cytatów^^
    "Wyglądasz jak, za przeproszeniem, gówno" Miłość! <3 Tylko łapy z daleka od tego Uchihy, on już jest zajęty!
    "– Jako twojego partnera – dopowiedział Sasuke bez wahania. – Tak, zdaję sobie z tego sprawę. Znaczy, nie wiedziałem, że w tych sprawach trzeba mieć błogosławieństwo lisiego demona, ale skoro już je mam, to nie ma problemu." awwww! <3<3 Ohh! I w końcu upragniony kiss. Szkoda, że taki malutki, ale grunt, że jest. Teraz już będzie z górki. <3
    Ird, całe opowiadanie było takie słodkie, puchate i mimo przelanej krwi, potu i łez, jest cudowne! I to aż się prosi o sequel, no wiesz, do jakich wniosków w końcu doszli we wzajemnej obserwacji i jak spożytkowali tę wiedzę. :D

    Pisaj! :*
    I dziękuję za ten tekst. :* :* :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pisam przecież! x)

      I czo Ty z tymi sequelami xD. Bez przesadyzmu. Dziękuję bardzo za komcia i nie polecam się na przyszłość, jeżeli chodzi o kolejne fiki xD.

      Usuń
    2. I tak będę je od Ciebie wyciągać, więc nie opieraj się zbytnio. :*
      Sequele muszą być! Jak to tak bez sequela... :(

      :*

      Usuń
    3. "Zbytnio"? xD Mam pozwolenie na opieranie się w pewnym stopniu? xD

      Usuń
    4. Nawet jakbyś go nie miała, to i tak byś się opierała. Twoja lamia natura daje o sobie znać. :*

      Usuń
  3. Hej. Jak mówiłam wcześniej, jestem ;D nadal czytam.

    Cóż, szczerze? cały fik, od początku do końca mi się podobał. Napisany rzeczowo, ale i z humorem, uchihowskim Uchihą, narutowskim Naruto. ;)

    Co prawda, spodziewałam się.. bardziej rozwiniętej wymiany zdań,a nie tylko, ze Sasuke się obudził i jakoś tam sobie pogadali.. Mało, jak dla mnie, szczegółów. ;)

    Krótko mówiąc, dobra robota, jestem na tak, piątka z plusem, popisałaś się, whatever.

    Podrawiam!
    I.S.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za komentarz :"D. I cieszę się, że fik przypadł do gustu.

      Usuń
  4. Witam,
    Kyuubi zaakceptował Sasuke jako swojego partnera, jak widać Sasuke bardzo się martwi o Naruto, jakie mieli szczęście, że zjawił się Kakashi i Sakura...
    Dużo weny życzę Tobie...
    Pozdrawiam serdecznie Basia

    OdpowiedzUsuń
  5. Dopiero tu trafiłam, i "Upolować Lisa" to pierwsze opowiadanie jakie przeczytałam, ale bardzo mi się spodobało. Nie jest ckliwe, zachowałaś sposób bycia Naruto i Sasuke, oraz ich zachowania względem siebie, co mi się bardzo podobało. Zostaję na dłużej, biorę się za resztę, i weny życzę na przyszłość!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki :"D. I miłej zabawy życzę ;).

      Usuń
  6. Świetne opowiadanie! Że Sasuke od razu nie ogarnął co znaczy, że "Rude lisy żyją w grupach rodzinnych", tak Naru miał rację, co do tego "geniusza". ;) A tak w ogóle, to na jego miejscu Uchihy bym się tak nie cieszyła, może i upolował Naruto, ale teraz musi go jeszcze oswoić. Ale to już raczej temat na inne opowiadanie.

    OdpowiedzUsuń