3. Upolować (cz. II)
– Nie, nie, nie, błagam, nie! – Chyba pierwszy raz w życiu Sasuke... panikował. Jego głowę wypełniała pustka, a on sam rozedrganymi rękoma próbował ściągnąć z Naruto uniform, żeby znaleźć przyczynę jego omdlenia. I znalazł w końcu. Obficie krwawiąca rana na klatce piersiowej. Uchiha nie potrafił zdiagnozować, czy była głęboka, czy też jak bardzo poważnie Uzumaki oberwał. Równie dobrze, mógł zemdleć od nadmiaru utraty krwi. – Kurwa! – warknął sfrustrowany, próbując sobie przypomnieć COKOLWIEK ze szkoleń medycznych.
On nie był od tego. Takimi rzeczami zajmowała się Sakura. Dlaczego, do jasnej cholery, akurat w tej misji nie został przydzielony im żaden medyk? Och, odpowiedź była nad wyraz jasne – bo mieli nie wdawać się w żadne walki. Zresztą, teraz nie była pora, na rozmyślanie nad takimi szczegółami.
Wciąż drżącą rękę sięgnął do saszetki przymocowanej do pasa i wyciągnął z niej dwa bandaże. Najważniejsze w tej chwili było zatamować krwawienie.
***
Sasuke stał w wejściu do jaskini, przy pomocy sharingana uważnie lustrując okolicę. Po dłuższej chwili westchnął ciężko. Łezki w jego oku zakręciły się i już po chwili krwawa czerwień tęczówek została zastąpiona zwyczajną czernią. Wrócił w głąb ich kryjówki. Szczerze mówiąc nie miał pojęcia dokąd przeniósł ich Naruto. Nie rozpoznawał okolicy.
O właśnie. Naruto. Mężczyzna wciąż był nieprzytomny. Sasuke po dłuższej chwili udało się zatamować krwotok, jednak... wciąż odczuwał niepokój. Z ciężkim westchnięciem usiadł przy bezwładnym ciele przyjaciela, podciągając nogi pod brodę i wbił w niego uważne spojrzenie. Nie pozostało mu nic innego, jak czekać. Przysunął się bliżej, jednocześnie przykładając rękę do czoła Uzumakiego. Zmarszczył brwi. Złe przeczucia nasiliły się. Czy Dziewięcioogoniasta bestia nie powinna już dawno uleczyć Naruto? Dlaczego jeszcze nie uporała się z jego ranami?
Jego ręka delikatnie odgarnął blond kosmyki opadające na zamknięte oczy przyjaciela. Westchnął ciężko i przysnął się nieco bliżej, siadając wygodniej. Zapowiadała się ciężka noc.
– Wiesz... – zaczął zmęczonym głosem. – Zaskoczyłeś mnie. A zawsze wydawało mi się, że ciężko mnie zaskoczyć – umilkł, wpatrując się uważnie w twarz Naruto, oczekując... czegokolwiek. Naprawdę, chociażby najmniejsze drgnienie jakiegokolwiek mięśnia automatycznie by go uspokoiło. – Mógłbyś się obudzić – stwierdził po chwili, nieco rozdrażnionym tonem. – Bo... chyba, ja... – zająknął się. Cholera, zdecydowanie ciężko było mu mówić o tym, co działo się w jego głowie, nawet jeżeli Uzumaki był nieprzytomny. – Chciałbym ci coś powiedzieć.
***
Nie przespał wiele tej nocy. Po prawdzie, nie zmrużył oka. Kilka godzin po ich ucieczce z pola walki, wrogie grupy shinobi znalazły się wyjątkowo blisko kryjówki Naruto i Sasuke. Najwyraźniej ich szukano. Tak więc, większość czasu Uchiha poświęcił na tworzenie genijutsu, dzięki któremu jeszcze ich nie znaleźli.
Chociaż tak po prawdzie, technika, którą zastosował mogła być przejrzana nawet przez genina. Nieco bardziej ogarniętego, ale jednak. I nawet, jeżeli wspomagał ją przez cały ten czas sharinganem, to Sasuke wiedział, że nie było to genijutsu najwyższych lotów. Żeby tylko nie był tak niemiłosiernie zmęczony... Kekkei genkai ostro dawał mu się we znaki. Mężczyzna po prostu czuł, jak z każdą sekundą ucieka z niego energia. Szczerze mówiąc, już nie pamiętał, kiedy ostatni raz się tak sponiewierał podczas misji.
Przymknął na chwile oczy, chcąc dać im chociaż chwilowe ukojenie. I zaraz błyskawicznym ruchem wyciągnął kunaia z kabury, przystawiając go do szyi shinobi, który go podszedł.
– Wyglądasz jak, za przeproszeniem, gówno – powiedział zamaskowany osobnik, unosząc dłonie w geście obrony. – Nie szarżuj tak bronią w tym stanie, bo krzywdę zrobisz, a i owszem, ale co najwyżej sobie.
– Kakashi – wymamrotał. Chyba pierwszy raz w życiu poczuł prawdziwą ulgę, gdy zobaczył swojego mentora. – Jakim cudem...
– Czystym przypadkiem – odpowiedział, wzruszając ramionami. – Powinienem właściwie nastrzelać wam po pyskach, za doprowadzenie się do takiego stanu, ale chyba sobie to daruję. Na razie.
Sasuke zdobył się nawet na wykrzywienie warg w półuśmiechu.
– Ty mi się tu nie szczerz, bo naprawdę jestem zły. Tylko tego jeszcze nie widać – parsknął jonin.
– Ta – zaczął Uchiha, półprzytomnie. Zaraz jednak przerwał, gwałtownie obracając się w stronę leżącego nieopodal przyjaciela. – Naruto... on...
– Spokojnie. – Kakashi położył mu dłoń na ramieniu, ściskając je lekko. Uważnie przypatrywał się twarzy swojego podopiecznego. – Sakura zaraz tu będzie. A teraz wyłącz swoje wspaniałe genjutsu i przestań używać tego cholernego sharingana, bo mi tu zaraz na zawał zejdziesz.
– O – odetchnął głęboko. Faktycznie. Za radą Kakashiego dezaktywował sharingana. I zaraz po tym rozluźnił mięśnie. Dopiero teraz, gdy nieco opadła adrenalina, dotarło do niego, w jak bardzo zły jest jego stan. Dodatkowo przytłoczyły go jego własne emocje: strach o stan Naruto, bezsilność, rozdrażnienie i zmęczenie. Jednak teraz... teraz wszystko będzie dobrze. Pomyślał i zaraz potem pochłonęła go ciemność.
***
Pierwsze co mu przyszło do głowy kiedy się ocknął to to, że nie jest w szpitalu. Dziwne. Po cięższych misjach Hokage zawsze trzymała wszystkich na co najmniej jedno dniowej obserwacji. Nie, żeby się nie cieszył z tego faktu, bo szczerze mówiąc, nie cierpiał szpitali. Drugą rzeczą, o jakiej pomyślał, było to, że dotyk ciepłej dłoni na jego czole sprawia mu przyjemność. Mruknął wyraźnie niezadowolony, gdy zniknął.
– Zostań – sapnął, otwierając gwałtownie oczy. Wbił spojrzenie w nieco przerażone, niebieskie tęczówki Naruto, który zamiarował się do opuszczenia pokoju, w którym się znajdowali. O dziwo, mężczyzna go posłuchał.
Sasuke rozejrzał się po pomieszczeniu. Znajdowali się w jego mieszkaniu. On aktualnie leżał na futonie, a Uzumaki przycupnął koło niego. I najwyraźniej starał się patrzeć wszędzie, tylko nie na Uchihe.
– Obudziłem cię – stwierdził bardziej, niż zapytał, wbijając wzrok w podłogę.
– Nie. – Sasuke podciągnął się na łokciach, wciąż uważnie lustrując otoczenie. – Dlaczego nie jesteśmy w szpitalu?
– Och... no wiesz. – Naruto zaczął wyłamywać nerwowo palce. – Nie lubisz szpitali. A w sumie padłeś tylko z wycieńczenia. Żadnych poważniejszych urazów. Więc jak już mnie Sakura posklejała, to pomyślałem, że może lepiej by było przetransportować cię tu.
– Skąd wiesz, że nie lubię? – zapytał, przenosząc spojrzenie na jego twarz. Co było dosyć ciężkie, z racji tego, że Uzumaki aktualnie wgapiał się w podłogę. Mimo wszystko, wyglądał w porządku. Zwłaszcza, jeżeli porówna się jego stan do tego, w jakim był w ich kryjówce.
– Hę?
– Skąd wiesz, że nie lubię szpitali – powtórzył Sasuke.
– Ja... – zamilknął gwałtownie, potrząsając głową.
– Dlaczego się nie budziłeś? – zadał kolejne pytanie, tym razem z wyraźnym wyrzutem. – Tam, w jaskini.
Naruto rzucił mu szybkie spojrzenie, zanim znowu wbił je w podłogę. Do uszu Sasuke dotarło wyraźne westchnięcie, zanim padła cicha odpowiedź:
– Rozmawiałem.
– Co? – Na twarzy Sasuke pojawił się wyraźny wyraz niezrozumienia.
– Z lisem rozmawiałem – powiedział nieco pewniejszym głosem Uzumaki. – On... on cię akceptuje. Powiedział mi, żeby ci przekazać to. Ja... przepraszam.
Uchiha usiadł. Cóż... co miał niby odpowiedzieć?
– Też go akceptuję.
– Co? – Naruto zerknął na niego bez zrozumienia. Zaraz jednak parsknął śmiechem i ponownie powrócił do oglądania desek podłogowych. – Nie rozumiesz. On cię akceptuje... on sobie myśli... no wiesz – zakończył bezradnie.
– Jako twojego partnera – dopowiedział Sasuke bez wahania. – Tak, zdaję sobie z tego sprawę. Znaczy, nie wiedziałem, że w tych sprawach trzeba mieć błogosławieństwo lisiego demona, ale skoro już je mam, to nie ma problemu.
– Bredzisz, Sasuke – wymamrotał w końcu mężczyzna, kurczowo zaciskając dłonie.
Sasuke nachylił się nieco i chwycił podbródek Naruto, zmuszając go, aby patrzył mu w oczy. Uśmiechnął się delikatnie, widząc zaskoczenie w niebieskich tęczówkach.
– Wiesz, jakbyśmy mieli więcej czasu na rozmowy podczas tej feralnej misji, to również bym ci powiedział, że też o tobie myślę. Często. I cię obserwuję – dodał po chwilowym namyśle. – Lubię cię obserwować.
– Ja... – Uzumaki zarumienił się. Jednak wciąż wpatrywał się w ciemne oczy przyjaciela. – Też lubię. Patrzeć na twoje zachowanie. Wiesz... obserwować.
Usta Sasuke rozciągnęły się w nieco większym uśmiechu. Pogładził kciukiem policzek drugiego mężczyzny, z przyjemnością rejestrując zaskoczone sapnięcie, które wyrwało się spomiędzy warg Naruto. Wyglądał nieco jak dzikie zwierzątko, któremu instynkt podpowiadał, żeby uciekać od dotyku, a jednocześnie z ciekawością oczekiwał bez ruchu na kolejne wydarzenia.
Uchiha przysunął się jeszcze bliżej, tak, że niemalże stykali się nosami. Na twarzy Uzumakiego można było zobaczyć wyraźną niepewność. Niepewność i coś, co kazało Sasuke nachylić się jeszcze trochę i musnąć wargami usta drugiego mężczyzny. Przyjemny dreszczyk przebiegł po jego plecach. Odsunął się nieznacznie.
– Myślę, że możemy kontynuować nasze obserwacje w nieco innych relacjach – szepnął prosto w jego usta.
Naruto wpatrywał się w niego z wyraźnym niezdecydowaniem. Albo to było zdumienie. Tak, na pewno zdumienie. Po chwili również się uśmiechnął. Dosyć niepewnie i trochę dla siebie nietypowo. Kiwną głową.
Mam cię, lisie.
KONIEC
czwartek, 10 kwietnia 2014
wtorek, 8 kwietnia 2014
Ausgewechselt
Tytuł: Ausgewechselt
(niem. "zamienić")
Długość: Ponad 3,5k
Pairing: SasuNaru
Gatunek: Teoretycznie humor
Uwagi: W zamierzeniu miał być to tekst na event (o ten: http://sasunaru.pl/viewtopic.php?f=164&t=3620 ), noale się nie wyrobiłam. Jeden fragment fika został napisany przez Pico, za co bardzo, bardzo dziękuję, bo tak to bym w życiu nie ruszyła z nim dalej. Magia PIRDu x).
Beta: Dzielnie walczyła Fefa. Dziękować.
Naruto wpatrywał się w zgarbioną postać z wyrazem twarzy wskazującym wyraźnie na to, że jest nieco poirytowany. Brew drgała mu lekko, podczas gdy jasne, szare oczy wpatrywały się w niego sugerując wyraźnie, że ich właściciel ma go za debila. Właścicielka, jakby się głębiej nad tym zastanowić.
— No co jest szczylu, nie dociera co mówię? Wypad z posesji, zanim się zeźlę, czy też zdenerwuję konkretnie. — Skrzekliwy głos wwiercał się w mózg. Naruto naprawdę nie wiedział, czy w tym momencie większą torturą było dla niego słuchanie pokręconej staruszki, czy też oddychanie. Babuleńka miała najwyraźniej dosyć sporą awersję do wody, bo zalatywało od niej konkretnie, więc najwyraźniej rzadko korzystała z uroków kąpieli.
— Serio? — Uzumaki zwrócił się do stojącego tuż obok Sasuke. — To jest nasza misja? Zobaczyć, czy to skrzekliwe stare babsko żyje i ma co żryć? — W jego głosie dało się słyszeć wyraźny zawód.
— Ja głucha nie jestem, szczeniaku — warknęła babuszka, grążąc mu laską, którą ściskała w pomarszczonych dłoniach. — A przyłożyć też potrafię, więc uważaj na słowa!
— Taa... — Naruto podrapał się po brodzie, patrząc na nią jak na wariatkę.
— Szanowna Tsunade przesyła pozdrowienia i zapytuje o zdrowie — Sasuke czym prędzej się wtrącił, patrząc na Uzumakiego z wyraźnym wyrzutem. Chyba miał mu za złe postawę, jaką właśnie prezentował w stosunku do osoby starszej.
— A co ty mi tu... — zaczęła babcia, przenosząc spojrzenie na Uchihę. I zamarła na chwilę. Zaraz potem jednak zerknęła na drugiego shinobi. I znowu na Sasuke. Pomarszczone wargi wygięły się w cwanym uśmiechu, a w oczach pojawił się blask typu „ja-wiem-coś-o-czym-wy-nie-macie-pojęcia”. — Ooo, takie rzeczy, no, no.
— Co? — Naruto wpatrywał się w nią z wyraźną nieufnością.
— Pstro, gówniarzu. Szacunku nieco, a nie — fuknęła na niego, nie zmieniając wyrazu twarzy. — Przekażcie Hokage, że wszystko w porządku i żeby mi tu więcej nie wysyłała takich niekompetentnych, ślepych bakłażanów, bo mi to na reumatyzm źle robi.
— Ślepych bakłażanów? — warknął Uzumaki, mrużąc oczy. — Ty mała, wredna...
— Cicho — sapnięcie Sasuke przerwało jego wywód.
— A ślepych, ślepych, ty blond parówo, ty! – zaskrzeczała wesoło staruszka, postukując laską o ziemię. — Przynajmniej ten czarny ma nieco więcej oleju w głowie, to i widzi trochę więcej. Nie, żeby coś z tym robił. Chociaż tobie blondasie widzę, że też zaczyna nieco świtać pod czerepem.
— O czym ten grzyb pierdzieli?
— Ja ci dam grzyba, ty pomiocie nieuprzejmy! A żeby... — zamilkła nagle. Uśmiech na jej twarzy poszerzył się. Nie wyglądało na to, żeby wróżył coś dobrego. Zamamrotała coś pod nosem, wpatrując się uważnie w dwójkę shinobi stojących tuż przed nią. Nagle stuknęła laską i w kłębach dymu, które spowiły ich wszystkich, pojawiły się na ziemi znaki pieczęci. Zaraz jednak zniknęły. — Ha, może to ci coś uświadomi! — parsknęła bardziej do siebie niż do nich i obróciła się w stronę swojej drewnianej, nieco rozlatującej się chatki. — No już, zmywać się. Zanim naprawdę się zeźlę. — I podreptała, zostawiając ich samych.
Naruto spojrzał na Sasuke. Sasuke na niego. Obaj jednocześnie wzruszyli ramionami i, widząc, że nie mają tu już nic do roboty, ruszyli w drogę powrotną do Konohy.
***
— Bezsensu, tylko zmarnowaliśmy tam czas — sapnął Naruto, kiedy tylko znaleźli się w gabinecie Hokage. — Nie mogłaś tam wysłać jakiś szczyli z akademii? No bo, serio, niby co takiego było niebezpiecznego w tej misji, że musiałaś tam posyłać akurat nas?
Tak po prawdzie to Uzumaki marudził tylko dla zasady. W końcu, dzięki tej upierdliwej misji, mógł spędzić nieco czasu z Sasuke. A z jakiś dziwnych powodów, których sam do końca nie rozumiał, naprawdę lubił towarzystwo tego neurotycznego bubka. No jasne, byli przyjaciółmi od wielu lat. Tylko że w ostatnim czasie Naruto odbierał towarzystwo tego konkretnego mężczyzny jakoś... inaczej. Nie, żeby odkrył na czym ta różnica polegała.
— Z szanowną Tomoko wszystko w porządku, jak rozumiem? — zapytała Tsunade, ignorując słowa Uzumakiego. — Niczego jej...
— A w porządku, w porządku — przerwał kobiecie gwałtownie. — I to nawet za-w-porządku, jakby popatrzeć na to, jak nas zwyzywała ta pokręcona, zgrzybiała starucha. Zupełnie nie rozumiem, na cholerę się nią interesować. Jakaś taka dziwna jest. I nieuprzejma w dodatku.
— Zwyzywała? — Brew kobiety powędrowała do góry. — Pani Tomoko?
— I to jak! — parsknął Uzumaki. — No ale, co było to było. W ogóle, chyba jej na starość odbiło, bo pieczęć jakąś taką felerną postawiła, że nic się nie stało, tylko trochę dymu poszło.
— Polubiła was najwyraźniej — stwierdziła Tsunade, odchylając się w fotelu. Zastukała palcami o blat swojego biurka, wpatrując się w nich uważnie. — Pieczęć? Jaką pieczęć?
— A bo ja wiem? Zniknęła zaraz.
— Sasuke? — kobieta zwróciła się do drugiego shinobi. Uchiha stał tuż za Naruto, wpatrując się przed siebie nieco nieobecnym spojrzeniem. Wyglądał na zdecydowanie bledszego niż zwykle. — Uchiha!
— Hę? — Sasuke potrząsnął głową, najwyraźniej próbując załapać większy kontakt z rzeczywistością. — Przepraszam, trochę... mi... źle...
Naruto zamrugał, obracając się i wpatrując w postać drugiego mężczyzny. Uchiha chwiał się widocznie i wyglądał, jakby dodatkowo miał zaraz paść na zawał. Jakoś tak od tego przyglądania się, Uzumaki poczuł, że również jest mu nieco słabo. Zamrugał ponownie, intensywniej, starając się wyostrzyć nagle rozmazujący się obraz. Przez to przymykanie powiek nie zauważył, że Sasuke zachwiał się jakby mocniej i wpadł na niego. Albo w sumie to przez to, że sam również zemdlał.
***
Naruto obudził się i ze zdumieniem odkrył, że nie ma najmniejszego pojęcia, gdzie się znajduje. Przez chwilę wpatrywał się w sufit, pozwalając myślom swobodnie krążyć po głowie. Obrócił nieco głowę i napotkał spojrzeniem wazon. W wazonie był zwiędły kwiatek. Kilka płatków smętnie leżało na blacie małego stoliczka znajdującego się tuż przy łóżku, w którym aktualnie przebywał. I kiedy tak kontemplował nad sensem istnienia tego zwiędłego kwiatka, jego myśli zostały przerwane przez donośny wrzask. Dziwnie znajomy wrzask, jakby się tak głębiej nad tym zastanowić.
W kolejnej sekundzie wpadł do pomieszczenia. Naruto wpatrywał się w siebie, nie za bardzo rozumiejąc co się dzieje. Bo niby jakim cudem mógł jednocześnie leżeć w — jak właśnie odkrył — łóżku szpitalnym i zarazem wpadać sobie ot tak do sali? To zdecydowanie nie był klon. Tylko... no, on sam.
— Eee? – zaczął elokwentnie, podciągając się na łokciach, żeby mieć na siebie lepszy widok. Jakkolwiek to brzmi. — Co... — zamilknął gwałtownie. Jego głos był... zdecydowanie inny. Jego głos... brzmiał jak głos Sasuke!
— Zabiję cię! — wrzasnął tymczasem osobnik, który wyglądał jak Naruto. Zaraz potem rzucił się na Naruto, tego leżącego, najwyraźniej chcąc go udusić.
— Porozmawiajmy! — wrzasnął Uzumaki, ten przebywający w łóżku, zanim świat przysłoniła mu jego własna twarz wykrzywiona chęcią mordu.
***
Naruto wpatrywał się w twarz w lustrze i nie wierzył. Uniósł jedną brew. Odbijająca się postać uczyniła to samo. Uniósł drugą. Poruszył obiema naraz. Lustrzany sobowtór zrobił to samo. Wciągnął policzki, jednocześnie robiąc ustami dzióbek.
— Mógłbyś przestać? — złowrogie warknięcie spowodowało, że podskoczył. Zerknął zaskoczony na osobę, która również znajdowała się w szpitalnej łazience. Znaczy się, na siebie właściwie.
— Ale, że co?
— To coś z moją twarzą. Irytujesz mnie.
— Ale to zabawne jest — odpowiedział po chwili, nie spuszczając spojrzenia z Sasuke. Z Sasuke, który aktualnie znajdował się tak jakby w jego ciele. Jakkolwiek to brzmi. Uściślając — przez jakieś dziwne machlojki zamienili się osobowościami. Udało im się to uzgodnić zaraz po tym, jak Uchiha wpadł do szpitalnej sali, w której leżał Naruto i dzięki interwencji pielęgniarki nieco się uspokoił. Więc, zamiast zabijać swojego kolegę z drużyny, wciągnął go do kibla. I to, w sumie, też źle brzmi.
— Zabawne?
— No! Mogę wyjść na miasto i narobić ci takiego obciachu, że przez najbliższy miesiąc cała Konoha będzie gadać tylko o tobie. — Naruto wyszczerzył się, jednocześnie zauważając, że Sasuke z takim uśmiechem na twarzy wygląda co najmniej dziwacznie, co natchnęło go do zrobienia jeszcze kilku nietypowych-dla-Uchihy min. Przed uderzeniem pięścią, skądinąd swoją własną, uchylił się w ostatniej chwili. — Hej, hej, hej! chyba nie chcesz uderzyć SIEBIE?
Widząc, że Sasuke odpuszcza powtórzenie ataku, Naruto po raz kolejny uśmiechnął się szeroko.
— No, to skoro już uzgodniliśmy tę kwestię, to myślę, że pora się rozejść.
— Czekaj, co? — Uzumaki usłyszał swój własny głos pełen zdziwienia. — Chcesz to tak zostawić?
— No. Pewnie szybko nam to minie, a teraz mam szansę zaprosić Sakurkę na randkę. Ze względu na sytuację na pewno mi nie odmówi — mówiąc to, odwrócił się w stronę drzwi.
— O co to, to nie! — warknął Sasuke, jednocześnie zasłaniając własnym, czyli chwilowo narutowym, ciałem wyjście. — Żadnej Sakury i żadnych randek!
Naruto prychnął, przy okazji odnotowując, że prychnięcia wykonane ustami Sasuke są jednak o wiele bardziej aroganckie niż jego własne. Widać, że ten burak nie robił w życiu nic innego.
— Bo co? Uderzysz SIĘ? — zaśmiał się, jakby właśnie powiedział wyśmienity żart, dlatego tym bardziej zdumiała go reakcja Sasuke.
— Tak, chyba się poświęcę — odpowiedział niskim i zachrypniętym głosem, a zaciśnięta pięść już po raz wtóry zmierzała w stronę jego własnej twarzy. Opalona ręka zdążyła się zatrzymać dosłownie kilka milimetrów od szczęki należącej aktualnie do Naruto, gdy ten krzyknął nieco zbyt piskliwym głosem:
— Nie, dobra, żartowałem! Nie bij!
Sasuke zamrugał najwyraźniej zdziwiony, że jego struny głosowe potrafią wytworzyć taki dźwięk. Tymczasem Naruto odetchnął z wyraźną ulgą, widząc, że wizja zostania oklepanym nieco się od oddaliła. Najwyraźniej Sasuke naprawdę nie był skory do żartów w tej sytuacji. Właściwie, to przecież nigdy nie był skory do żartów.
— Dobra, to co robimy? — zapytał po chwili.
— Idziemy do Tomoko — oświadczył zdecydowanie Uchiha. Wtedy dopiero Naruto sobie uświadomił, jak blisko niego znajduje się drugi mężczyzna. Sam, nie wiedzieć czemu, nabrał nagłej ochoty na zaczerwienienie się. Nie, żeby wizja zobaczenia zburaczonej twarzy kompana z drużyny nie napawała go pewnego rodzaju ciekawością, jednak podejrzewał, że Sasuke raczej znowu próbowałby go za to oklepać. Tak profilaktycznie.
— Do tej postrzelonej staruchy? A niby po... — zamilkł gwałtownie. Pomiędzy myślami o tym, że nie powinien zwracać uwagi na dzielącą ich odległość, jakby miało się zaraz między nimi wydarzyć coś niestosownego, zakwitła inna. Zmrużył gniewnie oczy i wysyczał, w tak całkiem uchihowym stylu:
— To przez tę jej cholerną pieczęć?
***
Właściwie, to mam całkiem zgrabne pośladki, myślał Naruto, patrząc na swój tyłek. To nie było ciężkie zadanie, jeżeli weźmie się pod uwagę to, że Sasuke, wciąż paradujący w jego ciele, właśnie szedł kilka kroków przed nim. Ciekawe, jakie pośladki ma Uchiha?
Naruto nieświadomie zwolnił marsz. Hm… powinien się właśnie zastanawiać, co takiego wkręcić Tsunade, żeby ich nie pozabijała, a zamiast tego myślał o uchihowym tyłku. W sumie, utrzymanie się przy życiu było nieco ważniejszą kwestią, niż obczajanie pośladków Sasuke.
Jakimś dziwnym trafem — albo przez naleganie Uchihy, że nikt nie może zobaczyć ich w tym stanie — zapomnieli poinformować Hokage, że opuścili szpital. A o ile Naruto znał kobietę, nie będzie ona zadowolona z tego czynu. Oj, zdecydowanie nie będzie. Jednak ta kwestia jakoś nie zaprzątała w tym momencie jego głowy. Bo jakoś tak nagle zapragnął zerknąć na na cztery litery swojego przyjaciela. I... hm... popatrzeć na nie przez chwilę. I cholera, czemu nie, skoro właśnie teraz, nie wiadomo za jakie grzechy, wylądował w jego ciele?
Zerknął na plecy Sasuke. Znaczy, na swoje plecy. Oj, nieważne.
Zwolnił nieco kroku i obejrzał się przez ramię. W końcu zatrzymał i stanął na palcach, wypinając się śmiesznie. Jednak to też za wiele mu nie pomogło w prowadzeniu obserwacji.
— Przydałoby się lustro — mruknął do siebie, lekko zawiedziony, że z jego przyglądania się nic nie wyszło i już miał ruszyć ponownie z miejsca, kiedy milimetry od niego wyrósł Uchiha. Emanujący złą energią duchową Uchiha.
— Czy ty się gapisz NA MOJĄ dupę? — wycharczał przez zaciśnięte zęby, napawając Naruto lekkim przerażeniem. Bo serio, widzieć własną twarz wyposażoną w grymas typu zaraz-cię-zamorduję, to scena wywołująca lęk nawet w najodważniejszym sercu. No, ale kimże byłby Naruto, gdyby nie chlapnął tekstu, który najprawdopodobniej go jeszcze bardziej pogrąży?
— Tak praktycznie rzecz biorąc — Uzumaki zatrzepotał niewinnie rzęsami — to teraz moja dupa.
W kolejnej sekundzie leżał rozpłaszczony na ziemi z Uchihą siedzącym na nim okrakiem i najwyraźniej zamierzającym przywalić mu w twarz. Znowu. Właściwie takie wkurzanie Sasuke sprawiało Uzumakiemu pewnego rodzaju satysfakcję. Miło było zobaczyć, że jego kompan z drużyny posiada JAKIEŚ emocje. Nawet, jeżeli w tym momencie była to zwykła wściekłość. Sam przed sobą Naruto musiał przyznać, że taki wściekły Sasuke jest nawet… podniecający?
Jednak zanim pięść dotknęła bladego nosa i zanim Uzumaki w pełni zrozumiał o czym właściwie przed chwilą pomyślał, tuż obok nich rozległo się parsknięcie. Spojrzeli obaj w jego kierunku. Nieopodal stała Tomoko, która szczerzyła się złośliwie. O. Nawet nie zauważyli, że właściwie byli już na miejscu.
— Widzę, moje gołąbeczki, że szybko przechodzicie do rzeczy — kobieta zaśmiała się skrzekliwie, postukując przy tym swoją laską. Wtedy w Uzumakim zagotowało się ze złości. To on tu cierpi, on tu ZNOWU prawie został oklepany, a ta wariatka się z nich bezczelnie nabija! Oj, zdecydowanie jej nie polubił.
— Ty stara pokręcona zołzo! — warknął Naruto, spychając z siebie Sasuke i podszedł do niej, złowieszczo grożąc palcem. O ile cała ta sytuacja z zamianą ciał była dla tego całkiem zabawna, jak w końcu stwierdził, że długo nie pożyje, jeżeli niedługo się wszystko nie naprawi. – COŚ TY NAM ZROBIŁA?!
— Terapie uświadamiającą, szczylu — powiedziała spokojnym głosem, patrząc na niego obojętnie. — Nie musisz mi dziękować.
— DZIĘKOWAĆ?!
— Ależ nie ma za co. — Poklepała go przyjaźnie po policzku. — No, to skoro uprzejmości za nami, to wypad z posesji. Wydawało mi się, że wyraźnie zaznaczyłam, że nie życzę sobie waszej obecności w moim pobliżu, czyż nie?
— Odkręć. To. — Ciche słowa sprawiły, że Naruto zadrżał. Spojrzał z lekkim lękiem na Sasuke, który je wypowiedział. Wiatr zaszumiał, delikatnie poruszając liśćmi drzew i sprawiając, że zapanował nastrój grozy.
— Ale co właściwie? — zapytała niewinnie starowina, nic sobie nie robiąc ze złej aury, jaką właśnie rozsiewał wokół siebie Sasuke. Naruto był niemalże pewien, że gdyby to on znajdował się na jej miejscu, to Uchiha znowu próbowałby mu przywalić.
— NAS! — wrzasnął Naruto nieco otrząsając się z odrętwienia. — Nie mogę być Uchihą! Ten burak — parsknął, wskazując na drugiego mężczyznę — od początku próbuje mi przestawić kości przez tę chorą sytuację!
— Och, to? No nie.
Obaj spojrzeli na nią z niedowierzaniem. No, bo… ona… no, no... co za zgrzybiała, wredna makrela!
— Czekaj, nie dosyć, że właściwie nie zaprzeczasz, że to twoja sprawka z tą zamiana ciał, to jeszcze nie chcesz nam pomóc, tak? — sapnął w końcu Naruto po chwilowej ciszy, jaka między nimi nastała.
— Ot, sprytny jesteś, a nie wyglądasz. — Wyszczerzyła się radośnie, pokazując światu pożółkłe zęby. — Jest dokładnie tak, jak mówisz
— Ty pokręcona, stara...
— Szacunku, buło jedna. — Pacnęła Naruto laską po głowie, skutecznie go tym uciszając. — Masz farta, że mnie śmieszycie, to wam nawet zdradzę dwa sekrety. Chociaż nie powiem, żebyście na to zasłużyli. Nie godzi się takim dżentelmenom, jakimi zapewne jesteście pod tą warstwą gburowatości, tak nieuprzejmie odnosić się do starszej kobiety.
— Mów — syknął Sasuke, ponownie wprowadzając w krajobraz nastrój grozy.
— No przecież mówię — żachnęła się. — Otóż, po pierwsze, ja wam pomóc nie mogę, bo to taka pieczęć była, że no, wiecie, nie pamiętam nawet formuły odwracającej. A że to technika mojego autorstwa, to nie ma co szukać pomocy w zwojach i innych takich.
Zaległa cisza. Nawet wiatr przestał kołysać gałęziami.
— Jak to? — wystękał Naruto słabo, patrząc na nią z rosnącym przerażeniem. — Przecie... przecież nie możemy tak zostać na zawsze!
— Nie? Bo wiesz, w tej postaci łatwiej ci będzie wyrwać tę różową bździągwę, która ci jeszcze niedawno latała po głowie. I dać jej porządnego buziola. Chyba, że już nie chcesz? — zapytała, złośliwie mrużąc oczy.
Naruto zamrugał, analizując pytanie. Tak właściwie… uświadomił sobie, że chyba faktycznie nie chce. Znaczy chce. Chyba. No, bo przecież marzył o tym od wielu lat. Może po prostu czuł lekki dyskomfort na myśl, że byłby to jego pierwszy PRAWDZIWY pocałunek. Jakby nie patrzeć, przez całe swoje życie całował się tylko dwa razy. Przypadkiem. Z Sasuke.
Ciekawe, jakby to było pocałować go tak zupełnie nieprzypadkowo? Zaraz potrząsnął głową, starając się pozbyć tej myśli.
Zerknął na Uchihę.
— On mi nie pozwala — powiedział na swoją obronę i przygarbił się lekko.
— No i prawidłowo — stwierdziła. Nagle jej uśmiech stał się jeszcze bardziej złośliwy. — To teraz coś, co wam pomoże zdjąć pieczęć, czyli sekret numer dwa, w formie zagadki, dzieciaczki moje: co takiego w bajkach odwraca urok złej czarownicy?
***
— Mamy kogoś pocałować? — zapytał Naruto, kiedy w końcu z powrotem znaleźli się w wiosce. — Kogo niby?
[i]Może Sasuke?[/i] zapytała podstępnie jego podświadomość. W tym momencie był nawet wdzięczny, że obecnie przebywa w nieswoim ciele, bo inaczej pewnie już by się zarumienił. Zdecydowanie powinien przestać myśleć o całowaniu i przyjacielu jednocześnie. Sakuke pewnie znowu próbowałby obić mu twarz, gdyby tylko wiedział, co takiego dzieje się w narutowym łbie. A właśnie, co do Sasuke...
Od dłużej chwili mężczyzna się nie odzywał. Siedział właśnie na krześle w kawalerce Uzumakiego i wpatrywał się we własne stopy. Wyglądał przy tym tak jakoś... smętnie. Tak, że miało się ochotę stanąć koło niego, nachylić, otoczyć ramieniem i… [i]Przestań![/i] fuknął sam na siebie Naruto i, aby pozbyć się dziwnych skojarzeń, rzucił w stronę Uchihy:
— Może Sakurę? — Już po chwili Uchiha patrzył na niego z żądzą mordu w oczach.
— Nawet. Się. Nie. WAŻ! — warknął aż nazbyt wyraźnie.
— Nie spinaj się tak. — Naruto wywrócił oczami. — Więc co chcesz zrobić, panie geniuszu? Niby kogo mamy pocałować co?
I wtedy na twarzy rozmówcy Uzumaki zobaczył coś, czego nigdy w życiu nie widział. I pal licho, że to w tym momencie właściwie patrzył na siebie. Otóż Naruto zobaczył... niepewność. Sasuke otworzył usta, jakby chciał coś powiedzieć, jednak powstrzymał się i tylko wpatrywał w Naruto wymownie.
Nie, żeby Uzumaki czaił, co to wymowne spojrzenie miało niby oznaczać.
— Nie wiem jak ty — zaczął, opierając ręce na biodrach. — Ale ja to właściwie chciałbym wrócić do swojego ciała. Mimo że narobienie ci wiochy to kusząca perspektywa, to jednak nie chciałbym paradować jako pan Uchiha do końca swoich dni. Kumasz? Dlatego albo coś wymyślisz inteligencie, albo zacznę myśleć ja. A to się źle skończy dla twojej mrocznej reputacji. — Zauważywszy na to, że Sasuke wciąż tylko się w niego wgapiał, westchnął ciężko i obrócił się na pięcie. — Idę się przejść.
O dziwo, Uchiha go przed tym nie powstrzymał.
***
Naruto wyszedł na zatłoczoną ulicę i stwierdził, że właściwie nie wie co ze sobą począć. W pierwszej chwili chciał zawrócić do mieszkania. Sam nie wiedział po co konkretnie. Chyba tylko, żeby siedzieć i wgapiać się w Sasuke. Nie, żeby wgapianie się w Sasuke nie było przyjemną czynnością, ale…
O czym ty znowu myślisz? zmarszczył brwi. Wbił ręce w kieszenie spodni i wolnym krokiem ruszył… gdzieś. Po prostu pozwolił, aby nogi same go poniosły. Czy też raczej chciał pozwolić, bo kilkanaście metrów przed sobą ujrzał nie kogo innego, a Sakurę, więc, zatrzymał się.
Jakby ją pocałował, to pewnie wszystko by wróciło do normy. No. Istnieje spora szansa, że tak by było. I wtedy Sasuke nie próbowałby go tak często oklepywać. Chociaż z drugiej strony i tak by go zabił za takie całowanie Sakury bez wcześniejszego uzgodnienia tego z nim. A tak w ogóle, myślał, patrząc na zbliżającą się postać, to ja chyba nie chcę jej całować. No bo, jasne, bujał się w niej od szczeniaka i jeszcze kilka lat temu dałby się pochlastać za jedno jej przychylne spojrzenie, ale teraz… teraz nie. Zdecydowanie nie. Już by wolał pocałować…
Sasuke dokończyła podstępnie podświadomość. Naruto skrzywił się na swój wewnętrzny głos. Prędzej niż Sakurę! opowiedział sam sobie hardo. Tylko że skoro aktualnie tylko Uchiha był brany pod uwagę, jako osoba do całowania, to znaczyło, że najprawdopodobniej nigdy się nie odmienią. Już na zawsze będzie Uchihą. To jakoś nie napawało go optymizmem. Ba. To sprawiało, że był przerażony. Jakoś nie sądził, żeby Sasuke chciał się z nim dobrowolnie całować. Prędzej znowu będzie próbował go oklepać. A zostanie w tym ciele… o matulu kochana, nie chciał! Obrócił się na pięcie i wrócił czym prędzej do mieszkania, coraz bardziej przy tym panikując.
Haruno właśnie go zauważyła i ze zdziwieniem patrzyła, jak Sasuke błyskawicznie maszeruje do mieszkania Naruto. Wzruszyła tylko ramionami i poszła dalej. Im dłużej znała Uchihę, tym bardziej dochodziła do wniosku, że to dziwny człowiek.
Tymczasem Uzumaki wpadł do swojej kawalerki. Sasuke od jego wyjścia — krótkiego, bo krótkiego — nie zmienił pozycji. Tak więc teraz wciąż siedział na tym samym, kuchennym krześle i aktualnie wpatrywał się w Naruto beznamiętnym spojrzeniem.
Gdyby tak się głębiej nad tym zastanowić, to twarz Uzumakiego nie wyrażająca żadnych emocji wyglądała zabawnie. Zupełnie nie pasowała do jego codziennego image. Jednak Naruto nie miał czasu się nad tym zastanawiać, bo właściwie zaczynał co raz bardziej panikować.
— To niby kogo ja mam pocałować, żeby się odczarować? — jęknął w końcu, patrząc na Sasuke z rosnącą w oczach desperacją.
Nagle mężczyzna wstał, szybkim krokiem podszedł do niego, a jego twarz znalazła się bardzo, bardzo blisko jego własnej. W niebieskich tęczówkach Naruto dostrzegł coś na kształt determinacji.
— Mnie, idioto.
To była w sumie forma ostrzeżenia. Jakby Uzumaki bardzo chciał, zdążyłby się odsunąć. Jakby mu zależało, nie pozwoliłby, żeby usta Sasuke odnalazły jego, łącząc się w pocałunku. Miał kilka sekund, żeby zareagować w jakikolwiek sposób. Tylko że Naruto jakoś tak... jednak pozostał bierny. No, przynajmniej w pierwszej chwili, bo w następnej sekundzie jego ręce zacisnęły się na biodrach drugiego mężczyzny, przyciągając go nieco bliżej.
Ha. Jeszcze przed chwilą myślał o tym, jak bardzo dużego uszczerbku na zdrowiu dozna, gdy Sasuke dowie się, o jego dziwacznych myślach o nim i całowaniu, a teraz pozwalał, żeby język drugiego mężczyzny wślizgnął się między jego wargi, delikatnie je gładząc. Przymknął oczy, jednocześnie jeszcze pogłębiając pocałunek. Po chwili poczuł opuszki palców Uchihy na swoich policzkach, muskające przyjemnie jego blizny.
Blizny?
Oderwali się od siebie gwałtownie. Naruto zamrugał, nieco zdziwiony, wgapiając się prosto w czarne oczy przyjaciela. No, może kogoś więcej niż “przyjaciela”.
***
Pocałunek był najwyraźniej satysfakcjonujący dla tej głupiej techniki, którą zastosowała na nich Tomoko, bo, a i owszem, odmienili się. Nie, żeby zarejestrowali ten fakt w pierwszej chwili, bo przecież byli zajęci... ciekawszymi rzeczami. W każdym razie, kiedy w końcu dotarło do nich, że odzyskali swoje ciała, to Naruto doszedł do jednego wniosku. Mianowicie, że stare wredne staruchy w bajkach to nawet przydatne postacie. Zwłaszcza, kiedy uświadamiają głównym bohaterom, że powinni się pocałować. Bo owym bohaterom może się to przecież bardzo spodobać. I chętnie jeszcze powtórzą tą czynność.
A poza tym, Uzumaki miał teraz lepszy widok na tyłek Sasuke, z czego bardzo ochoczo korzystał.
(niem. "zamienić")
Długość: Ponad 3,5k
Pairing: SasuNaru
Gatunek: Teoretycznie humor
Uwagi: W zamierzeniu miał być to tekst na event (o ten: http://sasunaru.pl/viewtopic.php?f=164&t=3620 ), noale się nie wyrobiłam. Jeden fragment fika został napisany przez Pico, za co bardzo, bardzo dziękuję, bo tak to bym w życiu nie ruszyła z nim dalej. Magia PIRDu x).
Beta: Dzielnie walczyła Fefa. Dziękować.
Naruto wpatrywał się w zgarbioną postać z wyrazem twarzy wskazującym wyraźnie na to, że jest nieco poirytowany. Brew drgała mu lekko, podczas gdy jasne, szare oczy wpatrywały się w niego sugerując wyraźnie, że ich właściciel ma go za debila. Właścicielka, jakby się głębiej nad tym zastanowić.
— No co jest szczylu, nie dociera co mówię? Wypad z posesji, zanim się zeźlę, czy też zdenerwuję konkretnie. — Skrzekliwy głos wwiercał się w mózg. Naruto naprawdę nie wiedział, czy w tym momencie większą torturą było dla niego słuchanie pokręconej staruszki, czy też oddychanie. Babuleńka miała najwyraźniej dosyć sporą awersję do wody, bo zalatywało od niej konkretnie, więc najwyraźniej rzadko korzystała z uroków kąpieli.
— Serio? — Uzumaki zwrócił się do stojącego tuż obok Sasuke. — To jest nasza misja? Zobaczyć, czy to skrzekliwe stare babsko żyje i ma co żryć? — W jego głosie dało się słyszeć wyraźny zawód.
— Ja głucha nie jestem, szczeniaku — warknęła babuszka, grążąc mu laską, którą ściskała w pomarszczonych dłoniach. — A przyłożyć też potrafię, więc uważaj na słowa!
— Taa... — Naruto podrapał się po brodzie, patrząc na nią jak na wariatkę.
— Szanowna Tsunade przesyła pozdrowienia i zapytuje o zdrowie — Sasuke czym prędzej się wtrącił, patrząc na Uzumakiego z wyraźnym wyrzutem. Chyba miał mu za złe postawę, jaką właśnie prezentował w stosunku do osoby starszej.
— A co ty mi tu... — zaczęła babcia, przenosząc spojrzenie na Uchihę. I zamarła na chwilę. Zaraz potem jednak zerknęła na drugiego shinobi. I znowu na Sasuke. Pomarszczone wargi wygięły się w cwanym uśmiechu, a w oczach pojawił się blask typu „ja-wiem-coś-o-czym-wy-nie-macie-pojęcia”. — Ooo, takie rzeczy, no, no.
— Co? — Naruto wpatrywał się w nią z wyraźną nieufnością.
— Pstro, gówniarzu. Szacunku nieco, a nie — fuknęła na niego, nie zmieniając wyrazu twarzy. — Przekażcie Hokage, że wszystko w porządku i żeby mi tu więcej nie wysyłała takich niekompetentnych, ślepych bakłażanów, bo mi to na reumatyzm źle robi.
— Ślepych bakłażanów? — warknął Uzumaki, mrużąc oczy. — Ty mała, wredna...
— Cicho — sapnięcie Sasuke przerwało jego wywód.
— A ślepych, ślepych, ty blond parówo, ty! – zaskrzeczała wesoło staruszka, postukując laską o ziemię. — Przynajmniej ten czarny ma nieco więcej oleju w głowie, to i widzi trochę więcej. Nie, żeby coś z tym robił. Chociaż tobie blondasie widzę, że też zaczyna nieco świtać pod czerepem.
— O czym ten grzyb pierdzieli?
— Ja ci dam grzyba, ty pomiocie nieuprzejmy! A żeby... — zamilkła nagle. Uśmiech na jej twarzy poszerzył się. Nie wyglądało na to, żeby wróżył coś dobrego. Zamamrotała coś pod nosem, wpatrując się uważnie w dwójkę shinobi stojących tuż przed nią. Nagle stuknęła laską i w kłębach dymu, które spowiły ich wszystkich, pojawiły się na ziemi znaki pieczęci. Zaraz jednak zniknęły. — Ha, może to ci coś uświadomi! — parsknęła bardziej do siebie niż do nich i obróciła się w stronę swojej drewnianej, nieco rozlatującej się chatki. — No już, zmywać się. Zanim naprawdę się zeźlę. — I podreptała, zostawiając ich samych.
Naruto spojrzał na Sasuke. Sasuke na niego. Obaj jednocześnie wzruszyli ramionami i, widząc, że nie mają tu już nic do roboty, ruszyli w drogę powrotną do Konohy.
***
— Bezsensu, tylko zmarnowaliśmy tam czas — sapnął Naruto, kiedy tylko znaleźli się w gabinecie Hokage. — Nie mogłaś tam wysłać jakiś szczyli z akademii? No bo, serio, niby co takiego było niebezpiecznego w tej misji, że musiałaś tam posyłać akurat nas?
Tak po prawdzie to Uzumaki marudził tylko dla zasady. W końcu, dzięki tej upierdliwej misji, mógł spędzić nieco czasu z Sasuke. A z jakiś dziwnych powodów, których sam do końca nie rozumiał, naprawdę lubił towarzystwo tego neurotycznego bubka. No jasne, byli przyjaciółmi od wielu lat. Tylko że w ostatnim czasie Naruto odbierał towarzystwo tego konkretnego mężczyzny jakoś... inaczej. Nie, żeby odkrył na czym ta różnica polegała.
— Z szanowną Tomoko wszystko w porządku, jak rozumiem? — zapytała Tsunade, ignorując słowa Uzumakiego. — Niczego jej...
— A w porządku, w porządku — przerwał kobiecie gwałtownie. — I to nawet za-w-porządku, jakby popatrzeć na to, jak nas zwyzywała ta pokręcona, zgrzybiała starucha. Zupełnie nie rozumiem, na cholerę się nią interesować. Jakaś taka dziwna jest. I nieuprzejma w dodatku.
— Zwyzywała? — Brew kobiety powędrowała do góry. — Pani Tomoko?
— I to jak! — parsknął Uzumaki. — No ale, co było to było. W ogóle, chyba jej na starość odbiło, bo pieczęć jakąś taką felerną postawiła, że nic się nie stało, tylko trochę dymu poszło.
— Polubiła was najwyraźniej — stwierdziła Tsunade, odchylając się w fotelu. Zastukała palcami o blat swojego biurka, wpatrując się w nich uważnie. — Pieczęć? Jaką pieczęć?
— A bo ja wiem? Zniknęła zaraz.
— Sasuke? — kobieta zwróciła się do drugiego shinobi. Uchiha stał tuż za Naruto, wpatrując się przed siebie nieco nieobecnym spojrzeniem. Wyglądał na zdecydowanie bledszego niż zwykle. — Uchiha!
— Hę? — Sasuke potrząsnął głową, najwyraźniej próbując załapać większy kontakt z rzeczywistością. — Przepraszam, trochę... mi... źle...
Naruto zamrugał, obracając się i wpatrując w postać drugiego mężczyzny. Uchiha chwiał się widocznie i wyglądał, jakby dodatkowo miał zaraz paść na zawał. Jakoś tak od tego przyglądania się, Uzumaki poczuł, że również jest mu nieco słabo. Zamrugał ponownie, intensywniej, starając się wyostrzyć nagle rozmazujący się obraz. Przez to przymykanie powiek nie zauważył, że Sasuke zachwiał się jakby mocniej i wpadł na niego. Albo w sumie to przez to, że sam również zemdlał.
***
Naruto obudził się i ze zdumieniem odkrył, że nie ma najmniejszego pojęcia, gdzie się znajduje. Przez chwilę wpatrywał się w sufit, pozwalając myślom swobodnie krążyć po głowie. Obrócił nieco głowę i napotkał spojrzeniem wazon. W wazonie był zwiędły kwiatek. Kilka płatków smętnie leżało na blacie małego stoliczka znajdującego się tuż przy łóżku, w którym aktualnie przebywał. I kiedy tak kontemplował nad sensem istnienia tego zwiędłego kwiatka, jego myśli zostały przerwane przez donośny wrzask. Dziwnie znajomy wrzask, jakby się tak głębiej nad tym zastanowić.
W kolejnej sekundzie wpadł do pomieszczenia. Naruto wpatrywał się w siebie, nie za bardzo rozumiejąc co się dzieje. Bo niby jakim cudem mógł jednocześnie leżeć w — jak właśnie odkrył — łóżku szpitalnym i zarazem wpadać sobie ot tak do sali? To zdecydowanie nie był klon. Tylko... no, on sam.
— Eee? – zaczął elokwentnie, podciągając się na łokciach, żeby mieć na siebie lepszy widok. Jakkolwiek to brzmi. — Co... — zamilknął gwałtownie. Jego głos był... zdecydowanie inny. Jego głos... brzmiał jak głos Sasuke!
— Zabiję cię! — wrzasnął tymczasem osobnik, który wyglądał jak Naruto. Zaraz potem rzucił się na Naruto, tego leżącego, najwyraźniej chcąc go udusić.
— Porozmawiajmy! — wrzasnął Uzumaki, ten przebywający w łóżku, zanim świat przysłoniła mu jego własna twarz wykrzywiona chęcią mordu.
***
Naruto wpatrywał się w twarz w lustrze i nie wierzył. Uniósł jedną brew. Odbijająca się postać uczyniła to samo. Uniósł drugą. Poruszył obiema naraz. Lustrzany sobowtór zrobił to samo. Wciągnął policzki, jednocześnie robiąc ustami dzióbek.
— Mógłbyś przestać? — złowrogie warknięcie spowodowało, że podskoczył. Zerknął zaskoczony na osobę, która również znajdowała się w szpitalnej łazience. Znaczy się, na siebie właściwie.
— Ale, że co?
— To coś z moją twarzą. Irytujesz mnie.
— Ale to zabawne jest — odpowiedział po chwili, nie spuszczając spojrzenia z Sasuke. Z Sasuke, który aktualnie znajdował się tak jakby w jego ciele. Jakkolwiek to brzmi. Uściślając — przez jakieś dziwne machlojki zamienili się osobowościami. Udało im się to uzgodnić zaraz po tym, jak Uchiha wpadł do szpitalnej sali, w której leżał Naruto i dzięki interwencji pielęgniarki nieco się uspokoił. Więc, zamiast zabijać swojego kolegę z drużyny, wciągnął go do kibla. I to, w sumie, też źle brzmi.
— Zabawne?
— No! Mogę wyjść na miasto i narobić ci takiego obciachu, że przez najbliższy miesiąc cała Konoha będzie gadać tylko o tobie. — Naruto wyszczerzył się, jednocześnie zauważając, że Sasuke z takim uśmiechem na twarzy wygląda co najmniej dziwacznie, co natchnęło go do zrobienia jeszcze kilku nietypowych-dla-Uchihy min. Przed uderzeniem pięścią, skądinąd swoją własną, uchylił się w ostatniej chwili. — Hej, hej, hej! chyba nie chcesz uderzyć SIEBIE?
Widząc, że Sasuke odpuszcza powtórzenie ataku, Naruto po raz kolejny uśmiechnął się szeroko.
— No, to skoro już uzgodniliśmy tę kwestię, to myślę, że pora się rozejść.
— Czekaj, co? — Uzumaki usłyszał swój własny głos pełen zdziwienia. — Chcesz to tak zostawić?
— No. Pewnie szybko nam to minie, a teraz mam szansę zaprosić Sakurkę na randkę. Ze względu na sytuację na pewno mi nie odmówi — mówiąc to, odwrócił się w stronę drzwi.
— O co to, to nie! — warknął Sasuke, jednocześnie zasłaniając własnym, czyli chwilowo narutowym, ciałem wyjście. — Żadnej Sakury i żadnych randek!
Naruto prychnął, przy okazji odnotowując, że prychnięcia wykonane ustami Sasuke są jednak o wiele bardziej aroganckie niż jego własne. Widać, że ten burak nie robił w życiu nic innego.
— Bo co? Uderzysz SIĘ? — zaśmiał się, jakby właśnie powiedział wyśmienity żart, dlatego tym bardziej zdumiała go reakcja Sasuke.
— Tak, chyba się poświęcę — odpowiedział niskim i zachrypniętym głosem, a zaciśnięta pięść już po raz wtóry zmierzała w stronę jego własnej twarzy. Opalona ręka zdążyła się zatrzymać dosłownie kilka milimetrów od szczęki należącej aktualnie do Naruto, gdy ten krzyknął nieco zbyt piskliwym głosem:
— Nie, dobra, żartowałem! Nie bij!
Sasuke zamrugał najwyraźniej zdziwiony, że jego struny głosowe potrafią wytworzyć taki dźwięk. Tymczasem Naruto odetchnął z wyraźną ulgą, widząc, że wizja zostania oklepanym nieco się od oddaliła. Najwyraźniej Sasuke naprawdę nie był skory do żartów w tej sytuacji. Właściwie, to przecież nigdy nie był skory do żartów.
— Dobra, to co robimy? — zapytał po chwili.
— Idziemy do Tomoko — oświadczył zdecydowanie Uchiha. Wtedy dopiero Naruto sobie uświadomił, jak blisko niego znajduje się drugi mężczyzna. Sam, nie wiedzieć czemu, nabrał nagłej ochoty na zaczerwienienie się. Nie, żeby wizja zobaczenia zburaczonej twarzy kompana z drużyny nie napawała go pewnego rodzaju ciekawością, jednak podejrzewał, że Sasuke raczej znowu próbowałby go za to oklepać. Tak profilaktycznie.
— Do tej postrzelonej staruchy? A niby po... — zamilkł gwałtownie. Pomiędzy myślami o tym, że nie powinien zwracać uwagi na dzielącą ich odległość, jakby miało się zaraz między nimi wydarzyć coś niestosownego, zakwitła inna. Zmrużył gniewnie oczy i wysyczał, w tak całkiem uchihowym stylu:
— To przez tę jej cholerną pieczęć?
***
Właściwie, to mam całkiem zgrabne pośladki, myślał Naruto, patrząc na swój tyłek. To nie było ciężkie zadanie, jeżeli weźmie się pod uwagę to, że Sasuke, wciąż paradujący w jego ciele, właśnie szedł kilka kroków przed nim. Ciekawe, jakie pośladki ma Uchiha?
Naruto nieświadomie zwolnił marsz. Hm… powinien się właśnie zastanawiać, co takiego wkręcić Tsunade, żeby ich nie pozabijała, a zamiast tego myślał o uchihowym tyłku. W sumie, utrzymanie się przy życiu było nieco ważniejszą kwestią, niż obczajanie pośladków Sasuke.
Jakimś dziwnym trafem — albo przez naleganie Uchihy, że nikt nie może zobaczyć ich w tym stanie — zapomnieli poinformować Hokage, że opuścili szpital. A o ile Naruto znał kobietę, nie będzie ona zadowolona z tego czynu. Oj, zdecydowanie nie będzie. Jednak ta kwestia jakoś nie zaprzątała w tym momencie jego głowy. Bo jakoś tak nagle zapragnął zerknąć na na cztery litery swojego przyjaciela. I... hm... popatrzeć na nie przez chwilę. I cholera, czemu nie, skoro właśnie teraz, nie wiadomo za jakie grzechy, wylądował w jego ciele?
Zerknął na plecy Sasuke. Znaczy, na swoje plecy. Oj, nieważne.
Zwolnił nieco kroku i obejrzał się przez ramię. W końcu zatrzymał i stanął na palcach, wypinając się śmiesznie. Jednak to też za wiele mu nie pomogło w prowadzeniu obserwacji.
— Przydałoby się lustro — mruknął do siebie, lekko zawiedziony, że z jego przyglądania się nic nie wyszło i już miał ruszyć ponownie z miejsca, kiedy milimetry od niego wyrósł Uchiha. Emanujący złą energią duchową Uchiha.
— Czy ty się gapisz NA MOJĄ dupę? — wycharczał przez zaciśnięte zęby, napawając Naruto lekkim przerażeniem. Bo serio, widzieć własną twarz wyposażoną w grymas typu zaraz-cię-zamorduję, to scena wywołująca lęk nawet w najodważniejszym sercu. No, ale kimże byłby Naruto, gdyby nie chlapnął tekstu, który najprawdopodobniej go jeszcze bardziej pogrąży?
— Tak praktycznie rzecz biorąc — Uzumaki zatrzepotał niewinnie rzęsami — to teraz moja dupa.
W kolejnej sekundzie leżał rozpłaszczony na ziemi z Uchihą siedzącym na nim okrakiem i najwyraźniej zamierzającym przywalić mu w twarz. Znowu. Właściwie takie wkurzanie Sasuke sprawiało Uzumakiemu pewnego rodzaju satysfakcję. Miło było zobaczyć, że jego kompan z drużyny posiada JAKIEŚ emocje. Nawet, jeżeli w tym momencie była to zwykła wściekłość. Sam przed sobą Naruto musiał przyznać, że taki wściekły Sasuke jest nawet… podniecający?
Jednak zanim pięść dotknęła bladego nosa i zanim Uzumaki w pełni zrozumiał o czym właściwie przed chwilą pomyślał, tuż obok nich rozległo się parsknięcie. Spojrzeli obaj w jego kierunku. Nieopodal stała Tomoko, która szczerzyła się złośliwie. O. Nawet nie zauważyli, że właściwie byli już na miejscu.
— Widzę, moje gołąbeczki, że szybko przechodzicie do rzeczy — kobieta zaśmiała się skrzekliwie, postukując przy tym swoją laską. Wtedy w Uzumakim zagotowało się ze złości. To on tu cierpi, on tu ZNOWU prawie został oklepany, a ta wariatka się z nich bezczelnie nabija! Oj, zdecydowanie jej nie polubił.
— Ty stara pokręcona zołzo! — warknął Naruto, spychając z siebie Sasuke i podszedł do niej, złowieszczo grożąc palcem. O ile cała ta sytuacja z zamianą ciał była dla tego całkiem zabawna, jak w końcu stwierdził, że długo nie pożyje, jeżeli niedługo się wszystko nie naprawi. – COŚ TY NAM ZROBIŁA?!
— Terapie uświadamiającą, szczylu — powiedziała spokojnym głosem, patrząc na niego obojętnie. — Nie musisz mi dziękować.
— DZIĘKOWAĆ?!
— Ależ nie ma za co. — Poklepała go przyjaźnie po policzku. — No, to skoro uprzejmości za nami, to wypad z posesji. Wydawało mi się, że wyraźnie zaznaczyłam, że nie życzę sobie waszej obecności w moim pobliżu, czyż nie?
— Odkręć. To. — Ciche słowa sprawiły, że Naruto zadrżał. Spojrzał z lekkim lękiem na Sasuke, który je wypowiedział. Wiatr zaszumiał, delikatnie poruszając liśćmi drzew i sprawiając, że zapanował nastrój grozy.
— Ale co właściwie? — zapytała niewinnie starowina, nic sobie nie robiąc ze złej aury, jaką właśnie rozsiewał wokół siebie Sasuke. Naruto był niemalże pewien, że gdyby to on znajdował się na jej miejscu, to Uchiha znowu próbowałby mu przywalić.
— NAS! — wrzasnął Naruto nieco otrząsając się z odrętwienia. — Nie mogę być Uchihą! Ten burak — parsknął, wskazując na drugiego mężczyznę — od początku próbuje mi przestawić kości przez tę chorą sytuację!
— Och, to? No nie.
Obaj spojrzeli na nią z niedowierzaniem. No, bo… ona… no, no... co za zgrzybiała, wredna makrela!
— Czekaj, nie dosyć, że właściwie nie zaprzeczasz, że to twoja sprawka z tą zamiana ciał, to jeszcze nie chcesz nam pomóc, tak? — sapnął w końcu Naruto po chwilowej ciszy, jaka między nimi nastała.
— Ot, sprytny jesteś, a nie wyglądasz. — Wyszczerzyła się radośnie, pokazując światu pożółkłe zęby. — Jest dokładnie tak, jak mówisz
— Ty pokręcona, stara...
— Szacunku, buło jedna. — Pacnęła Naruto laską po głowie, skutecznie go tym uciszając. — Masz farta, że mnie śmieszycie, to wam nawet zdradzę dwa sekrety. Chociaż nie powiem, żebyście na to zasłużyli. Nie godzi się takim dżentelmenom, jakimi zapewne jesteście pod tą warstwą gburowatości, tak nieuprzejmie odnosić się do starszej kobiety.
— Mów — syknął Sasuke, ponownie wprowadzając w krajobraz nastrój grozy.
— No przecież mówię — żachnęła się. — Otóż, po pierwsze, ja wam pomóc nie mogę, bo to taka pieczęć była, że no, wiecie, nie pamiętam nawet formuły odwracającej. A że to technika mojego autorstwa, to nie ma co szukać pomocy w zwojach i innych takich.
Zaległa cisza. Nawet wiatr przestał kołysać gałęziami.
— Jak to? — wystękał Naruto słabo, patrząc na nią z rosnącym przerażeniem. — Przecie... przecież nie możemy tak zostać na zawsze!
— Nie? Bo wiesz, w tej postaci łatwiej ci będzie wyrwać tę różową bździągwę, która ci jeszcze niedawno latała po głowie. I dać jej porządnego buziola. Chyba, że już nie chcesz? — zapytała, złośliwie mrużąc oczy.
Naruto zamrugał, analizując pytanie. Tak właściwie… uświadomił sobie, że chyba faktycznie nie chce. Znaczy chce. Chyba. No, bo przecież marzył o tym od wielu lat. Może po prostu czuł lekki dyskomfort na myśl, że byłby to jego pierwszy PRAWDZIWY pocałunek. Jakby nie patrzeć, przez całe swoje życie całował się tylko dwa razy. Przypadkiem. Z Sasuke.
Ciekawe, jakby to było pocałować go tak zupełnie nieprzypadkowo? Zaraz potrząsnął głową, starając się pozbyć tej myśli.
Zerknął na Uchihę.
— On mi nie pozwala — powiedział na swoją obronę i przygarbił się lekko.
— No i prawidłowo — stwierdziła. Nagle jej uśmiech stał się jeszcze bardziej złośliwy. — To teraz coś, co wam pomoże zdjąć pieczęć, czyli sekret numer dwa, w formie zagadki, dzieciaczki moje: co takiego w bajkach odwraca urok złej czarownicy?
***
— Mamy kogoś pocałować? — zapytał Naruto, kiedy w końcu z powrotem znaleźli się w wiosce. — Kogo niby?
[i]Może Sasuke?[/i] zapytała podstępnie jego podświadomość. W tym momencie był nawet wdzięczny, że obecnie przebywa w nieswoim ciele, bo inaczej pewnie już by się zarumienił. Zdecydowanie powinien przestać myśleć o całowaniu i przyjacielu jednocześnie. Sakuke pewnie znowu próbowałby obić mu twarz, gdyby tylko wiedział, co takiego dzieje się w narutowym łbie. A właśnie, co do Sasuke...
Od dłużej chwili mężczyzna się nie odzywał. Siedział właśnie na krześle w kawalerce Uzumakiego i wpatrywał się we własne stopy. Wyglądał przy tym tak jakoś... smętnie. Tak, że miało się ochotę stanąć koło niego, nachylić, otoczyć ramieniem i… [i]Przestań![/i] fuknął sam na siebie Naruto i, aby pozbyć się dziwnych skojarzeń, rzucił w stronę Uchihy:
— Może Sakurę? — Już po chwili Uchiha patrzył na niego z żądzą mordu w oczach.
— Nawet. Się. Nie. WAŻ! — warknął aż nazbyt wyraźnie.
— Nie spinaj się tak. — Naruto wywrócił oczami. — Więc co chcesz zrobić, panie geniuszu? Niby kogo mamy pocałować co?
I wtedy na twarzy rozmówcy Uzumaki zobaczył coś, czego nigdy w życiu nie widział. I pal licho, że to w tym momencie właściwie patrzył na siebie. Otóż Naruto zobaczył... niepewność. Sasuke otworzył usta, jakby chciał coś powiedzieć, jednak powstrzymał się i tylko wpatrywał w Naruto wymownie.
Nie, żeby Uzumaki czaił, co to wymowne spojrzenie miało niby oznaczać.
— Nie wiem jak ty — zaczął, opierając ręce na biodrach. — Ale ja to właściwie chciałbym wrócić do swojego ciała. Mimo że narobienie ci wiochy to kusząca perspektywa, to jednak nie chciałbym paradować jako pan Uchiha do końca swoich dni. Kumasz? Dlatego albo coś wymyślisz inteligencie, albo zacznę myśleć ja. A to się źle skończy dla twojej mrocznej reputacji. — Zauważywszy na to, że Sasuke wciąż tylko się w niego wgapiał, westchnął ciężko i obrócił się na pięcie. — Idę się przejść.
O dziwo, Uchiha go przed tym nie powstrzymał.
***
Naruto wyszedł na zatłoczoną ulicę i stwierdził, że właściwie nie wie co ze sobą począć. W pierwszej chwili chciał zawrócić do mieszkania. Sam nie wiedział po co konkretnie. Chyba tylko, żeby siedzieć i wgapiać się w Sasuke. Nie, żeby wgapianie się w Sasuke nie było przyjemną czynnością, ale…
O czym ty znowu myślisz? zmarszczył brwi. Wbił ręce w kieszenie spodni i wolnym krokiem ruszył… gdzieś. Po prostu pozwolił, aby nogi same go poniosły. Czy też raczej chciał pozwolić, bo kilkanaście metrów przed sobą ujrzał nie kogo innego, a Sakurę, więc, zatrzymał się.
Jakby ją pocałował, to pewnie wszystko by wróciło do normy. No. Istnieje spora szansa, że tak by było. I wtedy Sasuke nie próbowałby go tak często oklepywać. Chociaż z drugiej strony i tak by go zabił za takie całowanie Sakury bez wcześniejszego uzgodnienia tego z nim. A tak w ogóle, myślał, patrząc na zbliżającą się postać, to ja chyba nie chcę jej całować. No bo, jasne, bujał się w niej od szczeniaka i jeszcze kilka lat temu dałby się pochlastać za jedno jej przychylne spojrzenie, ale teraz… teraz nie. Zdecydowanie nie. Już by wolał pocałować…
Sasuke dokończyła podstępnie podświadomość. Naruto skrzywił się na swój wewnętrzny głos. Prędzej niż Sakurę! opowiedział sam sobie hardo. Tylko że skoro aktualnie tylko Uchiha był brany pod uwagę, jako osoba do całowania, to znaczyło, że najprawdopodobniej nigdy się nie odmienią. Już na zawsze będzie Uchihą. To jakoś nie napawało go optymizmem. Ba. To sprawiało, że był przerażony. Jakoś nie sądził, żeby Sasuke chciał się z nim dobrowolnie całować. Prędzej znowu będzie próbował go oklepać. A zostanie w tym ciele… o matulu kochana, nie chciał! Obrócił się na pięcie i wrócił czym prędzej do mieszkania, coraz bardziej przy tym panikując.
Haruno właśnie go zauważyła i ze zdziwieniem patrzyła, jak Sasuke błyskawicznie maszeruje do mieszkania Naruto. Wzruszyła tylko ramionami i poszła dalej. Im dłużej znała Uchihę, tym bardziej dochodziła do wniosku, że to dziwny człowiek.
Tymczasem Uzumaki wpadł do swojej kawalerki. Sasuke od jego wyjścia — krótkiego, bo krótkiego — nie zmienił pozycji. Tak więc teraz wciąż siedział na tym samym, kuchennym krześle i aktualnie wpatrywał się w Naruto beznamiętnym spojrzeniem.
Gdyby tak się głębiej nad tym zastanowić, to twarz Uzumakiego nie wyrażająca żadnych emocji wyglądała zabawnie. Zupełnie nie pasowała do jego codziennego image. Jednak Naruto nie miał czasu się nad tym zastanawiać, bo właściwie zaczynał co raz bardziej panikować.
— To niby kogo ja mam pocałować, żeby się odczarować? — jęknął w końcu, patrząc na Sasuke z rosnącą w oczach desperacją.
Nagle mężczyzna wstał, szybkim krokiem podszedł do niego, a jego twarz znalazła się bardzo, bardzo blisko jego własnej. W niebieskich tęczówkach Naruto dostrzegł coś na kształt determinacji.
— Mnie, idioto.
To była w sumie forma ostrzeżenia. Jakby Uzumaki bardzo chciał, zdążyłby się odsunąć. Jakby mu zależało, nie pozwoliłby, żeby usta Sasuke odnalazły jego, łącząc się w pocałunku. Miał kilka sekund, żeby zareagować w jakikolwiek sposób. Tylko że Naruto jakoś tak... jednak pozostał bierny. No, przynajmniej w pierwszej chwili, bo w następnej sekundzie jego ręce zacisnęły się na biodrach drugiego mężczyzny, przyciągając go nieco bliżej.
Ha. Jeszcze przed chwilą myślał o tym, jak bardzo dużego uszczerbku na zdrowiu dozna, gdy Sasuke dowie się, o jego dziwacznych myślach o nim i całowaniu, a teraz pozwalał, żeby język drugiego mężczyzny wślizgnął się między jego wargi, delikatnie je gładząc. Przymknął oczy, jednocześnie jeszcze pogłębiając pocałunek. Po chwili poczuł opuszki palców Uchihy na swoich policzkach, muskające przyjemnie jego blizny.
Blizny?
Oderwali się od siebie gwałtownie. Naruto zamrugał, nieco zdziwiony, wgapiając się prosto w czarne oczy przyjaciela. No, może kogoś więcej niż “przyjaciela”.
***
Pocałunek był najwyraźniej satysfakcjonujący dla tej głupiej techniki, którą zastosowała na nich Tomoko, bo, a i owszem, odmienili się. Nie, żeby zarejestrowali ten fakt w pierwszej chwili, bo przecież byli zajęci... ciekawszymi rzeczami. W każdym razie, kiedy w końcu dotarło do nich, że odzyskali swoje ciała, to Naruto doszedł do jednego wniosku. Mianowicie, że stare wredne staruchy w bajkach to nawet przydatne postacie. Zwłaszcza, kiedy uświadamiają głównym bohaterom, że powinni się pocałować. Bo owym bohaterom może się to przecież bardzo spodobać. I chętnie jeszcze powtórzą tą czynność.
A poza tym, Uzumaki miał teraz lepszy widok na tyłek Sasuke, z czego bardzo ochoczo korzystał.
środa, 26 marca 2014
Chrzanić miłość
Żeby nie było, że zapomniałam o blogu x). Tekst eventowy z forum Sasunaru.pl :"D. Dziękuję za wszystkie komentarze :D. I zapraszam do czytania.
Tytuł: Chrzanić miłość
Długość: 3,5 tys. słów
Gatunek: preromans xD
Beta: Fefcia
Uwagi: Są buraki, jest alkohol, czyli typowo po mojemu.
I dziękować Pico i Fefci za pomysły do fika :"D.
***
Czasami coś, czego szukamy znajduje się tuż pod naszym nosem. I chyba właśnie wtedy musimy się najbardziej namęczyć, żeby to znaleźć.
***
15 stycznia
— Ooch, pierzyć to. Pieprzyć wszystko. Nigdy więcej nie będę uganiał się za jakimś burakiem, który zaraz mi powie, że "to nie to"! W ogóle nie będę się za nikim uganiał! Chrzanię tę cholerną miłość. Kupię sobie kota. Koty są fajne. Zero związków. Nienawidzę facetów!
— Wiesz, tak technicznie, to też jesteś facetem.
— Wspieraj mnie, bucu, a nie. — Naruto nadął policzki, z wyrzutem patrząc na plecy Sasuke, który właśnie stał nad kuchenką i najwyraźniej coś mieszał w jednym z ustawionych na niej garnków. — Ja tu słów pocieszenia potrzebuję! Otuchy! I przede wszystkim pochwały decyzji, że zostanę singlem do końca swoich marnych dni.
Właśnie wrócił z wyjątkowo nieudanej randki. Znaczy, randka sama w sobie była spoko, jednak zakończyła się tym, że Neji z nim zerwał, bo, jak stwierdził, między nimi nie zaiskrzyło. No jak nie zaiskrzyło, skoro Uzumaki się zakochał?! Znowu. To chyba będzie jakiś czwarty raz w przeciągu ostatniego pół roku.
W każdym razie, Naruto wrócił na stancję, którą wynajmował wraz ze swoim przyjacielem Sasuke Uchihą. Automatycznie po przekroczeniu progu mieszkania skierował swoje kroki do kuchni, bo właśnie tam aktualnie przebywała jedyna potencjalna ofiara, która mogłaby wysłuchać jego wywodów.
— Przed tym, tym... jak mu tam? Hyuuga? Też tak mówiłeś — zagadał Sasuke tonem, który wyraźnie wskazywał na to, że właściwie rozmowa na ten temat zbytnio go nie interesuje.
— Jezu, Uchiha, jesteś strasznie nieczuły! — sapnął Uzumaki, jakby to naprawdę stanowiło dla niego jakieś nowe odkrycie. — Nie moja wina, że się zakochałem, nie? Ale teraz koniec z tym. Nie mam zamiaru znowu... — zamilkł gwałtownie, kiedy pod jego nosem wylądowała miska wypełniona zupą. — RAMEN!
— Na to twoje wiecznie złamane serce — parsknął Sasuke, siadając zaraz przy stole z taką samą miską.
— No ej, nie moja wina!
— Wcinaj i nie marudź.
***
27 stycznia
Z Sasuke Naruto znał się od... zawsze. Właściwie to wychowali się na jednym podwórku. Uczęszczali do tych samych szkół i w końcu - wylądowali na jednej uczelni. Na początku szczerze sobie dokazywali, napędzani jakąś dziwną chęcią rywalizacji, ale jakimś cudem udało im się jakoś zaprzyjaźnić. Uchiha o Naruto wiedział chyba wszystko. Wynikało to właściwie z tego prostego faktu, że Uzumaki był straszną paplą i nieraz zadręczał drugiego mężczyznę dziwnymi i zarazem typowymi dla niego rozmowami o swoim życiu. Zwłaszcza miłosnym.
Że też Sasuke przy tym nie marudził. Zbytnio.
Faktem jest, że kiedy tylko Naruto chciał, mógł powiedzieć mu absolutnie wszystko. Właściwie, to działało w dwie strony. Chociaż z Uchihy czasami ciężko było cokolwiek wycisnąć, z racji jego dosyć specyficznego charakteru. Dobrali się, nie ma co. Tajemniczy milczek i wieczna papla na jednej stancji.
— Nie wspominałeś ostatnio, że chcesz być kawalerem do końca swoich marnych dni?
Naruto zerknął spod byka na Sasuke, który aktualnie krzątał się po kuchni, ściągając naczynia z suszarki. Czasami żałował, że Uchiha NAPRAWDĘ słucha jego wywodów. Mógłby po prostu czasami przytakiwać, nie zwracając uwagi na słowa wypływające z jego ust. To by zaoszczędziło Uzumakiemu wielu niewygodnych pytań.
— No — mruknął, z nosem wciśniętym w kubek z parującą kawą. — To nie moja wina, że...
— Że się zakochałeś — dokończył Sasuke tonem znawcy, nie przerywając zajmującej czynności, jaką było układanie kubków w jednej z szafek. — Oczywiście.
— O co ci chodzi, noo? — jęknął Naruto, odstawiając napój na stół i wbił świdrujące spojrzenie w plecy przyjaciela. — Ja tu radosną nowinę niosę, że spotkałem miłość swojego życia, a...
— Piątą w ciągu ostatnich kilku miesięcy — wtrącił niewinnie Uchiha, obracając się w stronę przyjaciela. Przez chwilę przyglądał mu się z uwagą, aż westchnął i również usiadł przy stole. — No?
— Co: no? — burknął Uzumaki.
— No kimże jest kolejna nieszczęsna ofiara twojej miłości? Już się tak nie nabzdyczaj, tylko mów, bo chyba pękniesz, jak się z kimś nie podzielisz swoimi radosnymi rewelacjami.
Naruto wyszczerzył się radośnie. Nareszcie ta rozmowa zaczynała przebiegać, tak jak powinna.
— No więc, ma na imię...
I kiedy tak, paplając jak zwykle, mrużył oczy, uszło jego uwadze lekkie przygnębienie, które odbiło się na twarzy Sasuke.
***
4 lutego
Naruto leżał na kanapie pod kocem i nieobecnym wzrokiem wpatrywał się w telewizor. Ta ruda ciućma – Gaara – z którą wiązał swoją przyszłość, rzuciła go! No jak on mógł... Przecież wyraźnie coś między nimi było!
— Mówię do ciebie. Byś chociaż potwierdził, że żyjesz.
— No — sapnął, otrząsając się nieco z letargu. Zerknął ku górze. Nad nim wisiał Sasuke, na którego twarzy momentalnie pojawiło się lekkie zmartwienie.
— Co jest? — zapytał, sadowiąc się zaraz na kanapie. Uzumaki skrzętnie to wykorzystał, podciągnął się nieco i ułożył głowę na jego kolanach. Po chwili ciepła dłoń delikatnie pogłaskała go po blond kosmykach.
— Rzucił mnie — mruknął, a ręka Sasuke znieruchomiała na chwilę, zanim mężczyzna ponownie zaczął gładzić jego włosy.
— Znajdziesz lepszego.
— Nie chcę.
— Naruto...
— Naprawdę — sapnął, potrząsając głową. — Mam dosyć.
— Jeszcze spotkasz tego swojego księcia z bajki — parsknął Sasuke, moszcząc się wygodniej na kanapie. — Nie masz co marudzić.
Uzumaki uśmiechnął się niemrawo.
— Ewentualnie — kontynuował tymczasem Uchiha — założysz hodowlę kotów. To też jakieś wyjście.
— Pacan — burknął Naruto. Jednak po krótkiej wymianie zdań z przyjacielem jego humor diametralnie się poprawił. Dłoń wciąż znajdowała się w jego włosach, dając błogie poczucie bezpieczeństwa.
***
11 lutego
Naruto właśnie przekonywał samego siebie, że bycie singlem jest spoko. W końcu zero zobowiązań, brak ograniczeń ze strony jakiegokolwiek partnera i żadnych... wspólnych poranków, ukradkowych całusów, zero... no tego wszystkiego, co wiąże się z byciem z kimś na stałe.
— Pięknie — mruknął sam do siebie, wpatrując się w sklepową półkę z alkoholem. Chyba po swoim ostatnim - krótkim, bo krótkim - związku, miał doła. A najlepszy na doła jest melanż z przyjacielem! Gdy tylko o tym pomyślał, na jego twarzy pojawił się delikatny uśmiech. Tak. To dobra terapia. Już dawno odkrył, że rozmowy z Sasuke jakoś odganiają od niego czarne myśli. Tak więc do domu wrócił z reklamówką, w której znajdowały się dwie butelki niezbyt drogiego wina i z mocnym postanowieniem nawalenia się. I przegadania całej nocy.
Tylko że w swoich radosnych planach nie przewidział, że Uchiha może nie mieć dla niego czasu. Dlatego też zdziwił się, gdy zetknęli się w drzwiach wejściowych do ich wynajętego mieszkania.
— Wychodzisz? — zapytał szczerze zdumiony.
— No — odmruknął Sasuke, nawet się przy nim nie zatrzymując. — Umówiłem się. Będę późno. Pa!
Naruto stał przez dobre kilka sekund, z niezrozumieniem wpatrując się w plecy przyjaciela. Kiedy Sasuke zniknął na klatce schodowej, otrząsnął się z szoku.
— Umówił się? — sapnął sam do siebie. Ale... jak to? Z kim? I po co?
Zerknął na trzymaną w rękach reklamówkę. Sasuke... nie miał czasu się z nim napić. To było dosyć dziwne, bo Uchiha miał dla niego czas ZAWSZE. Naruto jakoś nie potrafił odnaleźć się w tej sytuacji. I nawet odechciało mu się pić. Potrząsnął głową i wszedł do mieszkania.
***
12 lutego
Gdy po południu zwlekł się z łóżka, był zdecydowanie nie w sosie. Przez pół nocy nie mógł zasnąć, a kiedy jednak mu się to udało, miał jakieś pochrzanione sny. Zdecydowanie się nie wyspał.
— A tobie co? — usłyszał, gdy tylko z ponurą miną zasiadł na krześle w kuchni. Sasuke chyba robił obiad.
— O której wróciłeś? — mruknął, ignorując pytanie przyjaciela.
— A bo ja wiem? Po drugiej chyba.
Naruto zmrużył oczy, wpatrując się w niego uważnie.
— I?
— Co "i"? Wiem, że dopiero wstałeś, ale mógłbyś się wysławiać nieco bardziej elokwentnie, co? — wytknął mu Uchiha, serwując przed nim kubek z kawą.
— Jak było? — sprecyzował Uzumaki oschłym głosem.
— Normalnie — Sasuke wzruszył ramionami, nawet na niego nie patrząc.
— A... — zaczął Naruto i zamilknął gwałtownie. Właściwie co go to obchodzi, co i z kim Uchiha wyrabiał? Dlaczego to, że Sasuke gdzieś wyszedł, wprawiło go w taki paskudny nastrój? Niepokojąca myśl zaświtała mu w głowie.
— Co? — usłyszał niecierpliwe pytanie.
— Nieważne — mruknął, zwinął kubek z kawą i powlekł się do salonu.
***
13 lutego
— Powiesz mi o co ci chodzi, czy będziesz wciąż milczał jak zaklęty?
— Co? — Naruto oderwał wzrok od telewizora, wpatrując się w Sasuke bez zrozumienia.
— Pstro. Od wczoraj zachowujesz się co najmniej dziwnie — zawyrokował mężczyzna, siadając tuż obok niego. Naruto wstrzymał na chwilę oddech. — Co się stało?
Uzumaki wzruszył ramionami, patrząc na niego niepewnie. Cóż... od wyjścia Sasuke na randkę zaczęły go dręczyć dosyć kretyńskie myśli. Nie, że był zazdrosny. Uchiha miał prawo wychodzić z kim chce i kiedy chce. Tylko... to było takie niecodzienne, że musiał nagle z kimś się dzielić jego uwagą.
I chyba przez to, że Sasuke zawsze, ale to zawsze był tylko przy nim, Naruto nie dostrzegał bardzo istotnej rzeczy, maniakalnie uganiając się za wyidealizowaną miłością. Tylko, czy on tak naprawdę kiedykolwiek kogoś kochał? Aktualnie zaczynał w to szczerze wątpić, bo na horyzoncie pojawiło się uczucie, którego nie potrafił jednoznacznie określić, a które wypełniało go całego. I to wręcz tak nieznośnie boleśnie.
— Eee — zająknął się. — Nie, nic. Trochę źle się czuję — skłamał, ponownie wbijając wzrok w telewizor.
— Masz gorączkę? Coś cię boli? Może...
— Nie, nie — zaprzeczył gorąco, kręcąc głową. — Prześpię się trochę i mi przejdzie. Nie masz co się martwić! — uśmiechnął się niemrawo, podrywając się z kanapy i ruszył do swojego pokoju. Starał się ignorować delikatne ciepło, które poczuł, widząc zainteresowanie Sasuke swoją osobą.
***
14 lutego
Znowu miał problemy ze snem. I to zdecydowanie wcale nie poprawiło jego humoru. Udało mu się nieco zdrzemnąć dopiero, gdy za oknem zaczęło robić się jasno. Cały czas dręczyły go myśli o Sasuke. TAK. O SASUKE. To było złe. To było dziwne. To było zdecydowanie nie na miejscu. Dlaczego o nim myślał, skoro mężczyzna był tuż za ścianą, od rana krzątając się po swoim pokoju?
Naruto znowu zwlekł się z łóżka o dość późnej, popołudniowej godzinie i od razu podreptał do kuchni. Opatulony kocem, zasiadł na krześle i wbił nieco rozkojarzony wzrok w przestrzeń. Tym razem jednak w pomieszczeniu był sam. Przynajmniej dopóki Sasuke nie wszedł, najwyraźniej czegoś szukając.
— Nie widziałeś gdzieś... — zaczął, rozglądając się wokół siebie. I zamilkł gwałtownie, kiedy jego spojrzenie padło na Naruto. — Hej?
— Hm? — mruknął Uzumaki, zerkając na niego. Zaraz jednak ponownie wbił tęczówki w przestrzeń przed sobą.
— Dalej źle się czujesz?
Potrząsnął głową w ramach odpowiedzi. Nie czuł się źle. Czuł się fatalnie. Tylko, że wcale nie chodziło o stan fizyczny. A jakoś w tym przypadku naprawdę nie sądził, że Sasuke jest odpowiednią osobą do wysłuchiwania jego wywodów. Zwłaszcza, że te wywody dotyczyłyby właśnie Uchihy.
— Na pewno?
— Ta — mruknął niemrawo. Ponownie zerknął na Sasuke. I ze świstem wciągnął powietrze. Bo mężczyzna... no cóż, dla Naruto oczywistym było, że Uchiha to wyjątkowo przystojny facet. Musiałby być ślepy, żeby nie zwrócić na to uwagi. Jednak jakoś zwyczajowo nie roztkliwiał się nad kwestią urody przyjaciela. Teraz jednak, kiedy męczył go ten dziwny stan, a Sasuke właśnie paradował przed nim w ciemnej koszuli i opiętych jeansach, ten fakt dotarł do niego ze zdwojoną siłą. — Wybierasz się gdzieś? — zapytał po chwili konsternacji.
— Miałem — padła ostrożna odpowiedź. — Ale jeżeli coś ci jest...
— Wszystko okej — uciął, ignorując lekkie ukłucie, które poczuł po słowach mężczyzny. — A dokąd? — kontynuował wywiad, mimo dziwnego niepokoju, jaki zalągł się w jego głowie.
— Po Sakurę, wiesz...
— O — sapnął cicho, przerywając tym samym wypowiedź Sasuke. — No... to miłej zabawy.
— Jak chcesz mogę...
— Ze mną wszystko w porządku — mruknął, wstając z krzesła i kierując swoje kroki w stronę salonu. — Baw się dobrze.
***
Tak po prawdzie Naruto nie chciał, żeby Sasuke dobrze się bawił. W każdym razie nie z Sakurą. Wolałby, żeby...
— Przestań! — fuknął sam na siebie, ciaśniej owijając się kocem. — Co cię tak wzięło, bucu? — warczał pod swoim adresem, wygrzebując się jednak ze swojego kokonu. Zdecydowanym krokiem ruszył do swojego pokoju. — To chyba dobrze, że chłopak sobie znalazł ogarniętą dziewczynę, nie? — sapnął, łapiąc za butelkę wina, stojącą na biurku. — A to, że aktualnie chciałbyś się znajdować na jej miejscu... — zamilkł gwałtownie.
Nie miał nic do Haruno. Naprawdę. Znał ją mniej więcej tyle samo czasu, co Sasuke, bo również mieszkała w niedalekim sąsiedztwie. I nawet kiedyś się w niej podkochiwał. Była ładna, inteligentna, zaradna, czego można chcieć więcej? Uchiha dokonał naprawdę dobrego wyboru, zaczynając się z nią umawiać, tylko że...
— Że ja nie chcę, żeby spędzał z nią czas.
Dlaczego?
— Bo chcę, żeby był ze mną! — jęknął Naruto, opadając bezwładnie na swoje łóżko. Ścisnął mocniej trzymaną butelkę. Życie ssie, pomyślał smętnie.
To będzie długi, samotny wieczór.
***
Zerknął na trzymane wino. Butelka była już niemal w całości opróżniona, a on czuł się wyjątkowo trzeźwy. Picie wcale mu nie pomagało pozbyć się myśli o Sasuke. Wręcz przeciwnie.
Pociągnął nosem, rozglądając się wokół siebie. Aktualnie siedział na podłodze przy kanapie, opatulony w koc. W telewizji buczała jakaś dziwaczna komedia romantyczna, której za cholery nie rozumiał. Zerknął na wyświetlacz swojego telefonu. Właśnie zbliżała się godzina dwudziesta druga. Sasuke nie było w mieszkaniu już od dobrych kilku godzin. Pewnie dobrze się bawił w towarzystwie Sakury. Może trzymali się za ręce, flirtowali i... całowali się.
Sapnął zaskoczony, kiedy jego komórka zaczęła buczeć. Wstrzymał oddech kiedy zobaczył kto do niego dzwoni.
— Sasuke — mruknął do siebie, a na jego twarzy zagościł delikatny uśmiech. Zaraz jednak potrząsnął głową. Nie powinien się tak rozczulać przez zwykły telefon. Tylko po co mężczyzna miał do niego dzwonić w trakcie swojej randki? Po chwili wahania odebrał. — Halo?
— Jak się czujesz? — Usłyszał niecierpliwe pytanie, zaraz po tym, jak wcisnął zieloną słuchawkę.
— Co? — zapytał bez zrozumienia.
— Jak się czujesz, młocie. Bo jak wychodziłem nie wyglądałeś kwitnąco. Już lepiej?
— Eee... — Naruto nieco zatkało. Raczej nie spodziewał się, że Uchiha dzwonił do niego, aby zapytać się o samopoczucie. To było... O. Znowu poczuł to przyjemne, delikatne ciepło.
— Więc? — Usłyszał ponaglenie.
— W porządku — odpowiedział niepewnie. I czknął.
— Co ty? Piłeś?
— No — przyznał. — Wino.
— Z kim? Nie powiesz mi chyba, że sam się schlałeś. To podchodzi już pod alkoholizm, Naruto. — W głosie Sasuke dało się słyszeć lekką nutę rozbawienia.
— No.
— Hej? Co jest?
— Ja... — I wtedy do niego dotarła największa oczywista oczywistość. On... on...
— Naruto?
— Chyba się zakochałem — powiedział zduszonym głosem, zdumiony swoim własnym odkryciem. I zaraz z przerażeniem pomyślał, że nie powinien tego mówić Sasuke. Nie teraz, kiedy on ma randkę! To był chyba najbardziej nieodpowiedni moment, jaki mógłby sobie wybrać na wyznania. Dlatego też błyskawicznie się rozłączył. I wyłączył telefon.
Przez kilka sekund siedział bez ruchu.
Zakochał się.
W Sasuke.
Cholera jasna.
***
Kiedy, jakiś czas później, leżał już w swoim łóżku, pogrążony w dziwnych myślach, stwierdził, że te wszystkie wcześniejsze zauroczenia były... mdłe. W porównaniu do tego, co czuł teraz, mógł śmiało stwierdzić, że tak naprawdę nigdy nie był zakochany. Aż do dzisiaj.
To nie powinno tak być. Nie powinien czuć się tak źle. Rozdarty między chęcią wywrzeszczenia Sasuke swoich, niedawno odkrytych, uczuć, a wrażeniem, że powinien zachować je dla siebie. Bo przecież mężczyzna najwyraźniej swoją przyszłość aktualnie wiązał z Sakurą... I kiedy tylko o tym pomyślał, poczuł jeszcze większe przygnębienie.
Dlaczego dopadło go to akurat teraz? Dlaczego dopadło go w ogóle? I... czemu Sasuke? Ze wszystkich ludzi na świecie naprawdę musiał zakochać się w swoim przyjacielu?
— Chrzanić to — mruknął do siebie, wiercąc się i szukając wygodniejszej pozycji. — Zainwestuję w te koty. — No bo, nie zniszczy związku przyjaciela, tylko dlatego, że się w nim zakochał. Przejdzie mu to. Kiedyś. Zapewne.
— Naruto?
Uzumaki zamarł, słysząc wołanie z przedpokoju.
Sasuke wrócił do domu. I to w tempie błyskawicy, jeżeli spojrzeć na to, że ich rozmowa telefoniczna zakończyła się jakieś piętnaście minut temu. Chyba popsuł przyjacielowi randkę.
Ups.
Nie odpowiedział. W przypływie paniki postanowił udawać, że śpi. Zacisnął oczy, nakrywając się kołdrą po czubek głowy. Po niedługiej chwili drzwi do jego pokoju otworzyły się z cichym szmerem. W pomieszczeniu dało się słyszeć odgłos kroków, kiedy to Sasuke podszedł do jego łóżka. Następnie mężczyzna westchnął z wyraźną irytacją.
— Naruto — W głosie przyjaciela rozbrzmiała nuta rozdrażnienia. Łóżko ugięło się lekko pod jego ciężarem, gdy na nim usiadł. — Weź nie ściemniaj. I zacznij oddychać, bo zaraz się udusisz przez własną głupotę.
Dopiero wtedy Uzumaki uświadomił sobie, że faktycznie wstrzymywał powietrze. Wypuścił je z cichym świstem.
— Co ty tu robisz? — zapytał, wciąż szczelnie zakrywając się kołdrą, przez co jego głos został nieco stłumiony. — Zostawiłeś Sakurę...
Dla mnie?
— Co się dziwisz? W końcu, z projektem mogę jej pomóc innym razem. Myślałem, że coś się stało. Rozłączyłeś się, nic nie mówiąc, wyłączyłeś telefon. To było kretyńskie, Naruto. — Uzumaki drgnął, słysząc lekki wyrzut.
— Przepraszam — powiedział niepewnie. — Projekt? — zapytał po chwili wahania. — To, to nie była randka?
— Zwariowałeś? Z Sakurą? Zresztą, nieważne. — Sasuke był wyraźnie zniecierpliwiony. — Powiesz mi, co cię dręczy?
— Przepraszam — mruknął spod swojego nakrycia po dłuższej chwili, kurczowo zaciskając ręce na materiale. — Ja chyba... się zakochałem.
— Znowu?
— Nie. — Przygryzł na chwilę wargę, bojąc się kontynuować wypowiedź. Ale, to przecież był Sasuke. Naruto nie mógł nic na to poradzić, że zawsze mówił mu o wszystkim. — To nie tak. Tym razem... ja się chyba zakochałem tak naprawdę. Bo wcześniej, to wiesz, to było takie samonakręcanie się — mruknął, czerwieniąc się lekko. — Ja wtedy, no... nie czułem się tak jak teraz. Ale nie chciałem. Bo to... — zaczął plątać się w wypowiedzi. — Bo to nie tak miało być. No i ja... przepraszam.
Usłyszał ciche westchnięcie. A potem pytanie, którego się raczej nie spodziewał.
— Masz jeszcze to wino?
***
Dwa dosyć podejrzane drinki, czteropak piwa i butelkę wina później Naruto był stanowczo zbyt pijany, żeby kontrolować w pełnym stopniu to, co robi. Jednak był na tyle trzeźwy, że zdawał sobie z tego sprawę.
— Nie powinien... — czknął potężnie, nieco zezując w stronę Sasuke. Na Uchihę wypity alkohol najwyraźniej nie podziałał w żadnym stopniu. W sumie, nic dziwnego, bo to Uzumaki wychlał nieco więcej. I zawsze miał nieco słabszą głowę. — Ne... ne...m — zakończył z niejaką dumą. Jednak zaraz uczucie to wyparowało, gdyż uświadomił sobie, że niekoniecznie pamięta, co takiego chciał powiedzieć.
Właściwie, to mało co pamiętał. Tylko niejasno kojarzył, że z przyjacielem gadał o najzwyczajniejszych pierdołach, komentując co chwilę bzdury lecące w telewizji. Po prostu spędzali przyjemnie czas, tak jak za każdym razem, gdy zdarzał się im wspólny melanż.
— Co? — zapytał Sasuke, najwyraźniej próbując się nie zaśmiać. No tak. Naruto bardzo dobrze zdawał sobie sprawę z tego, że zdarzało mu się zabawnie bełkotać, kiedy wypił nieco więcej. Jednak to nie był powód, żeby się z niego nabijać!
— Pić — warknął w chwili olśnienia i naburmuszył się, nadymając policzki. — Z tobą! Oszuszujesz — zajęczał, już nieco mniej wyraźnie. Zmienił pozycję z siedzącej na półleżącą. Obaj zajęli miejsca na kanapie. Naruto teraz wciskał nos w znajdujące się na niej poduchy, a jego nogi zwisały bezwładnie na podłogę. Zaraz jednak, obrócił się na plecy, tak, że aktualnie wbijał spojrzenie w sufit.
Blada, trójkątna twarz przysłoniła mu widok. Naruto sapnął zaskoczony. Zaraz jednak wyszczerzył się w rozmarzonym uśmiechu. Bo przecież właśnie patrzył na oblicze osoby, którą kochał. To chyba był jeden z najpiękniejszych widoków w jego życiu. I nic nie mógł poradzić na to, że jego ręka samoistnie powędrowała do policzka Sasuke, aby delikatnie go pogłaskać. W następnej sekundzie druga uczyniła to samo. Dłonie Uzumakiego niepewnie wplątały się w ciemne kosmyki i przyciągnęły twarz drugiego mężczyzny znacznie bliżej. Zdecydowanie za blisko, by była mowa o przyjacielskiej odległości. Ta zaczęła stawać się zdecydowanie intymna.
Zaraz jednak Naruto roześmiał się rozbawiony tą myślą. Cmoknął Sasuke w nos, zabrał ręce, obrócił na bok i układając wygodnie głowę na kolanach przyjaciela, zasnął.
***
15 lutego
Kiedy Naruto obudził się, stwierdził, że z jednej strony jest mu niezwykle niekomfortowo, zaś z drugiej... całkiem przyjemnie. Otóż, tak jak zasnął, tak też obudził się na kanapie. A trzeba zaznaczyć, że kanapa, która znajdowała się w kawalerce jego i Sasuke, nie należała do najwygodniejszych na świecie. Jednak nie przeszkadzało mu to za bardzo. Otaczało go przyjemne ciepło.
I kiedy tak rozważał dalsze pogrążenie się we śnie, to przyjemne ciepło poruszyło się nieznacznie. Obce ręce zacisnęły się mocniej wokół jego tali, a ciepły oddech załaskotał go w szyję. Po chwilowej konsternacji do Naruto dotarło, że zasnął z przyjacielem na jednej kanapie w dosyć... sugestywnej pozycji. Wstrzymał oddech.
— Znowu próbujesz się udusić? — Dotarł do niego nieco zaspany głos.
— Em... — zająknął się. I wtedy uświadomił sobie, że niekoniecznie pamięta co się wydarzyło poprzedniego wieczoru. A z tym wiązało się to, że nie wiedział, czy gadał zwyczajowe głupoty, czy też powiedział Sasuke coś, czego stanowczo nie powinien mu mówić.
— Co?
— Możemy udawać, że wczorajszego dnia nie było? — wystękał, czerwieniąc się lekko. Naprawdę nie sądził, żeby coś chlapnął, czy też zrobił. Jednak... nigdy nic nie wiadomo.
— Nie. — Głos Sasuke nie brzmiał ani trochę na mniej zaspany, niż wcześniej.
— Ale...
— Zamknij się i daj spać. — Warknął nieco poirytowanym tonem Uchiha. Jego dłonie splotły się na brzuchu Naruto, a następnie stanowczym gestem przyciągnął mężczyznę jeszcze bliżej.
— Sasuke — zaczął Uzumaki niepewnie — śpimy na kanapie.
— No.
— Nie przeszkadza ci to?
— Nie.
— Serio?
— Dopóki śpię na niej z odpowiednią osobą, to nie bardzo. Skoro już zaspokoiłem twoją ciekawość, to, Naruto, naprawdę, daj spać!
— Och. Okej.
— No w końcu — mruknął Sasuke, w międzyczasie wciskając nos w kark Uzumakiego.
Naruto uśmiechnął się delikatnie, zanim ponownie pogrążył się we śnie. Miał dziwne wrażenie, że to uchihowe "w końcu" odnosiło się do czegoś więcej, niż do jego potulnej zgody na przymknięcie się. Zwłaszcza, że ręce Sasuke, jakoś tak niedyskretnie, właśnie próbowały wkraść się pod jego koszulkę.
***
Czasami coś, czego szukamy znajduje się tuż pod naszym nosem. I chyba właśnie wtedy musimy się najbardziej namęczyć, żeby to znaleźć. Co zabawne, jest spore prawdopodobieństwo, że ta poszukiwana rzecz czeka na nas już od dłuższego czasu. I, kiedy seria przypadków sprawi, że się wyląduje z tym czymś na jednej kanapie, to... mogą wyniknąć z tego rzeczy bardzo przyjemne.
Tytuł: Chrzanić miłość
Długość: 3,5 tys. słów
Gatunek: preromans xD
Beta: Fefcia
Uwagi: Są buraki, jest alkohol, czyli typowo po mojemu.
I dziękować Pico i Fefci za pomysły do fika :"D.
***
Czasami coś, czego szukamy znajduje się tuż pod naszym nosem. I chyba właśnie wtedy musimy się najbardziej namęczyć, żeby to znaleźć.
***
15 stycznia
— Ooch, pierzyć to. Pieprzyć wszystko. Nigdy więcej nie będę uganiał się za jakimś burakiem, który zaraz mi powie, że "to nie to"! W ogóle nie będę się za nikim uganiał! Chrzanię tę cholerną miłość. Kupię sobie kota. Koty są fajne. Zero związków. Nienawidzę facetów!
— Wiesz, tak technicznie, to też jesteś facetem.
— Wspieraj mnie, bucu, a nie. — Naruto nadął policzki, z wyrzutem patrząc na plecy Sasuke, który właśnie stał nad kuchenką i najwyraźniej coś mieszał w jednym z ustawionych na niej garnków. — Ja tu słów pocieszenia potrzebuję! Otuchy! I przede wszystkim pochwały decyzji, że zostanę singlem do końca swoich marnych dni.
Właśnie wrócił z wyjątkowo nieudanej randki. Znaczy, randka sama w sobie była spoko, jednak zakończyła się tym, że Neji z nim zerwał, bo, jak stwierdził, między nimi nie zaiskrzyło. No jak nie zaiskrzyło, skoro Uzumaki się zakochał?! Znowu. To chyba będzie jakiś czwarty raz w przeciągu ostatniego pół roku.
W każdym razie, Naruto wrócił na stancję, którą wynajmował wraz ze swoim przyjacielem Sasuke Uchihą. Automatycznie po przekroczeniu progu mieszkania skierował swoje kroki do kuchni, bo właśnie tam aktualnie przebywała jedyna potencjalna ofiara, która mogłaby wysłuchać jego wywodów.
— Przed tym, tym... jak mu tam? Hyuuga? Też tak mówiłeś — zagadał Sasuke tonem, który wyraźnie wskazywał na to, że właściwie rozmowa na ten temat zbytnio go nie interesuje.
— Jezu, Uchiha, jesteś strasznie nieczuły! — sapnął Uzumaki, jakby to naprawdę stanowiło dla niego jakieś nowe odkrycie. — Nie moja wina, że się zakochałem, nie? Ale teraz koniec z tym. Nie mam zamiaru znowu... — zamilkł gwałtownie, kiedy pod jego nosem wylądowała miska wypełniona zupą. — RAMEN!
— Na to twoje wiecznie złamane serce — parsknął Sasuke, siadając zaraz przy stole z taką samą miską.
— No ej, nie moja wina!
— Wcinaj i nie marudź.
***
27 stycznia
Z Sasuke Naruto znał się od... zawsze. Właściwie to wychowali się na jednym podwórku. Uczęszczali do tych samych szkół i w końcu - wylądowali na jednej uczelni. Na początku szczerze sobie dokazywali, napędzani jakąś dziwną chęcią rywalizacji, ale jakimś cudem udało im się jakoś zaprzyjaźnić. Uchiha o Naruto wiedział chyba wszystko. Wynikało to właściwie z tego prostego faktu, że Uzumaki był straszną paplą i nieraz zadręczał drugiego mężczyznę dziwnymi i zarazem typowymi dla niego rozmowami o swoim życiu. Zwłaszcza miłosnym.
Że też Sasuke przy tym nie marudził. Zbytnio.
Faktem jest, że kiedy tylko Naruto chciał, mógł powiedzieć mu absolutnie wszystko. Właściwie, to działało w dwie strony. Chociaż z Uchihy czasami ciężko było cokolwiek wycisnąć, z racji jego dosyć specyficznego charakteru. Dobrali się, nie ma co. Tajemniczy milczek i wieczna papla na jednej stancji.
— Nie wspominałeś ostatnio, że chcesz być kawalerem do końca swoich marnych dni?
Naruto zerknął spod byka na Sasuke, który aktualnie krzątał się po kuchni, ściągając naczynia z suszarki. Czasami żałował, że Uchiha NAPRAWDĘ słucha jego wywodów. Mógłby po prostu czasami przytakiwać, nie zwracając uwagi na słowa wypływające z jego ust. To by zaoszczędziło Uzumakiemu wielu niewygodnych pytań.
— No — mruknął, z nosem wciśniętym w kubek z parującą kawą. — To nie moja wina, że...
— Że się zakochałeś — dokończył Sasuke tonem znawcy, nie przerywając zajmującej czynności, jaką było układanie kubków w jednej z szafek. — Oczywiście.
— O co ci chodzi, noo? — jęknął Naruto, odstawiając napój na stół i wbił świdrujące spojrzenie w plecy przyjaciela. — Ja tu radosną nowinę niosę, że spotkałem miłość swojego życia, a...
— Piątą w ciągu ostatnich kilku miesięcy — wtrącił niewinnie Uchiha, obracając się w stronę przyjaciela. Przez chwilę przyglądał mu się z uwagą, aż westchnął i również usiadł przy stole. — No?
— Co: no? — burknął Uzumaki.
— No kimże jest kolejna nieszczęsna ofiara twojej miłości? Już się tak nie nabzdyczaj, tylko mów, bo chyba pękniesz, jak się z kimś nie podzielisz swoimi radosnymi rewelacjami.
Naruto wyszczerzył się radośnie. Nareszcie ta rozmowa zaczynała przebiegać, tak jak powinna.
— No więc, ma na imię...
I kiedy tak, paplając jak zwykle, mrużył oczy, uszło jego uwadze lekkie przygnębienie, które odbiło się na twarzy Sasuke.
***
4 lutego
Naruto leżał na kanapie pod kocem i nieobecnym wzrokiem wpatrywał się w telewizor. Ta ruda ciućma – Gaara – z którą wiązał swoją przyszłość, rzuciła go! No jak on mógł... Przecież wyraźnie coś między nimi było!
— Mówię do ciebie. Byś chociaż potwierdził, że żyjesz.
— No — sapnął, otrząsając się nieco z letargu. Zerknął ku górze. Nad nim wisiał Sasuke, na którego twarzy momentalnie pojawiło się lekkie zmartwienie.
— Co jest? — zapytał, sadowiąc się zaraz na kanapie. Uzumaki skrzętnie to wykorzystał, podciągnął się nieco i ułożył głowę na jego kolanach. Po chwili ciepła dłoń delikatnie pogłaskała go po blond kosmykach.
— Rzucił mnie — mruknął, a ręka Sasuke znieruchomiała na chwilę, zanim mężczyzna ponownie zaczął gładzić jego włosy.
— Znajdziesz lepszego.
— Nie chcę.
— Naruto...
— Naprawdę — sapnął, potrząsając głową. — Mam dosyć.
— Jeszcze spotkasz tego swojego księcia z bajki — parsknął Sasuke, moszcząc się wygodniej na kanapie. — Nie masz co marudzić.
Uzumaki uśmiechnął się niemrawo.
— Ewentualnie — kontynuował tymczasem Uchiha — założysz hodowlę kotów. To też jakieś wyjście.
— Pacan — burknął Naruto. Jednak po krótkiej wymianie zdań z przyjacielem jego humor diametralnie się poprawił. Dłoń wciąż znajdowała się w jego włosach, dając błogie poczucie bezpieczeństwa.
***
11 lutego
Naruto właśnie przekonywał samego siebie, że bycie singlem jest spoko. W końcu zero zobowiązań, brak ograniczeń ze strony jakiegokolwiek partnera i żadnych... wspólnych poranków, ukradkowych całusów, zero... no tego wszystkiego, co wiąże się z byciem z kimś na stałe.
— Pięknie — mruknął sam do siebie, wpatrując się w sklepową półkę z alkoholem. Chyba po swoim ostatnim - krótkim, bo krótkim - związku, miał doła. A najlepszy na doła jest melanż z przyjacielem! Gdy tylko o tym pomyślał, na jego twarzy pojawił się delikatny uśmiech. Tak. To dobra terapia. Już dawno odkrył, że rozmowy z Sasuke jakoś odganiają od niego czarne myśli. Tak więc do domu wrócił z reklamówką, w której znajdowały się dwie butelki niezbyt drogiego wina i z mocnym postanowieniem nawalenia się. I przegadania całej nocy.
Tylko że w swoich radosnych planach nie przewidział, że Uchiha może nie mieć dla niego czasu. Dlatego też zdziwił się, gdy zetknęli się w drzwiach wejściowych do ich wynajętego mieszkania.
— Wychodzisz? — zapytał szczerze zdumiony.
— No — odmruknął Sasuke, nawet się przy nim nie zatrzymując. — Umówiłem się. Będę późno. Pa!
Naruto stał przez dobre kilka sekund, z niezrozumieniem wpatrując się w plecy przyjaciela. Kiedy Sasuke zniknął na klatce schodowej, otrząsnął się z szoku.
— Umówił się? — sapnął sam do siebie. Ale... jak to? Z kim? I po co?
Zerknął na trzymaną w rękach reklamówkę. Sasuke... nie miał czasu się z nim napić. To było dosyć dziwne, bo Uchiha miał dla niego czas ZAWSZE. Naruto jakoś nie potrafił odnaleźć się w tej sytuacji. I nawet odechciało mu się pić. Potrząsnął głową i wszedł do mieszkania.
***
12 lutego
Gdy po południu zwlekł się z łóżka, był zdecydowanie nie w sosie. Przez pół nocy nie mógł zasnąć, a kiedy jednak mu się to udało, miał jakieś pochrzanione sny. Zdecydowanie się nie wyspał.
— A tobie co? — usłyszał, gdy tylko z ponurą miną zasiadł na krześle w kuchni. Sasuke chyba robił obiad.
— O której wróciłeś? — mruknął, ignorując pytanie przyjaciela.
— A bo ja wiem? Po drugiej chyba.
Naruto zmrużył oczy, wpatrując się w niego uważnie.
— I?
— Co "i"? Wiem, że dopiero wstałeś, ale mógłbyś się wysławiać nieco bardziej elokwentnie, co? — wytknął mu Uchiha, serwując przed nim kubek z kawą.
— Jak było? — sprecyzował Uzumaki oschłym głosem.
— Normalnie — Sasuke wzruszył ramionami, nawet na niego nie patrząc.
— A... — zaczął Naruto i zamilknął gwałtownie. Właściwie co go to obchodzi, co i z kim Uchiha wyrabiał? Dlaczego to, że Sasuke gdzieś wyszedł, wprawiło go w taki paskudny nastrój? Niepokojąca myśl zaświtała mu w głowie.
— Co? — usłyszał niecierpliwe pytanie.
— Nieważne — mruknął, zwinął kubek z kawą i powlekł się do salonu.
***
13 lutego
— Powiesz mi o co ci chodzi, czy będziesz wciąż milczał jak zaklęty?
— Co? — Naruto oderwał wzrok od telewizora, wpatrując się w Sasuke bez zrozumienia.
— Pstro. Od wczoraj zachowujesz się co najmniej dziwnie — zawyrokował mężczyzna, siadając tuż obok niego. Naruto wstrzymał na chwilę oddech. — Co się stało?
Uzumaki wzruszył ramionami, patrząc na niego niepewnie. Cóż... od wyjścia Sasuke na randkę zaczęły go dręczyć dosyć kretyńskie myśli. Nie, że był zazdrosny. Uchiha miał prawo wychodzić z kim chce i kiedy chce. Tylko... to było takie niecodzienne, że musiał nagle z kimś się dzielić jego uwagą.
I chyba przez to, że Sasuke zawsze, ale to zawsze był tylko przy nim, Naruto nie dostrzegał bardzo istotnej rzeczy, maniakalnie uganiając się za wyidealizowaną miłością. Tylko, czy on tak naprawdę kiedykolwiek kogoś kochał? Aktualnie zaczynał w to szczerze wątpić, bo na horyzoncie pojawiło się uczucie, którego nie potrafił jednoznacznie określić, a które wypełniało go całego. I to wręcz tak nieznośnie boleśnie.
— Eee — zająknął się. — Nie, nic. Trochę źle się czuję — skłamał, ponownie wbijając wzrok w telewizor.
— Masz gorączkę? Coś cię boli? Może...
— Nie, nie — zaprzeczył gorąco, kręcąc głową. — Prześpię się trochę i mi przejdzie. Nie masz co się martwić! — uśmiechnął się niemrawo, podrywając się z kanapy i ruszył do swojego pokoju. Starał się ignorować delikatne ciepło, które poczuł, widząc zainteresowanie Sasuke swoją osobą.
***
14 lutego
Znowu miał problemy ze snem. I to zdecydowanie wcale nie poprawiło jego humoru. Udało mu się nieco zdrzemnąć dopiero, gdy za oknem zaczęło robić się jasno. Cały czas dręczyły go myśli o Sasuke. TAK. O SASUKE. To było złe. To było dziwne. To było zdecydowanie nie na miejscu. Dlaczego o nim myślał, skoro mężczyzna był tuż za ścianą, od rana krzątając się po swoim pokoju?
Naruto znowu zwlekł się z łóżka o dość późnej, popołudniowej godzinie i od razu podreptał do kuchni. Opatulony kocem, zasiadł na krześle i wbił nieco rozkojarzony wzrok w przestrzeń. Tym razem jednak w pomieszczeniu był sam. Przynajmniej dopóki Sasuke nie wszedł, najwyraźniej czegoś szukając.
— Nie widziałeś gdzieś... — zaczął, rozglądając się wokół siebie. I zamilkł gwałtownie, kiedy jego spojrzenie padło na Naruto. — Hej?
— Hm? — mruknął Uzumaki, zerkając na niego. Zaraz jednak ponownie wbił tęczówki w przestrzeń przed sobą.
— Dalej źle się czujesz?
Potrząsnął głową w ramach odpowiedzi. Nie czuł się źle. Czuł się fatalnie. Tylko, że wcale nie chodziło o stan fizyczny. A jakoś w tym przypadku naprawdę nie sądził, że Sasuke jest odpowiednią osobą do wysłuchiwania jego wywodów. Zwłaszcza, że te wywody dotyczyłyby właśnie Uchihy.
— Na pewno?
— Ta — mruknął niemrawo. Ponownie zerknął na Sasuke. I ze świstem wciągnął powietrze. Bo mężczyzna... no cóż, dla Naruto oczywistym było, że Uchiha to wyjątkowo przystojny facet. Musiałby być ślepy, żeby nie zwrócić na to uwagi. Jednak jakoś zwyczajowo nie roztkliwiał się nad kwestią urody przyjaciela. Teraz jednak, kiedy męczył go ten dziwny stan, a Sasuke właśnie paradował przed nim w ciemnej koszuli i opiętych jeansach, ten fakt dotarł do niego ze zdwojoną siłą. — Wybierasz się gdzieś? — zapytał po chwili konsternacji.
— Miałem — padła ostrożna odpowiedź. — Ale jeżeli coś ci jest...
— Wszystko okej — uciął, ignorując lekkie ukłucie, które poczuł po słowach mężczyzny. — A dokąd? — kontynuował wywiad, mimo dziwnego niepokoju, jaki zalągł się w jego głowie.
— Po Sakurę, wiesz...
— O — sapnął cicho, przerywając tym samym wypowiedź Sasuke. — No... to miłej zabawy.
— Jak chcesz mogę...
— Ze mną wszystko w porządku — mruknął, wstając z krzesła i kierując swoje kroki w stronę salonu. — Baw się dobrze.
***
Tak po prawdzie Naruto nie chciał, żeby Sasuke dobrze się bawił. W każdym razie nie z Sakurą. Wolałby, żeby...
— Przestań! — fuknął sam na siebie, ciaśniej owijając się kocem. — Co cię tak wzięło, bucu? — warczał pod swoim adresem, wygrzebując się jednak ze swojego kokonu. Zdecydowanym krokiem ruszył do swojego pokoju. — To chyba dobrze, że chłopak sobie znalazł ogarniętą dziewczynę, nie? — sapnął, łapiąc za butelkę wina, stojącą na biurku. — A to, że aktualnie chciałbyś się znajdować na jej miejscu... — zamilkł gwałtownie.
Nie miał nic do Haruno. Naprawdę. Znał ją mniej więcej tyle samo czasu, co Sasuke, bo również mieszkała w niedalekim sąsiedztwie. I nawet kiedyś się w niej podkochiwał. Była ładna, inteligentna, zaradna, czego można chcieć więcej? Uchiha dokonał naprawdę dobrego wyboru, zaczynając się z nią umawiać, tylko że...
— Że ja nie chcę, żeby spędzał z nią czas.
Dlaczego?
— Bo chcę, żeby był ze mną! — jęknął Naruto, opadając bezwładnie na swoje łóżko. Ścisnął mocniej trzymaną butelkę. Życie ssie, pomyślał smętnie.
To będzie długi, samotny wieczór.
***
Zerknął na trzymane wino. Butelka była już niemal w całości opróżniona, a on czuł się wyjątkowo trzeźwy. Picie wcale mu nie pomagało pozbyć się myśli o Sasuke. Wręcz przeciwnie.
Pociągnął nosem, rozglądając się wokół siebie. Aktualnie siedział na podłodze przy kanapie, opatulony w koc. W telewizji buczała jakaś dziwaczna komedia romantyczna, której za cholery nie rozumiał. Zerknął na wyświetlacz swojego telefonu. Właśnie zbliżała się godzina dwudziesta druga. Sasuke nie było w mieszkaniu już od dobrych kilku godzin. Pewnie dobrze się bawił w towarzystwie Sakury. Może trzymali się za ręce, flirtowali i... całowali się.
Sapnął zaskoczony, kiedy jego komórka zaczęła buczeć. Wstrzymał oddech kiedy zobaczył kto do niego dzwoni.
— Sasuke — mruknął do siebie, a na jego twarzy zagościł delikatny uśmiech. Zaraz jednak potrząsnął głową. Nie powinien się tak rozczulać przez zwykły telefon. Tylko po co mężczyzna miał do niego dzwonić w trakcie swojej randki? Po chwili wahania odebrał. — Halo?
— Jak się czujesz? — Usłyszał niecierpliwe pytanie, zaraz po tym, jak wcisnął zieloną słuchawkę.
— Co? — zapytał bez zrozumienia.
— Jak się czujesz, młocie. Bo jak wychodziłem nie wyglądałeś kwitnąco. Już lepiej?
— Eee... — Naruto nieco zatkało. Raczej nie spodziewał się, że Uchiha dzwonił do niego, aby zapytać się o samopoczucie. To było... O. Znowu poczuł to przyjemne, delikatne ciepło.
— Więc? — Usłyszał ponaglenie.
— W porządku — odpowiedział niepewnie. I czknął.
— Co ty? Piłeś?
— No — przyznał. — Wino.
— Z kim? Nie powiesz mi chyba, że sam się schlałeś. To podchodzi już pod alkoholizm, Naruto. — W głosie Sasuke dało się słyszeć lekką nutę rozbawienia.
— No.
— Hej? Co jest?
— Ja... — I wtedy do niego dotarła największa oczywista oczywistość. On... on...
— Naruto?
— Chyba się zakochałem — powiedział zduszonym głosem, zdumiony swoim własnym odkryciem. I zaraz z przerażeniem pomyślał, że nie powinien tego mówić Sasuke. Nie teraz, kiedy on ma randkę! To był chyba najbardziej nieodpowiedni moment, jaki mógłby sobie wybrać na wyznania. Dlatego też błyskawicznie się rozłączył. I wyłączył telefon.
Przez kilka sekund siedział bez ruchu.
Zakochał się.
W Sasuke.
Cholera jasna.
***
Kiedy, jakiś czas później, leżał już w swoim łóżku, pogrążony w dziwnych myślach, stwierdził, że te wszystkie wcześniejsze zauroczenia były... mdłe. W porównaniu do tego, co czuł teraz, mógł śmiało stwierdzić, że tak naprawdę nigdy nie był zakochany. Aż do dzisiaj.
To nie powinno tak być. Nie powinien czuć się tak źle. Rozdarty między chęcią wywrzeszczenia Sasuke swoich, niedawno odkrytych, uczuć, a wrażeniem, że powinien zachować je dla siebie. Bo przecież mężczyzna najwyraźniej swoją przyszłość aktualnie wiązał z Sakurą... I kiedy tylko o tym pomyślał, poczuł jeszcze większe przygnębienie.
Dlaczego dopadło go to akurat teraz? Dlaczego dopadło go w ogóle? I... czemu Sasuke? Ze wszystkich ludzi na świecie naprawdę musiał zakochać się w swoim przyjacielu?
— Chrzanić to — mruknął do siebie, wiercąc się i szukając wygodniejszej pozycji. — Zainwestuję w te koty. — No bo, nie zniszczy związku przyjaciela, tylko dlatego, że się w nim zakochał. Przejdzie mu to. Kiedyś. Zapewne.
— Naruto?
Uzumaki zamarł, słysząc wołanie z przedpokoju.
Sasuke wrócił do domu. I to w tempie błyskawicy, jeżeli spojrzeć na to, że ich rozmowa telefoniczna zakończyła się jakieś piętnaście minut temu. Chyba popsuł przyjacielowi randkę.
Ups.
Nie odpowiedział. W przypływie paniki postanowił udawać, że śpi. Zacisnął oczy, nakrywając się kołdrą po czubek głowy. Po niedługiej chwili drzwi do jego pokoju otworzyły się z cichym szmerem. W pomieszczeniu dało się słyszeć odgłos kroków, kiedy to Sasuke podszedł do jego łóżka. Następnie mężczyzna westchnął z wyraźną irytacją.
— Naruto — W głosie przyjaciela rozbrzmiała nuta rozdrażnienia. Łóżko ugięło się lekko pod jego ciężarem, gdy na nim usiadł. — Weź nie ściemniaj. I zacznij oddychać, bo zaraz się udusisz przez własną głupotę.
Dopiero wtedy Uzumaki uświadomił sobie, że faktycznie wstrzymywał powietrze. Wypuścił je z cichym świstem.
— Co ty tu robisz? — zapytał, wciąż szczelnie zakrywając się kołdrą, przez co jego głos został nieco stłumiony. — Zostawiłeś Sakurę...
Dla mnie?
— Co się dziwisz? W końcu, z projektem mogę jej pomóc innym razem. Myślałem, że coś się stało. Rozłączyłeś się, nic nie mówiąc, wyłączyłeś telefon. To było kretyńskie, Naruto. — Uzumaki drgnął, słysząc lekki wyrzut.
— Przepraszam — powiedział niepewnie. — Projekt? — zapytał po chwili wahania. — To, to nie była randka?
— Zwariowałeś? Z Sakurą? Zresztą, nieważne. — Sasuke był wyraźnie zniecierpliwiony. — Powiesz mi, co cię dręczy?
— Przepraszam — mruknął spod swojego nakrycia po dłuższej chwili, kurczowo zaciskając ręce na materiale. — Ja chyba... się zakochałem.
— Znowu?
— Nie. — Przygryzł na chwilę wargę, bojąc się kontynuować wypowiedź. Ale, to przecież był Sasuke. Naruto nie mógł nic na to poradzić, że zawsze mówił mu o wszystkim. — To nie tak. Tym razem... ja się chyba zakochałem tak naprawdę. Bo wcześniej, to wiesz, to było takie samonakręcanie się — mruknął, czerwieniąc się lekko. — Ja wtedy, no... nie czułem się tak jak teraz. Ale nie chciałem. Bo to... — zaczął plątać się w wypowiedzi. — Bo to nie tak miało być. No i ja... przepraszam.
Usłyszał ciche westchnięcie. A potem pytanie, którego się raczej nie spodziewał.
— Masz jeszcze to wino?
***
Dwa dosyć podejrzane drinki, czteropak piwa i butelkę wina później Naruto był stanowczo zbyt pijany, żeby kontrolować w pełnym stopniu to, co robi. Jednak był na tyle trzeźwy, że zdawał sobie z tego sprawę.
— Nie powinien... — czknął potężnie, nieco zezując w stronę Sasuke. Na Uchihę wypity alkohol najwyraźniej nie podziałał w żadnym stopniu. W sumie, nic dziwnego, bo to Uzumaki wychlał nieco więcej. I zawsze miał nieco słabszą głowę. — Ne... ne...m — zakończył z niejaką dumą. Jednak zaraz uczucie to wyparowało, gdyż uświadomił sobie, że niekoniecznie pamięta, co takiego chciał powiedzieć.
Właściwie, to mało co pamiętał. Tylko niejasno kojarzył, że z przyjacielem gadał o najzwyczajniejszych pierdołach, komentując co chwilę bzdury lecące w telewizji. Po prostu spędzali przyjemnie czas, tak jak za każdym razem, gdy zdarzał się im wspólny melanż.
— Co? — zapytał Sasuke, najwyraźniej próbując się nie zaśmiać. No tak. Naruto bardzo dobrze zdawał sobie sprawę z tego, że zdarzało mu się zabawnie bełkotać, kiedy wypił nieco więcej. Jednak to nie był powód, żeby się z niego nabijać!
— Pić — warknął w chwili olśnienia i naburmuszył się, nadymając policzki. — Z tobą! Oszuszujesz — zajęczał, już nieco mniej wyraźnie. Zmienił pozycję z siedzącej na półleżącą. Obaj zajęli miejsca na kanapie. Naruto teraz wciskał nos w znajdujące się na niej poduchy, a jego nogi zwisały bezwładnie na podłogę. Zaraz jednak, obrócił się na plecy, tak, że aktualnie wbijał spojrzenie w sufit.
Blada, trójkątna twarz przysłoniła mu widok. Naruto sapnął zaskoczony. Zaraz jednak wyszczerzył się w rozmarzonym uśmiechu. Bo przecież właśnie patrzył na oblicze osoby, którą kochał. To chyba był jeden z najpiękniejszych widoków w jego życiu. I nic nie mógł poradzić na to, że jego ręka samoistnie powędrowała do policzka Sasuke, aby delikatnie go pogłaskać. W następnej sekundzie druga uczyniła to samo. Dłonie Uzumakiego niepewnie wplątały się w ciemne kosmyki i przyciągnęły twarz drugiego mężczyzny znacznie bliżej. Zdecydowanie za blisko, by była mowa o przyjacielskiej odległości. Ta zaczęła stawać się zdecydowanie intymna.
Zaraz jednak Naruto roześmiał się rozbawiony tą myślą. Cmoknął Sasuke w nos, zabrał ręce, obrócił na bok i układając wygodnie głowę na kolanach przyjaciela, zasnął.
***
15 lutego
Kiedy Naruto obudził się, stwierdził, że z jednej strony jest mu niezwykle niekomfortowo, zaś z drugiej... całkiem przyjemnie. Otóż, tak jak zasnął, tak też obudził się na kanapie. A trzeba zaznaczyć, że kanapa, która znajdowała się w kawalerce jego i Sasuke, nie należała do najwygodniejszych na świecie. Jednak nie przeszkadzało mu to za bardzo. Otaczało go przyjemne ciepło.
I kiedy tak rozważał dalsze pogrążenie się we śnie, to przyjemne ciepło poruszyło się nieznacznie. Obce ręce zacisnęły się mocniej wokół jego tali, a ciepły oddech załaskotał go w szyję. Po chwilowej konsternacji do Naruto dotarło, że zasnął z przyjacielem na jednej kanapie w dosyć... sugestywnej pozycji. Wstrzymał oddech.
— Znowu próbujesz się udusić? — Dotarł do niego nieco zaspany głos.
— Em... — zająknął się. I wtedy uświadomił sobie, że niekoniecznie pamięta co się wydarzyło poprzedniego wieczoru. A z tym wiązało się to, że nie wiedział, czy gadał zwyczajowe głupoty, czy też powiedział Sasuke coś, czego stanowczo nie powinien mu mówić.
— Co?
— Możemy udawać, że wczorajszego dnia nie było? — wystękał, czerwieniąc się lekko. Naprawdę nie sądził, żeby coś chlapnął, czy też zrobił. Jednak... nigdy nic nie wiadomo.
— Nie. — Głos Sasuke nie brzmiał ani trochę na mniej zaspany, niż wcześniej.
— Ale...
— Zamknij się i daj spać. — Warknął nieco poirytowanym tonem Uchiha. Jego dłonie splotły się na brzuchu Naruto, a następnie stanowczym gestem przyciągnął mężczyznę jeszcze bliżej.
— Sasuke — zaczął Uzumaki niepewnie — śpimy na kanapie.
— No.
— Nie przeszkadza ci to?
— Nie.
— Serio?
— Dopóki śpię na niej z odpowiednią osobą, to nie bardzo. Skoro już zaspokoiłem twoją ciekawość, to, Naruto, naprawdę, daj spać!
— Och. Okej.
— No w końcu — mruknął Sasuke, w międzyczasie wciskając nos w kark Uzumakiego.
Naruto uśmiechnął się delikatnie, zanim ponownie pogrążył się we śnie. Miał dziwne wrażenie, że to uchihowe "w końcu" odnosiło się do czegoś więcej, niż do jego potulnej zgody na przymknięcie się. Zwłaszcza, że ręce Sasuke, jakoś tak niedyskretnie, właśnie próbowały wkraść się pod jego koszulkę.
***
Czasami coś, czego szukamy znajduje się tuż pod naszym nosem. I chyba właśnie wtedy musimy się najbardziej namęczyć, żeby to znaleźć. Co zabawne, jest spore prawdopodobieństwo, że ta poszukiwana rzecz czeka na nas już od dłuższego czasu. I, kiedy seria przypadków sprawi, że się wyląduje z tym czymś na jednej kanapie, to... mogą wyniknąć z tego rzeczy bardzo przyjemne.
Subskrybuj:
Posty (Atom)