piątek, 25 września 2015

Na granicy fiksacji

Jeszcze raz dziękuję za komentarze!
Betowała Akari! DZIĘKOWAĆ BARDZO, BARDZO :).  

VI

Śnił. Ale było inaczej. Zdecydowanie inaczej niż dotychczas.
Jakoś tak intensywniej. Mocniej. Obłędnej.
Mimo że tylko szedł. Chwiejnym, powolnym krokiem zmierzał do celu, leżącego w jednym z licznych pokoi rezydencji. Celu jeszcze pogrążonego w spokojnym śnie. Nieświadomego i tak zupełnie bezbronnego w ścianach prywatnego domu, w którym przecież nie mógł spodziewać się ataku ze strony najlepszego przyjaciela.
Drewniane deski skrzypiały lekko, kiedy bose stopy dotykały ich podczas stawiania niezgrabnych kroków. Naruto czuł lepkie podniecenie. Czuł chorą ekscytację. Bo już zaraz, za zaledwie kilka sekund, będzie mógł go dotknąć. Posiąść, zawładnąć jego ciałem. Mieć. Tak po prostu mieć: całego, tylko i wyłącznie dla siebie. Dla własnych zachcianek.
O tak, taktaktak.
Z cichym szelestem rozsunął drzwi, aby zaraz bezdźwięcznie wsunąć się do ciemnego pokoju. Oczy błyskawicznie przyzwyczaiły się do mroku, rozświetlanego mdłym blaskiem księżyca widniejącego za oknem.
Było inaczej.
Bez zwyczajowej mgiełki sennego otępienia. Wolniej niż w szaleńczych wizjach przesyconych erotyzmem, w których od razu przechodzą do rzeczy. Mimo tego — lepiej. Przyjemniej. Bardziej ekscytująco.
Ale przecież to był tylko sen. Kolejny dziwny sen — być może najdziwniejszy ze wszystkich — w którym pragnął oddać się żądzom, rosnącemu podnieceniu. W którym chciał po prostu nie martwić się tym co może, co powinien, a zrobić to czego pragnie. Dotknąć Sasuke. Pieścić Sasuke. Kochać się z nim. I dlaczego miały się powstrzymywać, skoro to tylko nocne wizje, w których przecież nikomu nie stanie się krzywda, nawet jeżeli pozwoli sobie na więcej niż może na co dzień? W których może dać upust swoim pragnieniom, do jakich tak bardzo nie chciał się przyznać nawet przed samym sobą?
Mruknął z aprobatą, kiedy oczy przyzwyczajone do mroku spojrzały na leżącą na futonie postać. Odrzucone przykrycie, poduszka śmiesznie przekrzywiona, znajdująca się obok głowy zamiast posłusznie pod nią. Włosy rozsypane w nieładzie. Sasuke leżał na plecach, oddychając spokojnie, z rękoma ułożonymi nad głową, niczym w geście poddania. Usta miał uchylone, twarz rozluźnioną.
Och, wspaniale.
Naruto zagryzł dolną wargę, z rosnącą ekscytacją wpatrując się w ten widok. Widok dostępny tylko dla jego oczu. Cudowny, piękny, podniecający…
Ciekawe, jakby to było obudzić mężczyznę delikatnymi pieszczotami. Jakby zareagował na obce usta muskające jego skórę, od odsłoniętej łydki, coraz wyżej i wyżej. Czy obudziłby się, zanim Uzumaki zdołałby ściągnąć z niego spodenki lub podwinąć wyświechtaną koszulkę, dotykając przy okazji wyrzeźbionych mięśni brzucha?
Dlaczego miałbyś się powstrzymywać przed sprawdzeniem tego w praktyce? Zapytał sam siebie, nie odrywając spojrzenia od tego idealnego, perfekcyjnego widoku. Dlaczego? Dlaczego?
Właśnie?
Dlaczego…?
Przecież to był tylko kolejny, pochrzaniony sen. Sen, w którym może pozwolić sobie na realizację tych chorych, niechcianych fantazji, bo właściwie… Właściwie czemu nie? Chociaż ten jeden raz się nie powstrzymywać, dać upust frustracji i pragnieniom, które dręczyły go już od wielu, wielu dni.
Chciał, musiał go dotknąć. Musiał go mieć.
Teraz. Natychmiast. Już.
Ruszył, aby myśli wprowadzić w czyn. Ale nie zdołał wiele zdziałać, bo w kolejnej chwili leżał rozpłaszczony na futonie, z kunaiem przyciśniętym do szyi, krwistym sharinganem mierzącym go wrogim, czujnym spojrzeniem i Sasuke siedzącym na jego biodrach, jedną dłonią przytrzymującego go za nadgarstki. Grymas wściekłości, jaki wykwitł na twarzy mężczyzny, zaraz został zastąpiony zdziwieniem, kiedy tylko rozgryzł tożsamość swojego przeciwnika.
— Naru… to? — Ręka ściskająca broń zadrżała lekko, zaraz jednak znowu pewnie przyciskała chłodny metal do skóry Uzumakiego. — Kyuubi — warknął, a w czerwonych oczach ponownie zalśniła złość. — Ty…
— Nie — zaprzeczył natychmiast.
— Co?
— Nie jestem Kyuubim.
Przez kilka długich sekund Sasuke mierzył go podejrzliwym spojrzeniem. Naruto nie miał zupełnie pojęcia dlaczego. Nie czuł się kontrolowanym przez demona, zresztą, nawet jeśli to co z tego, skoro to wszystko było jedynie senną marą? I czyż nie powiedział Sasuke, że przecież w tej chwili jest sobą? A niby po co miałby kłamać?
— Ale twoje oczy…
— Chcę cię — wypowiedział na głos palące pragnienie, ignorując słowa mężczyzny. Bo naprawdę go pragnął. Tak bardzo, bardzo chciał mieć go teraz. Tylko dla siebie.
W ciemnym krwistym spojrzeniu ujrzał chwilowe zaskoczenie, zaraz zastąpione chłodną obojętnością. Sasuke, mimo wyraźnego skrycia uczuć jakie aktualnie nim targały, poluźnił uścisk w którym więził jeszcze przed chwilą nadgarstki Naruto, jednak wciąż nie zabrał broni. 
Było inaczej. Inaczej niż we wszystkich wcześniejszych wizjach. Bardziej… prawdziwie. Bardziej tak, jak mogłoby być, gdyby to wszystko nie było kolejnym, męczącym snem.
— Chcę cię — powtórzył — Chcę, pragnę.
— Przestań — parsknął z rozdrażnieniem Uchiha, odsuwając kunai od szyi Uzumakiego. Ale nie tracił czujności, o czym świadczyło wyraźnie spięte ciało i czujne spojrzenie. — Pleciesz bzdury.
— Nie.
— Nie wiem co ci aktualnie odbiło — powiedział powoli Sasuke, nie spuszczając z Naruto czujnego spojrzenia. — Ale jeżeli zaraz się nie otrząśniesz…
— Nie chcę się otrząsać. — Uzumaki zmarszczył brwi. Zaraz jego twarz ponownie złagodniała, kiedy to uwolnionymi dłońmi chwycił twarz drugiego mężczyzny. — Chcę, żebyś mnie pocałował.
Och. I naprawdę tego chciał. Już. Natychmiast. Marzył wręcz, żeby poczuć usta mężczyzny na swoich, żeby móc, chociaż przez chwilę, posmakować ich, rozkoszować dotykiem obcych warg. I przestało się liczyć to, że ten głupi sen był zupełnie inny. Że Sasuke nie zachowywał się tak jak zazwyczaj w nocnych marach i że Naruto właściwie również odczuwał wszystko zupełnie nie tak jak zwykle.  
Intensywniej. Mocniej.
Normalniej? Tak jak po prostu powinno być, jakby mogło być, gdyby tylko na co dzień nie brakło odwagi do wyrażenia na głos swoich pragnień.
— Pocałuj mnie — powtórzył ciszej, przyciągając do siebie twarz mężczyzny, wplatając palce w jego włosy. Trzymany dotychczas przez Sasuke kunai stuknął o podłogę, kiedy mężczyzna puścił go, zaskoczony gestem jaki wykonał Naruto. I wciąż na niego patrzył. Uważnie. Oceniająco.
A Uzumaki świrował. Wariował z ekscytacji. Bo oto właśnie czuł pod palcami ciepłą, miękką skórę, a twarz mężczyzny, którego pragnął, znajdowała się zaledwie kilka centymetrów od jego własnej. Tak blisko, tak bardzo, bardzo blisko, że jeszcze tylko troszeczkę, że jeszcze tylko chwila…
Jednak Sasuke wisiał nad nim bez ruchu. Bez wyrazu. Jakby zupełnie niewzruszony tym, co się działo.
Niedopuszczalne.
Nie.
— Poca…
— Nie.
Twarda odpowiedź, która nadeszła wprawiła Naruto w chwilową konsternację. 
Zamrugał zaskoczony.
I nagle bardzo, bardzo, BARDZO wyraźnie uświadomił sobie, że to nie był sen. 
— O nie — wydyszał lekko spanikowany, nie odrywając przerażonego spojrzenia od twarzy przyjaciela. Właśnie docierało do niego, co przed chwilą wyprawiał i wcale, a wcale mu się to nie podobało. — Nienienienie — jęknął cicho, w nadziei, że za chwilę się obudzi. Że mimo wszystko cała ta sytuacja okaże się być senną marą. Jednak upragnione wybudzenie nie nadchodziło, a on wciąż wplątywał palce w ciemne kosmyki, nie dając mężczyźnie możliwości odsunięcia się. W chwili gdy sobie to uświadomił wyplótł palce, wolnymi rękoma odepchnął od siebie Sasuke i czym prędzej poderwał się do siadu. — Nie — powtórzył, stając zaraz na równe nogi, a realność wydarzeń sprzed kilku chwil spłynęła na niego z jeszcze większym impetem.
Wariował. Wariował, totalnie wariował. Albo już sfiksował, tylko nie do końca to do niego dotarło. Bo było źle. Musiało być, skoro rzeczywistość mieszała mu się już z sennymi wizjami, skoro nie potrafił odróżnić tego, co było prawdziwe, a co wytworem lisich intryg. Przecież on przed chwilą płaszczył się, niemalże błagał, żeby Sasuke, żeby Sasuke… 
Czuł, jak palą go policzki. Czuł, jak oddech przyśpiesza wyraźnie, kiedy ogarniała go coraz większa panika. Czuł, że musi teraz, zaraz, natychmiast znaleźć się jak najdalej od tego mężczyzny. Byleby tylko nie musieć się tłumaczyć, a tym samym przeżywać na nowo tego upokorzenia.
Lisi rechot rozległ się w jego głowie, powodując, że automatycznie zrobiło mu się duszno i niedobrze. Musiał uciec. 
I nie zważając na to, że Sasuke coś do niego mówił — jego imię? — już zerwał się do biegu. Byleby jak najszybciej ulotnić się z tego miejsca. Gdzieś, gdzie będzie sam. Gdzie ochłonie i gdzie będzie mógł pomyśleć. Już postawił pierwszy krok i… i to właściwie byłoby na tyle, bo mocny uścisk wokół jego nadgarstka uniemożliwił mu dalszą ucieczkę. W pierwszym momencie chciał wrzasnąć, żeby Uchiha się po prostu od niego odwalił, żeby teraz dał mu spokój, przynajmniej na jakiś czas. W drugiej… W drugiej z ledwością powstrzymał się od bolesnego jęknięcia, kiedy został chwycony również za drugą rękę i Sasuke pchnął go na pobliską ścianę, swoim ciałem odgradzając mu drogę ucieczki. 
— Boże, odwal się! — warknął Naruto po chwilowej szamotaninie, podczas której Uchiha zdołał unieruchomić go na tyle, że nie miał jak się ruszyć. 
Nie patrzył na niego. Nie miał na tyle odwagi, żeby jak zwykle hardo spojrzeć w czarne oczy mężczyzny. Zwłaszcza, że w jego „odwal się” bardziej brzmiały błagalne nuty niż cokolwiek innego. Nie… nie chciał. Nie mógł… 
Całe jego wcześniejsze podniecenie, cała ekscytacja — wszystko co czuł, myśląc, że jest pogrążony w kolejnym chorym śnie — już dawno zniknęło. Zostało zastąpione przerażeniem i zażenowaniem.
— Naruto.
— Zostaw mnie! — Podniósł głos, jednak wciąż wpatrywał się w przestrzeń gdzieś nad ramieniem mężczyzny. Ogarniał go strach. Coraz większy strach. Bo przecież teraz wszystko się wyda i Sasuke będzie wiedział o rzeczach, o których Uzumaki naprawdę nie chciał mu mówić. — Zos…
— Naruto! — Irytacja w jego głosie sprawiła, że zadrżał. Znowu zaległa między nimi cisza. Ciężka, nieprzyjemna. Przerywana jedynie jego urywanym oddechem. Uzumaki przymknął oczy, zaciskając jednocześnie wargi. Nie ma opcji. Skoro Uchiha sobie umyślił, że go przytrzyma, to nie było możliwości, żeby teraz mu zwiał. Nie w takim stanie. Nie wtedy, gdy jest w kompletnej rozsypce i na dobrą sprawę nie umiałby aktualnie ułożyć najprostszej pieczęci. — Spójrz na mnie — kontynuował Sasuke, już spokojniejszym tonem.
W pierwszej chwili odmówił. Bo to było zbyt… zbyt… och, zbyt straszne dla niego, żeby po całym tym upokorzeniu ot tak patrzeć na mężczyznę. Bał się. Bał się zobaczyć na jego obliczu pogardę. Oskarżenie. Obrzydzenie. Bo w końcu dał się opętać lisiej chakrze. Dał się zwariować, mimo że nieświadomie właściwie, bo przez sen. To nie zmieniało faktu, że przez jakiś czas nie miał nad tym chociażby krzty kontroli.
W pierwszej chwili po prostu pokręcił głową. 
— Naruto. — Nuta prośby zaskoczyła go. Na tyle, że momentalnie przestał myśleć o tym, co przed chwilą zaszło i faktycznie otworzył oczy, żeby wbić pytające spojrzenie w ciemne tęczówki w których jeszcze niedawno błyszczał sharingan. Kekkei genkai zniknął już wtedy, gdy Sasuke patrzył badawczo prosto w jego ślepia, przez długie sekundy nic nie mówiąc. Wyraźnie szukając czegoś w niebieskich oczach. I chyba to znalazł, bo w końcu jego oblicze złagodniało.
Przez co, paradoksalnie, Naruto poczuł się jeszcze gorzej niż przed sekundą. Bał się. Po prostu cholernie się bał tego co z nim się działo, tego co wyprawiał z nim lis. Tym bardziej teraz, kiedy dotarło do niego, że ma coraz mniejszą kontrolę nad własnym życiem i że dziewięcioogoniasta bestia jest w stanie zrobić z nim praktycznie wszystko, bez jego wiedzy, a tym bardziej jakiejkolwiek zgody.
— Wariuję — wykrztusił w końcu łamiącym się głosem, patrząc na Sasuke bezradnie. W tej chwili czuł się jak bezbronny bachor, jakim był lata temu, zdany na łaskę demona. — Wariuję — załkał, nie mogąc znieść cholernej myśli, że nie jest w stanie uwolnić się od tej przeklętej lisiej chary, że nie może po prostu… żyć normalnie.
W kolejnej chwili ryczał jak jeszcze nigdy, prosto w ramię Uchihy, który niezgrabnie objął go rękoma, tuląc delikatnie i kołysząc lekko, szeptał słowa pocieszenia.

sobota, 11 lipca 2015

Na granicy fiksacji

Ha! Next! x"D
Jeszcze raz dziękuję za komentarze :D. 
Betowała Akari :* 

***

V


Cudze wargi na jego własnych, gorący język wślizgujący się do wnętrza ust, zaborcze dłonie zaciskające na biodrach. Przyciągające go bliżej, jeszcze bliżej. Ciepła klatka piersiowa stykająca się z jego własną. Czuł ją. Czuł przez cienki materiał swojej koszulki.
Krwiste spojrzenie sharingana obserwujące go spod przymrużonych powiek z ciekawością. Z obietnicą.
Podniecenie, ekscytacja. Paląca potrzeba dotyku. Myśli wirowały w głowie, nie dając się sklecić w jakąś logiczną całość. Tylko jedno, jedyne pragnienie kołatało się gdzieś na krawędzi umysłu.
Więcej.
I jak na zawołanie, chłodne dłonie wkradły się pod koszulkę, drażniąc skórę, łaskocząc, wsuwając się coraz niżej i niżej, za linię luźnych spodni… Ciche sapnięcie wydobyło się mimowolnie z gardła, gdy ręka mocniej ścisnęła pośladek. Palce dotykające coraz dalej, coraz śmielej...
— No żeż, kurwa! — Naruto wyrwał się ze snu, otwierając gwałtownie oczy. Wbił rozeźlony wzrok w sufit. Cudownie, kolejna noc z głowy.
Tyle dobrego, że tym razem obudził się na tyle wcześnie, by nie śnić o seksie z Sasuke. O jego dotyku na własnej erekcji, o jego języku pieszczącym każdy zakamarek uległego ciała. O penisie, zgłębiającym się w jego wnętrzu w chaotycznych, podniecających ruchach.
Taak. To się chwali.
Bo po wczorajszych, dosyć perwersyjnych wizjach, miał drobne problemy z patrzeniem na Uchihe i z rozmawianiem z nim. I właściwie z przebywaniem w jednym pomieszczeniu.
— Cholerny, cholerny pchlarz — warknął, podrywając się do siadu, aby zaraz wstać i automatycznie powędrować do kuchni.
Przegięcie. Była to już kolejna z wielu nocy bogatych w lisie wizje. Lisie wizje, w których Sasuke pozwalał sobie na coraz śmielsze, intensywniejsze ruchy. Wizje, po których Naruto budził się z coraz większym przerażeniem, gwałtownie łapiąc oddech, walcząc z męczącymi go uczuciami. Z niechcianym podnieceniem.
Wizje, po których Uzumaki coraz częściej zastanawiał się, jakby to było w rzeczywistości, a nie tylko w sennym omamie, poczuć na sobie ciało tego konkretnego mężczyzny. Jego usta, jego dłonie, zapach.
Och, kurwa.
Ostatnio łapał się na dziwnych myślach, zwalając je na niepoczytalność lisa. Coraz częściej błądził w uczuciach, które nie należały przecież do niego, a do tego cholernego demona, który nic sobie nie robił z ciągłego psioczenia Naruto. 
Głupiś, zarechotał złośliwie dziewięcioogoniasty.
— Bo co? — warknął, nasypując kawy do kubka, zupełnie zapominając o tym, że powinien się nie odzywać. Że ignorowanie lisiego mamienia jest najlepszym co może aktualnie robić.
Boś ślepy.
— Hę? — burknął.
Bestia zaśmiała się tylko rubasznie, czemu towarzyszył krótki, tępy ból głowy Naruto. Mężczyzna syknął z niesmakiem, mrużąc mimowolnie oczy i przykładając dłoń do twarzy w głupiej nadziei, że ten gest jakoś załagodzi tę chwilową niedogodność.
Cholerny pasożyt.
Ten sam schemat powtarzał się od kilku nocy. Płytki sen, wypełniony podnieceniem, gwałtowna pobudka, lisie dogryzanie, lądowanie w kuchni po kubek gorącej kawy i zaleganie na ganku, w nadziei…
...na co?
Naruto sam niekoniecznie wiedział. Na to, że nagle dziewięcioogoniasty wyparuje, a on będzie mógł się normalnie wyspać? Na to, że Sasuke znowu do niego dołączy na ganku, tak jak pierwszej nocy i… i co?
I po prostu będzie? Przy nim.
Westchnął ciężko, kierując się do wyjścia prowadzącego na zewnątrz, żeby klapnąć na drewniane dechy i wbić spojrzenie w jaśniejące niebo.
Od kiedy zjawił się w domu Sasuke minęło już jakieś pięć dni. Nie za wiele zdań wymienił w tym czasie z gospodarzem, jednak akurat to nie było niespodziewane. Przecież to ten wiecznie milczący Uchiha! Dziwne, że w ogóle dawał od czasu do czasu jakieś słowne znaki, że faktycznie zdaje sobie sprawę z tego, iż aktualnie posiada lekko niestabilnego pod każdym względem współlokatora. 
No ale, trzy, czy tam cztery, ostatnie noce nie należały do najlepszych. Naruto chodził, lekko nieprzytomny, wymęczony sennymi marami, usilnie izolując się od wszystkiego i wszystkich. Na swoje szczęście, siedział w mieszkaniu człowieka, który sam praktykował takie zachowanie dosyć często. Jednak nie podnosiło to jakoś szczególnie kondycji psychicznej Uzumakiego, który z godziny na godzinę czuł się jeszcze bardziej wymęczony i coraz słabiej kontaktował z rzeczywistością.
Westchnął, wtykając nos w kubek z gorącym napojem.
Jakoś to przetrwa. Musi.
Pochłonięty ponurymi myślami nie zauważył, że obserwują go czujne, ciemne oczy.


***


Niekoniecznie rozumiał, dlaczego na umówioną wizytę z Tsunade Sasuke poszedł razem z nim, jakikolwiek sprzeciw kwitując zirytowanym prychnięciem. Ale w sumie nie przeszkadzało mu to zbytnio. No, przynajmniej do czasu, aż Uchiha nie zaczął się udzielać w jego rozmowie z przywódczynią wioski.
Aktualnie stali, ramię w ramię, przed masywnym biurkiem za którym siedziała Hokage.
— A lis? — zapytała kobieta po wybadaniu jego samopoczucia. — Wykazuje ostatnio jakąś aktywność?
— E-e. Wyjątkowo słabą — stwierdził Naruto, właściwie tylko po to, żeby jak najszybciej móc się znowu zaszyć gdzieś, gdzie nie będzie ludzi. Pod czujnym spojrzeniem Hokage czuł się aktualnie wyjątkowo niekomfortowo. I zupełnie nie rozumiał, na cholerę miał dzisiaj tu przyleźć.
— Doprawdy? — Orzechowe oczy pełne były niedowierzania. — Więc dlaczego wyglądasz, jakbyś miał zaraz paść?
— Hę? Nie, wcale…
— Bo nie sypia.
Uzumaki zamilkł gwałtownie. Przez chwilę trawił w myślach to co powiedział Sasuke. Okej. Nie spodziewał się, że mężczyzna WIE. Chociaż… Może po prostu to był głupi strzał, bo ciemne sińce pod oczami Naruto dosyć jednoznacznie wskazywały na to, że miał drobne problemy z nocnym odpoczynkiem. Nieciężko było sobie dopowiedzieć przyczynę ich powstania, mianowicie — lekki niedobór snu.
— Sypiam — odpowiedział w końcu wyniosłym głosem. Jednak nagłe ziewnięcie, jakie mu się wyrwało, nieco popsuło efekt wypowiedzi.
— Tyle, że marnie? — Zajadły ton Sasuke spowodował, że Naruto zerknął na niego spod byka, wyraźnie sugerując, że mógłby się na przykład zamknąć. I to jak najszybciej.
— A nie sypiasz, bo? — wtrąciła Tsunade, zanim którykolwiek z nich zdążył rzucić jakąś kąśliwą uwagę.
— No sypiam, no! — powtórzył, odrywając pochmurne spojrzenie od stojącego obok niego mężczyzny. — Każdemu się przecież zdarza mieć gorsze noce, nie?
— Owszem — przyznał Sasuke. — Ale wszystkie?
Wtedy do Naruto dotarło, że istniała jeszcze jedna opcja, przez którą mieszkał z Uchihą. Mężczyzna go po prostu pilnował. Obserwował bacznie jego ruchy, aby móc zaraz zareagować, w razie jakichkolwiek numerów ze strony lisa. Może nawet działał z polecenia Tsunade? Może w chwilach, gdy nie było go w domu składał jej raporty o zachowaniu Uzumakiego? Może… może…
Mimo że dopiero teraz w pełni dotarła do niego taka możliwość, to podświadomie chyba wiedział o niej od początku. Jednak to nie zmieniło faktu, że nagle zrobiło mu się bardzo, bardzo… głupio. Bo przez te kilka dni, kiedy mieszkał z Sasuke, było przyjemnie i nieśmiało w jego głowie zaczęło utwierdzać się przekonanie, że może faktycznie Uchiha się w pewien pokręcony sposób po prostu się o niego troszczy. W głupi, zwykły, przyjacielski sposób.
Jednak to by było przecież za proste. Znowu boleśnie uświadomił sobie, że wszystko co się tyczy jego osoby ma miejsce tylko i wyłącznie dlatego, że w jego wnętrzu siedzi dziewięcioogoniasta bestia, skupiająca na sobie uwagę ludzi, którzy go otaczali.
A gdzie w tym wszystkim było miejsce dla niego? Dla Naruto Uzumakiego?
— Masz podejrzenia, dlaczego tak jest? — Głos Tsunade był surowy. Profesjonalny.
— Hm? — Wyrwał się z rozmyślań, spoglądając na kobietę bez zrozumienia. — Że co? Że dlaczego niby nie śpię za dobrze?
— Koszmary — odpowiedział zamiast niego Sasuke.
— Koszmary? — powtórzyła Hokage marszcząc brwi. — Jakiego rodzaju?
Naruto otworzył usta, tylko po to, żeby zaraz z powrotem je zamknąć. Och, nie. Złe pytanie, znowu bardzo, bardzo złe pytanie. Pytanie, na które nie mógł odpowiedzieć. Nie w obecności Sasuke! W ogóle NIGDY! Bo przecież to było za żenujące, za straszne i w ogóle niemoralne, więc nie mógł pozwolić sobie na to, żeby ktokolwiek dowiedział się o tych sennych marach jakie podsyłał mu lis. Lis, który w reakcji na jego nagle spanikowane, chaotyczne myśli, zaśmiał się złośliwie. Naruto przymknął na chwilę oczy, próbując zignorować krótkie ukłucie bólu, jakie rozległo się w jego skroni.
Cudownie.
Nie dosyć, że nie ogarniał za bardzo z niewyspania, to jeszcze przez tą głupią rozmowę demon usilnie przypominał mu o swojej obecności. Naprawdę wspaniale.
— Normalne — burknął. — I nie nazwałbym tego koszmarami. Głupie senne wizje. Nic przerażającego raczej.
Nie miał najmniejszego zamiaru dzielić się tym, że prawie codziennie budzi się z erekcją, bo śni o tym jak Uchiha wyrabia z jego tyłkiem naprawdę zboczone rzeczy. O nie.
— Ale nie możesz przez nie spać?
— Sypiam! — zapeszył się po raz kolejny. — Ale… trochę…
— Marnie — dokończył Sasuke złośliwym tonem.
— To ma coś wspólnego z lisem? — zapytała kobieta.
— Nie — skłamał, być może trochę za szybko. Bo gdyby przyznał, że faktycznie dziewięcioogoniasty macza pazury w jego snach, to zapewne zostałby zmuszony do wyjawienia o czym są. A na to nie był gotowy. I chyba nigdy nie będzie.
Prawda.
Co? Zmarszczył brwi, słysząc ostatnią lisią uwagę. Tępy ból pogłębił się na sekundę, jednak sierściuch nie odpowiedział. Tylko złośliwy, krótki rechot wskazywał na to, że słyszał pytanie Uzumakiego. Jednak do czego „prawda” rudzielca miała się odnosić, Naruto nie miał pojęcia.
— Serio?
— Serio! — zapeszył się, widząc niedowierzające spojrzenie Tsunade. — Przejdzie mi niedługo pewnie. Może to ten ostatni atak jeszcze tak na mnie wpływa — mruknął niechętnie. — Wiesz, był dosyć traumatyczny.
Wymówka chyba przekonała kobietę, że mówi prawdę, bo jej wzrok wyraźnie złagodniał. Zaraz sięgnęła ręką do jednej z szufladek biurka. 
— Okej — powiedziała, stawiając na blacie plastykowe opakowanie. — Zespół medyczny przygotował nową recepturę tabletek tłumiących wpływ lisa i moc jego chakry — wyjaśniła. — Jak te twoje sny wynikałyby z aktywności lisa, to myślę, że mógłbyś spróbować zażywać jedną ampułkę przed snem. Z pewnością by nie zaszkodziły. Ale skoro mówisz, że to nie ma nic wspólnego z dziewięcioogoniastym… — zawiesiła sugestywnie głos.
Stara zołza. Domyśliła się jednak, że coś może być na rzeczy. Ale ku uldze Uzumakiego nie drążyła tematu.
— Wezmę je — odpowiedział zdobywając się na wyniosły ton, starając się przy tym nie zarumienić. — W razie co.


***


Jakiś czas później Naruto wracał samotnie do mieszkania Sasuke, z głową wypełnioną dziwnymi myślami. Uchiha nie towarzyszył mu — na całe szczęście — w kolejnej części wizyty u Tsunade, czyli w profilaktycznych badaniach. Kobieta chciała mieć pewność, że lisie wybryki nie mają jakiegoś większego wpływu na kondycję Uzumakiego.
I właściwie, oprócz zmęczenia wywołanego brakiem snu, nic mu nie było.
Zamknął drzwi do domu Sasuke i właśnie ściągał buty, kiedy w pomieszczeniu rozległ się pozornie znudzony głos.
— Dlaczego chciałeś zataić przed Tsunade swoją bezsenność?
Naruto podniósł spojrzenie z własnych stóp na mężczyznę, który właśnie stał w wejściu do kuchni i opierał się o futrynę, mierząc go czujnym spojrzeniem. Znowu miał na sobie wytarte dresowe spodnie i wypłowiałą koszulkę z emblematem klanu na piersi. Lekko wilgotne włosy opadały swobodnie wokół trójkątnej twarzy. Najwyraźniej Sasuke niedawno wyszedł spod prysznica.
Zadowolone mruknięcie lisa spowodowało kolejną falę bólu w skroni, który jednak udało się Uzumakiemu zamaskować.
— Odpowiedz. — Ponaglający ton sprowadził go na ziemię, uświadamiając jednocześnie, że znowu się zagapił na mężczyznę. Że z przyjemnością chłonął widok. Ten nieidealny, dostępny tylko dla niego.
— Bo to nie ma nic wspólnego z Kyuubim — mruknął w końcu, wzruszając ramionami.
— Jestem innego zdania.
— Wiesz, ile mnie to inne zdanie obchodzi? — burknął, próbując ukryć niepokój, który go ogarnął. Bo jeżeli Sasuke faktycznie zauważył, że jego senne mary wynikają z aktywności lisa, to będzie drążył temat. To może nawet zakabluje na niego u Tsunade.
Wystarczająco żenujące było wyznanie, że lis wyraźnie leci na Sasuke. Że pragnie jego ciała i atencji. Nie miał zamiaru dorzucać do tego wszystkiego informacji, że zabrał się za torturowanie go w snach erotycznymi wizjami. Nie. Zdecydowanie nie. To byłoby zbyt upokarzające.
— Powinieneś jej powiedzieć. To może być ważne — zaznaczył Uchiha, ignorując jego wcześniejsze słowa. I jakoś jego zachowanie wzbudziło w Naruto irracjonalną złość.
— Pozwolisz, że sam osądzę czy coś jest ważne, czy nie — sapnął, mrużąc gniewnie oczy. — Zwłaszcza, jeżeli tyczy się to mojej osoby.
— Nie jestem pewien, czy w obecnym stanie jesteś zdolny racjonalnie stwierdzić takie rzeczy.
— Ty… — warknął Naruto mając nagłą, ale szczerą ochotę mu przyłożyć. Nie wiedział tylko czy ta agresja nie wynikała bardziej z tego, że był wymęczony czy z samej irytującej rozmowy. Dlatego też nie kontynuował tematu, tylko zaraz zapytał, wyraźnie niezadowolony: — Od dawna mnie obserwujesz?
— Co?
— Pstro — parsknął rozeźlony. — Nie wiem jak ty, ale ja to słabo lubię, jak ktoś mnie szpieguje, wiesz? Więc na przyszłość: prosiłbym, żebyś zajął się własnymi sprawami. A teraz wybacz — dorzucił, zanim Sasuke zdążył mu cokolwiek odpowiedzieć. — Ale idę spróbować zasnąć.
I czmychnął czym prędzej do swojego tymczasowego pokoju. Tam zaraz przygotował się do snu i łyknął jedną z przygotowanych dla niego ampułek. Położył się w futonie, mając nadzieję, że tę noc w końcu uda mu się normalnie przespać.
Złowieszczy chichot lisa rozległ się w jego głowie, kiedy umysł zaćmiewała mgiełka sennego otępienia.


***