Witaaam ! :)
No więc tak: próbuję oderwać się nieco ciężkich rozkmin dnia dzisiejszego i przy okazji powrócić do formy pisując dziwne rzeczy. W efekcie powstało takie małe "cuś" :"D "Cuś" zawiera przekleństwa. I to właściwie tyle ;) Zapraszam wytrwałych do czytania.
***
Zostać geninem
***
Wszystko przez to, że nastał pokój. Nie, żeby to nie była dobra
wiadomość. No, ale jak powszechnie w wiosce liścia wiadomo, w czasie pokoju, jonini się nudzą...
***
Grupa młodych joninów stała w rzędzie. Na baczność. Każdy z nich
czujnym spojrzeniem obserwował Piątą, która spoglądała na nich złowrogo zza
swojego biurka. Ciche warknięcie wyrwało się z kobiecych ust.
– Możecie mi wyjaśnić – zaczęła na pozór spokojnym tonem. – Dlaczego
lasy wokół Konohy wyglądają, jakby przeszła po nich armia Orochimarowych
pomiotów?!
– Kwaśne deszcze – rzucił na szybkiego Kiba. Reszta towarzyszy pokiwała
zawzięcie głowami. – Cholerstwo popsuje nam drzewka, jak się nie weźmiemy za
ochronę środowiska, ot co – dodał z miną znawcy.
– Inuzuka...
– Plaga mrówek mutantów – stwierdził Shino. – Straszą moje żuki.
– Z tego co wiem, Hinata wzięła się za ogrodnictwo.
– Zamknąć. Się. – Tsunade poderwała się z fotela, błyskawicznym krokiem
przeszła przed swoje biurko, aby stanąć naprzeciw zgromadzonych mężczyzn.
Uważnie zlustrowała twarz każdego z nich. Aż w końcu zatrzymała się na wyraźnie
zadowolonym z siebie Sasuke.
– Gdzie Uzumaki? – zapytała nagle. Grupa spięła się nieznacznie. – Lee?
– zwróciła się do najsłabszego ogniwa. Najsłabszego - w sensie nie potrafiącego
kłamać.
Czarne oczy spojrzały na nią bezradnie. Nie dało się nie zauważyć
szybkiego zerknięcia na Uchihe.
– Sasuke – Uśmiechnęła się słodko do Uchihy. – Gdzie jest Naruto?
Mężczyzna coś mruknął w odpowiedzi.
– Słucham? – dopytała uprzejmie.
– W lesie – padła nieco wyraźniejsza odpowiedź.
– A po co?
– Dyżur ma.
– Za dwie godziny – warknęła Hokage. Zaraz jednak odetchnęła, próbując
uspokoić skołatane już nerwy. – Dobrze, dobrze. Zostawmy Uzumakiego. Niech hasa
po lesie, niech mu to nawet na zdrowie wyjdzie. Ja chcę wiedzieć, co żeście
zrobili, że lasy wokół wioski są przeorane, jakby stado dzików tamtędy
przegnano. Dzików, że tak wspomnę, uzbrojonych i najwyraźniej mających dar do
niektórych technik ninja.
– Zdolne bestie – stwierdził z zadumą Nara.
***
Zaczęło się dosyć niewinnie. Od letniego popołudnia, tuż przed dyżurem.
– Nudzi mi się – jęknął Naruto, ziewając potężnie. – Zróbmy coś.
– Nie – opowiedział Neji. O dziwo, Sasuke mu przytaknął. – Żadnych
sparingów. Jak znowu ktoś wyląduje w szpitalu, to Hokage nas pozabija.
– Już tam, pozabija – mruknął Uzumaki, mrużąc zabawnie oczy. – Nie moja
wina, że mnie nieco poniosło. A Kiba to cienias.
– Sam jesteś cieniasem! Gdyby nie to, że...
– Sza, dzieci – uciszył ich Nara, pojawiając się w kłębie dymu. – Bez
burdy.
Grupka młodych joninów stała aktualnie przed bramą miasta w oczekiwaniu
na... Cokolwiek. Czas płynął nieubłagalnie wolno, sprawiając, że wszelka
dotychczas znana im rozrywka już nie wystarczała i zaczynali się po prostu
nieludzko nudzić.
– Nudzi mi się – oznajmił Narze Uzumaki. Neji, Sasuke, Shino i Kiba
pokiwali twierdząco głowami. Nikt z nich nie pomyślały, że w czasie pokoju może
być tak cholernie nieciekawie. Nie, żeby którykolwiek chciał wrócić do wojny.
Tylko fajnie by było, żeby jakaś miła rozrywka mogłaby zapukać do ich umysłów,
dając chociaż chwilowy relaks. – Tak bardzo.
Shikamaru uśmiechnął się przebiegle.
– Co powiecie na grę – powiedział, uśmiechając się przebiegle. – Zostać geninem?
Przed oczami zebranych błysnął mały, srebrny dzwoneczek.
***
Zasady były proste. Należało odebrać przeciwnikowi dzwonek. Było
siedmiu zawodników, czy też raczej: siedem wtajemniczonych osób, czyli grupa
wyjątkowo znudzonych Joninów. Ten, kto zdobędzie wszystkie dzwonki - Wygrywa.
Okazja, do kradzieży upragnionego przedmiotu była jedna w tygodniu, podczas
nocnych dyżurów, kiedy to byli zmuszani do biegania wokół Konohy. Podobno mieli
patrolować okolice, jednakże nikt nie widział w tym większego sensu. I
upraszało się o nie używanie chakry. Tak więc, zaczęli grę.
– A ty, Shikamaru? – zapytał Naruto, odbierając od mężczyzny swój
dzwoneczek. – Przecież siedzisz w dokumentacji. Jesteś za dobry w planowaniu,
żeby Tsunade wypuściła cię z biura.
– Dlatego też, ja zajmę się tym, aby grafik nam pasował do rozgrywek. I
postaram się, aby nasza wspaniała, aczkolwiek nie za bardzo wyrozumiała Hokage
nie nabrała za dużo podejrzeń. Oh, zapomniałbym. – Pogrzebał w kieszeni i
wyciągnął z niej dzwonek. Zerknął na niego przelotnie i wcisnął w ręce
zdezorientowanego Naruto. – Stawiam na ciebie miesięczną pensje. Nie zawal
tego.
– Zaraz. – Uzumaki spojrzał na niego bez zrozumienia. – ŻE CO?
***
Kiedy w grę weszły zakłady, zaczęło się robić nieco brutalniej.
– Ała! Kurwa! NARUTO! – wrzask Kiby wstrząsnął lasem. – ZABIJĘ CIĘ,
GNOJU!
– Oho – rozległ się głos, wśród szelestu odbiornika. – Dorwał cię?
– Podpierdolił mi spodnie! – Inuzuka był wyraźnie wściekły z tego
powodu.
– Co?
– SPODNIE. KURWA! – Krzyk zakończył się piskiem. – Shikamaru! To
niezgodne z zasadami! Miałem tam dzwonek!
– Cóż – głos w słuchawce wyraźnie brzmiał na rozbawiony. – Nikt o tym
nie wspominał, a w grze chodzi właśnie o zdobycie dzwonka, więc...
– JAK TO?! ŻĄDAM REWANŻU!
– No już, już – W urządzeniu odezwał się nowy głos. Wyraźnie
zadowolonego z siebie osobnika. – Zaraz ci je oddam. Nie gorączkuj się tak.
– ZBOCZENIEC!
– Nie schlebiaj sobie – parsknął Uzumaki. – Akurat dobieranie się do
twoich spodni mnie nie rajcuje.
– Czyżby? - Do rozmowy dołączył się kolejny głos. Wyraźnie kpiący i
znudzony. – A kogoż to spodnie wzbudziły twoje zainteresowanie?
– Odwal się, Sasuke.
***
– Dawaj dzwonki – warknął już wyraźnie wściekły Naruto, kiedy po
dłuższej gonitwie w końcu zagonił Sasuke w ciemny zaułek.
To była... Druga runda. Jedna z bardziej wyczekiwanych, z racji tego,
że brali w niej udział główni faworyci. A jednak nie było w niej zawiłych
zwrotów akcji. Nie było w niej żadnej akcji właściwie, a wyłącznie rozmowa.
– Sam sobie weź – odpowiedział Uchiha z bezczelnym uśmiechem. Z wyraźną
sugestią zerknął na swój... Rozporek.
Uzumaki zerknął na mężczyznę bez zrozumienia.
– Co? – sapnął zdumiony. Po chwili podążył za spojrzeniem Sasuke. Na
jego twarzy wykwitł wyraz olśnienia. – Och. – Zaczerwienił się intensywnie. –
CHYBA KPISZ!
Druga runda zakończyła się, pomimo spekulacji i początkowych
przewidywań, dosyć spokojnie i bez wskazania zwycięzcy.
***
Shino zerknął zza okularów na Lee, który otwarcie rzucił mu wyzwanie.
– Naprawdę chcesz się bić? – zapytał dla pewności. – O dzwonki?
– Tak! – Rzucił z pasją Rock.
– Jesteś tego pewien?
– Owszem! Przeznaczeniem moim jest zdobyć dzwonki, tym samym zdobywając
serce mojej lubej! – zakrzyknął dziarsko mężczyzna.
– Co dzwonki mają do Sakury? – zdumiony głos Naruto zabrzmiał w
słuchawce.
– WSZYSTKO! – wrzasnął, wręcz desperacko Lee i rzucił się na
przeciwnika.
Zanim jednak Rock dopadł drugiego mężczyznę, para żuczków zdążyła
przetoczyć jego dzwonki pod nogi zwycięzcy.
***
– Jestem gejem – powiedział na wstępie Naruto.
I nagle otoczyło go cisza. Mała słuchaweczka w uchu milczała. Nawet
las, tak jakby zamarł. A przede wszystkim zamurowało Shino, do którego właśnie
Uzumaki się podkradł i palnął tekst o swojej orientacji.
Naruto zamrugał, w swoim mniemaniu, zalotnie.
– Słyszałeś? – zapytał słodko.
– Tak. – Rozległa się niemrawa odpowiedź. – Nie.
– Co?
– Przyjmijmy, że nie. Przyjmijmy, że ta sytuacja nie miała miejsca. Nie
wydarzyła się.
– Hm... No dobra – zawyrokował Uzumaki, wyszczerzając zęby w uśmiechu.
– Pod jednym warunkiem.
Spod naciągniętego na głowę kaptura rozległo się ciche westchnięcie. Aburame
sięgnął do kieszeni, wyciągnął z nie dzwonek swój i Lee, a następnie, zerkając
na nie z lekkim żalem, rzucił ku ucieszonemu Naruto.
– Przyjemnie się robi z panem interesy!
– Ty tak serio? – Kiba chyba jako pierwszy otrząsnął się z rewelacji.
Jego głos w słuchawce można było określić jako co najmniej podekscytowany.
– A co? Zainteresowany? – parsknął blondyn, chowając zdobycz do
kolekcji.
– A co? Jesteś wolny w tę sobotę? – W odbiorniku rozbrzmiało pytanie
innej osoby.
– Wolny, to jesteś ty, kiedy miażdżę cię w sparingach, Uchiha.
– Uh, ach, Uzumaki, cięty jak nigdy. A czy w...
– Nie wydarzyło się! – Shino zbolałym tonem przerwał wymianę zdań.
***
– NEJI! WYGRAJ TO DLA MNIE!
– Zamknij się, młocie.
– Co Sasuke, zazdrosny?
***
Neji wpatrywał się w Sasuke, jakby właściwie widział go pierwszy raz w
życiu.
– Co? – burknął Uchiha. Najwyraźniej był nie w sosie. A Hyuuga
wyjątkowo chciał wiedzieć, co do takiego stanu doprowadziło drugiego mężczyznę.
Miał nawet pewne podejrzenia.
– Neji! Neji! Neji! – Gorący doping Uzumakiego było słychać głośno i
wyraźnie. I to nie tyle, że w słuchawkach, ale głos nadpobudliwego jonina niósł
się po lesie, do miejsca, w którym Hyuuga natrafił na wyraźnie
oczekującego go Sasuke.
Neji sięgnął palcem za ucho i wyłączył słuchawkę. Uchiha, mierząc go
podejrzliwym spojrzeniem, uczynił po chwili to samo.
– EJ! – wrzask Naruto przedarł się ponownie przez las. – NIE MA TAKIEGO
ODCINANIA SIĘ!
Obaj go zignorowali.
– Więc – zaczął Neji konwersacyjnie. – Faktycznie JESTEŚ zazdrosny o
Naruto, nieprawdaż?
Uchihowa brew drgnęła w nerwowym tiku.
***
To, jak przebiegła walka między Nejim, a Sasuke, było jedną wielką
niewiadomą. I cholernie to wszystkich denerwowało. Jedynym pewnikiem było to,
że to Uchiha zdobył dzwoneczek przeciwnika.
***
Naruto, z iście kobiecym piskiem, przylgnął do drzewa, w ramach
schronienia się przed zbliżającym się niebezpieczeństwem.
– POBITE GARY! – wrzasnął zaraz po tym, jak ciepło wszechobecnych
płomieni zgasło, wraz z zakończoną techniką. – Sasuke, oszukańcu! Nie ma...
OŻEŻ! – krzyknął, dając się zaskoczyć kolejnej fali techniki. Blond postać
zniknęła w kłębie szarego dymy.
– Cholera – sapnął Uchiha. – Hyuuga, widzisz go? – rzucił do nadajnika
przymocowanego do ucha.
– Nie gram z tobą – rozległ się spokojny głos w słuchawce.
– Ale przegrałeś ZE MNĄ – zaznaczył dobitnie Sasuke. Satysfakcja
pobrzmiewała w jego głosie. – Jesteś zobowiązany mi pomóc, jeżeli mamy trzymać
się reguł.
– Czy to właśnie nie ty przed chwilą złamałeś regulamin używając
Sharingana?
– W momencie, kiedy zostałem na polu bitwy z Uzumakim, ta zasada
przestała obowiązywać.
W słuchawce na chwilę zapadła cisza.
– Czy on o tym wie?
– Jeszcze nie – rzucił złośliwie Uchiha.
Pierwsze promienie słońca zaczęły przebijać się przez drzewa. Zabawa dopiero się zaczyna, Naruto.
Uzumaki był godnym przeciwnikiem, to fakt. Ale na plus Sasuke działało
to, że Naruto nie podejrzewał, że w całej tej rozgrywce Uchiha miał swój
własny, prywatny cel.
– Och, już wiem – rozległ się
wściekły syk tuż za jego plecami.
– Tak? – zapytał niewinnie Sasuke, obracając się do niego.
– O co ci chodzi, kretynie?! Próbujesz mnie faktycznie zabić? – warknął
Uzumaki, oskarżycielsko celując palcem w klatkę piersiową bruneta. – Czy tak ci
cholernie zależy na tej popapranej grze? Odbiło ci kompletnie Uchiha!
– Hm... – mruknął Sasuke. – Przyznaję, odbiło. Na grze? Nie, nie zależy mi
właściwie w ogóle. A co do zabicia... Przydasz mi się żywy.
W kolejnej sekundzie złapał Naruto za nadgarstki, przyciągnął
zdziwionego mężczyznę do siebie i złączył ich usta w pocałunku. I, jak szybko
akcję przeprowadził, tak też szybko ją zakończył, odsuwając się od Uzumakiego,
aby godnie przyjąć stertę wyzwisk i grad ciosów, jakich się spodziewał po tym wybryku.
Jednak nic takiego się nie stało. Naruto tkwił jak kołek w tym samym miejscu i
wlepiał w niego te wielkie błękitne ślepia. I zwilżył wargi językiem.
Wtedy to Sasuke, można by rzec, rzucił się na niego. Wplótł dłonie w
blond kosmyki i zagłębił się w nieco brutalnym pocałunku, w którym czynny
udział brał nie tylko jego język, ale i Naruto. Nigdy nie spodziewałby się, że
sytuacja tak się potoczy. Że Naruto nie tyle go nie zabije na wstępie, ale i
odpowie na jego pocałunki. Z przyjemnością smakował drugiego mężczyznę. To było
zniewalające doznanie, dokładnie tak, jak się tego spodziewał.
Kiedy w końcu się od siebie oderwali, aby móc zaczerpnąć oddech, w
słuchawce Uzumakiego rozległ się rozbawiony głos:
– Sądząc po odgłosach, wygrałem.
– No nie, moja pensja – jęknął Kiba, w odzew na słowa Shikamaru.
– Co? – wystękał oszołomiony Uzumaki, który najwyraźniej dopiero
odzyskiwał zdolność mowy.
Sasuke uśmiechnął się kącikiem ust. Dłonie miał wciąż wplątane we włosy
Naruto, tak więc kciukiem odczepił małą słuchawkę z jego ucha, a gdy spadła na
ziemię przydepnął ją butem.
– Najwyraźniej podczas trwania gry powstał jeszcze jeden zakład –
skwitował, ponownie przyciągając twarz towarzysza do swojej.
– Zabiję – warknął Uzumaki, przed tym, jak Sasuke uraczył go kolejnym pocałunkiem.
– Ale może trochę później – dodał po chwili. Rysy jego twarzy wyraźnie
złagodniały, gdy spojrzał w ciemne oczy Uchihy.