środa, 24 lipca 2013

Drobnostki, czyli wszystko we właściwym czasie

Dawno się nic nie działo, więc, żeby nieco rozruszać bloga, wrzucam to cóś. Dziękuję za komentarze, lofciam  < 3 I zapraszam do czytania. 

Tytuł: Drobnostki, czyli wszystko we właściwym czasie 
Długość: miniatura
Gatunek: romans, obyczaj
Beta: Pico :"D Dziękuję!  
Ostrzeżenia: Wrzucone na odpowiedzialność Pico (hłehueheheh xD), przez którą to fik ten (utrapienie me osobiste) jest wystawiane dla większej publiki. I specjalnie dla wspaniałej pani bety: "mogą się jeszcze pojawić herezje interpunkcyjne, bo Pico jest ograniczona intelektualnie", lof < 3



***

– Zrywam z tobą.
Sasuke postukał niecierpliwie palcami w blat stołu. Właśnie znajdował się wraz z Naruto w ich ulubionej kawiarence, w której serwowano najlepszą kawę na świecie. A uśmiechając się ładnie do kelnerki, można było dostać czekoladowa ciasteczka, co Uzumaki skwapliwie wykorzystywał.
 – Nie rozumiem – powiedział po chwili, wgapiając się w towarzysza nieco beznamiętnym spojrzeniem. – Dlaczego? Wydawało mi się, że nasz układ jest dla ciebie korzystny.
 Naruto posłał mu wrogie spojrzenie.
 – Czy ty w ogóle słyszysz co mówisz? Układ? Korzystny? Sasuke, mówimy o związku. Naszym związku, tak dla ścisłości. Najwyraźniej nie istniejącym. Widzisz, jestem facetem, który potrzebuje nieco uczucia, a nie chorego układu. Odrobiny emocji, spontanicznych wyznań. Boże, człowieku, jakiegokolwiek dowodu, że coś do mnie czujesz, a nie traktujesz jak przedmiot do zaspokajania swoich seksualnych potrzeb. – Naruto zamilkł na chwilę. Jego głos załamał się lekko, jednak po chwili przemówił ponownie pewnym tonem  – Wiesz, właściwie sam siebie podziwiam, że aż tyle wytrzymałem. Nie wiem, może miałem nadzieję, że się zmienisz, że...
 – Seks ci nie odpowiada?
 Do uszu Uchihy dobiegło zniecierpliwione westchnięcie.
 – Nie wiem, czy to kwestia wychowania, charakteru, czy cholera wie czego, ale jesteś strasznym dupkiem, wiesz? Ale po co ja ci to mówię, taki bezuczuciowy burak jak ty i tak oleje moje słowa. – Nie czekając na odpowiedź, Naruto wstał. – Żegnaj, Sasuke. Mimo wszystko, było miło.  Ale ja nie potrafię żyć w taki sposób.
 Tak Sasuke został sam. Wyciągnął telefon, z którego po chwili wykasował notatkę o jutrzejszym spotkaniu z Naruto. Cóż... Bywa.

***

Jego związek z Naruto trwał dwa lata. I był wygodny. Chłopak, jeżeli chodziło o pewne sprawy, nie wymagał wiele. Jeżeli Sasuke zastanowiłby się bardziej nad tą kwestią, stwierdziłby w końcu, że właściwie to Naruto nie wymagał od niego... Niczego. Po prostu wystarczało mu, że od czasu, do czasu Uchiha był przy nim. A przy trybie pracy wziętego programisty, było to dla Sasuke bardzo korzystne. W końcu, nie raz zdarzało się, że z biura do domu wracał o abstrakcyjnych porach, czy też, przy większych projektach  wychodził o świcie. A o dziwo, Naruto zawsze czekał na niego ze śniadaniem, czy też kolacją. Czasami nawet podrzucał mu babeczki w porze lunchu. Właściwie, to Naruto dosyć często podrzucał mu różnego rodzaju wypieki. I jak już było wspomniane wcześniej, nie wymagał niczego w zamian.
 Sasuke spojrzał z lekkim rozdrażnieniem na wymalowaną blondynkę, z którą spotykał się od tygodnia. Nawet nie był pewien, czy dobrze pamięta jej imię. Ino? A zresztą, czy to ważne?
 – I wiesz, moja mama chciałaby cię w końcu poznać... – paplała radośnie kobieta, gładząc go delikatnie po ramieniu. Siedziała stanowczo zbyt blisko. Sasuke zmarszczył brwi.
 – Poznać? – zapytał w końcu, przerywając jej monolog. – Mam dziwne wrażenie, że oczekujesz ode mnie pewnego rodzaju zobowiązań, na które stanowczo nie mam zamiaru się zgodzić.
Kolację w restauracji skończyli w bardzo niemiłej atmosferze. W dodatku, wino, które wcześniej zamówił dziewczynie, wylądowało na jego koszuli. Co jest do cholery z tymi ludźmi nie tak, zastanawiał się Sasuke, ścierając pośpiesznie plamę. Tydzień to przecież zdecydowanie za wcześnie, żeby poznawać czyichś rodziców! Zwłaszcza, że on nigdy nie miał zamiaru pozwalać sobie na aż takie zobowiązania!
Naruto nigdy... Nagle zaprzestał pocierania chusteczką. Właśnie, Naruto nigdy niczego nie wymagał.  Naruto po prostu był.
Dlaczego w ogóle o nim myślę? Zastanowił się przez chwilę, po czym potrząsnął gwałtownie głową. Niejasno krążyło mu w myślach, że Ino miała niebieskie oczy.

***

 – Rzucił cię?
 – Yhm – mruknął, mieszając łyżeczką w kawie. Zerknął na swojego, z braku laku można nazwać, przyjaciela. Czy też, jedyną osobą, która z niezrozumiałych dla niego względów, zadawała się z nim jeszcze. – Wiesz, Shikamaru, nie chciałbym za bardzo rozwijać tego tematu...
 – Kiedy?
 – Miesiąc temu.
 Nara gwizdnął cicho pod nosem.
 – No, i tak się nieźle trzymał.
 Sasuke spojrzał na niego nieprzychylnie znad filiżanki kawy.
 – Czyli, że co? Naruto biedny, a ja ten zły? Jak już mówiłem, to on ze mną zerwał. Niby sobie na to zasłużyłem?
 – Nie wiem. A zasłużyłeś? – zapytał Shikamaru. – Zresztą, to nie pierwszy twój związek, który nie wypalił. I zazwyczaj, sam musisz przyznać, zasługiwałeś. Niby czym ten się różni od poprzednich?
Sasuke zmarszczył brwi. No właśnie? Zapytał sam siebie, wpatrując się w piaskową babeczkę podaną do kawy. Jej kuszący zapach, jakoś jednoznacznie kojarzył mu się z Uzumakim. Dlaczego wciąż mnie prześladuje?

***

Uchiha ze zgrozą spoglądał na coś zielonego. Dopiero po chwili odetchnął, kiedy zdał sobie sprawę z tego, że był to portfel. Kto o zdrowych myślach kupował takie szkaradztwo? Sprawa wyjaśniła się nieco, gdy go otworzył i ze środka wypadł dokument.
 Była to karta biblioteczna. Zapisana na Uzumakigo Naruto. No tak, tylko on mógłby się pokusić na kupno portfela w kształcie ropuchy. Sasuke przyłapał się na delikatnym uśmiechu, kiedy wpatrywał się w widoczną na zdjęciu, radośnie wyszczerzoną, blond postać. Zaraz jednak się otrząsnął się z lekkiego letargu, schował dokument i odłożył portmonetkę. Nie miał teraz czasu na takie rzeczy, w końcu, za chwilę musiał wyjść do pracy.
Ale nawet kiedy wpatrywał się w ekran komputera, to przed oczami miał roześmianą postać Naruto.

***

 To zabawne, ale Sasuke nawet nie wiedział, gdzie Naruto mieszka. Jakoś nigdy nie przywiązywał to tego większej wagi. W końcu, Uzumaki był przy nim, kiedy tylko był potrzebny. W każdym razie, nie spodziewał się, że tak żywiołowa osoba mogłaby mieszkać w bloku, nie doprowadzając przy tym sąsiadów do szału. A jednak.
 Uchiha zerknął dla pewności na adres na karcie bibliotecznej, a następnie na szary, nieco podniszczony blok. Cóż. Wszystko się zgadzało. Ruszył pewnym krokiem ku klatce schodowej. Na jego szczęście, domofon był popsuty, dlatego od razu wspiął się po schodach na drugie piętro. Po chwili wahania zapukał w drzwi mieszkania oznaczonego numerem cztery. Właściwie, co ja tu robię?
 – Już idę! – dobiegł jego uszu wyraźnie damski głos. Nagle zapragnął być gdzieś indziej. Jednak, zanim zdążył pomyśleć o jakimś planie ewakuacji, drzwi otworzyły się i stanęła w nich różowowłosa kobieta. Wbiła w niego zdecydowanie za mądre zielone oczy i zapytała po chwili: – W czym mogę pomóc?
 – Szukam... – zaczął i odchrząknął. – Szukam Naruto.
 – Po co? – Ton kobiety wyraźnie wskazywał na to, że nie pała do Sasuke sympatią. Z tego Uchiha wywnioskował, że na pewno zna Uzumakiego, a ten, zapewne jej coś napomknął na jego temat.
 Właśnie, po co? Sasuke naprawdę sam chciałby to wiedzieć.
 – Ja... – zaczął niepewnie. – Nie wiem...
 – Tu go nie znajdziesz. – Przyglądała mu się przez chwilę podejrzliwie. Zaraz jednak jej oblicze nieco złagodniało. – Ale przyjdź jak już będziesz pewien, czego oczekujesz od życia.
 Kilka minut późnie Sasuke siedział nieopodal bloku na nieco podniszczonej ławce z twarzą ukrytą w dłoniach. Niby czego oczekujesz od życia, Sasuke? Zapytał złośliwy głos w jego głowie, który jakimś dziwnym trafem przypominał mu Shikamaru. Czy może raczej: kogo? Cholernie domyślny ten głos...

***

Sasuke siedział w kawiarni, tak, tej samej, w której Naruto z nim zerwał, i wyjątkowo uparcie starał się nie myśleć. Dlaczego na popołudniową kawę przylazł akurat tutaj - sam nie miał pojęcia. Niemalże z każdej strony atakowały go wspomnienia o Naruto.
 Skrzywił się. To nawet było fascynujące, że brakowało mu tego pełnego energii faceta w tych najzwyklejszych momentach życia. To przy porannej kawie, to przy kucharowaniu, które, nawiasem mówiąc, nigdy nie było atutem Sasuke, to po południowej drzemce w zaciszu własnego domu, kiedy to Naruto przysypiał tuż przy nim, a jego blond kosmyki łaskotały Sasuke w nos. To podczas lunchu, kiedy Uzumaki wparowywał znienacka do jego biura, zamykał jego laptopa, na którego, trajkocząc radośnie, kładł dwie babeczki, kradł całusa i zaraz uciekał, tłumacząc się natłokiem klientów.
 Sasuke zamarł. Właśnie zdał sobie sprawę, że był kompletnym ignorantem. Przecież on nawet nie wiedział, gdzie Naruto pracuje.
 – I jak tu się dziwić, że mnie zostawił? – mruknął do siebie.

***

 Jeżeli chodzi o pewne sprawy, to w życiu człowieka przychodzi moment, kiedy zdaje sobie sprawę z dosyć oczywistych faktów. A mimo ich oczywistości... I tak jest zdumiony swoim odkryciem. Dla Sasuke moment ten przyszedł dwa miesiące po rozstaniu z Naruto.
 – Brakuje mi go – powiedział sam do siebie z lekkim niedowierzaniem. Wpatrywał się w swoje własne lustrzane odbicie i chyba właśnie dokonywał najważniejszych odkryć swojego życia. – Chcę go odzyskać – dorzucił pewniejszym tonem.
 Tylko, że Sasuke nie za bardzo wiedział, jakby się za to zabrać.

***

 – Wyglądasz jak wrak – stwierdził Nara, siadając na kanapie tuż obok Sasuke. Uchiha nie zaszczycił go nawet spojrzeniem. Oczy swe utkwił aktualnie w telewizorze, który dudnił już od wczesnego ranka, towarzysząc mężczyźnie w ponurych rozmyślaniach. Był weekend. Kolejny weekend, w którym to Sasuke nie miał zamiaru zrobić nic produktywnego.
 – Tam są drzwi – mruknął, nie odwracając się do niego. Pogodynka w telewizji właśnie zapowiadała deszczowe popołudnie. – Idź, wyjdź przez nie, zapukaj, poczekaj chwilę i z łaski swojej, pójdź sobie.
 – To cię trafiło, Uchiha, co? No ale, w końcu, na każdego przychodzi odpowiedni czas.
 – Nie rozumiem, o co ci chodzi. Zresztą, nie powinieneś przypadkiem zajmować się swoimi własnymi sprawami?
 – Znaj łaskę pana. Znalazłem dla ciebie nieco czasu.
 I tym oto sposobem, Sasuke został wyciągnięty ze swojego domu do ludzi, których, bardziej niż zwykle, nie miał ochoty oglądać.
 – Dlaczego nie zostawisz mnie w spokoju? – zapytał w końcu zbolałym tonem przyjaciela, kiedy przemierzali wąskie uliczki. – Nie mam ochoty...
 – Nie marudź, nie będziesz siedział sam cały wieczór. Jest sobota, chodź na piwo.
 Piwo, pomyślał nieco nieprzytomnie. No tak, zupełnie o tym zapomniał, że Shikamaru za swój główny cel w życiu uważał wyciąganie wszystkich chłopaków z pracy na sobotniego browara. A zapomniał o tym jeszcze bardziej, kiedy w tłumie ludzi zauważył różową czuprynę.
 – Poczekaj chwilę – sapnął i rzucił się w pogoń za dziewczyną.

***

 – Stój! – krzyknął, zanim kobieta zniknęła za drzwiami cukierni. Zauważył, jak rzuca zaniepokojone spojrzenie w głąb małego sklepiku, zanim skupiła na nim wzrok.
 – Tak? – zapytała, wbijając w niego czujne zielone oczy.
 – Ja... – zaczął, nie wiedząc właściwie, co chciał powiedzieć. – Ja byłem...
 – Zdaję sobie sprawę z tego, kim jesteś – odpowiedziała mu kobieta, zanim zrobił z siebie całkowitego kretyna. – Sasuke Uchiha. Człowiek skała, co nie? Wyrażanie emocji chyba nie jest twoją najmocniejszą stroną.
 Ta baba mnie obraża, dotarło do niego po chwili, w której z lekkim zaskoczeniem spoglądał na jej postać.
 – Chociaż z tego co opowiadał Naruto, powinieneś być bardziej wygadany.
 – Czyli znasz Naruto? – zapytał. W tej chwili nie za bardzo obchodziło go to, co sądziła o nim kobieta. – Powiesz mi, gdzie on jest?
 – To zależy, czego od niego chcesz.
 Sasuke zmarszczył brwi. Czego chce? To nie tak... Nachylił się i wyszeptał jej coś do ucha. Kobieta zamrugała wyraźnie zaskoczona jego słowami, ale zaraz na jej twarzy wykwitł szczery uśmiech.
 – Znam – odpowiedziała w końcu. – A teraz idź mi kupić babeczki.
 – Co?
 – Pstro. Bez babeczek nie ma rozmów o Naruto. Idź. – Wskazała dłonią na cukiernię. – Poczekam.
 No to... Poszedł.

***

 – Cześć Sakura.
 Kobieta oderwała wzrok od sklepowych drzwi. Stał przy niej Nara.
 – Witaj Shikamarau – odpowiedziała pogodnie, powracając spojrzeniem do wcześniejszego punktu obserwacji.
 – I co? Myślisz, że coś z nich będzie? – zapytał mężczyzna, przeszukując swoje kieszenie. W końcu, z błyskiem tryumfu w oczach, wyciągnął z jednej pomiętą paczkę papierosów. – Co ci tam szeptał?
 Sakura uśmiechnęła się promiennie.
 – Zapytałam, czego chce od Naruto.
 – I?
 – Powiedział, że od niego nie chce w sumie nic. Że tak właściwie, to chciałby mu coś dać.
 – Co?
 – Siebie.

***

 – Dzień dobry, czym mogę... – Ciepły głos zamilkł nagle, gdy tylko oczy zapracowanego sprzedawcy spojrzały na klienta.
 – Nie chciałby pan kupić bezuczuciowego buraka? – wypalił Sasuke, zanim właściwie zdążył pomyśleć. Po chwili doszedł do wniosku, że to właściwie nawet przyjemne, działać, a nie roztkliwiać się nad szczegółami. – Mamy promocję.
 W niebieskich oczach sprzedawcy pojawiło się lekkie niezdecydowanie. Jakby sam za bardzo nie dowierzał w to co widział i słyszał, jednocześnie starając się ukryć mimowolnie pojawiający się na jego twarzy uśmiech.
 – I w ramach zapłaty przyjmujemy babeczki.
 Naruto, w końcu, parsknął śmiechem.

czwartek, 2 maja 2013

Upolować lisa


Dawno się nic nie działo, to wrzucam kwitek będący drugim rozdziałem "Upolować lisa"  kolejny będzie duuużo dłuższy :"D Dziękuję bardzo za komentarze, trochę nie ogarnęłam z odpisywaniem x) No, to wracam do graficzenia xD

2. Osaczyć

               Sasuke od zawsze obserwował Naruto niemalże przy każdej możliwej okazji. Było to swojego rodzaju zwyczajem Uchihy. Po prostu to... Lubił. Być może miało na to wpływ to, że Uzumaki już sam w sobie był osobą dosyć ciekawą, całkowicie różniącą się od innych znanych mu ludzi. Może chodziło o nieco toporną technikę "bycia", która ujawniała się nie tylko w codziennej postawie Naruto, ale i w trakcie treningów, czy też walk.
               Bo Uzumaki, mimo wyraźnego braku stylu podczas sparingów, posiadał pewne dosyć charakterystyczne zachowania, które właściwie można było przypisać tylko jemu. I wcale nie chodziło o to, że po niemalże każdej wymianie ciosów dziwacznym sposobem lądował na czworaka, wyglądając przy tym dosyć... Lisio. Cofnięty kark, wyszczerzone zęby i to specyficzne spojrzenie, po którym można było wywnioskować, że Uzumaki właśnie skupia się na zadaniu kolejnych ciosów. Co ciekawsze, takie chwile trwały zaledwie ułamki sekund, gdyż Naruto, z pozoru instynktownie, zaraz podrywał się do następnego ataku, nie dając przeciwnikowi szans na chociażby sekundę namysłu.
               Sasuke czasami zastanawiał się, czy ktoś oprócz niego widzi te drobne, ale jakże istotne dla szczegóły.
               Charakterystycznym gestem było drobne skrzywienie ust, kiedy Naruto nie potrafił odnaleźć się w danej sytuacji. Co również było natychmiast maskowane szerokim uśmiechem i mrużeniem błękitnych oczu. Właściwie, Uzumaki dosyć często mrużył oczy. Jakby próbując schować samego siebie za powiekami. Charakterystyczne również było ciche sapnięcie, niemalże niesłyszalne dla postronnego obserwatora, które miało zazwyczaj miejsce, gdy coś nie szło po myśli Uzumakiego. Oraz lekkie podrygiwanie stopą, kiedy to mężczyzna był wyraźnie podekscytowany.
               Setki drobnych zachowań, które Sasuke obserwował i zapamiętywał z niewiadomych względów.
               Uchiha zmarszczył brwi w zamyśleniu, spod przymrużonych powiek obserwując towarzystwo biesiadujące przy restauracyjnym stoliku. Naruto właśnie zerwał się z miejsca żywo gestykując, próbując najwyraźniej przekazać znajomym jakieś niezwykle istotne szczegóły z ostatnio wykonywanej misji. W tym momencie Uzumaki był dawnym sobą. Pełnym energii, głośnym i roześmianym mężczyzną. Więc... O co właściwie mogło chodzić, gdy nagle diametralnie zmieniał swoje zachowanie?
               Nagle niebieskie tęczówki spojrzały ponad tłum. Prosto w ciemne oczy Uchihy. To trwało zaledwie sekundy, ale wystarczyło, aby Sasuke zdołał dostrzec momentalnie zaciskające się usta. I... To wszystko. W następnej chwili Naruto odwrócił wzrok i zasiadł na swoim miejscu, pozwalając aby dyskusja toczyła się już bez jego udziału.
               Zmarszczka między brwiami Sasuke pogłębiła się.
               To było zdecydowanie dziwne.
               Do głowy przyszła mu pewna myśl. Parsknął wyraźnie nią rozbawiony.
               – Niemożliwe – wymamrotał do samego siebie. Zerknął na blond czuprynę. Naruto wciąż pozostawał cichy i nie udzielał się w rozmowie. Sasuke zamyślił się.
               A może jednak?
***
               – Wyleziesz w końcu patałachu, czy będziesz udawał, że mnie śledzisz, aż do mojego mieszkania, o wielki panie Uchiha?
               Sasuke właściwie się cieszył, że Naruto zauważył jego obecność. Nie, żeby Uchiha naprawdę go śledził. Chciał porozmawiać, a to, że przez jakiś czas trzymał się w pewnej odległości od Uzumakiego, było jedynie wynikiem tego, że próbował zastanowić się, jak zagadać do mężczyzny, żeby uzyskać jakieś sensowne odpowiedzi na dręczące pytania. Nie sprawiając przy okazji, że Naruto znowu mu zwieje.
               – No? – zapytał Uzumaki, kiedy Uchiha pojawił się przed nim w całej okazałości. – Chciałeś czegoś, czy łażenie za mną stało się jakimś twoim nowym, pokręconym hobby? Bo wiesz, jeżeli to drugie, to jestem zmuszony wyraźnie zażyczyć sobie, abyś pokombinował nad innym, które nie byłoby związane z moją osobą.
               – Chciałem porozmawiać – rzucił niedbale Sasuke, wbijając ręce w kieszenie uniformowych spodni.
               – Akurat ze mną? – Sapnął Naruto. Uchiha z satysfakcją zarejestrował drobne załamanie w głosie drugiego mężczyzny, gdy ten najwyraźniej próbował zdobyć się na kpiący ton.
               Nie jesteś aż tak dobrym aktorem, jakbyś chciał, co, Naruto?
               – Tak.
               Sasuke widział, jak Uzumaki wyraźnie kurczy się w sobie. Jak wstrzymuje oddech. Jak mężczyzna wyraźnie próbuje powstrzymać się przed panicznym rozglądaniem na boki poszukując drogi ucieczki, a dłonie samoistnie zwijają się w pięści. Zanim jednak Naruto wykonał chociażby jeden krok, Uchiha doskoczył do niego, chwycił go za ramię i patrząc prosto w błękitne oczy powiedział:
               – Proszę, Naruto.
               Dotychczasowa maska zniknęła. Spojrzenie Uzumakiego stało się wyraźnie bezradne.
               Mam cię, pomyślał z satysfakcją Sasuke. Wiedział, że właśnie w tym momencie Naruto zrezygnował ze wszelkich kombinacji, że jednym, cichym "proszę" sprawił, iż mężczyzna odpowie mu na wszystkie pytania. I zaraz mina mu zrzedła, gdy w kłębowisku szarej pary pojawił się cholerny Kakashi. Zgrzytnął zębami, rzucając Joninowi wściekłe spojrzenie.
               – O, jakież to szczęście, że widzę was razem! – zaświergolił radośnie Kakashi, nie zwracając uwagi na wyraźnie wyczuwalne mordercze intencje Sasuke. – Nie będę musiał się targać do każdego z osobna. Piąta chce was widzieć. Natychmiast robaczki!
               Naruto czym prędzej skorzystał z okazji i czmychnął. Za to Sasuke wciąż wpatrywał się w Jonina z wyraźną chęcią rozczłonkowania go w jakiś wyjątkowo kreatywny i bolesny sposób.
               – No co? – zapytał niewinnie Kakashi, wzruszając ramionami. – Się nie patrz na mnie w ten sposób bo i tak się nie przestraszę. Leć lepiej do Tsunadę, ucieszy cię to co ma do powiedzenia. – Poklepał młodszego mężczyznę po ramieniu i również zniknął.
               Ta, jasne.
***
               – Zrozumiano? – zapytała Tsunade, patrząc na nich twardo.
               Sasuke właściwie sam nie wiedział co myśleć. Dostali misję. Mieli udać się na północną granicę kraju ognia  i sprawdzić, czy plotki o tamtejszych zamieszkach są prawdziwe. Upierdliwe zadanie, szczerze mówiąc. Zwłaszcza, że dostali wyraźny nakaz błyskawicznego powrotu do wioski, jeśli tylko trafią na trop jakiejkolwiek burdy. Prawda, jeżeli miałoby to coś wspólnego z Orochimaru, to sprawę trzeba by było dogłębniej przeanalizować, a nie rzucać się bezmyślnie w wir walki. W takim razie, jeżeli chodziło wyłącznie o sprawdzenie pogłosek, dlaczego akurat on i Naruto dostali to zlecenie? Nie, żeby to był jakiś problem dla Uchihy. Akurat to, że spędzi z młotem kilka dni w podróży, było dla niego jak najbardziej na rękę. Uzumaki jednak miał w tej kwestii całkiem odmienne zdanie.
               – Dlaczego ja? – mruknął pod nosem blondyn. – Dlaczego z nim? – dodał już głośniej. – Nie mogę iść z Konohamaru? Albo... Bo ja wiem? Kakashim?
               Sasuke spojrzał na niego bez krzty emocji. No tak, to było do przewidzenia, że Naruto, który ostatnimi czasy miał najwyraźniej jakiś problem z tolerowaniem obecności Uchihy, powie coś w tym stylu.
               – Nie. – Hokage nie kłopotała się z rozterkami Naruto. I nie miała raczej zamiaru rozwijać swojej wypowiedzi.
               – Ale, babciu...
               – Mogę ewentualnie przekazać misję innemu duetowi... – zaczęła kobieta, lekceważąco wzruszając ramionami, jednak Naruto nie dał jej skończyć.
               – Dobra, już dobra – jęknął i spojrzał na Sasukę, jakby ten był czemuś winien.
               Cwany babsztyl, pomyślał tymczasem Uchiha. Wszyscy wiedzieli, że jeżeli chodziło o jakiekolwiek misje, to Uzumaki nigdy nie dawał za wygraną i pakował się we wszystkie zlecenia. Tak więc, jednym zdaniem Tsunade ucięła marudzenie Uzumakiego.
               – Kiedy ruszamy? – warknął w jego kierunku Naruto.
               Usta Sasuke rozciągnęły się w delikatnym uśmiechu. Kakashi miał rację, faktycznie się ucieszył. W końcu będzie miał sposobność przycisnąć Uzumakiego i uzyskać odpowiedzi na pytania, które go męczyły.
               Teraz mi nie uciekniesz, lisie. 

poniedziałek, 1 kwietnia 2013

O słodka bezsenności - NejiSasu



  Primo: Witam serdecznie i na wstępie, dziękuję wszystkim za czytanie, komentowanie, nawiedzanie bloga z moją radosną twórczością :"D Dziękuję również, za wszelkie nominację, jest mi bardzo miło, ale nie za bardzo chce mi się ogarniać zasady tego konkursu, więc udziału w nim nie biorę ;) w każdym razie, jeszcze raz bardzo, bardzo dziękuję. 

Secundo: Mech, for ju :"D

  O słodka bezsenności

               Sasuke ze złością skopał z siebie kołdrę. Warknął pod nosem, obrócił na brzuch i ułożył wygodniej poduszkę, przywaliwszy w nią dwa razy pięścią. Mościł się jeszcze przez chwilę, starając się znaleźć dogodniejszą pozycję. Jednakże... Misja zakończyła się niepowodzeniem. Sapnął jeszcze ze dwa razy, przewrócił ponownie na plecy i wbił oczy w sufit. Zdecydowanie czuł się niekomfortowo.

***

               Pierwszy raz, kiedy w jednym łóżku spał z Nejim, był za bardzo wykończony, żeby przejmować się zajmowaniem dogodnej pozycji do snu. Z głową ułożoną na klatce piersiowej Hyuugi zasnął po upływie zaledwie kilku sekund, podczas gdy ręka kochanka delikatnie gładziła go po karku.
               Za drugim razem... No cóż, było nieco gorzej.
               – Nie wierć się – mruknął Neji zaspanym głosem. Od dobrych piętnastu minut Uchiha rzucał się niemiłosiernie po łóżku, najwyraźniej starając znaleźć sobie jakąś dogodną pozycję do spania.
               – To się posuń! – warknął wyraźnie zły Sasuke. Był już bliski tego, żeby razem z poduszką i kocem przenieść się na kanapę. Naprawdę nie był przyzwyczajony do tego, aby spać w jednym łóżku z drugą osobą. Jak nie patrzeć, od zawsze był... Sam. Nawet jako dzieciak, nigdy nie pozwolił sobie na to, żeby na noc wcisnąć się do pokoju rodziców, albo brata. Nie potrzebował tego. – Żeś się rozwalił, jakbyś sam tu był!
               – Ja? – Neji uniósł w końcu głowę, pociągając się na łokciach i łypnął na chłopaka białym okiem.
               – A widzisz tu kogoś jeszcze?
               Hyuuga nie skomentował. Zamiast tego zmierzył ich obecne położenie nieco zaspanym spojrzeniem. Aktualnie znajdował się niemalże na samej krawędzi łóżka, podczas, gdy Sasuke rozpłaszczał się na ponad połowie powierzchni materaca. W końcu wzruszył ramionami i ponownie opadł na poduchy.
               Uchiha wpatrywał się w niego z widoczną złością. Zacisnął usta w wąską kreskę. Po chwili usiadł, stawiając nogi na ziemię i wstał.
               – Gdzie idziesz? – rozległo się niewyraźne mruknięcie Nejiego.
               – Spać – prychnął Sasuke. – Na kanapie, skoro tu nie ma dla mnie miejsca!
               Jednak zanim zdołał postawić choćby jeden krok, który przybliżyłby go do realizacji tego misternego planu, Neji poderwał się na kolana, chwycił go w pasie i po chwili oboje ponownie wylądowali w łóżku. Uchiha wbił złe spojrzenie w figlarnie błyszczące oczy kochanka.  
               – Co ty wyprawiasz? – sapnął, mimowolnie się czerwieniąc.  
               – Cóż... – Hyuuga zawisł nad nim. Jego ciepły oddech połaskotał policzek Sasuke. – Doszedłem do wniosku, że muszę nieco pomóc ci w zasypianiu.
               Usta Uchihy rozciągnęły się w zadowolonym uśmiechu, kiedy w końcu Neji nachylił się do pocałunku.
               Jakiś czas później, a jakże, zasnął. Ciasno wtulony w kochanka.

               ***

               Obrócił się na bok, narzucając poduszkę na głowę. Jednak po chwili musiał ją zrzucić, gdyż stanowczo utrudniała swobodne oddychanie. Zerknął na drugą połowę łóżka. Pustą połowę łóżka.

               ***

               Za trzecim razem był wcięty.
               Właściwie, to słabo pamiętał, jak w ogóle znaleźli się w domu. Właściwie, to słabo pamiętał CAŁY wieczór. W każdym razie, w jakiś magiczny sposób przetransportowali się do mieszkania. W równie magiczny sposób dotarli do łóżka, w międzyczasie pozbywając się z siebie większości ubrań.
               – Poczekaj na mnie chwilę – szepnął Neji, odrywając się od jego ust i wstał, aby udać się po coś do łazienki.
               – Nigdzie się nie wybieram – zapewnił gorąco Sasuke, wyciągając się wygodnie na łóżku.
               No nie przewidział jedynie wycieczki do krainy snów.

               ***

               Sfrustrowany usiadł w końcu na łóżku.
               – No nie zasnę – warknął zły, tarmosząc się za włosy. To było nawet fascynujące, że po tylu latach samotności, tak szybko przywyknął do obecności drugiego człowieka w łóżku. No i nie tylko w łóżku - w całej tej cholernej codzienności, która bez Nejiego jakoś dawała mu się we znaki bardziej niż zwykle.
               Jęknął, opadając na poduszki. No nie zaśnie! Do jasnej, ciasnej, nie zaśnie, bez tego głupiego Hyuugi przy boku, który teraz szlaja się cholera wie gdzie, wykonując kolejną upierdliwą misje. I nie wiadomo kiedy wróci.
               – Chcę spaaać – jęknął sfrustrowany, naciągając na siebie kołdrę.
               – Ululać? – rozległ się rozbawiony głos.
               Świruję przez to wszystko, pomyślał i wychylił się spod przykrycia.
               Neji. Przy drzwiach stał Neji. Jego Neji. Stał i się cieszył. I wyglądał jak najbardziej realnie. Więc Sasuke mógł zaryzykować stwierdzenie, że jednak nie ma właśnie dziwnych omamów wzrokowych spowodowanych niedospaniem.
               – Poproszę – odpowiedział, uśmiechając się delikatnie.
                Może nie zasnął szybko - w końcu nejiowe metody usypiania były dosyć... Czasochłonne - ale był jak najbardziej zadowolony z takiego obrotu spraw.
              
              

              

piątek, 8 marca 2013

Upolować lisa


W wyniku jakiś dziwnych machlojek wyszło, że mam jeszcze do napisania trzy SasuNeji (Mecha, Ty wyzyskiwaczu xD) oraz, czego kompletnie nie rozumiem, tyleż samo SasuNaru. Jako, że do łba wpadł mi jakiś tam pomysł na nieco coś dłuższego, w ramach owych SasuNaru powstanie jedno opo z 3 części. Jako, że jest ono wciąż w trakcie tworzenia, jest wielce prawdopodobne, że będę w nim wypisywać stek nielogicznych rzeczy ( w sumie żadna nowość xD), ale prosiłabym o wybaczenie i potraktowanie tego jako... Eksperyment xD. Właściwie, to wrzucam to, żeby się przypadkiem nie rozmyślić w pisaniu :"D Jakoś bardziej działa na mnie motywująco dokańczanie fików, kiedy wiszą na blogu. 
No, szału ni ma, dupy nie urywa, ale do czytania zapraszam ;) I oczywiście: dziękuję wszystkim komentującym, ubóstwiam was < 3 


Akari, specjalnie dla Ciebie :)  Mam nadzieję, że coś tam się spodoba w tej mojej radosnej twórczości.            

               Upolować lisa

1. Znaleźć.  
       
               To, że z Naruto działo się coś dziwnego zauważyli wszyscy. Nie, żeby Uzumaki zaliczał się do osób całkowicie normalnych, jego zachowanie przecież zawsze odbiegało od przyjętych norm. Jednak  z upływem czasu, mężczyzna stawał się coraz... Dzikszy. Dzieciak, który nigdy nie stronił od przyjaciół, który z lubością spędzał czas, z każdym, kto tylko miał ochotę na jego nadpobudliwe towarzystwo powoli zmieniał się w... Samotnika.  
               To też stwierdził Sasuke, który ukradkiem obserwował coraz częściej znikającego Naruto. Nie, żeby Uchihę obchodziło, co też takiego wyprawiał Uzumaki podczas tych, najwyraźniej samotnych, godzin. Po prostu... No po prostu pewien blond łeb zawsze zajmował dosyć szczególne miejsce wśród jego znajomych.
               Sam Uchiha nie zdawał sobie sprawy z tego, że w również jest obiektem pewnych obserwacji. To nawet dziwne, gdyż Kakashi wcale, a w wcale się z tym nie ukrywał. A może jednak nie było w tym nic dziwnego... W końcu Sasuke naprawdę miał w głębokim poważaniu to, co wyprawiają inni ludzie. Tylko pewien blondyn wzbudzał w nim irracjonalną potrzebę posiadania pewnej wiedzy, dotyczącej właśnie jego osoby.
               – Wiesz – zaczął Hakate, wychylając się zza płotu, o który opierał się Sasuke. Oczywiście, nieodłącznie w prawej dłoni starszy mężczyzna dzierżył, niczym jakiś talizman, swoją zboczoną książeczkę. – Mógłbyś po prostu zapytać.
               – Co? – Ciemne oczy Uchihy błysnęły złowrogo, gdy przeniósł je z postaci oddalającego się blondyna na Kakashiego.
               – Zapytać. Taka ciekawa czynność, wykonywana przez ludzi, którzy chcą się czegoś dowiedzieć. Polecam.
               – Pleciesz bez sensu, Kakashi – mruknął Uchiha, znowu powracając spojrzeniem ku Naruto. Jednak postać młodego mężczyzny już dawno zginęła pośród gęstwiny drzew rosnących tuż za otwartą bramą.
               – Może. – Jonin wzruszył ramionami. – Po prostu martwię się, o swoich małych wychowanków, wiesz?
               Sasuke parsknął pod nosem. Był już zdecydowanie za stary na takie ckliwe teksty.
               – Proszę cię – prychnął w końcu, próbując nie okazać, że słowa Kakashiego sprawiły, że pewnego rodzaju ciepło rozlało się wokół jego serca. – Więc?
               – Hm? – Hakate spojrzał na byłego ucznia z wyraźnym zadowoleniem błyszczącym w widocznym oku. Pod czarną maską wyraźnie zarysował się mały uśmiech tryumfu. – Czyżbym pozyskał twoje zainteresowanie?
               – Nie – odpowiedział dobitnie, z satysfakcją obserwując, jak uśmiech Kakashiego momentalnie niknie. – Po prostu widzę, że nie masz kogo męczyć jałową rozmową.
               – Ranisz, Sasuke.
               – Irytujesz, Kakashi.
               – Więc, nie chcesz wiedzieć, co się dzieje z Naruto? – zapytał Hakate.
               Sasuke zacisnął wargi, patrząc na niego gniewnie.
               – Dobra, dobra – Kakashi zaśmiał się pogodnie. – Zachowaj to spojrzenie na straszenie małych dzieci. A ja ci powiem jedną, złotą rzecz i dobrze ci radzę, Sasuke, zapamiętaj sobie tę informację.
               – Mówże w końcu.
               Jonin spojrzał na niego, mrużąc radośnie widoczne oko. Najwyraźniej próbował stworzyć napięcie, które miało dobitnie zaznaczać ważność przekazywanej właśnie wiedzy.
               – Rude lisy żyją w grupach rodzinnych.  
                A to co miało znaczyć do cholery? Zastanawiał się Uchiha, z konsternacją wpatrując się w kłęby białego dymu, który pojawił się w miejscu, gdzie jeszcze przed chwilą czaił się Kakashi.

***

               To musiało się w końcu zdarzyć. Sasuke czuł to w kościach, wiedział, że moment ten nadejdzie, już od chwili, gdy pierwszy raz zauważył pewne anomalie w zachowaniu Naruto.
               Zagrzmiało.
               Późny listopad dawał się wszystkim we znaki. Pogoda zmieniała się niczym w kalejdoskopie, co chwile ciesząc wszystkich ciepłymi, słonecznymi promieniami, lub przygnębiając wyraźnie jesienną słotą. Dzisiaj zbierało się na jedną z ostatnich przedzimowych burz. Lekki deszcz siąpił z nieba już od samego rana, a od czasu do czasu błysk piorunów rozświetlał pochmurne niebo.
               Mokre liście smagały twarz Uchihy, kiedy prześlizgiwał się między gałęziami, czujnie wpatrując się w plecy kompana z dawnej drużyny siódmej. Na szczęście Uzumaki nie zagłębiał się w las. Przystanął na obrzeżach, tuż, za pierwszymi liniami drzew otaczających wioskę.
               Och, no właśnie. "Tym" co musiało się zdarzyć, była oczywiście wyprawa Sasuke za Uzumakim, w celu prześledzenia, co też takiego Naruto wyprawiał w trakcie swoich samotnych wędrówek. Obserwacje Uchihy... Mówiąc łagodnie, nie zachwyciły go. Bo Naruto właściwie umościł się w krzakach i wpatrywał się w sobie tylko wiadome "coś". Już od dobrych piętnastu minut Uzumaki nie poruszył się, pozwalając, aby krople deszczu swobodnie moczyły nie tylko jego blond kosmyki, ale i całe ubranie.
               Irytujące, stwierdził Sasuke, zwężonymi oczyma wpatrując się w drgające ramiona drugiego mężczyzny. Z zimna? Czy... Przez łzy? Potrząsnął głową, odrzucając natrętną myśl. Niby dlatego Uzumaki miałby być na tyle przygnębiony, aby dawać upust rozpaczy podczas chowania się w lesie? Nie, to musiało być przez to cholerne zimno. Uchiha poczuł jeszcze większą irytację. Dlatego ten blond idiota nie zabrał płaszcza?! 

***

               – Martwię się o niego. – Sasuke z pewnym zainteresowaniem zerknął na Sakure. Dziewczyna naprawdę wyglądała jakby coś ją trapiło.
               Uchiha, zamiast odpowiedzi, wcisnął nos w kubek z herbatą, którą zaserwowała mu Haruno. Czekał, aż dziewczyna... Młoda kobieta właściwie, rozwinie swoją wypowiedź. I nie zawiódł się. Jakim cudem dał się namówić na spotkanie z Haruno sam nie wiedział. Ale właściwie zaczynał dostrzegać plusy tego, że się zgodził.
               – Znika – kontynuowała, mocniej ściskając kubek z gorącą cieczą. Siedziała właśnie naprzeciwko Uchihy, w swojej kuchni, mieszczącej się w niewielkim mieszkaniu, które od niedawna wynajmowała. Zielone oczy wbiła w trzymane naczynie. – Nieraz na całe dnie i noce. Później chodzi półprzytomny ze zmęczenia. A czasami jest jak kiedyś tym samym irytującym dzieciakiem z wyraźną nadpobudliwością.
               – Wahania nastroju? – parsknął Uchiha w swój kubek. – Zawsze myślałem, że to typowa kobieca przypadłość. Chociaż z tym młotem nigdy nic nie wiadomo...
               Sakura uśmiechnęła się niemrawo. Nagle odstawiła kubek i wlepiła swoje oczy prosto w Uchihe.
               – Zaopiekuj się nim – rzuciła zdecydowanym tonem. – Proszę, Sasuke.

***

               Nie miał najmniejszego pojęcia dlaczego Sakura akurat do niego skierowała się ze swoją prośbą. Znalazłoby się co najmniej kilka bardziej odpowiednich osób. Odpowiednich, czyli posiadających większe doświadczenie w kontaktach międzyludzkich, niż Sasuke. Ba, kilka! W mniemaniu Uchihy, chyba każdy byłby lepszy, niż on. W ogóle, co to miało znaczyć? "Zaopiekuj się", dobre sobie, chyba już byli wystarczająco dorośli, że każdy mógł sam o siebie zadbać.  
               Mimo wszystko Sasuke poczuwał się do wykonania zadania, jakie zleciła mu Sakura. Pewnie nawet wykonałby je bez wyraźnego polecenia ze strony dziewczyny. Ale przynajmniej teraz miał jakąś wymówkę na to, że ponownie siedział na drzewie, patrząc z góry na poczynania Uzumakiego.
               Znowu padało. A blond idiota siedział pod wystającą skarpą i znowu wpatrywał się w "coś".
               Sasuke wysunął się zza gałęzi, między którymi się ukrywał i zeskoczył zgrabnie na ziemie. Krople deszczu obijające się od liści działały na jego korzyść. Nie było szans, aby Naruto go usłyszał. Podkradł się do mężczyzny. Wyraźnie widział dygotanie skulonych ramion. Z blond kosmyków skapywały pojedyncze krople deszczu, widocznie kryjówka nie dawała Uzumakiemu schronienia przed deszczem.
               – Kretyn – warknął pod nosem, na tyle głośno, że gdyby nie wciąż nieustający deszcz, Naruto z pewnością by go usłyszał. Chociaż... Uzumaki był na tyle pochłonięty swoimi obserwacjami, że istniała spora szansa, iż na nic nie zwróciłby uwagi.
               Sasuke, wyjątkowo dzisiaj, nie miał najmniejszej ochoty na wielogodzinne prowadzenie obserwacji. Dlatego też, ciemnozielony przeciwdeszczowy płaszcz, który Uchiha zabrał ze sobą "ot, na wypadek, gdyby skretyniały Uzumaki wciąż popylał bez odpowiedniego okrycia", wylądował prosto na głowie Naruto. A raczej, wylądowałby, gdyby nie to, że ręka Uzumakiego wystrzeliła błyskawicznie ku górze, aby go pochwycić.

***

               Niebieskie tęczówki spojrzały na niego nieufnie, kiedy to Naruto zerwał się gwałtownie z miejsca i obrócił w kierunku Sasuke. Jednak po sekundzie konsternacji Uzumaki uśmiechnął się promiennie, mrużąc radośnie oczy.
               – Sasuke! Draniu, czego się skradasz?
               Uchiha nie odpowiedział. Pochmurnym spojrzeniem wpatrywał się w twarz przyjaciela, nie będąc do końca pewnym, co powinien zrobić. Dlaczego miał dziwne wrażenie, że stoi naprzeciwko płochliwej zwierzyny, która w każdej sekundzie jest gotowa zerwać się do ucieczki?
               – Zmokłeś – powiedział w końcu po dłuższej chwili, czujnie obserwując postawę drugiego mężczyzny. Niby spokojną, rozluźnioną, a jednak Sasuke miał wrażenie, że każdy mięsień w organizmie Naruto jest napięty niemalże do granic możliwości.
               – Co ty nie powiesz, mistrzu dedukcji? – Naruto roześmiał się. Jednak w śmiechu Uchiha nie usłyszał zwyczajowo panującej w nim radości. – No, no, teraz rozumiem, dlaczego w akademii dostałeś tytuł geniusza. Przyszedłeś mi to oznajmić, czy coś konkretnego kazało ci mnie śledzić? Wiesz, Sasuke, bo niektórzy ludzie jednak cenią sobie swoją prywatność.
               Uchiha zmarszczył brwi, słysząc w jego głosie nutki goryczy.
               – Ubierz płaszcz – rzucił, nie zważając na wcześniejsze słowa Uzumakiego.
               – Po co? I tak jestem cały mokry, o panie troskliwy. – Sasuke uniósł brew wpatrując się w Naruto z coraz większym zaintrygowaniem. Mężczyzna wyglądał, jakby za wszelką cenę starał się utrzymać pewnego rodzaju maskę, skrywającą jego prawdziwe emocje. Tylko... Dlaczego? – Zadałem ci pytanie, Uchiha, odpowiedziałbyś łaskawie – kontynuował Uzumaki, wciąż zachowując pozory spokoju. – No chyba, że to poniżej twojej godności.
               – Uspokój się – warknął w końcu Sasuke. Nie podobało mu się to, że Naruto coś przed nim najwyraźniej z jakiegoś głupiego powodu ukrywał i przez to zachowywał się kretyńsko. Nie zwyczajowo kretyńsko, tylko... No inaczej. – Przecież nic ci nie zrobię, więc przestań się przy mnie zachowywać, jakbym miał cię zgwałcić.
               To była kwestia sekund. Sekund poprzedzonych pojawieniem się grymasu przerażenia na twarzy Naruto. W jednej chwili Uzumaki delikatnie przesunął nogę do tyłu, w kolejnej już, Sasuke przygniatał go do mokrej trawy, siedząc na nim okrakiem i unieruchamiając dłonie tuż nad blond czupryną. Pochylił się nad mężczyzną, wpatrując się w nieruchome, wyraźnie przerażone niebieskie oczy. I wtedy coś mu kliknęło w głowie.
               – Czy ty się mnie boisz? – zapytał z niejakim zdziwieniem. To było abstrakcyjne. Odwaga Uzumakiego powoli stawała się legendarna. Każdy kojarzył go z osobnikiem, który nie lękał się niczego, który nie raz spojrzał śmierci w oczy i pomimo licznych obrażeń wychodził z każdej opresji z życiem. Więc dlaczego Sasuke czuł od niego wyraźny strach? Przecież nieraz oklepywali się do półprzytomności, wgnieżdżali się do ziemi, tak samo, jak właśnie w tej chwili, a nawet łamali przypadkowo kości. I każda taka akcja kończyła się zawsze tym, że Uzumaki odgrażał się, iż kolejnym razem "skopie mu dupsko".
               Dlaczego więc akurat teraz Naruto... Bał się?
               Odpowiedzi nie uzyskał. Uzumaki wykorzystał moment jego rozproszenia, kiedy to dokonał swojego odkrycia, wyrwał dłonie z jego uścisku i przywalił mu, najwyraźniej wkładając w cios, całą złość i strach, który zrodził się w nim, gdy tylko usłyszał pytanie. Pod wpływem uderzenia Sasuke odrzuciło do tyłu i zanim się podniósł, Naruto czmychnął w gęstwinę.
               Sasuke klęczał przez chwilę, w zdziwieniu rozcierając policzek, w który oberwał. Cios był mocny, przez chwilę przed oczami Uchihy migały kolorowe kropki. Potrząsnął głową, aby się ich pozbyć. Co to miało być? Zapytał sam siebie, wstając chwiejnie.
               Wbił spojrzenie w krzaki, w których zniknął Naruto. Jednak w gęstwinie nie był w stanie już wypatrzeć mężczyzny. Zgrzytnął zębami. I nagle jego uwagę przykuł delikatny ruch przy ziemi, w punkcie, w który najprawdopodobniej wcześniej wpatrywał się Uzumaki.
               Rudy lisi łeb wychylił się zza skalnej półki. I zaraz się schował, gdy na nos zwierzaka spadła kropla deszczu. Sasuke spojrzał w niebo.
               Uchiha nawet nie zauważył, kiedy się rozpogodziło. Już tylko pojedyncze krople wody skapywały z mokrych drzew. Ponownie skierował wzrok na roztaczającą się przed nim gęstwinę. I uśmiechnął się drapieżnie.
               Zaczynamy polowanie, lisie.
              


poniedziałek, 25 lutego 2013

Wołowinowych nieszczęść ciąg dalszy - NejiSasu


Nototen... Z racji tego, że jestem tak cholernie asertywna i pewien osobnik wykorzystuje to, że strasznie łatwo włączają mi się tak zwane "wyrzuty sumienia" powstało to, to :"D. Przepraszam, nie bić. I nie, wcale nie miałam wczoraj imprezy, która skończyła się o szóstej rano xD. Jak można się domyślić, jest to pewnego rodzaju kontynuacja opa "Wołowina i inne nieszczęścia". 

*** *** ***

Włołowinowych nieszczęść ciąg dalszy

"Ird, jak SasuNeji w bani? Masz już z połowę? :>"
                      – Mechalice, 10 grudnia 2012, godzina 18.42


               Kiedy Sasuke się obudził tylko jedna półprzytomna myśl kołatała mu w głowie.
               Niedobrze mi, jęknął wewnętrznie. Nie, żeby to oczywiste stwierdzenie faktu istniejącego jakoś mu pomogło w jego niedoli. Wręcz przeciwnie, chyba poczuł się nieco gorzej.
               Był świadomy tego, że najprawdopodobniej jeszcze nie wytrzeźwiał. I tego, że strasznie chce mu się pić, a jednocześnie, równie strasznie  nie chce mu się wstawać.
               Otworzył niepewnie oko. I zaraz je zamknął. Próba wstania to zdecydowanie był zły pomysł. Słoneczne promienie, które wpadały do pokoju przez niezasłonięte okno powodowały, że tępy ból, który kołatał się w jego głowie przybierał na sile. Jęknął, tym razem głośno, aczkolwiek zostało to nieco stłumione przez kocyk, który postanowił naciągnąć na głowę. Zdecydowanie, bardzo zły pomysł.  
               – Obudziłeś się? – Usłyszał.
               – Nie.
               Głębiej wcisnął się w łóżkowy materac, starając się zniknąć, czy coś w tym stylu. Raczej nie wyglądał w obecnym stanie zbyt reprezentacyjnie. Dlatego tym bardziej nie chciał, aby Neji, który to właśnie próbował najwyraźniej nawiązać z nim jakikolwiek kontakt, go oglądał.
               – NIE – jęknął jeszcze głośniej, kiedy jego bariera z koca została bezpardonowo z niego ściągnięta.
               – Wstawaj. Już po południu.
               Ty nieczuły dupku.

***

               Sasuke z lekkim przerażeniem wpatrywał się w pobojowisko, jakie zostało na jego podwórku po wczorajszej imprezie. To miało być kulturalne spotkanie. Miało. Najwyraźniej nie było, skoro właśnie patrzył na coś, co wyglądało jak efekt małego kuchennego wybuchu. Nie przypominał sobie, żeby ktoś wywalił grilla, ale najwyraźniej tak musiało się stać, o czym świadczyła lekko poprzepalana roślinność. Najgorsze w tym wszystkim było to, że z każdego niemalże zakamarka zerkały na niego złowrogo kawałki wołowiny.
               Uchiha poczuł, jak wszystko podchodzi mu do gardła. Zdecydowanie nie był gotowy na konfrontacje wzrokową z ugrilowanym mięchem.
               Ręce Nejiego oplotły go w pasie. Z ulgą oparł się o drugiego mężczyznę. Nie miał za bardzo chęci, ani mocy, żeby stać całkowicie o własnych siłach. To mogło się zakończyć bliskim spotkaniem z nawierzchnią podłogi.
               – Jeżeli cię to pocieszy, Naruto wcale nie wygląda lepiej – powiedział Hyuuga, a jego głos brzmiał zdecydowanie nazbyt złośliwie.  
               Nie, to wcale go nie pocieszyło. A kiedy Naji przyciągnął go bliżej siebie, dał o sobie znać trunek, którym to w dniu wczorajszym tak ochoczo się raczył.
               – Może miskę? – Usłyszał jeszcze złośliwe pytanie, kiedy wyrwał się Nejiemu i pognał do łazienki.
               Świeże powietrze to zdecydowanie za mało, aby pomogło na takiego kaca.

***

               Pod prysznicem stał już od dobrych piętnastu minut i właściwie nie robił nic. W sensie, no stał. Pozwalając, aby letnie krople wody moczyły mu włosy i całe ciało, modląc się w duchu o to, aby poczuć się chociaż ociupinkę lepiej.
               Jednak prysznic nie dawał oczekiwanego ukojenia. Nic nie dawało oczekiwanego ukojenia. Chciał zwinąć się w kłębek i przespać kilka następnych dni. Wstać dopiero, kiedy upewni się, że męczący kac już minął, razem z nieznośnym poczuciem winy, że odwalił wczoraj jakiś dziwny numer. Nie przypominał sobie jednak, żeby zrobił coś wyjątkowo głupiego. I tak, próba uduszenia Naruto kawałkiem mięsa była zdecydowanie jednym z lepszych momentów wczorajszego wieczoru. Szkoda, że próba ta zakończyła się niepowodzeniem.
               Kiedy tak rozmyślał nad tym, czy przypadkiem nie urwał mu się film, ktoś wślizgnął się do łazienki. Ten ktoś uśmiechał się złośliwie. Ten ktoś podszedł cichaczem do toalety. I nacisnął spłuczkę. W czego efekcie woda pod prysznicem momentalnie stała się przeraźliwie zimna.
               Sasuke wrzasnął.
               Uśmiech na twarzy Nejiego poszerzył się. Miał wyjątkowy ubaw z dręczenia swojego chłopaka.
               A prysznic wcale nie jest skuteczną metodą na leczenie poimprezowych dolegliwości.  

***

               Neji nie był złym partnerem. Co do tego Sasuke nie miał żadnych wątpliwości. Jak przychodziło co do czego, to naprawdę był kochanym chłopakiem. Najwspanialszym, jakiego można było sobie wyobrazić. Ale w tym konkretnym momencie Uchiha miał szczerą ochotę go zabić.
               Jajecznica, która właśnie została mu podetknięta pod nos, wcale nie wywoływała chęci zjedzenia jej. Sasuke ledwo powstrzymywał się od odsunięcia od siebie talerza. Zapach podanej potrawy wywoływał w nim... Złe odruchy. Bardzo, bardzo złe.
               – Jedź, jedź – zachęcił go Neji. Sasuke wbił w niego wyraźnie wrogie spojrzenie. – Poczujesz się lepiej.
               Łatwo powiedzieć.
               Jednak Sasuke postanowił sobie i Nejiemu udowodnić, że jest w stanie zeżreć tę cholerą jajecznicę. Z determinacją w czarnych oczach Uchiha chwycił widelec i wbił go pewnie w jajecznicę. Nabrał nieco żółtej ciapki i wepchnął ją sobie do ust. Determinacja, jak szybko się pojawiła, tak szybko też zniknęła. Odłożył widelec. Osunął talerz. Wstał. Przełknął ciężko ślinę. I ruszył do pokoju z mocnym postanowieniem przeleżenia reszty dnia.
               W niektórych sytuacjach jedzenie wcale nie jest dobrą opcją.

***

               Sasuke leżał z mokrym ręcznikiem przyciśniętym do twarzy. Nie, żeby to coś pomagało. Nie, żeby cokolwiek mu dzisiaj pomagało. Czuł się źle. Bardzo, bardzo źle. I miał nadzieję, że cholerny Uzumaki czuje się gorzej niż on. Jak on śmiał go tak schlać?
               – Wyglądasz, jakbyś miał zaraz zejść.
               Sasuke prychnął. Naprawdę, nie ma to jak oznajmianie światu rzeczy oczywistych, które naprawdę w tym momencie nie podnosiły go na duchu.
               – Idź sobie – mruknął tylko, nawet nie podejmując żadnej próby podniesienia jakiejkolwiek części swojego ciała. Zdecydowanie to nie był dzień, do podejmowania jakiejkolwiek aktywności fizycznej.
               Neji jednak sobie nie poszedł. Zamiast tego Uchiha poczuł, jak materac na którym leżał ugina się pod ciężarem drugiego mężczyzny.
               No idź sobie, ty nieczuły bukłaku, pomyślał smętnie Sasuke. To było naprawdę smutne, że Neji, zamiast mu współczuć jak kochający facet, bezczelnie się z niego nabijał i dokuczał mu. I nic z tego, że Uchiha właściwie sam był sobie winny, bo przecież nikt na siłę mu alkoholu do gęby nie wlewał. No oczywiście mógłby się kłócić, że jego libacja wyglądała jak wyglądała przez Hyuugę, z tej racji, że Neji urządzał sobie misje za granicami Konohy, zamiast należycie spędzić czas ze swoim chłopakiem. Nie, to nie miało znaczenia, że zlecenie otrzymał od Hokage i raczej średnio miał możliwość odmówienia.
               – To twoja wina – rzekł w końcu z wysiłkiem. Tak, musiał oznajmić to głośno. Niech sobie Neji nie myśli, że ujdzie mu na sucho doprowadzenie go do takiego stanu.
               – Hmm?
               Sasuke poczuł, że Neji się porusza. Nie wiedział co mężczyzna kombinuje i właściwie nie miał najmniejszej ochoty sprawdzać. Jednak był zmuszony unieść rękę aby uchylić rąbek ręcznika i łypnąć złym spojrzeniem na swojego faceta, kiedy poczuł, że jego ręce dobierają się do jego koszuli.
               – Co ty wyprawiasz? – zapytał, właściwie bardzo dobrze wiedząc, co takiego wyprawia Neji. Poczuł przyjemny ucisk w żołądku, kiedy Hyuuga uraczył jego brzuch drobnymi pocałunkami, podwijając coraz wyżej jego koszulkę.
               – Słyszałem, o bardzo dobrej metodzie na kaca – odpowiedział mu z uśmiechem, kiedy w końcu zawisł nad twarzą Sasuke. Cmoknął go w nos.
               – Tak? – zapytał Uchiha, starając się utrzymać poważny wyraz twarzy. Coś nie bardzo mu wychodziło.
               – Tak – potwierdził Neji. – Chcesz wypróbować?
               Sasuke w końcu stwierdził, że zerkanie spod ręcznika może zaraz stać się bardzo niewygodne, więc ściągnął z siebie mokry materiał i dorzucił go gdzieś w kąt. Następnie uniósł dłonie, aby wpleść je w długie, miękkie włosy Nejiego.
               – Zdecydowanie – mruknął, przyciągając twarz mężczyzny do swojej.
               Leczenie kaca ma nawet swoje pozytywne strony.