środa, 1 czerwca 2016

The only way... — SasuNaru

Nic nowego ni mam niestety, ale okazuje się, że jeszcze co nieco mogę wygrzebać z forum, czego jeszcze nie wrzuciłam na bloga x).  Więc: Z OKAZJI DNIA DZIECKA, czyli najlepszego dnia ever, OFIAROWUJĘ WAM TEGO OTO FIKA X). I ostrzegam, że pisany dawno i właściwie nieszczególnie za nim przepadam, noaleno xD. Prezent jest? JEST. WIĘC LICZY SIĘ!    Tytuł: The only way...
Długość: jakieś 5,4k słów
Gatunek: humor, AU, lekki romans
Beta: wytrwale Akari :'3. 
Uwagi: Ogólnie, to tekst jaki miałam napisać dla Pico za ff o oświadczynach. Ponoć. Ja tam nie pamiętam, byłam po połowie piwa owocowego, więc to nie powinno się liczyć x). Noale, no. Pico zażyczyła sobie fika o dosyć... eee... no... jasnych wymaganiach. Pico ponosi odpowiedzialność za jego napisanie. Ogólnie to Pico też napisała fragment (duuuży fragment), do którego wcisnęłam swoje trzy grosze, więc to taki współfik w sumie. Pico mówiła kiedyś na SB, że momentami jest śmiesznie i lepiej nie jeść i nie pić. Nie wiem co mogę zwalić jeszcze na Pico, ale jak coś to... noo... Pico jest odpowiedzialna za poniższy tekst, BO TAK.



The only way...

Naruto zerkał dyskretnie na wejście do sklepu. Och, już za chwilę, za sekundę... Czas dłużył się nieubłaganie, jak zwykle podczas oczekiwań. Ale, ale zaraz... o!
— Cześć, Sasuke! — Pomachał radośnie w kierunku mężczyzny, który właśnie przekroczył drzwi.
— Yhm — odmruknął Uchiha, wykonując dłonią coś, co dla przeciętnego obserwatora oznaczałoby pewnie „odwal się”. Jednak Uzumaki znał go na tyle, żeby wiedzieć, że to było takie jego „dzień dobry”. Z uśmiechem obserwował jak Sasuke mija jego stanowisko za ladą, zmierzając w kierunku pokoju socjalnego pracowników. I gdy tylko mężczyzna zniknął za parawanem, Naruto wyraźnie zmarkotniał.
Ewidentnie na niego leciał. Znaczy, Naruto na Sasuke. Czy działało to w drugą stronę, Uzumaki nie miał najmniejszego pojęcia. I jakoś — mimo ogólnej odwagi jakiej pokłady w sobie posiadał — coś wyraźnie hamowało go przed tym, żeby przekonać się, czy może jednak Uchiha również miałby ochotę na... hm... spotkanie w celu lepszego poznania się. Nie no, dobra, nazwijmy to odpowiednimi słowami: na randkę. Albo chociaż na szybki numerek. Albo może nie taki szybki. Dłuższy numerek. Kilka numerków.
Boże. Wariował przez niego. Naprawdę. Od kiedy tylko Sasuke przyjął posadę ochroniarza w tym okropnym sklepie, to Naruto po prostu ześwirował na punkcie mężczyzny. Nic dziwnego: wysoki, dobrze zbudowana sylwetka — na co wskazywał widoczny nawet w koszulkach lekki zarys mięśni — ciemne włosy i równie ciemne oczy, w których zazwyczaj widoczna była jedynie obojętność. Uchiha perfekcyjnie wpisywał się w jego „typ idealny”. I pewnie nie tylko jego, co mógł śmiało stwierdzić, widząc niektóre spojrzenia klientek sklepu. I klientów właściwie.
W każdym razie, gdyby spotkał go w innych okolicznościach, to Naruto już dawno otwarcie by do niego zarywał. Bardzo, bardzo otwarcie. I za nic nie pozwoliłby na to, żeby takie ciacho odmówiło mu czegokolwiek. Tylko, no... Tak jakby sceneria była nieco nieodpowiednia dla takich zalotów. Znaczy, może i odpowiednia, jakby się tak głębiej nad tym tematem zastanowić. Nawet ZBYT odpowiednia. I może właśnie to hamowało Uzumakiego.
Na pewno też nie chodziło o to, że znajdują się w swoim miejscu pracy i powinni zająć się zasłużeniem na swój zarobek. Serio. Chociaż jakby ktoś zapytał, czy chodzi o to, że znajdują się w takim, a nie innym sklepie, to tak. Właśnie tu mógł tkwić problem...
...Bo obaj pracowali w sexshopie.

***

Ideał. Cudowny, cudowny ideał. Perfekcyjny. Po prostu... ah, chodząca pokusa.
Naruto westchnął z rozmarzeniem, wpółleżąc na blacie lady za którą stał. Miał doskonały widok na Sasuke stojącego do niego tyłem. I z dwóch powodów Uzumaki był naprawdę rad, że Uchiha przyjął akurat taką pozycję. Po pierwsze, mężczyzna aktualnie wyglądał za otwarte drzwi, więc siłą rzeczy nie mógł widzieć, że Naruto mu się przygląda. Drugim powodem było to, że Sasuke miał równie kuszący „tył” co „przód”. Więc Uzumaki radośnie korzystał z tego, że bezczelnie może się w ten tył wgapiać.
Westchnął ponownie. Och, co by dał, żeby móc klepnąć te kształtne pośl...
— Serio?
— Hm? — zapytał nieco nieprzytomnie, nieświadomie ignorując machającą przed oczami rękę. Jednak zielonych oczu ciskających gromy i twarzy wyrażającej lekkie zniesmaczenie, okalanej różowymi włosami, nie był już w stanie tak olać. Zwłaszcza, że widok przyjaciółki, która pojawiła się nagle w zasięgu jego wzroku był dosyć niespodziewany. Tak więc nic dziwnego, że wrzasnął z przestrachem i odsunął się od niej gwałtownie.
— Zwariowałaś? — jęknął, kiedy tylko rozeznał się w sytuacji. — Chcesz, żebym zawału dostał?
— Ja zwariowałam? — zapytała, prostując się, bo żeby zwrócić na siebie uwagę Uzumakiego, nachyliła się nad ladą. Przymknęła oczy i pomasowała dłonią czoło. — A ty wiesz, że znowu wlepiałeś maślane spojrzenie w tyłek naszego ochroniarza i odstraszałeś tym klientów?
— Wcale nie... — próbował zaprzeczyć. Jednak widząc spojrzenie przyjaciółki zrezygnował. — No dobra. Może i wlepiałem. Co z tego?
— To z tego, że to zaczyna być niepokojące — stwierdziła, zakładając ręce na ramiona.
— Niepokojące było, jak zalecałaś się do Saia — odparował natychmiastowo Naruto. Nie do końca rozumiał, co przyjaciółka widziała w tym... specyficznym facecie, ale najwyraźniej musiało to być coś szczególnego, bo już byli ze sobą dwa lata.
— JA przynajmniej miałam na tyle odwagi, żeby się do niego zalecać — odgryzła się. — A ty... no...
— Spójrz na to, że ty Saia wyrwałaś na uczelni.
— Spójrz na to, że ty Sasuke możesz spróbować wyrwać w pracy — prychnęła. — Nawet jak cię oleje, to mam nadzieje, że przynajmniej nieco się ogarniesz i przestaniesz śnić o nim na jawie.
— W pracy? — zapytał sceptycznie.
— A co ci się niby nie podoba? — Sakura wzruszyła ramionami. — Praca jak każda inna.
— Praca w sexshopie nie jest „jak każda inna” — stwierdził grobowym głosem.
— Niby dlaczego nie? Co ci takiego przeszkadza w zwykłym zaproszeniu go na wyjście?
— To, że pytanie „umówimy się”, gdy stoi się w otoczeniu gumowych penisów, wyjątkowo zboczonej bielizny i filmów o tematyce bardziej niż nieprzyzwoitej, brzmi po prostu źle. A nawet fatalnie źle — kontynuował tym samym tonem. — Bardzo fatalnie źle.
— To zmień pracę i wtedy go zaproś — sarknęła, obracając się na pięcie, żeby zaraz zniknąć między sklepowymi półkami.
Naruto z ledwością powstrzymał się od prychnięcia. Jasne. Sakura dobrze wiedziała, dlaczego Uzumaki jeszcze się nie zwolnił z sexshopu. Ona siedziała tu — pracując z Naruto zamiennie na kasie czy też przy rozkładaniu towaru na półkach — z tego samego powodu. Po prostu nigdzie indziej nie chcieli ich przyjąć. Znaczy dobra: chcieli nawet. Ale za taką marną stawkę godzinną, że to było poniżej godności nawet biednego studenta. A praca w sexshopie, mimo tego, że nieco... hm... źle odbierana przez niektórych ludzi, to jednak była dobrze płatna.
Tak więc nie miał jak zmienić pracy. Smutne, ale prawdziwe. W ramach pocieszenia postanowił powrócić do swoich obserwacji. Jednak Sasuke już nie stał przy drzwiach. Naruto wychylił się zza lady i zaraz zmarkotniał wyraźnie, nie mogąc go nigdzie dojrzeć. No kurde, no! On tylko chciał jeszcze chwile popatrzeć na ten kształtny tyłe...
— Szukasz czegoś? — Wzdrygnął się, słysząc niski, niezwykle seksowny głos.
Och, tak, mów do mnie jeszcze.
Z uśmiechem na ustach spojrzał na Sasuke, który teraz opierał się swobodnie o jedną ze sklepowych półek. Och, ta czysta perfekcja spoglądała na niego z uwagą. Tylko na niego!
— Nie — odpowiedział, starając się nie pokazać po sobie, że jego serce właśnie próbuje mu wyskoczyć z klatki piersiowej. — Niczego.
— Na pewno?
Bardzo, bardzo przyjemny. Pomyślał o jego głosie, powstrzymując się od westchnięcia. Taki, taki...
— Tak. — Wyszczerzył zęby w jego kierunku. — Wszystko jest w jak najlepszym porządku.
— To dobrze.
… po prostu taki należący do niego. Głos idealny, głos perfekcyjny, głos kuszący i... Och, cholera, poszedł sobie. Z lekkim zawodem Naruto obserwował, jak Sasuke idzie alejką wypełnioną różnego rodzaju afrodyzjakami i skręca w kolejną. Przynajmniej jeszcze przez kilka sekund mógł sobie popatrzeć na jego pośladki.
Cudowne pośladki.

***

Wciągnąć do przymierzalni i zmacać. Przyszpilić do ściany, ustami zaatakować usta, zanurzyć dłoń w ciemnych włosach, a następnie sięgnąć ręką do...
— Dwadzieścia jeden trzydzieści — mruknął, zerkając na wyświetlacz kasy. Młoda dziewczyna podała mu pieniądze, rumieniąc się przy tym. Najwyraźniej zakupy w sexshopie powodowały u niej pewien dyskomfort. Ha. A co miał powiedzieć taki Naruto, który pracował tu na co dzień?
— Hmm... A może jakieś owocowe?
— A są prążkowane?
— Prążkowano-owocowe?
No właśnie. Takie rozmowy między klientami były codziennością. Uzumaki zerknął spod byka na młodą parę, która gmerała przy pobliskiej półce z prezerwatywami. O ile na początku pogawędki tego typu wydawały się być dosyć zabawne, tak później po prostu irytowały. Ale to jeszcze dało się znieść. Tak, to nie było najgorsze. Najgorsze było...
— O, pan tu pracuje? — Najgorsze było, kiedy klienci prosili go o rady. A skąd on miał do cholery wiedzieć, co takiego zadowala daną osobę w łóżku?! — Czy mógłby pan nam pomóc?
Wiedział co by zadowoliło JEGO. Czy też raczej KTO. Ale jakoś nie sądził, że akurat o takie informacje prosi go ta niezdecydowana para. No litości, czy wybór odpowiednich gumek naprawdę był taki problematyczny, że musieli chceć od niego jakiejś rady?
— Eee... — zaczął, jednocześnie próbując wymyślić sprytną wymówkę, która pozwoliłaby mu wykręcić się od współudziału w zakupach pary. — Właściwie to ten...
— Zajmiemy tylko sekundkę — zapewniła kobieta, patrząc na niego z wyraźnym oczekiwaniem. — No najwyżej dwie.
— Nie wątpię, jednak... eee — zająknął się. Cholera, nie wywinie się. Nie ma opcji. Będzie musiał znowu odbyć żenującą rozmowę na temat prezerwatyw, bo ludziom nie chce się czytać stojących tuż obok półki ulotek! — Jednak...
I wtedy nadeszło wybawienie. Wybawienie miało uprzejmy uśmiech na swym obliczu. Wybawienie pewnym krokiem podeszło do prezerwatyw i chwyciło jedno z opakowań, żeby następnie wcisnąć je w ręce stojącego tuż przy kobiecie mężczyzny. Wybawienie powiedziało tym swoim cudownie niskim głosem:
— Te polecam. — Następnie wybawienie puściło Naruto oczko i ponownie zniknęło za półkami. Pod Uzumakim niemalże ugięły się nogi.
— Mógłbyś wziąć przykład i też tak wyglądać — parsknęła kobieta do mężczyzny, który jej towarzyszył, wskazując brodą na kierunek w którym udał się Sasuke. Następnie wyrwała mu trzymane opakowanie i w kolejnych słowach zwróciła się do sprzedawcy. — Poprosimy.
Naruto dosyć machinalnie wbijał cenę produktu na kasę. Bardzo starał się nie pokazać po sobie, że... że właściwie co? Miał ochotę piszczeć jak mała dziewczynka, bo Sasuke właśnie uratował go przed klientami? I puścił mu oczko. OCZKO. To był chyba najbardziej intymny gest jaki spotkał go ze strony mężczyzny do tej pory.
— Zapakować? — zapytał z radosnym uśmiechem przylepionym do twarzy, wskazując na pudełeczko trzymane przez klientkę. W tej chwili nawet praca w sexshopie była cudowna.

***

W zasadzie jego radość na tamtej chwili się zakończyła, ponieważ minęło kilka dni, a jego stosunki z Sasuke wciąż wyglądały jak wcześniej. Czyli no... Nie wyglądały wcale.
Jedynym ciekawszym momentem ostatnich dni, była wymiana spalonej żarówki. Szczególnie, że ochotniczo na wymieniającego zgłosił się sam Sasuke, a sufit znajdował się na tyle wysoko, że stojąc na drabinie, Uchiha wciąż musiał się nieźle wyciągać, by dosięgnąć lampy.
Naruto błyskawicznie przybrał najlepszą pozycję do obserwacji i... gapił się. Bo tego już nie można było nazwać patrzeniem. Gapił się na silnie ramiona i sprawne dłonie, które przez niedługą chwilę mocowały się z upartym kloszem lampy. Gapił się na widoczną część pleców, która ujawniła się podczas tej czynności, kiedy to koszula Sasuke podciągnęła się nieco do góry, gdy ten sięgał do żarówki. Przez chwilę nawet gapił się na linię bokserek, wyraźnie odcinającą się tuż nad jeansami. Jednak zaraz jego spojrzenie prześlizgnęło się tam, gdzie zdecydowanie często lądowało ostatnimi czasy. Czyli na tyłek Uchihy. Mimo że zakryty spodniami to i tak taki... och, wspaniały. Cudowny, kształtny i w ogóle idealny do zmacania. Co by Naruto dał, żeby móc, nawet tylko przez chwilę, bezkarnie potrzymać rękę na tej konkretnej części uchihowego ciała?
Teraz jednak tylko pochłaniał to wszystko niemal wygłodniałym wzrokiem i dziwił się, że Sasuke tego nie wyczuł. Oczywiście cały seans musiała zepsuć Sakura, zdzielając go gazetą w głowę i każąc wracać do pracy. Naruto naprawdę nie chciał wiedzieć, co to za gazeta była konkretnie. Znając sklepowy repertuar... No cóż.
I tak mijały szare dni. Naruto był tak sfrustrowany całą sytuacją i brakiem jakichkolwiek postępów z Sasuke, że gdy przychodził do pracy czuł się jakby miał depresję. Nie, żeby sam wiedział, na czym mają polegać „postępy z Sasuke”. Po prostu mogłoby się wydarzyć „coś”. Cokolwiek.
Uzumaki wtoczył się do sklepu i ze zdziwieniem odnotował, że znajduje się w nim wyjątkowo wielu klientów, a stojąca przy kasie Sakura ma ręce pełne roboty. Chciał się szybko przemknąć na zaplecze w celu zostawienia plecaka, by zaraz pomóc dziewczynie, ale ta go złapała w ostatniej chwili.
— Dobrze, że już jesteś! — zawołała, jednocześnie kasując towary. — Przy tylnym wejściu czeka Kiba z dostawą. Odbierz ją proszę, bo nie mogę się stąd ruszyć.
Nie mając większego wyboru, poczłapał na podwórko na tyłach sklepu, gdzie stał wysoki mężczyzna ubrany w pomarańczowy uniform. Jak się okazało, Kiba zdążył już wnieść na zaplecze część dostawy.
— Hej Naruto! — krzyknął, gdy go zobaczył. — Podpisz mi wreszcie te papierzyska i zabieraj pudła. Mam jeszcze sporo dostaw na dzisiaj, a już łapię opóźnienie.
Uzumaki szybko wziął podkładkę z fakturami i zaczął je podpisywać. W międzyczasie Kiba wyciągnął resztę przesyłki z ciężarówki.
— Słyszałem, że macie tutaj ciekawy towar — rzucił, wskazując na pudła. — Coś, co mogłoby ci się spodobać — dodał, uśmiechając się przy tym dosyć sugestywnie.
— Inuzuka, ty weź się lepiej zajmij swoim życiem seksualnym, co? — Naruto wcisnął mu podkładkę w ręce, ale również wyszczerzył się w jego kierunku. Jakoś z Kibą nigdy nie potrafił długo utrzymać powagi. — Ta twoja Hinatka to może być taka cicha woda i zaraz będziesz potrzebował naszego asortymentu.
— Nie — zaprzeczył Inuzuka i wypiął dumnie pierś. — Ja zawsze staje na wysokości zadania!
— No to dobrze, ale jakby co, to mamy takie specjalne środki... — nie dokończył, bo właśnie dostał bolesnego kuksańca w żebra.
— Żebyś sam tych swoich środków magicznych zaraz nie potrzebował — parsknął mężczyzna. — No dobra. Ja muszę spadać, bo mi szef urwie głowę przy samym tyłku, jak się nie wyrobię ze wszystkim — rzucił, oddalając się już w stronę ciężarówki. — Trzebaa się kiedyś zdzwonić na piwo! Na razie!

***

Nadszedł wieczór i w sklepie został tylko on i Sasuke. Klienci jeszcze sporadycznie się pojawiali, ale głównie po to by kupić na szybko prezerwatywy. Według zasad, Naruto powinien teraz wziąć się za wykładanie towaru, który dzisiaj przyszedł. Kilka godzin wcześniej szef przysłał mu maila, że nowe produkty ma umieścić na dziale "seks analny". Już wiedział o co chodziło Kibie z tym, że to coś, co może mu się spodobać. Wścibski idiota, pomyślał, kręcąc głową, kiedy z trudem przytaszczył, a raczej przeciągnął jedno z pudeł do odpowiedniego regału. A raczej starał się przeciągnąć, bo Sasuke, widząc jego dosyć nieporadne próby, zbliżył się i pomógł mu je przenieść.
To było... romantyczne. O tak! Bo przecież taka bezinteresowna pomoc jak najbardziej zalicza się do romantycznych rzeczy! Serce Uzumakiego łopotało radośnie w klatce piersiowej, podczas gdy obaj taszczyli ciężkie pudło. Przez głowę przemknęły mu tysiące myśli, wszystkie w stylu „cudowny, cudowny”, „chcę mieć z nim dzieci”, „mam-zły-widok-na-tyłek-ale-ten-widok-też-mi-się-podoba”. Jednak, kiedy w końcu umieścili towar na podłodze, wydusił z siebie jedynie krótkie:
— Dzięki. — Nie za bardzo wiedział jak rozwinąć wypowiedź. Tak szczerze mówiąc, kiedy Sasuke znajdował się za blisko, to miał drobne problemy z artykułowaniem dłuższych zdań. Dlatego też, żeby nie palnąć nic głupiego, po prostu zabrał się za otworzenie kartonu i wypakowanie towaru.
— Nie ma sprawy — opowiedział Uchiha i po chwili wahania zapytał:
— Trochę mi się nudzi. Może ci pomogę?
Serce Naruto znowu podskoczyło radośnie. O. O... Więcej czasu sam na sam z Sasuke. Tylko z Sasuke. I z jego seksownym tyłkiem. O...
— Jasne! — Pokiwał gwałtownie głową. — Przynajmniej szybciej pójdzie. — Miał nadzieję, że jego głos wcale nie brzmiał tak wysoko jak mu się wydawało.
Przez następne kilka minut w ciszy wykładali nieduże pudełka na półki, ale Naruto nie bardzo zwracał uwagę co to jest, zajęty gorączkowym szukaniem tematu do rozpoczęcia rozmowy. A tymczasem jego mózg najwyraźniej postanowił udać się na wakacje, bo nic logicznego nie chciało mu wpaść do głowy. Ku jego wielkiemu zdziwieniu to znów Sasuke pierwszy się odezwał.
— Wiesz, zanim zacząłem tu pracować nawet przez myśl mi nie przeszło, co się sprzedaje w takim sklepie. Jakoś nigdy nie miałem potrzeby zaglądania do sexshopu. Chociaż muszę przyznać, że niektóre produkty robią na mnie wrażenie. — Uśmiechnął się nieznacznie.
Naruto był pewien, że serce zaraz wyskoczy mu z piersi. Ten uśmiech... O boże, ten uśmiech był przecudowny, przewspaniały i przepiękny! Sasuke mu pomagał, zagadywał go i jeszcze UŚMIECHAŁ SIĘ. Czy to się działo naprawdę?! Starał się zachować neutralną minę. Gdyby tylko mężczyzna wiedział co się dzieje w jego głowie...
— Nie martw się — powiedział w końcu, jako tako normalnym głosem. Nawet udało mu się uruchomić w końcu funkcję sklecania zdań. — Ja do tej pory nie mam pojęcia czym są i do czego służą niektóre rzeczy. — Spojrzał na trzymane w dłoni pudełko w którym znajdował się jakiś czarny przedmiot o fantazyjnym kształcie. — O, na przykład to. Biorąc pod uwagę na jakim dziale to kładziemy, to domyślam się gdzie się to wsadza, ale chyba wolę nie myśleć do czego dokładnie służy...
— "Czarny silnikowy masażer prostaty" — przeczytał swoim seksowym głosem Sasuke, na co Naruto natychmiast się zaczerwienił. No dobra... To nie był wymarzony temat do rozmów. Jednak Uchiha nie przerwał zagłębiania się w tekst. — "Masaż prostaty może być nie tylko ciekawym urozmaiceniem życia erotycznego, ale ma on również uzasadnienie medyczne." Hmm... To całkiem ciekawe. "Niezwykle istotnym elementem mającym wpływ na właściwe funkcjonowanie gruczołu krokowego jest masaż prostaty, który..."
Naruto z każdym słowem czuł, że robi się coraz bardziej czerwony, szczególnie, że wyobraźnia bardzo szybko podsunęła mu kilka wyjątkowo kreatywnych wizji. Ze wszystkich możliwych rzeczy na świecie, dlaczego musiało trafić na cholerny masażer?!
— "Dzięki temu stymulatorowi Twoje stosunki będą dłuższe, a orgazm o wiele silniejszy." — Sasuke wreszcie skończył czytać informacje na opakowaniu. — Wiesz co, Naruto? To co tu piszą jest całkiem sensowne. Chyba sobie taki sprawię. — Uzumaki, który dotychczas starał się zamaskować swoją coraz czerwieńszą twarz poprzez wgapianie się w otwarty karton, poderwał głowę, nie wierząc w to co właśnie usłyszał. Czy obiekt jego marzeń właśnie postanowił sobie kupić... masażer... prostaty?
Sasuke spojrzał mu w oczy, uśmiechając się zadziornie, po czym odwrócił się w stronę lady.
— Zostawię jeden przy kasie. Jak już go wprowadzisz do systemu, to nabij na mój rachunek, ok?
Naruto machinalnie kiwnął głową, jednocześnie czując, że jego żuchwa niebezpiecznie zbliża się do podłogi.

***

Kolejnego dnia, kiedy to Naruto stał już przy kasie i bezczynnie się w nią wgapiał, wciąż trwał w lekkim szoku. A w jego głowie zakwitła jedna myśl: on się ze mnie nabijał.
Serio.
Musiało tak być.
Nie było innej opcji.
Bo, no... No kurde, nie rozmawia się z obcym facetem o masażerach prostaty na poważnie! Nawet, jeżeli to współpracownik. Nawet, jeżeli ma to miejsce w sexshopie! No po prostu nie. Sasuke musiał się z niego nabijać. Tylko dlaczego? No przecież Naruto mu nic nie zrobił...
… poza bezczelnym wgapianiem się w jego tyłek...
Nawet ze sobą za wiele nie rozmawiali. Więc niby kiedy miałby mu się czymś narazić?
… a to wgapianie się w sumie miało miejsce dosyć często...
Więc w mniemaniu Naruto, Sasuke naprawdę nie miał powodu, żeby się na nim mścić, wkręcając go w dosyć niekomfortową rozmowę. Chyba że po prostu mężczyzna miał takie skrzywione poczucie humoru i lubił wkręcać innych ludzi w dziwne tematy.
… notorycznie wręcz...
Och, właściwie, nawet jeżeli tak było, to dało się mu to wybaczyć. W końcu, osoba z TAK kształtnym tyłkiem ma prawo... ma prawo...
— O cholera. — Naruto prawie zachłysnął się powietrzem, kiedy nagle dotarło do niego jego odkrycie. Sasuke WIEDZIAŁ. Sasuke wiedział, że jego pośladki były niemalże przy każdej okazji obiektem obserwacji Uzumakiego! To była jedyna rzecz za jaką mógłby się mścić!
— Cześć. — Zaaferowany swoim odkryciem nie zauważył nawet, że ktoś przed nim stanął. — Hej, wszystko w porządku?
Naruto zamrugał nieco zdziwiony. O. Sasuke. Ten Sasuke. Ten, który WIE.
Z ledwością powstrzymał się od wyjątkowo niemęskiego kwiknięcia.
— Cześć — odpowiedział w końcu, przez zaciśnięte gardło. I zrobił coś, co było jedynym słusznym wyjściem z sytuacji. Obrócił się na pięcie i sztywnym krokiem pomaszerował do pokoju socjalnego.

***

To nie tak, że zwiał, żeby się ukryć. Wcale się przed nim nie chował. Po prostu... Po prostu lubił siedzieć w pokoju socjalnym! Naprawdę! Był taki... um... zagracony. I z niezrozumiałych powodów zalatywało w nim kocim żarciem.
— Możesz mi powiedzieć, co ty właściwie wyprawiasz? — Wyraźnie rozdrażniony głos wyrwał go z rozmyślań.
— Em? — zająknął się, spoglądając na Sakurę, która go zagadała. I która właśnie wbijała w niego mordercze spojrzenie.
— Jesteś w pracy, jakbyś nie zauważył — zaznaczyła wyraźnie dziewczyna, wciąż patrząc na niego z naganą. — Ja rozumiem, że dzisiaj nie ma za wielu klientów, ale jakby szef przyczaił, że mimo wszystko nie siedzisz przy kasie, to by ci się nieźle oberwało.
— Ale... eee... — Nie za bardzo chciał wychodzić. Bo tam był Sasuke. WIEDZĄCY Sasuke. — Um...
— Jak nie chcesz siedzieć na kasie to możemy się zamienić — stwierdziła w końcu. — Trzeba zrobić porządek w biblioteczce. Musiałam pogonić stamtąd dzieciarnie, ale i tak zdążyli nieźle pomieszać...

***

Biblioteczka była największym działem w sklepie. Znajdowały się tu wszelakie materiały filmowe, czasopisma, książki i dziwne gry planszowe. I faktycznie, najczęściej buszowały tu dzieciaki, szukające kreatywnych prezentów dla znajomych. Znaczy, dzieciaki — licealiści. I właśnie dwie takie szperały w planszówkach. Naruto usilnie starał się ignorować ich gderanie, kiedy do jego uszu dotarły słowa „seksowne pośladki”.
Zerknął na nie dyskretnie. Na licealistki, znaczy się. Aktualnie na żadne „seksowne pośladki” nie miał widoku. Obie wpatrywały się w dalszą alejkę, mając przy tym dosyć głupkowate miny. Ta wyższa — blondynka, właśnie zagryzała dolną wargę i najwyraźniej próbowała wyglądać ponętnie. Co, jak zauważył złośliwie Naruto, kompletnie jej nie wychodziło.
— Cholernie dobra dupa — powiedziała, nieco nazbyt głośno.
Naruto powędrował spojrzeniem za ich wzrokiem. I zamarł. Na końcu alejki stał ochroniarz, który rozmawiał właśnie z Sakurą. A ta licealistka mówiła o Sasuke. Konkretnie o jego pośladkach! Jak... co... przecież... Przecież tyłek Uchihy był jego obiektem westchnień!
— O tak — westchnęła z rozmarzeniem. — Bardzo dobra. Zamierzam klepnąć ten tyłek!
— CO. — Naruto dopiero po chwili odkrył, że powiedział to na głos. Dziewczyny spojrzały na niego z wyraźnym niezrozumieniem. — Eee... — zająknął się. Chwycił pierwszą rzecz, jaka wpadła mu w ręce i spojrzał na nią z roztargnieniem. Jak się okazało, trzymał właśnie nowy numer jakiegoś pornucha. — Wyszedł właśnie — stwierdził w końcu, patrząc na okładkę, na której ruda kobieta wdzięczyła się do czytelnika pokazując więcej ciała, niż zasłaniając. — Świeży nakład. Polecam! — Pomachał do dziewczyn gazetą, którą natychmiast odłożył i szybkim krokiem zdezerterował.
O nie. Nie mógł pozwolić na to, by jakaś smarkata bździągwa sprzedała klapsa uchihowym pośladkom! Zwłaszcza, że to było jego marzenie!

***

Łatwiej postanowić, niż wykonać. Przynajmniej do takiego wniosku doszedł Naruto, kiedy czaił się między regałami. Miał dobry punkt obserwacyjny. Z jednej strony wciąż widział uparte licealistki wlepiające maślane spojrzenie w ochroniarza, a z drugiej Sasuke, który albo nie widział tych dziewczyn, albo też usilnie je ignorował.
Tylko... No dobra. Co teraz?
Jako, że Naruto należał raczej do osób, które najpierw działały, a później dopiero myślały o tym, czy tak w ogóle wypada, to w kolejnej chwili już maszerował dziarskim krokiem w kierunku mężczyzny.
— Sasuke — powiedział dosyć poważnym tonem, dziwiąc się, że jest w stanie takowy z siebie wykrzesać w obecności mężczyzny.
— O? — Czarne oczy spojrzały na niego. O boże jakie on miał piękne oczy! Naruto zapomniał, co miał mu powiedzieć. Właściwie, to aktualnie zapomniał nawet gdzie się znajduje. I, że te cholerne licealistki w tym momencie obserwują pewnie nie tylko Sasuke, ale też jego. — Naruto. — Uśmiechnął się delikatnie. UŚMIECHNĄŁ SIĘ. Naruto chyba właśnie znajdował się w raju. — Właściwie to miałem dziwne wrażenie, że mnie unikasz.
Uzumaki, wciąż przebywając w krainie niespełnionych fantazji, pokiwał ze zrozumieniem głową. Dopiero po chwili dotarły do niego słowa mężczyzny.
— Unikam? Nieee — zaprzeczył niepewnie. Wcale nie unikał. Tylko... No tylko chował się w pokoju socjalnym. To przecież normalne. Każdy od czasu do czasu chowa się w pokoju socjalnym! — Ja, um... — Och, gdyby Sasuke był chociaż troszeczkę mniej seksowny, to Uzumaki nie miałby problemu z przeprowadzaniem z nim rozmów. — Właściwie no...
— To dobrze, że nie unikasz. — Uchiha uśmiechnął się jeszcze szerzej. O.Mój.Boże. Naruto ostatkami silnej woli powstrzymał się od westchnięcia. — To coś chciałeś?
Chciał... chciał... chciał coś? Zmarszczył z niezrozumieniem brwi. On? On jedynie chciał móc wpatrywać się w ten cudowny uśmiech długimi godzinami i nie myśleć o niczym innym niż to, że to czarne spojrzenie należy wyłącznie...
Chichot sprowadził go na ziemie. Zwłaszcza, że chichot ten nie należał ani do niego, ani do Sasuke. Tylko do którejś z tych upierdliwych licealistek!
— Tak! — rzucił twardym tonem, przybierając gniewny wyraz twarzy. — Te dwie — kiwnął dyskretnie głową, dając znać, że chodzi mu o klientki — się na ciebie czają. Na twój tyłek się czają, konkretnie mówiąc.
— Hmmm? — Sasuke zerknął na dziewczyny. — Cóż... Nie mój typ. Zdecydowanie. Jeżeli wiesz, co mam na myśli.
Naruto nie wiedział.
— Cóż więc... no... — Dlaczego te cholerne myśli nie chciały układać się w logiczne zdania?! — Um... Uważaj.
Uchiha przyglądał się mu przez chwilę z uwagą. Zaraz spojrzenie przeniósł na dziewczyny, które w tej chwili nawet się nie kryły z tym, że się na niego gapią. I ponownie zerknął na Naruto. Na jego twarzy wykwitł dosyć tajemniczy wyraz.
— Właściwie, to mam pomysł na zniechęcenie ich.
Opuszki palców Sasuke były nieco szorstkie. Ale ich dotyk niezwykle przyjemny. O. O... No.. Naruto nie spodziewał się, że mężczyzna go dotknie. Dlatego też nie za bardzo wiedział jak zareagować, więc robił to, co ostatnimi czasy wychodziło mu najlepiej. Po prostu się gapił. Gapił się prosto w ciemne oczy, podczas gdy palce Uchihy przez chwilę gładziły skórę na policzku, żeby zaraz chwycić go za podbródek.
Naruto wstrzymał oddech.
Sasuke się przybliżył.
Naruto zacisnął gwałtownie powieki.
I... i...
Och.
Sasuke pocałował go. Delikatnie musnął wargami jego własne, sprawiając, że serce Naruto drgnęło gwałtownie, a przez ciało przebiegł dreszczyk ekscytacji. Właściwie, to nie był to prawdziwy taki prawdziwy pocałunek z dużą ilością języka i śliny, jednak wywołał w Uzumakim przyjemne uczucie ciężkości w podbrzuszu.
Kiedy wyczuł, że Sasuke się odsunął, rozchylił niepewnie powieki. A później dłonie. Dopiero zdał sobie sprawę z tego, że kurczowo zaciska palce u rąk, które bezczynnie zwisały po jego bokach. Otworzył usta, chcąc coś powiedzieć, tylko, że znowu za bardzo nie wiedział co.
— No cholera, zawsze jak już zawieszę na kimś oko, to okazuje się, że jest gejem. — Niezadowolone prychnięcie, które dobiegło zza jego pleców, sprowadziło Naruto na ziemię. Dziewczyny wyminęły ich, zmierzając do wyjścia ze sklepu. — Co jest z tym światem nie tak?
Przez chwilę Uzumaki podążał za nimi wzrokiem. Zaraz jednak wbił go w swoje własne stopy.
— Cieszę się, że mogłem pomóc — wymamrotał i wrócił do biblioteczki. Praca. Tak. Musiał posegregować gazety. No.

***

...get rid of a temptation...

***

To było straszne. To było złe. To było po prostu przerażające.
Bo o ile wcześniej Naruto po prostu wariował, bo wariował, wyobrażając sobie dziwne rzeczy, tak teraz wariował... No właściwie wciąż wyobrażając sobie dziwne rzeczy, jednak z tą różnicą, że teraz wiedział jak smakują usta Sasuke. I ta wiedza, chociaż z jednej strony dodawała mu skrzydeł, tak też z drugiej była cholernym utrapieniem. A to z tego powodu, że chciał to przeżyć przynajmniej jeszcze raz. I to tak z użyciem większej ilości śliny. Plus języka.
Westchnął ciężko, przytłoczony kolejną wizją rzucenia się na ochroniarza. Sama świadomość tego, że mężczyzna znajduje się gdzieś w tym samym budynku, sprawiała, że czuł nieodpartą pokusę do... no... cholerna wyobraźnia!
— Wyglądasz jak kupka nieszczęścia — stwierdziła stojąca za kasą Sakura. Naruto zerknął na nią przelotnie, zanim kontynuował wykładanie prezerwatyw. — Albo jakbyś czegoś chciał, ale z jakiegoś bzdurnego powodu nie mógł tego mieć.
— Facet, na którego lecę już od dosyć dawna, wie, że się gapię systematycznie na jego tyłek — powiedział grobowym głosem. — I chyba mu się to nie podoba. Znaczy, że się gapię. Bo nabija się ze mnie i to bardzo. Nie odpowiada mi taka sytuacja, więc z łaski swojej, nie dołuj mnie bardziej, okej?
— Nabija? — Sakura zignorowała wyraźnie część jego wypowiedzi. — Jak to, nabija?
— Tobie się po prostu nudzi, bo mamy dzisiaj wyjątkowo mały ruch, czy pytasz jako przyjaciółka? Ponoć moja najlepsza?
— Jedyna, uściślając. — Haruno wyszczerzyła się radośnie w jego stronę. — I oczywiście, że się po prostu nudzę, więc?
Naruto przewrócił oczami. Cudownie było mieć wsparcie wśród innych ludzi. Mimo wszystko jednak, odłożył trzymaną właśnie paczkę i powrócił spojrzeniem do Sakury.
— Czytał mi etykietę z masażera prostaty — powiedział głosem wypranym z wielkich emocji. — Och, oczywiście, że możesz się śmiać. Nie przeszkadzaj sobie — dorzucił, widząc jej minę. Jednak kobieta opanowała się. — Romantycznie, nie? Pomagał mi wykładać towar i czytał o tym, że gadżet analny to super sprawa i każdy powinien taki mieć. Wiesz co zrobił na końcu?
Sakura pokręcił głową.
— Kazał jeden odłożyć dla siebie.
Wtedy wybuchnęła śmiechem.
— No dobra — wykrztusiła z siebie, kiedy tylko zdołała złapać oddech. — Ale po czym wnosisz, że wie, że się gapisz na jego cztery litery?
— A za co innego miałby się mścić? — zapytał z wyraźnym politowaniem.
— Daj spokój, to, że czytał ci dziwne rzeczy, nie znaczy jeszcze, że się mści.
— Pocałował mnie — sapnął Uzumaki, marszcząc brwi. — I zrobił to tylko po to, żeby wybić mnie z równowagi i w ogóle, żeby dać mi nauczkę.
Sakura wpatrywała się w niego przez chwilę w kompletnej ciszy. Na jej twarzy wykwitł wyraz zupełnego niezrozumienia.
— Facet twoich marzeń cię całuje, a ty stwierdzasz, że robi to tylko po to, żeby dać ci nauczkę? — wykrztusiła w końcu z siebie.
— No tak. — Wzruszył ramionami. Jednak, coby dowieść bardziej swojej racji, przedstawił przyjaciółce całą sytuację, w jakiej brali udział on, Sasuke i te głupie licealistki.
— Uchiha cię pocałował, a ty myślisz, że zrobił to, bo się z ciebie nabija? — powtórzyła tym samym niedowierzającym tonem, kiedy Naruto skończył swoją opowieść.
— No...
— Powiem ci to pierwszy raz w życiu: nie myśl już więcej. Błagam.

***

Po rozmowie z Sakurą odkrył, że jeszcze bardziej nie wie co myśleć. On wciąż uparcie twierdził, że Uchiha po prostu się mścił w wyjątkowo pokrętny sposób, ona zaś, że chyba jest nienormalny skoro tak sądzi i i powinien wziąć się w garść.
Ha, tylko jak tu się wziąć w garść, kiedy obiekt westchnień, jego własna seksowna pokusa, jego ideał najwspanialszy, właśnie odstawiał — oczywiście tylko w jego wyobraźni — namiętną scenę, używając do tego tych przeklętych przebieralni, znajdujących się na tyłach sklepu. Naruto zmierzył je ponurym spojrzeniem. Był właśnie w dziale, gdzie można gdzie można było zaopatrzyć się we wszelkiego rodzaju seksowne przebrania. A on musiał posegregować rzeczy z wieszaków.
Ogólnie rzecz biorąc, to Sakura stwierdziła, że Naruto powinien po prostu porozmawiać z Sasuke. Nawet zapytać go o ten cholerny masażer, skoro tak go męczyła ta historia i wyjaśnić sprawy między nimi, bo ona już nie może patrzeć na wiecznie wzdychającego Uzumakiego i ma tego dość, a jeżeli on sam nie ruszy tyłka, to ona wkroczy do akcji!
Naruto nie chciał, żeby wkraczała. Serio. Dlatego też solennie obiecał jej, że jak tylko nadarzy się okazja, to zamieni z Sasuke słówko. Szkoda tylko, że nie przewidział, że okazja nadarzy się właśnie...
… właśnie teraz.
— Hej.
Naruto zamarł, trzymając w rękach wieszak z męskimi stringami w kształcie słonika. W przypływie trzeźwego myślenia odłożył go, a dopiero po tej czynności obrócił się w kierunku Uchihy.
— Hej — odpowiedział, przyglądając się mu z wahaniem. Ha. Miał zamienić z nim słówko! Tylko ciekawe jakie...
Kiedy tak wpatrywali się w siebie w milczeniu, do Naruto dotarło, że Sasuke również wyglądał na lekko niepewnego. To dziwne w sumie, bo sam zagadał, a teraz najwyraźniej nie za bardzo wiedział co powiedzieć.
— Wiesz — zaczął jednak w końcu Uchiha, uśmiechając się przy tym lekko. — Nigdy nie byłem za dobry w rozmowach. Zwłaszcza z niektórymi ludźmi.
— Ja też — powiedział Naruto, kiwając przy tym głową. Właściwie to miał problem z jedną, konkretną osobą. I to ona właśnie patrzyła na niego tymi swoimi cudnymi, czarnymi ślepiami. Wtedy do Uzumakiego dotarło, że może nie ma sensu za dużo rozmawiać i że obiecane słówko już właściwie z siebie wydukał. Przyszedł czas działać. Zwłaszcza, że kuźwa, w końcu trzeba było zakończyć te cholerne podchody i Naruto po prostu musiał jakoś określić ich stosunki. — Zawsze wolałem czyny od słów.
A to, że owe „stosunki” Uzumaki widział w jednych, konkretnych barwach, spowodowało, że zaraz sapnął pod nosem i nie czekając na reakcję drugiego mężczyzny, wepchnął go do jednej z przymierzalni, jednocześnie atakując jego usta swoimi.
W końcu.

***

Sasuke smakował... miętą. Miętą i czymś jeszcze, czego Naruto nie był w stanie aktualnie określić, ale co powodowało, że wręcz kręciło mu się w głowie. A może chodziło bardziej o to, że po chwilowej dezorientacji, w której Uzumaki przycisnął swoje wargi do tych Uchihy, Sasuke jakby... eee...
No cóż, w pierwszej sekundzie — kiedy jeszcze drzwiczki przymierzalni nie do końca się za nimi zamknęły — Naruto pomyślał, że w najlepszym wypadku mężczyzna odepchnie go albo trzaśnie po twarzy. A w najgorszym... No, nawet nie chciał tego roztrząsać. Jednak Sasuke, zaraz po tym jak został wepchnięty do małej przestrzeni, a Uzumaki się od niego oderwał... Uśmiechnął się.
Naruto nie miał za dużo czasu wpatrywać się w ten cudowny, idealny wręcz wyraz twarzy. Bo zaraz Uchiha nachylił się nad nim i sam zainicjował pocałunek. Uzumaki jęknął wewnętrznie, zaciskając kurczowo oczy, czując jak język Sasuke nawilża jego wargi. Jak wkrada się w usta, aby bez większych skrupułów badać ich wnętrze. Mruknął, wplatając palce w ciemne kosmyki, aby przyciągnąć twarz mężczyzny do pogłębienia pocałunku.
To było zdecydowanie lepsze niż wszelkie wymysły jego wyobraźni. O tak! Czuć lekko szorstkie wargi na swoich. Czuć zapach Sasuke i jego smak! Jego dłonie na plecach oraz bijące od mężczyzny ciepło.
— Właściwie — powiedział Sasuke, gdy się w końcu od niego oderwał, aby zaczerpnąć powietrza — to chciałem cię zaprosić na kawę.
Naruto parsknął prosto w jego usta. Wciąż trwali w lekkim uścisku, bo Uchiha jakoś nie śpieszył się z zabraniem rąk z jego pleców, a on też jakoś nie miał ochoty wyplątywać palców z czarnych włosów.
— Nie mogłeś tego zrobić przed tym, jak uraczyłeś mnie opisem masażera prostaty?
Sasuke nieco spochmurniał.
— Spanikowałem.
— Co?
— Nie wiedziałem jak zagadać.
— Rada na przyszłość: masażer prostaty to nie jest dobry przedmiot do rozmów, jeżeli chcesz kogoś wyrwać.
— Czy ja wiem? Patrząc na to, w jakiej sytuacji się właśnie znajdujemy?
Uzumaki ponownie parsknął śmiechem.
— No skoro tak stawiasz sprawę...
Okazuje się, że czasami poddanie się pewnym pokusom jest nawet skuteczniejsze, niż używanie słów. Tak. Zdecydowanie skuteczniejsze.

***

… is to yield to it.*

***

*Jedynym sposobem pozbycia się pokusy jest uleganie jej.
Oscar Wilde — Portret Doriana Graya

niedziela, 22 maja 2016

Na granicy fiksacji

Dziękuję jeszcze raz za komentarze i zapraszam na część kolejną. Betowała AKARI! ♥ ♥ ♥

***

X

Strażnik potrafił kochać miłością prawdziwą. Jednak strażnik kochał też szalenie. Obsesyjnie i zazdrośnie. I ostrzegł o tym mędrzec byty przez siebie stworzone, aby uczucia swe na wodzy trzymały, bo konsekwencje źle ulokowanych odczuć tragiczne w skutkach być mogły.
Jednak czymże były jego słowa, wobec nieokiełznanego uczucia miłości?


Naruto jęknął z frustracji, jednocześnie przywalając głową w blat stołu przy którym aktualnie siedział.
Świrował. Po prostu świrował.
Och. Nie z powodu lisa i dziwnych machlojek z próbami przejęcia jego ciała, tylko tak… po prostu. Świrował zamknięty w czterech ścianach, raz po raz odczytując zapiski z którymi przyszło mu się zapoznać. Nie ogarniał całej tej pisaniny i miał serdecznie dosyć babrania się w tekstach. I to właściwie przez to dochodziło do jego świrowania.
Bo na cholerę mu znajomość notatek z których dowiadywał się jakiś głupot, ponoć mających miejsce wieki temu. W jego mniemaniu były to zwykłe bajki, banialuki i wyssane z palca brednie, które tylko powodowały, że marnował czas na ich czytanie, a nie… a nie robił coś ważniejszego, no!
Gapił się na swojego kochasia?
Jęknął ponownie, na chwilę podnosząc — i tak już bolącą — głowę i zaraz ponownie przywalając nią w blat. Tak. Idealne wyczucie na lisie docinki. Jak zawsze.
Najgorsze było to… (znaczy, najgorsze w tej chwili, a nie, że tak ogólnie, bo marudzenie demona wciąż plasowało się na pierwszym miejscu), że właściwie musiał siedzieć w tych papierach. Aktualnie nie było dla niego innego zajęcia w tym całym grajdole. No więc siedział. I czytał. Raz po raz zmęczonym, zirytowanym spojrzeniem studiował smukłe litery napisane przez Czwartego, coraz bardziej się złoszcząc, że nie odkrywa niczego, co mogłoby im się przydać. Jednocześnie wyczekiwał momentu, kiedy Sasuke wetknie głowę do pomieszczenia i oznajmi wypranym z emocji głosem:
— Idziemy?
Tak. Tak jak właśnie w tej chwili.

***


Sasuke naprawdę wziął sobie do serca zalecenia Tsunade i, mimo że niekoniecznie pasowało mu takie bratanie się z ludźmi z akademii, to jednak nie przeciwstawiał się i w każdym spotkaniu ze znajomymi brał udział. A Naruto widział, że Uchiha wolałby jednak zaszyć się w swoim domu. Nie miał pojęcia skąd, ale wiedział. Mimo to Sasuke wydawał się czasami nawet w miarę dobrze bawić podczas tych wieczorów i właściwie to on ustalał wyjścia. Chociaż może „bawić” to było nieco naciągane określenie. Bardziej… no nie przeszkadzały mu po prostu te wypady.
Swoje odczucia mężczyzna najwyraźniej zepchnął na drugi plan i robił to wszystko mając na względzie dobro Uzumakiego. I, psia mać, trzeba było przyznać, że jego działania były nad wyraz skuteczne, bo Naruto, mimo początkowej niechęci, szybko powrócił do bycia dawnym sobą, lgnącym do przyjaciół i szczęśliwym z samego faktu, że ma sposobność przebywać z innymi ludźmi.
Chociaż jedno zdecydowanie się zmieniło.
Bo lgnięcie lgnięciem, ale Uzumaki wiedział, miał tę stuprocentową pewność, że każdego wieczoru wybije godzina, kiedy znowu z Sasuke będzie sam na sam. W jego mieszkaniu. W kojącej ciszy i równie kojącym towarzystwie mężczyzny, który nie narzucał się, a po prostu był. Przy nim.
Jasne. Naruto chętnie dawał się wyciągać na spotkania, bo obecność znajomych naprawdę pozwalała mu nie myśleć o własnych problemach i o tym, że nic z ich poszukiwań nie idzie po jego myśli. Ale równie chętnie wracał. By w zaciszu uchihowej rezydencji mieć Sasuke tylko i wyłącznie dla siebie. Nawet jeżeli oznaczało to, że po prostu przez długie minuty będą siedzieć na drewnianym tarasie, chliptać kawę i słowem się do siebie nie odezwą.
W każdym razie, wszystko było w porządku, póki Sasuke był blisko.
No właśnie.

***

— Hę? — Naruto zamrugał, nie będąc pewnym, czy właściwie dobrze wszystko usłyszał. Miał szczerą nadzieję, że nie.
— Misja.
— Załapałem, że misja — żachnął się. Początkowe zdziwienie zamieniło się w lekką irytację. — Nawet załapałem, że Sasuke misja. Tylko niekoniecznie rozumiem, dlaczego samotna misja i dlaczego ma być wykonana akuratnie przez Uchihe. Nie, żeby coś, ale moim skromnym zdaniem, ze względu na lisa oczywiście, nie powinniśmy zbytnio się rozdzielać.
— Ze względu na lisa, mówisz? — Na ustach Hokage pojawił się krzywy uśmiech, który ni jak się Uzumakiemu nie spodobał.
— Oczywiście — postanowił twardo trzymać się swojego stanowiska. — Lisa.
— Niech ci będzie — skapitulowała kobieta. — W każdym razie tak. Sasuke czeka samotna misja. I chociaż zdaję sobie sprawę z tego, że lepiej by było, abyście trzymali się razem, to jednak w tym przypadku… jesteśmy zmuszeni…
— My?
— Owszem. Ja i Uchiha. Sytuacja wymaga, żeby ruszył w teren. Samotnie — zaakcentowała ponownie, patrząc na Naruto znacząco. Na co ten skrzywił się wyraźnie.
Od początku wiedział, że święci się coś ciulowego. Od kiedy tylko Sasuke oznajmił mu z rana, że muszą się udać do Tsunade. Zaraz jak się znaleźli pod gabinetem Hokage, został poinstruowany przez przyjaciela, że ta rozmowa musi się odbyć w cztery oczy, więc on niech sobie poczeka, póki łaskawie go nie zawołają.
Pogadanka Uchihy z Tsunade trwała dobre dziesięć minut i Naruto za cholerę nie był w stanie nic podsłuchać. Co jeszcze bardziej go irytowało. W każdym razie, po tym czasie został wpuszczony do gabinetu i zaraz na wstępie Hokage oznajmiła mu, że Sasuke zostaje wysłany na misję.
Tak. SAM. Bez niego.
W pierwszej chwili poczuł się wyjątkowo… źle. Myśl o tym, że Uchihy przy nim nie będzie, podziałała na niego dosyć paraliżująco, więc przez sekundę czy dwie nie był w stanie wydusić z siebie słowa. Później wyraził swoje oburzenie. A teraz, będąc pod twardym wzrokiem przywódczyni wioski i czując na plecach wwiercające się, palące spojrzenie czarnych oczu, stwierdził, że chyba w sumie nie powinien… reagować tak dziko.
Jeszcze taki Sasuke sobie, nie daj Boże, coś pomyśli, czy coś.
— No dobra — odetchnął. — Sasuke ma misję. Super. Co ja więc tu robię, skoro to jedyny temat?
— Bo to trzydniowa misja.
Oł.
Zagryzł usta, próbując nie dać po sobie poznać, że ta informacja wyjątkowo mu się nie podoba. Zaraz jednak zbeształ się w myślach. To przecież nie tak, że musi mieć Uchihe przy sobie dwadzieścia cztery godziny na dobę! Fakt faktem, ostatnimi czasy naprawdę tak było i spędzali, jak nie ze sobą, to w swoim pobliżu cały czas, ale no… No. Nie musi, no!
— No i? — zapytał w końcu.
— No i pytanie, czy sądzisz, że w razie czego uda ci się przetrzymać lisiego demona w ryzach samemu przez ten czas.
— Oczywiście — odpowiedział błyskawicznie. Dopiero po chwili stwierdził, że nie jest wcale tego aż tak pewien. Zaraz jednak tchnęła go inna myśl, a w jego głowie zakiełkowało ziarenko podejrzenia. — Zaraz. Ta misja ma coś wspólnego z Kyuubim?
— Cóż…
— Skoro tak, to dlaczego nie mogę w niej uczestniczyć?
— A to, że tak powiem, guzik powinno cię obchodzić. Nie możesz i już. Nikt nie może. Oprócz Sasuke, oczywiście.
— Bezsensu! Ja przecie… — zamilkł gwałtownie, kiedy poczuł na ramieniu dłoń Uchihy, który jeszcze przed chwileczką stał gdzieś za nim. I teraz jakoś tak bezdźwięcznie znalazł się tuż obok niego.
— Odpuść — powiedział jedynie mężczyzna, kręcąc lekko głową. — Naprawdę.
— Ale… — zaczął z oburzeniem, jednak widząc grobową minę przyjaciela odpuścił. — W porządku — burknął w końcu i znowu spojrzał na przywódczynię wioski.
— Więc? Myślisz, że się uda? — ponowiła pytanie kobieta.
— Nie wiem — odpowiedział szczerze. — Niby demon aktualnie siedzi w miarę grzecznie i nawet za dużo nie psioczy. Więc… raczej tak.
— Raczej?
— Och, no wybacz, że nie mogę dać stuprocentowej pewności, że Kyuubi nagle czegoś nie odwali — sarknął. — A na dobrą sprawę, mamy jakiś wybór?
Pytanie pozostało bez odpowiedzi.

***

Nie zdradzono mu żadnych szczegółów poza tym, że Sasuke ma wyruszyć już następnego dnia z samego rana, i że nie będzie go przez równe trzy dni. Chyba że oczywiście coś się skomplikuje, wtedy cała ta dziwna misja potrwa dłużej.
Naruto sam nie potrafił określić, czy bardziej wkurza go to, że nic na temat tej nagłej wyprawy właściwie nie wie, czy to, że on sam niekoniecznie dobrze przyjmuje do siebie informację, że Uchiha na jakiś czas opuści jego marny żywot. Sam sobie próbował wytłumaczyć, że to tylko chromolone trzy dni, a nie Bóg wie ile i że, hej, to przecież nic takiego no! Nie wiedział, kiedy tak cholernie mocno uzależnił się od obecności przyjaciela i chyba nieco zaczynało go to uzależnienie przerażać. Bo przecież… to nie było normalne. Dlatego próbował zmusić się do jakiś bardziej ogarniętych reakcji, czyli właściwie do olania tematu. Byli shinobi, misje się zdarzały, a Sasuke nie musiał przecież być przy nim non stop.
I nawet mu to przekonywanie samego siebie, że nie powinien reagować aż tak źle, wychodziło przez jakiś czas. Jednak kiedy nastał poranek, a on zwlekł się ze swojego futonu, zmarnowany i zmęczony kolejną marnie przespaną nocką, w brzuchu ciążyło mu nieprzyjemne uczucie niepokoju.
Sasuke wciąż najwyraźniej spał, a przynajmniej nie wynurzył się jeszcze ze swojego pokoju, więc Naruto niemalże machinalnie wstawił wodę w czajniku i zaczął przygotowywać kawę oraz śniadanie. Po niedługim czasie Uchiha, lekko zaspany, pojawił się w kuchni, gdzie po krótkim „bry” usiadł przy stole i zanurzył nos w kubku z kawą.
Śniadanie spożyli w ciszy. Każdy pogrążony we własnych myślach.
Te Naruto skupione były przede wszystkim na tym dziwnym uczuciu ciążącym mu w brzuchu, mówiącym, że ta durna misja jest wyjątkowo kretyńskim pomysłem. W tym samym czasie mózg Uzumakiego usilnie próbował go przekonać, że wkręca sobie dziwne rzeczy i przecież nic złego się w ciągu tych trzech dni nie stanie. Sam nie wiedział czemu wierzyć. Z sekundy na sekundę był coraz bardziej pochmurny.
Niemrawo przeżuwał swoją kanapkę, podczas gdy Sasuke już dawno się posilił i właśnie zabierał się za dopakowywanie prowiantu do plecaka, który ze sobą wcześniej przytaszczył.
— Dobrze się czujesz?
— Hm? — dopiero po dłuższej chwili dotarło do niego, że Uchiha coś powiedział.
— Pytam, czy się dobrze czujesz.
— Oczywiście — burknął. — Czemu miałbym nie czuć się dobrze?
— Blado wyglądasz. Może…
— Co?
— Może jednak nie powinienem cię zostawiać?
Paradoksalnie, po tych słowach Naruto poczuł… złość. Bo, cholera, ile on miał lat, żeby ktoś się nim tak strasznie musiał przejmować?! Nawet jeśli to przejmowanie się wynikało po prostu z szaleństw dziewięcioogoniastej bestii, to i tak nieco urażało Uzumakiego. Nawet trochę bardziej niż „nieco”.
— Nie musisz robić ze mnie cioty, która sobie bez ciebie nie poradzi, wiesz? — warknął, mrużąc gniewnie oczy. O tak. Był zły. — Wyobraź sobie, że większość życia dawałem sobie radę sam. Więc…
— Wiesz, że nie o to mi chodziło — przerwał mu Sasuke. — Po prostu demon…
— Demon ma się świetnie, z tego co mi wiadomo. Przekazać pozdrowienia?
— Naruto — w głosie Uchihy pojawiły się ostrzegawcze nuty.
— Co? — sapnął. — Idź już sobie po prostu, a nie chrzanisz trzy po trzy. Skoro to taka ważna misja, że musisz ją wykonać niezwłocznie i taka tajna, że nie możesz mi zdradzić szczegółów, to po co drążyć temat?
— To pomoże z lisem!
— Cudownie. Zapewne dziewięcioogoniasty się ucieszy z twojej atencji. Jak już wspominałem, ja czuję się świetnie.
— Naprawdę wolałbym zostać.
Jak gwałtownie się zirytował, tak też nagle Naruto oklapł. Złość wyparowała z niego momentalnie, zwłaszcza, że właśnie w oczach przyjaciela ujrzał… troskę. Zwykłą troskę, niepodszytą żadnym innym uczuciem. Sasuke wpatrywał się w niego intensywnie, najwyraźniej szukając jakiegokolwiek argumentu na to, żeby faktycznie nie musieć ruszać się z wioski.
Westchnął ciężko, przymykając jednocześnie powieki, żeby chociaż w ten marny sposób odgrodzić się od tego prześwietlającego spojrzenia. Boże. Dlaczego to wszystko było takie… takie… pogmatwane? Dlaczego on sam nie potrafił w tej chwili nawet ogarnąć swoich własnych uczuć i warczał na Sasuke chyba tylko po to, żeby jakoś zamaskować swój… niepokój?
— Sorry — wydukał w końcu, wciąż nie otwierając oczu. Głos zatrząsł mu się lekko, chociaż sam nie do końca wiedział z jakiego powodu. — Po prostu… — sapnął. — Wszystko okej. Naprawdę. Po prostu wstałem lewą nogą. — Uśmiechnął się niemrawo.
— Na pewno?
Naruto wzdrygnął się niekontrolowanie, gwałtownie otwierając oczy. Z ledwością powstrzymał się od zdumionego sapnięcia.
Bo oto twarz przyjaciela znajdowała się zaledwie kilka milimetrów od jego własnej. Na tyle blisko, że Uzumaki mógł dostrzec jasne plamki czające się w czarnych tęczówkach. Tak blisko, że Naruto czuł bijące od drugiego ciała ciepło i chyba z tego względu wszystkie dręczące go dotychczas myśli rozpierzchły się momentalnie, pozwalając aby tylko jedna pozostała w głowie.
Sasuke ma piękne oczy.
— Ja… noo — wydukał w końcu, nie za bardzo wiedząc co takiego chce powiedzieć, jednak wypadałoby cokolwiek wydusić na zadane pytanie. Szkoda tylko, że jego mózg najwyraźniej stwierdził, że czas najwyższy udać się na wakacje.
— Masz czerwone policzki — oznajmił Uchiha, nie odsuwając się wciąż i mrużąc podejrzliwie oczy. Jego ciepły oddech owiał twarz Naruto, co ni jak nie pozwoliło Uzumakiemu jakoś bardziej się ogarnąć. Wręcz przeciwnie. — Nie masz gorączki?
Nie zdążył zaprzeczyć. Zdecydowanie nie miał gorączki, mimo tego, że w tej chwili — och, czuł to! — cała jego twarz przybrała kolor dojrzałego pomidora. W każdym razie: nie zdążył zaprzeczyć. Bo kiedy już zabierał się za wyciśnięcie z siebie jakiegoś, nieco spanikowanego, „NIE!”, ręce przyjaciela delikatnie ujęły go za twarz i pociągnęły lekko do przodu, żeby zaraz ich czoła się lekko dotknęły.
Naruto miał wrażenie, że świat się zatrzymał.
Szeroko otwartymi oczami wpatrywał się w twarz przyjaciela. W jego, aktualnie nieruchome, oczy. Które wciąż intensywnie wlepiały się w jego własne, powodując, że Uzumaki czuł, że kolor który właśnie zdobił jego twarz zamienia się w cudownie ceglane bordo.
Pocałuje… mnie?
— Nie masz — odpowiedział sam sobie Uchiha, odsuwając się od niego gwałtownie.
Naruto z ledwością powstrzymał jęk zawodu. I dopiero po chwili sobie uświadomił co za bzdurne myśli krążyły mu po głowie.
— Mówiłem, że wszystko okej — oznajmił i zaśmiał się sztucznie, próbując zamaskować swoje zakłopotanie. — I serio, idź już. Ze mną wszystko będzie dobrze. Poradzę sobie z tym lisim pchlarzem, cokolwiek by nie wywinął.
— W porządku — powiedział Sasuke, po chwili ciszy w której znowu wlepiał w Uzumakiego to uważne, lustrujące spojrzenie, pod którym Naruto czuł się wyjątkowo… niekomfortowo. Jakby ktoś, cholera, zaglądał mu prosto do mózgu! — W porządku — powtórzył mężczyzna. I po niedługiej chwili faktycznie wyruszył, zostawiając go w kuchni własnego mieszkania.
Samego.
Skołowanego.
Po kilki minutach takiego bezczynnego siedzenia i wgapiania się w ścianę, Naruto nie był taki pewien czy faktycznie wszystko będzie „w porządku”.

piątek, 1 kwietnia 2016

Na granicy fiksacji

Dziękuję za komentarze wszelakie i zapraszam na część kolejną! Tekst przed publiszem ogarniała AKARI <3.

***

IX

Dosyć szybko znowu pogrążyli się w rutynie, jaka towarzyszyła im przed ostatnim lisim atakiem. Nocne pobudki i picie kawy o ekstremalnych godzinach ponownie wróciły do ich życia. Tak samo jak i Sasuke wrócił do swojej sypialni, czy też po prostu: zaniechał nocnych wizyt w pokoju, w którym przyszło gościć Uzumakiemu. Wróciły również, co było do przewidzenia, senne wizje po których Naruto budził się gwałtownie, wymęczony i rozchwiany emocjonalnie. Z głową bolącą od rechotu lisa i z szalejącymi myślami, skupionymi na tym jak Sasuke dotykał go. Całował. Pieścił.
Dni wypełniały im poszukiwania metody na złamanie pieczęci chroniącej dane, które są zapisane na tablicach stworzonych przez przodków klanu Uchiha i oczekiwaniach na informacje od Hokage na temat badań prowadzonych przez Namikaze. Działali w kierunku ujarzmienia lisiego demona, jednak, ku rozczarowaniu Uzumakiego, ich prace słabo posuwały się do przodu. Mimo że podczas tych wielogodzinnych przesiadywań, ze strony Uchihy dało się słyszeć od czasu do czasu tryumfalne pomruki.
W trakcie jednego z popołudni wypełnionych poszukiwaniami, Sasuke zarządził koniec wiele godzin wcześniej niż mieli to w zwyczaju.
— Dlaczego? — Naruto przez chwilę spoglądał na niego podejrzliwie zza studiowanego właśnie zwoju.
— Wychodzimy.
— Hę?
— Spotkanie ze znajomymi. — Uchiha wzruszył ramionami.
— Co: spotkanie ze znajomymi?
— Nie pamiętasz zaleceń Tsunade? — zapytał, wstając z klęczek. — Masz się nie izolować.
— Ja… przecież… wcale… — zaczął się buntować, niekoniecznie wiedząc właściwie przeciwko czemu w sumie się buntuje. — No ej, no!
— No co?
— I, że co, że niby my razem, teraz mamy… co właściwie?
— Wyjść. Do ludzi.
Na to Naruto nie miał odpowiedzi. No może oprócz jednej.
— Ale ja nie chcę! — stwierdził butnie.
— Jaka szkoda — Sasuke uśmiechnął się złośliwie — że właściwie nie masz w tej kwestii nic do gadania.

***

Naruto dziwił się aktualnie dwóm rzeczom. Po pierwsze temu, że aż tak bardzo sam nie miał najmniejszej ochoty wyściubiać nosa z rezydencji Uchihy. Przez te wszystkie lawiracje związane z lisem, naprawdę odizolował się od innych ludzi i jakoś nie było mu tęskno do zmiany tego stanu rzeczy. W całym wariactwie jakie zagościło w jego życiu, nawet nie było czasu, żeby myśleć o czymś tak przyziemnym jak spotkania z przyjaciółmi. Więc teraz… Po prostu ciężko mu było do tego wrócić.
Drugą rzeczą, której się dziwił, było to, że to właśnie Uchiha zarządził wyjście. Tak, ten sam Uchiha, który przecież od ludzi stronił ZAWSZE i w ogóle raczej mało kiedy można go było ujrzeć w towarzystwie kogokolwiek.
Rozkaz. Rozkaz. Pieprzony rozkaz.
Naruto zmarszczył brwi, słysząc pod czaszką lisie marudzenie. Skroń zakuła go boleśnie.
— Hę? — mruknął nieco nieprzytomnie.
Rozkaz. Powtórzył Kyuubi, ze złośliwą uciechą słyszaną w głosie. No przecież nie chodzi o ciebie.
Uzumaki zacisnął wargi.
Czy Dziewięcioogoniasty miał racje? Cóż… zapewne. I chociaż na co dzień takie myśli Naruto starał trzymać od siebie jak najdalej, tak rzucone znienacka słowa wyjątkowo trafnie wwiercały się w jego świadomość. Jednak nie było mu dane długo nad tym rozmyślać.
— Gotowy? — Głos Sasuke rozbrzmiał z korytarza, skutecznie odwracając uwagę Uzumakiego od lisiego marudzenia.
— Yhm — mruknął. — Już!

***

Później Naruto dziwił się jeszcze bardziej. Bo w barze było mnóstwo znajomych twarzy i wszyscy właściwie zachowywali się nad wyraz normalnie. Nie wiedział w sumie ile wiedzą na temat jego ostatnich… problemów. I czy w ogóle cokolwiek wiedzą. W każdym razie, Uzumaki zdawał sobie sprawę z tego, że nie miał z nimi kontaktu przez długi czas, więc spodziewał się, że dzisiejsze wyjście będzie totalną klapą, że będzie drętwo i w ogóle, że przez większość czasu będzie czuł się nie na miejscu.
A jednak było zupełnie odwrotnie.
Przywitał ich serdeczny opierdziel ze strony Kiby, który zrugał Naruto za nagłe zaginięcie z życia towarzyskiego Konohy. I potem jakoś tak wszystko… poszło naturalnie. Bez wymuszonej uprzejmości, po prostu wszyscy zachowywali się, jakby tych dni izolacji Uzumakiego w ogóle nie było.
To z jednej strony było naprawdę miłe. Jednak z drugiej…
Z drugiej jasno wynika, że równie dobrze by cię mogło nie być.
Potrząsnął głową, starając się nie skupiać na prawionych przez lisa złośliwościach. I w trakcie tego potrząsania zauważył, że ciemne oczy, mimo tego, że Sasuke był zajęty rozmową, zerkają na niego czujnie.
Pilnuje cię, pilnuje.
— Och, zamknij się — burknął do siebie, chwilowo tracąc dobry humor.
— Co? — stęknął, siedzący obok niego Choji.
— Nic, nic — uśmiechnął się do niego uspokajająco. Nie miał zamiaru dać się stłamsić marudzeniu Kyuubiego. Nie dzisiaj. Tak więc reszta wieczoru minęła w spokojnej, wesołej atmosferze, przy wspominkach starych dobrych czasów, piwie i ogólnie dobrym humorze.

***

Najdziwniejszy w tym całym spotkaniu okazał się być Sasuke. Taki… NORMALNY, wyjątkowo uczłowieczony Sasuke, który nie aż tak bardzo stronił od ludzi, i który pozwalał się wciągać w rozmowy, odpowiadając taktownie na zadawane pytania i nawet od czasu do czasu pozwalający sobie na skrzywienie ust w delikatnym uśmiechu. Och, no jasne, w dalszym ciągu był sobą, tyle, że takim… bardziej ludzkim.
Właśnie tego wieczoru Naruto odkrył, że przegapił moment w którym przyjaciel odzyskał spokój.
Pamiętał, że lata temu, kiedy ich drogi rozeszły się na długi, długi czas, Sasuke był rozdarty. Pamiętał, jak pałał chęcią dokonania zemsty na bracie, jak rozpamiętywał masakrę mającą miejsce w dzielnicy jego klanu. Pamiętał jego nieustanne dążenia do zdobycia mocy, umożliwiającej wyznaczenie sprawiedliwości osobie odpowiedzialnej za śmierć jego rodziny.
Pamiętał ich walkę w Dolinie Końca.
Pamiętał jego czarne oczy, zbyt poważne jak na tak młody wiek. Zbyt zmęczone tym co zdołały już w życiu zobaczyć. Wypełnione jedynie gorącym pragnieniem zemsty.
I pamiętał również obojętność. Bo wtedy, w Dolinie Końca, dla Uchihy wszystko przestało się liczyć, oprócz chęci pozyskania odpowiedniej siły. I walka z Naruto była dla niego jednym z pierwszych kroków w tym kierunku.
Pamiętał, że bolało. Właśnie ten obojętny wyraz twarzy, ten brak emocji i deklaracje, że Sasuke właściwie ma gdzieś swoją własną przeszłość w Wiosce Liścia, a tym samym wszystkich swoich znajomych. W tym Naruto, który przecież przez kolejne lata ganiał za nim, nie dając sobie wmówić, że nie uda mu się sprowadzić przyjaciela do wioski. Że sprawi, że ten cholerny dureń przejrzy na oczy i wszystko będzie tak jak dawniej. Pamiętał, że to wtedy świadomie sięgnął po moc Dziewięcioogoniastej bestii, obnażając się tym samym przed nią ze wszystkich emocji. Tamtego dnia było to czyste przygnębienie i smutek.
Pamiętał również późniejsze spotkania, podczas których został wielokrotnie zraniony, zarówno psychicznie, jak i fizycznie. A potem, nagle, po wielu latach, Sasuke po prostu wrócił. Najwyraźniej zdobywając cel jaki przed sobą postawił i tym samym osiągając spokój, do którego aktualnie Naruto było bardzo daleko. Wrócił, pokonawszy Orochimaru i właściwie to było na tyle co wiedział Uzumaki. Bo zaraz też po jego powrocie zaczęły się dziksze nagabywania lisa i odważniejsze próby przejęcia jego ciała.
Dlaczego? Dlaczego akurat wtedy dziewięcioogoniasta bestia zaczęła wykazywać większą aktywność?
Naruto nie wiedział. A lis odpowiadał mu jedynie zjadliwym śmiechem.

***

Kolejne dni mijały. Do poszukiwań sposobu rozszyfrowania pieczęci i oczekiwań na wieści od Hokage, dołączyły stosunkowo częste spotkania ze znajomymi. Życie Naruto w pewnych aspektach stało się dosyć stabilne, mimo dzikich nocnych wizji czy dziennego lisiego marudzenia. A ta odrobina stabilności jak najbardziej mu odpowiadała, więc chwytał się jej kurczowo, z niejakim optymizmem patrząc w przyszłość.
I nawet mu się to optymistyczne nastawienie sprawdziło, bo nastał w końcu poranek, podczas którego w progach uchihowego domu pojawił Konohamaru ze stertą zwojów od Hokage. Tylko jakież było zdziwienie Naruto, gdy w końcu zapoznał się z ich zawartością.
Sasuke zastał Uzumakiego ślęczącego nad jednym z papierów w kuchni, z wystygłą kawą podstawioną pod nos, zgarbionymi plecami i oczami wbitymi w nakreślone na zwoju literki. Obowiązkami nad swoimi badaniami mężczyźni podzielili się w taki sposób, że Uchiha kontynuował męczenie sposobu odszyfrowania klanowych tablic, a Naruto wziął na siebie zaznajamianie się z treścią notatek czwartego Hokage. I aktualnie mu się takie rozwiązanie nie podobało, bo tak niekoniecznie łapał co czyta. Znaczy… łapał. Chyba. Trochę.
Ale jakoś ten czytany tekst nie za wiele mu rozjaśniał w głowie, a przecież dzięki notatkom Czwartego miał się czegoś dowiedzieć o lisim demonie, psia mać! A nie, że siedzi i czyta… czyta… no głupoty, no!
— Bez sensu — burknął do siebie, ledwo rejestrując fakt, że w kuchni nie znajdował się już sam.
— Hm? — mruknięcie mężczyzny, aktualnie stojącego przy blacie i nastawiającego wodę, wyrwało Uzumakiego z własnych rozmyślań. — Kawy?
— Poproszę. A bez sensu — dodał wskazując na leżącą przed nim dokumentację — są te świstki.
— Zapiski Czwartego? — Uchiha zerknął na niego, unosząc jedną z brwi. — Co niby z nimi jest nie tak?
— Bo to nie są zapiski! — jęknął Naruto, podnosząc jeden z papierów i machając nim z irytacją. — To jakieś… jakieś bajki durne, no!
— Bajki.
— TAK. CHROMOLONE BAJKI!
— Bajki czy może legendy?
— Nie sądzisz, że to jeden pies?
— W legendach ponoć zawsze tkwi ziarno prawdy. — Sasuke wzruszył ramionami. — Tylko trzeba umieć je odpowiednio odczytać.
— Sugerujesz, że nie umiem składać literek?
— Sugeruję, że patrzysz na to wszystko zbyt powierzchownie — odpowiedział poważnie. — Przeczytaj którąś.
Przez sekundę czy dwie Naruto wpatrywał się w postać mężczyzny, który usiadł właśnie na krześle naprzeciw niego, z wyraźną podejrzliwością. Zdusił jednak chęć warknięcia czegoś głupiego w ramach odpowiedzi, westchnął ciężko i z małego stosu wygrzebał zwój oznaczony pierwszym numerem. Zaczął czytać.

***

Mędrzec ze zmęczeniem i smutkiem patrzył na rosnące w świecie skupiska złych emocji. Na lęk, na wstyd i gniew wśród pierwszych shinobi się szerzące, które pchały ludzi ku czynom dalekim od chwalebnych. Które stawiały brata naprzeciwko bratu, dzieci przeciwko rodzicom, które z przyjaciół czyniły wrogów i przez które zrywano wszelakie więzi.
Widząc więc, że pod natłokiem tych odczuć wojownicy i ich klany wybijają się wzajemnie, poszukując mocy do własnego przetrwania, wziął Mędrzec i zebrał negatywną energię w jedno skupisko, aby następnie podzielić ją na części, które pod odpowiednie piecze trafić miały.
Trzech strażników więc z lęku towarzyszącego ludziom powstało, lęku objawiającego się niepokojem, napięciem i oczekiwaniem najgorszego. Trzech kolejnych ze wstydu zlepiono. Z toksycznego uczucia własnej ułomności, przeświadczenia o przegranej oraz bezwartościowości. Trzech ostatnich strażników zrodziło się z gniewu. Z narastającej frustracji i złości. Z wszechobecnej agresji.
Po trzech strażników z trzech emocji więc stworzył Mędrzec.
Każdy z jasnym zadaniem mu przyświecającym, aby nad swą częścią negatywności panować i do uwolnienia jej nie dopuścić. I tak nastał pokój wśród shinobi. Dzięki Mędrca interwencji, świat mógł na przód przeć, wolnym będąc od negatywnych emocji. Więc nastały lata świetności i wspaniałości o których po dzień dziś mówić z dumą możemy. Bo z klanów niegdyś zaciekle ze sobą walczących, do dziś przetrwały wioski przez ich przywódców budowane i zarządzane z rozwagą i mądrością.


***

— I tak mniej więcej wygląda też reszta. — Naruto przerwał czytanie tekstu. — Czyli bajki.
— Albo zapiski z pierwszych lat istnienia shinobi.
— Ach, no tak. Bełkot o emocjach zapewne ma z tym wiele wspólnego. Oczywiście. — Skrzywił się. Zupełnie to do niego nie przemawiało. — Zwykłe banialuki.
— Niekoniecznie. — Sasuke wstał, żeby zalać kawę gorącą wodą. — Nie sądzisz, że dziewięciu strażników to najprawdopodobniej jinchuuriki?
— Ja nawe…
Głośny rechot lisa spowodował nagły, ostry ból, sprawiający, że Naruto zamilkł gwałtownie, jednocześnie przymykając oczy. Nie wiedział co też spowodowało taką wesołość demona, ale chyba nawet nie chciał wiedzieć.
— No. Może — mruknął w końcu, masując skroń, jednak dziki śmiech wcale nie chciał ucichnąć, a ból zniknąć. — Ale nawet jeśli, to wiedza z tych zapisków na niewiele nam się przyda, nie?
— Być może.
Naruto uchylił powieki, żeby zerknąć na przyjaciela, kiedy do jego uszu dotarł stuk stawianej na stole kawy. Przez sekundę miał wrażenie, że widzi w jego oczach coś na kształt… troski? A może smutku?
Wzbudzasz litość?
Ciemne spojrzenie przeniosło się zaraz na rozłożony na stole świstek. Wąskie brwi zmarszczyły się wyraźnie, kiedy mężczyzna dojrzał na nim coś, co najwyraźniej wzbudziło jego zainteresowanie.
— Tam w rogu — wskazał palcem na rozwinięty zwój. — Jest coś dopisane?
Naruto podążył wzrokiem na wskazywane przez Uchihe miejsce. Faktycznie. Na skraju papieru ktoś nabazgrał coś nieco niechlujnym, pochylonym pismem. Zupełnie jakby były to rzucane na szybko myśli, zapisywane naprędce, byleby ich nie zapomnieć. Nachylił się nad zwojem, jednocześnie mrużąc oczy.
Kiedy budzą się strażnicy? — odczytał z trudem krótką notatkę. — Pod wpływem silnych emocji. — Przerwał na chwilę, nie mogąc rozszyfrować kolejnych zdań. — Kiedy ...zgs… nie. Kiedy zyskują najwięcej? Gdy odradzają się z przeciwności.
Oderwał spojrzenie od tekstu i spojrzał z niezrozumieniem na Sasuke, który wyglądał na równie skonfundowanego co on sam.
— Załapałeś coś z tego? — zapytał mimo wszystko.
Uchiha pokręcił głową.
— No — westchnął Uzumaki. — To cudownie.
Kurwa.

***

wtorek, 15 marca 2016

Na zdrowie!

 To nie nowa część lisa, ale mam lekkie wyrzuty sumienia, że nic tu się nie dzieje, a naprawdę nie mam pojęcia kiedy capnie mnie na kolejny rozdział. Bo nawet szło OKEJ, ale żem się wzięła i rozchorowała, co jakoś popsuło mi plany w macaniu tekstu. Ale w sumie dzięki kichaniu ogarnęłam, że tej miniaturki nie wrzuciłam na bloga x). Już trochę miesięcy ten tekst ma, bo z tego co pamiętam, to powstał jakoś w 2014. Aleno, proszę traktować jako typowy rozluźniacz x). Dziękuję za komentarze pod poprzednimi nociami! :"D  Tytuł: Na zdrowie!
Długość: jakieś 4,7k słów.
Gatunek: obyczaj z lekką nutką komediową.
Beta: Akari! <3 <3 <3 
Ostrzeżenia: kilka przekleństw.
Uwagi: fik, jaki życzyła sobie TAT w temacie "napisz dla mnie" na forum SN. Chociaż z tego co pamiętam trochę nie trafiłam w wytyczne xD.
  ***

Olśnienie przyszło nad ranem. A kiedy już nadeszło i w pełni do niego dotarło, to nie mógł dać wiary we własną głupotę.

***

Nie.
Nie zgadzał się.
Po prostu nie zezwalał na taki stan rzeczy.
No... No nie i już!
Bo przecież to była słabość. To była taka ludzka niedoskonałość, która zdarzała się innym! Ale nie jemu! Po prostu N.I.E. Definitywnie i ostatecznie. Nie wyrażał zgody, więc nie życzył sobie, aby dopadło to jego! Zwłaszcza w tym feralnym dla niego okresie...
— Trzydzieści osiem i osiem. No to żeś się załatwił. — Tsunade gwizdnęła cicho pod nosem, zaraz po tym, jak zerknęła na termometr, który jeszcze przed chwilą znajdował się pod pachą Sasuke.
— Niemożliwe — mruknął niemrawo, zezując lekko na kobietę. I pociągnął donośnie nosem. — Uchiha nie chorują... — powiedział nieco nieprzytomnie, zastanawiając się jednocześnie, czy to on się trzęsie, czy może Konohę właśnie nawiedzają fale sejsmiczne, bo jakoś tak wszystko mu... drgało dosyć nieprzyjemnie. — Nigdy... — zakończył kulawo, przymykając oczy.
— Doprawdy?
— Tak, psi... psia... APSIK! — Kichnął potężnie, zamykając jednocześnie oczy. — Cholera, psia mać — parsknął. Nie był do końca pewien, czy na pewno chce uchylić powieki. Nie po tym, co spotkało go dzisiaj rano. Czy też: co spotkało jego kuchnię.
Jednak, kiedy do jego uszu dotarło ciche parsknięcie hokage, zaryzykował otwarcie oczu. Rozejrzał się niepewnie. I zaraz z jego ust wyrwało się nieco nieuchihowe, zrezygnowane westchnięcie. Bo tuż obok niego siedział... Sasuke. A po drugiej jego stronie... również Sasuke.
— Jeżeli cię to pocieszy — powiedziała tymczasem Tsunade, uśmiechając się przy tym jakoś tak... wrednie. — To jeszcze nigdy nie widziałam nikogo, kto podczas zwykłej grypy nie potrafiłby kontrolować swojej chakry.
— Cudownie — burknął Uchiha. Jego klony pokiwały zgodnie głowami w geście poparcia.

***

Naprawdę miał nadzieję, że to się nie działo. Czuł się po prostu paskudnie. Gardło drapało go boleśnie, w nosie miał gigantyczną kluchę, której za nic w świecie nie mógł wysmarkać, dodatkowo jeszcze ledwo łaził. Nogi miał jak z waty i podejrzewał, że jak będzie nadużywał zdolności utrzymywania się w pionie, to niechybnie ją straci i będzie zmuszony do pełzania w celu przemieszcza się z jednego pomieszczenia do innych.
Boże... Marzył o herbacie.
Chociaż nie...
Poprawka: marzył o tym, żeby ktoś zrobił mu herbaty. I najlepiej, żeby był to Naruto.
— Yh — sapnął mimowolnie, zagłębiając się bardziej w fotelu na którym właśnie dogorywał. Zawinął się ciaśniej kocem, czując kolejne nieprzyjemne dreszcze gorączki. Po prostu fenomenalnie. Weźmie i tu umrze. Serio. Siedząc na fotelu przed telewizorem.
Wracając jednak do Naruto. Uzumaki nie zrobi mu herbaty z jednego, dosyć ważnego, choć nie do końca zrozumiałego dla Sasuke powodu. Otóż, mężczyzna był po prostu na niego wściekle zły. I to tak zły, że właściwie z nim zerwał. I wyprowadził się z domu Uchihy, w którym mieszkali wspólnie niemalże już pół roku.
Sasuke niekoniecznie wiedział, co takiego zrobił, że Naruto postanowił podjąć tak drastyczne kroki. Mimo wszystko w ich związku nawet się układało i wszystko było jak najbardziej okej. Przynajmniej z perspektywy Uchihy. Teraz jednak szczerze żałował, że ich związek się sypnął. Znaczy, wcześniej też żałował, bo bycie z Naruto mu się podobało i naprawdę, naprawdę doceniał jego obecność w swoim życiu, jednak... Boże. Najbardziej perwersyjną myślą dzisiejszego dnia było wyobrażenie w którym Uzumaki stał w jego kuchni i przyrządzał mu herbatę. Z cytryną. I miodem.
Musiał mieć naprawdę, naprawdę wysoką gorączkę.
Na potwierdzenie swojego marnego stanu rozkaszlał się. Przez chwilę miał wrażenie, że chyba wypluje płuca i za kilkanaście dni może ktoś się nim zainteresuje i znajdzie jego zwłoki, zawinięte w ten przeklęty koc.
— Cho...lera — wystękał, próbując złapać oddech. — Wykończę się.
Jednak zanim radosne wyzionięcie przez niego ducha zdążyło mieć miejsce, usłyszał pukanie do drzwi. Z jednej strony naprawdę miał ochotę je olać i zgnić w fotelu, bo przecież dostanie się do przedpokoju wymagało kolosalnego wysiłku. Jednak z drugiej... to prawdopodobnie był ktoś od Tsunade z tabletkami, którymi będzie mógł się nafaszerować i zasnąć w spokoju, próbując przespać ten swój chorobowy stan. A jeżeli nie, to może przy odrobinie szczęścia, zaćpa się tymi cholernymi prochami.
Pukanie rozległo się ponownie. Z ciężkim westchnieniem zwlekł się więc ze swojego siedziska, odwinął z koca i oplatając ciasno własnymi rękoma, ruszył w kierunku drzwi. To była długa i męcząca podróż. Miał wrażenie, że żadna kończyna jego własnego ciała nie chce go słuchać i każde polecenie wykonuje z wyraźnym oporem. Dodatkowo, bolały go chyba wszystkie możliwe mięśnie.
— No przecież idę! — zaskrzeczał dosyć niewyraźnie, kiedy osobnik znowu zapukał ze zniecierpliwieniem. — Pali się, czy co... — Otworzył drzwi i zamarł, ze zdumieniem wpatrując się w postać stojącą przed wejściem do jego mieszkania. — O.
No cóż... Tego się raczej nie spodziewał. Znaczy, po ostatnich wydarzeniach Sasuke nie spodziewał się, że Naruto we własnej osobie pojawi się w progu jego domu. Nawet, jeżeli przed chwilą marzył o tym, że mężczyzna mu usługuje, robiąc niezliczoną ilość herbat. Przecież to były tylko nierealne fantazje wywołane durną gorączką.
Stali tak w ciszy przez dobre kilka sekund, przy czym Naruto wyglądał jakby miał ochotę się roześmiać! Bezczelny młotek! Przecież Sasuke był CHORY. Zdawał sobie sprawę z tego, że nie wyglądał zbyt kwitnąco w wyświechtanych ubraniach, z chorobliwie bladą cerą, sińcami pod oczami i fryzurą przypominającą pobojowisko. Ale, psia mać, MIAŁ PRAWO prezentować się jak ktoś na kim testowano maszynkę do mielenia mięsa! I to nie był powód do śmiechu.
— Ja... — zaczął Sasuke głosem zniekształconym przez nieprzyjemną chrypkę. Jednak zanim zdążył powiedzieć, to co chciał powiedzieć, zrobił coś, czego z całą pewnością nie chciał zrobić. A już na pewno nie przy Naruto.
Kichnął.
"Po prostu, kurwa, pięknie" pomyślał smętnie. Odczekał sekundę i uchylił niepewnie powieki, aby zobaczyć co wspaniałego przydarzyło się tym razem.
Pierwsze, co dane było mu dostrzec, to rozdziawione w szoku usta Uzumakiego, który po chwili zaczął się bezczelnie śmiać. Sasuke przyglądał mu się przez moment pochmurnym spojrzeniem. Nie za bardzo był w stanie ochrzanić go za zachowanie, więc zerknął w dół na swoje własne ciało.
— No tak... — mruknął ponuro, dziwnie nieswoim głosem, podczas gdy Naruto prawie stracił równowagę, poddając się kolejnemu wybuchowi śmiechu. — Tego jeszcze nie było.
Zamienił się w kobietę.

***

— Ha. Ha. Bardzo zabawne — burczał Uchiha, który już wrócił do swojej naturalnej postaci i zaraz po tym jak Naruto przestał się śmiać, został wepchnięty do mieszkania. Usadzono go w fotelu i nawet owinięto tym samym kocem, którym do niedawna sam się przecież opatulał.
To wcale nie było miłe, że został wyśmiany.
W końcu, kurde, nie jego wina, że pierwszy raz w życiu właściwie złapał grypę i przy niej jego chakra szalała podczas głupiego kichnięcia! Każdemu mogło się zdarzyć... No, ale dobra. Koniec rozpamiętywania. Skoro Uzumaki już się pofatygował w jego skromne progi, to mógłby się na coś przydać.
Herbata. TAK.
— Naruto? — Głos Sasuke może i brzmiał na lekko proszący. Może. Jednak na pierwszy plan wychodziła chrypka, przez którą ledwo dało się zrozumieć, co mężczyzna powiedział. I załamanie przy literce "o", które powodowało tyle, że w ogóle jej się nie słyszało. Uchiha pociągnął nosem. — Yh...
— Nie podoba mi się ta chrypa — stwierdził Naruto wchodząc do pokoju. Sasuke spojrzał na niego spod byka. Jednak zaraz jego oblicze przybrało wyraz nieograniczonego szczęścia, bo Uzumaki niósł duży, parujący kubek, najprawdopodobniej wypełniony herbatą. Boże. Właśnie spełniały się jego fantazje! I właściwie nie musiał nawet marudzić! Chyba umarł i znalazł się w raju.
— To dla mnie? — zapytał jednak z pewną dozą nieufności, kiedy Uzumaki postawił kubek tuż przed nim na ławie.
— A no. — Po odłożeniu naczynia Naruto usiadł w drugim fotelu. — Dla ciebie. Z miodem. I z cytryną.
— Cytryną — powtórzył bezwiednie Sasuke, jednocześnie przymykając oczy i wzdychając. Znaczy, westchnąłby, gdyby nie to, że w jego nosie chyba zaklinowały się korki od szampanów i raczej słabo przedostawało się przez niego jakiekolwiek powietrze. W każdym razie, chyba naprawdę był w raju. Herbata podana przez Naruto! Z miodem! I CYTRYNĄ! Teraz mógł umrzeć szczęśliwy. — Normalnie, kocham cię.
Dopiero po kilku sekundach ciszy, podczas których nachylił się, żeby chwycić ciepły kupek w dłonie i podstawić go sobie pod nos (o tak, dobre ciepełko z kubka!), dotarło do niego, że chyba chlapnął coś, czego nie powinien mówić facetowi, który z nim niedawno zerwał.
— Za herbatę znaczy się — dorzucił, próbując uratować sytuację. Co mu niekoniecznie wyszło.
— Ta... — burknął Naruto, patrząc na niego tymi swoimi cholernymi, zdecydowanie zbyt niebieskimi oczami, z lekkim wyrzutem.
— Właściwie, to co tu robisz? — zapytał, tylko po to, żeby zmienić temat.
— A co? Nie cieszysz się, że mnie widzisz? — rzucił zaczepnie Uzumaki. W jego spojrzeniu dało się dostrzec coś na kształt wyzwania. Zaraz jednak zmiękło wyraźnie. Sasuke podejrzewał, że Naruto po prostu nie potrafił wściekać się na kogoś, kto przedstawiał sobą wyjątkowo nędzny obraz smutku i rozpaczy. A tak właśnie prezentował się Uchiha. I do dopełnienia tego uroczego obrazka, co chwilę pociągał nosem. — Byłem u Tsunade złożyć raport — kontynuował nie czekając na odpowiedź. — Więc jak powiedziała, że byłeś u niej rano, z drobnym problemem gorączkowo-chakrowym... — Machnął ręką, jednocześnie przerywając myśl. — Nieważne. Właściwie, to co się stało w kuchni?
Sasuke spojrzał na niego bez zrozumienia. W kuchni? O. No tak. Zapomniał o tym. Cóż... Rano zwlekł się z łóżka, nie wiedząc jeszcze, że dopadła go grypa, ale już czując się paskudnie. Postanowił zrobić sobie herbatę i kiedy tak stał przy kuchence, odkrył, że ma drobne problemy z kontrolowaniem chakry. Potrójne kichnięcie spowodowało przypalenie firanek, ścian i jednej z półek.
— Katon — przyznał z lekkim zażenowaniem.
— Katon? — W głosie Naruto znowu dało się słyszeć rozbawienie. Jednak tym razem podarował sobie jakieś głośniejsze manifestacje dobrego humoru. — No nic. Przyniosę ci tabletki i przygotuję łóżko — rzucił, jednocześnie wstając z fotela. — Musimy cię porządne wygrzać.
Sasuke zmarszczył brwi, obserwując jak mężczyzna wychodzi z pomieszczenia. Cóż... O co on wcześniej pytał? Czy się cieszy? No...
— Cieszę się — mruknął do siebie, tym swoim schrypniętym, wyraźnie schorowanym głosem. — No jasne, że się cieszę.
I to, ku jego zdziwieniu, była najprawdziwsza prawda. Kurde, chyba właśnie zdawał sobie sprawę z tego, że brakowało mu obecności Uzumakiego w domu.

***

Jakiś czas później został wciśnięty do łóżka. Kołdra, którą został opatulony, krępowała każdy ruch, więc jedyne co mógł robić to gapić się. Aktualnie patrzył, nieco rozkojarzonym wzrokiem, jak Naruto siada tuż na skraju materaca i wpatruje się w niego z uwagą. Mimo gorączki i ogólnego rozkojarzenia, Uchiha dostrzegł lekkie wahanie w oczach drugiego mężczyzny, zanim ten przyłożył mu dłoń do czoła.
— Właściwie, dlaczego mnie zostawiłeś? — wymruczał Sasuke, nie odrywając spojrzenia od twarzy Uzumakiego. Teraz widoczne na niej było zaskoczenie.
— C-co? — wystękał po chwili wyraźnej konsternacji, gwałtownie zabierając dłoń z jego czoła.
— No. Zerwałeś. I to tak wiesz, znienacka.
— Sasuke, majaczysz — stwierdził Uzumaki, kręcąc głową. — Przyniosę jakiś zimny okład, okej?
Gdyby miał nieco więcej siły, to przewróciłby oczami. Och, jasne. Był chory, ale to nie znaczyło jeszcze, że mówił głupoty. Akurat przemyślenia o tym, że Naruto zakończył ich związek były dosyć jasne i i klarowne. A jeszcze bardziej klarowna była myśl, że chce wiedzieć, dlaczego taki stan rzeczy miał w ogóle miejsce. Bo chyba coraz bardziej utwierdzał się w przekonaniu, że bardzo, bardzo pasowałoby mu gdyby Uzumaki znowu krzątał się codziennie po jego domu. No odzyskać go chciał, no!

***

Sasuke zasnął niespojonym snem, podczas gdy Naruto cały czas ocierał jego ciało wilgotną, chłodną szmatką. Takie bycie smyranym, było jedną z najlepszych rzeczy, jakie spotkały Uchihe do tej pory, podczas tej nieszczęsnej choroby. Dawało wręcz niewyobrażalną ulgę.
Tak więc, jakimś cudem zasnął, mimo dręczącej go wysokiej temperatury i ogólnego „nieczucia się najlepiej”. W końcu, ciężko jest zdrzemnąć się chociażby na chwilę z zatkanym nosem. Jednak jego szczęście nie trwało za długo, bo przebudził się, drżąc niekontrolowanie. Po prostu cudownie.
Przekręcił się nieco i dopiero wtedy dostrzegł, że Naruto zasnął w dosyć nieporadnej pozycji. Twarz opierał na dłoniach wspartych o materac, na którym spał Sasuke, przy czym jednocześnie reszta jego ciała znajdowała się na podłodze. Musiało być mu nieco niewygodnie.
— Naruto? — szepnął, próbując go dobudzić. No przecież nie pozwoli, żeby Uzumaki przespał całą noc w takiej pokracznej pozycji! Rano będzie marudził, że jest obolały, połamany, czy coś i jeszcze... no... i jeszcze przypadkiem nie będzie chciał mu zrobić herbaty! — Naruto!
— Hę? — mruknął niewyraźnie mężczyzna, dopiero po kilku sekundach uchylając powieki. — Sasuke?
— Ty... — zaczął Uchiha. Jednak nie skończył. Przerwało mu dosyć donośne dzwonienie zębów. Jego własnych zębów. Nagle odkrył, że jest mu cholernie, cholernie zimno. Och, kurwa, miał dreszcze. Znowu.
I chyba Naruto dosyć szybko zarejestrował fakt, że Sasuke drży niekontrolowanie, bo zaraz po przetarciu oczu,wstał, podniósł się z klęczek i chwycił rąbek kołdry, którą był przykryty Uchiha.
— Posuń się — mruknął nieco nieprzytomnie, kładąc się tuż obok niego.
— Co?
— No posuń się, no.
I zaraz Naruto wcisnął się pod przykrycie, ciasno przytulając do Sasuke. Wetknął nos w zgłębienie jego szyi.
— I jak? — zapytał szeptem, po krótkich chwili, w której umościł się wygodnie, zarzucając jedną nogę na biodro drugiego mężczyzny, a ręce wciskając pod jego koszulkę.
Naruto był... ciepły. Grzał niczym piecyk i było to cholernie przyjemne doznanie. Sasuke niepewnie wziął z niego przykład i wsunął ręce pod t-shirt Uzumakiego. Naga skóra mężczyzny rozgrzewała cudownie, tak, że nawet po niedługiej chwili Uchiha przestał się trząść.
— Łaskoczesz — stwierdził niewyraźnie, będąc właściwie w lekkim szoku, że mężczyzna tak się do niego przykleił. Przecież był na niego wściekły o... o coś.
— Och, to...
— Nie. Zostań — mruknął sennie Sasuke, jeszcze bardziej wtulając się w ciało blondyna. Boże. Za nic w świecie teraz by go nie puścił. O nie. Pozycja w jakiej się właśnie znajdowali była niebiańsko komfortowa i nie miał zamiaru z niej rezygnować. — Jest idealnie.
Leżeli przez chwilę w ciszy. Z każdą sekundą Sasuke było coraz cieplej i wygodniej. Naruto, z nosem w szyi Sasuke, opuszkami palców zaczął gładzić skórę na plecach drugiego mężczyzny. O tak, faktycznie, było idealnie. Uchiha z ledwością powstrzymał się od zadowolonego westchnienia.
— Przepraszam. — Dopiero po chwili Sasuke odkrył, że wypowiedziane schrypniętym głosem słowo wydobyło się z jego krtani.
— Hm?
Nie odpowiedział. Po pierwsze dlatego, że sam niekoniecznie wiedział, za co przeprasza. A po drugie, że właściwie zaraz zasnął — z mocnym postanowieniem, że dowie się, o co wściekł się na niego Naruto.


***

Nie wiedział, czy obudził się rano, czy było już po południe, ale jednego był pewien: pobudka została spowodowana męczącym, suchym kaszlem, który za cholerę nie chciał dać mu spokoju. Na wszystkie demony tego świata... Czuł się jeszcze gorzej niż dzień wcześniej. Teraz naprawdę umierał. Definitywnie.
Rozkaszlał się ponownie, mimo tego, że wcześniejszy atak dopiero co ustąpił. Po prostu cudownie.
— No Uchiha, naprawdę ładnie się zaprawiłeś — stwierdził Naruto, wchodząc do pokoju. W rękach dzierżył tacę. A na tacy... zupę? Sasuke zerknął na niego nieufnie. — Co?
— Ugotowałeś coś?
— No. A co?
— I to nie jest instant?
— Dzięki za niezłomną wiarę w moje możliwości — mruknął Uzumaki podając mu tacę, gdy tylko podciągnął się na łokciach do pozycji siedzącej. — Mimo wszystko umiem gotować. Jako tako. W każdym razie, nie ograniczam się wyłącznie do zalewania zupek w proszku.
— Więc dlaczego jak mieszkaliśmy razem nie pokusiłeś się nigdy o przygotowanie jakiegokolwiek obiadu? — zapytał, patrząc nieufnie w zawartość swojego talerza. Wyglądała... zjadliwie. Spróbował. — Hej, to dobre jest!
— No widzisz? Jedz. Ja muszę iść do akademii. Wpadnę wieczorem, sprawdzić jak się czujesz, okej?
Nie czekając na odpowiedź, Naruto wyszedł. Sasuke wpatrywał się przez chwilę w miejsce, gdzie przed chwilą stał mężczyzna. Odłożył tacę na szafkę stojącą obok łóżka. Ale jak to: musiał iść? Przecież... No przecież Uchiha był chory i wymagał całodobowej opieki! Nie ma takiego chodzenia do akademii, kiedy on umiera!
Warknął pod nosem, zwlekając się z łóżka.
I jak on w takiej sytuacji miał w ogóle wydobyć z Naruto jakiekolwiek informacje?

***

Och, to nie tak, że był zazdrosny o to, że Naruto właśnie spędza czas cholera wie z kim. Po prostu uważał, że jak Uzumaki już zdeklarował chęć niesienia pomocy, to powinien siedzieć w jego mieszkaniu i najlepiej przyrządzać mu herbatę. Tak właśnie powinno być!
— APSIK! — kichnął potężnie. Aktualnie znowu siedział wciśnięty w fotel w salonie i dosyć nieobecnym spojrzeniem wgapiał się w telewizor, w którym buczał jakiś wyjątkowo kretyński serial. Znaczy, teraz w sumie zaciskał powieki i zastanawiał się, czy na pewno chce je otworzyć. Pociągnął nosem.
— Na twoim miejscu użyłbym chusteczki.
Och. Pięknie. Uchylił powieki i wgapiał się właśnie... no w samego siebie. Znowu przypadkiem stworzył klona.
— Wyglądasz okropnie — stwierdził, wpatrując się w swoje własne oblicze. Miał dziwnie stłumiony głos. A może chodziło o to, że przez tę cholerną grypę miał lekko zatkane uczy i wszystko słyszał jako„dziwnie stłumione”? — Ale co do chusteczek, to chętnie. O ile mi jakieś podasz.
Klon prychnął z niesmakiem. Wyglądał na równie chorego co oryginał. I nawet był zawinięty w taki sam koc!
— Sam sobie weź.
— Na herbatę również nie mam co liczyć?
— Domyśl się.
Sasuke westchnął, stwierdzając jednoczenie, że jest strasznym dupkiem. I kichnął ponownie. Klon nie zniknął...
— Do diabła... nie — jęknął Uchiha, zezując na niego lekko.
… Tylko zamienił się w Sakurę. No, przynajmniej z wyglądu.
— Serio? — Różowowłosy klon parsknął, najwyraźniej będąc rozbawionym tą sytuacją. Uchiha jednak jakoś nie widział w tym nic śmiesznego. — W Haruno?
— Uwierz, jakbym miał na to jakikolwiek wpływ, zamieniłbym cię w... w coś innego — stwierdził, lekko zrezygnowanym tonem.
— W co?
Zastanowił się chwilę. I zaraz uśmiechnął wrednie.
— W chusteczki.

***

Z jego kichania wyszło tyle, że wyprodukował jeszcze kilka klonów. Na szczęście już żaden nie zamienił się w któregoś z jego znajomych. Tylko, że... Pociągnął nosem, wpatrując się czajnik ustawiony na kuchence. I zaraz przeniósł spojrzenie na tacę znajdującą się na kuchennym blacie. Na niej ustawione było pięć kubków. Zmarszczył brwi.
Coś mu się nie zgadzało. Bo raczej nie powinno być tak, że to on robi herbatę swoim klonom, a nie one jemu. Właśnie. Dlaczego on w ogóle robi im herbatę?
— Niesłodzona, pamiętaj! — rozległ się skrzeczący krzyk z salonu.
Przewrócił oczami.
— I z cytryną! — dorzucił kolejny klon.
— I...
— Z MIODEM! — dokończył oryginalny Sasuke, z ledwością powstrzymując się od zgrzytania zębami. — Przecież, kurwa, WIEM!
Uchiha stwierdził, że jego własne klony są cholernie irytujące.
— Skoro my jesteśmy, to ty też.
Och. Pięknie. I najwyraźniej potrafią czytać mu w myślach.
— A odwal się — burknął do Sasuke siedzącego przy kuchennym stole i zabrał się za zalewanie kubków wrzątkiem.

***

— Przyniosłem herba... a... a... APSIK! — kichnął, kurczowo zaciskając dłonie na trzymanej tacy. — Ha! — Z satysfakcją zarejestrował, że nie wylał ani kropelki napoju. — Kurwa. — Zaraz również zauważył, że wszystkie jego klony zniknęły. — Na cholerę mi teraz tyle herbaty?

***

Naruto, gdy tylko wrócił, znalazł go leżącego na dywanie w salonie. Sasuke umierał. Znaczy, on twierdził, że umierał. Inni zapewne by powiedzieli, że przesadzał, ale nie mieliby przecież racji, bo Uchiha nie przesadzają nigdy, i skoro twierdził, że umiera, to znaczyło, że no... że UMIERA!
— Sasuke?! — zawołał od progu Uzumaki, gdy tylko zarejestrował obecność nieco nieprzytomnego ciała na dywanie.
— Co? — burknął Uchiha, z twarzą wciśniętą w dywan. Właściwie sam do końca nie wiedział, jak wylądował na ziemi. Po prostu w pewnym momencie podłoga wydała się być dobrą opcją do leżenia, a zresztą fotel był przecież taaak daleko i w ogóle...
— Boże, myślałem, że straciłeś przytomność. Nie strasz mnie tak. — W głosie Naruto pojawiła się wyraźna ulga. Sasuke usłyszał, jak podłoga skrzypi lekko, przy każdym kroku mężczyzny, gdy ten podchodził do niego. — Właściwie, dlaczego tu leżysz?
— Bo klony zrobiły mnie w konia. Bo herbata w końcu wystygła. Bo fotel był za daleko. I bo zostawiłeś mnie tu na pastwę losu, żebym umarł w samotności.
— Nie umiera się od grypy, wiesz?
— Ja umieram.
— Nawet jeśli, to nigdy nie sądziłem, że akurat tobie będzie przeszkadzała samotna śmierć.
— Czy ty właśnie starasz się być uszczypliwy?
— Nie. Skąd.
— Super. Dobij leżącego. — Sasuke obrócił głowę, aby móc na niego spojrzeć. — Ale skoro postanowiłeś jednak potowarzyszyć mi w tych ostatnich momentach życia, to może powiesz w końcu, dlaczego mnie zostawiłeś?
— Mówiłem: musiałem iść do akademii i...
— Nie dzisiaj — przerwał mu Uchiha, gramoląc się przez chwilę, tak, że teraz klęczał i patrzył z dołu na Naruto pochmurnym spojrzeniem. — Dlaczego ze mną zerwałeś?
— Co cię tak wzięło na ten temat? — zapytał mężczyzna po chwili ciszy. Jego oczy zwęziły się, gdy wpatrywał się w Sasuke podejrzliwie. — Jakoś nie wykazywałeś takiego zainteresowania, kiedy oznajmiałem ci radosną nowinę, że się wynoszę.
— Bo nie dałeś mi się nad nią zastanowić!
— A co tu jest do zastanawiania się? — prychnął Uzumaki. — Jakbyś chciał ze mną być...
— Skąd wiesz, że nie chcę?!
— JAKBYŚ CHCIAŁ — warknął, ignorując jego pytanie. — To byś nie musiał się zastanawiać nad niczym CHOLERNY EGOISTO! I wstań w końcu z tej pieprzonej podłogi, bo się jeszcze bardziej zaziębisz! — wrzasnął, obrócił się na pięcie i pomaszerował do kuchni.

***

O dziwo, Naruto sobie nie poszedł. Znaczy, nie, żeby Sasuke nie był zadowolony z tego stanu rzeczy. Nawet jeżeli jeszcze niedawno Uzumaki na niego nawrzeszczał. I wyzwał go! A przecież... Przecież wcale nie był egoistą. Chyba. Nie?
Uchiha zmarszczył brwi w zamyśleniu. No cóż, jeżeli chodzi o dowiadywanie się, za co Naruto się wściekł to nie zrobił za dużych postępów. Wyglądało nawet na to, że przez to swoje dopytywanie się sprawił, że Uzumaki jeszcze bardziej się na niego rozzłościł. A nawet mimo tego rozzłoszczenia mężczyzna został w jego domu, pogonił go do łóżka, opatulił ciasno kołdrą i teraz chyba krzątał się po kuchni, coby przygotować herbatę do popicia leków, jakie zapisała mu Tsunade.
Dlaczego? Skoro był na niego wściekły, to nie powinien się przejmować tym, czy Sasuke w końcu wypluje własne płuca przy kolejnym ataku kaszlu, czy też nie.
— Jak się czujesz? — Burkliwy głos wyrwał go z jego własnych myśli.
— Dlaczego pytasz? — Wlepił w Naruto pytające spojrzenie. Podciągnął się na łokciach i przyjął od mężczyzny herbatę i tabletki, które to natychmiastowo połknął. Skrzywił się nieznacznie. Leki były paskudne w smaku.
— Z powodów, których osoba z twoim charakterem nie zrozumie. Więc?
— Z moim charakterem? — mruknął, podczas gdy Naruto nachylił się nad nim, przykładając swoją chłodną dłoń do jego czoła. O. Przyjemnie.
— Odpowiesz na pytanie czy nie?
Sasuke przygryzł wargę. I o mało nie jęknął z zawodem, kiedy Uzumaki zabrał rękę.
— Jeżeli wszystko okej, to już sobie pój...
— Właściwie to jest mi zimno — palnął, zanim Naruto dokończył zdanie. O nie. Nie miał zamiaru pozwolić, żeby ten sobie poszedł, bo przecież... bo przecież... no nie pozwoli i już. A coś mu mówiło, że jak odpowiednio rozegra sytuację, to go nie zostawi.
— Zimno? — Uzumaki uniósł jedną z brwi. — Serio?
— Bardzo, bardzo zimno — zapewnił. — Zimniej niż wczoraj, wyobraź sobie.
— Naprawdę?
— Naprawdę. — Pokiwał głową, jednocześnie przesuwając się bliżej ściany i poklepując materac. — Musisz mnie ogrzać.
— Och. — Naruto spoglądał na niego z namysłem. — To przyniosę dodatkowy koc.
I czmychnął z pokoju.
— Co? — Sasuke spoglądał za nim nieco zdezorientowany. Zaraz jednak zacisnął zęby, jednocześnie mrużąc oczy. — Cholera no.

***

Jednak Naruto nie poszedł do siebie zaraz po przyniesieniu mu koca. Krzątał się po kuchni, podczas gdy Sasuke robił to, co w ciągu ostatnich dni wychodziło mu najlepiej. Czyli chorował. Aktualnie przeklinał w myślach swoje drobne kłamstwo, którym chciał zmusić Naruto do wpakowania się do łóżka, bo chyba los właśnie się postanowił na nim mścić i naprawdę było mu przeraźliwie zimno.
— Dobra — zaczął Uzumaki, ponownie wchodząc do pokoju. — Przygotowałem ci na jutro … Czy ty się trzęsiesz?
— Y-hy — sapnął z trudem, ciaśniej zawijając się w przykrycia. Jednak to nie dawało większego efektu. — Chy-yba ma-mam dre-dreszcze — stwierdził, dając spokój z marnymi próbami dostarczenia sobie większej ilości ciepła.
Usłyszał ciężkie westchnienie i zaraz materac na którym leżał ugiął się pod ciężarem drugiego ciała. Naruto usiadł na łóżku i nachylił nad nim, żeby przyłożyć mu dłoń do czoła.
— Znowu jesteś rozpalony — stwierdził z wyraźnym rozczarowaniem. — Zimno ci?
— Y-hy.
W kolejnej sekundzie Naruto znowu leżał tuż przy nim i Uchiha mógł swobodnie się w niego wtulać. Sasuke odetchnął z wyraźną ulgą. O tak. Ciepło. Ciepełko. Cudownie!
— Dlaczego to robisz, skoro jesteś na mnie wściekły? — zapytał, kiedy dreszcze wstrząsające jego ciałem w końcu ustały.
— Zamknij się.
— Ale...
— Serio: zamknij się. Bo sobie pójdę.
— Nie. Nie pójdziesz.
— Założymy się?
— Dobra — skapitulował, kiedy tylko Naruo odsunął się od niego nieznacznie. — Już o nic się nie pytam. — Zamilknął na chwilę. — Ale serio, mógłbyś mi odpowiedzieć.
— Draniu!
— No już, no. Siedzę cicho.

***

W ciągu kolejnych dwóch dni Naruto wciąż opiekował się Sasuke, który z dnia na dzień czuł się zdecydowanie lepiej. No przynajmniej jeżeli chodzi o względy zdrowotne. A tak poza tym... Uchiha czuł się dosyć nieswojo.
Bo Uzumaki robił wszystko, żeby jakoś pomóc mu w tej nieszczęsnej chorobie, ale jednocześnie dawał mu sygnały, że wciąż jest na niego zły. Przy czym nie chciał mu powiedzieć, dlaczego w ogóle taki stan rzeczy ma miejsce. Każda próba wyduszenia z niego jakiejkolwiek informacji kończyła się kolejnymi wyzwiskami i wściekłymi warknięciami.
I jak on miał go odzyskać, skoro nie wiedział, dlaczego tak właściwie Uzumaki z nim zerwał i o co wciąż się wściekał?
Westchnął ciężko. Siedział przy ławie w salonie, z łokciami ciężko opartymi o jej blat i wpatrywał w krzątającego się po pokoju Naruto. Wyglądało na to, że musi sam się domyślić, o co chodziło temu głąbowi. Ciężkie zadanie.

***

Chociaż może nie takie ciężkie, bo olśnienie przyszło nad ranem, zupełnym przypadkiem, kiedy już po kolejnej — spokojnie przespanej tym razem — nocy poczłapał do kuchni i odkrył, że Naruto znowu opuścił jego dom.
Na blacie stołu znalazł zapisaną przez niego kartkę, na której były informacje o tym, że w lodówce ma zupę do odgrzania, że ma wziąć jeszcze dwie porcje tabletek, które leżą w salonie i, że „nie choruj już i trzymaj się” co jakoś jednoznacznie nasunęło mu do głowy myśl, że Uzumaki już go nie odwiedzi w najbliższym czasie. Pociągnął nosem, odłożył trzymaną właśnie kartkę i rozejrzał się po pomieszczeniu. Wydawało się jakieś takie puste. Stropił się.
„Jak to jest, że osoba, która jest na ciebie wściekła, mimo wszystko o ciebie dba” zapytał sam siebie i nie wiedział, czy to zasługa tego, że faktycznie czuł się znacznie lepiej niż wcześniej, czy po prostu nagłe olśnienia mają to do siebie, że są nagłe, ale znalazł odpowiedź na swoje pytanie.
Naruto musiało po prostu na nim zależeć. I to tak normalnie, ludzko i prawdziwie, że był w stanie mimo swojej ogólnej złości przyjść do niego i się nim opiekować podczas choroby. To było... no... rozczulające.
Skrzywił się z niesmakiem, ale jakoś żadne inne słowo nie przychodziło mu do głowy. Jednak to, że najwyraźniej Naruto na nim zależało nie było największym odkryciem, jakiego dokonał podczas tego dnia. Większym było, że jemu również los Naruto nie jest obojętny. Znaczy, wiedział o tym od dawna. Tylko za bardzo mógł sobie przypomnieć, czy kiedykolwiek dał Uzumakiemu jakiś dowód na taki stan rzeczy.
Jakby przejrzeć historię ich związku, to Naruto był tym, który wszystko inicjował. Spotkania, pierwszy pocałunek i takie tam... Z perspektywy postronnego obserwatora dobrze było widać, że to jemu bardziej zależało na związku. Właściwie to nie tak, że Sasuke zależało mniej. Tylko on niekoniecznie umiał to pokazać.
I...
Kurwa.
Naruto po prostu myślał, że Sasuke ma go głęboko gdzieś!
Z ledwością powstrzymał się od uderzenia głową w ścianę. Cholera jasna, cały związek padł przez to, że ma drobne problemy z okazywaniem uczuć! Po prostu cudownie. Chociaż tak właściwie to nie było coś, z czym nie mógłby sobie poradzić.
Na jego twarzy wykwitł wyraz determinacji.

***

Bez chwili wahania zapukał do drzwi kawalerki. Po kilku sekundach jej właściciel w końcu pofatygował się, żeby je otworzyć.
— Sasuke? — zapytał Naruto ze zdziwieniem, otwierając szerzej drzwi. — Co ty tu robisz? Powinieneś jeszcze wypoczywać!
— Zależy mi na tobie — powiedział, ignorując jego słowa. Uzumaki zamrugał, przyswajając rzuconą mu właśnie informację.
— Okeeej? — Mężczyzna wpatrywał się w niego przez sekundę czy dwie, zanim zamrugał ponownie, zmarszczył brwi i parsknął:
— Czekaj, co?
— Zależy mi na tobie — powtórzył Sasuke neutralnym tonem. Nie odrywał wzroku od twarzy blondyna, który również nie pozostawał mu w tym dłużny.
— Och, naprawdę? — Założył dłonie na ramiona. Nie wyglądał na przekonanego.
— Naprawdę — przytaknął Uchiha. — Niekoniecznie rozumiem, dlaczego mi po prostu nie powiedziałeś, że czujesz jakby mi nie zależało na naszym związku. To musi być jednak dosyć nieprzyjemne, kiedy jest się jedynym, który się stara. Ale sądzę, że jestem w stanie, no wiesz, także się starać, jeżeli mi powiesz, czego oczekujesz. Jak już wspominałem, zależy mi na tobie i zdaję sobie sprawę z tego, że również nie jestem ci obojętny, więc nie widzę przeciwwskazań, żebyśmy nie mogli spróbować być ze sobą ponownie.
— Jej. — Naruto wydawał się być autentycznie zdziwiony jego wywodem. — Jeszcze nigdy nie słyszałem, żebyś wyprodukował z siebie aż tyle słów w tak krótkim czasie.
— Bo jeszcze nigdy nie wyprodukowałem z siebie aż tylu słów w tak krótkim czasie — przyznał, uśmiechając się delikatnie. — To co?
— No... Musi ci serio zależeć, skoro uraczyłeś mnie takim słowotokiem, nie?
Pokiwał głową, zaciskając jednocześnie wargi. No cóż... Powiedział co miał do powiedzenia. Reszta należała do Naruto.
— Och, no dobra no — parsknął Uzumaki, widząc jego niepewną minę. — Co mi tam. Najwyżej znowu cię rzucę.
Sasuke pokręcił głową.
— Nie ma takiej opcji — powiedział poważnym głosem, zanim przysunął się do drugiego mężczyzny i musnął wargami jego usta. — Zero rzucania.
Odpowiedział mu krótki śmiech.
Zdecydowanie. Zero.