środa, 16 listopada 2016

Na granicy fiksacji

Betowała wytrwale Akari ♥ Kochajmy ją, bo dzięki niej Saskłe został sprowadzony do pionu x). I dziękuję za komentarze! ♥

***

XV


Po szybkim ogarnięciu się i wskoczeniu w domowe dresowe spodnie i zmechaconą koszulkę, Naruto po raz kolejny tego wieczoru klapnął na deskach tarasu. Jednak tym razem w dłoniach ściskał gorącą herbatę, na ramiona miał zarzucony koc, a tuż obok niego, w podobnym outficie, siedział Sasuke. Obaj pogrążyli się w ciszy we własnych rozważaniach. Obaj trzymali identyczne kubki, wypełnione parującym napojem. Obaj wpatrywali się we wciąż spadające krople deszczu. Nadeszła noc, chłodna, ciemna noc pozbawiona światła zarówno księżyca, jak i gwiazd.
Naruto napawał się tym chwilowym spokojem. Dzięki sparingowi faktycznie był w stanie całkowicie się rozluźnić i chociaż przez te parę chwil nie martwić niczym. Zapomnieć o wszystkich troskach i po prostu siedzieć, wpatrywać się w ciemny krajobraz i być blisko Sasuke.
Chociaż byłoby milej, gdyby od jakiegoś czasu ten buc się w niego tak nachalnie nie wgapiał. A się gapił. I nie przestawał, mimo że Naruto jawnie ignorował tę sytuację. Nie miał pojęcia jakie dziwne myśli krążą po tej czarnej łepetynie i szczerze mówiąc, nie do końca był pewien czy chce wiedzieć.
— Co? — fuknął w końcu, zwracając twarz w jego stronę i mrużąc podejrzliwie oczy. W ramach odpowiedzi otrzymał wzruszenie ramion. Och, cudownie. Czasami zapominał, jakim zacnym towarzyszem rozmów jest Uchiha. — Jak masz pytania, to je po prostu zadaj, a nie próbujesz wwiercić mi to spojrzenie w mózg — sapnął.
— Nie mam. — Ponowne wzruszenie. Jednak wciąż uważnie lustrował jego twarz. — Po prostu myślę.
— A możesz myśleć, proszę ja ciebie, patrząc w inną stronę?
— Nie.
Naruto przewrócił oczami.
— Ekstra — sapnął i zaraz schował nos w herbacie. Wzrok na powrót wbił w deszczowy krajobraz. Na moment pogrążył się w swoich rozważaniach, jednak cały czas był świadomy tego uporczywego spojrzenia, co spowodowało, że po chwili znowu zwrócił się do Sasuke. — No co? Na temat czego główkujesz, że musisz się przy tym tak wgapiać, co?
— Twoich snów.
Spiął się momentalnie. O nie. To nie był dobry temat. Zdecydowanie nie. Że też ze wszystkich niejasności, jakie mógł sobie wybrać do rozszyfrowania, Uchiha wybrał akurat tę najgorszą! Ku uldze Naruto, nie poruszali jej w gabinecie Tsunade. Jakoś zeszło to na dalszy plan i najlepiej by było, żeby faktycznie tam pozostało. Jednak Uchiha najwyraźniej już przeanalizował sobie to i owo i teraz próbował skleić wszystkie wątki tak, żeby otrzymać całość układanki. A on chyba niekoniecznie chciał, żeby przyjaciel odkrył czego dotyczyły senne wizje. Więc… trzeba było powiedzieć coś, co sprawi, że porzuci ten temat.
— To nic z lisem — powiedział szybko. — Serio. Okazuje się, że no nie. Nic tam nie szperał. To mój własny pokręcony łeb — zaśmiał się i nawet w jego uszach nie zabrzmiało to zbyt naturalnie. — Sądzę, że to ze stresu po prostu. Wiesz, ludzie ponoć mają problemy ze snem jak się stresują, a sam przyznasz, że akurat powodów do nerwów mam pod dostatkiem, nie?
— Nic? — Brew Sasuke powędrowała ku górze. Nie brzmiał na przekonanego.
— Nic a nic! — zapewnił. — Wyszło to podczas mojej uroczej pogadanki z nim — skrzywił się na wspomnienie tego wydarzenia. — Naprawdę, nie patrz tak na mnie z niedowierzaniem. Wiem, że to lisi demon i nie można mu ufać. Ale w tej kwestii akurat nie ściemniał.
Znowu wpatrywali się w siebie bez słowa. A potem Sasuke powiedział coś, co sprawiło, że Naruto zaczął lekko panikować:
— Skoro twierdzisz, że lis nie ingerował w twoje sny, to co ci się śniło?
Kurwa. Kurwa.
Niedobrze.
— Nic! — sapnął. No dobra, to była głupia odpowiedź. — Znaczy, nic ważnego! Po prostu takie jakieś… rzeczy. Takie wiesz… rzeczowe — palnął nieskładnie. Za co ponownie zarobił spojrzenie pełne niedowierzania. — A zresztą, nie rozumiem co cię tak wzięło na ludzkie odruchy, że o to pytasz. Martwisz się? — sarknął.
— Raczej jestem ciekawy.
— A wiesz co możesz sobie zrobić z tą swoją ciekawością? Wypchać się nią możesz, o!
Sasuke nie odszczeknął się. Zamiast tego zmrużył oczy i najwyraźniej nad czymś rozmyślał. Aż w końcu rzucił coś, co automatycznie podniosło Uzumakiemu ciśnienie:
— Ty się boisz.
W pierwszej chwili Naruto zatkało. Bo to nie było to samo przyjacielskie “boisz się”, które kiedyś już Uchiha wypowiedział na tym tarasie. O nie. To było zdecydowanie inne, złośliwe i pełne kpiny. Takie, które sprawiło, że naprawdę się zezłościł.
— No chyba sobie Uchiha żartujesz — warknął. — Nie boję się żadnych śmiesznych snów! Z marudzącym lisem były niekomfortowe, ale tylko i wyłącznie niekomfortowe! Z Kyuubim faktycznie mogłem mieć pewne obawy, bo hej, w każdej chwili mógł coś odwalić, więc sam przyznaj, że miałem prawo się stresować. Ale nie jestem głupi, żeby bać się durnych wymysłów własnej głowy! Chyba coś ci się przestawiło w czerepie nie w tę stronę co powinno, bo naprawdę kretyńskie są te twoje spostrzeżenia! I skoro tak, to wnioskuję, żebyś odpimpał się już od tego tematu, BO PLECIESZ BZDURY.
— Boisz się — parsknął Sasuke, ignorując jego słowa. — Po prostu. Jak inaczej...
— Wcale się nie boję! NIE MAM SIĘ CZEGO BAĆ!
— Nie? Skoro nie boisz się “czegoś” to może “kogoś”?
— Nie bądź śmieszny — warknął. — Miałbym bać się CIEBIE? — wydarł się, z hukiem stawiając kubek na deskach i podrywając się na równe nogi. Koc jeszcze przez moment wisiał na jego ramionach, zanim wolno osunął się na posadzkę.
Przez chwilę sam był zaskoczony, stał tylko i z wyraźną złością wpatrywał się w drugą postać. A Sasuke wyglądał na wybitego z równowagi. I gdyby nie to, że aktualnie Naruto był przepełniony wściekłością, zauważyłby, że chyba pierwszy raz w życiu jest świadkiem tego, że Uchiha niekoniecznie wie co powiedzieć.
Ale Naruto wiedział, że już za sekundę mężczyzna otrząśnie się i trybiki w jego głowie zaczną wszystko analizować. Ciekawe tylko, czy po tym wyznaniu wyciągnie trafne wnioski? Uzumaki jakoś nie miał wątpliwości, że owszem, szansa na to jest ogromna, dlatego wolał jak najszybciej odejść, zanim się to stanie. Zanim przez to chlapnięcie głupoty Sasuke będzie wiedział… i… i…
— Śniłeś… o mnie? — zapytał Uchiha. Pięknie. Po prostu wspaniale.
— Co, zadowolony? — warknął, unikając jednoznacznej odpowiedzi. Nie czekając na reakcję, obrócił się na pięcie i wmaszerował do wnętrza domu.
Na dzisiaj miał dosyć. Wszystkiego.

***

Oczywiście, że nic nie wyszło z błyskawicznego pogrążenia się w upragnionym śnie. O tyle mocno upragnionym, że, och, ponoć miał się WYSPAĆ nie obawiając się, że lis zacznie kombinować. Miło by w końcu było, bo szczerze mówiąc, Naruto już nie pamiętał, kiedy ostatni raz było mu dane obudzić się rześkim i nie czuć przez cały dzień okropnego zmęczenia. Nie, żeby jakoś szczególnie dużo czasu poświęcał na roztkliwianie się nad własnym samopoczuciem. Z marudzącym demonem w głowie miał insze rzeczy, skutecznie zaprzątające mu umysł.
Ale teraz nie było marudzącego Kyuubiego.
Teraz były tylko jego własne, szalejące emocje, których nie potrafił uspokoić. Których nawet nie chciał uspokoić, bo w jakiś pokręcony sposób czuł, że to jego, wyłącznie JEGO własna złość go wypełnia, a nie jakieś cholerne, podkręcane przez lisa uczucia. Uroczo. Naprawdę był ładnie popaprany, skoro czuł satysfakcję z tego powodu. Ale, psia mać, nawet w gabinecie Tsunade nie czuł AŻ takiej złości jak teraz! A wszystko przez cholernego Uchihe.
Wbił złe spojrzenie w sufit. I zaraz odetchnął. Głęboko. Uspokajająco.
Cóż… może… troszeczkę przesadzał z tym swoim złoszczeniem się. Ale tylko troszeczkę! Maleńką ociupinkę jak już! A zresztą, to nie jego wina, że konfrontacje z Sasuke zawsze wywoływały większe emocje niż rozmowy z kimkolwiek innym. Zresztą. Samo wspomnienie o drugim mężczyźnie sprawiała, że… że…
Co właściwie?
Zadumał się przez chwilę.
No właśnie?
Sasuke sprawiał… coś. Jego osoba, jego charakter. Jego wszystko. Po prostu i niemalże od zawsze. Bo przecież, czy już od pierwszych dni w akademii Naruto nie czuł gorącej potrzeby rywalizowania z nim? Czy później przez długie lata wspólnych treningów i misji nie odczuwał swego rodzaju chęci, żeby w pewien sposób być blisko niego? A w końcu: kiedy chłopak zniknął z wioski, czy myśli Naruto i tak wiecznie nie krążyły wokół niego, a zwłaszcza przy kwestii, żeby ściągnąć go z powrotem?
Sasuke sprawiał… coś. I zawsze był obecny w jego głowie.
A Naruto niekoniecznie potrafił określić dlaczego. Czym ten konkretny facet różnił się od reszty znanych mu ludzi? Co w nim było takiego, że Naruto nie mógł, po prostu nie był w stanie, a nawet nie chciał, pozbyć się go z pamięci? I co na przestrzeni lat się zmieniło, że aktualnie patrzył na przyjaciela pod zupełnie innym kątem? O tak, zdecydowanie oswajał się z tą ideą, że go.. że…
… pragnie.
Czyli… to dziwne uczucie, które zaczęło mu towarzyszyć jakiś czas temu, którego nie potrafił sprecyzować to pragnienie?
Usiadł na futonie mrugając zawzięcie. Cóż, nie wiedział od kiedy czuł to… to co czuł. Nic dziwnego, jakby spojrzeć na to, że jednak w zakamarkach jego podświadomości zawsze czaił się lis i utrudniał wszelkie rozważania. Ale teraz, kiedy sobie przypomniał, mógł spróbować dojść do ładu z tą subtelną zmianą, którą odkrył.
Pragnął.
A może… Kochał?
Zmarszczył brwi. Skąd miał to wiedzieć? Bo niby… no SKĄD? Skąd miał mieć pojęcie czym jest miłość? Wiecznie porzucony, niechciany. Wiecznie będący elementem, który każdy chętnie by wykreślił z kart przeszłości. Więc SKĄD? Kochał, nie mając pojęcia czym tak naprawdę jest miłość?
— Bzdura — burknął do samego siebie. Jego myśli zdecydowanie zmierzały w złym kierunku. Naprawdę, przez te wszystkie lawiracje w głowie działy mu się złe rzeczy.
Ale… ale.
Co właściwie znaczy kochać?
Och, no przecież… Kochał swoich przyjaciół. Kochał Wioskę Liścia. Nawet mógł śmiało rzec, że kocha ramen. I to zdecydowanie nie było to samo, czym obdarzył Sasuke. A coś jednak… no coś jednak czuć musiał, skoro ten cholerny facet aż tak zaprzątał mu głowę.
Pragnął. Na pewno pragnął.
Po prostu pragnął? Tak desperacko, tak zwyczajnie, tak… tak… tak jak sobie to zaplanował lis. Jery…
Zresztą, czy w ogóle stać go było na jakieś większe uczucia? Skoro nikt go nie nauczył, nikt nie wyjaśnił co to znaczy kochać? I czy przecież te cholerne bajkowe słowa, które czytywał przez wiele godzin wyraźnie nie mówiły, że skoro był Jinchūriki, był strażnikiem, to i owszem, kochał. Tylko że w jego słowniku to znaczyło jedynie pożądać?
— Kurwa — skwitował. — Kurwa mać.
I co on miał teraz niby zrobić?
Zerwał się z futonu i podreptał do kuchni. Cóż. Sen, nawet bez lisich hahmentów, najwyraźniej dzisiaj nie był mu dany. Ale kolejna herbata, która być może chociaż trochę ukoi skołatane nerwy, czemu nie.

***

Jednak nawet herbaty nie mógł wypić w spokoju. Znaczy, no jakoś tak wyszło, że zamiar ten został całkowicie zapomniany.
Naruto do kuchni wlazł krokiem dosyć niepewnym, czujnie rozglądając się wokół siebie. Ale zgodnie z przewidywaniami, Sasuke nie było w pomieszczeniu, zapewne sam udał się już na spoczynek. I dobrze, psia mać. Uzumaki miał niecny plan chwycenia gorącego napoju i błyskawicznego udania się znowu do swojego pokoju. Chociaż z drugiej strony… gdzieś w podświadomości tkwiła bzdurna myśl, że tak, oczekiwał konfrontacji. Oczekiwał, że Sasuke będzie równie wzburzony jak on sam i zażąda wyjaśnień.
Drzwi na taras były rozsunięte. Mdłe kuchenne światło rozjaśniało drewniane deski, na których wciąż były kubki. Naruto, który stanął w przejściu, przez chwilę się po prostu na nie gapił.
Deszcz zacinał.
Błysnęło.
Zamrugał, wybudzając się z chwilowego letargu i wbił oczy w ciemną przestrzeń roztaczającą się przed domem.
Błysnęło ponownie. I tuż przed tarasem pojawił się Sasuke. Moknący na deszczu, wpatrujący się w niego beznamiętnym spojrzeniem. Pojawił się bezszelestnie, znienacka, jak na shinobi przystało.
Och. Czyli jednak ukryte narutowe pragnienia zostały wysłuchane.
Przez chwilę wpatrywali się w siebie bez słowa. Bez emocji. Chłodno analizując wzajemnie swoje postawy. Naruto był nawet ciekaw, do jakich wniosków doszedł Uchiha. Co kołatało się pod tymi ciemnymi kłakami. Czy to co usłyszał było dla Sasuke wystarczające do wyciągnięcia poprawnych stwierdzeń?
— Wybacz moje dosyć niekomfortowe wyznanie — powiedział w końcu, tylko po to, żeby powiedzieć cokolwiek. — Teraz ty próbujesz mnie zirytować staniem w deszczu? Nie działa, jak coś. — Zmarszczył nos. No. Akurat Sasuke moknący w strugach wody wywoływał w nim inne stany niż irytację.
Znowu chciał go dotknąć. Zanurzyć palce w mokrych włosach i przyciągnąć jego twarz do swojej, aby przycisnąć usta do tych warg. Po prostu oddać się tlącemu w nim pragnieniu. Chociaż nie powinien. Nie mógł. Bo nawet jeżeli w jakiś pokręcony sposób Sasuke ciągnęłoby do niego w takim samym stopniu, to przecież wciąż pozostawała kwestia wyczekującego na okazję lisa, który owo pragnienie w Naruto podjudzał już od wielu, wielu dni. Naprawdę nie powinien. Ale… Chciałby. Więc może jednak by mógł? Chociaż teraz, chociaż przez ten czas, kiedy lis został wyłączony z tego świata? Tak bardzo, bardzo chciał…
— W kwestii niekomfortowych wyznań. — Sasuke przerwał jego rozważania i jednym krokiem wspiął się na tarasowe deski, żeby zaraz znaleźć się tuż przy nim. Jego spojrzenie wciąż nie wyrażało żadnych emocji. — Masz oczy…
— Tak. Posiadam. Dwoje — parsknął Uzumaki, mając nadzieję, że to nieco rozluźni atmosferę i pozwoli oderwać od rozważań, jak cholernie marzy o tym, żeby go dotknąć. Nawet tylko dotknąć. Przysunąć się odrobinę i…
— Twoje oczy — poprawił się Sasuke, nie zmieniając wyrazu twarzy. — Wiesz, że twoje oczy ciemnieją kiedy walczysz?
— Co. — Zamrugał.
— Ciemnieją, kiedy targają tobą silne emocje. Wiesz, że stają się jaśniejsze, kiedy jesteś zdziwiony?
— Em? — Okej. To były niespodziewane wyznania.
— Tak jak właśnie w tej chwili. — Sasuke przekrzywił głowę, wciąż wpatrując się w niego uważnie. Jednocześnie z jego twarzy nie dało się nic wyczytać. Tak samo jak z cichego głosu, którym wypowiadał kolejne słowa. — Wiesz, że zdarza ci się gadać głupoty zaraz po przebudzeniu, zanim jeszcze w pełni się rozbudzisz?
— Eee…
— Wiesz, że wypychasz do przodu dolną wargę, kiedy ktoś cię zirytuje?
— Słuchaj, bo to… bo… — przełknął ciężko ślinę. Jezu, to przecież… to… brzmiało jakby… jakby Sasuke… — Bo… mówisz dziwne rzeczy, wiesz?
— Dziwne? — jedna z brwi uniosła się ku górze. — Dziwne jest to, że przyjemność sprawia mi wyłapywanie drobnych szczegółów twojego zachowania. Dziwne jest to, jak wiele poświęciłem ci uwagi i jak wiele uwagi pragnę ci jeszcze poświęcić. Dziwne jest to, że męczę samego siebie, nie mogąc cię dotknąć tak jakbym naprawdę tego pragnął, bo nie wiem, nie mam pojęcia, czy za twoje własne pragnienia odpowiada tylko i wyłącznie lis, czy są to jednak twoje emocje. — Zwężył ciemne oczy. Wyglądał groźnie, wyglądał… na poruszonego. Wyglądał, och, cholera, piekielnie seksownie. — Powiedź mi. — Przysunął się bliżej, nie spuszczając z niego czujnego spojrzenia. Nie odrywając mamiących oczu. — Bo mam dosyć bycia blisko, tylko wtedy kiedy wiem, że tego potrzebujesz i prób trzymania się z daleka, kiedy wydajesz się być bezpiecznym, żeby nie zrobić czegoś niestosownego. Więc powiedz mi: co czujesz?
Przez chwilę żaden się nie odzywał. Przez chwilę po prostu Naruto gapił się, nie będąc nawet w stanie oderwać oczu od twarzy Sasuke. Przez chwilę po prostu otwierał i zamykał usta, nie mogąc wykrztusić słowa.
— Ja… — zaczął w końcu. Kompletnie nie wiedział co powiedzieć. Nie umiał ubrać w słowa swojego stanu. I zaraz jego spojrzenie ześlizgnęło się z ciemnych oczu na wąskie wargi, które znajdowały się zaledwie centymetry od jego własnych. Tak blisko, tak bardzo, bardzo blisko. I wtedy dotarło do niego, że jakiekolwiek słowa są w tej chwili zupełnie zbędne. I, och, chromolić lisie plany, jakiekolwiek by one nie były. — Czuję TO.
I przysunął swoją twarz do twarzy drugiego mężczyzny.

***

Mimo, że w pierwszej chwili naprawdę chciał po prostu przycisnąć wargi do ust Sasuke i całować go, tak mocno, mocno, tak do totalnego zatracenia, tak jak to miało miejsce w jego sennych wizjach, to jednak tego nie uczynił. Zatrzymał się zaledwie kilka milimetrów od twarzy Uchihy.
Bo to było inne niż senne wizje.
Bo to było prawdziwie.
Bo czuł ciepło bijące od drugiego mężczyzny, bo czuł rześki, w tej chwili deszczowy zapach jego skóry. Bo ciemne oczy były tak blisko, blisko i wpatrywały się w niego intensywnie, podczas gdy Sasuke bez ruchu czekał na jego poczynania. Bo lis złośliwie nie popychał go do działania. I to w pewnym stopniu komplikowało sprawę, bo Naruto ogarniały lekkie wątpliwości. Na których, swoją drogą, ciężko się było aktualnie skupić. Jednak, pojawiły się, i to spowodowało, że Naruto się zawahał.
— Mogę? — zapytał w końcu, nerwowo wstrzymując oddech.
Jezu. To śmieszne. Jego zachowanie było śmieszne, to co powiedział Uchiha w pewien pokręcony sposób również. I cała ta intymna sytuacja, jak nie patrzeć, również. Jednak nie za długo przejmował się śmiesznością, bo Sasuke przymknął oczy, wzdychając. Jakby uspokajająco. A gdy uchylił powieki, w czarnych oczach dało się dostrzec coś na kształt… bezradności?
— A chcesz?
— Chcę.
— Na pewno? — Bezradność została zastąpiona podejrzliwością. — Na pewno to TY chcesz?
Wtedy dotarło do Naruto, że w całym tym swoim emocjonalnym zawirowaniu nie dostrzegł, że nie tylko on ma, delikatnie mówiąc, problem. Że nie tylko na jego emocje wpływają lisie memłania. Och, to było trochę… absurdalne. Bo przecież wychodziło na to, że Sasuke, ten idealny, ten pewny siebie Sasuke, w tej chwili nie do końca wiedział na czym stoi. To było dosyć irracjonalne. I takie ludzkie. I sprawiające, że Naruto nie wahał się już ani chwili.
— Tak. — potwierdził, uśmiechając się delikatnie. — Tak. — potwierdził ponownie, unosząc dłoń, aby położyć ją na karku mężczyzny i przyciągnąć go do siebie. — To zdecydowanie ja.

20 komentarzy:

  1. To jest zbyt piękne, żeby było prawdziwe. Nareszcie! *^*
    Kocham Cię, dziewczyno, i kocham Twoje prace.
    Pisz, bo masz wielki talent!

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie wiem, co powiedzieć xD No serio. Czekałam na ten moment wieki (dosłownie niemal :P) i jak już się zdarzyło, to czuję się oszołomiona :D
    "Błysnęło ponownie. I tuż przed tarasem pojawił się Sasuke. Moknący na deszczu, wpatrujący się w niego beznamiętnym spojrzeniem. Pojawił się bezszelestnie, znienacka, jak na shinobi przystało." ooooch!!! Taki Sasuke!! Czy w tym momencie mam uściskać Akari, czy to jej sprawka, że w tym rozdziale było tyle seksownego Saska? Jeśli tak, to ściskam! I ta jego wypowiedź, gdzie przyznał, że tak bardzo starał się nie zrobić nic nieodpowiedniego, że czekał, że pragnął. Hiperwentyluję xD I szczerzę się jak głupek. Ojć.
    Tak w ogóle to brzmi jak koniec, ale nie napisałaś, że "koniec", więc to jeszcze nie koniec. Prawda?
    I znowu te Twoje wyrazy, które mnie zawsze rozwalają.. Tym razem co to było..? Aaa, już mam: odpimpał xD "Odpimpał" made my day.
    Tak a propos końca jeszcze - nagle smutłam, bo pomyślałam, że co to będzie jak skończysz pisać Fiksację? O.o co wtedy nastanie?

    No nic... wróćmy jeszcze pocieszyć się Saskiem xD

    Alys

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Huumm... W sumie Akare musiała interweniować przy pierwszej rozmowie chłopaczków, bo mi się Saskłe rozmemłał. Reszta to już jednak moja inwencja twórcza x"DDD. Ale ściskanie Akari polecam jak najbardziej, bo odwala trÓ robotę przy tym fiku i tak czy siak <3. I nie, to jeszcze nie koniec Fiksacji x). Jeszcze trochę przed nami xD. A jak się skończy... cóż, będzie trza zacząć nowe projekciki ;). Lubię pisać i mam nadzieję, że po skończeniu tego fika to lubienie mi nie przejdzie x). Noale. ZOBACZYMY. Jak już faktycznie klepnę pod tym fikiem magiczny napis "KONIEC". xD
      Dziękuję za komentarz! <3

      Usuń
    2. Propsuję nowe projekciki :D :D Ale bardzo mnie cieszy, że to jeszcze nie koniec Fiksacji ^^ I że nie porzucisz pisania xD
      Ściskam zatem was obie. A co! I git majonez.
      Alys

      Usuń
    3. Ściskaj mnie! <3 Mimo że to Ird jest cudotwórcą, to przyjmuję wszystkie uściski^^
      I powiem Ci, że sama się jaram na każdy nowy rozdział, więc... Ird... kiedy nexcik? :P

      Usuń
    4. Dołączam się do pytania o następny rozdział :D W ogóle Akari! Ty jesteś prawdziwa! Znaczy... zawsze byłaś tylko wspominana xD Teraz mam dowód. No to ściskam :D

      Irdu, jest szalona godzina i powinnam spać, ale właśnie skończyłam czytać 44 rozdział Rebuilt (Terrific Lunacy) i chciałam Ci powiedzieć, że wyskrobałam autorce koszmarny.. ee.. znaczy koszmarnie długi xD (nie wspominam o moim poziomie angielskiego, może się domyśli, że jej nie obrażam xD) komentarz. I mam nadzieję, że ilość peanów na jej cześć zmobilizuje ją do pisania ^^
      Jak to sama stwierdziła pod którymś rozdziałem "może nie umrzemy ze starości przed następną publikacją rozdziału".
      Alys

      Usuń
    5. Hihihi, jestem jak najbardziej prawdziwa ^^ :-* noo ja blogu bardziej jako widmo, ale na forum ciężko mnie nie zauważyć :-P

      Usuń
    6. Aaa!! Patrzcie! Odpowiedziała mi!! http://terrific-lunacy.tumblr.com/tagged/you-guys-don%27t-understand-the-pain-of-not-being-able-to-reply-to-anon-comments

      Bo ja jestem cute anon xD

      Alys

      Usuń
    7. Akari, Akari, Ty buło Ty <3. NEXT BĘDZIE JAK SIĘ POJAWI. Na przykład xD. A pojawi się, jak wygrzebię się z tekstów świątecznych. A wygrzebię się... ;___; kiedyś.

      Wowowo, Alys :o. Najs! Ale widzę, że znowu coś nowego rzuciła, więc... CHYBA MASZ MOC SPRAWCZĄ XD. Terroryzuj ją częściej? :'D Yyys. Ajm stil łejting. Cę Niknącą Rzeczywistość ;__;. Wen mi padnie bez jakiegoś prawilnego tomarry, o! xD

      Usuń
  3. Mmmm, cud, miód malina x3 choooociaż miałaś tam kilka drobnych błędów (wybacz, nie mogłam się powstrzymać ;;)
    Ale niecierpliwie czekam na następne!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za komentarz! I w sumie jakiego typu błędy? Literówki, dialogi, fabuła? :o Poprawiłabym, ale nie wiem co xD.

      Usuń
  4. Tak się zabieram i zabieram do tego komentarza od dwóch dni i w końcu się zmotywowałam.

    Tak więc. Na taki rozdział czekałam, odkąd tylko zaczęłam czytać. Długo się co prawda nie naczekałam, bo trafiłam tu jak ff miał już dwanaście części, ale i tak się cieszę. No w końcu. No wreszcie!

    Rozmowa o snach Naruto. Wiadomo, że musiało do tego dojść i choć przez cały czas miałam obawy, że Sasuke za szybko odpuści, to jedna drążył temat. I dobrze. Bo w końcu dowiedział się, co się śni Naruto. A raczej kto. A tak konkretnie to on. I też się spodziewałam, że Naruto po tym pięknym wyznaniu zwieje :)

    Dalej. Naruto nie może spać. To już u niego norma:P Z dużo myśli. Zupełnie w przeciwieństwie do oryginału. Ale to dobrze, Naruto w mandze jest czasami zbyt matołkowaty. Tu podoba mi się wybitnie zdanie: „Sasuke sprawiał… coś.” Chyba w pierwszym komentarzu napisałam, że lubię tu postać Sasuke, za to, że on po prostu jest. Nawet jak za dużo nie mówi i nie robi. Sasuke, który „jest”, sprawia u Naruto „coś”. Tak mi to pasuje do siebie.

    Dalej mamy uroczą scenę, gdzie Sasuke stoi na deszczu i moknie. Oni obaj mają chyba jakieś ciągoty do stania w deszczu, bo w poprzednim rozdziale, z tego co pamiętam, to Naruto tak stał i mókł:)
    A teraz czas na „niekomfortowe wyznania”. Wreszcie dochodzi do konfrontacji! I Sasuke… On normalnie powinien dostać medal za wypowiedzenie tylu słów naraz:) Ale bardzo podobało mi się co powiedział i w jaki sposób to powiedział. Ta postać wychodzi ci po prostu idealnie. A już zupełnie rozpłynęłam się przy fragmencie: „Dziwne jest to, że męczę samego siebie, nie mogąc cię dotknąć tak jakbym naprawdę tego pragnął (…)”. No, w końcu chociaż jeden się przyznał.
    Teraz czas na drugiego. Naruto w tym rozdziale spokojnie zasługuje na określenie z anime: Nieprzewidywalny ninja numer jeden. Już, tak, chcę, zaraz to zrobię… Eeee… „Mogę?”. Nie dziwię się Sasuke, że aż westchnął z bezradności. Mi by jeszcze na dodatek opadły ręce. No cóż, w przypadku Naruto nigdy niczego nie można być pewnym. Więc teraz Sasuke oprócz niepewności, co do tego „na czym stoi”, to chyba sam przestał wierzyć we własne umiejętności. No bo skoro kontroluje Kyuubiego sharinganem, to co to za pytania, czy ta chęć całowania to samodzielna decyzja Naruto, czy też nadal lisie „zauroczenie” – jakkolwiek by tego nie nazwać :)

    No i końcówka:
    „ — Tak. — potwierdził, uśmiechając się delikatnie. — Tak. — potwierdził ponownie, unosząc dłoń, aby położyć ją na karku mężczyzny i przyciągnąć go do siebie. — To zdecydowanie ja.”
    Dobra, wiem, w domyśle się pocałowali. Ale tutaj to się chyba można wszystkiego spodziewać, również tego, że któregoś z nich nagle, w tym właśnie momencie, najdzie wielka ochota na herbatę, kawę czy cokolwiek innego do picia :)

    Tak się zastanawiam, czy podciągniesz tą lub jakakolwiek inną scenę do yaoi. Przejrzałam teksty na blogu i wszystkie kończysz tylko shounen-ai. No chyba że coś ominęłam (to proszę o wyprowadzenie mnie z błędu). Ciekawi mnie taka scena w Twoim wykonaniu, to, jak oni będą się zachowywać.

    To chyba na tyle. Trochę się rozpisałam, ale naprawdę nie mogłam się doczekać takiego momentu w tym ff :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Dobra, wiem, w domyśle się pocałowali. Ale tutaj to się chyba można wszystkiego spodziewać, również tego, że któregoś z nich nagle, w tym właśnie momencie, najdzie wielka ochota na herbatę, kawę czy cokolwiek innego do picia :)" Wielbię!!!! Bardzo w punkt xD

      Alys

      Usuń
    2. Tooo... ja może nie będę wspominać ile się do odkometowywania zabierałam xD. (To przez chorowanie. SERIO :C.)
      "Tu podoba mi się wybitnie zdanie: „Sasuke sprawiał… coś.” " Jej <3. Miło mi. A co do stania w deszczu to pewnie przez to, że znowu się naoglądałam dziwnych rzeczy i mam pewnego rodzaju świra na wciskanie je do fików wszelakich xD. Co do wątpliwości Sasuke, czy faktycznie to Naruto chce, to dla mnie wydaje się być jak najbardziej zrozumiałe. W sensie, Uchiha jest dosyć potrzaskaną emocjonalnie postacią, plus wcześniejsze akcje lisa też jednak robią swoje i zadanie pytania, czy Naruto przypadkiem nie patrzy na niego przez pryzmat lisiego pragnienia jest dla mnie jak najbardziej na miejscu. x) W każdym razie: dziękuję za komentarz i cieszę się, że cześć się podoba!

      Usuń
    3. Chęci na herbatę/kawę tak bardzo pojawiają się znienacka xDDDD. A co do scen yaoi, to właściwie nie wiem. BYŁY PLANY żeby takowe napisać. Ale ja i moje plany się nie rozumiemy zazwyczaj xD.

      Usuń
  5. "Po prostu takie jakieś… rzeczy. Takie wiesz… rzeczowe" Naruto - mistrz wyjaśnień xD No nareszcie! Ileż można czekać?! W końcu Naru się przyznał, że kocha ramen! (Przepraszam. Nie mogłam się powstrzymać xD) Pięknie opisałaś rozterki Naruto na temat kochania. W końcu jakby nie było faktycznie nie miał go kto nauczyć miłości. A jednak potrafi wskazać rzeczy i osoby, które kocha - a przynajmniej wydaje mu się, że je kocha. Szkoda tylko, że przez nie nie może spać. No ale właściwie to nawet wyszło mu na dobre! Bo się okazało, że Sasuke jednak też coś czuje do naszego blondaska! Tylko dlaczego mam potworne przeczucie, że ten pocałunek jednak nie dojdzie do skutku? Mam nadziję, że to wina tych wszystkich wcześniejszych opowiadań, jakie czytałam, a które tak właśnie przebiegały. Bo inaczej, obiecuję, że będę sobie wyrywała włosy z głowy. Czekam na kolejny rozdział i weny życzę! :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. xDDD
      Nie no, chyba przyjdzie ten dzień, że się w końcu porządnie wymiziają xD. Przydałoby się to obu xD. Wenę przygarniam i dziękuję za komentarz! <3

      Usuń
  6. Witam Irduś, dawno mnie tu nie było. Ale już jestem :D
    Rozdział cudny, w końcu między Naru a Sasu do czegoś doszło.
    W sumie nie spodziewałam się, że Sasuke tak bezpośrednio wypali z tym, że od dłuzszego czasu leci na Uzumakiego :D. No ale cóż :D ty mnie zawsze zaskakujesz.
    Mega uroczy rozdział. Nie mam weny na żadne mądrości. Czekam na następny rozdział z niecierpliwością.
    Buziaki, pozdrawiam :3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witam, witam ;). Cieszę się, że rozdział się podobał ^ ^. I dziękuję za komentarz! :"D

      Usuń