niedziela, 11 marca 2018

Na granicy fiksacji

No elo ponownie, autor żyje, jak coś. 
Jeszcze. 
Jakoś :"D. 

Betowała Akari :*. 

*** 

XX

Miał wrażenie, że jego życie ostatnimi czasy polegało wyłącznie na oczekiwaniu, aż się stanie… coś. Aż lis znowu zbierze siły i zaatakuje, aż on sam ponownie będzie zwijał się z bólu lub po prostu powtórzy się ostatnia akcja demona. Bo tej jednej rzeczy był pewien w stu procentach. Atak się powtórzy, ale czy będzie... silniejszy? Słabszy? Czy tym razem uda mu się zareagować, zanim ból nie sparaliżuje go do tego stopnia, że nie będzie w stanie nawet myśleć o jakiejkolwiek formie obrony?
Na żadne z tych pytań nie umiał sobie odpowiedzieć. Ta cholerna niepewność i nastrój oczekiwania wyjątkowo paskudnie wpływały na jego samopoczucie. Pragnął, żeby coś się ruszyło. Chciał w końcu coś zdziałać. Chciał… chciał…
Chciał, żeby po prostu wszystko się jakoś rozwiązało.
Minęły zaledwie trzy dni od ostatniego ataku, a on miał potworne poczucie, że stoi w miejscu. Plus, między nim a Sasuke niby wszystko było normalnie, ale Uzumaki wciąż wracał pamięcią do tego, że Uchiha nie chciał mu zdradzić, dlaczego zwlekali z użyciem Sharingana. I jakoś ta kwesta za nic nie chciała wypaść mu z głowy.
Minęły trzy dni. Trzy dni napiętego oczekiwania.
A potem faktycznie nastąpił kolejny atak. I, mimo że wyczekiwany, to jednak pod pewnymi względami go zaskoczył.

***

Obudził się skołowany bardziej niż zwykle. A przynajmniej takie odniósł wrażenie, kiedy zawzięcie mrugając, zaczynał kontaktować ze światem.
Futon. Ciemna poduszka.
Ciepła dłoń drugiego człowieka, spleciona z jego własną.

Czarna czupryna tuż obok.
Zamrugał ponownie, powoli rejestrując wszystkie fakty.
W porządku.
W porządku… 
Jego usta wygięły się w nikłym uśmiechu. Lubił te pobudki. Tuż przy Sasuke. Nawet jeżeli wciąż miał mu za złe zatajanie pewnych rzeczy, to takie poranki były już czymś na tyle stałym w życiu Uzumakiego, że raczej dziwnie czułby się budząc bez Uchihy u boku. Fascynujące, jak człowiek szybko potrafił przyzwyczaić się do dobrego.
W porządku. Zignorował nagłe ukłucie bólu, które zaatakowało jego skroń.
Mocniej zacisnął dłoń na ręce Sasuke. Mężczyzna uchylił powieki. Wyglądał jakby jeszcze nie do końca chciał się budzić. Zmarszczył nos w geście niezadowolenia, wywołując tym samym na twarzy Uzumakiego szerszy uśmiech.
Rozczulające.
Tak.
Gdy tak patrzył na oblicze Uchihy ogarnęło go znowu to samo ciepłe uczucie, którego za cholerę wciąż nie potrafił nazwać.
Boś głupi. 
Zamarł, przerażony i zaskoczony. Po leniwym rozluźnieniu jakie czuł jeszcze przed chwilą nie było już śladu. Musiało to być widoczne na jego twarzy, bo Sasuke rozbudził się w sekundzie, czujny i poważny.
— Co jest? — zapytał, podciągając się na łokciach.
Naruto usiadł, wpatrując się w jego twarz niewidzącym spojrzeniem.
Nie panikuj. Nakazał sam sobie. 
A to niełatwa misja, mój ty bohaterze, czyż nie? Złośliwie wypowiedziana przez lista uwaga została zignorowana. Tak samo jak nasilający się ból głowy.
Nie panikuj. Powtórzył, wolno wypuszczając powietrze z płuc, dopiero wtedy uświadamiając sobie, że w ogóle je wstrzymywał.
— To — zaczął i z ledwością powstrzymał syknięcie, kiedy zaatakowała go fala wzmożonego bólu. Och nie. Nie da się temu tak łatwo! Jego spojrzenie nabrało ostrości. — Lis — rzucił tylko. Wiedział, że nie musi nic więcej wyjaśniać. Zresztą nie było czasu na mówienie. Naruto powinien działać, teraz, natychmiast, jeśli tylko chciał zapobiec powtórce z ostatniego ataku. A chciał. Musiał.
Sapnął zaskoczony, kiedy Uchiha znienacka przybliżył swoją twarz do jego, jednocześnie chwytając jego podbródek zdecydowanym ruchem. Czerń jego oczu zastąpiona została szarłatem, w którym wściekle zawirowały ciemne łezki i po chwili…
Tik-tak, zwariujesz. 
… wszystko wróciło do normy.
Znaczy. Z jego samopoczuciem. I lis był cicho. I w ogóle to tak trochę jakby nie ogarnął co się wydarzyło, oprócz tego, że palce Sasuke wciąż mocno zaciskały się na jego szczęce.
— Hę?
Zamrugał.
— Okej? — zapytał Uchiha. Jego oczy wróciły do normalnego koloru, a uchwyt na twarzy Uzumakiego zdecydowanie zelżał.
Pokiwał niepewnie głową w ramach odpowiedzi.
No. To tyle z jego działania.


***


— Mógłbyś mi wyjaśnić, co to miało być?
— Hm?
Naruto siedział w kuchni, obserwując plecy Sasuke, który przygotowywał im kawę. Bo po akcji jaka miała miejsce rano, Uchiha po rzuceniu krótkiego “wstajemy”, wyszedł z sypialni, zostawiając go wciąż w lekkiej dezorientacji. Nie żeby pod względem nieogarnięcia coś się zmieniło, bo jednak nadal wypełniało go uczucie swego rodzaju zagubienia. Tak więc teraz siedział. I czekał. Na wyjaśnienia.
Jakieś.
Jakiekolwiek?
— No? — ponaglił.
Sasuke jednak wcale nie kwapił się z odpowiedzią. W końcu jednak obrócił się z dwoma parującymi kubkami kawy w dłoniach i podszedł do stołu, aby odłożyć jedno naczynie tuż koło Naruto, a drugie po przeciwnej stronie blatu. Lecz zanim usiadł, w ramach odpowiedzi…
… wzruszył ramionami.
Na co Naruto posłał mu spojrzenie typu “no-chyba-sobie-żartujesz”.
— Sasuke — powiedział znacząco. Widząc, że wciąż nie przynosi to zamierzonego efektu kontynuował. — Ja wiem, że wypowiadanie wielu słów na raz nie należy do twoich mocnych stron, ale poważnie. Co. To. Było?
— Szybka reakcja? —odpowiedział mężczyzna, zanim wetknął nos w kubek.
— Aha? A czemu tym razem szybka reakcja była możliwa, a ostatnio to już nie?
— Bo ostatnio była jeszcze szansa, że medykamenty Tsunade będą mogły coś zdziałać. Jak zapewne zauważyłeś, tak nie jest.
— I tylko dlatego nie użyłeś Sharingana wcześniej?
— Yhm — przytaknął i przetarł ręką oczy. — Usatysfakcjonowany? Możesz już odpuścić? Jest ZA WCZEŚNIE na takie pogaduchy.
Naruto uśmiechnął się, dosyć blado, ale jednak. Informacja o tym, że Sasuke naprawdę nie był rannym ptaszkiem była dosyć niespodziewana, więc za każdym razem Naruto kwitował to wygięciem warg. Jednak wracając do jakiegokolwiek usatysfakcjonowania… Nie. Ta kulawa odpowiedź ni jak nie pasowała mu do całej sytuacji. Jednak...
Jednak…
Mina mu wyraźnie zrzedła, kiedy do głowy wpadła kolejna myśl. Tym razem nie taka radosna.
— Powinniśmy poinformować Tsunade.
A to zapewne skończy się uziemieniem go w szpitalu. Niby z jednej strony i tak najbezpieczniej było przy Sasuke, który miał swoją cudowną sharinganową moc, jednak obaj dobrze wiedzieli, że kobieta wolałaby mieć Naruto dosyć blisko, żeby w razie czego i ona mogła interweniować. Jak najbardziej zrozumiałe. Uzumaki już nawet sam zaczynał skłaniać się ku temu, że to faktycznie byłoby bezpieczniejszym rozwiązaniem.
— Powinniśmy?
Jego rozważania zostały przerwane przez krótką wypowiedź Uchihy. I kolejny raz tego poranka Naruto poczuł konsternacje. Przez chwilę obserwował Sasuke, który jakoś tak omijał jego spojrzenie i wyjątkowo skrupulatnie zajął się siorbaniem kawy.
— A nie? — zapytał w końcu.
Odpowiedział mu ponownym wzruszeniem ramionami.
— Nie sądzę, żeby to cokolwiek wniosło do obecnej sytuacji. Zwłaszcza, że i tak przecież wie. — Zmarszczył brwi. — A przynajmniej powinna zostać poinformowana.
Ach. No tak. Pieczęć, którą podczas jednej z wizyt u Hokage nałożył na niego Yamato. Tylko, że Naruto nie był pewien, czy mężczyzna zdołał w ogóle odczuć jakoś dzisiejszy lisi atak, skoro został on stłumiony w tempie ekspresowym.
— Nie sądzisz — powtórzył bezmyślnie Uzumaki. To było dla niego nieco abstrakcyjne, że to akurat on, a nie Sasuke, wspomniał o wizycie u Hokage. W końcu to zazwyczaj Sasuke nalegał na informowanie o wszystkim Tsunade. I do Naruto też nareszcie dotarło, że znajdują się w na tyle kryzysowej sytuacji, że każda wzmianka o lisiej aktywności powinna być raportowana na bieżąco. — Serio?
— Aktualnie i tak lis nic nie zdziała przez jakiś czas.
— Ale już niedługo pewnie znowu...
— Ale nie dzisiaj, nie? Ani jutro.
Naruto zmrużył oczy, przyglądając się mu podejrzliwie. Czy to naprawdę był ten sam Sasuke, który wytargał go do Hokage zaraz po pierwszym poważniejszym ataku lisa?
— Jest jakiś szczególny powód, dla którego chcesz to odwlec? — zapytał w końcu, przekrzywiając głowę i nie odrywając od mężczyzny uważnego spojrzenia.
Kolejne wzruszenie ramion.
Zanim Naruto zdołał wyrazić w jakikolwiek sposób swoje niezadowolenie z takiej odpowiedzi lub też po prostu kontynuować drążenie tematu, Sasuke odłożył kawę i wstał. Podszedł i stanął tuż obok wciąż siedzącego Uzumakiego, przypatrując mu się z dziwnym wyrazem twarzy, którego Naruto nie potrafił rozgryźć.
— Chodź do mnie — powiedział w końcu, wyciągając dłoń w jego kierunku. Naruto ujął ją i posłusznie wstał, niekoniecznie wiedząc, czego powinien oczekiwać i dlaczego Sasuke zachowywał się tak jakoś… dziwnie?
W kolejnej chwili jednak nie miało to za bardzo znaczenia, bo wąskie wargi spoczęły na jego własnych w pocałunku. Co skutecznie zniechęciło Naruto do drążenia jakiegokolwiek tematu.


***

Tik-tak. 
Tik... Tak. 


***

Znowu tylko czekał.
Czekali obaj. I najgorsze w tym wszystkim było to, że nie pozostało nic innego do robienia. Och jasne, można było po raz tysięczny ślęczeć nad tablicami. Można było spróbować przetrząsnąć zwoje znajdujące się w biurze Hokage. Można też było ewentualnie smęcić samej Tsunade, jak idą przygotowywania nowych medykamentów, które kobieta próbowała przystosować do tego, by były w stanie zapanować nad lisimi atakami. Nękanie kobiety zapewne skończyłoby się wywaleniem z budynku i zakazem zbliżania się do Hokage, dopóki sama ich nie wezwie. No albo nie stanie się coś ważnego, o czym jednak wypadałoby zameldować.
No więc. Można było zrobić… coś. Ale wszystko było równie bezsensowne.
Więc czekali. I w oczekiwaniach tych nie zostało im nic, tylko być ze sobą. Po prostu jak para cieszyć się swoim towarzystwem.
I akurat pod tym względem Sasuke starał się wykazywać jakoś tak bardziej. Przez co Naruto miał dziwne wrażenie, że Uchiha naprawdę nie odstępuje go na krok nawet na sekundę. Nie, żeby mu to przeszkadzało.
Och nie. Zdecydowanie nie.

***

Jeszcze przez dobrą chwilę wbijał kurczowo palce w plecy Sasuke, zanim udało mu się złapać oddech. Zanim w ogóle do mózgu wpadła informacja, że no jednak oddychanie to czynność, którą powinien wykonywać dosyć systematycznie, bo takie wstrzymywanie powietrza na dłuższe okresy niekoniecznie dobrze działa na szare komórki.
Serce kołatało, mięśnie jeszcze przez chwilę drżały, a oddech nie chciał się uspokoić.
Głębszy wdech. Jeden. Drugi.
W końcu rozluźnił palce, pozwalając drugiemu mężczyźnie wysunąć się z jego objęć, a na jego twarzy rozlał się błogi uśmiech. Bardzo, bardzo błogi.
I kolejny wdech. Spokojniejszy. Długi wydech.
Uśmiech na jego twarzy, o ile to możliwe, poszerzył się.
Cóż. Seks z Sasuke był… jest… jest... no...
… właściwie niekoniecznie potrafił znaleźć jakiekolwiek słowo, które mogłoby w pełni opisać to, co czuł podczas ich zbliżeń. No. Zdecydowanie. Żaden znany mu wyraz nie był w stanie zawrzeć w sobie tych wszystkich emocji. I też chyba nawet nie potrzebował nazywać słowami tego stanu.
Niemal machinalnie splótł swoje palce z dłonią mężczyzny, który zaległ obok niego i który najwyraźniej również miał jeszcze drobne problemy z unormowaniem oddechu. Przez chwilę po prostu obaj leżeli, ramię przy ramieniu, nie odzywając się słowem, w ciszy napawając się swoją obecnością.
Nie puszczając jego dłoni, przekręcił się na bok, żeby móc swobodnie patrzeć na profil drugiego mężczyzny. Umościł się wygodnie i… no patrzył. Na spoconą skórę. Na zamknięte oko, prosty nos. Na rozchylone usta. I na ciemne włosy rozsypujące się w nieładzie.
Widok przeznaczony tylko dla jego oczu. Tylko dla niego.
I ta myśl, że tylko on jeden na świecie widzi takiego Sasuke, że tylko on ma dostęp do tej części życia mężczyzny była jakaś taka, że znowu czuł… czuł…
Tik…
… czuł znowu to ciepłe coś. To dziwne uczucie, które od dłuższego czasu… czasu…
Tak.
… od dłuższego czasu…
Jakiś ty głupi. 
Naruto wrzasnął zaskoczony nagłym bólem, który zaatakował jego ciało. Instynktownie poderwał się do siadu, zaciskając skrzyżowane ręce na klatce piersiowej, jakby to w jakiś sposób miało powstrzymać agonię, jaka zaatakowała jego ciało.
Och. Kurwa.
Boli.
Ciesz się, kochaneczku. Złośliwy głos lisa wwiercał mu się w mózg, powodując jeszcze większy ból. Póki boli znaczy, że żyjesz. Więc jeszcze się ciesz tym bólem. Póki możesz.
— Ty pieprz… — wycharczał przez zaciśnięte zęby i po chwili…
… ból się skończył. Tak samo nagle jak się zaczął.
Potrząsnął głową, starając się odzyskać ostrość widzenia. Przed oczami miał twarz Sasuke, w którego oczach wygasał Sharingan. Zaciętą twarz. Która zaraz została przysłonięta dłonią, kiedy to Uchiha przetarł oczy.
Żaden z nich się nie odezwał.
I tym razem cisza, która ich otaczała była wyraźnie przytłaczająca.

***

— To się nasila — Naruto krążył niespokojnie po tarasie, bosymi stopami stukając o deski. — Lis jest coraz bliżej celu. Ma coraz więcej energii. — Potrząsnął głową, nie przerywając swojego marszu. — Znaczy ogólnie zdaję sobię sprawę z tego, że od dawna rośnie w siłę. Ale kuźwa. Ile czasu minęło od ostatniego ataku? Dwa dni? Niecałe?
Zatrzymał się w końcu, spoglądając na stojącego w wejściu Sasuke. Pogrążonego we własnych myślach, z zamkniętymi powiekami zaciskającego palce na nasadzie nosa. Przez chwilę Uzumaki obserwował go w zamyśleniu.
— Musimy poinformować Tsunade — oznajmił w końcu.
Szczerze mówiąc spodziewał się sprzeciwu. Jakiejkolwiek jego formy. Tak jak ostatnim razem: zbagatelizowania sprawy, bo przecież jeszcze dają radę sami. I przecież Tsunade najwyraźniej też jeszcze nic nie skombinowała, skoro sama ich nie wezwała. Ale on sam nie miał pojęcia co robić.
… chociaż może miał?
Zdecydowanie miał. Jednak tego rozwiązania naprawdę wolałby uniknąć na tyle długo na ile jeszcze się da.
W każdym razie: spodziewał się sprzeciwu. Jednak ze strony Sasuke, który wciąż stał nieruchomo, z dłonią tuż przy twarzy padło wyłącznie ciche, zmęczone “tak”.

***

Tik…

***

Podczas opisywania ostatnich wydarzeń w gabinecie oprócz ich dwójki i Tsunade znalazła się również Sakura, która razem z Hokage pracowała nad substancją, która w jakimkolwiek stopniu mogłaby chociaż spowolnić lisa. W końcu z racji tego, że Sharingan był coraz szybciej neutralizowany, tylko w tej substancji mogli aktualnie pokładać jakiekolwiek nadzieje. Mimo optymizmu jaki Naruto w sobie posiadał, przyszłość widział w coraz ciemniejszych barwach. I to nie aż tak daleką przyszłość, jeśli wziąć pod uwagę to, że demon działał coraz szybciej, a ataki w jego wykonaniu, jakby nie patrzeć, były coraz skuteczniejsze.
— Nie sądziłam, że Kyuubi kiedykolwiek tak szybko będzie w stanie niwelować działanie Sharingana. — Tsunade odchyliła się w krześle i przez chwilę ze zmarszczonym czołem wpatrywała się w powierzchnię biurka za którym siedziała. — A ty… — Zaraz jej spojrzenie spoczęło na Sasuke. — Nawet nie będę tego komentować — skwitowała po chwili z kwaśną miną. Uzumaki nie wiedział, do czego konkretnie kobieta się odnosi. Jednak nie zdążył zapytać, bo ta zaraz zmieniła temat. — W każdym razie, wciąż jesteśmy na etapie testów, jeżeli chodzi o lek. Nie możemy ryzykować i musimy się upewnić, że będzie skuteczny. I tak już zbyt wiele… — zawiesiła na chwilę głos, najwyraźniej szukając odpowiednich słów. — … zbyt wiele poszło nie tak jak powinno.
— Być może źle się do tego zabieramy — wtrąciła Sakura. — Na pewno źle się do tego zabieramy — stwierdziła zaraz stanowczo. — Pracujemy nad lekiem łagodzącym objawy, a powinniśmy opracować coś, co zdusiłoby przyczynę w zarodku.
— Przyczynę? — Naruto zerknął na przyjaciółkę. — Ale…
— Ale na dobrą sprawę wciąż nie wiemy, co dokładnie jest katalizatorem budzącym lisa do działania.
Ach. No właśnie. Faktycznie. Wcześniej podejrzewał, że demon… noo… że po prostu pragnął Sasuke. I Sharingana. I to pragnienie, z racji tego, że w jakimś stopniu pokrywało się z tym co czuł również Naruto było kluczem. Ale sam lis przecież w końcu temu zaprzeczył. No i jak nie patrzeć, naprawdę się okazało, że w tej kwestii to akurat tylko Uzumaki, a nie demon, pragnął Uchihy.
Więc no nie. Wciąż nie mieli pojęcia co działa jako czynnik pobudzający lisa.
Chociaż… może…
Miał wrażenie, że nić zrozumienia krąży gdzieś po jego głowie, a on bardzo nieporadnie próbuje ją złapać, mimo że rozwiązanie ma tuż pod nosem. Że jest na tyle oczywiste, że z racji swojej prostoty Naruto nie jest w stanie go dojrzeć. I że kiedyś już rozkminiał ten temat.
— Kiedy budzą się strażnicy? — mruknął do siebie w zamyśleniu. I spojrzał na Sasuke. Milczącego, pogrążonego w myślach. Paradoksalnie do powagi sytuacji Uzumaki uśmiechnął się delikatnie. To fascynujące, że nawet w takich momentach jak aktualny, samo patrzenie na tego konkretnego mężczyznę sprawiało, że…
… że…
Kiedy?
… sprawiało...
Zawsze w najmniej odpowiedniej chwili. 
Błękitne oczy rozszerzyły się z przerażenia.


***

Tak.

***

Kolejne co Naruto widzi to głowa Sasuke. Ale tym razem, pierwsze co do niego dociera to to, że Uchiha nie patrzy mu prosto w oczy, jak to miało miejsce przy ostatnich atakach. Tym razem jego twarz jest już schowana za włosami, opuszczona, skierowana w podłogę. Ręce mężczyzny spoczywają na jego ramionach i Naruto ma dziwne wrażenie, że w tej chwili nie jest przytrzymywany w miejscu, tylko jakby mężczyzna… opierał się o niego. Jakby tylko dzięki temu uchwytowi był w stanie ustać na nogach.
Pamiętał… w sumie pamiętał tylko złośliwy szept lisa. I nagły ból. A potem… potem już nic. Najwyraźniej Sasuke znowu błyskawicznie zareagował.
Tylko… czemu…
Pełen złych przeczuć przestał patrzeć na czubek głowy Uchihy i skierował spojrzenie w dół. Akurat w chwili, gdy czerwona kropla rozbiła się o deski podłogi.
Krew. Krople krwi. Spadała. Krew.
Jedna kropla. Kolejna.
Zmusił się, żeby oderwać wzrok. Nie docierało do niego to co widział. Nie rozumiał. Nawet nie chciał rozumieć. Chciał… żeby…
… nie było krwi.
W oszołomieniu i niejakim transie podniósł głowę, jednocześnie sięgając dłonią do podbródka Sasuke. Mężczyzna nie stawiał oporu, kiedy delikatnym, ale stanowczym ruchem uniósł jego twarz.
— Boże — szepnął tylko, kiedy mózg przetworzył obraz, jaki miał przed sobą.
Oko Sasuke. Lewe oko. Ledwo uchylone. Zakrwawione.
Krew gromadząca się pod powieką i w kąciku oka spłynęła wąską strużką, kiedy Sasuke skrzywił się nieznacznie, jednocześnie prostując się i odtrącając jego rękę.
Krew Sasuke.
Na policzku Sasuke.
Spływa z twarzy Sasuke.
— Boże — powtórzył, nie mogąc oderwać wzroku od tego widoku. Nie mając kompletnie pojęcia jak zareagować, co zrobić.
Boże.

niedziela, 17 września 2017

Na granicy fiksacji

No elo :"D. W ślimaczym trybie, ale lis zakutalizowany! 
Betowała Akari! :*

XIX


Naruto otworzył gwałtownie oczy, kurczowo łapiąc powietrze. Czuł jakby dopiero co wybudził się z koszmaru — i było w tym wiele prawdy, bo przecież krzywe akcje lisa można było spokojnie nazwać koszmarem. Co gorsze, dziejącym się w realnym świecie, a nie tylko w sennych marach.
Jego serce dudniło nieregularnie, oddech nie chciał się wyrównać i jakby nie do końca zdawał sobie jeszcze sprawę z tego, gdzie się znajduje. Dopiero po kilku sekundach dotarły do niego pojedyncze informacje.
Szpital. Był w szpitalu. Byli właściwie: on, leżący na kozetce i Sasuke, którego twarz znajdowała się tuż nad nim. Przez chwilę Uzumaki widział jeszcze wirujące łezki sharingana, zanim barwa oczu Uchihy powróciła do zwyczajowej czerni.
Zamrugał. Zdziwiony i zdezorientowany.
Obolały.
Szpital.
Sasuke.
Bezpiecznie.
Odetchnął nerwowo i powoli docierała do niego myśl, że, Boże, skończyło się. Ta niemożność zareagowania. Bezsilność. To przerażenie to… to wszystko.
Ale wciąż bolało.
Znaczy, nie tak jak wcześniej. Było zdecydowanie lepiej. Zdecydowanie jaśniej, bo, och, kontaktował ze światem zewnętrznym. To była miła odmiana. Po prawdzie nie wiedział ile czasu trwał lisi atak, ile czasu był nieprzytomny, a ile zwijał się z bólu, ale miał wrażenie, że trochę czasu minęło.
— Cóż… — mruknął w końcu, po kolejnym głębszym oddechu. Syknął podczas podciągania się do siadu, kiedy zerknął na jedną ze swoich rąk. — Oj — powiedział bez sensu, widząc, że jest zaczerwieniona i pokryta pęcherzami poparzeń.
Jednak zamiast na poparzeniach skupił się na czymś innym. Jego głos był… dziwny. Bardziej zachrypnięty. Zupełnie jakby wrzeszczał, krzyczał długie godziny, zdzierając sobie struny głosowe. I… psia mać, nie zdziwiłby się, gdy faktycznie taka sytuacja miała miejsce.
Kurwa. Bolało.
— Chwila — mruknęła Tsunade, wpychając się przed Sasuke, który w międzyczasie się odsunął, jednak wciąż stał blisko Uzumakiego, przypatrując mu się bez słowa. Mamrocząc pod nosem kobieta spowiła swoje ręce zieloną chakrą i zabrała się za leczenie jego obrażeń, co lekko szczypało, ale dawało konkretną ulgę. Ból powoli zmniejszał się, znikał.
Podczas zabiegów Tsunade w pomieszczeniu panowała cisza. Naruto niekoniecznie wiedział jak ją przerwać. Bo… co miał powiedzieć? Że przekichane? Że nie wie co robić? Że to było… straszne? Mimo wielu stoczonych walk, mimo niezliczonych obrażeń jeszcze nigdy, ale to przenigdy nie czuł takiego bólu i przerażenia?
Co to da?
Wzdrygnął się mimowolnie na wspomnienie ostatnich wydarzeń. Zamknął oczy, przygryzając wargę.
Źle, było cholernie źle i… i…
Co teraz?
Co?
Ile czasu spokoju mają, zanim lis znowu się obudzi? Ile, zanim znowu nie rozpęta podobnego piekła? I czy on sam wytrzyma kolejny atak? Czy jest w ogóle w stanie? Czy ktokolwiek by był? Czy…
Ach, kurwa.
Kurwa, kurwa, kurwa…
Było źle, źle, cholernie źle. A miał wrażenie, że mimo wszystko, mimo tego, że naprawdę cierpiał i był wręcz kurewsko przerażony, to lisa było stać na jeszcze więcej. Na jeszcze gorsze ataki, na zadanie większej ilości cierpienia i…
— Naruto? — W cichym głosie Tsunade pojawiło się wahanie. Kobieta najwyraźniej sama nie wiedziała jak ugryźć całą sytuację. I Uzumaki zupełnie się temu nie dziwił. Bo przecież… przegrywali. Z kretesem przegrywali z lisimi gierkami, bo zupełnie żadne z nich nie było w stanie w jakiś ogarnięty sposób zapobiec atakowi i… i…
Kurwa.
Kurwa mać.
Kurwa, kurwa, kurwa…
Zaciskając powieki myślał gorączkowo, ni jak nie potrafiąc znaleźć żadnego wyjścia z tej popapranej sytuacji. Wiedząc, że nikt inny również go nie znajduje. Czuł się jakby przegrywali. Jakby już przegrali, bo ostatni popis lisiego szaleństwa nie pozwalał widzieć przyszłości w jaśniejszych barwach.
Co teraz? Co?
Co robić? Czy w ogóle ktoś mógł cokolwiek zdziałać?
Setki pytań brzęczały mu w głowie. Czuł, że zaraz dostanie jakiegoś cholernego ataku paniki. A przecież panikowanie nic by nie dało, zwłaszcza, że w głowie pojawiła się nieśmiała myśl, że przecież… jest coś. Jest jedna rzecz, którą mógł zrobić, żeby chociaż na jakiś czas powstrzymać demona. Ta jedna rzecz o której kompletnie zapomniał, która zupełnie wyleciała mu z głowy, kiedy lis zaatakował.
Ma możliwość, żeby stłamsić tę złowrogą moc.
Kiedy po raz kolejny uchylił powieki w jego oczach błyszczała determinacja.
Jeszcze nie przegrali. Jeszcze lis nie osiągnął swojego celu. I póki Naruto dycha, ryży popapraniec może sobie pomarzyć, że uda mu się uwolnić. Jeszcze. Nie. Przegrali. Nawet jeżeli ostatni atak wstrząsnął nimi wszystkimi, nawet jeżeli mogłoby się wydawać, że demon przechyla szalę zwycięstwa na swoją stronę.
Nie przegrali.
I nie przegrają.
Przy następnym ataku Naruto będzie gotowy. Będzie wiedział co robić. Będzie mógł zareagować i jeżeli faktycznie sytuacja będzie tego wymagała, to, cholera jasna, uczyni to. Nawet jeżeli będzie to tylko tymczasowe rozwiązanie, to przynajmniej da czas Tsunade i Sasuke na znalezienie sposobu na ujarzmienie demonicznej chakry. Nie pozwoli na to, żeby Kyuubi przejął jego ciało, nie pozwoli, żeby demon się odrodził, aby móc siać spustoszenie.
Nie pozwoli, aby jeszcze kiedyś demon go tak sponiewierał, nie pozwoli, aby znowu zaistniała sytuacja, kiedy ujrzy strach w oczach Sasuke.
Nie pozwoli.

***

Przytłaczające było widzieć bezradność na twarzy Tsunade, która bardzo dobrze wiedziała, że jej próby powstrzymania lisa lekami nie zdawały się na nic. Przytłaczające mimo wszystko było to, że zezwoliła udać im się z powrotem do mieszkania Sasuke, bo to oznaczało, że w szpitalu nie ma nic, ani nikogo, kto mógłby powstrzymać kolejny lisi atak. Że wciąż jedynym co jeszcze może powstrzymać demona jest Sharingan.
I to przytłoczenie było kolejnym powodem dla którego Naruto umocnił się w swoim postanowieniu, że nie dopuści ponownie do takiej sytuacji. Zwłaszcza, że Uzumaki czuł w stosunku do kobiety niewyobrażalną wręcz wdzięczność za pokłady zaufania i wsparcia, jakie mu okazywała. Miał dziwne wrażenie, że gdyby trafił na czas panowania innego przywódcy to już dawno zostałaby pogoniony z wioski albo zamknięty w jakiś miało przyjemnych czterech ścianach, gdzie banda medycznych ninja miałoby frajdę z przeprowadzania na nim dzikich badań, niekoniecznie mających na celu poprawę jego jakości życia.
W każdym razie, dopiero w mieszkaniu Sasuke dotarło do niego, że sam Uchiha jest niezwykle cichy, nawet jak na siebie. Oprócz niemrawych pomruków przytakiwania nie wypowiedział ani jednego słowa, a Naruto uświadomił sobie ten fakt, podczas ściągania butów w korytarzu.
I mimo tego nie przerwał ciszy, jaka między nimi panowała. Wbił oczy w drugiego mężczyznę i wciąż się nie odzywał, bo właściwie niekoniecznie wiedział co takiego powinien powiedzieć. A coś powinien.
Tylko co?
Przez chwilę obaj stali nieruchomo. Przez chwilę spojrzenie Sasuke było chłodne i nieprzenikliwe. Naruto ni jak nie potrafił odgadnąć, co też gra w tej ciemnej łepetynie. Przez chwilę panowała między nimi cisza, mimo że w jego głowie właśnie brzęczały setki pytań.
Ciszę w końcu przerwało ciche westchnięcie Sasuke. Jego oblicze wyraźnie złagodniało, aby zaraz pojawiła się na nim swojego rodzaju zaciętość. Na więcej obserwacji Uzumaki nie miał sposobności, bo jak Uchiha stał kawałek od niego, tak nagle znalazł się tuż przy nim, chwycił za przedramiona i… och… pocałował go.
Naruto mruknał, nieco zaskoczony, zanim zmrużył powieki, pozwalając swoim myślom skupić się na tym dotyku. Pozwalając sobie zapomnieć o wszystkich pytaniach, jakie jeszcze niedawno go dręczyły, o wszystkich negatywnych myślach, o lisie i całej tej popapranej sytuacji, w jakiej się wszyscy przez tego ryżego potwora znaleźli. Pozwalając sobie sądzić, że przez jakiś czas jeszcze nic się nie stanie, że demon uśpiony sharinganem nie zareaguje i nie ponowi jeszcze swoich ataków.
Bo Sasuke go dotykał.
Tak łatwo udawało się zapominać o wszystkim, kiedy mężczyzna był blisko, mimo że nie powinien… zdecydowanie nie powinien oddawać się takim przyjemnościom kiedy… kiedy…
Westchnął, nie będąc w stanie dokończyć myśli.
Sasuke go dotykał. Ciepłe usta mężczyzny napierały na jego własne wargi, gorący język wślizgnął się do jego ust, bez krępacji. Ręce z ramion przeniosły się na biodra, przyciągając go bliżej, mocniej, aby zaraz otoczyć go w mocnym uścisku, niepozwalającym się odsunąć ani o milimetr. Nie, żeby Naruto miał na to jakąkolwiek ochotę, bo jego własne ręce też zawędrowały na ciało Sasuke, zaplatając się na karku Uchihy.
— Sas… — sapnął, kiedy mężczyzna oderwał na chwilę od niego usta. Zaraz znowu jednak do niego przywarł, w kolejnym mocnym pocałunku, na który Uzumaki zareagował cichym stęknięciem.
Dawał się całować i oddawał pocałunki. Dawał się dotykać i sam również dotykał. Oddawał się całkowicie, napawając bliskością tego konkretnego człowieka, pragnąc by dotyk jego ust trwał jak najdłużej, a jednocześnie domagając się czegoś… czegoś… więcej.
Kolejne sapnięcie wyrwało się z jego ust, kiedy Sasuke przestał całować jego wargi, przenosząc usta najpierw na jego żuchwę, a następnie liżąc szyję, zanim w wybranym miejscu przycisnął do niej wargi.
— Sasuk… — mruknął półprzytomnie, nieświadomie bardziej eksponując fragment skóry, na której właśnie skupił się Uchiha. Zaraz zaśmiał się mimowolnie, kiedy ciepły oddech połaskotał go w szyję. — Sasuke? — zapytał cicho, kiedy zimny nos przytknął się do jego skóry. Mężczyzna przestał go całować. Teraz tylko wciskał nos w znalezione przez siebie zgłębienie, a jego przyśpieszony oddech powoli się wyrównywał. Jego własny po chwili również się uspokoił. Serce wracało do prawidłowego rytmu, a myśli zaczynały stawać się jakby bardziej klarowne.
Trwali przez chwilę w ciasnym uścisku. Bez słowa.
Aż w końcu Sasuke uniósł głowę i spojrzał prosto w niebieskie tęczówki z determinacją i zaciętością.
— Nigdy więcej — wyszeptał w końcu, przytykając czoło do jego czoła. Przenosząc ręce z pasa Naruto na jego włosy, gdzie palce mężczyzny wplątały się w blond kosmyki. Naruto wpatrywał się w jego oczy jak zahipnotyzowany, nie będąc w stanie, nie chcąc nawet, odwrócić spojrzenia. — Nigdy więcej… — jego głos był cichy, aczkolwiek stanowczy. — Nie proś mnie. Nie o to. Po prostu nie.
I mimo że Sasuke w słowach nie sprecyzował o co dokładnie Naruto miałby nie prosić, to Uzumaki wiedział o co chodzi. Po ostatnich wydarzeniach, kiedy ujrzał strach w tych ciemnych oczach, zrozumiał, że Sasuke nie będzie zdolny go zabić, nawet jeżeli to miałoby być jedyne, co mogliby zrobić, aby powstrzymać lisa. Z jednej strony się temu nie dziwił, bo przecież on sam, gdyby sytuacja była odwrotna, gdyby to Uchiha wymagał od niego skończenia jego życia to przecież… jak mógłby? Nawet jeżeli byłoby to jedynym rozwiązaniem? Nie potrafiłby. Nawet nie chciał sobie wyobrażać, że znajduje się w sytuacji, w której musiałby rozważać takie działania. Więc… skoro on sam nie umiałby dokonać takiego czynu, to jakim prawem wymagał go od Uchihy?
Byli shinobi. Powinni robić wszystko dla dobra wioski, nawet jeżeli tym wszystkim było zabicie towarzysza. Byli shinobi. A jednak kiedy w grę wchodziły uczucia wypełnianie powinności nie przychodziło tak łatwo jak powinno.
Naruto nie odpowiedział na wypowiedziane przez mężczyznę słowa, a jego milczenie Sasuke najwyraźniej wziął za swojego rodzaju zgodę. Westchnął, kiedy głowa Sasuke ponownie ulokowała się na jego ramieniu. Ręce samoistnie zacisnęły się mocniej na plecach drugiego mężczyzny.
Stali, w ciszy.
Z dala od problemów, z dala od wszelkiej wrogości, od niełatwych decyzji. Z dala od wszystkiego. W tej chwili byli tylko oni dwaj, w małym, ciasnym korytarzu, otoczeni milczeniem i swoim wzajemnym ciepłem.
— Sasuke, ja… — Naruto chciał coś powiedzieć tknięty nagłym nastrojem całej tej sytuacji. Coś, co pasowałoby do tej chwili, w której świat dla nich nie istniał. Coś, co ewidentnie byłoby na miejscu właśnie w tym momencie. — Ja… — zająknął się, bo zupełnie… nie miał pojęcia jakich słów użyć. — Ja… ci… — odetchnął, milknąc na chwilę. Coś… coś… co? — Cieszę się, że jesteś. — Dokończył, spychając w głąb świadomości myśl, że to niezupełnie to, co powinno paść, mimo że nawet nie miał najmniejszego pojęcia, jakie inne słowa miałyby wyjść z jego ust.

***

Tego dnia nie było pytań.
Tego dnia, chociaż jeszcze przez te kilka godzin, nie było pytań, nie było świata, nie było zwariowanego lisa, ani jego dzikich planów. Nie było problemów i negatywnych emocji. Nie było nic, oprócz ich dwójki, ciasno objętej na futonie, leżącej bez słowa.
Dopiero w brzasku kolejnego poranka, kiedy myśli jako tako ustabilizowały się w głowie, Naruto chciał poznać odpowiedzi na kilka istotnych kwestii. Mimo że niechętnie powracał wspomnieniami do lisich szachrajstw, to były rzeczy które musiał wiedzieć.
Obudził się wcześnie, wysunął z oplatających go kończyn i udał się do kuchni, gdzie w zamyśleniu przygotował dwie kawy. Siedział przy blacie, wpatrując się w ciemny napój, kiedy Sasuke również zawitał do pomieszczenia i bez słowa usiadł po drugiej stronie stołu.
Przez chwilę siedzieli, tylko delektując się poranną kawą. Myślami Naruto był przy wydarzeniach z wczoraj. Przy ostatnim ataku lisa i tym co się działo. Nie, żeby jego wspomnienia były jakoś szczególnie wyraźne — chyba że bólu, chociaż te akurat bardzo usilnie starał się zepchnąć na inny plan — ale kilka kwestii wyraźnie go nurtowało.
Bo pomijając jego własną niezdolność zareagowania na lisi atak (której swoją drogą kompletnie w tej chwili nie rozumiał) dlaczego Sasuke zwlekał tak długo z użyciem sharingana? Dlaczego Tsunade, z tego co Uzumaki pamiętał, wręcz zabroniła mężczyźnie używania swojej mocy? Dlaczego próbowała — raczej nieskutecznie — używać innych metod, skoro oczy Uchihy potrafiły uciszyć lisa?
— Dlaczego? — wypowiedział w końcu na głos, dopiero po pytającym spojrzeniu Sasuke odkrywając, że nie rozwinął pytania. — Dlaczego nie użyłeś sharingana?
Uchiha milczał przez chwilę, a po jego minie nie dało się wywnioskować niczego. Mimo tego Naruto widział, po prostu widział, jak trybiki dzwonią w głowie mężczyzny, kiedy najwyraźniej usiłuje znaleźć sposób, żeby wymigać się od odpowiedzi. Dlaczego? Co było powodem, że nie chciał mu wyjawić prawdy?
— Co masz…
— Och, nie udawaj, że nie wiesz o co mi chodzi — sapnął. — Dlaczego nie użyłeś go, zanim lis nie rozszalał się na dobre?
— To nie jest istotne.
— Nie? — parsknął bez wesołości. — Skoro nie, to możesz mi powiedzieć chyba?
Mężczyzna odpowiedział mu milczeniem. Przez dłuższą chwilę Naruto wbijał w niego ponaglający wzrok.
— W porządku — skapitulował w końcu. Przecież próby wyduszenia jakichkolwiek informacji od Uchihy były bezcelowe, kiedy ten postanowił nabierać wody w usta. — Ale i tak się w końcu dowiem — skwitował, sięgając zaraz po swoją kawę, spod przymrużonych powiek obserwując drugiego mężczyznę.
Sasuke nie zareagował.
A Naruto nawet nie podejrzewał, że bardzo szybko okaże się, że ma racje z tym swoim dowiadywaniem się.

środa, 19 lipca 2017

Na granicy fiksacji

Podładowana meetingową mocą zapraszam na cześć kolejną :"D.
Betowała Akari, w trybie ekspresowym mocno. :"D

XVIII


Kiedy odkrył, że lis ponownie zaczął wykazywać swoją złośliwą aktywność był przerażony. Tak po prostu, po ludzku przerażony. Nie miał pojęcia jak zareagować. Nie był w stanie nawet sklecić żadnej logicznej myśli, nie mówiąc już o odpowiadaniu na pytania Sasuke o to, czy ma pewność i co się dzieje.
Tęskniłeś?
— Niee — jęknął, zabierając dłonie z ramion Sasuke, żeby zaraz zacisnąć je kurczowo we włosach. — Nie to… tylko nie… to…
Niby wiedział, niby był gotowy na to, że Kyuubi ponownie da mu się we znaki, jednak ten moment nadszedł zdecydowanie za szybko. W dodatku on sam pogrążył się w swoim sielankowym aktualnie życiu i mało kiedy poświęcał chwilę na rozważania o lisie. W sumie od kiedy sytuacja z Sakurą się wyjaśniła nie przeznaczył temu ani jednej myśli. A teraz, kiedy lis znowu zaczął podszeptywać w jego świadomości, kompletnie nie wiedział co robić, ogarnęła go panika z którą nijak nie potrafił sobie poradzić.
Chłodne ręce chwyciły go za policzki, zmuszając, żeby oderwał spanikowane spojrzenie od własnych butów. Popatrzył prosto w ciemne oczy, w których dało się ujrzeć stanowczość i determinację.
— Nie szalej — nakazał Sasuke. — Spokojnie.
Nie odpowiedział. Nie był w stanie.

***

Nie za bardzo kojarzył co się z nim dzieje. Obraz przeskakiwał między kuchnią a lisią klatką, za której prętami złośliwie szczerzył się dziewięcioogoniasty. Naruto nie był w stanie nic zrobić, tylko z niejaką desperacją zaciskał dłonie na blacie stołu przy którym siedział i zagryzał wargi, starając się po prostu nie oszaleć.
Bolało, bolało, tak wszystko cholernie bolało.
Zdawał sobie sprawę z tego, że było źle. Było chyba nawet gorzej niż w dawnych lisich atakach, kiedy jeszcze posiłkował się tabletkami, żeby stłumić demoniczne działania. I z każdą chwilą sytuacja stawała się coraz gorsza. Z każdą sekundą wszystkie negatywne uczucia narastały, tak samo jak ten cholerny, palący ból.
— Wytrzymaj — usłyszał abstrakcyjnie spokojny głos gdzieś obok. Sasuke? Chyba Sasuke. Bo przecież kto inny? — Zaraz… pomoc…
Nie odpowiedział. Nie wiedział nawet co miałby powiedzieć. Zresztą i tak nie słyszał całej wypowiedzi. Rzeczywistości wciąż się mieszały: lis szczerzy kły zza krat, to znowu w zasięgu wzroku pojawiał się kuchenny blat i jego kurczowo zaciśnięte dłonie.
Naruto czekał. Starając się nie wrzeszczeć, starając się tłumić wszelkie emocje i jakoś to wytrzymać. Po prostu: czekał. Bo nie miał najmniejszego pojęcia co innego miałby zrobić.
Tęskniłeś?
Wpatrywał się w swoje dłonie. Dłonie, które powoli zaczynała spowijać czerwona chakra. Parząca chakra. Z przerażeniem uświadomił sobie, że palącemu pieczeniu, które odczuwał od dłuższego czasu zaczyna towarzyszyć pojawianie się czerwonych języków złowrogiej lisiej chakry, co tylko potęgowało ból jaki odczuwał.
Bolało, bolało, piekło cholernie…
Stracił poczucie czasu. Nie wiedział ile już siedział w kuchni, niezdolny do ruszenia się, czy w ogóle zrobienia czegokolwiek, czekając… po prostu czekając, aż wydarzy się coś. Cokolwiek. Marząc, żeby ten ból po prostu się skończył. Ostatecznie. Definitywnie.
Zacisnął powieki, z ledwością powstrzymując się od jęku.
Białe kły zalśniły w półmroku.
Zacisnął zęby, żeby nie wrzeszczeć. Nawet nie wiedział czy byłyby to krzyki bólu, frustracji, czy bezsilności. Bo… co teraz? Wszystko czego się dowiedział w trakcie przeszukiwania informacji w świątyni Naka, wszystko to, co osiągnęli do tej pory z sharinganem wydawało się być takie bezużyteczne i niedostateczne, bo przecież lis zaatakował ponownie, jakby ze zdwojoną siłą i nic, zupełnie żadne rozwiązanie nie przychodziło Naruto do głowy. Jakby ten atak zablokował w nim możliwość wymyślenia jakiegokolwiek rozwiązania i trzymania się resztek nadziei, że faktycznie istnieje sposób na poradzenie sobie z demonem. Jedyne co był w stanie, to wciąż i wciąż zadawać sobie pytanie: co teraz?
Co?
Zwariujesz.
Zwariuje. Mocniej zagryzł wargi, ostatkami sił wciąż walcząc z cisnącym się w gardle krzykiem.
Boże. Boże…
Niech to się skończy. Niech skończy się wszystko. Niech będzie po prostu…
Koniec, koniec…
Koniec.
— Skończ to — wyszeptał w końcu, przytłoczony rozpaczą i bezsilnością. Ciche stęknięcie wyrwało się mu spomiędzy warg, zanim z wysiłkiem uchylił powieki i spojrzał na Sasuke. Jeszcze przez chwilę obraz żelaznych krat przesłaniał mu widok, zanim wszystko wyrównało się i widział ciemne oczy, w których teraz pojawiła się pewna doza strachu.
Strach w oczach Sasuke.
— Skończ — ponowił błagalną prośbę. — Skończ, skończ… — powtórzył jak mantrę, ponownie zamykając powieki.
Nie rozumiał, dlaczego Uchiha nie używał sharingana. Nawet nie musiał tego rozumieć. Po prostu chciał to wszystko zakończyć. Teraz, natychmiast, bo dłużej po prostu nie wytrzyma. I nieważne w jaki sposób miałoby to nastąpić, byle ostatecznie, definitywnie.
Chciał po prostu…
… umrzeć.
Następna, ostrzejsza fala bólu zaatakowało go, wyrywając z jego krtani długo powstrzymywany skowyt.
— Zab… — wyjęczał, przerywając zaraz, żeby gwałtowniej wciągnąć powietrze.
Bolało, bolało.
Wszystko bolało. Z każdą chwilą coraz bardziej.
Bolało. Paliło.
— Już — stęknął, całkowicie poddając się rozpaczy. Nawet nie kontrolował tego co mówił, nie był w stanie. Tak samo jak szalejących myśli, skupionych tylko i wyłącznie na tym wszechobecnym, trwającym wieczność cierpieniu. Załkał cicho, całkowicie nie panując nad samym sobą. Po raz kolejny, cholera wie który, zacisnął powieki, jednocześnie oplatając się ramionami, jakby dzięki temu gestowi był w stanie jakoś się ochronić. Jednak mimo palców boleśnie wbitych w ramiona Kyuubi nie przestawał naciskać, ból narastał, narastał, myśli wariowały. Nie istniało nic oprócz cierpienia, oprócz pochłaniającej go ciemności, oprócz tego morza bólu. — Już… — szepnął, łamiącym się głosem. — Ju…
— Odsuń się! — ostry głos rozległ się gdzieś obok.
Inny głos.
Czyj głos?
— ..to! Na…
Z wysiłkiem uchylił powieki i nieprzytomne spojrzenie wbił przed siebie.
Brązowe oczy na wysokości jego własnych. Patrzyły. Ostro, stanowczo. Ręka obleczona zieloną chakrą klepała go po policzku.
— Nie odpł… — stanowczy ton coś mu nakazywał, jednak nie był w stanie w pełni zrozumieć przekazywanego komunikatu. — Naruto!
Leżał? Tak, leżał, chociaż zupełnie nia miał pojęcia, kiedy nastąpiła zmiana jego pozycji i nie za wiele go to obchodziło. Z wysiłkiem oderwał wzrok od orzechowych tęczówek i zerknął w dół, gdzie kobiece dłonie podwijały jeden z rękawów jego bluzy. Czerwona chakra, która w tej chwili oblekła już niemalże całe jego ciało, syczała wściekle przy kontakcie z zieloną medyczną.
— Pod… moją ...bę,
Wypowiadane przez innych słowa rozmazywały się w jego umyśle. Nie łapał sensu wypowiedzi, docierały do niego tylko niezrozumiałe fragmenty. Zamrugał, starając się skupić na dłoniach, które teraz, wyszperawszy z torby jakąś ampułkę, sprawnie nabierały jej zawartość do strzykawki. Chwycił się myśli, że to coś mu pomoże. Że zaraz, być może już za kilka chwil, Tsunade uczyni coś, co sprawi, że ból zniknie, albo chociaż trochę się załagodzi.
Lisie zęby zalśniły w półmroku.
Chrapliwy śmiech zagłuszył chwilowo wszystkie inne dźwięki.
— Nie… mo…
Ktoś przeklinał? Ktoś krzyczał?
Naruto zamknął oczy. Za dużo, za dużo bólu, za dużo cierpienia. Wszystkiego za dużo.
Kiedy uchylił powieki znowu znajdował się przed prętami lisiej klatki i złośliwie szczerzącego się demona.
— To tylko chwilowe — wymruczał lis, hipnotyzującym głosem, nie odrywając od niego swoich ślepi. — To tylko przedłużanie nieuniknionego.
— Co? — zapytał bez zrozumienia, dopiero po chwili zdając sobie sprawę, że jest… lepiej? Jest… jest…
Świat znowu wiruje, nie dając mu nawet dokończyć myśli.
— Twoja ulga w cierpieniu — usłyszał jeszcze, zanim ponownie znalazł się w kuchni.
Leżał na zimnej podłodze, mętnym spojrzeniem wpatrując się w sufit. Nie czuje nic. Zupełnie nic. Nie myśli, nie czuje. Leży i patrzy, zupełnie nie kontaktując ze światem. Aż widok przysłaniają mu ciemne oczy pełne zmartwienia. Pełne strachu. I gdyby nie ten strach to wiedziałby, że są to oczy Sasuke. A tak… a tak nie miał pewności. Nawet nie jest w stanie się nad tym dłużej zastanawiać, bo dopada go nieludzkie zmęczenie.
— N… to?
Powoli odpływa.
— Niech ..pi. — Powiedział jeszcze czyjś łagodny, zmęczony głos, zanim faktycznie Naruto pogrąża się w śnie.

***

Obudziły go podniesione głosy, mdły zapach medykamentów i zbyt ostre światło.
Oraz ból. Palący, rozprzestrzeniający się po całym ciele. Być może nie aż taki ostry, jakiego doświadczał ostatnio, jednak ciągły, nie dający się zignorować. I jakby… narastający?
Naruto z oporem rozwarł powieki. Przez sekundę czy dwie tępo wpatrywał się w sufit, niejasno zdając sobie sprawę, że nie wygląda on znajomo. Chociaż może? Zamrugał zawzięcie, próbując przyzwyczaić się do panującej jasności, jednocześnie zastanawiąjąc się wciąż nad znajomością płaskiej powierzchni, wiszącej nad jego głową.
Jasno. Jasno. Za jasno. Znajomy sufit?
I boli. Znowu boli. Wszystko.
Z wysiłkiem podniósł rękę, żeby przetrzeć oczy, jednak powstrzymuje się przed tym, zaraz po zarejestrowaniu faktu, że dłoń wciąż jest pokryta lisią chakrą. Palącą chakrą, pod którą skóra wyglądała na pokrytą pęcherzami poparzeń.
Jęknął w reakcji na ten widok.
— Naruto?! — Twarz Sasuke zawisła tuż nad nim. Zmęczona? Przygnębiona? I chyba… zła?
— Nie dotykaj go! — krzyk Tsunade skutecznie zatrzymał dłonie Uchihy, które znalazły się właśnie w zasięgu wzroku Naruto. — Nie widzisz, że…
— Widzę, że twoje wymyślne leki nic nie dają! — warknął Uchiha, przenosząc spojrzenie na kobietę, która również stanęła przy łóżku, w którym leżał Naruto. — Trzeba…
Szpitalnym łóżku? Pomyślał blondyn, marszcząc czoło. Był w szpitalu?
Myśli leniwie krążyły po głowie, nie mogąc się skupić na niczym konkretnym. A przecież chciałby poznać odpowiedzi, chciałby wiedzieć, o czym właściwie mówił Sasuke i dlaczego razem z Tsunade wyglądali na tak poirytowanych. Jednak nie potrafi się zmusić do niczego bo przecież… znowu… znowu…
Boli.
Boli, wciąż wszystko boli.

— CO trzeba? — Kobieta odpowiedziała Sasuke równie burkliwym tonem. — Musimy pocze…
— Na co?! On CIERPI.
— Tak, ale nie mamy…
— Pieprzyć to — sapnął Uchiha, ponownie odwracając się do leżącego w łóżku chłopaka.
— Chyba nie masz zamiaru…
— Tak, psia mać! MAM.
— Nie możesz…
— Nie? — zaśmiał się zjadliwie, bez humoru. — To patrz.
Kolejne co Naruto widzi to wirujące łezki sharingana.
Następnie przeklęta klatka, równie przeklętego demona. Przez chwilę patrzy prosto w ślepia wypełnione uciechą. Lisie ślepia, które odrywają się od niego i kierują trochę w bok. Uzumaki uczynił to samo i jakoś bez szczególnego zdziwienia ujrzał obok Sasuke.
— Jak długo dasz tak radę? — Oczy demona zalśniły zza krat.
— Mówiłem ci, że… — odpowiada mu Naruto po chwilowej ciszy. Bo dopiero po sekundzie czy dwóch dociera do niego, że ból znowu odpłynął i jest w stanie klarownie myśleć i reagować.
— Och, nie do ciebie mówię, szczylu — przerwał mu demon, szczerząc się złośliwie.
— Co? — zapytał bez zrozumienia marszcząc brwi. Spod przymrużonych nieufnie powiek obserwował jak Kyuubi wyciąga się leniwie, żeby zaraz przybliżyć wyszczerzony pysk do krat.
— Zastanawia mnie, ile wytrzyma twój kochaś — powiedział pełnym uciechy szeptem.
— Zamknij się — warknął Sasuke, a Uzumaki zerknął na niego z konsternacją. Czerwony sharingan wściekle błyszczał w jego oczach. — Zamknij się — powtórzył, nieco spokojniej. — Najlepiej na zawsze.
Lis zaśmiał się rubasznie, zanim i w jego spojrzeniu pojawił się kekkei genkai. Zaraz jednak posłusznie zamknął ślepia, pogrążając się w wymuszonym śnie.