niedziela, 25 grudnia 2016

Czułości na wysokości - SasuNaru

Miałam bardzo ambitne plany napisać dużo rzeczy w ciągu tego miesiąca, a właściwie jak na razie udało mi się skończyć jedną miniaturkę, której jeszcze nie mogę opublikować przez jakiś czas xD. W każdym razie: NAPRAWDĘ miałam wrzucić rupiecie. Co najmniej dwie nowe miniaturki! I lisa chciałam! I w ogóle xD. Zwalam swoje niepowodzenie na chorowity miesiąc. Noale, żeby mieć okazję złożyć życzenia, wygrzebałam z forum tego oto fika!  Alleluja! xD Więc: WESOŁYCH ŚWIĄT WSZYSTKIM! I SZCZĘŚLIWEGO NOWEGO ROKU :"D.
♥ ♥ ♥

Tytuł: Czułości na wysokości
Długość: miniaturka, niecałe 4k
Gatunek: event świąteczny 2015, AU, coś-pod-humor, osobisty-dramat-autora-bo-nie-umiał-myśleć
Beta: Akarere. Jak się zgodzi. Zgódź się Akarere ;___;. xD *Zgadzam się* LUF! ♥ ♥ ♥

***

Uwielbiał wszelkiego rodzaju wysokości. Nieważne, czy chodziło o wbicie się na najwyższe piętro wieżowca, o lot samolotem, skok ze spadochronu, czy wejście na jakiś górski szczyt. Po prostu: kręciło go patrzenie na rzeczy z jakiegoś wyższego punktu. Nawet, jeżeli ten wyższy punkt nie przekraczał dziesięciu metrów. W chwilach kiedy miał dostęp do przyglądania się temu, co działo się „tam, na dole”, totalnie odpływał. Napawał się dziwnym poczuciem wolności, które go zawsze ogarniało w takich sytuacjach. I nieważne były warunki pogodowe, jego wcześniejszy nastrój, czy też...
— Naruto. Kontaktuj. Robota.
… czas.
Bo chociażby teraz. Powinien sprawdzać sprzęt do pracy, a nie bujać w obłokach. Ale, jak można było nie bujać, skoro znajdował się blisko, tak bardzo blisko nocnego nieba? Wydawać by się mogło, że gwiazdy są zaledwie na wyciągnięcie ręki, a…
— Naruto.
— Sorry — zaśmiał się, szczerząc zaraz w stronę przyjaciela, z którym dzielił dzisiejszą pracę. Sasuke Uchiha patrzył na niego z wyraźną dezaprobatą. — Po prostu…
— Sam nie wiem czy wolę kiedy jesteś nadpobudliwy, czy kiedy znienacka odpływasz — westchnął mężczyzna, poprawiając kask. — W każdym razie jedno i drugie jest wyjątkowo upierdliwe. Nie rozumiem, dlaczego się z tobą zadaję.
— Z miłości?
— Nie.
— Ranisz.
— Trudno. Ubieraj kask. I uprząż.
— Tajest! — Zasalutował.
— Bałwan…
— Sam jesteś bałwan.

***

Oprócz wysokości Naruto uwielbiał również ŚWIĘTA i całą ich otoczkę. Był jedną z tych osób, które aż przesadnie radowały się okresem poprzedzającym Boże Narodzenie. Bo przecież wtedy był czas wczuwania się w klimat oraz zdobienia wszelkich powierzchni różnego rodzaju ozdóbkami świątecznymi, co on sam po prostu ubóstwiał. I niekoniecznie pojmował, jak ktokolwiek mógłby nie podniecać się tą konkretną porą w roku.
W każdym razie, aktualnie czuł się jakby Święty Mikołaj przyszedł wcześniej niż zwykle, bo oto znalazł pracę marzeń! Znaczy, dorywczą, jednorazową pracę marzeń. Wciąż był studentem i z racji natłoku zajęć brał się jedynie za krótkie zlecenia. I teraz, kiedy szukał czegoś w Internecie i zupełnym przypadkiem znalazł TĘ OFERTĘ, to z automatu pomyślał, że jest dla niego idealna. Dla niego i dla Sasuke — jego aktualnego współlokatora. W którym Naruto właściwie skrycie się podkochiwał. No ale, mniejsza.
Ofertę dorwał podczas siedzenia na uniwersyteckim korytarzu, z rozładowującym się laptopem umieszczonym na kolanach. I och, tak. Nakręcał się na nią. Bardzo. Dlatego czym prędzej zamknął komputer, wpakował go do torby i pognał do domu. Ciul tam z ostatnim wykładem, na który przed chwilą jeszcze czekał. Prowadzący był przecież do niczego, a on dopadł właśnie PRACĘ ŻYCIA! Perspektywa zarobienia grosza szybko przesłoniła wizję listy puszczonej na zajęciach.
Wciąż będąc w super pozytywnym nastroju wpadł do mieszkania, w którym Sasuke aktualnie gotował. Już na początku ich wspólnego zamieszkania okazało się, że Naruto jest kompletną nogą w takich rzeczach i lepiej nie dopuszczać go do kuchenki, mimo że czasami sam się pchał. Tak czy inaczej — wpadł do mieszkania, niemalże w biegu ściągając trampki i czym prędzej wparował do kuchni. I się zatrzymał. I się zwiesił.
Bo Uchiha miał na sobie fartuszek. I włosy związane w luźną kitkę. I aktualnie gmerał drewnianą łopatką w patelni, najwyraźniej mieszając jakieś mięcho czy inne warzywa. Wyglądał… och… wyglądał dosyć rozczulająco. I pewnie zaraz by go zamordował, gdyby wiedział, co za dzikie myśli tłuką się po głowie Uzumakiego, ale no, na szczęście nie wiedział.
Naruto zagapił się na stojącego przy kuchence przyjaciela, usilnie starając się wbijać spojrzenie w zawiązaną na plecach granatową kokardę, a nie na zakryty jeansami tyłek. Ładny tyłek. Kształtny tyłek.
Chociaż no… przecież jak tylko zerknie, to nic się takiego nie stanie. Nie?
— Za dziesięć minut skończę. — Spokojny głos wyrwał go z letargu. — Nie miałeś być za jakieś dwie godziny?
— Miałem — przyznał. — Ale…
— Urwałeś się? — Mężczyzna zerknął na niego przez ramię, mierząc krytycznym spojrzeniem. — ZNOWU.
Naruto sapnął. No tak. Zapomniał, że Sasuke czasami zachowywał się jak typowa matka i opierniczał go za takie rzeczy jak zwiewanie z wykładów.
— Podwód miałem! — zawołał zaraz na swoją obronę.
— Doprawdy?
— Tak! I to ważny powód! Taki wiesz, KONKRETNY!
— Aha. — Sasuke wrócił spojrzeniem do przygotowywanego dania. Odłożył łopatkę i wyłączył kuchenkę, żeby zaraz obrócić się w stronę Naruto, zapleść ręce na klatce piersiowej i wbić w niego wyczekujące spojrzenie. — Jakiż to powód?
Przez sekundę czy dwie Naruto znowu po prostu się na niego gapił. Zaraz jednak jego myśli wróciły na właściwy tor. Rozpromienił się i oznajmił:
— Znalazłem nam fuchę!
— Tak?
— TAK! I to wiesz, taką SUPER!
— Super fuchę?
— TAK. SUPER!
— W porządku. — Sasuke westchnął. — Co to za super fucha?
— Otóż — zamilkł na sekundę, aby uzyskać efekt dramatyzmu. — Będziemy dekorować centrum!
Odpowiedziała mu cisza. I beznamiętny wyraz twarzy. I lekkie uniesienie brwi.
— Co — wyrzucił w końcu z siebie mężczyzna.
— Centrum. Handlowe. Dekorować. Na święta! — wyszczerzył się, będąc przekonanym, że Sasuke zaraz podłapie jego entuzjazm.
Nie podłapał.
— Chyba cię pogrzało.

***

Początkowo Sasuke podchodził do sprawy niechętnie. Jednak dosyć szybko zmienił zdanie, kiedy tylko dowiedział się ile mogą otrzymać pieniędzy za to jednorazowe zlecenie. Fakt faktem, trzeba było odbyć — sponsorowane przez firmę zajmującą się dekoracją centrum — szkolenie z pracy na wysokościach. Jednak dla takich pieniędzy za kilkugodzinną robotę naprawdę się opłacało.
Tak więc, równo miesiąc przed świętami, obaj byli przeszkoleni i późnym wieczorem — tuż po zamknięciu obiektu dla klientów — mieli się zabrać za robotę. Jak się okazało, chodziło konkretnie o montaż lampek na zewnątrz budynku. Wysokiego budynku.
Piętnastopiętrowy wieżowiec mierzący ponad sześćdziesiąt metrów był obiektem w którym mieściło się… niemalże wszystko. Od małych butików wszelkich marek, przez sieciowe sklepy pokaźnych rozmiarów, aż do gigantycznych hipermarketów. Na ostatnich piętrach znajdowały się pomieszczenia biurowe i hotel. Sama elewacja budynku składała się w większości ze szkła oraz czarnych i białych płyt fasadowych.
Zadanie Sasuke i Naruto polegało na przyczepieniu — przy pomocy specjalnych zaczepów montowanych między szczelinami w płytach — szerokich na ponad metr łańcuchów zewnętrznych lampek ledowych.
— Zaczynacie od góry — oznajmił ich kierownik, koordynujący pracę nad dekoracją obiektu. Siwowłosy Kakashi Hatake nie wzbudzał zaufania. Może to przez fakt, że na twarzy nosił jakąś dziwną maskę zasłaniającą usta, a może po prostu przez to, że się bezczelnie spóźnił, w efekcie czego robotę zaczęli godzinę później niż powinni. — I co piętnaście metrów rozwieszacie to to. — Wskazał na leżące na płytkach zwinięte kable. — Czyli na czterdziestu pięciu, trzydziestu i piętnastu. Ozdabiamy jedynie elewacje frontową. Wasza misja to tylko te świecidełka. I tak pewnie nieco wam to zajmie, a dół dekoruje już inna ekipa. Korzystacie z tego wciągnika. — Klepnął maszynę, która wcześniej została zamontowana na specjalnych belkach zaciskowych zaczepionych na rogu ściany attykowej budynku. — I z tego. — Wskazał kolejny zamontowany na całej szerokości elewacji rygiel, wyposażony w suwnice i wystający lekko poza lico budynku. — Jeden się zaczepi o to przesuwne ustrojstwo i schodzi na dół, żeby zainstalować zaczepy. Drugi schodzi na wyciągarce. Razem z lampkami, które przytrzymuje i podaje. A potem siup na górę po kolejne. Łapiecie o co chodzi?
Pokiwali głowami.
— Okej. — Koordynator klasnął, mrużąc przy tym oczy. W połączeniu z tą jego cholerną maską, wyglądało to trochę przerażająco. — To zostawiam was. Przygotujcie się i do roboty. Ach, i pamiętajcie, żeby lampki w razie co przytwierdzić na początku też do siebie. Linką zaciskową. Jakby były jakieś problemy czy niejasności kontaktujcie się ze mną przez krótkofalówkę.

***

Było ciemno. I zimno. Nic dziwnego, w końcu wielkimi krokami zbliżał się grudzień, a oni stali na dachu małego wieżowca. Dodatkowo przecież dobijała godzina dwudziesta trzecia.
Kakashi już sobie poszedł, Naruto zdążył zagapić się na widoczne w dole miasto, a Sasuke zdążył już go wyzwać od bałwanów. Teraz obaj przyodziewali — na ubrane wcześniej granatowe uniformy firmy dekoratorskiej — niewygodne uprzęże posiadające liczne zatrzaski i zapięcia, które lepiej było zapiąć prawidłowo. Uzumakiemu jakoś nie uśmiechało się zginąć poprzez spadnięcie z wysokości. Naprawdę. I to jeszcze przed świętami!
Tak więc skrupulatnie pozapinał wszystko co zapiąć należało i teraz jedynie zaciągał mocniej niektóre paski, coby uprząż trzymała się stabilniej. Czuł w kościach, że od takiego wiszenia w tym dziadostwie będzie miał miliony otarć. Na pewno. Skoro po szkoleniu miał, to teraz też tego nie uniknie. Ale, ciul tam z tym.
Bo uniósł wzrok. I zobaczył Sasuke.
Znaczy. No jasne, patrzył na niego mimochodem przez cały dzień, ale od dłuższego czasu Naruto przeżywał MOMENTY, w których Uchiha jakoś tak… podobał mu się bardziej. Och naprawdę. To było nieco durnowate, ale przy niektórych, nawet zwykłych czynnościach, coś w jego mózgu zaczynało najwyraźniej szwankować i cały jego organizm programował się tylko i wyłącznie na rozkoszowanie się patrzeniem na Sasuke.
I to był jeden z tych momentów.
Mimo że przyjaciel nic takiego nie robił, tylko babrał się z zapięciem któregoś z zamków, pochylając przy tym głowę w taki sposób, że włosy wystające spod kasku zakrywały mu twarz.
Naruto westchnął.
Sam niekoniecznie kumał co się z nim stało. Znaczy, z jego uczuciami w stosunku do Sasuke co się stało. Bo przez dłuższy czas było normalnie! O ile normalnością można było nazwać setki wyzwisk rzucanych pod byle pretekstem. Albo nawet bez pretekstu. Nie polubili się na początku, ale późniejsze wylądowanie w jednej organizacji studenckiej i wspólnie przygotowywany event pokazał, że potrafią się dogadać. I jakoś tak, po dwóch latach darcia kotów, zamieszkali razem. I tak sobie żyli wspólnie już wiele miesięcy.
Och, jasne, wciąż się namiętnie kłócili o pierdoły, wyzywali od najgorszych i w ogóle często nie mogli dogadać. Ale mimo to, przyjaźnili się. Albo właśnie dlatego, bo dzięki takiemu traktowaniu się wzajemnie, potrafili rzucać w siebie najszczerszą prawdą. I tylko jeden, jedyny sekret Naruto trzymał przed Sasuke w głębokiej tajemnicy.
Sekretem tym było to, że po prostu Naruto w pewnym momencie zaczął na niego lecieć. Nawet sam niekoniecznie wiedział, w której chwili ich wspólnego mieszkania nastąpił przełom. Po prostu pewnego pięknego dnia zagapił się na jego tyłek. Innego na odsłoniętą szyję. Kolejnego w te piękne, ciemne, hipnotyzujące oczyska. I kiedy zauważył u siebie takie zagapianie się, to wyciągnął prosty wniosek, że się po prostu wziął i zadurzył. Leci na najlepszego kumpla.
Gdyby to był ktoś inny, Naruto być może już dawno wyznałby swoje uczucia. Gdyby tylko obiektem jego westchnień nie był ten cholernym Sasuke, to może nawet z tego wyznawania wyszłoby tyle, że już by się odkochał. Ale nie. Los był złośliwy i sprawił, że trafiło akurat na jego najlepszego przyjaciela. A Uzumaki wstrzymywał się z jakimkolwiek wyjawieniem swojego stanu, bo przecież… bo… bo naprawdę nie chciał stracić ich relacji. Nawet jeżeli do końca życia miałby po prostu tajniacko obserwować mężczyznę i przy tym przeciągle wzdychać. Chociaż z drugiej strony, nie zdziwiłby się, gdyby współlokator w końcu połapał się co jest na rzeczy. Albo sam przypadkiem nie palnąłby czegoś głupiego. Postanowił jednak się nie przejmować, bo co ma być to będzie i nie było sensu martwić się na zapas.
— Gotowy? — zagadał Sasuke, kiedy w końcu uporał się z upierdliwym zatrzaskiem.
— Yhm. — Naruto wybudził się z zamyślenia.
O tak. Zadurzył się.
Mocno.

***

Robota szła… no szła. Jako tako. Nie było zbyt ciężko co prawda, ale praca na wysokości okazała się być dosyć żmudna.
Podzielili się w taki sposób, że to Uchiha instalował zatrzaski i zaczepiał o nie lampki, które Naruto wcześniej transportował z góry na niższe wysokości. Przy pomocy wyciągarki oczywiście. Tak więc krążył w te i we wte, żeby będąc na dole przytrzymywać pęk świecidełek i rozwijać w taki sposób, żeby Sasuke mógł już tylko je ciągnąć w swoją stronę i przymocowywać do ściany wieżowca.
— Wolałbym pracować w środku — zrzędził w międzyczasie Uzumaki, niemalże przylepiając się nosem do szyby, którą aktualnie miał mniej więcej na wysokości oczu. Na jego nieszczęście była skonstruowana tak, że nie dało się przez nią zobaczyć co się dzieje we wnętrzu budynku. Zresztą i tak jedyne co by widział to podłogę jednego z galeriowych sklepów. — Jakoś bardziej efektowne te ozdoby pewnie tam są. A nie jakieś chromolone lampki.
— Marudzisz.
— Chciałem wieszać bombki…
— W domu sobie porozwieszasz.
Naruto zmarszczył nos, ale nie odpowiedział. Za to zerknął w dół. I aż uśmiechnął się z błogością. Bo oto wisiał jakieś trzydzieści metrów nad ziemią i mógł się przyglądać innym ludziom, pracującym aktualnie przy ozdabianiu parteru obiektu.
Przed wejściem do centrum stawiano właśnie ozdobione już, pokaźne choinki. Lampki na najniższej kondygnacji zostały dawno powieszone. Jaskrawy napis głoszący „Wesołych Świąt!” zamontowano nad obrotowymi drzwiami.
— Zdecydowanie mają tam lepszy ubaw — stwierdził. — I zaraz będą kończyć.
— Ty zapierniczaj na górę, a nie niemoto się gapisz jak inni pracują — sapnął Sasuke, niemalże wyrywając mu z rąk końcowy sznur lampek. — Kysz na górę. Jak dobrze pójdzie za jakąś godzinę też będziemy wolni.
— Co się tak rządzisz, noo. Przecież już lecę.

***

Sasuke miał rację. Pas światełek zawisnął w ciągu godziny.
— Koniec — oznajmił Uchiha, przytwierdzając ostatni fragment ozdoby do elewacji.
— Cudownie! — Naruto wyrzucił ręce ku górze i zakołysał się niebezpiecznie. — Powiem ci, że już mnie zaczynają uwierać te cholerne szelki.
— Nie wydurniaj się — fuknął na niego Sasuke, patrząc z politowaniem. — I spadajmy stąd. Chcę spać. — Ziewnął na potwierdzenie.
— Racja. Spadajmy — przytaknął z uśmiechem, spoglądając na mężczyznę, który znajdował się niżej. Zaraz wyciągnął z kieszonki schowanego tam wcześniej pilota do wyciągarki. I wcisnął jeden z dwóch guzików znajdujących się na nim.
Zmarszczył brwi, gdy nic się nie stało.
— Em… — zająknął się. I zerknął z konsternacją w górę.
— Naruto? Co jest?
— Em — powtórzył, wracając spojrzeniem do trzymanego pilota. — Cóż…
Coś zgrzytnęło. A linka na której wisiał nagle straciła napięcie.
Wrzasnął i poleciał w dół. Znaczy, nie tak całkiem. Zaledwie kilkadziesiąt centymetrów, bo zadziałała zainstalowana w maszynie blokada, jednak to i tak wystarczyło, żeby poczuć przypływ adrenaliny i oddech śmierci na karku. Szarpnęło nim. I zatrzymał się.
Zaciskając nerwowo oczy, mocno trzymając w rękach pilota do wyciągarki jak jakiś cholerny talizman, który mógłby go uratować, zapytał piskliwym głosem:
— Umarłem?
— Nie — wściekły warkot rozległ się gdzieś obok. Naruto niepewnie otworzył jedno oko. Następnie drugie. A później obrócił głowę, tak, że spojrzał prosto w twarz znajdującego się jakieś półtora metra od niego wściekłego Sasuke. — JESZCZE. Ale zaraz JA cię zamorduję!
— Hę?
— COŚ. TY. NAROBIŁ?
— A bo ja wiem? Popsuło się!
— SAMO?
— No samo. A co, JA popsułem?
— Och, no nie wiem. Skoro to TY trzymałeś cały czas pilota, TO MOŻE JA?
— No ja na pewno nie!
— Napraw to!
— JAK?!
— Tak samo jak popsułeś, trepie jeden! Jesteś cholernym, nieodpowiedzialnym cepem! Żeby…
— Uchiha. Serio? — przerwał mu Naruto poważnym głosem. — MOGŁEM ZGINĄĆ. A TY SIĘ DRZESZ?! PORĄBAŁO CIE DO RESZTY?!
Sasuke sapnął. A potem posypały się kolejne wyzwiska.

***

Po, jako takim, uspokojeniu nerwów i utwierdzeniu się w przekonaniu, że TAK utknęli na cholernych linach jakieś piętnaście metrów nad ziemią, postanowili przedsięwziąć jakieś kroki, żeby z tej sytuacji się wyplątać. Raczej nie wchodziło w grę, żeby pokonać drogę na górę ręczną wspinaczką. Na dół nie mieli jak się zsunąć, bo wyciągnęli już liny na maksymalną długość. Wydzieranie się również nic nie dawało. Nikt nie reagował na ich wrzaski.
— Hej, wiem! — Wykrzyknął z tryumfem, a Sasuke łypnął na niego wrogo. — No nie patrz się tak, jakbym ci brata zamordował. Tylko gratuluj bystrości umysłu i opanowania w chwili grozy!
— Tak. Twój dziewczęcy pisk wskazywał na stoickie opanowanie.
— Odwal się, ja…
— Co to za genialny pomył, co?
— Krótkofalówka. Kakashi przecież nam dał!
— To na co głąbie czekasz?! DZWOŃ.
— Jezu, już. Nie unoś się tak — burknął Naruto mrużąc oczy, jednocześnie sięgając do kieszeni z urządzeniem.
Pustej kieszeni.
Pomacał ją. Pomacał kolejną. I tą kieszonkę na piersi też pomacał. I…
Hm. Hmmm…
— Naruto — przesłodzony ton głosu Sasuke sprawił, że Uzumaki zadrżał. — Czy zabrałeś krótkofalówkę z dachu?
— Ogólnie rzecz biorąc… to… cóż…
— Nie zabrałeś.
— No właściwie…
— Ja. Cię. UDUSZĘ.

***

— No Sasuke no…
— Nie mów do mnie. Bo cię trzasnę.
— Ale….
— Nie. Mów. Dla własnego dobra.
— Dobra! — warknął i odwrócił się ostentacyjnie. Co spowodowało, że zaczął wolno obracać się wokół własnej osi. Tak więc po chwili znowu widział sfochowanego Sasuke. Po pierwszym obrocie pokazał mu język. Przy drugim — gdy zaczął się kręcić w drugą stronę — zmarszczył jedynie nos. Potem się zatrzymał. W idealnej pozycji do gapienia się w ścianę wieżowca.
Po takich kilku sekundach ciszy westchnął ciężko i postanowił znowu spróbować jakoś załagodzić sytuację.
— Słuchaj, nie ma co się boczyć. Tylko trzeba coś wykombinować — rzekł pojednawczym tonem. — Zresztą, zawsze mogło być gorze… — zamilkł gwałtownie. Bo prosto na jego nos spadł płatek śniegu. I zaraz kolejny. I pierdyliard innych. — Ym… — mruknął. — Okej. Nie było tematu.

***

Padał śnieg. Było ciemno, późno i zimno. Od dobrych kilkunastu minut wisieli i… w sumie czekali, aż ktoś zauważy, że mają drobny problem.
Naruto, jakże typowo dla siebie, wyłączył się całkowicie. Bo przecież, skoro Sasuke i tak się do niego nie odzywał, to Uzumaki mógł… patrzeć. Na rozpościerające się przed nim widoki. Nocny obraz miasta, w połączeniu z sypiącymi się z nieba płatkami śniegu, plus to, że patrzył na to wszystko z góry, pozwolił mu dosyć szybko odpłynąć, aby w pełni napawać się tą panoramą.
Nie mogło być lepiej.
Znaczy… no mogło. Bo no na przykład mógłby nie utknąć zawieszony na wieżowcu, ale i tak, jak dla niego TAKI widok wynagradzał wszystko. Westchnął z lubością i otworzył usta, żeby podzielić się tą myślą z Sasuke i spojrzał w jego stronę i…
… i pacnął go MOMENT.
Tak. Jeden z tych, kiedy po prostu bezczelnie gapił się na przyjaciela, nie mogąc oderwać spojrzenia. Taki, w którym docierało do niego jak bardzo, bardzo Sasuke mu się podoba i jak równie bardzo chciałby, aby było między nimi coś więcej. I taki, w którym niekoniecznie kontrolował to co mówił.
Bo niby jak miałby nie świrować w tej chwili, skoro przed oczami miał profil przyjaciela, opierającego czoło o linę, zapatrzonego w dal? W ciemnych włosach Sasuke dało się dostrzec drobinki śnieżnego puchu, na jego twarzy gościł poważny wyraz. A wokół niego rozciągała się nocna panorama miasta.
Zdecydowanie miał prawo się w tej chwili zawiesić. I bezczelnie gapić. I mówić dziwne rzeczy.
— Dobra — zaczął Sasuke, wyrywając się najwyraźniej z własnych rozmyślań. Jednak nie dokończył zdania. Bo mózg Naruto postanowił wyprodukować myśl, a jego usta wypowiedzieć ją na głos:
— Matko kochana, ty nawet nie wiesz, jak w tej chwili mnie kręcisz — stwierdził z zadumą.
Odpowiedziała mu cisza. Cisza, w której dotarło do niego, co przed chwilą chlapnął. I. Ojezusmaria. Spalił buraka.
— Co.
— Ładna pogoda jak na listopad, nie? — desperacko spróbował zmienić temat.
— Powiedziałeś, że cię kręcę.
— Nieprawda — zaprzeczył.
— Prawda. Powiedziałeś i…
— Nie masz na to dowodów!
— Słyszałem przecież jak…
— NIE. NIC NIE SŁYSZAŁEŚ. — zaprzeczył ponownie, starając się patrzeć wszędzie, byle nie na Sasuke. I w sumie najlepszym wyjściem było aktualnie dla niego spojrzenie w górę. — I sądzę, że jednak się wespnę. Tak. Zdecydowanie się wespnę. Wspinanie jest super. Patrz jak się wspinam! — wyrzucił z siebie naprędce i faktycznie zaczął się wspinać. Znaczy… spróbował. Ale mu nie wyszło. Teraz po prostu zaciskał dłonie na linie tuż nad głową i wydawał z siebie dosyć dziwne dźwięki. W tym samym czasie, Sasuke skorzystał z dobrodziejstwa tego, że był podczepiony do liny zamontowanej na suwnicy i jakoś tak z tego półtora metra odległości między nimi zrobiło się nagle dużo, dużo mniej.
— Naruto — powiedział, a Uzumaki zdał sobie sprawę z tego, że Uchiha jest tak wręcz nieznośnie blisko. I to nie było dobre. O nie nie nie. Skoro patrząc z daleka Naruto mówił głupoty, to co dopiero będzie jak spojrzy w te czarne ślepia z tak małej odległości?
— Nie.
— Co: nie?
— Nie: Naruto. Nie. Po prostu. Nie było tematu. Naprawdę. Zapomnij.
— Dlaczego?
— Bo, psia mać, jesteśmy przyjaciółmi! — warknął jakby to miało cokolwiek mu wyjaśnić i spojrzał na niego ze złością. Zaraz jednak wzrok mu wyraźnie zmiękł. Bo twarz Sasuke wyrażała jedynie jawne zainteresowanie, bo włosy spod kasku uroczo wystawały, bo ciemne oczy były tak bardzo, bardzo blisko.
— No i? — zapytał w końcu, zauważając, że Naruto najwyraźniej znowu się lekko zawiesił. — To chyba dobrze przecież. I nie rozważałeś takiej możliwości, że to „kręcenie” może działać na przykład w dwie strony?
— Nie. — Miękkie spojrzenie zmieniło się natychmiastowo w podejrzliwe. — Nie wierzę. To niemożliwe.
— To uwierz. — Sasuke wzruszył ramionami.
— Przestań — parsknął, wciąż przyglądając mu się badawczo. — Niby od kiedy?
— Jakoś… od początku wspólnego mieszkania.
— Nie — sapnął.
— Bo?
— Bo, no nie, no! Nabijasz się ze mnie i… i… no. Nabijasz!
— Nie nabijam — odrzekł Uchiha i nagle stał się jakby poważniejszy. — I mogę to udowodnić. Znaczy, to nienabijanie się.
— Ciekawe ja… — Naruto zamilkł gwałtownie.
Nic zresztą dziwnego. Każdy by zamilkł w sytuacji, kiedy najlepszy przyjaciel nagle przybliżyłby się jeszcze bardziej, jedną ręką łapiąc za podbródek, drugą owijając wokół pasa, żeby przyciągnąć do pocałunku.
A tak się właśnie stało.

***

W pierwszej chwili dotyk wąskich ust był delikatny. Nawet dosyć niepewny. Zupełnie jakby Sasuke, mimo pokracznego wyznania jakie usłyszał, obawiał się, że zostanie odrzucony. Jednak najwyraźniej dotarło zaraz do niego, że nie zostanie — może to przez ręce Naruto, które jakoś tak zawędrowały na kark bruneta? — bo zaraz nadał ich pocałunkowi intensywniejszego wyrazu.
Gdyby ktoś zapytał Uzumakiego „I JAK BYŁO?” to chyba niekoniecznie umiałby udzielić odpowiedzi. Bo kiedy poczuł obce wargi na swoich, kiedy uścisk wokół pasa się wzmocnił i kiedy pozwolił, żeby jego powieki opadły, to po prostu odpłynął. I to bardziej niż w chwilach, kiedy patrzył na widoki z wysokości. Teraz po prostu wszelkie myśli rozpierzchły się, podczas gdy dawał się całować i również oddawał nieco nieporadnie pocałunki. Było… och… no… po prostu NIEZIEMSKO. W najśmielszych wyobrażeniach nie myślał nawet, że dotyk tego konkretnego mężczyzny mógłby działać na niego tak intensywnie.
I pewnie długo jeszcze by się tak oddawał temu cudownemu uczuciu, które towarzyszyło mu, gdy Sasuke go całował, ale… odkrył nagle, że się wznosi. Nie w sensie metaforycznym, chociaż pocałunek nieźle zakręcił mu w głowie, ale takim… dosłownym. Po prostu był wciągany na górę. I odkrył ten fakt, kiedy jakoś tak usta Uchihy przestały dotykać jego własnych, a on po chwili dopiero otworzył oczy. I…
No wznosił się.
— O — rzekł, z niejakim zdziwieniem.
— Naruto — głos Sasuke, który pozostawał wciąż na dole, brzmiał trochę złowrogo. — Który guzik wciskałeś? — zapytał z pozornym spokojem.
— Najprawdopodobniej… nie ten co trzeba — przyznał Uzumaki, będący wciąż ciągnięty w górę. Mogło tak być, że się pomylił. Zdecydowanie mogło. Na dobrą sprawę, nawet nie sprawdził, czy drugim przyciskiem wskórałby więcej. Więc… tak. Mogło. A teraz, podczas ich radosnego macania, prawidłowy guzik po prostu wcisnął się przypadkiem. Przez co wyciągarka zaczęła pracować i Naruto właśnie wędrował ku dachowi obiektu.
Właściwie to się nawet cieszył z takiego stanu rzeczy. Dzięki temu znajdował się poza zasięgiem rąk wściekłego przyjaciela.
Kogoś więcej niż przyjaciela, pomyślał zaraz i rozpromienił się. Rozważając w międzyczasie, czy może jednak nie pozwolić, żeby Sasuke powisiał sobie jeszcze trochę. Dla ochłody. No... przynajmniej dopóki nie przestanie rzucać w niego wyzwiskami.



KONIEC

5 komentarzy:

  1. Wytyczne do fika:
    Miejsce akcji: centrum handlowe
    Motyw: praca przy rozwieszaniu dekoracji świątecznych - nie pojedynczych sklepów tylko całego centrum.

    OdpowiedzUsuń
  2. O Jezusicku malutki w żłóbeczku! Roztapiam się jak śnieg na ulicy w te nasze nie-białe święta! Kocham Irdu Twoje fiki miłością wszechogarniającą..! <3 Dobra. Tak mi się ciepło na sercu zrobiło :D Serio. Momentami gorąco ^^ Takimi momentami: "Bo Uchiha miał na sobie fartuszek. I włosy związane w luźną kitkę." *ykhy ykhy* Także tego. Uwielbiam te Twoje sformułowania typu "pacnął go MOMENT." <3 One tak bardzo stanowią o uroku Twoich fików!
    Tak w ogóle to nie mogłabym pracować na wysokościach. Wydawało mi się, że nie mam lęku wysokości, ale byłam na Sky Tower we Wrocławiu, ustawiłam się do zdjęcia na szczycie, obróciłam się na chwilę przez ramię, spojrzałam w dół i... okej, zawroty głowy to mało powiedziane xD Choć z drugiej strony jak wdrapuję się na jakieś tam wieże kościelne i inne takie, to nic sie nie dzieje. Takie dziwy.

    Święta się kończą, ale i tak Irdu życzę Ci wszystkiego najlepszego :D Teraz i w Nowym Roku. Zebyś zawsze miała tyle świetnych pomysłów na nowe fiki :D Bo sprawiają naprawdę dużo radości!
    Alys

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja tam mam lęk wysokości na niższych pułapach xD. Tak mi się wydaje przynajmniej. Bo dyskomfort mocno na wyższych piętrach, ale takie patrzenie na ziemie z co najmniej 2-3km jest super <3. Dziękuję za życzenia i cieszę się, że ficzor się spodobał! :D.

      Usuń
  3. Ja tu sobie myślałam, że oni to tam do rana tak sobie wisieć będę i, że wtedy dopiero ich ktoś ściągnie, a tu odpowiedź okazała się dużo prostsza i taka... Narutowata xD Zły przycisk. Skąd ja to znam? xD
    Świetny one-shot :D
    Cóż mamy już po świętach, ale mam nadzieję, że były dla Ciebie radosne :D
    Życzę więc szczęśliwego Nowego Roku :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. xDDDDDDD Nie jestem pewna, czy nie miałam takiej wizji przy pisaniu xD. Ale ostatecznie jednak spasowałam z aż takiego dręczenia postaci xD. Miło mi, że ff się spodobał! Dziękuję za życzenia i komcia!

      Usuń