wtorek, 13 września 2016

Na granicy fiksacji

Hoho! Oto i nowa część. 
Betowała Akari! :* 

***

XII

Zniszczyć, zniszczyć, zabić przeszkodę.
Unieszkodliwić.
Zgnieść, zgnieść!

Naruto widział, biernie obserwował, jak jego zaciśnięta pięść zbliżała się do twarzy Sakury. Miał wrażenie, że wyprowadza cios wyjątkowo długo, a w rzeczywistości trwało to ułamek sekundy, zaledwie chwilę, podczas której nie słyszał zupełnie nic, jedynie lisie psioczenie. Jedynie jego podjudzanie.
Nie słyszał nic.
Nic. Nic. Zupełnie nic.
Aż...
— Naruto!
Lis drgnął.
Czy on? Obaj?
Myśli zawirowały w jego głowie, a on nie wiedział, nie miał zupełnie pojęcia, kim teraz jest. Czy wciąż Kyuubi kieruje jego ciałem? Czy może wcale nie. Czy to on drgnął? Czy to on usłyszał ten podniesiony głos?
Lis… czy on? On czy lis?
Kto?
Pięść zatrzymała się zaledwie milimetry od twarzy Sakury, która wpatrywała się w niego (lisa?) z przerażeniem.
Kto ją zatrzymał? On czy lis? Kto usłyszał głos?
— Naruto.
Głos. Głos. Słyszał głos. Znajomy. Teraz wypowiadający jego imię z twardą nutą, z wyraźnym nakazem. Piękny głos.
— Naruto…
Spojrzał. On. I lis. Obaj.
Czerń oczu postaci stojącej w wejściu do baru pochłaniała. Mąciła zmysły, skupiając je tylko na tej tajemniczej głębi. Bo nagle nie liczyło się już nic. Ani cisza, jaka zaległa w pomieszczeniu, przerywana cichym chlipaniem przerażonej Sakury, ani tłum shinobi, wyraźnie szykujący się do ataku.
Cisza trwała. Podczas gdy myśli Naruto szalały, pragnienia mąciły mu w głowie i nie wiedział, naprawdę nie wiedział, które odczucia należą do niego, a które są lisią sprawką. Jednak to nie jest ważne, bo liczy się tylko to, że Sasuke jest. Tu. Teraz. I patrzy tylko i wyłącznie na niego.
Pragniesz go.
Pragnę.
Oj tak. Pragniesz.

W tonie lisa Naruto słyszy radość. Złośliwą, przepełnioną tryumfem. I, mimo stanu w jakim się znajdował, coś w tym tonie niepokoi go na tyle, że odwraca uwagę od tego, co się dzieje w barze.
A ty?

Nagle nie było baru. Nie było Sasuke i jego ciemnych oczu, nie było kwilącej Sakury, ani innych shinobi, którzy jeszcze chwilę temu stawali w bojowej pozycji. Nie było niczego, co spowity mgłą otępienia Naruto widział, mimo tego, że lis zawładnął jego ciałem.
Nagle świat po prostu diametralnie się zmienił. Naruto był w całkiem innym miejscu, które kojarzył z nieprzyjemnych wspomnień związanych z pierwszymi marnymi próbami kontrolowania Kyuubiego. Rozejrzał się niepewnie po otoczeniu. W głowie majaczyły mu myśli. Cudze myśli pchające się na pierwszy plan. Jakby starające się usilnie coś mu przekazać.
Strażnik potrafił kochać.
Znalazł się w przepastnym, ciemnym pomieszczeniu. Stał w wodzie, której poziom sięgał mu tuż ponad kostki, a przed sobą widział kraty. Ciężkie, mocne kraty, z nałożoną na zamek pieczęcią. Za nimi błyszczały w ciemności czerwone ślepia, patrzące z wyraźnym tryumfem. Zupełnie jakby lis… wygrał. Jakby wszystkie jego plany się spełniły.
Gdy tylko Naruto spojrzał w te wypełnione szyderstwem oczy, skronie zapiekły go palącym bólem, a w głowie zamigotało wspomnienie jednego z przeczytanych fragmentów notatek. Sapnął, zaskoczony tym nagłym atakiem i mimowolnie wplątał dłonie we włosy, kurczowo zaciskając na nich palce, jakby to miało w jakiś sposób uchronić go przed cierpieniem. Opadł na kolana, gwałtownie wciągając powietrze, kiedy zaatakowała go druga fala bólu.
Woda zachlupotała. Miękkie fale rozeszły się po tafli.
Strażnik potrafił kochać. Miłością prawdziwą.
Strażnik potrafił kochać. Jednak tego nie czynił. Bo w jego świecie kochaniem zwano gorące pragnienie i pożądanie.

Obraz przed oczami młodego mężczyzny rozmazał się, wzrok płatał figle, pokazując sceny, których nie miał prawa znać. Sylwetki postaci. Zacienione, co nie pozwalało odkryć ich tożsamości. Uzumaki widział siedzące w kręgu niewyraźne cienie. I słyszał ich głosy. Ale mimo, że nie widział twarzy postaci, to z jakiegoś pokręconego powodu wiedział, bardzo dobrze wiedział, kto i kiedy przemawiał.
— Miłość to pragnienie — rzekł jeden ze strażników. — Miłość to chęć posiadania.
— Miłość to wolność — zaoponował Mędrzec. — Możliwość wyboru. I w wyborze tym chęć kroczenia tą samą drogą mimo wszelkich przeciwności.
— Gdzież widzisz różnice?
— Cienka granica między obsesją a uczuciem czystym. Pragniesz kochać? Idź więc tą samą ścieżką przez życie co twa miłość, tuż obok, ramię przy ramieniu.

— Przestań, kurwa! — wrzasnął, nie wiedząc do kogo właściwie się zwraca. O dziwo, nagle wszystko faktycznie się urwało. Mary zniknęły, tak samo jak palący ból. A kiedy Naruto podniósł wzrok na kraty, czerwone ślepia wciąż wpatrywały się w niego z tryumfem.
— Wariujesz — stwierdził demon, wyraźnie uradowany.
— Ciekawe z czyjej winy — parsknął wściekle, nie odrywając spojrzenia od krwistych tęczówek. — Czego ty do cholery chcesz, ty chory popaprańcu?! — zapytał, wstając.
— Twojego szaleństwa.
— Po co? — warknął, nie oczekując odpowiedzi. — Chcesz się uwolnić, dobrać się do Sasuke i…
Przerwał mu śmiech.
— Faktycznie. Pragnę wolności — powiedział lis bez krępacji. — Ale Uchiha to tylko narzędzie, które mi ku temu posłuży. Wy ludzie — kontynuował, nie zważając na zdziwioną minę Uzumakiego. — jesteście strasznie prości w obsłudze.
— Odbiło ci, nie? — Ton głosu Naruto był całkowicie poważny. Mimo że miał ochotę wrzeszczeć z frustracji, powstrzymywał emocje, skupiając się na demonie. — Z tego samotnego siedzenia za kratami po prostu coś ci się pomerdało z klepkami?
— Wystarczy lekko popchnąć, wskazać obiekt zainteresowania — wymruczał lis, nie zważając na jego słowa. — A potem tylko czekać na efekty waszych działań, czasami tylko podkręcając emocje, aby wprowadzić więcej zamętu. Biedni, dający sobą manipulować idioci.
— Ja nie… co? — Nic nie rozumiał. A wypowiedzi lisa wprawiały go w jeszcze większą konsternację. — Wyjaśnij! — zażądał.
— Co mam ci wyjaśnić, kochaniutki? — w słowach wypowiedzianych przez lisa ponownie zabrzmiała złośliwa uciecha. — To, że sam skazałeś się na przegraną w momencie, kiedy zapragnąłeś Uchihy?
— Też go pragniesz!
— Och nie — zaprzeczył lis, z udawanym smutkiem. — Fascynuje mnie sharingan, owszem — przyznał. — Jednak Uchiha sam w sobie jest tylko i wyłącznie przydatny w kwestii mojego, nieuchronnie zbliżającego się, uwolnienia.
Na chwilę zapadła między nimi cisza. Naruto trawił usłyszane właśnie słowa nie za bardzo dając im wiarę. Przecież… przecież to niemożliwe.
— Więc… więc te wszystkie podszeptywania — zaczął, nieco roztrzęsiony otrzymanymi informacjami. — te wszystkie sytuacje, kiedy mruczałeś na widok Sasuke… Wtedy, gdy w pewnym stopniu mnie kontrolowałeś i polazłeś do jego sypialni… to…
— To zwykłe manipulacje, mające na celu pozwolić ci zrozumieć, że go pragniesz. Wybacz, z twoim ogarnięciem, bez mojej drobnej interwencji, trwałoby to wieki.
— I te nocne wizje? Te chore sny?!
— A to akurat — lis zaśmiał się szpetnie — twoje własne wymysły. Nawet nie wiesz ile radości sprawiało patrzenie jak się motasz pod wpływem własnych pragnień i jak usilnie starasz się zrzucić odpowiedzialność za nie na mnie. Przyznam, że były mi na rękę. Owszem. Jednak nie mam z nimi nic wspólnego. Zabawne, czyż nie?
— Ale… ja… to nie może być…
— Prawda? — dokończył za niego demon. — Ale jest.
— Kłam…
— Nie. Nie muszę.
— Och, no przecież! — warknął Naruto, mrużąc wściekle oczy. Nie. Nie wierzył. To było bez sensu! — Z pewnością ci zaufam! W końcu to wszystko jest tak cholernie logiczne! A już najbardziej to, że nie zatajasz swojego GENIALNEGO planu manipulacji, tylko zdradzasz mi wszystko na moją prośbę. No tak. Oczywiście!
— A czemuż miałbym go nie zdradzać, skoro właściwie został już zrealizowany?
— Co.
— A owszem. — Białe kły błysnęły w ciemności, kiedy lis wyszczerzył się w paskudnym uśmiechu. — Pragniesz. Pragniesz Sasuke. Ja to wiem. Ty powoli sobie tę niezaprzeczalną prawdę uświadamiasz. Podejrzewam, że niedługo również do Uchihy dotrze to co do niego czujesz. I to tylko kwestia czasu, ale dzięki temu nadejdzie chwila, w której będę mógł się uwolnić.
— Więc… to co czuję… to wszystko…
— Głupiś — powiedział lis. — Wciąż głupiś. Mimo tego, co powiedziałem.
— Ja wcale nie…
— Pragniesz — powiedział, jakby odgadując myśli nosiciela. — Ale to nie tak, że to moja sprawka. Najpierw zapragnąłeś. I dzięki temu ja dostrzegłem swoją szansę.
— Nawet jeśli FAKTYCZNIE pragnę, to niby co to ma do twojego uwolnienia?!
Lis wyszczerzył się jeszcze bardziej. I kiedy Naruto już sądził, że nie otrzyma od niego odpowiedzi, demon przemówił tajemniczo:
— Kiedy budzą się strażnicy?
— Hę?
— Kiedy budzą się strażnicy — ponowił pytanie, tym swoim mamiącym, drwiącym głosem.
— Ja… nie…
— Kiedy?
— Zamknij się! — wrzasnął nagle Naruto w ramach odpowiedzi. Czuł się zagubiony. Wykorzystany. I przez to wszystko nawet nieco… przerażony. — Zamknij się, zamknij! — Nie rozumiał. Nie był w stanie nadążyć za lisim myśleniem. Albo inaczej: nie chciał nadążyć. Bo jeśli lis miał racje, jeśli faktycznie został zmanipulowany, jeśli teraz… Jeśli to była prawda, to co on miał z tym faktem w ogóle począć?!
Czuł, że traci grunt pod nogami. Czuł, że zaraz, zaraz…
Zwariuje.
Sapnął zaskoczony, kiedy ktoś znienacka położył dłoń na jego ramieniu. Oderwał spojrzenie od lisich, teraz nieco zaskoczonych tęczówek, i spojrzał w bok.
Sasuke. Był tu. Razem z nim. Przez co wszystkie negatywne emocje, jakie się jeszcze przed chwilą w nim tłoczyły, po prostu zniknęły. Czy też: zostały aktualnie zepchnięte na dalszy plan.
— Jak? — wyrzucił z siebie z wyraźną ulgą. Nie był sam. I dzięki temu informacje, jakie otrzymał od demona na tę chwilę przestały być takie uciążliwe. — Jakim cudem?
Uchiha uśmiechnął się lekko, rzucając mu szybkie, przelotne spojrzenie. Zaraz znowu wbijał twardy wzrok w siedzącego za kratami lisa. Ta chwila wystarczyła, żeby Naruto zauważył zmianę w jego wyglądzie. Lewe oko mężczyzny było inne. Lśnił w nim krwisty sharingan, jednak nie wyglądał tak, jak Uzumaki go zapamiętał. Nie były to trzy łezki rozłożone wokół źrenicy. Teraz wzór na oku przypominał Naruto… shurikena. Trójramiennego shurikena, z obłymi, miękkimi liniami ostrz.
— Sasuke — sapnął zaskoczony tym widokiem.
— Później — odpowiedział mężczyzna, wciąż mierząc lisa złym spojrzeniem. — Najpierw zajmijmy się demonem.
Naruto również spojrzał na dziewięcioogoniastą bestię. Demon milczał uparcie, wpatrując się w posiadacza sharingana. Od kiedy mężczyzna się pojawił, nie wyrzucił z siebie ani jednego złośliwego słowa, mimo że wcześniej wyjątkowo wiele paplał.
Teraz milczał. I po chwil Uzumaki chyba odkrył dlaczego.
W czerwonych ślepiach Kyuubiego również błyszczał sharingan.

Wrócił do swojej własnej świadomości w momencie, w którym odkrył zmianę w oczach demona. I w tej samej chwili ostrze katany wbiło się tuż koło jego ucha. Idealnie wymierzone pchnięcie przecięło materiał kołnierza jego bluzy, nie naruszając jednak skóry.
Leżał. Płasko przyciśnięty do ziemi przez Sasuke. Jego tors znalazł się między kolanami mężczyzny, który klęczał teraz, z twarzą pochyloną tuż nad jego własną, z czerwonym spojrzeniem wbitym w niebieskie tęczówki. Przez chwilę nie mówili nic i otaczała ich zupełna cisza. Uchiha tylko patrzył, zaciskając jedną dłoń na wbitej w ziemię broni.
— Już po wszystkim — powiedział w końcu Sasuke, wciąż nie zmieniając pozycji. Czerwień jego oczu nikła, powoli zastępowana zwyczajową czernią.
— Wszystkim? Czym wszystkim? — Znowu nic nie rozumiał. Był oszołomiony tym co miało miejsce. Jego myśli szalały i nie potrafił się skupić na tych wszystkich wydarzeniach, przez które setki pytań kłębiło się w jego głowie.
— Lisich przekrętach — oznajmił, wstając, jednocześnie wyszarpując katanę, żeby schować jej ostrze w zawieszonej na plecach pochwie. Zaraz po tym wyciągnął rękę w stronę Uzumakiego, oferując mu pomoc. Z czego Naruto chętnie skorzystał.
Wtedy zobaczył krew. Czerwień zdobiącą jego własne ręce. Jego ubranie.
To… nie wyglądało dobrze.
— Co się stało? — zapytał, pełen złych przeczuć. Bo nie wiedział, nie miał zupełnie pojęcia, co się działo z jego własnym ciałem, tuż po tym, jak znalazł się przed lisim więzieniem. I nie był do końca pewien, czy chce to wiedzieć.

poniedziałek, 15 sierpnia 2016

Na granicy fiksacji

 Ok. Trochę mi zeszło (lekkie lawiracje życiowe xD), ale w końcu dokulałam się do końca XI części! :"D Za betację dziękuję AKARI :*.

***

XI


Nie było źle.
Pierwszy dzień spędził w sumie na tym samym, co robił w ostatnim czasie, czyli na ślęczeniu przy notatkach Czwartego. Dlatego też nie odczuł za mocno braku Sasuke, nawet mimo tego, że nie wyżłopał z nim tradycyjnie kawy o jakiejś dziwnej godzinie. Kolejnego popołudnia zaś u drzwi do uchihowego mieszkania pojawił się Shikamaru, oznajmiając, że wraz z innymi ludźmi z ich akademickiej grupy wybierają się na małą imprezę z okazji jego awansu i byłoby miło gdyby Naruto również się na niej pojawił. A jakże, Uzumaki pojawił się. Zabalował ze znajomymi dosyć długo, więc kolejnego dnia wstał późno — o dziwo wyspany, pomimo tego, że w jego snach Sasuke robił mu językiem bardzo… sprośne rzeczy.
W dniu trzecim Naruto uświadomił sobie, że nawet dobrze znosi to chwilowe samotne przebywanie w mieszkaniu Uchihy. I zaraz po tej myśli pojawiła się kolejna, że przecież nie ma powodu, żeby znosił tę sytuację jakoś szczególnie źle. Noo… chyba że weźmie się pod uwagę lisa, który niekoniecznie dobrze mógł zareagować na takie nagłe zniknięcie drugiego mężczyzny. Ku uldze Uzumakiego, nic takiego się nie działo i dziewięcioogoniasty demon siedział cicho. Jakby zupełnie nie zauważył, że cokolwiek w otoczeniu jego nosiciela się zmieniło.
W każdym razie myśl, że mężczyzna powinien wrócić za kilka, kilkanaście godzin, sprawiła, że Uzumaki się ucieszył. I, nieco wbrew sobie, zaczął niecierpliwić. Do południa wiercił się niespokojnie po pokojach, nie mogąc znaleźć sobie zajęcia. Pewnie by tak przemarudził cały dzień, nie mogąc się za nic zabrać, jednak, na swoje szczęście, ponownie otrzymał zaproszenie na imprezę. Właściwie na poprawiny wczorajszej imprezy. I chociaż w pierwszej chwili miał szczerą ochotę odmówić znudzonemu Shikamaru, który zapraszał go na kolejne wyjście, to zaraz stwierdził, że przecież bez sensu tak siedzieć na tyłku i czekać, skoro i tak nie może się na niczym skupić.
Może gdyby wiedział, jak skończy się ten wieczór, to jakoś głębiej zastanowiłby się nad tematem.

***

Pierwsze wściekłe warknięcie lisa rozległo się w jego głowie dosyć niespodziewanie, późnym już wieczorem, gdy siedząc przy jednym z barowych stolików, zaśmiewał się wraz z Kibą ze wspomnień dotyczących ich akademickich numerów, odwalanych pod nosem wykładowcy. Warknięciu towarzyszył krótki, aczkolwiek wyjątkowo bolesny, ból w skroni.
Śmiech gwałtownie uwiązł mu w gardle. Zaraz potrząsnął głową, starając się pozbyć głuchego echa chwilowego dyskomfortu. Odetchnął powoli, starając się nie dać po sobie poznać, że cokolwiek się dzieje.
Co niekoniecznie mu wyszło.
— Zbladłeś coś — stwierdził Kiba, gdy tylko przestał się śmiać i zarejestrował zmianę w zachowaniu kompana. — Co jest?
— Nic, nic — zapewnił, uśmiechając się lekko. Ale mimo tego uśmiechu czuł… niepokój. Czuł absurdalny i gwałtowny przypływ strachu, którego źródła ni jak nie potrafił aktualnie określić. Bo przecież… nic się nie działo. Nie? Lis po prostu się przebudził i warknął w ramach jakiegoś pochrzanionego przywitania się czy coś. Przecież nie było innego powodu, żeby nagle stał się bardziej aktywny niż zwykle.
Naruto siedział wśród znajomych w barze, jeszcze przed chwilą dobrze się bawił i nic nie wskazywało na to, żeby miało dziać się coś złego, a jednak… Jednak niepokój jak się pojawił, tak teraz nie chciał go opuścić. Poprawił się w krześle, odchrząknął zaraz, w myślach samego siebie starając się przekonać, że przecież wszystko jest okej. Bo było okej.
Okej, okej, okej.
— No — odchrząknął ponownie. — Wracając do… Och, kurwa!
Kolejne warknięcie. Kolejne ukłucie. Tym razem mocniejsze, pozostawiające po sobie tępe echo bólu na dłużej. Zacisnął gwałtownie powieki, jednocześnie zwijając dłonie w pięści i wstrzymując powietrze.
— Naruto?
— Ja… nie… — zaczął nieskładnie, zaczerpując kolejny oddech. — Chyba powinienem…
Zwinąć się. Tak. Jak najszybciej. Do mieszkania Sasuke. Tak. Tam jest bezpiecznie, tam jest dobrze, tam… tam…
Ciepła, drobna dłoń, która nagle wylądowała na jego ramieniu sprawiła, że zadrżał gwałtownie. Chwilowy niepokój zniknął natychmiast, gdy tylko obrócił się w krześle i spojrzał prosto w zielone oczy Sakury.
Mimo że gdzieś w jego głowie ponownie rozległo się lisie warczenie.

***

Sakura, Sakura, Sakura…
Przyjaciółka z dawnych lat, z którą wspólnie przeżywał ucieczkę Sasuke z wioski, z którą razem ganiał po świecie w poszukiwaniu Uchihy, która — w równym stopniu co on sam — gorąco pragnęła jego powrotu. To jasne, że siłą rzeczy musieli się do siebie zbliżyć, spędzając czas na wspólnych misjach. I podczas jednej z takich misji Naruto odkrył, że jego szczenięce zauroczenie do dziewczyny już dawno minęło, a on tak niekoniecznie nawet wiedział kiedy. W każdym razie — przyjaźń została. I trwała, przez długie lata, podczas których oboje maniakalnie próbowali sprowadzić Uchihe do wioski.
Później coś się sypnęło.
Zupełnie jakby z powrotem Sasuke, łącząca ich nić przyjaźni pękła. Zdecydowanie się od siebie oddalili i to bez jakiegoś racjonalnego powodu. Po prostu — każde zajęło się własnym życiem. Naruto lisim marudzeniem, własnymi, niekoniecznie jasnymi dla niego uczuciami, misjami. Później problemami z lisem i mieszkaniem z Sasuke. Zaś Sakura — pracą w szpitalu, która ponoć, jak Naruto zasłyszał od ich wspólnych znajomych, szła nadzwyczaj dobrze i już zaczynano mawiać, że młoda lekarka niedługo prześcignie swoją mistrzynię. O ile już w niektórych aspektach medycznych tego nie uczyniła.
Więc po prostu, jakoś zabrakło czasu w tej ich przyjaźni. Albo poprzez życiowe lawiracje żadne z nich nie pomyślało, żeby ten czas spróbować zorganizować. Nie, żeby Naruto miał to dziewczynie za złe. W końcu sam ostatnio… nieco nawalał, jeżeli chodziło o kontakty międzyludzkie.
Coś się sypnęło. Jednak zupełnie nie miało to znaczenia, kiedy spotkali się ponownie.

***

— Sakura — powiedział, uśmiechając się delikatnie, mimo tępego bólu, który zaatakował jego głowę. Mimo coraz głośniejszego lisiego warczenia. — Z milion lat się nie widzieliśmy!
— Ano — przyznała, odwzajemniając uśmiech. — Udało mi się na dzisiaj wyrwać wcześniej z pracy. Porozmawiamy… tak bardziej prywatnie?
— Jasne! — Naruto z pewnego rodzaju ulgą przyjął jej propozycję. Być może przez to, że naprawdę miło było po tak długim czasie po prostu z nią pobyć — tylko i wyłącznie z nią, a nie całą grupą — albo przez to, że siedzący obok Kiba wyjątkowo nachalnie im się przyglądał. Ignorując kretyńskie komentarze Inuzuki, który psioczył coś o „wyczuwaniu romansu”, Uzumaki wstał. I zaraz potem skierował się wraz z Haruno do zacisznego kąta przy kontuarze, gdzie mogli swobodnie pogadać.

***

Najlepsze w tej rozmowie było to, że mimo tak długiego odstępu czasu w którym nie mieli ze sobą kontaktu, żadne z nich nie czuło skrępowania. Z miejsca zaczęli swobodną konwersację, zupełnie jakby widzieli się zaledwie wczoraj. I rozmawiali o wszystkim. Chociaż to o dziwo Sakura mówiła więcej o tym co właściwie porabiała i jak aktualnie wygląda jej życie. Naruto za to wczuł się w wiernego słuchacza i naprawdę miło było dowiedzieć się o sukcesach dziewczyny.
To było w jakiś pokręcony sposób odświeżające. Bo w tej chwili Uzumaki był daleki od myślenia o własnych problemach, a nawet o Sasuke, na którego powrót jeszcze tak niedawno niecierpliwie wyczekiwał.
Jednak nie mogło być przecież za dobrze i demon wyjątkowo usilnie starał się nie dać swojemu nosicielowi o sobie zapomnieć. Jego wściekły warkot towarzyszył ich rozmowie cały czas. Zjadliwe kłapanie i złośliwe obelgi stawały się coraz częstsze. Od tego wszystkiego, mimo że sama rozmowa naprawdę była przyjemna, coraz bardziej bolał go łeb. I narastała w nim frustracja.
Sam nie wiedział, dlaczego tak uparcie stał w tym cholernym barze i starał się ignorować własne dolegliwości. Chyba w jakiś pokręcony sposób chciał nadrobić nieco czasu z Sakurą, zdając sobie sprawę, że kolejna taka okazja może się nie nadarzyć szybko. A mimo wszystko zależało mu na utrzymaniu z nią chociażby tej namiastki przyjaźni jaka ich kiedyś łączyła.
Sakura w końcu była ważną częścią jego życia. Nie mogłaby nie być. Nawet nie chodziło o to chromolone zadurzenie, które kiedyś czuł w stosunku do niej. Po prostu — zbyt wiele razem przeszli, żeby tak po prostu zapomnieć o sobie nawzajem. Więc stał. Korzystał z możliwości. I z minuty na minutę czuł się coraz gorzej. Co, nic dziwnego, zostało w końcu zauważone przez medyczkę.
— Wszystko w porządku? — zapytała, przerywając w pewnej chwili swoją opowieść o ostatnim, dosyć upierdliwym pacjencie. W zielonych oczach Naruto zobaczył wyraźny niepokój.
Nie. Nie było w porządku. Być może też nie było jakiejś wyjątkowej tragedii z tym lisim świrowaniem aktualnie, ale Uzumaki zdecydowanie nie czuł się najlepiej. I zapewne już można było dostrzec tego oznaki na jego twarzy.
— Ja… — zamilkł gwałtownie, czując kolejną falę bólu. Przymknął oczy, wciągając nerwowo powietrze, mając jednocześnie nadzieję, że wcale nie wygląda tak fatalnie jak się czuje. — Nie gorzej niż zazwyczaj— mruknął w końcu, uchylając powieki.
Och. Okej. Zdecydowanie było bardziej niż “nie w porządku”.
Obraz dziewczyny dziwnie mu się rozjeżdżał. Lis warczał. Ból, choć do zniesienia, stawał się coraz bardziej irytujący. Chyba… powinien udać się do domu. Może tam demon przestanie męczyć. Może tam… może… już będzie Sasuke?
Ździra, ździra. Głupia, pusta, różowowłosa ździra.
— To… coś z demonem? — zapytała półszeptem Sakura, zaraz po zerknięciu na innych towarzyszy, najwyraźniej sprawdzając, czy ktoś przysłuchuje się ich rozmowie.
A owszem, pusta laleczko.
Naruto nie odpowiedział. Przyglądał się dziewczynie i zastanawiał się na ile Sakura jest zaznajomiona z jego aktualną sytuacją. Zdawał sobie sprawę z tego, że JAKIEŚ informacje musiała posiadać. Chociażby z tego względu, że w szpitalu pracowała blisko Tsunade. Aczkolwiek na ile Hokage ją wtajemniczyła, nie miał najmniejszego pojęcia.
— Nie wiem za dużo — przyznała niechętnie, jakby czytając w jego myślach. — Piąta nie chciała mi nic zdradzić, oprócz ogólnych informacji. To… dla twojego dobra. Żeby nie powstawały plotki. Jakbym… jakbym mogła ci jakoś pomóc… Ja… Nie wiem. — Potrząsnęła głową. — Chciałabym UMIEĆ pomóc — poprawiła się. — Ale Hokage twierdzi, że im mniej osób wie cokolwiek, tym lepiej… więc… więc…
Bezużyteczna. Beznadziejna.
— Jezu, zamknij się — warknął w końcu Naruto, mimo że starał się skupić na tym co mówiła do niego dziewczyna, a nie tym co psioczył lis. Jednak to co podszeptywał plus nasilający się ból, nie za bardzo mu ułatwiały sprawę.
— Co? — Sakura zamrugała, zdumiona jego słowami.
— Sorry, to… — Uzumaki zaśmiał się nerwowo. Dopiero sobie uświadomił, jak ich rozmowa mogła wyglądać dla kogoś z boku. — To do tego pchlarza.
— On do ciebie mówi?
— Yhm. Od czasu do czasu zbiera mu się na wynurzenia.
— To… męczące zapewne.
— No — przyznał. — Słuchaj, nie przejmuj się. — Postanowił nieco zmienić temat. Nie za bardzo miał ochotę roztrząsać lisie marudzenie. Zwłaszcza z Sakurą, którą to demon wziął sobie za cel do obrażania. Zresztą, chyba faktycznie należało zakończyć rozmowę i iść spróbować odpocząć. — My… damy sobie jakoś radę. Sądzę, że to kwestia czasu, zanim rozgryziemy o co chodzi tej cholernej bestii. Dzięki za wsparcie w każdym razie. Naprawdę wiele dla mnie znaczy.
— Nie, żeby to sprawiało, że faktycznie jestem przydatna — stwierdziła, krzywiąc się przy tym nieznacznie.
— Jesteś — zaoponował. — Naprawdę — dorzucił, widząc po jej minie, że nie czuje się przekonana. — To… to, że się teraz nie odwracasz ode mnie. Że chciałabyś pomóc… to naprawdę dla mnie dużo.
— Mimo wszystko…
— Lis to skomplikowany problem — przerwał jej. — Mało kto potrafi cokolwiek zaradzić. Właściwie, prawie nikt. Właściwie tylko… — zaciął się.
— Sasuke? — dokończyła za niego cicho.
I to był błąd.
Naruto nie wiedział czy to imię przyjaciela wypowiedziane przez dziewczynę rozproszyło go na tyle, że stał się bardziej podatny na lisią chakrę, czy może ono samo w sobie podziałało na dziewięcioogoniastą bestię jako swojego rodzaju bodziec. Coś po prostu razie sprawiło, że demon oszalał.
A wraz z nim sfiksował Uzumaki.

***

Czuł się jakby nagle zepchnięto go na drugi plan. Jakby ktoś obcy przejął jego ciało, a nawet część myśli. Jakby zostały mu wyłączone wszystkie funkcje i nagle mógł tylko biernie, bez emocji obserwować z daleka rozgrywające się przed nim wydarzenie.
Więc patrzył.
Patrzył jak na twarzy stojącej przed nim osoby wykwita grymas przerażenia.
Patrzył jak cofa się gwałtownie. Jak jej usta rozwierają się do zduszonego okrzyku. Być może grozy. Być może tylko zaskoczenia.
Patrzył jak zostaje powalona silnym, niespodziewanym pchnięciem. Jak ląduje na podłodze.
Patrzył na całą gamę emocji pojawiającą się w zielonych oczach, kiedy jego własne ciało unieruchamia ją, przyciskając do podłogi, gdy siada na niej okrakiem. Kiedy otoczona złowrogą charką dłoń zaciska się na jej szyi. Kiedy druga zaś podnosi się do ciosu.

Patrzy. Widzi.
I nie czuje zupełnie nic.

***

środa, 1 czerwca 2016

The only way... — SasuNaru

Nic nowego ni mam niestety, ale okazuje się, że jeszcze co nieco mogę wygrzebać z forum, czego jeszcze nie wrzuciłam na bloga x).  Więc: Z OKAZJI DNIA DZIECKA, czyli najlepszego dnia ever, OFIAROWUJĘ WAM TEGO OTO FIKA X). I ostrzegam, że pisany dawno i właściwie nieszczególnie za nim przepadam, noaleno xD. Prezent jest? JEST. WIĘC LICZY SIĘ!    Tytuł: The only way...
Długość: jakieś 5,4k słów
Gatunek: humor, AU, lekki romans
Beta: wytrwale Akari :'3. 
Uwagi: Ogólnie, to tekst jaki miałam napisać dla Pico za ff o oświadczynach. Ponoć. Ja tam nie pamiętam, byłam po połowie piwa owocowego, więc to nie powinno się liczyć x). Noale, no. Pico zażyczyła sobie fika o dosyć... eee... no... jasnych wymaganiach. Pico ponosi odpowiedzialność za jego napisanie. Ogólnie to Pico też napisała fragment (duuuży fragment), do którego wcisnęłam swoje trzy grosze, więc to taki współfik w sumie. Pico mówiła kiedyś na SB, że momentami jest śmiesznie i lepiej nie jeść i nie pić. Nie wiem co mogę zwalić jeszcze na Pico, ale jak coś to... noo... Pico jest odpowiedzialna za poniższy tekst, BO TAK.



The only way...

Naruto zerkał dyskretnie na wejście do sklepu. Och, już za chwilę, za sekundę... Czas dłużył się nieubłaganie, jak zwykle podczas oczekiwań. Ale, ale zaraz... o!
— Cześć, Sasuke! — Pomachał radośnie w kierunku mężczyzny, który właśnie przekroczył drzwi.
— Yhm — odmruknął Uchiha, wykonując dłonią coś, co dla przeciętnego obserwatora oznaczałoby pewnie „odwal się”. Jednak Uzumaki znał go na tyle, żeby wiedzieć, że to było takie jego „dzień dobry”. Z uśmiechem obserwował jak Sasuke mija jego stanowisko za ladą, zmierzając w kierunku pokoju socjalnego pracowników. I gdy tylko mężczyzna zniknął za parawanem, Naruto wyraźnie zmarkotniał.
Ewidentnie na niego leciał. Znaczy, Naruto na Sasuke. Czy działało to w drugą stronę, Uzumaki nie miał najmniejszego pojęcia. I jakoś — mimo ogólnej odwagi jakiej pokłady w sobie posiadał — coś wyraźnie hamowało go przed tym, żeby przekonać się, czy może jednak Uchiha również miałby ochotę na... hm... spotkanie w celu lepszego poznania się. Nie no, dobra, nazwijmy to odpowiednimi słowami: na randkę. Albo chociaż na szybki numerek. Albo może nie taki szybki. Dłuższy numerek. Kilka numerków.
Boże. Wariował przez niego. Naprawdę. Od kiedy tylko Sasuke przyjął posadę ochroniarza w tym okropnym sklepie, to Naruto po prostu ześwirował na punkcie mężczyzny. Nic dziwnego: wysoki, dobrze zbudowana sylwetka — na co wskazywał widoczny nawet w koszulkach lekki zarys mięśni — ciemne włosy i równie ciemne oczy, w których zazwyczaj widoczna była jedynie obojętność. Uchiha perfekcyjnie wpisywał się w jego „typ idealny”. I pewnie nie tylko jego, co mógł śmiało stwierdzić, widząc niektóre spojrzenia klientek sklepu. I klientów właściwie.
W każdym razie, gdyby spotkał go w innych okolicznościach, to Naruto już dawno otwarcie by do niego zarywał. Bardzo, bardzo otwarcie. I za nic nie pozwoliłby na to, żeby takie ciacho odmówiło mu czegokolwiek. Tylko, no... Tak jakby sceneria była nieco nieodpowiednia dla takich zalotów. Znaczy, może i odpowiednia, jakby się tak głębiej nad tym tematem zastanowić. Nawet ZBYT odpowiednia. I może właśnie to hamowało Uzumakiego.
Na pewno też nie chodziło o to, że znajdują się w swoim miejscu pracy i powinni zająć się zasłużeniem na swój zarobek. Serio. Chociaż jakby ktoś zapytał, czy chodzi o to, że znajdują się w takim, a nie innym sklepie, to tak. Właśnie tu mógł tkwić problem...
...Bo obaj pracowali w sexshopie.

***

Ideał. Cudowny, cudowny ideał. Perfekcyjny. Po prostu... ah, chodząca pokusa.
Naruto westchnął z rozmarzeniem, wpółleżąc na blacie lady za którą stał. Miał doskonały widok na Sasuke stojącego do niego tyłem. I z dwóch powodów Uzumaki był naprawdę rad, że Uchiha przyjął akurat taką pozycję. Po pierwsze, mężczyzna aktualnie wyglądał za otwarte drzwi, więc siłą rzeczy nie mógł widzieć, że Naruto mu się przygląda. Drugim powodem było to, że Sasuke miał równie kuszący „tył” co „przód”. Więc Uzumaki radośnie korzystał z tego, że bezczelnie może się w ten tył wgapiać.
Westchnął ponownie. Och, co by dał, żeby móc klepnąć te kształtne pośl...
— Serio?
— Hm? — zapytał nieco nieprzytomnie, nieświadomie ignorując machającą przed oczami rękę. Jednak zielonych oczu ciskających gromy i twarzy wyrażającej lekkie zniesmaczenie, okalanej różowymi włosami, nie był już w stanie tak olać. Zwłaszcza, że widok przyjaciółki, która pojawiła się nagle w zasięgu jego wzroku był dosyć niespodziewany. Tak więc nic dziwnego, że wrzasnął z przestrachem i odsunął się od niej gwałtownie.
— Zwariowałaś? — jęknął, kiedy tylko rozeznał się w sytuacji. — Chcesz, żebym zawału dostał?
— Ja zwariowałam? — zapytała, prostując się, bo żeby zwrócić na siebie uwagę Uzumakiego, nachyliła się nad ladą. Przymknęła oczy i pomasowała dłonią czoło. — A ty wiesz, że znowu wlepiałeś maślane spojrzenie w tyłek naszego ochroniarza i odstraszałeś tym klientów?
— Wcale nie... — próbował zaprzeczyć. Jednak widząc spojrzenie przyjaciółki zrezygnował. — No dobra. Może i wlepiałem. Co z tego?
— To z tego, że to zaczyna być niepokojące — stwierdziła, zakładając ręce na ramiona.
— Niepokojące było, jak zalecałaś się do Saia — odparował natychmiastowo Naruto. Nie do końca rozumiał, co przyjaciółka widziała w tym... specyficznym facecie, ale najwyraźniej musiało to być coś szczególnego, bo już byli ze sobą dwa lata.
— JA przynajmniej miałam na tyle odwagi, żeby się do niego zalecać — odgryzła się. — A ty... no...
— Spójrz na to, że ty Saia wyrwałaś na uczelni.
— Spójrz na to, że ty Sasuke możesz spróbować wyrwać w pracy — prychnęła. — Nawet jak cię oleje, to mam nadzieje, że przynajmniej nieco się ogarniesz i przestaniesz śnić o nim na jawie.
— W pracy? — zapytał sceptycznie.
— A co ci się niby nie podoba? — Sakura wzruszyła ramionami. — Praca jak każda inna.
— Praca w sexshopie nie jest „jak każda inna” — stwierdził grobowym głosem.
— Niby dlaczego nie? Co ci takiego przeszkadza w zwykłym zaproszeniu go na wyjście?
— To, że pytanie „umówimy się”, gdy stoi się w otoczeniu gumowych penisów, wyjątkowo zboczonej bielizny i filmów o tematyce bardziej niż nieprzyzwoitej, brzmi po prostu źle. A nawet fatalnie źle — kontynuował tym samym tonem. — Bardzo fatalnie źle.
— To zmień pracę i wtedy go zaproś — sarknęła, obracając się na pięcie, żeby zaraz zniknąć między sklepowymi półkami.
Naruto z ledwością powstrzymał się od prychnięcia. Jasne. Sakura dobrze wiedziała, dlaczego Uzumaki jeszcze się nie zwolnił z sexshopu. Ona siedziała tu — pracując z Naruto zamiennie na kasie czy też przy rozkładaniu towaru na półkach — z tego samego powodu. Po prostu nigdzie indziej nie chcieli ich przyjąć. Znaczy dobra: chcieli nawet. Ale za taką marną stawkę godzinną, że to było poniżej godności nawet biednego studenta. A praca w sexshopie, mimo tego, że nieco... hm... źle odbierana przez niektórych ludzi, to jednak była dobrze płatna.
Tak więc nie miał jak zmienić pracy. Smutne, ale prawdziwe. W ramach pocieszenia postanowił powrócić do swoich obserwacji. Jednak Sasuke już nie stał przy drzwiach. Naruto wychylił się zza lady i zaraz zmarkotniał wyraźnie, nie mogąc go nigdzie dojrzeć. No kurde, no! On tylko chciał jeszcze chwile popatrzeć na ten kształtny tyłe...
— Szukasz czegoś? — Wzdrygnął się, słysząc niski, niezwykle seksowny głos.
Och, tak, mów do mnie jeszcze.
Z uśmiechem na ustach spojrzał na Sasuke, który teraz opierał się swobodnie o jedną ze sklepowych półek. Och, ta czysta perfekcja spoglądała na niego z uwagą. Tylko na niego!
— Nie — odpowiedział, starając się nie pokazać po sobie, że jego serce właśnie próbuje mu wyskoczyć z klatki piersiowej. — Niczego.
— Na pewno?
Bardzo, bardzo przyjemny. Pomyślał o jego głosie, powstrzymując się od westchnięcia. Taki, taki...
— Tak. — Wyszczerzył zęby w jego kierunku. — Wszystko jest w jak najlepszym porządku.
— To dobrze.
… po prostu taki należący do niego. Głos idealny, głos perfekcyjny, głos kuszący i... Och, cholera, poszedł sobie. Z lekkim zawodem Naruto obserwował, jak Sasuke idzie alejką wypełnioną różnego rodzaju afrodyzjakami i skręca w kolejną. Przynajmniej jeszcze przez kilka sekund mógł sobie popatrzeć na jego pośladki.
Cudowne pośladki.

***

Wciągnąć do przymierzalni i zmacać. Przyszpilić do ściany, ustami zaatakować usta, zanurzyć dłoń w ciemnych włosach, a następnie sięgnąć ręką do...
— Dwadzieścia jeden trzydzieści — mruknął, zerkając na wyświetlacz kasy. Młoda dziewczyna podała mu pieniądze, rumieniąc się przy tym. Najwyraźniej zakupy w sexshopie powodowały u niej pewien dyskomfort. Ha. A co miał powiedzieć taki Naruto, który pracował tu na co dzień?
— Hmm... A może jakieś owocowe?
— A są prążkowane?
— Prążkowano-owocowe?
No właśnie. Takie rozmowy między klientami były codziennością. Uzumaki zerknął spod byka na młodą parę, która gmerała przy pobliskiej półce z prezerwatywami. O ile na początku pogawędki tego typu wydawały się być dosyć zabawne, tak później po prostu irytowały. Ale to jeszcze dało się znieść. Tak, to nie było najgorsze. Najgorsze było...
— O, pan tu pracuje? — Najgorsze było, kiedy klienci prosili go o rady. A skąd on miał do cholery wiedzieć, co takiego zadowala daną osobę w łóżku?! — Czy mógłby pan nam pomóc?
Wiedział co by zadowoliło JEGO. Czy też raczej KTO. Ale jakoś nie sądził, że akurat o takie informacje prosi go ta niezdecydowana para. No litości, czy wybór odpowiednich gumek naprawdę był taki problematyczny, że musieli chceć od niego jakiejś rady?
— Eee... — zaczął, jednocześnie próbując wymyślić sprytną wymówkę, która pozwoliłaby mu wykręcić się od współudziału w zakupach pary. — Właściwie to ten...
— Zajmiemy tylko sekundkę — zapewniła kobieta, patrząc na niego z wyraźnym oczekiwaniem. — No najwyżej dwie.
— Nie wątpię, jednak... eee — zająknął się. Cholera, nie wywinie się. Nie ma opcji. Będzie musiał znowu odbyć żenującą rozmowę na temat prezerwatyw, bo ludziom nie chce się czytać stojących tuż obok półki ulotek! — Jednak...
I wtedy nadeszło wybawienie. Wybawienie miało uprzejmy uśmiech na swym obliczu. Wybawienie pewnym krokiem podeszło do prezerwatyw i chwyciło jedno z opakowań, żeby następnie wcisnąć je w ręce stojącego tuż przy kobiecie mężczyzny. Wybawienie powiedziało tym swoim cudownie niskim głosem:
— Te polecam. — Następnie wybawienie puściło Naruto oczko i ponownie zniknęło za półkami. Pod Uzumakim niemalże ugięły się nogi.
— Mógłbyś wziąć przykład i też tak wyglądać — parsknęła kobieta do mężczyzny, który jej towarzyszył, wskazując brodą na kierunek w którym udał się Sasuke. Następnie wyrwała mu trzymane opakowanie i w kolejnych słowach zwróciła się do sprzedawcy. — Poprosimy.
Naruto dosyć machinalnie wbijał cenę produktu na kasę. Bardzo starał się nie pokazać po sobie, że... że właściwie co? Miał ochotę piszczeć jak mała dziewczynka, bo Sasuke właśnie uratował go przed klientami? I puścił mu oczko. OCZKO. To był chyba najbardziej intymny gest jaki spotkał go ze strony mężczyzny do tej pory.
— Zapakować? — zapytał z radosnym uśmiechem przylepionym do twarzy, wskazując na pudełeczko trzymane przez klientkę. W tej chwili nawet praca w sexshopie była cudowna.

***

W zasadzie jego radość na tamtej chwili się zakończyła, ponieważ minęło kilka dni, a jego stosunki z Sasuke wciąż wyglądały jak wcześniej. Czyli no... Nie wyglądały wcale.
Jedynym ciekawszym momentem ostatnich dni, była wymiana spalonej żarówki. Szczególnie, że ochotniczo na wymieniającego zgłosił się sam Sasuke, a sufit znajdował się na tyle wysoko, że stojąc na drabinie, Uchiha wciąż musiał się nieźle wyciągać, by dosięgnąć lampy.
Naruto błyskawicznie przybrał najlepszą pozycję do obserwacji i... gapił się. Bo tego już nie można było nazwać patrzeniem. Gapił się na silnie ramiona i sprawne dłonie, które przez niedługą chwilę mocowały się z upartym kloszem lampy. Gapił się na widoczną część pleców, która ujawniła się podczas tej czynności, kiedy to koszula Sasuke podciągnęła się nieco do góry, gdy ten sięgał do żarówki. Przez chwilę nawet gapił się na linię bokserek, wyraźnie odcinającą się tuż nad jeansami. Jednak zaraz jego spojrzenie prześlizgnęło się tam, gdzie zdecydowanie często lądowało ostatnimi czasy. Czyli na tyłek Uchihy. Mimo że zakryty spodniami to i tak taki... och, wspaniały. Cudowny, kształtny i w ogóle idealny do zmacania. Co by Naruto dał, żeby móc, nawet tylko przez chwilę, bezkarnie potrzymać rękę na tej konkretnej części uchihowego ciała?
Teraz jednak tylko pochłaniał to wszystko niemal wygłodniałym wzrokiem i dziwił się, że Sasuke tego nie wyczuł. Oczywiście cały seans musiała zepsuć Sakura, zdzielając go gazetą w głowę i każąc wracać do pracy. Naruto naprawdę nie chciał wiedzieć, co to za gazeta była konkretnie. Znając sklepowy repertuar... No cóż.
I tak mijały szare dni. Naruto był tak sfrustrowany całą sytuacją i brakiem jakichkolwiek postępów z Sasuke, że gdy przychodził do pracy czuł się jakby miał depresję. Nie, żeby sam wiedział, na czym mają polegać „postępy z Sasuke”. Po prostu mogłoby się wydarzyć „coś”. Cokolwiek.
Uzumaki wtoczył się do sklepu i ze zdziwieniem odnotował, że znajduje się w nim wyjątkowo wielu klientów, a stojąca przy kasie Sakura ma ręce pełne roboty. Chciał się szybko przemknąć na zaplecze w celu zostawienia plecaka, by zaraz pomóc dziewczynie, ale ta go złapała w ostatniej chwili.
— Dobrze, że już jesteś! — zawołała, jednocześnie kasując towary. — Przy tylnym wejściu czeka Kiba z dostawą. Odbierz ją proszę, bo nie mogę się stąd ruszyć.
Nie mając większego wyboru, poczłapał na podwórko na tyłach sklepu, gdzie stał wysoki mężczyzna ubrany w pomarańczowy uniform. Jak się okazało, Kiba zdążył już wnieść na zaplecze część dostawy.
— Hej Naruto! — krzyknął, gdy go zobaczył. — Podpisz mi wreszcie te papierzyska i zabieraj pudła. Mam jeszcze sporo dostaw na dzisiaj, a już łapię opóźnienie.
Uzumaki szybko wziął podkładkę z fakturami i zaczął je podpisywać. W międzyczasie Kiba wyciągnął resztę przesyłki z ciężarówki.
— Słyszałem, że macie tutaj ciekawy towar — rzucił, wskazując na pudła. — Coś, co mogłoby ci się spodobać — dodał, uśmiechając się przy tym dosyć sugestywnie.
— Inuzuka, ty weź się lepiej zajmij swoim życiem seksualnym, co? — Naruto wcisnął mu podkładkę w ręce, ale również wyszczerzył się w jego kierunku. Jakoś z Kibą nigdy nie potrafił długo utrzymać powagi. — Ta twoja Hinatka to może być taka cicha woda i zaraz będziesz potrzebował naszego asortymentu.
— Nie — zaprzeczył Inuzuka i wypiął dumnie pierś. — Ja zawsze staje na wysokości zadania!
— No to dobrze, ale jakby co, to mamy takie specjalne środki... — nie dokończył, bo właśnie dostał bolesnego kuksańca w żebra.
— Żebyś sam tych swoich środków magicznych zaraz nie potrzebował — parsknął mężczyzna. — No dobra. Ja muszę spadać, bo mi szef urwie głowę przy samym tyłku, jak się nie wyrobię ze wszystkim — rzucił, oddalając się już w stronę ciężarówki. — Trzebaa się kiedyś zdzwonić na piwo! Na razie!

***

Nadszedł wieczór i w sklepie został tylko on i Sasuke. Klienci jeszcze sporadycznie się pojawiali, ale głównie po to by kupić na szybko prezerwatywy. Według zasad, Naruto powinien teraz wziąć się za wykładanie towaru, który dzisiaj przyszedł. Kilka godzin wcześniej szef przysłał mu maila, że nowe produkty ma umieścić na dziale "seks analny". Już wiedział o co chodziło Kibie z tym, że to coś, co może mu się spodobać. Wścibski idiota, pomyślał, kręcąc głową, kiedy z trudem przytaszczył, a raczej przeciągnął jedno z pudeł do odpowiedniego regału. A raczej starał się przeciągnąć, bo Sasuke, widząc jego dosyć nieporadne próby, zbliżył się i pomógł mu je przenieść.
To było... romantyczne. O tak! Bo przecież taka bezinteresowna pomoc jak najbardziej zalicza się do romantycznych rzeczy! Serce Uzumakiego łopotało radośnie w klatce piersiowej, podczas gdy obaj taszczyli ciężkie pudło. Przez głowę przemknęły mu tysiące myśli, wszystkie w stylu „cudowny, cudowny”, „chcę mieć z nim dzieci”, „mam-zły-widok-na-tyłek-ale-ten-widok-też-mi-się-podoba”. Jednak, kiedy w końcu umieścili towar na podłodze, wydusił z siebie jedynie krótkie:
— Dzięki. — Nie za bardzo wiedział jak rozwinąć wypowiedź. Tak szczerze mówiąc, kiedy Sasuke znajdował się za blisko, to miał drobne problemy z artykułowaniem dłuższych zdań. Dlatego też, żeby nie palnąć nic głupiego, po prostu zabrał się za otworzenie kartonu i wypakowanie towaru.
— Nie ma sprawy — opowiedział Uchiha i po chwili wahania zapytał:
— Trochę mi się nudzi. Może ci pomogę?
Serce Naruto znowu podskoczyło radośnie. O. O... Więcej czasu sam na sam z Sasuke. Tylko z Sasuke. I z jego seksownym tyłkiem. O...
— Jasne! — Pokiwał gwałtownie głową. — Przynajmniej szybciej pójdzie. — Miał nadzieję, że jego głos wcale nie brzmiał tak wysoko jak mu się wydawało.
Przez następne kilka minut w ciszy wykładali nieduże pudełka na półki, ale Naruto nie bardzo zwracał uwagę co to jest, zajęty gorączkowym szukaniem tematu do rozpoczęcia rozmowy. A tymczasem jego mózg najwyraźniej postanowił udać się na wakacje, bo nic logicznego nie chciało mu wpaść do głowy. Ku jego wielkiemu zdziwieniu to znów Sasuke pierwszy się odezwał.
— Wiesz, zanim zacząłem tu pracować nawet przez myśl mi nie przeszło, co się sprzedaje w takim sklepie. Jakoś nigdy nie miałem potrzeby zaglądania do sexshopu. Chociaż muszę przyznać, że niektóre produkty robią na mnie wrażenie. — Uśmiechnął się nieznacznie.
Naruto był pewien, że serce zaraz wyskoczy mu z piersi. Ten uśmiech... O boże, ten uśmiech był przecudowny, przewspaniały i przepiękny! Sasuke mu pomagał, zagadywał go i jeszcze UŚMIECHAŁ SIĘ. Czy to się działo naprawdę?! Starał się zachować neutralną minę. Gdyby tylko mężczyzna wiedział co się dzieje w jego głowie...
— Nie martw się — powiedział w końcu, jako tako normalnym głosem. Nawet udało mu się uruchomić w końcu funkcję sklecania zdań. — Ja do tej pory nie mam pojęcia czym są i do czego służą niektóre rzeczy. — Spojrzał na trzymane w dłoni pudełko w którym znajdował się jakiś czarny przedmiot o fantazyjnym kształcie. — O, na przykład to. Biorąc pod uwagę na jakim dziale to kładziemy, to domyślam się gdzie się to wsadza, ale chyba wolę nie myśleć do czego dokładnie służy...
— "Czarny silnikowy masażer prostaty" — przeczytał swoim seksowym głosem Sasuke, na co Naruto natychmiast się zaczerwienił. No dobra... To nie był wymarzony temat do rozmów. Jednak Uchiha nie przerwał zagłębiania się w tekst. — "Masaż prostaty może być nie tylko ciekawym urozmaiceniem życia erotycznego, ale ma on również uzasadnienie medyczne." Hmm... To całkiem ciekawe. "Niezwykle istotnym elementem mającym wpływ na właściwe funkcjonowanie gruczołu krokowego jest masaż prostaty, który..."
Naruto z każdym słowem czuł, że robi się coraz bardziej czerwony, szczególnie, że wyobraźnia bardzo szybko podsunęła mu kilka wyjątkowo kreatywnych wizji. Ze wszystkich możliwych rzeczy na świecie, dlaczego musiało trafić na cholerny masażer?!
— "Dzięki temu stymulatorowi Twoje stosunki będą dłuższe, a orgazm o wiele silniejszy." — Sasuke wreszcie skończył czytać informacje na opakowaniu. — Wiesz co, Naruto? To co tu piszą jest całkiem sensowne. Chyba sobie taki sprawię. — Uzumaki, który dotychczas starał się zamaskować swoją coraz czerwieńszą twarz poprzez wgapianie się w otwarty karton, poderwał głowę, nie wierząc w to co właśnie usłyszał. Czy obiekt jego marzeń właśnie postanowił sobie kupić... masażer... prostaty?
Sasuke spojrzał mu w oczy, uśmiechając się zadziornie, po czym odwrócił się w stronę lady.
— Zostawię jeden przy kasie. Jak już go wprowadzisz do systemu, to nabij na mój rachunek, ok?
Naruto machinalnie kiwnął głową, jednocześnie czując, że jego żuchwa niebezpiecznie zbliża się do podłogi.

***

Kolejnego dnia, kiedy to Naruto stał już przy kasie i bezczynnie się w nią wgapiał, wciąż trwał w lekkim szoku. A w jego głowie zakwitła jedna myśl: on się ze mnie nabijał.
Serio.
Musiało tak być.
Nie było innej opcji.
Bo, no... No kurde, nie rozmawia się z obcym facetem o masażerach prostaty na poważnie! Nawet, jeżeli to współpracownik. Nawet, jeżeli ma to miejsce w sexshopie! No po prostu nie. Sasuke musiał się z niego nabijać. Tylko dlaczego? No przecież Naruto mu nic nie zrobił...
… poza bezczelnym wgapianiem się w jego tyłek...
Nawet ze sobą za wiele nie rozmawiali. Więc niby kiedy miałby mu się czymś narazić?
… a to wgapianie się w sumie miało miejsce dosyć często...
Więc w mniemaniu Naruto, Sasuke naprawdę nie miał powodu, żeby się na nim mścić, wkręcając go w dosyć niekomfortową rozmowę. Chyba że po prostu mężczyzna miał takie skrzywione poczucie humoru i lubił wkręcać innych ludzi w dziwne tematy.
… notorycznie wręcz...
Och, właściwie, nawet jeżeli tak było, to dało się mu to wybaczyć. W końcu, osoba z TAK kształtnym tyłkiem ma prawo... ma prawo...
— O cholera. — Naruto prawie zachłysnął się powietrzem, kiedy nagle dotarło do niego jego odkrycie. Sasuke WIEDZIAŁ. Sasuke wiedział, że jego pośladki były niemalże przy każdej okazji obiektem obserwacji Uzumakiego! To była jedyna rzecz za jaką mógłby się mścić!
— Cześć. — Zaaferowany swoim odkryciem nie zauważył nawet, że ktoś przed nim stanął. — Hej, wszystko w porządku?
Naruto zamrugał nieco zdziwiony. O. Sasuke. Ten Sasuke. Ten, który WIE.
Z ledwością powstrzymał się od wyjątkowo niemęskiego kwiknięcia.
— Cześć — odpowiedział w końcu, przez zaciśnięte gardło. I zrobił coś, co było jedynym słusznym wyjściem z sytuacji. Obrócił się na pięcie i sztywnym krokiem pomaszerował do pokoju socjalnego.

***

To nie tak, że zwiał, żeby się ukryć. Wcale się przed nim nie chował. Po prostu... Po prostu lubił siedzieć w pokoju socjalnym! Naprawdę! Był taki... um... zagracony. I z niezrozumiałych powodów zalatywało w nim kocim żarciem.
— Możesz mi powiedzieć, co ty właściwie wyprawiasz? — Wyraźnie rozdrażniony głos wyrwał go z rozmyślań.
— Em? — zająknął się, spoglądając na Sakurę, która go zagadała. I która właśnie wbijała w niego mordercze spojrzenie.
— Jesteś w pracy, jakbyś nie zauważył — zaznaczyła wyraźnie dziewczyna, wciąż patrząc na niego z naganą. — Ja rozumiem, że dzisiaj nie ma za wielu klientów, ale jakby szef przyczaił, że mimo wszystko nie siedzisz przy kasie, to by ci się nieźle oberwało.
— Ale... eee... — Nie za bardzo chciał wychodzić. Bo tam był Sasuke. WIEDZĄCY Sasuke. — Um...
— Jak nie chcesz siedzieć na kasie to możemy się zamienić — stwierdziła w końcu. — Trzeba zrobić porządek w biblioteczce. Musiałam pogonić stamtąd dzieciarnie, ale i tak zdążyli nieźle pomieszać...

***

Biblioteczka była największym działem w sklepie. Znajdowały się tu wszelakie materiały filmowe, czasopisma, książki i dziwne gry planszowe. I faktycznie, najczęściej buszowały tu dzieciaki, szukające kreatywnych prezentów dla znajomych. Znaczy, dzieciaki — licealiści. I właśnie dwie takie szperały w planszówkach. Naruto usilnie starał się ignorować ich gderanie, kiedy do jego uszu dotarły słowa „seksowne pośladki”.
Zerknął na nie dyskretnie. Na licealistki, znaczy się. Aktualnie na żadne „seksowne pośladki” nie miał widoku. Obie wpatrywały się w dalszą alejkę, mając przy tym dosyć głupkowate miny. Ta wyższa — blondynka, właśnie zagryzała dolną wargę i najwyraźniej próbowała wyglądać ponętnie. Co, jak zauważył złośliwie Naruto, kompletnie jej nie wychodziło.
— Cholernie dobra dupa — powiedziała, nieco nazbyt głośno.
Naruto powędrował spojrzeniem za ich wzrokiem. I zamarł. Na końcu alejki stał ochroniarz, który rozmawiał właśnie z Sakurą. A ta licealistka mówiła o Sasuke. Konkretnie o jego pośladkach! Jak... co... przecież... Przecież tyłek Uchihy był jego obiektem westchnień!
— O tak — westchnęła z rozmarzeniem. — Bardzo dobra. Zamierzam klepnąć ten tyłek!
— CO. — Naruto dopiero po chwili odkrył, że powiedział to na głos. Dziewczyny spojrzały na niego z wyraźnym niezrozumieniem. — Eee... — zająknął się. Chwycił pierwszą rzecz, jaka wpadła mu w ręce i spojrzał na nią z roztargnieniem. Jak się okazało, trzymał właśnie nowy numer jakiegoś pornucha. — Wyszedł właśnie — stwierdził w końcu, patrząc na okładkę, na której ruda kobieta wdzięczyła się do czytelnika pokazując więcej ciała, niż zasłaniając. — Świeży nakład. Polecam! — Pomachał do dziewczyn gazetą, którą natychmiast odłożył i szybkim krokiem zdezerterował.
O nie. Nie mógł pozwolić na to, by jakaś smarkata bździągwa sprzedała klapsa uchihowym pośladkom! Zwłaszcza, że to było jego marzenie!

***

Łatwiej postanowić, niż wykonać. Przynajmniej do takiego wniosku doszedł Naruto, kiedy czaił się między regałami. Miał dobry punkt obserwacyjny. Z jednej strony wciąż widział uparte licealistki wlepiające maślane spojrzenie w ochroniarza, a z drugiej Sasuke, który albo nie widział tych dziewczyn, albo też usilnie je ignorował.
Tylko... No dobra. Co teraz?
Jako, że Naruto należał raczej do osób, które najpierw działały, a później dopiero myślały o tym, czy tak w ogóle wypada, to w kolejnej chwili już maszerował dziarskim krokiem w kierunku mężczyzny.
— Sasuke — powiedział dosyć poważnym tonem, dziwiąc się, że jest w stanie takowy z siebie wykrzesać w obecności mężczyzny.
— O? — Czarne oczy spojrzały na niego. O boże jakie on miał piękne oczy! Naruto zapomniał, co miał mu powiedzieć. Właściwie, to aktualnie zapomniał nawet gdzie się znajduje. I, że te cholerne licealistki w tym momencie obserwują pewnie nie tylko Sasuke, ale też jego. — Naruto. — Uśmiechnął się delikatnie. UŚMIECHNĄŁ SIĘ. Naruto chyba właśnie znajdował się w raju. — Właściwie to miałem dziwne wrażenie, że mnie unikasz.
Uzumaki, wciąż przebywając w krainie niespełnionych fantazji, pokiwał ze zrozumieniem głową. Dopiero po chwili dotarły do niego słowa mężczyzny.
— Unikam? Nieee — zaprzeczył niepewnie. Wcale nie unikał. Tylko... No tylko chował się w pokoju socjalnym. To przecież normalne. Każdy od czasu do czasu chowa się w pokoju socjalnym! — Ja, um... — Och, gdyby Sasuke był chociaż troszeczkę mniej seksowny, to Uzumaki nie miałby problemu z przeprowadzaniem z nim rozmów. — Właściwie no...
— To dobrze, że nie unikasz. — Uchiha uśmiechnął się jeszcze szerzej. O.Mój.Boże. Naruto ostatkami silnej woli powstrzymał się od westchnięcia. — To coś chciałeś?
Chciał... chciał... chciał coś? Zmarszczył z niezrozumieniem brwi. On? On jedynie chciał móc wpatrywać się w ten cudowny uśmiech długimi godzinami i nie myśleć o niczym innym niż to, że to czarne spojrzenie należy wyłącznie...
Chichot sprowadził go na ziemie. Zwłaszcza, że chichot ten nie należał ani do niego, ani do Sasuke. Tylko do którejś z tych upierdliwych licealistek!
— Tak! — rzucił twardym tonem, przybierając gniewny wyraz twarzy. — Te dwie — kiwnął dyskretnie głową, dając znać, że chodzi mu o klientki — się na ciebie czają. Na twój tyłek się czają, konkretnie mówiąc.
— Hmmm? — Sasuke zerknął na dziewczyny. — Cóż... Nie mój typ. Zdecydowanie. Jeżeli wiesz, co mam na myśli.
Naruto nie wiedział.
— Cóż więc... no... — Dlaczego te cholerne myśli nie chciały układać się w logiczne zdania?! — Um... Uważaj.
Uchiha przyglądał się mu przez chwilę z uwagą. Zaraz spojrzenie przeniósł na dziewczyny, które w tej chwili nawet się nie kryły z tym, że się na niego gapią. I ponownie zerknął na Naruto. Na jego twarzy wykwitł dosyć tajemniczy wyraz.
— Właściwie, to mam pomysł na zniechęcenie ich.
Opuszki palców Sasuke były nieco szorstkie. Ale ich dotyk niezwykle przyjemny. O. O... No.. Naruto nie spodziewał się, że mężczyzna go dotknie. Dlatego też nie za bardzo wiedział jak zareagować, więc robił to, co ostatnimi czasy wychodziło mu najlepiej. Po prostu się gapił. Gapił się prosto w ciemne oczy, podczas gdy palce Uchihy przez chwilę gładziły skórę na policzku, żeby zaraz chwycić go za podbródek.
Naruto wstrzymał oddech.
Sasuke się przybliżył.
Naruto zacisnął gwałtownie powieki.
I... i...
Och.
Sasuke pocałował go. Delikatnie musnął wargami jego własne, sprawiając, że serce Naruto drgnęło gwałtownie, a przez ciało przebiegł dreszczyk ekscytacji. Właściwie, to nie był to prawdziwy taki prawdziwy pocałunek z dużą ilością języka i śliny, jednak wywołał w Uzumakim przyjemne uczucie ciężkości w podbrzuszu.
Kiedy wyczuł, że Sasuke się odsunął, rozchylił niepewnie powieki. A później dłonie. Dopiero zdał sobie sprawę z tego, że kurczowo zaciska palce u rąk, które bezczynnie zwisały po jego bokach. Otworzył usta, chcąc coś powiedzieć, tylko, że znowu za bardzo nie wiedział co.
— No cholera, zawsze jak już zawieszę na kimś oko, to okazuje się, że jest gejem. — Niezadowolone prychnięcie, które dobiegło zza jego pleców, sprowadziło Naruto na ziemię. Dziewczyny wyminęły ich, zmierzając do wyjścia ze sklepu. — Co jest z tym światem nie tak?
Przez chwilę Uzumaki podążał za nimi wzrokiem. Zaraz jednak wbił go w swoje własne stopy.
— Cieszę się, że mogłem pomóc — wymamrotał i wrócił do biblioteczki. Praca. Tak. Musiał posegregować gazety. No.

***

...get rid of a temptation...

***

To było straszne. To było złe. To było po prostu przerażające.
Bo o ile wcześniej Naruto po prostu wariował, bo wariował, wyobrażając sobie dziwne rzeczy, tak teraz wariował... No właściwie wciąż wyobrażając sobie dziwne rzeczy, jednak z tą różnicą, że teraz wiedział jak smakują usta Sasuke. I ta wiedza, chociaż z jednej strony dodawała mu skrzydeł, tak też z drugiej była cholernym utrapieniem. A to z tego powodu, że chciał to przeżyć przynajmniej jeszcze raz. I to tak z użyciem większej ilości śliny. Plus języka.
Westchnął ciężko, przytłoczony kolejną wizją rzucenia się na ochroniarza. Sama świadomość tego, że mężczyzna znajduje się gdzieś w tym samym budynku, sprawiała, że czuł nieodpartą pokusę do... no... cholerna wyobraźnia!
— Wyglądasz jak kupka nieszczęścia — stwierdziła stojąca za kasą Sakura. Naruto zerknął na nią przelotnie, zanim kontynuował wykładanie prezerwatyw. — Albo jakbyś czegoś chciał, ale z jakiegoś bzdurnego powodu nie mógł tego mieć.
— Facet, na którego lecę już od dosyć dawna, wie, że się gapię systematycznie na jego tyłek — powiedział grobowym głosem. — I chyba mu się to nie podoba. Znaczy, że się gapię. Bo nabija się ze mnie i to bardzo. Nie odpowiada mi taka sytuacja, więc z łaski swojej, nie dołuj mnie bardziej, okej?
— Nabija? — Sakura zignorowała wyraźnie część jego wypowiedzi. — Jak to, nabija?
— Tobie się po prostu nudzi, bo mamy dzisiaj wyjątkowo mały ruch, czy pytasz jako przyjaciółka? Ponoć moja najlepsza?
— Jedyna, uściślając. — Haruno wyszczerzyła się radośnie w jego stronę. — I oczywiście, że się po prostu nudzę, więc?
Naruto przewrócił oczami. Cudownie było mieć wsparcie wśród innych ludzi. Mimo wszystko jednak, odłożył trzymaną właśnie paczkę i powrócił spojrzeniem do Sakury.
— Czytał mi etykietę z masażera prostaty — powiedział głosem wypranym z wielkich emocji. — Och, oczywiście, że możesz się śmiać. Nie przeszkadzaj sobie — dorzucił, widząc jej minę. Jednak kobieta opanowała się. — Romantycznie, nie? Pomagał mi wykładać towar i czytał o tym, że gadżet analny to super sprawa i każdy powinien taki mieć. Wiesz co zrobił na końcu?
Sakura pokręcił głową.
— Kazał jeden odłożyć dla siebie.
Wtedy wybuchnęła śmiechem.
— No dobra — wykrztusiła z siebie, kiedy tylko zdołała złapać oddech. — Ale po czym wnosisz, że wie, że się gapisz na jego cztery litery?
— A za co innego miałby się mścić? — zapytał z wyraźnym politowaniem.
— Daj spokój, to, że czytał ci dziwne rzeczy, nie znaczy jeszcze, że się mści.
— Pocałował mnie — sapnął Uzumaki, marszcząc brwi. — I zrobił to tylko po to, żeby wybić mnie z równowagi i w ogóle, żeby dać mi nauczkę.
Sakura wpatrywała się w niego przez chwilę w kompletnej ciszy. Na jej twarzy wykwitł wyraz zupełnego niezrozumienia.
— Facet twoich marzeń cię całuje, a ty stwierdzasz, że robi to tylko po to, żeby dać ci nauczkę? — wykrztusiła w końcu z siebie.
— No tak. — Wzruszył ramionami. Jednak, coby dowieść bardziej swojej racji, przedstawił przyjaciółce całą sytuację, w jakiej brali udział on, Sasuke i te głupie licealistki.
— Uchiha cię pocałował, a ty myślisz, że zrobił to, bo się z ciebie nabija? — powtórzyła tym samym niedowierzającym tonem, kiedy Naruto skończył swoją opowieść.
— No...
— Powiem ci to pierwszy raz w życiu: nie myśl już więcej. Błagam.

***

Po rozmowie z Sakurą odkrył, że jeszcze bardziej nie wie co myśleć. On wciąż uparcie twierdził, że Uchiha po prostu się mścił w wyjątkowo pokrętny sposób, ona zaś, że chyba jest nienormalny skoro tak sądzi i i powinien wziąć się w garść.
Ha, tylko jak tu się wziąć w garść, kiedy obiekt westchnień, jego własna seksowna pokusa, jego ideał najwspanialszy, właśnie odstawiał — oczywiście tylko w jego wyobraźni — namiętną scenę, używając do tego tych przeklętych przebieralni, znajdujących się na tyłach sklepu. Naruto zmierzył je ponurym spojrzeniem. Był właśnie w dziale, gdzie można gdzie można było zaopatrzyć się we wszelkiego rodzaju seksowne przebrania. A on musiał posegregować rzeczy z wieszaków.
Ogólnie rzecz biorąc, to Sakura stwierdziła, że Naruto powinien po prostu porozmawiać z Sasuke. Nawet zapytać go o ten cholerny masażer, skoro tak go męczyła ta historia i wyjaśnić sprawy między nimi, bo ona już nie może patrzeć na wiecznie wzdychającego Uzumakiego i ma tego dość, a jeżeli on sam nie ruszy tyłka, to ona wkroczy do akcji!
Naruto nie chciał, żeby wkraczała. Serio. Dlatego też solennie obiecał jej, że jak tylko nadarzy się okazja, to zamieni z Sasuke słówko. Szkoda tylko, że nie przewidział, że okazja nadarzy się właśnie...
… właśnie teraz.
— Hej.
Naruto zamarł, trzymając w rękach wieszak z męskimi stringami w kształcie słonika. W przypływie trzeźwego myślenia odłożył go, a dopiero po tej czynności obrócił się w kierunku Uchihy.
— Hej — odpowiedział, przyglądając się mu z wahaniem. Ha. Miał zamienić z nim słówko! Tylko ciekawe jakie...
Kiedy tak wpatrywali się w siebie w milczeniu, do Naruto dotarło, że Sasuke również wyglądał na lekko niepewnego. To dziwne w sumie, bo sam zagadał, a teraz najwyraźniej nie za bardzo wiedział co powiedzieć.
— Wiesz — zaczął jednak w końcu Uchiha, uśmiechając się przy tym lekko. — Nigdy nie byłem za dobry w rozmowach. Zwłaszcza z niektórymi ludźmi.
— Ja też — powiedział Naruto, kiwając przy tym głową. Właściwie to miał problem z jedną, konkretną osobą. I to ona właśnie patrzyła na niego tymi swoimi cudnymi, czarnymi ślepiami. Wtedy do Uzumakiego dotarło, że może nie ma sensu za dużo rozmawiać i że obiecane słówko już właściwie z siebie wydukał. Przyszedł czas działać. Zwłaszcza, że kuźwa, w końcu trzeba było zakończyć te cholerne podchody i Naruto po prostu musiał jakoś określić ich stosunki. — Zawsze wolałem czyny od słów.
A to, że owe „stosunki” Uzumaki widział w jednych, konkretnych barwach, spowodowało, że zaraz sapnął pod nosem i nie czekając na reakcję drugiego mężczyzny, wepchnął go do jednej z przymierzalni, jednocześnie atakując jego usta swoimi.
W końcu.

***

Sasuke smakował... miętą. Miętą i czymś jeszcze, czego Naruto nie był w stanie aktualnie określić, ale co powodowało, że wręcz kręciło mu się w głowie. A może chodziło bardziej o to, że po chwilowej dezorientacji, w której Uzumaki przycisnął swoje wargi do tych Uchihy, Sasuke jakby... eee...
No cóż, w pierwszej sekundzie — kiedy jeszcze drzwiczki przymierzalni nie do końca się za nimi zamknęły — Naruto pomyślał, że w najlepszym wypadku mężczyzna odepchnie go albo trzaśnie po twarzy. A w najgorszym... No, nawet nie chciał tego roztrząsać. Jednak Sasuke, zaraz po tym jak został wepchnięty do małej przestrzeni, a Uzumaki się od niego oderwał... Uśmiechnął się.
Naruto nie miał za dużo czasu wpatrywać się w ten cudowny, idealny wręcz wyraz twarzy. Bo zaraz Uchiha nachylił się nad nim i sam zainicjował pocałunek. Uzumaki jęknął wewnętrznie, zaciskając kurczowo oczy, czując jak język Sasuke nawilża jego wargi. Jak wkrada się w usta, aby bez większych skrupułów badać ich wnętrze. Mruknął, wplatając palce w ciemne kosmyki, aby przyciągnąć twarz mężczyzny do pogłębienia pocałunku.
To było zdecydowanie lepsze niż wszelkie wymysły jego wyobraźni. O tak! Czuć lekko szorstkie wargi na swoich. Czuć zapach Sasuke i jego smak! Jego dłonie na plecach oraz bijące od mężczyzny ciepło.
— Właściwie — powiedział Sasuke, gdy się w końcu od niego oderwał, aby zaczerpnąć powietrza — to chciałem cię zaprosić na kawę.
Naruto parsknął prosto w jego usta. Wciąż trwali w lekkim uścisku, bo Uchiha jakoś nie śpieszył się z zabraniem rąk z jego pleców, a on też jakoś nie miał ochoty wyplątywać palców z czarnych włosów.
— Nie mogłeś tego zrobić przed tym, jak uraczyłeś mnie opisem masażera prostaty?
Sasuke nieco spochmurniał.
— Spanikowałem.
— Co?
— Nie wiedziałem jak zagadać.
— Rada na przyszłość: masażer prostaty to nie jest dobry przedmiot do rozmów, jeżeli chcesz kogoś wyrwać.
— Czy ja wiem? Patrząc na to, w jakiej sytuacji się właśnie znajdujemy?
Uzumaki ponownie parsknął śmiechem.
— No skoro tak stawiasz sprawę...
Okazuje się, że czasami poddanie się pewnym pokusom jest nawet skuteczniejsze, niż używanie słów. Tak. Zdecydowanie skuteczniejsze.

***

… is to yield to it.*

***

*Jedynym sposobem pozbycia się pokusy jest uleganie jej.
Oscar Wilde — Portret Doriana Graya