Myślę, że przegenialnym pomysłem będzie wrzucenie fika ze świąt bożonarodzeniowych tak jakoś na Wielkanoc xD. Nie, żeby działy się w nim rzeczy szczególnie świąteczne, ale padają śniegi (w sumie to akurat w niczym nie przeszkadza xD). Noaleno, DAWNO NIC NIE WRZUCAŁAM. A chyba jedyne co mam na dysku, a jeszcze nie pojawiło się na blogu, to to to.
W ramach wyjaśnień: jest to fik, który pisałam pod te same wytyczne co "Byłeś i bądź" jednak zdecydowanie ma inny... klimat xD. Jak dla mnie był to dosyć ciekawy eksperyment, jak bardzo różnie można potraktować te same wytyczne x). W każdym razie: jeszcze raz dziękuję wszystkim, którzy przyczynili się do jego powstania i jak zwykle za betację ściskam mocno
Akari :*.
No.
To cyt. Zapraszam do czytania i mam nadzieję, że kolejny wpis będzie już z lisem x). (WALCZĘ.) A. I: SMACZNEGO JAJKA :D. Luf ~~~
Akcja!
—
“Wszystko będzie w porządku.” —
“Wiem. Tylko…” — nerwowy wdech.
—
“Nie myśl o tym, skup się na rozmowie ze mną.”—
“Próbuję.” — Blady uśmiech. —
“Ale ciężko to robić, kiedy ma się świadomość, że ta kupa gruzu może się w każdej chwili osunąć i…” — nie skończył kwestii. Kolejny nerwowy wdech.
W
tle słychać syreny, szum śmigłowca i dźwięk pracujących pił. Skądś
dochodzą krzyki ludzi. Zawodzenie. Fachowe polecenia strażaków i
lekarzy.
Sasuke ignorował
to wszystko. Leżał na plecach, nie mogąc się ruszyć, nad sobą widział
pęknięty strop, zwisający zdecydowanie zbyt nisko jak na wysokość jaką
zwykle takie elementy konstrukcyjne przyjmowały. Jednocześnie usilnie
starał się nie patrzeć na postać, która majstrowała przy tym cholernym
czymś, co przygniatało jego nogi, skutecznie uniemożliwiając
wyciągnięcie go z grajdołu w jakim się znajdował.
Bo ta postać… bo to… był ON. Jego… ugh…
Skrzywił
się nieznacznie, wypychając z myśli nieprzyjemne słowo. Na chwilę
przymknął oczy, wolno wciągając powietrze, żeby się uspokoić. Tak. Dobry
manewr. W takiej sytuacji jak najbardziej zrozumiały.
—
“Ja… po prostu…” — powiedział, rozchylając powieki. Był przekonany, że na jego twarzy w tej chwili widać marnie zamaskowany strach.
Idealnie. —
“Po prostu… “ W zasięgu wzroku pojawiły się błękitne tęczówki, w których gościła powaga adekwatna do sytuacji. I również strach.
W porządku. —
“Inni już pracują nad dźwigarem. Nie rozłupiemy go, ale sprowadzamy już sprzęt, żeby móc go unieść.” — wytłumaczył mu klęczący tuż przy nim mężczyzna. —
“To trochę potrwa. Wytrzymaj.” — Poprawił strażacki kask, który próbował zjechać mu na oczy. —
“Wytrzymaj…” —
“Wytrzymam… tylko… ja…” — Lekkie załamanie głosu. Następny nerwowy wdech, poprzedzony stęknięciem. —
“Boję się… Po prostu: boję.”
— Znowu zamknął oczy, zaciskając jednocześnie zęby. Nie chciał na to
patrzeć. Jezu, jak on bardzo nie chciał patrzeć na to, co miało
nastąpić.
—
“Jestem tu, więc…” — Sasuke poczuł jak ręka strażaka ląduje na jego ramieniu. Całą siłą woli skupił się na tym, żeby się nie wzdrygnąć.
Och, cholera, nie wyszło. Na jego szczęście nikt tego nie zauważył, bo dało się słyszeć niezadowolone: — Boże, czy ja naprawdę muszę go DOTYKAĆ?
Uchiha czym prędzej strząsnął z siebie rękę osobnika, w którego wbił niezadowolone spojrzenie.
— Profesjonalnie, nie ma co, Uzumaki — warknął w jego stronę. — Tłuku.
—
Och? Bo z ciebie taki niby profesjonalista, bałwanie? A ostatnią próbę,
to ja cię proszę, kto zawalił, warcząc, że główna postać niczego się
nie boi, co? Pewnie ciężko ci się wczuć w rolę człowieka, ty emocjonalna
pokrako. Nie, żeby jakoś szczególnie mnie to dziwiło.
— Jezu — rozległ się głos nagłośniony przez megafon. — Stop, cięcie. Błagam.
Po planie rozległy się niezadowolone jęki i pomruki.
—
Przerwa — zarządził producent, złowrogo łypiąc na aktorów okiem
widocznym zza maski zakrywającej większość jego twarzy. — A wy
kochaneczki — zwrócił się do gramolącego spod sztucznego gruzu Sasuke i
wciąż klęczącego Uzumakiego. — Idziecie ze mną. Poważnie porozmawiać.
***
Sasuke
Uchiha był aktorem. Ba! Nie byle jakim aktorem! A największą gwiazdą
współczesnej telewizji. Wszystko zaczęło się od czasów gimnazjalnych,
kiedy jego brat, będąc na stażu, wcisnął go do małej produkcji w
zastępstwie za aktora, który zachorował. Okazało się, że młodszy Uchiha
miał po prostu DAR do stania przed kamerą i odgrywania ról wszelakich,
co szybko zostało dostrzeżone przez dyrektorów obsad. Błyskawicznie
zyskał sławę, rozwijając swoje naturalne umiejętności w liceum
aktorskim, a następnie na studiach.
W
każdym razie: Sasuke był gwiazdą i bardzo dobrze zdawał sobie z tego
sprawę. Dlatego teraz, siedząc w gabinecie producenta aktualnej
produkcji, którym był Kakashi Hatake, miał zamiar z tego faktu
skorzystać.
— Ja — oznajmił na wstępie, kiedy cała trójka (on, ten bęcwał Uzumaki i producent) zajęli miejsca — nie będę z nim pracował.
—
Chyba ja z tobą, ty marna podróbo aktora! — sapnął Naruto, wbijając w
niego gniewne spojrzenie, na które Sasuke odpowiedział wdzięcznym
uniesieniem brwi. — Brzydzę się tobą, o! — dorzucił z wyraźnym tryumfem.
— Vice versa, bezmózgu.
— Tyyy…
—
Widzę, moi drodzy — przerwał im producent przerażająco łagodnym głosem,
przez co obaj spojrzeli na niego z niepokojem — że łączy was… hmm…
szczególna więź.
— To jego wina, że … — zaczął Naruto.
—
Po prostu go… — wtrącił jednocześnie Sasuke. W tej samej chwili
zamilkli, słysząc łagodne westchnięcie dobiegające spod maski
Kakashiego.
— Więź —
kontynuował tym samym tonem starszy mężczyzna — która mnie, prawdę
mówiąc, guzik obchodzi. Jednak wasze animozje nieszczególnie pozytywnie
wpływają na nastrój panujący na planie.
— Po prostu go wywal — dokończył swoją wcześniejszą myśl Sasuke. — W końcu to ja jestem…
—
Jeśli wywalę jego — Kakashi uśmiechnął się pod maską, radośnie mrużąc
widoczne oko — to ty także polecisz. Tak moi drodzy, zostaliście dobrani
w pakiecie. Tego sobie życzy jeden z inwestorów — oznajmił nic sobie
nie robiąc z ich zdegustowanych wyrazów twarzy. — Więc szczerze radzę
wam się dogadać. A teraz, raz, raz, zmykać na plan gołąbeczki,
spróbujemy z inną sceną.
Jak można było się spodziewać próba… nie wyszła.
—
“Wszystko będzie dobrze! Zobaczysz, zaraz…” —
“Czy możesz… czy… dasz…”
Nie ma mowy, nie powiem tego! — Wściekłemu warknięciu Sasuke
towarzyszył kolejny zbiorowy jęk reszty pracowników. Ostatnie poprawki
do scenariusza wybitnie nie przypadły mu do gustu. A przecież już
pierwsza wersja tekstu była… dziwna. — Mam go PROSIĆ O PODANIE RĘKI?
Czy wy nie słyszycie jak to absurdalnie brzmi?! Co za kretyn to
napisał?!
— Ten fragment akurat twój brat — oznajmił zmęczony głos reżysera.
— O.
—
Tak: o. Dobra. Koniec na dzisiaj. — Zarządził mężczyzna. — Uzumaki,
Uchiha. — Poczekał, aż obaj aktorzy wygrzebią się z planu i podejdą do
miejsca w którym siedział. — Macie się dogadać. Szybko. Daję wam szansę
tylko dlatego, że przy innych produkcjach naprawdę żaden z was nie
sprawiał problemów. Nie wiem co jest z wami teraz, ale naprawcie to.
Macie… trzy dni. Zgoda?
Odpowiedzieli niechętnym pomrukiem.
***
Sasuke
siedział w swoim mieszkaniu i wgapiał bezmyślnie w telewizor. Zaległ na
kanapie, sącząc wino i w międzyczasie się oburzał. Na całe swoje życie
się oburzał! Och, no dobra, może nie CAŁE, ale na dni w których odbywała
się cała ta cholerna lawiracja związana z ostatnią produkcją.
Była
kontynuacją historii, dzięki której Sasuke wybił się na wyżyny swojej
kariery. Dwanaście lat temu po raz pierwszy stanął na planie filmowym,
co otworzyło mu drogę do innych obsad. Po trzech latach zatrudniono go
do sequelu, będącego pełnometrażową produkcją krótkiego odcinka, który
poniekąd był studialnym eksperymentem jego brata. Po kolejnych trzech,
stworzono nowy film, z racji sukcesu poprzedniego i w nim również Uchiha
otrzymał główną rolę. Tak samo jak i po trzech następnych. I kolejnych:
tym razem miała to być ostatnia część o młodym bohaterze, który na
własną rękę rozwiązywał zagadki kryminalne, mające go przybliżyć do
znalezienia przyjaciela, którego niesłusznie oskarżono o zbrodnię,
której nie popełnił, a przez którą został zmuszony do ukrycia własnej
tożsamości.
Ostatni
film miał być typowym wyciskaczem łez, który zamykał całkowicie sagę o
bohaterze i jego niedługie życie. Tak. Wyciskacz łez kończył się
śmiercią głównego bohatera. Ale również rozwiązaniem wszystkich
powstałych wcześniej wątków i wyjaśnieniem tajemnic wszelkich. I
szczerze mówiąc, Sasuke nawet cieszył się z takiego obrotu spraw, bo to
oznaczało, że w końcu wyplącze się z tej produkcji.
W
każdym razie: wiadomość, że to będzie ostatnia, zamykająca część serii
była wspaniała. Gorzej, kiedy na Uchihe spadła informacja, któż to
będzie odgrywał rolę długo poszukiwanego przyjaciela głównego bohatera. A
padło na Naruto Uzumakiego, o którym ostatnimi czasy zaczynało być
głośno w mediach. I który chodził z Sasuke do liceum. I który przed…
komplikacjami był jego przyjacielem.
Był.
Już nie jest.
Bardzo
nie jest. Nie, żeby Sasuke dziwił się postawie dawnego przyjaciela.
Plus: jemu samemu również nieszczególnie przypadło do gustu granie z nim
wspólnie w jakimkolwiek filmie. Przez pewne… wypadki — chociaż jakby
Sasuke miał wskazać jedną rzecz, która była przyczyną tego wszystkiego,
to byłoby to zwolnione bicie serca (jakkolwiek kretyńsko to brzmiało) —
ich przyjaźń skończyła się, skutecznie przemieniając w obustronną
nienawiść.
I nienawiść
ta, jakoś nieszczególnie pozytywnie wpływała na scenę, jaką mieli
wspólnie odegrać. Scenę, w której dwóch przyjaciół spotyka się po wielu
latach. Scenę, w której wyznają sobie wzajemnie, jak bardzo brakowało im
swojego towarzystwa. Scenę, w której obaj wspierają się, wiedząc, że co
najmniej jeden z nich nie wyjdzie cało z niekomfortowej sytuacji, którą
było zawalenie się budynku w wyjątkowo niefortunny sposób. Bo kończyny
głównego bohatera zostały uwięzione pod zwalinami gruzu, przez co nie
można było przetransportować go w bezpieczne miejsce.
Ogólnie
rzecz biorąc, Sasuke był zły. Sam nie wiedział czemu obecność Naruto na
planie nie pozwalała mu się skupić na grze. Miał takie problemy
pierwszy raz w życiu i naprawdę go to irytowało, ale niekoniecznie
wiedział co poradzić. Znaczy, okej, jak dla niego wywalenie Uzumakiego z
produkcji było najlepszym rozwiązaniem, ale po rozmowie z Kakashim
wiedział, że nie ma co na to liczyć. Nie miał pojęcia, który z
inwestorów uparł się na taką obsadę w filmie, ale zdawał sobie sprawę z
tego, że producent faktycznie był na tyle szalony, żeby wypierniczyć go z
roli. Mimo tego, że przez tyle lat był przecież odtwórcą głównej
postaci.
Tak. Kakashi
chyba nawet dosyć chętnie by to uczynił. Och, nie żeby była między nimi
jakaś spina. Po prostu producent lubił robić dużo szumu wokół projektów
przy których pracował. A zwolnienie Sasuke Uchihy z pewnością odbiłoby
się szerokim echem w świecie. Więc, młody aktor naprawdę nie wątpił w
groźbę, jaką niedawno usłyszał. Co jeszcze bardziej pogłębiało jego
irytację.
Siedział. Pił
wino. Rozważał różne opcje. I w końcu doszedł do wniosku, że skoro ma
trochę wolnego, to spokojnie w tym czasie oswoi się z myślą, że przyszło
mu pracować z dawnym przyjacielem i przy kolejnych nagraniach pokaże na
co go stać. Tak. To zdecydowanie był dobry plan.
Zadowolony
dopił resztkę wina z lampki i chwycił stojącą na ławie butelkę, żeby
nalać sobie kolejną porcję alkoholu, kiedy po mieszkaniu rozległ się
dźwięk dzwonka. Zamarł na chwilę, gdyż nie spodziewał się gości,
zwłaszcza o tak późnej porze, bo przecież zbliżała się dwudziesta
trzecia. Poszedł otworzyć i, ku jego zdziwieniu, przywitało go wrogie
spojrzenie niebieskich ślepi.
—
Uzumaki — powiedział na przywitanie, szybko otrząsając się ze
zdziwienia. I ignorując jednocześnie to, co wyprawiało jego serducho. To
fascynujące, że mimo upływu lat ten organ w obecności Naruto wciąż
zachowywał się tak samo. — Czego?
— Poćwiczmy — burknął Naruto po dłuższej chwili wrogiej ciszy, odwdzięczając się takim samym spojrzeniem.
— Co?
—
Nie dam się wywalić z produkcji tylko dlatego, że mam grać z tobą —
wyjaśnił. — Skoro mamy trochę czasu… i HEJ, WIDZĘ, że tobie też nie
idzie, to… pomyślałem… noo… — zaplątał się. Zaraz w jego spojrzeniu
ponownie zagościła hardość. — Poćwiczmy. Wspólne sceny.
—
Hmm? — Usta Uchihy rozciągnęły się w złośliwym uśmiechu. Cóż, to nie
tak, że chciał być mendą, ale prośba Uzumakiego dała mu do tego
sposobność, więc… — Nie — odpowiedział z satysfakcją.
I zatrzasnął drzwi.
***
Właściwie
zdziwił się, że Uzumaki nie torturował go przez pół nocy, próbując
dobić się do mieszkania i wymusić na nim obietnicę wspólnych prób.
Naruto, którego pamiętał, nie odpuszczał tak łatwo. Szkoda, bo szczerze
mówiąc również doszedł do wniosku, że wspólne próby poza kamerami
faktycznie mogły im się przydać. A sam przecież nie wyjdzie do tego
pacana z taką propozycją.
Więc,
kiedy rano ponownie usłyszał dzwonek do drzwi i po ich otworzeniu
ujrzał w progu mieszkania Naruto, to nawet prawie się ucieszył. No… na
pewno ucieszyło się jego serce, robiąc radosne, zwolnione ba-bam, które
Sasuke skutecznie zignorował.
—
Poćwiczymy. — Powitał go mężczyzna nieprzyjemnym warknięciem i gniewnym
zmrużeniem oczu. — Czy ci się to podoba czy nie. Nie mam zamiaru dać
się wywalić, tylko dlatego, że przyszło mi pracować z TOBĄ. Nie wiem
czemu los mnie tak karze, ale NIE ZREZYGNUJĘ tylko dlatego, że jesteś
patałachem, na którego naprawdę wolałbym nie patrzeć. Więc POĆWICZYMY. I
nie masz w tej kwestii nic do gadania!
—
Ciebie również miło widzieć — odpowiedział Sasuke ze złośliwą
satysfakcją, napawając się widokiem zdziwienia, jaki zagościł na twarzy
Naruto. — Może wejdziesz?
Ba-bam. —
Nie — parsknął Uzumaki, a wyraz zdziwienia błyskawicznie zmienił się w
podejrzliwość. — Nie mam zamiaru przebywać z tobą sam na sam dłużej niż
jest to konieczne!
— Dlatego prosisz mnie o wspólne próby? Faktycznie, logicznie.
—
Nie proszę. STWIERDZAM. Że będziemy razem ćwiczyć. Złośliwość losu
sprawiła, że niestety muszę z tobą grać. Więc będziemy współpracować,
czy ci się to podoba czy nie.
—
Wydajesz się być nad wyraz pewien tego, że zgodzę się na te próby. —
Tym razem w głosie Sasuke pojawiła się czysta ciekawość. Bo faktycznie, z
postawy Uzumakiego wręcz biła pewność siebie.
Ba-bam. —
Oczywiście, że się zgodzisz — przytaknął mężczyzna. — Możesz być tępym
uczuciowo kołkiem, ale mimo wszystko masz te swoje jakieś pokręcone
ambicje. Nie sądzę, żebyś pozwolił sobie zawalić tę produkcję. Co
powiedziałyby na to twoje fanki? — Udał zadumę. — Nie zniszczysz swojego
idealnego aktorskiego wizerunku, nawet jeżeli praca ze mną aktualnie
nie jest ci na rękę.
— Uważasz, że mam idealny wizerunek? No, no...
—
TY tak uważasz. Moje zdanie… — Zmierzył go krytycznym spojrzeniem. —
Może lepiej, żebym nie wyrażał go na głos, skoro mamy wspólnie pracować.
— W jednym masz rację — przyznał Sasuke. — Nie pozwolę, aby twoje partactwo wpłynęło na moją karierę.
— MOJE PAR… CO?!
Ba-bam. — Więc, okej. Poćwiczymy. Jutro. Od rana.
— Jutro Wigilia.
— No i?
—
Nic. — Naruto wzruszył ramionami. Po czym odetchnął, wyraźnie się
rozluźniając. — W porządku. Jutro. Daj znać gdzie i o której. —
Wyszperał z przewieszonej przez ramię torby kartkę i długopis, na której
szybko nabazgrał numer, który wcisnął w ręce Sasuke. Obrócił się na
pięcie i odszedł bez pożegnania.
***
Sasuke
zamknął drzwi i przez chwilę wpatrywał się w ich powierzchnię. Ręka
zwisająca bezwładnie wzdłuż ciała, zacisnęła się mocniej na otrzymanej
kartce.
Ba-bam. Ba-bam. Ba-bam… Skrzywił
się nieznacznie. Zaczynał mieć drobne podejrzenia, że jeżeli będzie
spędzał z Naruto więcej czasu, to coraz ciężej będzie mu ignorować
fakty, których był pewien już od czasów licealnych. O tyle dobrze, że
Naruto nic nie podejrzewał i darzył go po prostu zwyczajną niechęcią,
więc… kiedy produkcja się skończy, każdy wróci do swojego życia.
Tak jak kiedyś. Zupełnie tak jak kiedyś.
***
Przyjaźnili
się od… można by było powiedzieć ZAWSZE. A to za sprawą ich matek,
które były dobrymi przyjaciółkami i potrafiły godzinami przesiadywać u
siebie nawzajem na kawie. Oczywiście w towarzystwie swoich synów. Więc
siłą rzeczy Naruto i Sasuke spędzali ze sobą mnóstwo czasu.
Wszystko
zmieniło się w drugiej klasie liceum, kiedy to Naruto zaczął oglądać
się za spódniczkami i próbował swoich sił w miłosnych podbojach.
Początkowo Sasuke reagował na to wszystko ironicznym uśmiechem i
złośliwymi uwagami, że z tak popapranym charakterem to on naprawdę
współczuje przyszłej wybrance przyjaciela. Ale kiedy na horyzoncie
pojawiła się Sakura Haruno, sprawy przybrały nieco inny obrót.
To,
że Sasuke nie polubił jej już przy pierwszym spotkaniu było drobnym
niedopowiedzeniem. Bo, rety, babsztyl był straszny: wyniosła damessa z
dobrego domu, mająca o sobie zdecydowanie zbyt wysokie mniemanie. A to,
że z miejsca, (gdy przeniosła się do ich klasy) wszyscy zaczęli ją
obskakiwać, bo była córką znanej aktorki, jakoś dla niego nie działało
na jej korzyść.
— Jest cudowna — westchnął Naruto, patrząc na dziewczynę z rozmarzeniem, podczas gdy siedzieli w szkolnej stołówce.
— Cudownie pusta — skwitował Sasuke, łypiąc na niego złowrogo. — Pod tą warstwą szpachli pewnie nie ma nic wartościowego.
—
Byś mnie kiedyś zaskoczył i powiedział coś dobrego o którymś z obiektów
moich uczuć — mruknął, nie odrywając spojrzenia od różowowłosej
dziewczyny, siedzącej nieopodal.
— Przerzuć się na facetów. To może coś zdziałamy w tym temacie.
— Mówisz? — Uzumaki parsknął śmiechem, w końcu ku uldze Sasuke, odlepiając oczy od tej bździągwy.
— Nie. — Przewrócił oczami. — Obawiam się, że masz fatalny gust. Czegokolwiek by on nie dotyczył.
— Och, jakże mi przykro.
Sasuke
uśmiechnął się pod nosem i wrócił do spożywania swojego posiłku. Po
niedługiej chwili ponownie został od tej czynności oderwany, bo na
stolik przy którym siedzieli padł czyjś cień.
— Mogę się dosiąść? — zapytał ktoś słodkim głosem.
—
Ja-jasne! — zawołał Naruto z entuzjazmem, przez co zarobił od Sasuke
niedowierzające spojrzenie, które zaraz spoczęło na przeszkadzającym
kimś. Na Sakurze. Uchiha z ledwością powstrzymał się od sapnięcia.
Stracił nagle apetyt i tylko przyglądał się, jak dziewczyna z
entuzjazmem zajęła miejsce obok Uzumakiego i zaczęła trajkotać, wciąż
tym samym, irytującym go tonem.
Mniej więcej od tamtej pory wszystko zaczęło się chrzanić.
Sakura
błyskawicznie zakręciła się wokół Naruto, który spędzał z nią
zdecydowanie zbyt dużo czasu jak na gust Sasuke. Och, nie żeby był
zazdrosny! Naprawdę! Po prostu… ona… irytowała go. Wszystkim: wyglądem,
barwą głosu, a w szczególności zachowaniem, które dla Uchihy było
naprawdę podejrzane. Bo szczerze mówiąc, jeszcze żadna nie lepiła się do
Naruto AŻ tak. Nie, żeby Sasuke czuł się odsunięty od przyjaciela.
Akurat w tej kwestii nie miał co narzekać, bo Haruno stanowczo nalegała,
żeby często spotykać się we trójkę. Co również wybitnie działało mu na
nerwy.
— Chce cię
lepiej poznać — tłumaczył mu cierpliwie Naruto, który od pewnego czasu
był w siódmym niebie, najwyraźniej bardziej niż zadowolony z
zainteresowania jakie okazywała mu dziewczyna. Ale Sasuke nie dawał się
przekonać. Bo okej, może i by uwierzył, że dziewczyna faktycznie próbuje
się z nim zbratać z czystej sympatii, bo był przyjacielem jej chłopaka.
Uwierzyłby, gdyby nie te podejrzanie sugestywne spojrzenia zaopatrzone w
zalotne mruganie rzęsami, na których często ją łapał. — Daj jej szansę,
co?
— Ale… — zaczął i przerwał gwałtownie, kiedy spojrzał prosto w oczy przyjaciela, teraz wgapiające się w niego z wyraźną prośbą.
Wtedy
jego serce zabiło po raz pierwszy. Znaczy, no nie, że dosłownie
pierwszy. Zabiło po raz pierwszy INACZEJ. Zdecydowanie głośniej,
zdecydowanie mocniej, zdecydowanie wolniej niż miało w zwyczaju. Zabiło
ZNACZĄCO.
Ba-bam.
Rozchylił
usta, patrząc na Naruto jakby widział go pierwszy raz w życiu. I to
poniekąd było prawdą, bo chłopak objawił mu się w tej chwili w zupełnie
nowym obliczu: jako ktoś w kim mógłby się zadurzyć. O ile już tego nie
uczynił. W tej chwili.
O boże. Nie.
Ba-bam.
— Sasuke?
Nie. Nienienienienie…
— Heeej? Uchiha, odbiór!
Ba-bam. ***
Sasuke
otrząsnął się ze wspomnień. Cóż… zadurzenie, które dopadło go w tamtych
latach nie było zbyt trafione. W końcu Naruto był jego przyjacielem.
Heteroseksualnym przyjacielem, który wiedział o jego orientacji.
Wiadomość o zauroczeniu zapewne nie spodobałaby się Uzumakiemu. Sasuke
był niemalże w stu procentach pewien, że mężczyzna poczuł by się
zdradzony. Jeszcze bardziej niż po wydarzeniach, jakie miały miejsce
kilka dni później…
Więc
pozwolił na to, żeby Uzumaki go znienawidził, sam również zdobył się na
pewnego rodzaju niechęć, bo przecież tak było łatwiej. Ich drogi się
rozeszły i przez wiele lat nie mieli ze sobą żadnego kontaktu. Aż do
teraz. I w tym “teraz” okazało się, że (pomimo tej swojej wymuszonej
nieco niechęci) wciąż czuje do Naruto to samo co zaczął czuć lata temu.
—
Fatalnie — skwitował, marszcząc czoło. Nie sądził, żeby mogło wyniknąć z
tego coś dobrego. Więc nie pozostało mu nic innego, jak dalsze
ignorowanie własnych sfiksowanych reakcji i podejścia do całej sytuacji z
dystansem. — Więcej wina — zawyrokował i ruszył do salonu. Tak. To był
dobry plan.
***
— Spóźniłeś się! — Naruto przywitał go pochmurnym spojrzeniem, na co Sasuke tylko wzruszył ramionami.
—
Zauważyłem. — Wprawdzie sam nie wiedział, dlaczego wybrał abstrakcyjnie
wczesną godzinę na spotkanie. Ale wybrał. I się bezczelnie zjawił
jakieś pół godziny po czasie, jednak nieszczególnie się tym przejął.
Jasne, mógł się tłumaczyć, że winę za jego spóźnienie ponosił
wszechobecny (i wciąż padający) śnieg i ślizgawica panująca na
chodnikach, jednak nie za bardzo miał na to ochotę. Bardziej
zainteresowała go kwestia tego, że jego serce, kiedy tylko ujrzał postać
blondyna, ponownie zaczęło świrować. — Idziemy? Czy masz zamiar się
boczyć?
Ba-bam. — Idziemy — burknął mężczyzna.
Znajdowali
się przed główną bramą prowadzącą na teren studia filmowego w którym
odbywały się zdjęcia do produkcji w jakiej aktualnie brali udział. W
jednej z hal został ustawiony plan imitujący zawalony budynek, gdzie
Sasuke i Naruto mieli najwięcej problemów. Tak więc, Uchiha, korzystając
ze swoich znajomości, załatwił możliwość skorzystania z tego miejsca,
podczas ich nadprogramowych prób. Stwierdził, że łatwiej obaj skupią się
na ćwiczeniach, jeżeli będzie otaczać ich odpowiednia sceneria.
Ruszył
w kierunku przejścia, ale Naruto zatrzymał go, chwytając za łokieć.
Sasuke zamarł na ten niespodziewany dotyk. Zamarło również jego serce,
żeby po chwili rozbrzmieć mu w uszach głuchym, powolnym uderzeniem.
Ba-bam. —
Co…? — Obrócił się prędko, jednocześnie odtrącając jego rękę, bo, boże,
nawet przez grubą warstwę materiału jego kurtki, dotyk był aż zbyt…
zbyt… po prostu zbyt. I znowu jego serce zabiło tym ZNACZĄCYM rytmem, bo
Naruto przez chwilę wpatrywał się w niego z rozbrajającym
niezdecydowaniem w oczach i przygryzioną wargą.
—
Słuchaj. — Na szczęście dla Uchihy drugi mężczyzna szybko zmienił ten
rozczulający wyraz twarzy. Potrząsnął głową, a na jego obliczu zagościła
już bardziej zwyczajowa powaga. — Nie możemy tak pracować. Znaczy, no…
możemy, ale po co?
— Chcesz zrobić tę przysługę światu i samemu zrezygnować?
—
Przestań być takim palantem, okej? — Naruto westchnął z wyraźną
irytacją. — Nie możemy po prostu… no wiesz. Wrócić do tego, co było
kiedyś? Oczywiście tylko po to, żeby łatwiej nam się pracowało!
Sasuke
uniósł brew w geście lekkiego zdziwienia. Och, to co kiedyś? Miał
dziwne wrażenie, że “kiedyś” Naruto różniło się znacznie od jego
własnego. “Kiedyś” Uzumakiego raczej nie przewidywało tego, że
przyjaciel się w nim zadurzył. I, mając na względzie jego wyraźnie
heteroseksualną orientację, raczej by nie chciał do niego wracać.
— Nie — odpowiedział. — Zdecydowanie nie możemy. — I czym prędzej ruszył przed siebie.
— Co? — usłyszał oburzone parsknięcie za plecami. — OKEJ! JAK SE CHCESZ! MI NIE ZALEŻY. Ale ćwiczyć i tak będziemy!
—
Oczywiście — przytaknął, nie oglądając się za siebie. Westchnął
dyskretnie. Ciepły oddech ukształtował się w obłoczek pary na zimnym
powietrzu.
Tak było
lepiej. Zdecydowanie lepiej. Bo jeśli przestaliby utrzymywać wrogie
stosunki, Sasuke nie był pewien czy zdołałby się powstrzymać od… od… no
od niestosownych rzeczy. Zwłaszcza, że już teraz ciężko było mu się
zachowywać NORMALNIE.
Naruto nie kontynuował tematu i w niedługim czasie zabrali się za ćwiczenie dialogów. Noo… przynajmniej próbowali zabrać.
***
—
“Wszystko będzie w porządku.”—
“Wiem. Tylko…” — wdech.
—
“Nie myśl o tym, skup się na rozmowie ze mną.”—
“Próbuję. Ale ciężko to robić, kiedy...” Czy ty NAPRAWDĘ nie potrafisz wykrzesać z siebie jakiś większych emocji?
— Zabawne słyszeć takie słowa od ciebie, wiesz?
—
Totalne beztalencie z ciebie — stwierdził Sasuke, patrząc na niego z
politowaniem. — Sądziłem, że coś się od czasów licealnych zmieniło w tej
kwestii, skoro zaoferowano ci rolę w tej produkcji, ale chyba się
przeliczyłem.
— Jeżeli próbujesz mnie obrazić…
— Nie próbuję. Robię to, stwierdzając fakty, ale to nie moja wina, że prawda cię bulwersuje.
— Weź się odwal, okej? Spróbujmy jeszcze raz!
***
—
„Wszystko będzie w porz...”— Nie. Od nowa.
***
—
„Wszystko będzie w porządku!”— Boże. Nie. Jeszcze raz!
***
—
„Wszys...”— Ty to robisz specjalnie, tak?
— Nienawidzę cię, wiesz?
***
—
“W…” — Stop.
— AGHRRR!
***
Prawdę
mówiąc, Sasuke był zadowolony z ich prób. Po pierwsze, mimo swoich
wcześniejszych słów, Naruto naprawdę sobie radził. Co nie znaczyło, że
Uchiha mu nie docinał i nie kazał się poprawiać, bo przecież, mimo że
było okej, to można było zrobić wszystko LEPIEJ. Po drugie, takie
terroryzowanie Uzumakiego pozwalało mu się skupić na ćwiczeniu wspólnych
scen, przez co jego głowy nie zaprzątały takie trywialne sprawy jak
dzikie i nieregularne bicie jego serca, które dziwnie reagowało na
bliskość drugiego mężczyzny. A po trzecie, mimo wszystko, wywoływanie
zakłopotania bądź złości na twarzy Naruto sprawiało mu nie lada
satysfakcję.
— Ty w ogóle miałeś takie skrajnie podstawowe przedmioty jak wprowadzenie do gry aktorskiej na studiach?
— Miałem! Oczywiście, że miałem!
— Aha. Ale wiesz. Skoro faktycznie, to mogłeś z nich skorzystać, na przykład uczęszczając na nie.
— KORZYSTAŁEM.
—
A więc to ujma na honorze twojej uczelni, że na planie wypadasz, tak
jak wypadasz. — Sasuke zmarszczył nos, wpatrując się w trzymany
scenariusz. Jak dobrze pójdzie, to jeszcze uda im się dzisiaj
przećwiczyć końcową scenę na wybudowanej scenografii… Z dotykaniem...
Boże.
Nie był pewien, czy jest na to psychicznie gotowy. Bo o ile samo
wypowiedzenie kwestii było akceptowalne i udawało mu się odegrać
wszystko należycie, tak kiedy przychodziło do momentu w którym miał
kontakt fizyczny (nawet przez gruby materiał strażackiej rękawicy) to
zaczynały się dziać rzeczy straszne.
— Szuja. NIBY JAK WYPADAM? — Uzumaki kontynuował swoje oburzanie się.
— Tragicznie.
— CO CI ZNOWU NIE PASUJE, CO?
— Twoja twarz — odpowiedział, odrywając spojrzenie od kartek. — W porządku. Lecimy dalej.
***
—
“Jestem tu, więc…” wzdrygnąłeś się!
— Nieprawda.
— Prawda! WIDZIAŁEM.
***
Kilka
godzin później Sasuke wyszedł na zewnątrz hali z nieskrywaną
przyjemnością. Ćwiczenia były dosyć wykańczające, więc miło było w końcu
wyrwać się z obiektu i udać do domu na zasłużony odpoczynek. O tak, za
nic w świecie nie przyznałby tego na głos, ale razem z Naruto odwalili
dzisiaj kawał dobrej roboty. I, ku jego uldze, on sam nie reagował AŻ
TAK źle na dotyk drugiego mężczyzny. Więc, po kilku próbach udało mu się
opanować to niechciane wzdryganie, które Uzumaki pewnie brał za objaw
obrzydzenia czy jakiejś innej, równie uroczej emocji. Swoją drogą,
ciekawe jakby zareagował na wieść, że sprawa wyglądała zupełnie
odwrotnie.
W każdym
razie: obaj byli nieco wymęczeni, ale usatysfakcjonowani, kiedy
wychodzili poza teren studia filmowego. Drogę przebyli w ciszy i dopiero
za bramą Naruto, który cały czas dreptał za nim, postanowił się
odezwać, przystając tuż za furtką, przez którą przed chwilą przeszli.
— Um… Słuchaj… W sumie… co dzisiaj robisz?
—
Co? — Sasuke obrócił się w jego stronę. Pytanie… zaskoczyło go. Głównie
dlatego, że zabrzmiało jak niezbyt pewny wstęp do zaproszenia na
randkę.
— Co robisz —
powtórzył cierpliwie Naruto. — Wiesz, jest Wigilia. Moi rodzice
standardowo udali się na wycieczkę, więc nie mam z kim zjeść świątecznej
kolacji. A i z tego co widzę, tobie również szykuje się samotny
wieczór… więc… pomyślałem… może…
— Czy ty teraz nieudolnie próbujesz zaprosić mnie na kolacje? — Sasuke zmarszczył brwi, wpatrując się w niego uważnie.
— Cóż…
— Dlaczego?
—
Bo od czasu do czasu nawet dla ciebie wypada być miłym — sapnął
Uzumaki. — Daj spokój i po prostu chodźmy, co? Potraktuj to jako
podziękowanie za próby.
—
Nie potrzebuję twoich podziękowań. Sam również skorzystałem na tych
ćwiczenia, więc akurat w tej kwestii jesteśmy kwita. Nie potrzebuję
żadnej formy zapłaty, jeżeli o to ci chodzi.
— Jezu, Uchiha, bądź człowiekiem. — Mężczyzna przewrócił oczami. — Czy to takie dziwne zjeść razem kolację?
— Z tobą? Tak.
— A niby co jest ze mną nie tak, że cię to mierzi?
—
To, że nie zaprasza się na kolację ludzi, których się nienawidzi,
jeżeli nie ma się w tym jakiegoś głębszego celu. A, pozwól, że ci
przypomnę, od liceum mnie nienawidzisz, czyż nie?
—
No… — Uzumaki wyraźnie się zawahał. — Taak. Niby tak. Ale… Hej, nawet
jeśli, to co z tego? — Spochmurniał. — W końcu to JA byłem ofiarą twojej
ZDRADY, więc powinieneś się cieszyć, że wspaniałomyślnie pozwalam ci na
spędzenie ze mną czasu. Może uda ci się jakoś zrekompensować swoje
niechlubne wyczyny.
— W
liceum dosyć dosadnie zaznaczyłeś, że nigdy mi nie wybaczysz —
skwitował Sasuke, splatając ręce na klatce piersiowej. — Kilkukrotnie.
—
A kto tu mówi o wybaczaniu? Jeżeli ci to w czymś pomoże, to proszę:
wciąż cię nienawidzę. Zadowolony? — zapytał, a w jego głosie nie dało
się usłyszeć jakichś większych emocji. — Uznajmy, że ubolewam po prostu
nad twoim samotnym losem, mimo tego, że nie mam o tobie zbyt wysokiego
mniemania. Nawet takie sztywniackie i oschłe farfocle jak ty zasługują
na nieco dobroci ze strony innych. Więc? Kolacja?
—
Nie — odpowiedział i błyskawicznie obrócił się na pięcie, żeby odejść
jak najszybciej. Za sobą usłyszał oburzone okrzyki, ale nic sobie z nich
nie robił.
Zupełnie nie
rozumiał, co też temu kretynowi strzeliło do łba. Przecież według planu
Sasuke, powinien on się trzymać od niego z daleka! Bo za nic w świecie
Naruto nie mógł, po prostu NIE mógł się dowiedzieć o jego postrzelonych
uczuciach! O nie. Co to, to nie!
—
Tyy… TY CIUĆMOKU TY! Ja tu z sercem na dłoni, a ty! TYY! — usłyszał za
sobą wściekły krzyk, jednak nigdy nie dowiedział się co “on”, bo w
kolejnej chwili wrzasnął cienko, bardziej z zaskoczenia niż czegokolwiek
innego. Ten… TA BLOND POCZWARA! WALNĘŁA GO. ŚNIEŻKĄ.
Obrócił
się z zamiarem wywrzeszczenia Uzumakiemu, że jest niedorobioną bulwą
wymagającą specjalistycznej opieki, ale ta wizja szybko umknęła z głowy,
kiedy kilkanaście metrów od siebie ujrzał pałającą chęcią mordu
sylwetkę. Och, nie, żeby się przestraszył. Po prostu serce na ten widok
po raz kolejny wywinęło niedorzecznego koziołka.
Ba-bam… —
Jesteś POPAPRANY! — oznajmił mu Naruto, po czym wystawił w jego
kierunku środkowy palec, a następnie wykonał taktyczny “w tył zwrot” i
odszedł wściekłym krokiem.
Sasuke przyglądał się jego plecom, aż mężczyzna zniknął za najbliższym zakrętem.
— Jestem — przyznał po chwili, nieco zbolałym tonem. Cała jego złość już dawno wyparowała. — Zdecydowanie, jestem.
Po chwili otrzepał się z resztek śniegu i również powlókł się do mieszkania.
***
Kiedy
Sasuke odkrył swój dziwny stan, (który wyjątkowo się pogłębiał, kiedy
patrzył na Naruto) był… tak szczerze mówiąc, przerażony. Bo przecież
Uzumaki był jego przyjacielem! Ufającym mu bezgranicznie przyjacielem.
Więc, gdyby prawda o jego uczuciach wyszła na jaw… cóż… Uchiha nawet nie
chciał sobie wyobrażać tego, co mogło nastąpić. Zdecydowanie.
Kiedy
Uzumaki zaczął umawiać się z Sakurą jakoś tak bardziej poważnie, to
nawet Sasuke przyjął to z niejaką ulgą, bo przecież dzięki temu, ten
nadpobudliwy młot miał być zbyt zajęty, żeby zauważyć uczucia Uchihy.
Zresztą, Sasuke podejrzewał, że myśl o tym, że jego przyjaciel GEJ
mógłby się w nim zakochać, była na tyle abstrakcyjna dla Uzumakiego, że
nawet nie było mowy, żeby kiedykolwiek wziął ją pod uwagę.
Ha.
Sasuke też by tak chciał. Ale na to chyba już było nieco za późno.
Zupełnie nie rozumiał, dlaczego złośliwość losu, była aż tak złośliwa,
że ze wszystkich ludzi na świecie, obiektem jego młodzieńczych uczuć
musiał zostać Uzumaki.
W
każdym razie: stało się. I Sasuke, dla dobra ich przyjaźni postanowił
trzymać wszystko w tajemnicy. Nawet dobrze mu szło w tej kwestii.
Zwłaszcza, że Uzumaki, aktualnie będący zaślepiony uczuciem do Sakury,
naprawdę na mało rzeczy zwracał uwagę, więc chyba słabo zauważył, że
przyjaciel z dnia na dzień coraz bardziej usuwa się w cień. Oczywiście
wszystko musiało się sypnąć.
— Porozmawiamy?
Sasuke
podniósł głowę, odrywając się od czytanej książki. Miał aktualnie
okienko i postanowił w trakcie jego trwania ukryć się w bibliotece, do
której Uzumaki nie miał w zwyczaju zaglądać. W każdym razie, po
przerwaniu lektury, spojrzał prosto na tego różowowłosego potwora, który
z upływem czasu coraz bardziej działał mu na nerwy i który teraz
przypatrywał mu się z przesłodzonym uśmiechem, zalotnie mrugając
rzęsami.
— O czym? —
zapytał z wyraźną niechęcią. Nie miał najmniejszej ochoty przebywać z tą
bździągwą w tym samym pomieszczeniu. W tym samym budynku. Boże… w tym
samym kraju!
— O nas —
odpowiedziała z promiennym uśmiechem. Od którego, swoją drogą, Sasuke
zrobiło się nieco niedobrze. Ona… była… okropna. Że też ze wszystkich
ludzi na świecie, akurat nią zainteresował się Naruto.
— Co? — W jego głosie pojawiło się rozdrażnienie. — Nas?
— Och, nie udawaj — zaśmiała się kokieteryjnie.
Nie udawał. Zupełnie nie miał pojęcia, co ta postrzelona dziewucha miała we łbie.
— Jes…
—
Chodźmy za szkołę, okej? Żeby było bardziej… prywatnie. — Puściła mu
oczko i z gracją obróciła się na pięcie, ruszając ku wyjściu z
biblioteki.
— Prywatnie? — mruknął do siebie. Miał złe przeczucia.
Pójście
wtedy za Sakurą nie było najlepszą rzeczą, jaką w życiu zrobił. Do
dzisiaj nie miał pojęcia, dlaczego pojawił się w wyznaczonym przez
dziewczynę miejscu. Czuł się cholernie nieswojo, bo Haruno wybrała
zakątek, który dla całej szkolnej społeczności był znany jako miejsce
miłosnych schadzek. Coo… było nieco podejrzane. Ale jeszcze bardziej
podejrzane było zachowanie dziewczyny.
Stanęła
do niego plecami i milczała przez chwilę, aby po chwili obrócić się w
jakiś dziwaczny sposób, który zapewne miał być aktorsko dramatyczny.
Obróciła się, zalotnie mrugnęła powiekami i spomiędzy jej wymalowanych
warg wypłynęły słowa, które chyba w jej mniemaniu brzmiały kusząco:
— Widzę, jak na mnie zerkasz.
Sasuke
uniósł brew. Nie był do końca pewien o które „zerkania” jej chodziło.
Te z jawną czy skrywaną pogardą? Bo mimo dawniejszej prośby Naruto jakoś
nie potrafił się przekonać do tej dziewuchy. I jego kontakty z Sakurą,
kiedy przebywali we trójkę, ograniczały się tylko do niedowierzających
spojrzeń.
— Tak? — rzucił uprzejmie, zastanawiając się do czego Haruno dąży.
—
Z tęsknotą — oznajmiła i zaśmiała się kokieteryjnie. — Widzę, że miałam
rację, że uda mi się zwrócić na siebie twoją uwagę poprzez zadawanie
się z Naruto.
W
pierwszej chwili Uchiha po prostu wciąż się na nią gapił. Bez emocji.
Zastanawiając się, co jest z nią nie tak, że plecie takie bzdury. W
drugiej dotarł do niego fakt, że ta plastykowa zołza wykorzystywała jego
przyjaciela.
— Czekaj, co? — warknął, mrużąc gniewnie oczy. — Chcesz powiedzieć, że…
—
Że nie masz się co martwić. — Zamrugała zalotnie. — Chętnie się z tobą
umówię. — Podeszła do niego i położyła mu dłoń na ramieniu, przybliżając
się stanowczo ZA BLISKO. — W końcu, ty jesteś znany, ja również.
Pasujemy do siebie.
Sasuke
powstrzymał się od pogardliwego „NO CHYBA NIE” tylko dlatego, że w tej
chwili był za bardzo wściekły, żeby cokolwiek z siebie wydusić. I to był
pewnego rodzaju błąd, bo jego milczenie najwyraźniej dziewczyna wzięła
za jakiegoś dzikiego rodzaju zachętę.
I zrobiła rzecz straszną.
Przysunęła się jeszcze bliżej, wspięła na palce i wpiła usta w jego własne.
Sasuke
sparaliżowało. Nie wiedział, czy to z oburzenia, czy zatruł się tymi
przesadnie słodkimi perfumami, którymi Sakura się wypryskała, czy po
prostu jego mózg był tak przerażony, że niekoniecznie wiedział jaką
komendę wydać właścicielowi.
Był całowany. Przez dziewczynę. On. GEJ. Był całowany. PRZEZ SAKURĘ.
To. Było. OBRZYDLIWE.
—
Ja pierdolę! — oznajmił w końcu, po błyskawicznym opamiętaniu się,
chwyceniu Haruno za ramiona i odsunięciu jej od siebie na odległość
wyprostowanych rąk. Wpatrywał się w nią z… sam nie wiedział czy w tej
chwili było to obrzydzenie, czy chęć mordu. W każdym razie, patrzył na
nią i już miał zamiar oznajmić jej prosto w twarz, że jest nienormalna,
kiedy za jego plecami rozległo się pełne żalu:
— Sasuke? Sakura…
Uchiha
przymknął na sekundę oczy. Złość na tego wstrętnego babsztyla zniknęła,
bo pojawił się poważniejszy problem. W końcu na nią zdąży jeszcze
nawrzeszczeć, a wytłumaczenie Naruto, co tu się wyprawiało było sprawą
priorytetową. Zwłaszcza, że takie banalne „to nie tak jak myślisz!”
nawet dla Sasuke wydawało się w tej chwili mało przekonywujące. Pomimo
tego, że właściwie było prawdziwe.
—
Naruto… — zaczął, obracając się w jego stronę. Wszystkie słowa jakie
chciał powiedzieć wyparowały z głowy, bo niebieskie tęczówki patrzyły na
niego z rozdzierającym smutkiem.
Ba-bam… Ba-bam…
—
Ja… jak… — wydukał Uzumaki. Mruknął pod nosem coś niezrozumiałego, a
następnie czmychnął, nie dając szansy na jakiekolwiek usprawiedliwienia.
— Naruto! — krzyknął
za nim. Chciał ruszyć za przyjacielem. Chciał mu wytłumaczyć co się
stało. Chciał… nooo… cokolwiek. Ale zatrzymało go rzucone przez Sakurę,
olewcze:
— Ojej. — Wtedy zapłonął w nim GNIEW. Któremu szybko dał upust, wyrzucając dziewczynie wszystko co o niej myśli.***
Sasuke siedział na kanapie, pił wino i rozmyślał.
Znowu.
Podejrzewał,
że jeszcze kilka dni pracy z Uzumakim i popadnie w alkoholizm. Ale to
nie jego wina, że pojawienie się Naruto budziło wiele wspomnień, które
musiał sobie poukładać od nowa, żeby przypadkiem nie zrobić czegoś
głupiego.
Na przykład się, na dawnego przyjaciela, nie rzucić.
Westchnął
ciężko, poniekąd żałując, że nie zgodził się na wspólną kolację. Bo,
samotne siedzenie i chlanie wina w Wigilie brzmiało… źle. Ale wiedział
jednocześnie, że nie powinien sobie pozwalać na spędzanie większej
ilości czasu z Uzumakim, jeżeli nie było to całkowicie konieczne.
Ponownie wrócił do wspomnień.
W
dniu, w którym Sakura rzuciła się na niego (swoją drogą, to wspomnienie
wciąż budziło w nim skrajne przerażenie. I obrzydzenie. I w ogóle…
ugh.) całkowicie rozpadła się jego przyjaźń z Naruto. Początkowo Uchiha
naprawdę chciał mu wszystko wyjaśnić, ale przy każdej próbie kończyło
się na wrzaskach drugiego mężczyzny wyrażających jak bardzo go teraz
nienawidzi. Jasne, Sasuke rozumiał, że Uzumaki poczuł się wyjątkowo
zdradzony. Ale jego również w pewnym stopniu zabolało to, że pomimo tylu
lat przyjaźni, Naruto nawet nie chciał go wysłuchać. Więc, kiedy po
wielu próbach zakończonych niepowodzeniem, nadszedł dzień w którym to
dawny przyjaciel zapragnął rozmowy, Uchiha kazał mu spływać. Zwłaszcza,
że w międzyczasie doszedł do wniosku, że może lepiej, że tak się stało.
W
końcu, dzięki temu mógł wciąż uparcie twierdzić, że wszystko rozpadło
się przez Sakurę. A to było w jakiś sposób pocieszające, bo nie zniósłby
myśli, że ich przyjaźń skończyła się przez niego i to palące uczucie,
które w nim znienacka rozkwitło. Tak. Tak było lepiej. Zdecydowanie
lepiej, że Uzumaki nie był niczego świadomy. Inaczej… Naruto by cierpiał
obarczony tym nieszczęsnym uczuciem, a Sasuke długo nie mógłby się
podnieść po odrzuceniu, jakie zapewne by nastąpiło.
Potrząsnął głową, odganiając natrętne myśli. Nieważne. Przecież już wszystko było nieważne.
—
Wesołych świąt — rzucił w przestrzeń, unosząc lekko w górę lampkę
wypełnioną winem. Słowa zabrzmiały gorzko i ponuro w ciszy panującej w
mieszkaniu.
***
Świąteczne
dni Sasuke spędził na leczeniu kaca. Sam nie wiedział, co go podkusiło
do otworzenia kolejnej butelki. W każdym razie, to spowodowało, że na
planie filmowym pojawił się rozdrażniony, ponury i nieco rozkojarzony.
Ale też zdeterminowany, żeby jak najszybciej zakończyć nagrywanie wspólnych scen.
***
Sasuke
leżał na zimnym gruncie, otoczony gruzem. Nad nim wisiał pęknięty
strop, który oparł się między ścianą a podłogą, wisząc nisko,
zdecydowanie niżej niż powinien. I krzywiej.
Gdzieś w tle słyszał zgiełk, nawoływania innych ludzi, krzyki, zawodzenia. Do tego odgłos śmigłowca i sygnał strażackiej syreny.
—
“Wszystko będzie w porządku.” — usłyszał łagodne słowa.
—
“Wiem. Tylko…” — Urwany oddech.
—
“Nie myśl o tym, skup się na rozmowie ze mną.”—
“Próbuję. Ale ciężko to robić, kiedy ma się świadomość, że ta kupa gruzu może się w każdej chwili osunąć i…” — Kolejny wdech. —
“Ja… po prostu… Po prostu… “ — Chwilowe zaciśnięcie oczu.
—
“Inni
już pracują nad dźwigarem. Nie rozłupiemy go, ale sprowadzamy już
sprzęt, żeby móc go unieść. To trochę potrwa. Wytrzymaj. Wytrzymaj…” —
“Wytrzymam… tylko… ja… Boję się… Po prostu: boję.” — powiedział, ostatnie słowo wypowiadając szeptem. Tak. Idealnie. Tak…
—
“Jestem tu, więc… — Ręka strażaka wylądowała na jego ramieniu. Dłoń obleczona w grubą rękawicę zacisnęła się opiekuńczo na nim. —
„Jestem tu” — powiedział mężczyzna. Jego głos był niewyraźny. Jakby stłumiony przez natłok emocji. —
„Zajmiemy się tobą. JA się zajmę.” Sasuke
uśmiechnął się z wdzięcznością. Otworzył usta, żeby powiedzieć
wdzięczne „dziękuję”, jednak zamiast tego wciągnął gwałtownie powietrze i
rozkaszlał się przeraźliwie, nie mogąc przestać. Słyszał przez chwilę,
jak Naruto panikuje, wzywając lekarza, jak ktoś gramoli się do nich
poprzez gruz. A potem… potem…
— CIĘCIE! Brawo! Mamy to!
Uchiha
uśmiechnął się z satysfakcją, prosto do kamery, która jeszcze przez
chwilę była wycelowana w jego twarz. Podniósł się do siadu i wyszedł
spod scenografii, specjalnie przygotowanej w taki sposób, żeby widz miał
wrażenie, że nogi bohatera zostały całkowicie zmiażdżone.
Szło
idealnie. Perfekcyjnie wręcz. Wszyscy byli wyraźnie zadowoleni z tego,
jak dzisiaj odbywała się praca przy nagrywaniu. Noo… prawie wszyscy.
Znaczy… no jedna osoba nie wyglądała na szczególnie poruszoną, podczas
gdy innych wyraźnie radował fakt, że wszystko idzie do przodu.
—
Czego? — warknął Sasuke w kierunku Naruto, który wciąż przy nim
klęczał. I się patrzył. Natarczywie. Z namysłem. Naruto, który to
właśnie był tym „jednym kimś’.
— Hę?
— Gapisz się.
— Och.
Brew
Sasuke podskoczyła do góry. Cóż… pomijając to, że Uzumaki w swojej roli
aktualnie spisywał się świetnie, to w momentach kiedy kamera była
wyłączona, zachowywał się dosyć… nietypowo jak na siebie. A przynajmniej
nietypowo jak na chłopaka z którym Uchiha przyjaźnił się te wiele lat
temu.
Dla Sasuke to było
nawet pomocne. Bo dzięki temu, że Naruto najwyraźniej nie był sobą,
jego serce nie świrowało w żaden dziwaczny sposób. I w pełni mógł się
skupić na swoim zadaniu. Dobrze. Bardzo dobrze wręcz.
Jeszcze
jedna poważniejsza scena i będą mogli zakończyć ten etap filmowania. Co
znacznie ułatwi Sasuke możliwość ponownego odsunięcia się od Naruto.
Tak jak było przed rozpoczęciem produkcji. I tak, jak powinno być już
zawsze.
***
Wciąż leżał. Odrętwiały, zmarznięty. Przerażony.
Nerwowo
wciągał powietrze wypełnione kurzem. Wciąż słyszał krzątaninę w oddali i
syreny. Ale to nie było ważne. Bo przed sobą miał twarz. Twarz dawnego
przyjaciela, którego dopiero co odnalazł, który był tu teraz przy nim, w
najgorszych chwilach, który wpatrywał się w niego niebieskimi ślepiami.
—
“Wszystko będzie dobrze!” — krzyknął tonem świadczącym o tym, że słowa te niekoniecznie kieruje tylko do bohatera, ale i do siebie. —
„Zobaczysz, zaraz…” Niebieskie oczy błyszczały pełną gamą emocji. Niebieskie oczy wpatrywały się prosto w niego. Niebieskie oczy…
Ba-bam. Niebieskie…
Ba-bam. Ba-bam. Ba-bam. … oczy. Oczy Naruto.
— Ym? Sasuke?
— Hm?
— Tak jakby… teraz twoja kwestia.
Uchiha zamrugał. Tęczówki drugiego aktora wpatrywały się wciąż w niego. Z ciekawością.
Poderwał
się gwałtownie do siadu i gdyby nie refleks Naruto, Sasuke przywaliłby w
jego łeb swoim własnym. Nie, żeby się tym przejął. Bo docierało do
niego, że chyba znowu zaczyna mieć drobny problem z własnymi odruchami.
Oj.
— Oj — powiedział, ponownie mrugając. — Przerwa! — zarządził. I wywołał tym takie zdziwienie, że nikt się nie sprzeciwił.
***
Ba-bam. Ba-bam. Ba-bam. Z
frustracją przemył twarz zimną wodą i wbił nieco sponiewierane
spojrzenie w wiszące nad umywalką lustro. Psia mać! Już myślał, że udało
mu się ogarnąć! Wszystko przez te cholerne, wwiercające się w niego,
błękitne ślepia. To przez nie serce Sasuke świrowało i w ogóle działało
nie tak jak powinno.
Durny Uzumaki. Durny film, a przede wszystkim jego DURNE emocje, których za cholerę nie potrafił, jak widać, opanować!
Ba-bam. — Och. Kurwa — warknął w kierunku swojego odbicia. — Przestań!
Po
raz kolejny przemył twarz zimną wodą. Po błyskawicznym osuszeniu wypadł
z łazienki, szybkim krokiem zmierzając na plan. Koniec tego…
emocjonowania się! Ogarnie się, raz dwa skończą tę cholerną scenę i
nareszcie będzie po wszystkim!
No!
***
—
“Wszystko będzie dobrze!” Ba-b…— TAK — odpowiedział Sasuke, wyczuwając, że jego serce ma zamiar robić dziwne rzeczy.
Na planie zaległa cisza.
Okej. To nie była najlepsza rzecz, jaką mógł zrobić.
— Cięcie!
Kilka prób później nie był pewien, czy ogarnięcie faktycznie nastąpi jakoś “zaraz”, jak to sobie zaplanował będąc w łazience.
***
— Wszystko okej?
Sasuke spojrzał na Naruto, mając nadzieję, że z jego twarzy nie da się nic wyczytać. Tak. Zachować spokój. Zero emocji. Zero.
Ba-bam. Ba-bam… —
Dlaczego taki jesteś? — zapytał w końcu. Stali przed planem, dokładnie w
miejscu, w którym przez wiele godzin w Wigilię ćwiczyli swoje role.
— Taki?
— Miły — sprecyzował, wkładając w to słowo całą niechęć na jaką go było aktualnie stać. Nie wyszło.
Ba-bam. — Bo zachowujesz się dosyć… uhm…
— Guzik cię to — sapnął.
Ba-bam. — Ale…
—
Nie — przerwał mu. Miał lekkie obawy, że jeżeli Naruto będzie mówił do
niego COKOLWIEK, to jego plan polegający na odgrodzeniu się od mężczyzny
spali na panewce. — Okej. Gramy!
***
—
“Wszystko będzie dobrze!” — Krzyknął Naruto tonem świadczącym o tym, że słowa te niekoniecznie kieruje tylko do bohatera, ale i do siebie. —
„Zobaczysz, zaraz…”Sasuke
przymknął oczy. Następnie uchylił powieki, z wysiłkiem, jakby z całych
sił musiał walczyć o ten drobny ruch. Na jego ustach pojawił się
delikatny, nieco bolesny uśmiech.
Leżał.
W półmroku rozjaśnianym tylko lampami podwieszonymi przez strażaków na
połamanym stropie. Leżał na zimnym gruncie w otoczeniu gruzu i kurzu.
Ale już się nie bał. Przecież nie było czego.
—
“Czy możesz…”
— wyszeptał cicho, z wysiłkiem podnosząc własną dłoń. Jego głos brzmiał
żałośnie, ledwo słyszalny wśród panującego wokół harmidru. Nie zwracał
na to uwagi, patrząc prosto w niebieskie oczy mężczyzny, który klęczał
tuż przy nim. Patrząc z niemą prośbą, którą strażak trafnie odczytał,
ściągając rękawiczki i chwytając w dłonie jego rękę, która dotychczas
leżała bezwładnie na jego klatce piersiowej.
Ba… Świat zwolnił.
Błękitne
oczy patrzyły na niego. Twarz Naruto była tak blisko, bardzo, bardzo
blisko. Wisiała tuż nad jego własną, podczas gdy mężczyzna wciąż trzymał
jego dłoń.
… bam. Wąskie,
jasne usta coś mówiły. Wypowiadały jakieś słowa, których Sasuke nie
słyszał. Bo w uszach miał tylko spowolniony dźwięk własnego serca. Na
tyle donośny i zajmujący, że żadne inne dźwięki nie były w stanie się
przez nie przedrzeć.
Wąskie
usta wciąż coś gorączkowo szeptały. A jedyne co docierało do
świadomości Uchihy to to, że bardzo chętnie by poczuł te wargi na swoich
własnych. Że to przecież bardzo naturalne w takiej chwili, żeby do
czegoś takiego doszło. Tak. Zdecydowanie naturalne.
Dlatego
w kolejnej chwili, jego ręka już nie spoczywała w objęciach dłoni
Naruto, tylko wylądowała (razem z drugą) na twarzy mężczyzny, żeby
przyciągnąć ją jeszcze bliżej i pocałować go.
***
Ba-bam.
Ba-bam.
Ba-bam…***
Pocałunek
trwał trzy spowolnione uderzenia serca. I najzabawniejsze w nim było
to, że pierwszą myślą, jaka nawiedziła mózg Sasuke, gdy ten zaczął
działać, było, że Naruto go nie odtrącił. Zamiast myśleć o własnym
zachowaniu, skupił się na tym, że Uzumaki nie oderwał się od niego i nie
trzasnął go w twarz. Tylko przysunął się bliżej i…
ODWZAJEMNIŁ POCAŁUNEK.
Przez
chwilę po prostu dawał się całować, żeby zaraz mocniej naprzeć własnymi
ustami na te należące do Uchihy. To było… dobre. Przyjemne.
Zniewalające. I zaskakujące na tyle, że Uchiha sapnął i stanowczo
odsunął mężczyznę od siebie, przez chwilę jeszcze mocniej zaciskając
dłonie na jego policzkach, przez co wargi Naruto ułożyły się w kaczy
dzióbek.
— Ciekawa
interpretacja sceny — odezwał się komicznie poważny głos Kakashiego.
Dopiero wtedy do Sasuke dotarło w pełni, gdzie się znajdują. — Ale mimo
wszystko chyba nie kręcimy LGBT?
—
Um… — mruknął Naruto, nie obracając się. Tylko odsunął od twarzy ręce
Sasuke i gapił się na niego z lekkim zażenowaniem. Jego policzki
przybierały właśnie kolor dojrzałej czerwieni. Za to Uchiha… Cóż… Uchiha
jakoś nie czuł zażenowania. Właściwie to wpadł w nad wyraz dobry humor.
—
Nie? — zapytał producenta, gramoląc się do pozycji siedzącej, żeby móc
na niego swobodnie spojrzeć. I nieco osłupiałego reżysera. I zaszokowaną
resztę ekipy. Cóż… trzeba się było jakoś… usprawiedliwić przed
wszystkimi, żeby sobie nie myśleli bóg wie czego. — To tego nie było w
scenariuszu?
Odpowiedziała mu wymowna cisza.
***
Został
niemalże siłą wepchnięty do jednego z pomieszczeń, które służyło za
tymczasowy skład na kostiumy wszelakie, które aktualnie nie były aż tak
niezbędne na planie. Pokój był zagracony i nieco ciasnawy. Sasuke nie
miał większej okazji się rozejrzeć, bo przed nim stał rozjuszony Naruto,
który wycelował palec prosto w jego klatkę piersiową i warknął
oskarżycielskie:
— Tyyy!
— zaczął. Chyba nie do końca wiedział, co chce powiedzieć albo też co
powinien powiedzieć w sytuacji w jakiej się znaleźli, bo przez chwilę na
przemian tylko otwierał i zamykał usta. — Tyy! — ponowił próbę. —
POCAŁOWAŁEŚ MNIE.
— Yhm — przyznał Uchiha, wpatrując się w niego z jawnym zainteresowaniem.
— I NIE ZAPRZECZASZ?!
— Przypominam ci, że również w tym pocałunku uczestniczyłeś, więc nie sądzę, żeby moje zaprzeczenia coś ci dały.
— Niby tak… ale… — zająknął się. — POCAŁOWAŁEŚ MNIE!
—
Zgadza się. — Sasuke skrzyżował ręce na klatce piersiowej patrząc na
Naruto z lekkim… och, czy to było rozbawienie? — Jestem gejem. Zdarza mi
się całować innych facetów. W przeciwieństwie do ciebie, hm?
— Oczywiście! Jestem hetero!
— To tym bardziej ciekawi mnie kwestia, czemu tego naszego pocałunku nie przerwałeś.
— Bo… to… bo… POCAŁOWAŁEŚ MNIE.
— Zdajesz sobie sprawę z tego, że się powtarzasz?
— Bo… DLACZEGO?
—
Bo jakaś nad wyraz złośliwa złośliwość losu sprawiła, że mi się
podobasz. I, gdybym wiedział, że twoje hetero ma skłonności do bycia co
najmniej bi, to być może zrobiłbym to wcześniej — przekrzywił głowę,
patrząc na niego podejrzliwie. — Od kiedy twoje hetero nie jest tak
bardzo hetero jak zawsze myślałem?
Naruto zaczerwienił się efektownie.
—
Dawna? — spróbował zgadnąć Sasuke. Czerwień pogłębiła się. — Bardzo
dawna? — Czerwień stała się wyraźnie bordowa. — Chyba mi nie powiesz, że
od czasów liceum — parsknął. I ku jego zdumieniu, Naruto jęknął
przeciągle, chowając twarz w dłoniach.
Uchihe
nieco… zamurowało. Wychodziło na to… że to co miało miejsce dwanaście
lat temu było jednym wielkim nieporozumieniem. Zarówno z jego strony,
jak i strony Naruto. Czyżby… Uzumaki odkrył swoje własne uczucia
niedługo po tym, jak był świadkiem tamtej nieszczęsnej sceny, której
inicjatorem była Sakura? To by się nawet zgadzało, bo przecież w
późniejszym czasie Naruto PRÓBOWAŁ z nim porozmawiać, porzucając swoje
deklaracje o wiecznej nienawiści. I wtedy, tak dla odmiany, Uchiha
postanowił się od dawnego przyjaciela odgrodzić, bo (już nawet pal licho
bolesną świadomość, że nie dał mu się nawet spróbować wytłumaczyć,
tylko z góry założył najgorsze) nie chciał na niego narzucać własnych
uczuć, skoro dobrze wiedział, że Naruto jest heteroseksualny. I nawet
teraz… czy to dlatego Uzumaki był taki… no miły? To dlatego zaprosił go
na kolację, gapił na niego i w ogóle momentami wydawał się zachowywać
dziwniej niż zazwyczaj? LECIAŁ na niego?
Dopiero
teraz… po tylu latach… okazało się, że niezłomna wiara w
heteroseksualizm Uzumakiego była totalną głupotą. To było wręcz
abstrakcyjne!
Zaśmiał
się, nieco gorzko, kiedy powoli docierała do niego straszna prawda.
Dwanaście lat. Osobno. Bo obaj byli tępymi bucami. Dwanaście…
cholernych… LAT.
— Chodź
tu! — sapnął w końcu, stwierdzając, że nie opłaca mu się złościć.
Podszedł do Naruto, odciągnął jego ręce od twarzy. I go pocałował.
Ponownie. I jeszcze raz. I kolejny. W międzyczasie wplótł dłonie w blond
kosmyki, a krótkie pocałunki stały się nieco bardziej intensywne.
— Znowu — stęknął Naruto, między kolejnymi oderwaniami warg. — Mnie CAŁUJESZ!
—
Ty to jesteś mistrzem dedukcji, nie? — skwitował Sasuke, odsuwając się
nieco od niego, wciąż nie wyplątując palców z włosów drugiego mężczyzny.
Jeszcze raz nachylił się, krótko muskając ciepłe wargi. — Tak. Całuję
cię. I mam zamiar to robić wyjątkowo często w najbliższej przyszłości. —
zmarszczył brwi. — W końcu mam do nadrobienia DWANAŚCIE lat.
—
Och — odpowiedział Uzumaki i ku zdumieniu Sasuke, położył dłoń na jego
karku i tym razem to on, a nie Naruto, został przyciągnięty do
pocałunku. Najwyraźniej on też poczuwał się do nadrobienia tych
wszystkich lat. — Okej.
Serce
zabiło radosnym, swoim spowolnionym rytmem. A Sasuke pomyślał, że, cóż,
chyba serio nie ma co żałować tych straconych lat, bo czasy
„nadrabiania” zaczynały się nad wyraz… ciekawie. Po chwili ta myśl
umknęła mu z głowy, bo ciepłe usta przykryły ponownie jego własne. W
końcu było tak jak powinno być.
Ba-bam. Ba-bam.
Ba-bam. A gdzieś w tle wzywano głównych aktorów na plan. Ci nie słyszeli. Bo… cóż… byli zajęci CIEKAWSZYMI sprawami.
KONIEC