A w sumie, skoro dawno się tu nic nie działo, to na bloga tyż wrzucę to opo x). A co. I jak coś, w miarę odpisałam na komcie pod wcześniejszymi notkami ;).
Tytuł: Na granicy fiksacji
Długość: część pierwsza lekko ponad 1k słów
Gatunek: drama, obyczaj, romans + nuta pokręconego humoru. Czyli wszystko i nic x). Znaczy, wyjdzie w praniu. Chyba.
Beta: Akari
LOF
.
Ostrzeżenia: Przekleństwa. Dużo przekleństw. W przyszłych częściach seksy i sporo krwi (chyba). Zachęciłam? xD
Uwagi: DLA SATAN! :"D
***
I
Wariujesz. Wariujesz.
Cudownie.
Naruto gwałtownie otworzył oczy, łapczywie wciągając powietrze. Wyplątał się z mokrego prześcieradła, popędził do łazienki i otworzył szafkę, spanikowanym wzrokiem sprawdzając jej zawartość.
Jest, są.
Drżącą ręką sięgnął czym prędzej po małe opakowanie wypełnione w połowie błękitnymi ampułkami. Jedna, dwie. Po chwili wahania trzecia trafiła na rozwartą dłoń i już w następnej sekundzie wszystkie wylądowały w ustach mężczyzny, przełknięte razem z wodą zaczerpniętą bezpośrednio z kranu.
Oparł się ciężko o umywalkę. Zrezygnowany. Wymęczony. Dopiero po kilku głębszych oddechach poniósł głowę, zamknął szafkę i zerknął prosto w lustro. Zdążył zarejestrować jeszcze błysk czerwonych ślepi, zanim kolor krwi został zastąpiony zwyczajowym błękitem.
Wariujesz. Wariujesz.
Ile jeszcze wytrzymasz?
– Kurwa – warknął, zaciskając palce na umywalce. – Kurwa – sapnął ponownie, mimowolnie osuwając się na kolana. – Kurwa mać.
Ile?
Złośliwy rechot wypełnił jego głowę.
***
Kiedy Naruto obserwował Sasuke, był pewien dwóch rzeczy. Po pierwsze tego, że cholerny drań jest niezwykle seksowny w swoim uniformie. Po drugie, że lis też to widzi. I mruczy z aprobatą za każdym razem, gdy może go widzieć oczami Naruto.
– Spieprzaj, pchlarzu – warknął Uzumaki, dobrze wiedząc, co takiego krąży po łbie dziewięcioogoniastej bestii.
Ile? Pyta głos pełen kpiny, a mężczyzna zgrzyta zębami.
– Tyle, kurwa, żebyś dał sobie spokój.
Pierdolony, zwierzęcy popęd.
***
Kolejny atak zaskoczył go w środku dnia.
– Idiota – parsknął sam do siebie przez zaciśnięte zęby, przeklinając w myślach swoją głupotę, przez którą nie zabrał ze sobą ampułek. Droga przed oczami rozmazuje mu się nieprzyjemnie, w głowie szumi, mięśnie powoli drętwieją, utrudniając każdy krok.
Dlatego też, kiedy w końcu znalazł pod wejściem do bloku w którym mieściła się jego kawalerka, musiał przytrzymywać się poręczy, powolnie pokonując schody. Jeszcze trochę, jeszcze kilka kroków...
Wariujesz.
– Zamknij się – sapnął z trudem, niemalże padając w progu, kiedy w końcu udaje mu się otworzyć drzwi do mieszkania. – Po prostu się zamknij.
Łazienka. Szafka nad umywalką. Plastykowe opakowanie zawierające ampułki.
Jedna. Druga. Trzecia. Czwarta... Piąta. Dla pewności.
I po co się męczysz?
– A żebyś zdechł, pasożycie, z tego swojego niewyżycia – mruknął, ignorując pytanie, zaciskając powieki i czekając aż tabletki zaczną działać.
***
Jest źle. Bardzo, bardzo źle.
– A tobie co? – Musi być, skoro nawet ten drań zaczął zadawać Naruto tego typu pytania. Lis mruknął zadowolony z uwagi Uchihy.
– Nic – wyburczał Uzumaki, patrząc nieprzychylnie na kolegę z drużyny. O tak, trzymaj się z dala Sasuke. Trzymaj się z dala, bo nie wiem ile utrzymam na wodzy tego rudego popaprańca, pomyślał, zaciskając dłonie w pięści.
Niedługo. Już niedługo.
Naruto krzywi się wyraźnie, odwracając równocześnie wzrok od twarzy towarzysza. Od tych ciemnych oczu. Od tych ostrych rysów twarzy. Od...
Świrował. Świrował przez lisa i przez to, co zaczynał czuć do Sasuke.
– Idę – mruknął niewyraźnie, pragnąc jak najszybciej uwolnić się od chociaż jednego z dwóch utrapień. – I tak się nie nadaję na trening – dodał w ramach marnego usprawiedliwienia i czym prędzej czmychnął do zacisza swoich czterech ścian, marząc wyłącznie o tym, by zakopać się w kołdrę i przespać cały dzień.
O dziwo nikt go nie zatrzymał. Ani lekko zdezorientowany Sasuke. Ani lustrujący wszystko uważnym okiem Kakashi.
***
To dziś, to dziś, już dziś.
Zachwiał się pod wpływem kolejnej fali bólu. Drzwiczki znad umywalki trzasnęły o podłogę, kiedy uwiesił się na niej, próbując złapać równowagę. Szklane odłamki rozsypały się malowniczo po łazienkowych kafelkach.
Jak się bawisz? Głos pełen złośliwej uciechy przebił się przez szum w uszach.
– Zajebiście – warknął, strącając z półki przypadkowe rzeczy. Ampułki, gdzie są te pierdolone ampułki... Są! Drżącą ręką chwycił opakowanie, otwierając szarpnięciem wieczko. Tabletki potoczyły się po ziemi, dołączając do ostrych odłamków.
– Kurwa – stęknął, padając na kolana, nie zważając na szkło. Obraz rozmazywał mu się przed oczami, ból był coraz większy. – Ja pierdolę – jęknął. I zaraz syknął, gdy skaleczył się w palec wskazujący. Uniósł go na wysokość oczu. Przecięcie było dosyć głębokie, jednak nie to sprawiło, że wgapiał się w nie z rosnącym przerażeniem. Krew sączyła się ze zranienia, a razem z nią... chakra. Czerwona, lisia, chakra. Leniwie wypływała z niego. Z jego wnętrza. Nie zasklepiała rany, tylko...
– O kurwa, o kurwa – mamrotał spanikowany, podnosząc się chwiejnie z podłogi, nie odrywając wzroku od własnej dłoni. Zlepki chakry przyklejały się do jego skóry, tworząc zgrubiałą, czarniejącą miejscami powłokę. Musiał... musiał zrobić... cokolwiek!
Za późno, za późno.
Uradowany głos lisa wybudził go z letargu.
– Zobaczymy – warknął, wybiegając z pomieszczenia. Zdąży. Zdąży dotrzeć do Tsunade, zanim lis... Wzdrygnął się mimowolnie. I zaraz stanął, a przerażenie w jego sercu nasiliło się, bo ktoś zapukał do drzwi. Z ledwością powstrzymał cisnące się na usta przekleństwo.
– Naruto? – rozległ się głos za drzwiami. Oczy mężczyzny rozszerzyły się mimowolnie. Nie, kurwa, tylko nie teraz... Lis zaśmiał się szyderczo i jakby z zadowoleniem. – Jesteś tam?
– Nie – warknął na tyle głośno, by osoba za drzwiami go usłyszała. – Idź sobie! – parsknął. Z niejakim zdziwieniem zauważył, że przeszły mu zawroty głowy. I ten cholerny, promieniujący zewsząd ból. Tylko, kuźwa, jego dłoń wyglądała teraz jak jakiś przeszczep demona! Czerwona chakra ukształtowała się na niej w zwierzęce pazury i najwyraźniej zbierała się, żeby zrobić to samo z drugą ręką.
– Naruto, otwórz!
Że też, ze wszystkich możliwych dni, akurat dzisiaj Sasuke zebrało się na odwiedziny! Klamka od drzwi szarpnęła się gwałtownie. Najwyraźniej mężczyzna próbował wejść do mieszkania używając siły.
– Głuchy jesteś?! – wrzasnął Naruto, nawet nie powstrzymując lekkiego drżenia głosu. – Idź sobie!
– Naruto, wszystko w porządku? – Ton głosu wyraźnie świadczył o zaniepokojeniu mężczyzny. Ponownie szarpnął za klamkę. – Otwieraj!
Lis zaśmiał się szyderczo, jakby wiedząc, co niedługo nastąpi. Uzumaki wzdrygnął się mimowolnie, jego spojrzenie prześlizgiwało się z drzwi wejściowych, do tych prowadzących do łazienki. Co robić, co robić?
Poddaj się temu. Mamił lis, przyjemnym, kuszącym głosem. Naruto zdawał sobie sprawę z tego, że powoli odpływa, że demon stopniowo przejmuje kontrolę nie tylko nad jego ciałem, ale też umysłem.
– Nigdy, kurwa, w życiu – wycharczał, próbując zachować zdrowy rozsądek i w końcu rzucił się w stronę łazienki, niemalże natychmiast padając na kolana, nie zwracając uwagi na ostre kawałki lustra wbijające się w jego kolana. Tabletki, tabletki, musiał pozbierać tabletki. Jedyna szansa, ostatnia szansa...
Jest! Drżącą ręką pochwycił w dwa palce, czy też raczej w tym momencie – lisie pazury – jedną z ampułek. A ta niemalże natychmiastowo rozpuściła się w jego dłoni.
– Co? – jęknął osłupiony. – Nie...
Jednak to, że tabletki, które stworzyła dla niego Tsunade, aby powstrzymać dziewięcioogoniastego, najwyraźniej rozpuszczały się pod wpływem czerwonej chakry, wcale nie było najgorsze. Najgorsze było to...
– Naruto?!
… że Sasuke właśnie stanął w wejściu do pomieszczenia.
Tytuł: Bez słów
Gatunek: dramat
Długość: miniaturka, około 800 słów
Beta: Ski i Akari
, dziękować, że znalazłyście chwilę czasu
.
Uwagi: Jest to jeden z tych fików, które zalegają w głowie i za nic w świecie nie chcą dać o sobie zapomnieć, dopóki się ich nie napisze. I jest on raczej daleki od tego, co zazwyczaj wrzucam na forum. Nocóż, zapraszam do czytania.
***
Ręka leżąca na stole drgnęła niespokojnie, jakby jej właściciel chciał ją gwałtownie schować, jednak w ostatniej chwili powstrzymał się przed tym. Sasuke z niejaką obojętnością wpatrywał się w nią, kiedy to drugi mężczyzna powolnym ruchem zwinął dłoń w pięść, zaciskając nerwowo palce. Po chwili nieco je rozluźnił, jakby w geście rezygnacji. Uchiha delikatnym gestem przesunął opuszkami palców po zgłębieniach między kostkami, aby następnie przykryć je swoją własną, chłodną ręką.
Dopiero wtedy uniósł spojrzenie. Prosto w niebieskie, nieco wyblakłe tęczówki, które wpatrywały się w niego z uporem.
Zostaw mnie.
Sasuke pokręcił głową, jednocześnie nieco mocniej zaciskając palce na dłoni Naruto. Wciąż nie odrywał wzroku od tej upartej twarzy.
Nie.
Ciche westchnięcie, które dotarło do jego uszu ciężko było sprecyzować. Optymistycznie więc przyjął, że oznaczało coś na kształt ulgi.
Dlaczego?
Niebieskie oczy były pełne wyrzutu. Jakby to, że Sasuke wciąż chce być przy nim, było jakąś zbrodnią. Jakby nie mieściło mu się w głowie, że ktokolwiek mógłby być z... kaleką. Niebieskie oczy były pełne wyrzutu i rezygnacji. I czegoś jeszcze. Czegoś głęboko ukrytego na samym ich dnie. Strachu?
Bo nie.
W czarnych zaś iskrzyła determinacja.
***
To nawet zabawne, jakim człowiek jest ignorantem w kwestii własnego zdrowia. Jak nie zwraca uwagi na to, ile w rzeczywistości posiada. Dopóki oczywiście tego nie straci. Bo, chociażby... wzrok. Czy osoba, która widzi niemalże idealnie, chociaż przez chwilę zastanawia się, co by było, gdyby tak nagle ten zmysł straciła?
***
Głupek.
Sasuke przyglądał się jak Naruto odwraca wzrok, nie za bardzo wiedząc, co powinien zrobić. To było takie... irytujące. I niepasujące do obrazu wiecznie uśmiechającego się mężczyzny. Ale też raczej spodziewane w sytuacji, w której się znaleźli.
***
Naruto tracił głos. Nie wiadomo z jakiego powodu, nie wiadomo od kiedy się to zaczęło. Nie wiadomo było w sumie nic. Po prostu z dnia na dzień, jakaś dziwaczna zmiana w jego organizmie, spowodowana nadużywaniem lisiej chakry, sprawiała, że każdemu wypowiadanemu słowu towarzyszyła, coraz bardziej deformująca wyrazy, chrypka i grymas bólu przebiegający po jego twarzy, kiedy próbował wykrztusić z siebie chociażby pojedyncze zdania.
Na początku próbował z tym walczyć. Ze sztucznym uśmiechem przyklejonym na usta udawał, że nic się nie działo. Że wszystko jest w porządku. Teraz nie mówił w ogóle. Milczał jak zaklęty, coraz bardziej zamykając się na otaczających go ludzi i czekając, aż zamilknie już na zawsze, nie będąc w stanie wykrztusić nawet jednego słowa.
***
Niebieskie oczy spojrzały na niego przelotnie, zanim Naruto wbił spojrzenie w stół.
Nie mam sił.
Sasuke po chwili wahania ujął jego rękę splatając ich palce ze sobą. Nachylił się nad małym stolikiem, równocześnie przyciągając do siebie podatną dłoń, obracając ją tak, by móc złożyć krótki pocałunek.
Nie poddawaj się. Z tym da się żyć.
Naruto wciąż na niego nie patrzył.
Druga dłoń Sasuke dołączyła do pierwszej, otaczając rękę Naruto ciasnym kokonem. Skóra drugiego mężczyzny była przyjemna w dotyku. Nie miękka. Można nawet powiedzieć, że nieco szorstka. A jednak przyjemna.
Uzumaki przygarbił lekko ramiona, jednak nie wyrywał dłoni z uścisku. Sasuke patrzył, jak mężczyzna delikatnie przygryza dolną wargę.
Wiem.
***
W pewnych sytuacjach po prostu potrzeba tylko czasu. Ile? Cóż, to zawsze jest indywidualna kwestia. Jednak z upływem minut, godzin, dni, w końcu można się przyzwyczaić do każdych warunków. Potrzeba tylko czasu.
Właściwie, przydatna jest też osoba, która co jakiś czas będzie o tym przypominać.
***
Przestań.
Sasuke znowu mocniej ścisnął trzymaną dłoń, przez co Naruto ponownie spojrzał prosto w jego oczy. To było w pewien sposób straszne. Patrzeć, jak Uzumaki powoli załamuje się nad swoją ułomnością. Jak zadziorny błysk w niebieskich tęczówkach z dnia na dzień blaknie.
To było też w pewien sposób... motywujące. Patrzeć, jak własne, drobne gesty są mimo wszystko w stanie podbudować mężczyznę. Jak dają mu siłę na kolejne dni. Jak przywracają mu nadzieję.
Dlaczego?
Ze spojrzenia Naruto znika w końcu rezygnacja. Kolejny kryzys został tymczasowo zażegnany. A w niebieskich tęczówkach błysnęła ciekawość. I jakby ulga. Dopiero wtedy Sasuke pozwolił, aby na usta wypłynął mu delikatny uśmiech. Jego spojrzenie zmiękło wyraźnie i teraz spoglądało na Uzumakiego tym ciepłym wzrokiem, zarezerwowanym tylko dla niego.
Bo cię kocham, idioto.
Wargi Naruto zadrżały lekko. Przez chwilę trwał w bezruchu. W końcu przymknął oczy, rozchylając usta i westchnął z widocznym trudem.
– Ko... – zaczął, głosem nieużywanym od długich tygodni. Nie skończył. Druga sylaba wyrazu ucięła się gwałtownie, bez udziału jego woli. Skrzywił się wyraźnie, zawiedziony swoją własną, małą porażką.
***
Sasuke dosyć szybko odkrył, że kiedy Naruto słucha głosów innych ludzi to jego umysł szaleje. Wariuje, niezdolny pogodzić się z myślą, że nie może poradzić sobie z tak banalną i codzienną czynnością jak mówienie.
Dlatego też, kiedy zamilknął Uzumaki, razem z nim zamilknął też Uchiha.
***
W pewnych sytuacjach trzeba działać szybko. Dlatego też, zanim powieki zdążyły opaść, zasłaniając niebieskie oczy, zanim ciemne myśli znowu przysłoniły jasność umysłu, Sasuke wychylił się nad blatem, puszczając dłoń Naruto, tylko po to, aby móc chwycić jego twarz.
Kocham cię.
Powiedziało czarne spojrzenie.
Kocham.
Powiedziały usta wyciskające krótki pocałunek na suchych wargach.
Kocham.
Powiedziały opuszki palców, delikatnie przejeżdżając po lisich bliznach.
Też cię kocham.
Odpowiedziały w końcu niebieskie tęczówki.
Tekst na event Wielkanocny
Gatunek: Humor, romans
Długość: miniaturka, około 4100 słów
Beta: Akari, LOF
.
Ostrzeżenia: Przekleństwa
Zającowe słowa: 1. Internet 2. Kolacja 3. Surykatka 4. Brzuchomówca 5. Latarnia 6. Jajko 7. Premia 8. Kanapa 9. Seks 10. Kochać
Plan (nie)idealny
Naruto uwielbiał swoją rodzinę. Naprawdę. Jednak w małych dawkach. I chociaż naprawdę kochał każdego jej członka równie mocno, to jednak starał się unikać przebywania z rodem Namikaze i Uzumaki przy jednym stole. Dlatego młody mężczyzna – właściwie najmłodszy osobnik ze swojego pokolenia – właśnie starał się wykręcić od rodzinnego, wielkanocnego śniadania.
— No naprawdę, mamo, chciałbym – zarzekał się, rozmawiając z rodzicielką przez telefon. — Ale nijak nie mam szans się wyrobić. Właśnie ucieka mi ostatni pociąg, a nie ma sensu, żebym przyjeżdżał na wieczór.
— Zupełnie nie rozumiem, jak mogłeś dopuścić do takiej sytuacji — parsknęła kobieta do słuchawki. Oj, była wyraźnie niezadowolona. — Nie dosyć, że widzę cię raz na miesiąc jak dobrze pójdzie, to jeszcze taki numer na święta mi wywijasz? Ranisz matczyne serce, Naruto. I najwyraźniej robisz to specjalnie. A ja twoją sałatkę ulubioną przygotowałam! Babeczki bez rodzynków upiekłam, bo przecież wydłubujesz!
— Mówiłem ci, że konsultacje miałem późno! — skłamał bezczelnie, starając się nadać swojemu głosowi nieco skruszony ton. — Nie moja wina, że promotor to głupi buc.
— Jasne. Mów prawdę, a nie irytujesz mnie jakimiś wymyślonymi pierdołami.
— No przecież mówię prawdę — sapnął. — Przyjadę w kolejnym tygodniu, na cały weekend, co?
— W kolejnym tygodniu nie ma świąt, jakbyś nie zauważył — powiedziała Kushina grobowym głosem, wzbudzając w swoim synu lekkie wyrzuty sumienia. Które to też Naruto natychmiastowo w sobie stłamsił.
— Więc co, nie chcesz mnie widzieć?
— Nie odwracaj kota ogonem, ty mały krętaczu! Ja nie wiem po kim to masz, chyba po ojcu żeś najgorsze cechy odziedziczył... O, cześć kochanie. — Jego matka najwyraźniej zwróciła się do osoby, która pojawiła się w jej pobliżu. — Wcale nie twierdzę, że jesteś krętaczem. No, może odrobinę. I ty mnie tu nie wybijaj z rytmu, tylko wytłumacz swojemu synkowi wspaniałemu, że ma się pojawić na święta i w ogóle nie obchodzi mnie to, jak tego dokona, kumasz?
Naruto przewrócił oczami, kiedy w słuchawce telefonu dało się słyszeć przytłumione głosy jego rodziców.
— Halo? — rozległo się po dłuższej chwili.
— Cześć tato.
— Nie zostawiaj mnie z nią samego. — Zrozpaczony ton świadczył o tym, że matka najwyraźniej wpadła w swój przedświąteczny szał i dawała jego ojcu nieźle popalić. Naruto parsknął śmiechem.
— Bez szans. Nie wciągniesz mnie w to szaleństwo — powiedział, uśmiechając się złośliwie pod nosem. Zaraz jednak spoważniał. — Serio tato, sorry, nie mam jak dojechać do domu na śniadanie.
— Co, jakieś inne plany, hm? — zapytał znaczącym tonem.
Cóż... Skoro ściema z promotorem się nie przyjęła, to czemu nie?
— Tak — odparł zdecydowanie.
— O? Ładna jest?
— Czekaj, co? — Zmarszczył bez zrozumienia brwi.
— No rozumiem, że chcesz poznać rodzinę swojej wybranki w te święta, skoro do nas nie masz zamiaru się pofatygować, nie? To, muszę ci powiedzieć, nawet przekonujący argument, więc poproszę o więcej szczegółów.
— Eee. — Naruto miał nieodparte wrażenie, że właśnie wkopuje się w szwindel życia. — Noo...
— CHCĘ JĄ POZNAĆ! — Odsunął od siebie słuchawkę, krzywiąc się nieznacznie. Najwyraźniej jego matka przysłuchiwała się cały czas rozmowie. I właśnie teraz wyrwała ojcu telefon. — ROZUMIESZ? NIE MA, ŻE BOLI!
— Ale skoro jedziemy do niej, to nie mamy jak przyjechać — zaprotestował słabo.
— Nie bój żaby, mój drogi, jako wyrozumiała matula wybaczam wam, że nie przyjedziecie na śniadanie. — Kushina była wyraźnie podekscytowana. — No, ale nic nie stoi na przeszkodzie, żebyście zjawili się na kolacji, czyż nie?
— Ale... ale... — wyjąkał, gorączkowo starając się wymyślić cokolwiek.
— No już, już, nie zapowietrzaj się tak. Czekam na was niecierpliwie! — krzyknęła uradowana kobieta. — Och, mój mały synek dorasta! — usłyszał jeszcze chłopak, zanim w słuchawce rozległ się sygnał przerwanego połączenia.
Naruto stał jeszcze przez chwilę z rozdziawioną buzią i wpatrywał się niedowierzająco przed siebie. W końcu, bezwiednie opuścił dłoń w której ściskał komórkę.
— Kurwa — wyrzucił z siebie. — W co ja się wpakowałem...
***
— Myśl, myśl, MYŚL. — Naruto krążył nerwowo po swoim akademickim pokoju, starając się wykminić coś, co pomoże mu jakoś odkręcić sytuację, w jaką właściwie sam się wpakował.
A wszystko tylko dlatego, że chociaż RAZ w życiu chciał się wykręcić od rodzinnego spotkania, podczas którego wszyscy, dosłownie WSZYSCY, zadawali mu masę irytujących pytań typu : „Kiedy skończysz w końcu te swoje studia?”, „Masz ty tam kogoś na tej uczelni? Byś mógł się w końcu ustatkować.”, „No Naruto, to kiedy weselicho?”. Po prostu... oszaleć można.
Chociaż, szczerze mówiąc, wolałby już znowu wysłuchiwać rodzinnych docinek niż teraz z uporem maniaka szukać rozwiązania popapranej sytuacji, w której jego rodzice myślą, że przyjedzie na święta z dziewczyną! Skąd on, do jasnej cholery, wytrzaśnie jakąkolwiek dziewczynę? Zwłaszcza teraz, gdy niemalże wszyscy wyjechali do domów?
— AGHR! — warknął w przypływie bezsilności. Szybkim krokiem podszedł do drzwi pokoju i otworzył je zamaszyście. Wystawił głowę i rozejrzał się po korytarzu. Pustki. Jak nigdy nikogo nie było. Westchnął z wyraźną rezygnacją i, kiedy już miał zamiar ponownie zabunkrować się w pomieszczeniu i kontynuować swoją nerwową wędrówkę po nim, usłyszał skrzypnięcie po drugiej stronie korytarza. Spojrzał w tamtą stronę z wyraźną nadzieją, która to natychmiastowo zgasła.
— O, cześć Sasuke — mruknął niemrawo, na co drugi mężczyzna odpowiedział mu kiwnięciem głowy. Swoje kroki skierował pod okno, gdzie stanął, wetknął papierosa do ust i odpalił go wyciągniętą z kieszeni zapalniczką. Naruto przez chwilę obserwował, jak zaciąga się tytoniem, aby następnie nieśpiesznie wypuścić z płuc smuszkę dymu.
Sasuke Uchiha był jego kumplem z roku. Wcześniej uczęszczali do tego samego liceum, jednak wtedy nie dogadywali się zbytnio. Złapali kontakt dopiero na studiach, gdy jeden z wykładowców zrobił z nich parę projektową. Pomimo, że na początku wyglądało jakby mieli się pozabijać, w efekcie wyszło na to, że całkiem zgrany z nich duet.
Z tego co Naruto wiedział, Sasuke miał tylko starszego brata. Jego rodzice zginęli, gdy był jeszcze smarkaczem. Bodajże w wypadku samochodowym. I najwyraźniej Uchiha nie miał w tym roku zamiaru spędzać świąt w towarzystwie Itachiego. Czyli... zostaje w akademiku. Nie ma żadnych planów... Głupia myśl zakwitła w głowie Naruto.
A może jednak nie taka głupia?
Bo przecież jakby przyprowadził na kolację chłopaka, a nie dziewczynę? To by w końcu na jakiś czas uchroniło go od kretyńskich pytań. Był niemalże na sto procent pewien, że wprawiłby rodzinkę w nie lada szok. Uśmiechnął się złośliwie do siebie. No i w końcu, przecież nie zdradził ojcu za wiele o swojej „dziewczynie”. Mógłby powiedzieć, że bał się ich reakcji i nie chciał się ujawniać. I po jakimś czasie po prostu by im oznajmił, że zerwali, sparzył się i w ogóle, niech nie poruszają tego tematu, bo przecież jest tak bardzo bolesny. To był... plan idealny!
— Hej! Sasuke! Poczekaj! ***
Sasuke wpatrywał się w niego przez chwilę beznamiętnym wzrokiem. Wcisnął do ust papierosa, zaciągnął się i dmuchnął kłębem dymu prosto w twarz drugiego mężczyzny, który wlepiał w niego błagalne spojrzenie.
— Ty tak na poważnie? — zapytał w końcu.
Naruto pokiwał zawzięcie głową.
— Nie — odpowiedział w końcu Uchiha, gasząc peta w popielniczce stworzonej z puszki po konserwie. Oderwał się od parapetu z zamiarem udania się do swojego pokoju.
— Błagam — jęknął blondyn. — Jesteś moim jedynym ratunkiem!
Sasuke zatrzymał się i spojrzał na niego przez ramię. W końcu obrócił się w jego stronę.
— Chcesz, żebym pojechał do ciebie do domu i udawał twojego chłopaka, bo twoi rodzice oczekują, że pojawisz się z dziewczyną?
— Noo... tak. — Naruto podrapał się po czuprynie. Fakt. Jak Sasuke to powiedział na głos, to ten plan naprawdę brzmiał kretyńsko. Ale innego nie miał, więc musiał się go trzymać.
— Ty to tak niekoniecznie masz wszystko w głowie poukładane, co? — Uchiha założył ręce na ramiona, wciąż nie spuszczając z niego uważnego spojrzenia.
— To wymyśl coś lepszego, panie geniuszu! — warknął.
— Sam się w to wpakowałeś. Zresztą, nie rozumiem, dlaczego nie powiesz im prawdy.
— Bo nie — powiedział krótko, a w jego niebieskich oczach błysnęła determinacja. — Słuchaj, to rozwiązuje na dłuższą metę mój problem z rodzinką i ich wiecznym wściubianiem nosa w moje sprawy. Przecież nie proszę cię o nie wiadomo co! Pojedziemy, posiedzimy chwilę przy stole z moimi rodzicami, przenocujemy i pierwszym lepszym pociągiem uciekamy do akademika.
— A co JA będę z tego miał? — Naruto zamrugał zdziwiony, usłyszawszy to pytanie.
— Co? — zapytał głupio.
— No chyba nie sądzisz, że będę robił z siebie idiotę za friko. — Uchiha uśmiechnął się kpiąco.
— Darmowe żarcie? — palnął po chwili zastanowienia.
Sasuke pokręcił głową.
— Dam ci hasło do domowego wifi?
— Och, proszę cię, wysil się trochę.
— Jezu, no nie wiem – warknął w końcu Naruto, a w jego oczach zatańczyły iskierki złości. — A co chcesz? Zrobię WSZYSTKO bylebyś mi pomógł.
— Wszystko? — zapytał Uchiha takim tonem, że po plecach drugiego mężczyzny przeszedł dreszczyk niepokoju.
— Wszystko — powiedział jednak hardo, przytakując jednocześnie głową.
— Więc niech będzie. Pomogę ci. I nie będziemy tłuc się pociągiem. Mam auto. ***
Naruto zaczynał powoli wątpić w idealność swojego planu. I lekkim niepokojem napawał go fakt, że Uchiha nie powiedział jeszcze, czego właściwie oczekuje w zamian za przysługę. Mknęli właśnie autostradą w kierunku jego rodzinnej miejscowości i z każdym kilometrem chłopak miał coraz większą ochotę kazać Sasuke zawrócić. Zerknął niepewnie na prowadzącego mężczyznę. Właściwie, im dłużej o tym myślał, tym bardziej nie rozumiał, dlaczego Uchiha się zgodził. Może miał jakiś ukryty motyw?
— Więc... — zaczął niepewnie. — Już wiesz, co chcesz w zamian za przysługę?
— Powiedzmy — odparł, włączając kierunkowskaz, aby po chwili zjechać z głównej trasy.
— I?
— Dowiesz się w odpowiednim czasie.
Naruto westchnął dyskretnie.
— To brzmi podejrzanie — stwierdził po chwili milczenia.
— Cały ten twój plan brzmi podejrzanie, a jakoś nie marudzę.
— No tak, ale ja ci przedstawiłem wszystkie fakty! – Naruto nadął policzki i spojrzał na widok za oknem. Właśnie wjeżdżali do miejscowości. — Tu w prawo skręć. Nie wiem, co ci się pod tymi ciemnymi kłakami kiełkuje we łbie i chyba zaczynam się obawiać, że może być to coś dla mnie upokarzającego.
— Sam dosyć sprawnie się upokarzasz, nie potrzebujesz mojej pomocy — stwierdził lekko Sasuke.
Naruto prychnął ze złością.
— Pacan.
— Wybrałeś pacana na chłopaka. Pogratulować. Tak mnie przedstawisz swojej rodzinie?
— Jesteś niemożliwy, wiesz? — parsknął, patrząc na niego z politowaniem. — Znowu w prawo. To ten dom biały na końcu ulicy. I zresztą mówiłem, nie CAŁEJ rodzinie. Raczej już się wszyscy pozabierali do domów. Poznasz teściów.
— Me serce się raduje — powiedział mężczyzna i zahamował tuż przed furtką. — Jesteśmy — obwieścił, zerkając na Naruto.
Chłopak pobladł lekko. Przełknął ciężko ślinę.
— Hej? W porządku? — zapytał Sasuke.
Pokręcił głową w ramach odpowiedzi. Nie. Nic nie było w porządku. Jednak zanim podzielił się z nim swoimi wątpliwościami, drzwi do domu otworzyły się szeroko i wypadła z nich pani Namikaze. ***
— NARUTO! — wrzasnęła radośnie kobieta, w tempie ekspresowym pokonując drogę z domu do furtki i wieszając się na szyi chłopaka, który właśnie wysiadł z auta. Tuż za nią wyłonił się jej mąż, który również zmierzał w kierunku samochodu. — No niechże cię wyściskam, dziecię drogie! Jak tam studia, zaliczasz wszystko ładnie? Projekty pooddawałeś na czas? Dobrze się odżywiasz? Masz czyste skarpetki w szafie? Bo wiesz...
Kushina trajkotała nieustannie, w międzyczasie obściskując syna. Oczywiście, jak to miała w zwyczaju, nie dała mu nawet dojść do słowa. Odsunęła się od niego nieznacznie, wytarmosiła za policzki i patrząc mu prosto w oczy zapytała w końcu:
— No, to gdzie ta moja synowa?
— Eee... — Naruto zerknął niepewnie na swojego ojca, który stanął tuż przy kobiecie. Minato uniósł lekko brew wpatrując się w niego z zainteresowaniem. — Cóż...
Trzaśnięcie samochodowych drzwi obwieściło, że kierowca wysiadł z pojazdu. Naruto patrzył bezradnie na swoich rodziców, którzy spoglądali na jego towarzysza z wyraźnym zdumieniem. Dyskretnie ponownie przełknął ślinę.
Tymczasem Sasuke okrążył samochód i stanął tuż przed państwem Namikaze, uśmiechając się przy tym jakoś tak... uprzejmie? No w każdym razie ten uśmiech nie pasował za bardzo do zwyczajowego wyrazu twarzy Uchihy, z którym Naruto miał do czynienia na co dzień.
— Dzień dobry, jestem Sasuke Uchiha — przedstawił się, następnie ucałował dłoń Kushiny, kłaniając się przy tym, a zaraz potrząsał w geście przywitania ręką Minato. — Miło mi w końcu państwa poznać.
Zaraz stanął koło „swojego chłopaka”, wciąż mając na twarzy ten cholerny uśmieszek. Naruto zerknął na niego nieco nerwowo. Nie za bardzo wiedział, czego spodziewać się po rodzicach.
— Ha! — Chwilową ciszę przerwał krzyk Kushiny. — Wiedziałam, że jest gejem! Matki to czują! A ty — zwróciła się do męża — wisisz mi dobry obiad w restauracji.
No, a już na pewno nie podejrzewał, że będą robić zakłady o jego orientację.
Minato wzniósł oczy ku niebu. I zaraz rzucił synowi zranione spojrzenie.
— Dzięki — mruknął w jego kierunku. — No dobra, chodźmy już. Reszta rodziny nie może się doczekać, aby cię poznać, Sasuke.
— Zaraz, chwila, jak to reszta? — zapytał Naruto zdumionym głosem.
— A no reszta — stwierdziła Kushina. — Chyba nie myślałeś, że sobie odpuszczą poznanie twojego wybranka, co?
Ja się zabiję... ***
— Możemy zamienić słówko na osobności? — Dłoń Sasuke chwyciła go za łokieć i pociągnęła niedelikatnie, zmuszając do zatrzymania tuż przed wejściem do mieszkania.
— Co? — mruknął Naruto, gdy tylko jego rodzice zniknęli za drzwiami.
— Pstro. Nie było mowy o całej rodzinie — warknął Uchiha. Na jego twarzy nie było już nawet śladu po wcześniejszym uśmiechu.
— A skąd mogłem wiedzieć? — sapnął, mierząc go zirytowanym spojrzeniem. — Nie moja wina przecież. Zresztą, no nie zrobisz mi numeru i się wycofasz!
— Nie. — Sasuke potrząsnął głową. — Ale liczę na jakąś specjalną premię za te nieprzewidziane niedogodności.
— Jasne. Spoko. Co tylko zechcesz. Możemy już iść?
Cóż... Gdyby Naruto wiedział, że właśnie pakuje się w najgorszą kolację w swoim życiu, to by raczej nie ponaglał tak drugiego chłopaka. ***
Naruto wgapiał się w leżące na jego talerzu jajko i miał szczerą ochotę chwycić je i cisnąć nim komuś w twarz. Nie wiedział tylko kto bardziej na to zasługuje. Czy jego chrzestny Jiraya, który co chwilę rzucał jakieś zboczone sugestie dotyczące jego „związku”, czy ciotka Miyuki – siostra jego matki – która się z tych sugestii niemiłosiernie głośno nabijała. A może kuzynka Karin, wlepiająca maślane spojrzenie w Sasuke i co chwilę marudząca, że nie rozumie jakim cudem takie ciacho mogło w ogóle spojrzeć na Naruto. Chociaż nie, w tym wszystkim najbardziej na oberwanie jajecznym pociskiem zasługiwał sam Uchiha, który z łagodnym uśmiechem miło odpowiadał na każde, nawet kretyńskie pytanie, jakie zostało mu zadane.
Jak on w ogóle śmiał tak spokojnie podchodzić do całej tej sytuacji?! Naruto westchnął dyskretnie, nie odrywając spojrzenia od swojego talerza.
Właśnie siedzieli przy stole, razem z jedenastoma innymi osobami. On i Sasuke zostali usadowieni tak, że po prawej stronie Naruto siedział Minato, zaś koło Uchihy swoje miejsce miała jedna z ciotek od strony ojca. Naprzeciwko nich siedziała kuzynka blondyna, która właśnie robiła wszystko, byleby wyprowadzić go z równowagi.
— Skąd żeś go wytrzasnął, co? — zapytała Karin, opierając się wygodnie na swoim krześle i wlepiła w Naruto dosyć kpiące spojrzenie. — W internetach zamówiłeś? Nie wierzę, że wyrwałeś go sam.
Mężczyzna zacisnął zęby. Co za głupia bździągwa!
— Poznaliśmy się w liceum — odpowiedział za to spokojnie Sasuke.
— A gdzie twój Suigetsu, kuzyneczko? — Spróbował zmienić temat Naruto. — Jakoś nie widzę, żeby mężuś trwał przy twym boku. Co, nie może z tobą wytrzymać?
— A pojechał do wuja, przesyła pozdrowienia i pyta, czy ostatnimi czasy ZNOWU miałeś jakiś kontakt z latarnią.
No tak, historia o tym jak kiedyś bawili się w ganianego i Naruto widowiskowo przywalił głową w uliczną lampę również nie została mu oszczędzona. W końcu to była ulubiona opowieść Karin. Czy też, jedna z ulubionych.
I tak mniej więcej wyglądała cała kolacja. Po prawdzie Naruto myślał, że wszyscy będą na tyle zaskoczeni widokiem „jego chłopaka”, że cały posiłek minie w ciszy albo też na wymuszonych, uprzejmych rozmowach. Ale nie! Jego rodzina nawet nie okazała żadnego zdziwienia! Wszyscy z miejsca zaakceptowali Sasuke i no... traktowali go jak jakiegoś cholernego... no jak jego chłopaka! Przy tym zachowywali się równie nieznośnie co zwykle. Tylko teraz pytania o jego ustatkowanie się zmieniły się na jeszcze bardziej kretyńskie. Do tego nie oszczędzono mu kilku dosyć żenujących historii z dzieciństwa.
— Wiesz, że Naruto chciał zostać kiedyś brzuchomówcą? Mam gdzieś chyba nawet nagrania, z jego pierwszych prób!
— Nawet. Się. Nie. Waż. — warknął przez zaciśnięte zęby, posyłając swojej matce mordercze spojrzenie.
— Och, przecież są słodkie! — Kushina wyszczerzyła się radośnie w jego kierunku. – Zresztą, ten pomysł z brzuchomówcą i tak był lepszy niż zostanie trenerem surykatek.
— Trenerem surykatek? — Sasuke spojrzał na niego wyraźnie rozbawiony. — Naprawdę?
— Miałem siedem lat! — odpowiedział urażony, czerwieniąc się nieznacznie. Marzył, żeby ta cholerna kolacja wreszcie się skończyła. — Możemy zmienić temat?
— Oczywiście. — Naruto zerknął nieufnie na Jiraye. Jego chrzestny również miał z niego spory ubaw. I chłopak nie wiedział kompletnie, jakiego kolejnego kretyńskiego pytania może spodziewać się z jego strony. — Mnie to zastanawia, jak to u was seks wygląda.
— Co? – wyjąkał z niedowierzaniem.
— No, kto, że tak powiem, dominuje?
Naruto nie wierzył. Po prostu NIE WIERZYŁ, w to co słyszy. A najgorsze w tym wszystkim było to, że Sasuke najwyraźniej chciał coś odpowiedzieć!
— Cóż... — zaczął Uchiha, jednak niedane mu było skończyć, gdyż dłoń Naruto natychmiastowo wylądowała na jego ustach, skutecznie uniemożliwiając mu dalszą wypowiedź.
— Zamknij się — warknął w jego kierunku, a zaraz potem zgromił swoją rodzinę zirytowanym spojrzeniem. — Jesteście straszni — oświadczył. Zabrał rękę z twarzy Sasuke, jednocześnie wstając ze swojego miejsca. — Dziękuję za jakże uroczy posiłek. Idę się przejść.
***
Był wściekły. Naprawdę. Święta były straszne, kiedy tylko on musiał wysłuchiwać głupich docinków. Ale, gdy światkiem tych wszystkich żenujących historii był Sasuke, to stawały się jeszcze gorsze.
Wyszedł tylnymi drzwiami, prosto do ogrodu. Krętą ścieżką ruszył wzdłuż rzędów różnorakich roślin – aranżacja jego matki – aż do małego oczka wodnego. Stanął tuż przed nim, wbił ręce w kieszenie i zagapił się na wodę.
To chyba nie był najmądrzejszy pomysł, żeby zostawiać Sasuke samego ze swoją rodziną. Zapewne, po jego wyjściu, zaatakowali go kolejną serią dziwacznych pytań. Jednak w tej chwili Naruto naprawdę nie miał ochoty znowu ich wszystkich oglądać. Ten wieczór... był po prostu okropny. Dlaczego nie przyjechał na święta jak na grzeczne dziecko przystało, tylko zaczął kombinować i wpakował się w to wszystko?
No cóż, zdawał sobie sprawę z tego, że mógł obwiniać tylko i wyłącznie siebie. Westchnął ciężko. I stwierdził, że wypadałoby jednak wrócić do towarzystwa i spróbować nie dopuścić do tego, by Sasuke usłyszał jeszcze kilka hitowych historii z jego życia. Obrócił się i niemalże wlazł, a jakże, na Uchihe. Zgromił go pochmurnym spojrzeniem.
— A ty tu czego? — zapytał niemiło.
— Cóż, jako dobry partner poszedłem cię poszukać — powiedział Sasuke, wzruszając ramionami. — Masz bardzo... ciekawą rodzinę.
— Chyba nienormalną — prychnął, czując jak znowu wzbiera w nim złość. — Słowo daję, są bardziej nieznośni niż zwykle.
— Martwią się o ciebie – stwierdził.
— Jasne. Zresztą...
— Twoja matka nas obserwuje — przerwał mu Sasuke. — Chyba wypadałoby nieco uwiarygodnić nasz związek, nie sądzisz?
— Co? — zdziwił się Naruto. A zdziwił się jeszcze bardziej, gdy Uchiha pociągnął go za rękę i zaraz otoczył ramionami. — Co ty wyprawiasz?
— To co każdy troskliwy facet. No już, pomóż nieco i zrób coś z rękoma.
Naruto, wciąż będąc w lekkim szoku, zaplótł niepewnie dłonie na plecach Sasuke i ułożył głowę na jego ramieniu. Czuł się co najmniej... no nie na miejscu. Nie umawiał się z Uchihą na jakikolwiek kontakt fizyczny. Chociaż po prawdzie wynikało to tylko z faktu, że nie przemyślał dokładnie swojego planu. A teraz... no nie, żeby ten gest nie był miły, nawet jeżeli Sasuke go tulił tylko i wyłączenie na pokaz. W ramionach Uchihy było jakoś tak przyjemnie. Raczej by się tego nie spodziewał. No i nie spodziewał się również, że kiedy dłonie drugiego mężczyzny zaczną gładzić jego plecy, będzie to działać na niego tak kojąco.
Zanim wcisnął nos głębiej w szyję Sasuke, zauważył kątem oka, że faktycznie Kushina ich obserwuje. Ledwo powstrzymał zirytowane prychnięcie, bo kobieta nawet się z tym nie kryła, tylko usiadła na ogrodowej kanapie stojącej na tarasie i po prostu bezczelnie się na nich gapiła. No tak, cała pani Namikaze.
Po kilku sekundach Uchiha odsunął się od niego nieznacznie, i chwytając delikatnie podbródek, zmusił Naruto do spojrzenia sobie w oczy. Mężczyzna zagapił się na nie, bo Sasuke miał ładne oczy. Ciemne, niemalże czarne. I... Boże drogi, o czym ty myślisz?
— Gotowy na drugi etap uwiarygodniania?
— Co masz na myś... — zamilknął gwałtownie. Jego powieki rozszerzyły się, a oddech zamarł. Na swoich ustach poczuł wargi Sasuke. Okej, tego tym bardziej się nie spodziewał. Ze wszystkich dziwacznych rzeczy, jakie wydarzyły się dzisiejszego wieczoru, to, że Uchiha go pocałuje aktualnie plasowało się na szczycie listy rzeczy „niespodziewanych”.
I sam nie wiedział, dlaczego go nie odepchnął. Czy to chodziło o to, że jego matka wciąż bezczelnie się na nich gapiła, czy też o to, że to przecież tylko element całego pochrzanionego planu z „udawanym chłopakiem” albo po prostu przez czyste zaskoczenie. Pozwolił, aby język Sasuke wkradł się w jego usta, pozwolił również, aby przed tym delikatnie przejechał po jego wardze. Pozwolił sobie nawet na ciche mruknięcie, zaraz przed tym jak pocałunek stał się bardziej intymny.
A Sasuke aktualnie smakował babeczkami autorstwa Kushiny. ***
Jakiś czas później wrócili do stołu. Przy czym Naruto nie odzywał się przez dłuższy czas ani słowem. Kompletnie nie rozumiał tego, co przed chwilą stało się w ogrodzie. Bo niby dlaczego Sasuke go pocałował? Jasne, granie uroczej pary to jedno, no ale... no... POCAŁOWAŁ GO DO CHOLERY! Nie wiedział, co powinien o tym myśleć.
A Sasuke... Sasuke teraz trzymał go pod blatem za rękę. Chyba najgorsze w tym wszystkim było to, że Naruto właściwie się to podobało. Zarówno ciepła dłoń owinięta wokół jego własnej, jak i gorące usta, które jeszcze kilka chwil temu znajdowały się na jego własnych.
Miał szczerą ochotę przywalić głową w stół. ***
— Tak. — Naruto niemalże machinalnie przytakiwał swojej rodzicielce. Praktycznie nie zwracał uwagi na to co mówiła. Coś o dbaniu o siebie i dobrych stopniach chyba.
Właśnie stali przed furtką i żegnali się z Kushiną i Minato. Reszta gości już dawno się rozeszła, więc i chłopcy postanowili wracać do akademika, a skoro mieli samochód, było to jak najbardziej wykonalne. I dobrze, bo Naruto nie był pewien, czy wytrzymałby jeszcze trochę tego „udawania”.
— Wciąż nie rozumiem, dlaczego chcecie się tłuc po nocach autem. Przecież mamy w domu jakieś wolne łóżko – trajkotała tymczasem Kushina. — A tak to się będę zamartwiać, czy cali dojechaliście i w ogóle.
— Nie chcemy państwu zawracać głowy — odpowiedział jej uprzejmie Sasuke, otwierając drzwi od strony pasażera.
— Och, taki gość jak ty, to zdecydowanie żaden problem — zapewniła go pani Namikaze, uśmiechając się promiennie. — Mam zatem nadzieję, że niedługo znowu do nas wpadniecie, czyż nie?
— Oczywiście — sapnął Naruto. — Jedźmy już — zwrócił się do Sasuke, następnie ucałował swoją matkę w policzek, uścisnął dłoń ojca i czym prędzej wpakował się na swoje miejsce. Uchiha zamknął za nim drzwi i po niedługim czasie usiadł na miejscu kierowcy.
— Ty się trzymaj takiego faceta synu, bo lepszego ciężko znaleźć! — wrzasnęła jeszcze jego matka machając przy tym zawzięcie, podczas gdy Sasuke nawracał autem, żeby móc wyjechać na główną ulicę.
Naruto odmachał jej niemrawo. I zaraz z ciężkim sapnięciem zagłębił się w samochodowy fotel, wlepiając wzrok przed siebie. Nie za bardzo wiedział co myśleć. Cały plan jakoś tak wymknął mu się spod kontroli. O ile w ogóle w którymkolwiek momencie go kontrolował.
— Nareszcie — jęknął w końcu. — To było najgorsze spotkanie rodzinne ever. Nigdy więcej!
— Marudzisz – odparł Sasuke, zerkając na niego przelotnie.
— A no, marudzę. I mam prawo marudzić, bo się, jak nic, wszyscy uwzięli na to, żeby mi wiochy przed tobą narobić! A ty mi się tłumacz, co to za całowanie było takie znienacka! Na to się nie umawialiśmy! — warknął oskarżycielsko.
Uchiha tylko wzruszył ramionami.
— Mówiłem, twoja matka patrzyła. Zresztą, nie przypominam sobie, żebyś zrobił cokolwiek, aby mnie powstrzymać.
— Bo czasu nie miałem! — powiedział na swoją obronę. — A zresztą... — Ugryzł się w język. Właściwie sam nie wiedział co odpowiedzieć. Że mu się ten pocałunek podobał?
— Co?
— Nic — mruknął. — To co w końcu chcesz za przysługę? — zapytał tylko po to, żeby zmienić temat.
Sasuke nie odzywał się przez chwile, uważnie patrząc na drogę.
— Wiesz, mój brat czasami zachowuje się jak twoja rodzinka.
— Ale, że w jakim sensie? — W głosie Naruto pojawiła się nutka ciekawości.
— W tym, że również ma tendencję do zadawania pytań na temat mojego prywatnego życia.
— Co? Też cię dręczy, żebyś przyprowadził jakąś pannicę? — parsknął z rozbawieniem. Sasuke nie odpowiedział, więc Naruto łypnął na niego podejrzliwie. — Serio?
— Serio.
— Czekaj, ty chcesz, żebym zrobił dla ciebie to samo co ty dla mnie?
— Dokładnie — odparł Uchiha bez wahania. Naruto wpatrywał się w niego z bezgranicznym zdumieniem. No tego by się nie spodziewał. I zaraz skrzywił się nieznacznie. Wcale nie miał najmniejszej ochoty znowu „bawić się w związek”. Dopiero teraz do niego dotarło, że wcale mu nie pasowało, że to całe zachowanie Sasuke w stosunku do niego i do jego rodziny było wyłącznie udawane.
— Wiesz... — zaczął, jednak zaraz przerwały mu kolejne słowa Uchihy.
— I nie zapomnij, że jest jeszcze moja premia.
— Jaka premia znowu?
— Za nieprzewidziane utrudnienia w formie większej ilości członków rodziny do przekonania, że jesteśmy parą. — Przypomniał mu usłużnie.
— A. No — mruknął. — To co chcesz jeszcze?
— Tak sobie myślę — odpowiedział Sasuke po dłuższej chwili milczenia — że nie satysfakcjonuje mnie w twoim rewanżu „udawanie”.
— Co?
— To, że jako premię, chcę, żebyś nie „udawał” mojego partnera. Tylko nim był.
— Och — sapnął Naruto. Na chwilę oderwał wzrok od drugiego mężczyzny i zagapił się na widok za oknem. I po chwili dopiero dotarło do niego, co powiedział Sasuke. — SERIO?!
— Jak najbardziej. Zresztą, twoja matka mi groziła, że jak cię skrzywdzę, to mi wyrwie to i owo. Wolę nie ryzykować.
Naruto wpatrywał się w niego przez chwilę z niedowierzaniem. Zaraz na jego twarzy rozlał się uśmiech samozadowolenia. Och, czyżby nie tylko jemu spodobał się ten pocałunek?
— Ha! Nie umiesz oprzeć się mojemu urokowi osobistemu!
— Ależ oczywiście — parsknął Sasuke. — To przez tę historię o latarni. I trenerze surykatek.
— Drań! — krzyknął, zakładając ręce na ramiona. Ale, wychodzi na to, że mój drań. Pomyślał. Najwidoczniej jego nieidealny plan doprowadził do całkiem ciekawej sytuacji. Wyszczerzył się radośnie do drugiego mężczyzny. Mój drań.