poniedziałek, 1 kwietnia 2013

O słodka bezsenności - NejiSasu



  Primo: Witam serdecznie i na wstępie, dziękuję wszystkim za czytanie, komentowanie, nawiedzanie bloga z moją radosną twórczością :"D Dziękuję również, za wszelkie nominację, jest mi bardzo miło, ale nie za bardzo chce mi się ogarniać zasady tego konkursu, więc udziału w nim nie biorę ;) w każdym razie, jeszcze raz bardzo, bardzo dziękuję. 

Secundo: Mech, for ju :"D

  O słodka bezsenności

               Sasuke ze złością skopał z siebie kołdrę. Warknął pod nosem, obrócił na brzuch i ułożył wygodniej poduszkę, przywaliwszy w nią dwa razy pięścią. Mościł się jeszcze przez chwilę, starając się znaleźć dogodniejszą pozycję. Jednakże... Misja zakończyła się niepowodzeniem. Sapnął jeszcze ze dwa razy, przewrócił ponownie na plecy i wbił oczy w sufit. Zdecydowanie czuł się niekomfortowo.

***

               Pierwszy raz, kiedy w jednym łóżku spał z Nejim, był za bardzo wykończony, żeby przejmować się zajmowaniem dogodnej pozycji do snu. Z głową ułożoną na klatce piersiowej Hyuugi zasnął po upływie zaledwie kilku sekund, podczas gdy ręka kochanka delikatnie gładziła go po karku.
               Za drugim razem... No cóż, było nieco gorzej.
               – Nie wierć się – mruknął Neji zaspanym głosem. Od dobrych piętnastu minut Uchiha rzucał się niemiłosiernie po łóżku, najwyraźniej starając znaleźć sobie jakąś dogodną pozycję do spania.
               – To się posuń! – warknął wyraźnie zły Sasuke. Był już bliski tego, żeby razem z poduszką i kocem przenieść się na kanapę. Naprawdę nie był przyzwyczajony do tego, aby spać w jednym łóżku z drugą osobą. Jak nie patrzeć, od zawsze był... Sam. Nawet jako dzieciak, nigdy nie pozwolił sobie na to, żeby na noc wcisnąć się do pokoju rodziców, albo brata. Nie potrzebował tego. – Żeś się rozwalił, jakbyś sam tu był!
               – Ja? – Neji uniósł w końcu głowę, pociągając się na łokciach i łypnął na chłopaka białym okiem.
               – A widzisz tu kogoś jeszcze?
               Hyuuga nie skomentował. Zamiast tego zmierzył ich obecne położenie nieco zaspanym spojrzeniem. Aktualnie znajdował się niemalże na samej krawędzi łóżka, podczas, gdy Sasuke rozpłaszczał się na ponad połowie powierzchni materaca. W końcu wzruszył ramionami i ponownie opadł na poduchy.
               Uchiha wpatrywał się w niego z widoczną złością. Zacisnął usta w wąską kreskę. Po chwili usiadł, stawiając nogi na ziemię i wstał.
               – Gdzie idziesz? – rozległo się niewyraźne mruknięcie Nejiego.
               – Spać – prychnął Sasuke. – Na kanapie, skoro tu nie ma dla mnie miejsca!
               Jednak zanim zdołał postawić choćby jeden krok, który przybliżyłby go do realizacji tego misternego planu, Neji poderwał się na kolana, chwycił go w pasie i po chwili oboje ponownie wylądowali w łóżku. Uchiha wbił złe spojrzenie w figlarnie błyszczące oczy kochanka.  
               – Co ty wyprawiasz? – sapnął, mimowolnie się czerwieniąc.  
               – Cóż... – Hyuuga zawisł nad nim. Jego ciepły oddech połaskotał policzek Sasuke. – Doszedłem do wniosku, że muszę nieco pomóc ci w zasypianiu.
               Usta Uchihy rozciągnęły się w zadowolonym uśmiechu, kiedy w końcu Neji nachylił się do pocałunku.
               Jakiś czas później, a jakże, zasnął. Ciasno wtulony w kochanka.

               ***

               Obrócił się na bok, narzucając poduszkę na głowę. Jednak po chwili musiał ją zrzucić, gdyż stanowczo utrudniała swobodne oddychanie. Zerknął na drugą połowę łóżka. Pustą połowę łóżka.

               ***

               Za trzecim razem był wcięty.
               Właściwie, to słabo pamiętał, jak w ogóle znaleźli się w domu. Właściwie, to słabo pamiętał CAŁY wieczór. W każdym razie, w jakiś magiczny sposób przetransportowali się do mieszkania. W równie magiczny sposób dotarli do łóżka, w międzyczasie pozbywając się z siebie większości ubrań.
               – Poczekaj na mnie chwilę – szepnął Neji, odrywając się od jego ust i wstał, aby udać się po coś do łazienki.
               – Nigdzie się nie wybieram – zapewnił gorąco Sasuke, wyciągając się wygodnie na łóżku.
               No nie przewidział jedynie wycieczki do krainy snów.

               ***

               Sfrustrowany usiadł w końcu na łóżku.
               – No nie zasnę – warknął zły, tarmosząc się za włosy. To było nawet fascynujące, że po tylu latach samotności, tak szybko przywyknął do obecności drugiego człowieka w łóżku. No i nie tylko w łóżku - w całej tej cholernej codzienności, która bez Nejiego jakoś dawała mu się we znaki bardziej niż zwykle.
               Jęknął, opadając na poduszki. No nie zaśnie! Do jasnej, ciasnej, nie zaśnie, bez tego głupiego Hyuugi przy boku, który teraz szlaja się cholera wie gdzie, wykonując kolejną upierdliwą misje. I nie wiadomo kiedy wróci.
               – Chcę spaaać – jęknął sfrustrowany, naciągając na siebie kołdrę.
               – Ululać? – rozległ się rozbawiony głos.
               Świruję przez to wszystko, pomyślał i wychylił się spod przykrycia.
               Neji. Przy drzwiach stał Neji. Jego Neji. Stał i się cieszył. I wyglądał jak najbardziej realnie. Więc Sasuke mógł zaryzykować stwierdzenie, że jednak nie ma właśnie dziwnych omamów wzrokowych spowodowanych niedospaniem.
               – Poproszę – odpowiedział, uśmiechając się delikatnie.
                Może nie zasnął szybko - w końcu nejiowe metody usypiania były dosyć... Czasochłonne - ale był jak najbardziej zadowolony z takiego obrotu spraw.
              
              

              

piątek, 8 marca 2013

Upolować lisa


W wyniku jakiś dziwnych machlojek wyszło, że mam jeszcze do napisania trzy SasuNeji (Mecha, Ty wyzyskiwaczu xD) oraz, czego kompletnie nie rozumiem, tyleż samo SasuNaru. Jako, że do łba wpadł mi jakiś tam pomysł na nieco coś dłuższego, w ramach owych SasuNaru powstanie jedno opo z 3 części. Jako, że jest ono wciąż w trakcie tworzenia, jest wielce prawdopodobne, że będę w nim wypisywać stek nielogicznych rzeczy ( w sumie żadna nowość xD), ale prosiłabym o wybaczenie i potraktowanie tego jako... Eksperyment xD. Właściwie, to wrzucam to, żeby się przypadkiem nie rozmyślić w pisaniu :"D Jakoś bardziej działa na mnie motywująco dokańczanie fików, kiedy wiszą na blogu. 
No, szału ni ma, dupy nie urywa, ale do czytania zapraszam ;) I oczywiście: dziękuję wszystkim komentującym, ubóstwiam was < 3 


Akari, specjalnie dla Ciebie :)  Mam nadzieję, że coś tam się spodoba w tej mojej radosnej twórczości.            

               Upolować lisa

1. Znaleźć.  
       
               To, że z Naruto działo się coś dziwnego zauważyli wszyscy. Nie, żeby Uzumaki zaliczał się do osób całkowicie normalnych, jego zachowanie przecież zawsze odbiegało od przyjętych norm. Jednak  z upływem czasu, mężczyzna stawał się coraz... Dzikszy. Dzieciak, który nigdy nie stronił od przyjaciół, który z lubością spędzał czas, z każdym, kto tylko miał ochotę na jego nadpobudliwe towarzystwo powoli zmieniał się w... Samotnika.  
               To też stwierdził Sasuke, który ukradkiem obserwował coraz częściej znikającego Naruto. Nie, żeby Uchihę obchodziło, co też takiego wyprawiał Uzumaki podczas tych, najwyraźniej samotnych, godzin. Po prostu... No po prostu pewien blond łeb zawsze zajmował dosyć szczególne miejsce wśród jego znajomych.
               Sam Uchiha nie zdawał sobie sprawy z tego, że w również jest obiektem pewnych obserwacji. To nawet dziwne, gdyż Kakashi wcale, a w wcale się z tym nie ukrywał. A może jednak nie było w tym nic dziwnego... W końcu Sasuke naprawdę miał w głębokim poważaniu to, co wyprawiają inni ludzie. Tylko pewien blondyn wzbudzał w nim irracjonalną potrzebę posiadania pewnej wiedzy, dotyczącej właśnie jego osoby.
               – Wiesz – zaczął Hakate, wychylając się zza płotu, o który opierał się Sasuke. Oczywiście, nieodłącznie w prawej dłoni starszy mężczyzna dzierżył, niczym jakiś talizman, swoją zboczoną książeczkę. – Mógłbyś po prostu zapytać.
               – Co? – Ciemne oczy Uchihy błysnęły złowrogo, gdy przeniósł je z postaci oddalającego się blondyna na Kakashiego.
               – Zapytać. Taka ciekawa czynność, wykonywana przez ludzi, którzy chcą się czegoś dowiedzieć. Polecam.
               – Pleciesz bez sensu, Kakashi – mruknął Uchiha, znowu powracając spojrzeniem ku Naruto. Jednak postać młodego mężczyzny już dawno zginęła pośród gęstwiny drzew rosnących tuż za otwartą bramą.
               – Może. – Jonin wzruszył ramionami. – Po prostu martwię się, o swoich małych wychowanków, wiesz?
               Sasuke parsknął pod nosem. Był już zdecydowanie za stary na takie ckliwe teksty.
               – Proszę cię – prychnął w końcu, próbując nie okazać, że słowa Kakashiego sprawiły, że pewnego rodzaju ciepło rozlało się wokół jego serca. – Więc?
               – Hm? – Hakate spojrzał na byłego ucznia z wyraźnym zadowoleniem błyszczącym w widocznym oku. Pod czarną maską wyraźnie zarysował się mały uśmiech tryumfu. – Czyżbym pozyskał twoje zainteresowanie?
               – Nie – odpowiedział dobitnie, z satysfakcją obserwując, jak uśmiech Kakashiego momentalnie niknie. – Po prostu widzę, że nie masz kogo męczyć jałową rozmową.
               – Ranisz, Sasuke.
               – Irytujesz, Kakashi.
               – Więc, nie chcesz wiedzieć, co się dzieje z Naruto? – zapytał Hakate.
               Sasuke zacisnął wargi, patrząc na niego gniewnie.
               – Dobra, dobra – Kakashi zaśmiał się pogodnie. – Zachowaj to spojrzenie na straszenie małych dzieci. A ja ci powiem jedną, złotą rzecz i dobrze ci radzę, Sasuke, zapamiętaj sobie tę informację.
               – Mówże w końcu.
               Jonin spojrzał na niego, mrużąc radośnie widoczne oko. Najwyraźniej próbował stworzyć napięcie, które miało dobitnie zaznaczać ważność przekazywanej właśnie wiedzy.
               – Rude lisy żyją w grupach rodzinnych.  
                A to co miało znaczyć do cholery? Zastanawiał się Uchiha, z konsternacją wpatrując się w kłęby białego dymu, który pojawił się w miejscu, gdzie jeszcze przed chwilą czaił się Kakashi.

***

               To musiało się w końcu zdarzyć. Sasuke czuł to w kościach, wiedział, że moment ten nadejdzie, już od chwili, gdy pierwszy raz zauważył pewne anomalie w zachowaniu Naruto.
               Zagrzmiało.
               Późny listopad dawał się wszystkim we znaki. Pogoda zmieniała się niczym w kalejdoskopie, co chwile ciesząc wszystkich ciepłymi, słonecznymi promieniami, lub przygnębiając wyraźnie jesienną słotą. Dzisiaj zbierało się na jedną z ostatnich przedzimowych burz. Lekki deszcz siąpił z nieba już od samego rana, a od czasu do czasu błysk piorunów rozświetlał pochmurne niebo.
               Mokre liście smagały twarz Uchihy, kiedy prześlizgiwał się między gałęziami, czujnie wpatrując się w plecy kompana z dawnej drużyny siódmej. Na szczęście Uzumaki nie zagłębiał się w las. Przystanął na obrzeżach, tuż, za pierwszymi liniami drzew otaczających wioskę.
               Och, no właśnie. "Tym" co musiało się zdarzyć, była oczywiście wyprawa Sasuke za Uzumakim, w celu prześledzenia, co też takiego Naruto wyprawiał w trakcie swoich samotnych wędrówek. Obserwacje Uchihy... Mówiąc łagodnie, nie zachwyciły go. Bo Naruto właściwie umościł się w krzakach i wpatrywał się w sobie tylko wiadome "coś". Już od dobrych piętnastu minut Uzumaki nie poruszył się, pozwalając, aby krople deszczu swobodnie moczyły nie tylko jego blond kosmyki, ale i całe ubranie.
               Irytujące, stwierdził Sasuke, zwężonymi oczyma wpatrując się w drgające ramiona drugiego mężczyzny. Z zimna? Czy... Przez łzy? Potrząsnął głową, odrzucając natrętną myśl. Niby dlatego Uzumaki miałby być na tyle przygnębiony, aby dawać upust rozpaczy podczas chowania się w lesie? Nie, to musiało być przez to cholerne zimno. Uchiha poczuł jeszcze większą irytację. Dlatego ten blond idiota nie zabrał płaszcza?! 

***

               – Martwię się o niego. – Sasuke z pewnym zainteresowaniem zerknął na Sakure. Dziewczyna naprawdę wyglądała jakby coś ją trapiło.
               Uchiha, zamiast odpowiedzi, wcisnął nos w kubek z herbatą, którą zaserwowała mu Haruno. Czekał, aż dziewczyna... Młoda kobieta właściwie, rozwinie swoją wypowiedź. I nie zawiódł się. Jakim cudem dał się namówić na spotkanie z Haruno sam nie wiedział. Ale właściwie zaczynał dostrzegać plusy tego, że się zgodził.
               – Znika – kontynuowała, mocniej ściskając kubek z gorącą cieczą. Siedziała właśnie naprzeciwko Uchihy, w swojej kuchni, mieszczącej się w niewielkim mieszkaniu, które od niedawna wynajmowała. Zielone oczy wbiła w trzymane naczynie. – Nieraz na całe dnie i noce. Później chodzi półprzytomny ze zmęczenia. A czasami jest jak kiedyś tym samym irytującym dzieciakiem z wyraźną nadpobudliwością.
               – Wahania nastroju? – parsknął Uchiha w swój kubek. – Zawsze myślałem, że to typowa kobieca przypadłość. Chociaż z tym młotem nigdy nic nie wiadomo...
               Sakura uśmiechnęła się niemrawo. Nagle odstawiła kubek i wlepiła swoje oczy prosto w Uchihe.
               – Zaopiekuj się nim – rzuciła zdecydowanym tonem. – Proszę, Sasuke.

***

               Nie miał najmniejszego pojęcia dlaczego Sakura akurat do niego skierowała się ze swoją prośbą. Znalazłoby się co najmniej kilka bardziej odpowiednich osób. Odpowiednich, czyli posiadających większe doświadczenie w kontaktach międzyludzkich, niż Sasuke. Ba, kilka! W mniemaniu Uchihy, chyba każdy byłby lepszy, niż on. W ogóle, co to miało znaczyć? "Zaopiekuj się", dobre sobie, chyba już byli wystarczająco dorośli, że każdy mógł sam o siebie zadbać.  
               Mimo wszystko Sasuke poczuwał się do wykonania zadania, jakie zleciła mu Sakura. Pewnie nawet wykonałby je bez wyraźnego polecenia ze strony dziewczyny. Ale przynajmniej teraz miał jakąś wymówkę na to, że ponownie siedział na drzewie, patrząc z góry na poczynania Uzumakiego.
               Znowu padało. A blond idiota siedział pod wystającą skarpą i znowu wpatrywał się w "coś".
               Sasuke wysunął się zza gałęzi, między którymi się ukrywał i zeskoczył zgrabnie na ziemie. Krople deszczu obijające się od liści działały na jego korzyść. Nie było szans, aby Naruto go usłyszał. Podkradł się do mężczyzny. Wyraźnie widział dygotanie skulonych ramion. Z blond kosmyków skapywały pojedyncze krople deszczu, widocznie kryjówka nie dawała Uzumakiemu schronienia przed deszczem.
               – Kretyn – warknął pod nosem, na tyle głośno, że gdyby nie wciąż nieustający deszcz, Naruto z pewnością by go usłyszał. Chociaż... Uzumaki był na tyle pochłonięty swoimi obserwacjami, że istniała spora szansa, iż na nic nie zwróciłby uwagi.
               Sasuke, wyjątkowo dzisiaj, nie miał najmniejszej ochoty na wielogodzinne prowadzenie obserwacji. Dlatego też, ciemnozielony przeciwdeszczowy płaszcz, który Uchiha zabrał ze sobą "ot, na wypadek, gdyby skretyniały Uzumaki wciąż popylał bez odpowiedniego okrycia", wylądował prosto na głowie Naruto. A raczej, wylądowałby, gdyby nie to, że ręka Uzumakiego wystrzeliła błyskawicznie ku górze, aby go pochwycić.

***

               Niebieskie tęczówki spojrzały na niego nieufnie, kiedy to Naruto zerwał się gwałtownie z miejsca i obrócił w kierunku Sasuke. Jednak po sekundzie konsternacji Uzumaki uśmiechnął się promiennie, mrużąc radośnie oczy.
               – Sasuke! Draniu, czego się skradasz?
               Uchiha nie odpowiedział. Pochmurnym spojrzeniem wpatrywał się w twarz przyjaciela, nie będąc do końca pewnym, co powinien zrobić. Dlaczego miał dziwne wrażenie, że stoi naprzeciwko płochliwej zwierzyny, która w każdej sekundzie jest gotowa zerwać się do ucieczki?
               – Zmokłeś – powiedział w końcu po dłuższej chwili, czujnie obserwując postawę drugiego mężczyzny. Niby spokojną, rozluźnioną, a jednak Sasuke miał wrażenie, że każdy mięsień w organizmie Naruto jest napięty niemalże do granic możliwości.
               – Co ty nie powiesz, mistrzu dedukcji? – Naruto roześmiał się. Jednak w śmiechu Uchiha nie usłyszał zwyczajowo panującej w nim radości. – No, no, teraz rozumiem, dlaczego w akademii dostałeś tytuł geniusza. Przyszedłeś mi to oznajmić, czy coś konkretnego kazało ci mnie śledzić? Wiesz, Sasuke, bo niektórzy ludzie jednak cenią sobie swoją prywatność.
               Uchiha zmarszczył brwi, słysząc w jego głosie nutki goryczy.
               – Ubierz płaszcz – rzucił, nie zważając na wcześniejsze słowa Uzumakiego.
               – Po co? I tak jestem cały mokry, o panie troskliwy. – Sasuke uniósł brew wpatrując się w Naruto z coraz większym zaintrygowaniem. Mężczyzna wyglądał, jakby za wszelką cenę starał się utrzymać pewnego rodzaju maskę, skrywającą jego prawdziwe emocje. Tylko... Dlaczego? – Zadałem ci pytanie, Uchiha, odpowiedziałbyś łaskawie – kontynuował Uzumaki, wciąż zachowując pozory spokoju. – No chyba, że to poniżej twojej godności.
               – Uspokój się – warknął w końcu Sasuke. Nie podobało mu się to, że Naruto coś przed nim najwyraźniej z jakiegoś głupiego powodu ukrywał i przez to zachowywał się kretyńsko. Nie zwyczajowo kretyńsko, tylko... No inaczej. – Przecież nic ci nie zrobię, więc przestań się przy mnie zachowywać, jakbym miał cię zgwałcić.
               To była kwestia sekund. Sekund poprzedzonych pojawieniem się grymasu przerażenia na twarzy Naruto. W jednej chwili Uzumaki delikatnie przesunął nogę do tyłu, w kolejnej już, Sasuke przygniatał go do mokrej trawy, siedząc na nim okrakiem i unieruchamiając dłonie tuż nad blond czupryną. Pochylił się nad mężczyzną, wpatrując się w nieruchome, wyraźnie przerażone niebieskie oczy. I wtedy coś mu kliknęło w głowie.
               – Czy ty się mnie boisz? – zapytał z niejakim zdziwieniem. To było abstrakcyjne. Odwaga Uzumakiego powoli stawała się legendarna. Każdy kojarzył go z osobnikiem, który nie lękał się niczego, który nie raz spojrzał śmierci w oczy i pomimo licznych obrażeń wychodził z każdej opresji z życiem. Więc dlaczego Sasuke czuł od niego wyraźny strach? Przecież nieraz oklepywali się do półprzytomności, wgnieżdżali się do ziemi, tak samo, jak właśnie w tej chwili, a nawet łamali przypadkowo kości. I każda taka akcja kończyła się zawsze tym, że Uzumaki odgrażał się, iż kolejnym razem "skopie mu dupsko".
               Dlaczego więc akurat teraz Naruto... Bał się?
               Odpowiedzi nie uzyskał. Uzumaki wykorzystał moment jego rozproszenia, kiedy to dokonał swojego odkrycia, wyrwał dłonie z jego uścisku i przywalił mu, najwyraźniej wkładając w cios, całą złość i strach, który zrodził się w nim, gdy tylko usłyszał pytanie. Pod wpływem uderzenia Sasuke odrzuciło do tyłu i zanim się podniósł, Naruto czmychnął w gęstwinę.
               Sasuke klęczał przez chwilę, w zdziwieniu rozcierając policzek, w który oberwał. Cios był mocny, przez chwilę przed oczami Uchihy migały kolorowe kropki. Potrząsnął głową, aby się ich pozbyć. Co to miało być? Zapytał sam siebie, wstając chwiejnie.
               Wbił spojrzenie w krzaki, w których zniknął Naruto. Jednak w gęstwinie nie był w stanie już wypatrzeć mężczyzny. Zgrzytnął zębami. I nagle jego uwagę przykuł delikatny ruch przy ziemi, w punkcie, w który najprawdopodobniej wcześniej wpatrywał się Uzumaki.
               Rudy lisi łeb wychylił się zza skalnej półki. I zaraz się schował, gdy na nos zwierzaka spadła kropla deszczu. Sasuke spojrzał w niebo.
               Uchiha nawet nie zauważył, kiedy się rozpogodziło. Już tylko pojedyncze krople wody skapywały z mokrych drzew. Ponownie skierował wzrok na roztaczającą się przed nim gęstwinę. I uśmiechnął się drapieżnie.
               Zaczynamy polowanie, lisie.
              


poniedziałek, 25 lutego 2013

Wołowinowych nieszczęść ciąg dalszy - NejiSasu


Nototen... Z racji tego, że jestem tak cholernie asertywna i pewien osobnik wykorzystuje to, że strasznie łatwo włączają mi się tak zwane "wyrzuty sumienia" powstało to, to :"D. Przepraszam, nie bić. I nie, wcale nie miałam wczoraj imprezy, która skończyła się o szóstej rano xD. Jak można się domyślić, jest to pewnego rodzaju kontynuacja opa "Wołowina i inne nieszczęścia". 

*** *** ***

Włołowinowych nieszczęść ciąg dalszy

"Ird, jak SasuNeji w bani? Masz już z połowę? :>"
                      – Mechalice, 10 grudnia 2012, godzina 18.42


               Kiedy Sasuke się obudził tylko jedna półprzytomna myśl kołatała mu w głowie.
               Niedobrze mi, jęknął wewnętrznie. Nie, żeby to oczywiste stwierdzenie faktu istniejącego jakoś mu pomogło w jego niedoli. Wręcz przeciwnie, chyba poczuł się nieco gorzej.
               Był świadomy tego, że najprawdopodobniej jeszcze nie wytrzeźwiał. I tego, że strasznie chce mu się pić, a jednocześnie, równie strasznie  nie chce mu się wstawać.
               Otworzył niepewnie oko. I zaraz je zamknął. Próba wstania to zdecydowanie był zły pomysł. Słoneczne promienie, które wpadały do pokoju przez niezasłonięte okno powodowały, że tępy ból, który kołatał się w jego głowie przybierał na sile. Jęknął, tym razem głośno, aczkolwiek zostało to nieco stłumione przez kocyk, który postanowił naciągnąć na głowę. Zdecydowanie, bardzo zły pomysł.  
               – Obudziłeś się? – Usłyszał.
               – Nie.
               Głębiej wcisnął się w łóżkowy materac, starając się zniknąć, czy coś w tym stylu. Raczej nie wyglądał w obecnym stanie zbyt reprezentacyjnie. Dlatego tym bardziej nie chciał, aby Neji, który to właśnie próbował najwyraźniej nawiązać z nim jakikolwiek kontakt, go oglądał.
               – NIE – jęknął jeszcze głośniej, kiedy jego bariera z koca została bezpardonowo z niego ściągnięta.
               – Wstawaj. Już po południu.
               Ty nieczuły dupku.

***

               Sasuke z lekkim przerażeniem wpatrywał się w pobojowisko, jakie zostało na jego podwórku po wczorajszej imprezie. To miało być kulturalne spotkanie. Miało. Najwyraźniej nie było, skoro właśnie patrzył na coś, co wyglądało jak efekt małego kuchennego wybuchu. Nie przypominał sobie, żeby ktoś wywalił grilla, ale najwyraźniej tak musiało się stać, o czym świadczyła lekko poprzepalana roślinność. Najgorsze w tym wszystkim było to, że z każdego niemalże zakamarka zerkały na niego złowrogo kawałki wołowiny.
               Uchiha poczuł, jak wszystko podchodzi mu do gardła. Zdecydowanie nie był gotowy na konfrontacje wzrokową z ugrilowanym mięchem.
               Ręce Nejiego oplotły go w pasie. Z ulgą oparł się o drugiego mężczyznę. Nie miał za bardzo chęci, ani mocy, żeby stać całkowicie o własnych siłach. To mogło się zakończyć bliskim spotkaniem z nawierzchnią podłogi.
               – Jeżeli cię to pocieszy, Naruto wcale nie wygląda lepiej – powiedział Hyuuga, a jego głos brzmiał zdecydowanie nazbyt złośliwie.  
               Nie, to wcale go nie pocieszyło. A kiedy Naji przyciągnął go bliżej siebie, dał o sobie znać trunek, którym to w dniu wczorajszym tak ochoczo się raczył.
               – Może miskę? – Usłyszał jeszcze złośliwe pytanie, kiedy wyrwał się Nejiemu i pognał do łazienki.
               Świeże powietrze to zdecydowanie za mało, aby pomogło na takiego kaca.

***

               Pod prysznicem stał już od dobrych piętnastu minut i właściwie nie robił nic. W sensie, no stał. Pozwalając, aby letnie krople wody moczyły mu włosy i całe ciało, modląc się w duchu o to, aby poczuć się chociaż ociupinkę lepiej.
               Jednak prysznic nie dawał oczekiwanego ukojenia. Nic nie dawało oczekiwanego ukojenia. Chciał zwinąć się w kłębek i przespać kilka następnych dni. Wstać dopiero, kiedy upewni się, że męczący kac już minął, razem z nieznośnym poczuciem winy, że odwalił wczoraj jakiś dziwny numer. Nie przypominał sobie jednak, żeby zrobił coś wyjątkowo głupiego. I tak, próba uduszenia Naruto kawałkiem mięsa była zdecydowanie jednym z lepszych momentów wczorajszego wieczoru. Szkoda, że próba ta zakończyła się niepowodzeniem.
               Kiedy tak rozmyślał nad tym, czy przypadkiem nie urwał mu się film, ktoś wślizgnął się do łazienki. Ten ktoś uśmiechał się złośliwie. Ten ktoś podszedł cichaczem do toalety. I nacisnął spłuczkę. W czego efekcie woda pod prysznicem momentalnie stała się przeraźliwie zimna.
               Sasuke wrzasnął.
               Uśmiech na twarzy Nejiego poszerzył się. Miał wyjątkowy ubaw z dręczenia swojego chłopaka.
               A prysznic wcale nie jest skuteczną metodą na leczenie poimprezowych dolegliwości.  

***

               Neji nie był złym partnerem. Co do tego Sasuke nie miał żadnych wątpliwości. Jak przychodziło co do czego, to naprawdę był kochanym chłopakiem. Najwspanialszym, jakiego można było sobie wyobrazić. Ale w tym konkretnym momencie Uchiha miał szczerą ochotę go zabić.
               Jajecznica, która właśnie została mu podetknięta pod nos, wcale nie wywoływała chęci zjedzenia jej. Sasuke ledwo powstrzymywał się od odsunięcia od siebie talerza. Zapach podanej potrawy wywoływał w nim... Złe odruchy. Bardzo, bardzo złe.
               – Jedź, jedź – zachęcił go Neji. Sasuke wbił w niego wyraźnie wrogie spojrzenie. – Poczujesz się lepiej.
               Łatwo powiedzieć.
               Jednak Sasuke postanowił sobie i Nejiemu udowodnić, że jest w stanie zeżreć tę cholerą jajecznicę. Z determinacją w czarnych oczach Uchiha chwycił widelec i wbił go pewnie w jajecznicę. Nabrał nieco żółtej ciapki i wepchnął ją sobie do ust. Determinacja, jak szybko się pojawiła, tak szybko też zniknęła. Odłożył widelec. Osunął talerz. Wstał. Przełknął ciężko ślinę. I ruszył do pokoju z mocnym postanowieniem przeleżenia reszty dnia.
               W niektórych sytuacjach jedzenie wcale nie jest dobrą opcją.

***

               Sasuke leżał z mokrym ręcznikiem przyciśniętym do twarzy. Nie, żeby to coś pomagało. Nie, żeby cokolwiek mu dzisiaj pomagało. Czuł się źle. Bardzo, bardzo źle. I miał nadzieję, że cholerny Uzumaki czuje się gorzej niż on. Jak on śmiał go tak schlać?
               – Wyglądasz, jakbyś miał zaraz zejść.
               Sasuke prychnął. Naprawdę, nie ma to jak oznajmianie światu rzeczy oczywistych, które naprawdę w tym momencie nie podnosiły go na duchu.
               – Idź sobie – mruknął tylko, nawet nie podejmując żadnej próby podniesienia jakiejkolwiek części swojego ciała. Zdecydowanie to nie był dzień, do podejmowania jakiejkolwiek aktywności fizycznej.
               Neji jednak sobie nie poszedł. Zamiast tego Uchiha poczuł, jak materac na którym leżał ugina się pod ciężarem drugiego mężczyzny.
               No idź sobie, ty nieczuły bukłaku, pomyślał smętnie Sasuke. To było naprawdę smutne, że Neji, zamiast mu współczuć jak kochający facet, bezczelnie się z niego nabijał i dokuczał mu. I nic z tego, że Uchiha właściwie sam był sobie winny, bo przecież nikt na siłę mu alkoholu do gęby nie wlewał. No oczywiście mógłby się kłócić, że jego libacja wyglądała jak wyglądała przez Hyuugę, z tej racji, że Neji urządzał sobie misje za granicami Konohy, zamiast należycie spędzić czas ze swoim chłopakiem. Nie, to nie miało znaczenia, że zlecenie otrzymał od Hokage i raczej średnio miał możliwość odmówienia.
               – To twoja wina – rzekł w końcu z wysiłkiem. Tak, musiał oznajmić to głośno. Niech sobie Neji nie myśli, że ujdzie mu na sucho doprowadzenie go do takiego stanu.
               – Hmm?
               Sasuke poczuł, że Neji się porusza. Nie wiedział co mężczyzna kombinuje i właściwie nie miał najmniejszej ochoty sprawdzać. Jednak był zmuszony unieść rękę aby uchylić rąbek ręcznika i łypnąć złym spojrzeniem na swojego faceta, kiedy poczuł, że jego ręce dobierają się do jego koszuli.
               – Co ty wyprawiasz? – zapytał, właściwie bardzo dobrze wiedząc, co takiego wyprawia Neji. Poczuł przyjemny ucisk w żołądku, kiedy Hyuuga uraczył jego brzuch drobnymi pocałunkami, podwijając coraz wyżej jego koszulkę.
               – Słyszałem, o bardzo dobrej metodzie na kaca – odpowiedział mu z uśmiechem, kiedy w końcu zawisł nad twarzą Sasuke. Cmoknął go w nos.
               – Tak? – zapytał Uchiha, starając się utrzymać poważny wyraz twarzy. Coś nie bardzo mu wychodziło.
               – Tak – potwierdził Neji. – Chcesz wypróbować?
               Sasuke w końcu stwierdził, że zerkanie spod ręcznika może zaraz stać się bardzo niewygodne, więc ściągnął z siebie mokry materiał i dorzucił go gdzieś w kąt. Następnie uniósł dłonie, aby wpleść je w długie, miękkie włosy Nejiego.
               – Zdecydowanie – mruknął, przyciągając twarz mężczyzny do swojej.
               Leczenie kaca ma nawet swoje pozytywne strony.  

środa, 13 lutego 2013

Zostać geninem


Witaaam ! :) 
No więc tak: próbuję oderwać się nieco ciężkich rozkmin dnia dzisiejszego i przy okazji powrócić do formy pisując dziwne rzeczy. W efekcie powstało takie małe "cuś" :"D "Cuś" zawiera przekleństwa. I to właściwie tyle ;) Zapraszam wytrwałych do czytania.

***

Zostać geninem


***

Wszystko przez to, że nastał pokój. Nie, żeby to nie była dobra wiadomość. No, ale jak powszechnie w wiosce liścia wiadomo, w czasie pokoju, jonini się nudzą...

***

Grupa młodych joninów stała w rzędzie. Na baczność. Każdy z nich czujnym spojrzeniem obserwował Piątą, która spoglądała na nich złowrogo zza swojego biurka. Ciche warknięcie wyrwało się z kobiecych ust.
– Możecie mi wyjaśnić – zaczęła na pozór spokojnym tonem. – Dlaczego lasy wokół Konohy wyglądają, jakby przeszła po nich armia Orochimarowych pomiotów?!
– Kwaśne deszcze – rzucił na szybkiego Kiba. Reszta towarzyszy pokiwała zawzięcie głowami. – Cholerstwo popsuje nam drzewka, jak się nie weźmiemy za ochronę środowiska, ot co – dodał z miną znawcy.
– Inuzuka...
– Plaga mrówek mutantów – stwierdził Shino. – Straszą moje żuki.
– Z tego co wiem, Hinata wzięła się za ogrodnictwo.
– Zamknąć. Się. – Tsunade poderwała się z fotela, błyskawicznym krokiem przeszła przed swoje biurko, aby stanąć naprzeciw zgromadzonych mężczyzn. Uważnie zlustrowała twarz każdego z nich. Aż w końcu zatrzymała się na wyraźnie zadowolonym z siebie Sasuke.
– Gdzie Uzumaki? – zapytała nagle. Grupa spięła się nieznacznie. – Lee? – zwróciła się do najsłabszego ogniwa. Najsłabszego - w sensie nie potrafiącego kłamać.
Czarne oczy spojrzały na nią bezradnie. Nie dało się nie zauważyć szybkiego zerknięcia na Uchihe.
– Sasuke – Uśmiechnęła się słodko do Uchihy. – Gdzie jest Naruto?
Mężczyzna coś mruknął w odpowiedzi.
– Słucham? – dopytała uprzejmie.
– W lesie – padła nieco wyraźniejsza odpowiedź.
– A po co?
– Dyżur ma.
– Za dwie godziny – warknęła Hokage. Zaraz jednak odetchnęła, próbując uspokoić skołatane już nerwy. – Dobrze, dobrze. Zostawmy Uzumakiego. Niech hasa po lesie, niech mu to nawet na zdrowie wyjdzie. Ja chcę wiedzieć, co żeście zrobili, że lasy wokół wioski są przeorane, jakby stado dzików tamtędy przegnano. Dzików, że tak wspomnę, uzbrojonych i najwyraźniej mających dar do niektórych technik ninja.
– Zdolne bestie – stwierdził z zadumą Nara.

***

Zaczęło się dosyć niewinnie. Od letniego popołudnia, tuż przed dyżurem.
– Nudzi mi się – jęknął Naruto, ziewając potężnie. – Zróbmy coś.
– Nie – opowiedział Neji. O dziwo, Sasuke mu przytaknął. – Żadnych sparingów. Jak znowu ktoś wyląduje w szpitalu, to Hokage nas pozabija.
– Już tam, pozabija – mruknął Uzumaki, mrużąc zabawnie oczy. – Nie moja wina, że mnie nieco poniosło. A Kiba to cienias.
– Sam jesteś cieniasem! Gdyby nie to, że...
– Sza, dzieci – uciszył ich Nara, pojawiając się w kłębie dymu. – Bez burdy.
Grupka młodych joninów stała aktualnie przed bramą miasta w oczekiwaniu na... Cokolwiek. Czas płynął nieubłagalnie wolno, sprawiając, że wszelka dotychczas znana im rozrywka już nie wystarczała i zaczynali się po prostu nieludzko nudzić.
– Nudzi mi się – oznajmił Narze Uzumaki. Neji, Sasuke, Shino i Kiba pokiwali twierdząco głowami. Nikt z nich nie pomyślały, że w czasie pokoju może być tak cholernie nieciekawie. Nie, żeby którykolwiek chciał wrócić do wojny. Tylko fajnie by było, żeby jakaś miła rozrywka mogłaby zapukać do ich umysłów, dając chociaż chwilowy relaks. – Tak bardzo.
Shikamaru uśmiechnął się przebiegle.
– Co powiecie na grę – powiedział, uśmiechając się przebiegle. – Zostać geninem?
Przed oczami zebranych błysnął mały, srebrny dzwoneczek.

***

Zasady były proste. Należało odebrać przeciwnikowi dzwonek. Było siedmiu zawodników, czy też raczej: siedem wtajemniczonych osób, czyli grupa wyjątkowo znudzonych Joninów. Ten, kto zdobędzie wszystkie dzwonki - Wygrywa. Okazja, do kradzieży upragnionego przedmiotu była jedna w tygodniu, podczas nocnych dyżurów, kiedy to byli zmuszani do biegania wokół Konohy. Podobno mieli patrolować okolice, jednakże nikt nie widział w tym większego sensu. I upraszało się o nie używanie chakry. Tak więc, zaczęli grę.
– A ty, Shikamaru? – zapytał Naruto, odbierając od mężczyzny swój dzwoneczek. – Przecież siedzisz w dokumentacji. Jesteś za dobry w planowaniu, żeby Tsunade wypuściła cię z biura.
– Dlatego też, ja zajmę się tym, aby grafik nam pasował do rozgrywek. I postaram się, aby nasza wspaniała, aczkolwiek nie za bardzo wyrozumiała Hokage nie nabrała za dużo podejrzeń. Oh, zapomniałbym. – Pogrzebał w kieszeni i wyciągnął z niej dzwonek. Zerknął na niego przelotnie i wcisnął w ręce zdezorientowanego Naruto. – Stawiam na ciebie miesięczną pensje. Nie zawal tego.
– Zaraz. – Uzumaki spojrzał na niego bez zrozumienia. – ŻE CO?

***

Kiedy w grę weszły zakłady, zaczęło się robić nieco brutalniej.
– Ała! Kurwa! NARUTO! – wrzask Kiby wstrząsnął lasem. – ZABIJĘ CIĘ, GNOJU!
– Oho – rozległ się głos, wśród szelestu odbiornika. – Dorwał cię?
– Podpierdolił mi spodnie! – Inuzuka był wyraźnie wściekły z tego powodu.
– Co?
– SPODNIE. KURWA! – Krzyk zakończył się piskiem. – Shikamaru! To niezgodne z zasadami! Miałem tam dzwonek!
– Cóż – głos w słuchawce wyraźnie brzmiał na rozbawiony. – Nikt o tym nie wspominał, a w grze chodzi właśnie o zdobycie dzwonka, więc...
– JAK TO?! ŻĄDAM REWANŻU!
– No już, już – W urządzeniu odezwał się nowy głos. Wyraźnie zadowolonego z siebie osobnika. – Zaraz ci je oddam. Nie gorączkuj się tak.
– ZBOCZENIEC!
– Nie schlebiaj sobie – parsknął Uzumaki. – Akurat dobieranie się do twoich spodni mnie nie rajcuje.
– Czyżby? - Do rozmowy dołączył się kolejny głos. Wyraźnie kpiący i znudzony. – A kogoż to spodnie wzbudziły twoje zainteresowanie?
– Odwal się, Sasuke.

***

– Dawaj dzwonki – warknął już wyraźnie wściekły Naruto, kiedy po dłuższej gonitwie w końcu zagonił Sasuke w ciemny zaułek.
To była... Druga runda. Jedna z bardziej wyczekiwanych, z racji tego, że brali w niej udział główni faworyci. A jednak nie było w niej zawiłych zwrotów akcji. Nie było w niej żadnej akcji właściwie, a wyłącznie rozmowa.
– Sam sobie weź – odpowiedział Uchiha z bezczelnym uśmiechem. Z wyraźną sugestią zerknął na swój... Rozporek.
Uzumaki zerknął na mężczyznę bez zrozumienia.
– Co? – sapnął zdumiony. Po chwili podążył za spojrzeniem Sasuke. Na jego twarzy wykwitł wyraz olśnienia. – Och. – Zaczerwienił się intensywnie. – CHYBA KPISZ!
Druga runda zakończyła się, pomimo spekulacji i początkowych przewidywań, dosyć spokojnie i bez wskazania zwycięzcy.

***

Shino zerknął zza okularów na Lee, który otwarcie rzucił mu wyzwanie.
– Naprawdę chcesz się bić? – zapytał dla pewności. – O dzwonki?
– Tak! – Rzucił z pasją Rock. 
– Jesteś tego pewien?
– Owszem! Przeznaczeniem moim jest zdobyć dzwonki, tym samym zdobywając serce mojej lubej! – zakrzyknął dziarsko mężczyzna.
– Co dzwonki mają do Sakury? – zdumiony głos Naruto zabrzmiał w słuchawce.
– WSZYSTKO! – wrzasnął, wręcz desperacko Lee i rzucił się na przeciwnika.
Zanim jednak Rock dopadł drugiego mężczyznę, para żuczków zdążyła przetoczyć jego dzwonki pod nogi zwycięzcy.

***

– Jestem gejem – powiedział na wstępie Naruto.
I nagle otoczyło go cisza. Mała słuchaweczka w uchu milczała. Nawet las, tak jakby zamarł. A przede wszystkim zamurowało Shino, do którego właśnie Uzumaki się podkradł i palnął tekst o swojej orientacji.
Naruto zamrugał, w swoim mniemaniu, zalotnie.
– Słyszałeś? – zapytał słodko.
– Tak. – Rozległa się niemrawa odpowiedź. – Nie.
– Co?
– Przyjmijmy, że nie. Przyjmijmy, że ta sytuacja nie miała miejsca. Nie wydarzyła się.
– Hm... No dobra – zawyrokował Uzumaki, wyszczerzając zęby w uśmiechu. – Pod jednym warunkiem.
Spod naciągniętego na głowę kaptura rozległo się ciche westchnięcie. Aburame sięgnął do kieszeni, wyciągnął z nie dzwonek swój i Lee, a następnie, zerkając na nie z lekkim żalem, rzucił ku ucieszonemu Naruto.
– Przyjemnie się robi z panem interesy!
– Ty tak serio? – Kiba chyba jako pierwszy otrząsnął się z rewelacji. Jego głos w słuchawce można było określić jako co najmniej podekscytowany.
– A co? Zainteresowany? – parsknął blondyn, chowając zdobycz do kolekcji.
– A co? Jesteś wolny w tę sobotę? – W odbiorniku rozbrzmiało pytanie innej osoby.
– Wolny, to jesteś ty, kiedy miażdżę cię w sparingach, Uchiha.
– Uh, ach, Uzumaki, cięty jak nigdy. A czy w...
– Nie wydarzyło się! – Shino zbolałym tonem przerwał wymianę zdań.

***

– NEJI! WYGRAJ TO DLA MNIE!
– Zamknij się, młocie.
– Co Sasuke, zazdrosny?

***

Neji wpatrywał się w Sasuke, jakby właściwie widział go pierwszy raz w życiu.
– Co? – burknął Uchiha. Najwyraźniej był nie w sosie. A Hyuuga wyjątkowo chciał wiedzieć, co do takiego stanu doprowadziło drugiego mężczyznę. Miał nawet pewne podejrzenia.
– Neji! Neji! Neji! – Gorący doping Uzumakiego było słychać głośno i wyraźnie. I to nie tyle, że w słuchawkach, ale głos nadpobudliwego jonina niósł się po lesie, do miejsca, w którym Hyuuga natrafił na wyraźnie oczekującego go Sasuke.
Neji sięgnął palcem za ucho i wyłączył słuchawkę. Uchiha, mierząc go podejrzliwym spojrzeniem, uczynił po chwili to samo.
– EJ! – wrzask Naruto przedarł się ponownie przez las. – NIE MA TAKIEGO ODCINANIA SIĘ!
Obaj go zignorowali.
– Więc – zaczął Neji konwersacyjnie. – Faktycznie JESTEŚ zazdrosny o Naruto, nieprawdaż?
Uchihowa brew drgnęła w nerwowym tiku.

***

To, jak przebiegła walka między Nejim, a Sasuke, było jedną wielką niewiadomą. I cholernie to wszystkich denerwowało. Jedynym pewnikiem było to, że to Uchiha zdobył dzwoneczek przeciwnika.

***

Naruto, z iście kobiecym piskiem, przylgnął do drzewa, w ramach schronienia się przed zbliżającym się niebezpieczeństwem.
– POBITE GARY! – wrzasnął zaraz po tym, jak ciepło wszechobecnych płomieni zgasło, wraz z zakończoną techniką. – Sasuke, oszukańcu! Nie ma... OŻEŻ! – krzyknął, dając się zaskoczyć kolejnej fali techniki. Blond postać zniknęła w kłębie szarego dymy.
– Cholera – sapnął Uchiha. – Hyuuga, widzisz go? – rzucił do nadajnika przymocowanego do ucha.
– Nie gram z tobą – rozległ się spokojny głos w słuchawce.
– Ale przegrałeś ZE MNĄ – zaznaczył dobitnie Sasuke. Satysfakcja pobrzmiewała w jego głosie. – Jesteś zobowiązany mi pomóc, jeżeli mamy trzymać się reguł.
– Czy to właśnie nie ty przed chwilą złamałeś regulamin używając Sharingana?
– W momencie, kiedy zostałem na polu bitwy z Uzumakim, ta zasada przestała obowiązywać.
W słuchawce na chwilę zapadła cisza.
– Czy on o tym wie?
– Jeszcze nie – rzucił złośliwie Uchiha.
Pierwsze promienie słońca zaczęły przebijać się przez drzewa. Zabawa dopiero się zaczyna, Naruto.
Uzumaki był godnym przeciwnikiem, to fakt. Ale na plus Sasuke działało to, że Naruto nie podejrzewał, że w całej tej rozgrywce Uchiha miał swój własny, prywatny cel.
– Och, już wiem – rozległ się wściekły syk tuż za jego plecami.
– Tak? – zapytał niewinnie Sasuke, obracając się do niego.
– O co ci chodzi, kretynie?! Próbujesz mnie faktycznie zabić? – warknął Uzumaki, oskarżycielsko celując palcem w klatkę piersiową bruneta. – Czy tak ci cholernie zależy na tej popapranej grze? Odbiło ci kompletnie Uchiha!
– Hm... – mruknął Sasuke. ­– Przyznaję, odbiło. Na grze? Nie, nie zależy mi właściwie w ogóle. A co do zabicia... Przydasz mi się żywy.
W kolejnej sekundzie złapał Naruto za nadgarstki, przyciągnął zdziwionego mężczyznę do siebie i złączył ich usta w pocałunku. I, jak szybko akcję przeprowadził, tak też szybko ją zakończył, odsuwając się od Uzumakiego, aby godnie przyjąć stertę wyzwisk i grad ciosów, jakich się spodziewał po tym wybryku. Jednak nic takiego się nie stało. Naruto tkwił jak kołek w tym samym miejscu i wlepiał w niego te wielkie błękitne ślepia.  I zwilżył wargi językiem.
Wtedy to Sasuke, można by rzec, rzucił się na niego. Wplótł dłonie w blond kosmyki i zagłębił się w nieco brutalnym pocałunku, w którym czynny udział brał nie tylko jego język, ale i Naruto. Nigdy nie spodziewałby się, że sytuacja tak się potoczy. Że Naruto nie tyle go nie zabije na wstępie, ale i odpowie na jego pocałunki. Z przyjemnością smakował drugiego mężczyznę. To było zniewalające doznanie, dokładnie tak, jak się tego spodziewał.
Kiedy w końcu się od siebie oderwali, aby móc zaczerpnąć oddech, w słuchawce Uzumakiego rozległ się rozbawiony głos:
– Sądząc po odgłosach, wygrałem.
– No nie, moja pensja – jęknął Kiba, w odzew na słowa Shikamaru.
– Co? – wystękał oszołomiony Uzumaki, który najwyraźniej dopiero odzyskiwał zdolność mowy.
Sasuke uśmiechnął się kącikiem ust. Dłonie miał wciąż wplątane we włosy Naruto, tak więc kciukiem odczepił małą słuchawkę z jego ucha, a gdy spadła na ziemię przydepnął ją butem.
– Najwyraźniej podczas trwania gry powstał jeszcze jeden zakład – skwitował, ponownie przyciągając twarz towarzysza do swojej.
– Zabiję – warknął Uzumaki, przed tym, jak Sasuke uraczył go kolejnym pocałunkiem. – Ale może trochę później – dodał po chwili. Rysy jego twarzy wyraźnie złagodniały, gdy spojrzał w ciemne oczy Uchihy.  

sobota, 22 grudnia 2012

Rozdział II.XXI


Jestem! Późno, bo późno, ale jestem! :D
I zapraszam na kolejną część, więcej mojego smęcenia pod rozdziałem ^ ^.

***   ***   ***   ***   ***   ***

               Przerażający wrzask wstrząsnął szpitalnymi ścianami. Czy też, szpitalem wstrząsnął towarzyszący temu wrzaskowi, nagły i niekontrolowany wzrost chakry wypływającej z ciała Naruto. 
               Krzyczał. Głośno, próbując wyzbyć się strachu, który ogarnął go w chwili, gdy w małym, pękniętym lustrze szpitalnym udało mu się ujrzeć swoje oblicze. I, jak nagle wrzask wydobył się z jego gardła, tak też szybko się urwał, akurat w chwili, gdy do pomieszczenia wpadła wyraźnie wzburzona Hokage, wraz z kilkoma pomagierami.
               Osunął się, jakby w zwolnionym tempie, padając na kolana, na których zacisnął dłonie. Zamknął oczy, nie chcąc... Widzieć. Urwany oddech, towarzyszył chwilą, w których starał się uspokoić. A w pomieszczeniu, pomimo tego, że znajdowała się w nim spora garstka osób panowała cisza. Wszyscy najwyraźniej oczekiwali na kolejny ruch Uzumakiego.
               – Jestem potworem – wyszeptał w końcu. – Ja...
               Nagłe poruszenie, uświadomiło mu to, że z małej szpitalnej salki właśnie wyszło kilku ludzi, którzy przed chwilą do niej wpadli. Czy też, kilka osób zostało bez słowa wykopanych za drzwi.
               – Jestem potworem – powtórzył. Jedną z dłoni, które dotychczas trzymał na kolanie, przycisnął zaraz do twarzy. Pod powieką zatańczyły mu kolorowe mroczki. W kącikach oczu pojawiło się coś mokrego. I zaraz spłynęło po policzkach.
               – Idiota. – Ciepłe ramiona owinęły się wokół jego szyi. – Bezczelny głupiec.
               – Wyglądam...
               – Wyglądasz, jak Naruto – spokojny głos Tsunade wdarł się do jego ucha. Uspokajał. Z każdą sylabą, wypowiedzianą przez Hokage, Uzumakiego opuszczało napięcie. – Sponiewierany po walce, mocno uszkodzony Naruto.
               – Jestem potworem – powiedział ponownie. Jednak głosem wypranym z wszelkich emocji.
              
               Ze szpitala został wypisany w ciągu kolejnych kilkunastu minut. Na własne żądanie.
               Część torsu, wraz z lewą ręką została ciasno obwinięta bandażem. Za to opaska ze znakiem liścia, którą dotychczas z dumą umieszczał na swoim czole, została przewiązana tak, że przysłaniała jedno z jego oczu.
               Niemalże, jak Kakashi, pomyślał, nieco złośliwie, spoglądając w swoje lustrzane odbicie. Poprawiając materiał ochraniacza, ułożył go tak, że przysłaniał niemalże pół twarzy. W tym, lekko poszerzone lisie blizny. Chętnie również skorzystałby z czegoś, co wyglądem przypominałoby hatakową maskę.  Jednak...
               Westchnął.
               Blond kosmyki zniknęły pod czarnym kapturem.
               Musiał... Pomyśleć. 

               Z początku to było nawet zabawne.
               Obserwowanie Sasuke, kiedy miota się po wiosce, poszukując Uzumakiego naprawdę mogło dostarczyć sporej rozrywki. A przynajmniej tak, w przypływie nieco wisielczego humoru, myślał sam poszukiwany, który z pewnością odnalezionym zostać nie chciał.
               Aczkolwiek, wiedział, że tego nie uniknie. W końcu Sasuke był dobrym shinobi. Można by nawet rzec: znakomitym. Więc to tylko kwestia czasu, kiedy w końcu Uchiha wścieknie się na tyle, że przestanie przebierać w środkach, aby go dopaść. Co nie przeszkadzało Naruto w nieułatwianiu, a wręcz przeszkadzaniu w poszukiwaniach Sasuke.
               Jednak jego dobra zabawa skończyła się tuż przy polach treningowych, gdzie to czaił się na skraju lasu, czujnie obserwując poczynania Uchihy. Tam to właśnie wypatrzyło go spojrzenie szkarłatnych oczu.
               – Wyleziesz, czy mam cię sam wytargać? – Dobiegło do uszu Naruto ciche, wciekłe warknięcie. Najwyraźniej podchody po wiosce mu się nie spodobały.
               – Nie – odpowiedział, o dziwo spokojnie.
               – Co: nie? Słuchaj...
               – Nie, nie wylezę. I nie, nie masz mnie wytargiwać – kontynuował tym samym tonem. – Możemy porozmawiać, a i owszem, należy ci się. Ale nie chciałbym, abyś mnie oglądał.
               Kiedy skrywał się w cieniu, Uzumaki faktycznie czuł pewien komfort psychiczny, związany z tym, że nikt nie widzi tego, jak teraz wyglądał. Nawet jeżeli najbardziej przerażające go fakty były zamaskowane bandażami, to i tak wolał, aby nikt go nie oglądał. A zwłaszcza Sasuke.
               Uchiha zamilkł, mierząc majaczącą w ciemności sylwetkę Naruto złowieszczym spojrzeniem, wciąż mając aktywowanego sharingana.
               Tak więc, Naruto spodziewał się wrzasków. Spodziewał się awantury. Nawet się spodziewał tego, że Sasuke się fochnie, warknie coś bardzo obraźliwego w odzewie i sobie pójdzie. Spodziewał się naprawdę wszystkiego.
               Tylko nie tego, że mężczyzna jęknie, najwyraźniej sfrustrowany i powie coś w stylu:
               – Co ci znowu durnego wpadło do tego pustego łba?
               – Ekhm? Co? – zapytał, nieco skołowany Uzumaki.
               – Pstro – syknął. I w kolejnej chwili znajdował się tuż przy swoim kochanku, przytrzymując go za nadgarstki, najwyraźniej obawiając się, że bez takich zabezpieczeń Naruto mu zwieje. Co było manewrem, tak nawiasem mówiąc, który mężczyzna dosyć często stosował, jeżeli chodziło o konfrontacje z Sasuke. – To ja się pytam: co? Powinieneś wypoczywać, a nie bawisz się w ganianego zaraz po wyjściu ze szpitala! Dlaczego żeś nie dał znać, że się wypisałeś? W ogóle, dlaczego się wypisałeś? Tsunade o tym wie? Nic ci nie jest? Zrobiłeś wszystkie badania? Powinni cię nafaszerować jakimiś prochami, abyś się przez tydzień ruszać nie mógł, to przynajmniej miałbym pewność, że wszystko w porządku.
               – Dobrze się czujesz? – zapytał podejrzliwie Naruto, korzystając z chwili, kiedy Uchiha zrobił sobie przerwę na zaczerpnięcie oddechu.
               – To ja powinienem się o to pytać – padła odpowiedź, w której pobrzmiewały nutki złości.
               – Masz słowotok – rzucił nieco zdziwiony blondyn.
               – Idiota. – W kolejnym momencie Uzumaki został niemalże zgnieciony w zaborczym uścisku. Po sekundzie lekkiego zawahania splótł ręce na plecach Sasuke i wcisnął nos w zgłębienie jego szyi. Westchnął, rozluźniając się nieco. – Kretyn – Uchiha kontynuował tymczasem wyzwiska. – Nieodpowiedzialny debil.
               Trwali w uścisku długie minuty i pewnie by tak jeszcze stali jakiś czas, gdyby nie to, że Naruto był dręczony przez kilka istotnych dla niego kwestii. Tak więc, blondyn w końcu odsunął się nieznacznie od kochanka, spoglądając mu prosto w oczy zapytał:
               – Dlaczego tu jesteś?
               – Ty naprawdę jesteś idiotą? To chyba jasne, że...
               Naruto pokręcił głową, wbijając oczy w ziemię.
               – Widziałeś mnie w szpitalu.
               – Dosyć często cię tam widuję. Przez twoją głupotę, tak nawiasem mówiąc.
               – Wiesz o co mi chodzi! – Naruto podniósł głos. – Ja... Widziałeś jak wyglądam! Wiesz, co się dzieje  pod tymi cholernymi bandażami! Ja jestem...
               – Idiotą.
               – Potworem, ślepy debilu! Widziałeś, co mi się stało! Widziałeś, że ostatnie pieczęci się poluzował i...
               – I jakoś to nie wpłynęło na twoją wątpliwą inteligencję. Wciąż jesteś głupkiem.
               – Czy ty nic nie rozumiesz?! – wrzasnął, całkowicie tracąc wcześniejszy spokój. – To patrz!
               Szarpnięciem zerwał bandaż z dłoni i kolejnym wściekłym ruchem zerwał ochraniacz zasłaniający jego twarz. Z zaciętym wyrazem twarzy wbił spojrzenie w oczy Sasuke.
               Jego ręka... Wyglądała jakby obdarto ją ze skóry, spod której nie wystawały poszarpane mięśnie, a złowrogo mieniąca się czerwono-czarna chakra. Blizny na jego prawym policzku, które dotychczas były zasłonięte materiałem opaski, były poszerzone, a oko... Błękitne dotychczas źrenice zostały zastąpione szkarłatem, a zamiast białko pokryte było czernią. Zdawał sobie sprawę z tego, że wygląda odrażająco. Jak jakaś dziwaczna mieszkanka demona i człowieka. Był potworem.
               Ale na twarzy Sasuke nie zobaczył odrazy. Widział wyłącznie czystą maskę obojętności, z jaką mężczyzna obserwował widok przed sobą.
               – No i? – zapytał bez cienia emocji.
               – Ty naprawdę jesteś ślepy?
               – Ty naprawdę jesteś głupi?
               – Przestań mnie obrażać! – warknął wyraźnie roztrzęsiony Naruto. Chciał już to mieć za sobą. Żeby Sasuke już sobie poszedł, a on mógł zwinąć się gdzieś w ciemnym koncie i nie oglądać nikogo. Czy też, nie zmuszać innych, aby go widzieli w takim stanie.
               – To przestań robić z siebie głąba.
               – Ja...
               – Słuchaj – przerwał mu stanowczo Uchiha, a Naruto, o dziwo, posłusznie zamilkł. – Nie będę tego powtarzał, więc się raczej postaraj skupić, okej? – Nie czekając na żadne potwierdzenie kontynuował. – Tsunade wyjaśniła, że poprzez operacje Nanabi została zachwiana równowaga twojej chakry. Tak więc, moc Kyuubiego nieco wyszła spod kontroli, dlatego też wyglądasz teraz, jak wyglądasz. Cóż, pewnym jest, że nie będzie można tego tak łatwo naprawić, ale...
               – Naprawić? – w głosie Uzumakiego pojawił się cień nadziei. – Da się coś z tym zrobić? Cokolwiek?
               – Cicho – fuknął Sasuke. – Może. Może i nie. Co za różnica?
               – Jestem...
               – Nie. Nie jesteś – wtrącił Uchiha, przewidując co jego towarzysz chciał powiedzieć. – Orochimaru był potworem. Setki popierdolonych Shinobi, których spotykaliśmy, byli potworami. Potworem był Kakuzu, Deidara, mogę ci wymieniać długi czas, ale to teraz nieistotne. TY tymczasem POTWOREM nie jesteś.
               – ALE JAK POTWÓR WYGLĄDAM! – wrzasnął histerycznie Uzumaki. Rzucił Sasuke kolejne wściekłe spojrzenie, a następnie obrócił się na pięcie. Zacisnął oczy i przycisnął do nich zdrową dłoń. Nie uciekał, to i tak już nie miało większego sensu. Jakoś nie miał ochoty rozpoczynać tej rozmowy jeszcze raz w innym terminie.
               Siłą woli starał się powstrzymać napływające do oczu łzy złości.
               Nawet nie zauważył, kiedy ręka Sasuke oplotła go w pasie, przyciągając do torsu mężczyzny. Broda Uchihy oparła się o jego ramię. Ciemne włosy przyjemnie łaskotały go po szyi.
               – Idź sobie – zaprotestował słabo. Nie miał siły na dalsze sprzeczki. Dlaczego Sasuke nie rozumiał...
               – Gdybym – zaczął mężczyzna, ignorując wcześniejsze słowa Uzumakiego. – stracił rękę w walce, rzuciłbyś mnie?
               – Ochujałeś? – zapytał zmęczonym głosem Naruto.
               – A jakbym stracił wzrok? Słuch?
               – Nie, przecież...
               – Gdybym stracił chakre?
               – Przestań! Ja...
               – A gdyby przeklęta pieczęć Orochimaru nie zeszła i przemieniłbym się częściowo w maszkarę, w którą mnie zmieniała?
               – Przestań! Przecież wiesz, że nie! – warknął Uzumaki. Pod wpływem słów Sasuke emocje znowu zaczęły się w nim podnosić. – Kocham cię, nie ważne, co by się działo! Nie ważne jakbyś wyglądał, czy... – zamilkł nagle.
               – No właśnie – mężczyzna oderwał się od niego i obrócił go ku sobie. Na jego obliczu zagościł delikatny uśmiech. – No właśnie – powtórzył. Chwycił twarz Naruto w dłonie i przyciągnął do pocałunku. Delikatnego i pełnego czułości. Uzumaki miał wrażenie, że tym gestem Sasuke próbuje mu przekazać całe oferowane przez siebie wsparcie. – Wyobraź sobie – zaczął, po chwili, gdy się od siebie oderwali. – Że to działa w obie strony.
               Uzumaki patrzył na kochanka, jakby go właściwie widział przerywszy raz w życiu.
               – Myślałem... – zaczął niepewnie, ale Sasuke mu przerwał kolejnym, krótkim pocałunkiem.
               – Więc przestań – odpowiedział z lekkim rozbawieniem mężczyzna.
               – Nie, słuchaj – Naruto jednak czuł, że musiał coś jeszcze wyjaśnić. – Sasuke, jesteś... No kurde! Wiesz, jak wyglądasz! Leci na ciebie każda dziewczyna w wiosce, a i kilka facetów z pewnością też by się za tobą obejrzało. Możesz mieć każdego! Więc, ja, z takim wyglądem...
               – Hm... Każdego? – Uchiha przez chwilę sprawiał wrażenie, jakby poważnie zastanawiał się nad wyborem. – Każdego mówisz? No, to chyba nawet mam kandydata, który mi odpowiada.
               – Hę?
               – Ciebie, młocie.
               – Co? Och...
               Kolejny pocałunek był już bardziej stanowczy, wręcz nachalny. Pokazywał dominację Sasuke i sprawił, że Naruto zmiękły kolana.
               Złapał gwałtowniejszy oddech, kiedy Uchiha się od niego oderwał. Nieco zamglonym wzrokiem wpatrywał się w tą bezczelnie uśmiechniętą twarz.
               – Pamiętasz, co ci powiedziałem, kiedy żeś w końcu przyjął do wiadomości, że jesteśmy razem? – zapytał ni z tego, ni z owego Sasuke. Naruto zmarszczył brwi w zamyśleniu, jednak kochanek wybawił go od odpowiedzi. – Powiedziałem, że przypieczętowałeś swój nędzny los i skazałeś się na moje wieczne towarzystwo.
               Och, pamiętał to. To było... Po libacji u Tsunade, po wpadnięciu w stanie wskazującym na Sasuke, po tym, jak odbyli cholernie długą rozmowę, po... Obudzeniu się w jednym łóżku z ukochanym, tuż przy jego boku.
               Uśmiechnął się delikatnie. Uniósł ręce i wplótł je w ciemne kosmyki Sasuke i przyciągnął jego twarz ku sobie.
               – Mam przerypane, nie? – zapytał przekornie. A ich usta złączyły się w kolejnym, już nie tak grzecznym pocałunku.
               
THE END 

Tak! W końcu, po ponad półtorarocznym smęceniu doczekaliśmy się końca opowiadania ^ ^ Pisanie szło różnie, to gładko, to opornie, to znowu tylko podpełzywało, ale muszę powiedzieć, że osobiście odczuwam pewną dumę, że nie rzuciłam go w cholerę i udało mi się je skońćzyć : ) .
Bardzo chciałam podziękować wszystkim, którzy przetrwali moją radosną twórczość. W szczególności dziękuję bardzo za wszystkie komentarze, które zgromadziły się pod notkami ( wielbię je i czytuję czasami na poprawę humoru : ) To właściwie tyle, co mi przychodzi do głowy w tej chwili. Dziękuję jeszcze raz : D
Ach, no tak: WESOŁYCH ŚWIĄT i (bardzo) PIJANEGO SYLWESTRA! :D