*Zahipnotyzowana wizją kota obwiązanego pomarańczową kokardą*
Aha, przepraszam za to zamieszanie z dodawaniem komentarzy xD, nawet nie zdawałam sobie sprawy z tego, że istnieje taka opcja, ale faktycznie, była włączona. Już jest git. Chyba xD.
Deedwarda: Ja podła? JA? xD A kto tu sugeruje żeby szlachtować Sasuke, dopóty dopóki dziadyga nie obieca szczerej poprawy?! xD
Mechalice: Żadnych więcej fok! NIGDY! Nie widzisz, że to źle na mnie wpływa? xD I nigdy więcej Twoich linków... Źlej ze mną po tym. Bardzo źlej! xD
*** *** *** *** *** *** ***
- Jak?
- Rozmawiasz z dziewięcioogoniastą bestią. Dla mnie nie ma rzeczy niemożliwych.
- Jednak?
- Jednak, będziesz musiał się pośpieszyć, mój drogi. Czas, w tej kwestii, nie jest twoim sprzymierzeńcem.
***
Naruto przekręcił się na drugi bok, mrucząc gniewnie pod nosem.
Miał strasznie posrany sen. A zarazem taki realistyczny.
Nigdy więcej podejrzanego mleka przed snem! Chociaż... Tak właściwie, to nie przypominał sobie, aby miał styczność z jakimkolwiek mlekiem w ostatnim czasie...
Otworzył gwałtownie otoczy, jednocześnie próbując wstać, czego efektem było to, iż wylądował na podłodze. Najwyraźniej zasnął na kanapie, nie dawszy rady nawet ściągnąć swojego roboczego munduru.
- Cholera jasna! - warknął, próbując wyplątać się z koca. - No rzesz, ku...
Przerwało mu parsknięcie.
Z poziomu podłogi zerknął na osobę, która aktualnie miała z niego niezły ubaw.
- Bardzo, kurwa, śmieszne - sapnął, przestając się szamotać.
- Młody, trochę szacunku dla języka. I przestań się wylegiwać. - Siwowłosy wyciągnął w jego kierunku rękę, oferując pomoc w wstaniu. - Miałeś coś załatwić z rana?
Naruto zamarł w pół ruchu.
A więc... To nie był sen. To nie był żaden popaprany koszmar!
Co... Co się do jasne cholery dzieje? Które zdarzenia naprawdę miały miejsce, a które były wytworem chorej wyobraźni?
- Która godzina? - zapytał z wyraźną paniką w głosie.
- Uspokój się, jest jeszcze wcześnie. Nie ma sensu...
Hakate zamilkł, widząc, że jego były uczeń już go nie słucha. Zamiast tego, blondyn w szaleńczym tempie pognał do kuchni, aby spojrzeć na jedyny zegarek jaki posiadał.
"Zdążę." Pomyślał, obracając się błyskawicznie, chwytając zaskoczonego Kakashi'ego za rękę i ciągnąc go ku wyjściu. "Muszę zdążyć."
"Życzę powodzenia, mój drogi."
***
Naruto biegł przez kolejne uliczki, gorączkowo starając nie dopuścić do siebie myśli, że coś może się nie powieść. Ta historia nie mogła się tak skończyć. A przynajmniej on nie miał zamiaru na to pozwolić!
Pytania zdziwionego Kakashi'ego spławił krótkim "później" i przyśpieszył tępo.
Byli już niedaleko, ale nie mogli sobie pozwolić na żadną chwilę zwłoki.
Bez słowa miną strażników, nie reagując na ich nawoływania. Pokonywał kolejne kondygnacje budynku, potrącając przypadkowe osoby, nie obracając się nawet, aby je przeprosić.
- Stójcie! - wrzasnął, jeszcze zanim wpadł na piętro, na którym znajdował się gabinet Sasuke. - Nie otwierajcie drzwi!
Wbiegł na krótki korytarzyk, a przed sobą widział już sylwetkę Sakury i Shikamaru. Różowowłosa właśnie sięgała ręką ku klamce.
- Uzumaki? - syknęła z pogardą, obracając się ku niemu, jednak Naruto nie zwrócił na to uwagi. Chwycił dziewczynę za ramię i brutalnie odepchnął ją od drzwi, równocześnie tworząc w dłoni rasengana.
- Co ty wyrabiasz, kretynie?! - fuknęła Haruno, próbując go powstrzymać. Jednak zanim do tego doszło, blondyn trzasnął swoją techniką w miejsce, gdzie najprawdopodobniej znajdował się zainstalowany przez Kyuubi'ego mechanizm.
Drzwi rozpadły się w drobne drzazgi.
Ciało Sasuke osunęło się na podłogę, a po niecałej sekundzie Naruto już był przy nim, uwalniając go z plątaniny srebrnych nitek. Modląc się i błagając zażarcie zły los, aby chociaż raz... Aby jeden jedyny raz wszystko jakoś się dobrze ułożyło.
- Proszę, proszę - szeptał gorączkowo, chwytając twarz czarnowłosego w dłonie, tym samym rozmazując krew Uchihy po jego policzku. - Proszę, żyj.
Może i zdołał uratować Sasuke przed poćwiartowaniem, jednak Hokage doznał wielu obrażeń. Setki małych ranek zdobiły jego ciało, a z nich sączyła się krew. Wiele krwi, która przez kilka godzin zdołała utworzyć na posadzce fantazyjne wzory.
- Haruno! - wrzasnął ochrypłym głosem i spojrzał na dziewczynę wściekle. - Przydaj się w końcu na coś! Wezwijcie medyków!
Późniejsze wydarzenia były dla Naruto jedną wielką, rozmazaną plamą. Niejasno zdawał sobie z tego sprawę,że Sakura w końcu raczyła się otrząsnąć z szoku, że ktoś zdołał odciągnąć go od Uchihy oraz, że ludzie zaczęli zadawać mu pytania. Nagle po prostu znalazł się w szpitalnej sali, z wciśniętym w dłonie kubkiem czegoś gorącego, w czym prawdopodobnie znajdował się środek uspokajający.
- Co z nim? - zapytał, gdy tylko do pomieszczenia wszedł Kakashi.
Starszy mężczyzna nie odpowiadał przez dłuższą chwilę. Usiadł na krześle, naprzeciw blondyna i spojrzał na niego, z wyraźnym niezdecydowaniem.
- Stabilizuje się.
- To dobrze. - Blondyn wbił wzrok w parujący napój.
- Skąd wiedziałeś?
Naruto zerknął niepewnie na siwowłosego. Przygryzł wargę i ponownie spojrzał na zawartość kubka.
- Nie mogę powiedzieć - wyszeptał.
- Ludzie będą pytać.
- Wiem. - Blondyn przygarbił się. Wiedział, że zabawa dopiero się zacznie. Pytania, oskarżenia... Jasna cholera, znowu wpakował się w niezłe bagno, ale... Nie mógł postąpić inaczej. - Mogę go zobaczyć?
Powinien wymyślać steki wymówek, mających na celu wyjaśnienie całego zdarzenia, najlepiej z pominięciem kilku czynników, na przykład takich, jak interwencje lisa. Jednak nie był w stanie. Jedyne co go całkowicie zajmowało w tym momencie to czarnowłosa postać leżąca kilka sal dalej.
- Mogę? - powtórzył, z wyraźnym błaganiem w głosie.
"Życie jest strasznie przewrotne." Pomyślał kilka minut później, zza szpitalnej szyby obserwując twarz Sasuke. Jeszcze niespełna dzień temu nie chciał z całego serca życzył sobie, aby czarnowłosego szlag jasny trafił, a teraz... Teraz czekał z nadzieją, aż w końcu Uchiha otworzy oczy, a ktoś zagwarantuje mu, że draniowi nic się nie stanie, że jest już bezpieczny...
Nie rozumiał sam siebie.
Powinien go nienawidzić, a szczerze powiedziawszy jego uczucia chyba zmierzały w przeciwnym kierunku.
Westchnął ciężko, oplatając się ciasno ramionami.
A wszystko to przez machlojki Kyuubi'ego! Lis namieszał w jego życiu, sprawiając, że świat się obrócił o sto osiemdziesiąt stopni. Gdyby nie ostatnie wydarzenia, to blondyn mógłby w spokoju nienawidzić Uchihę i wszystko byłby w jak najlepszym porządku.
Co za pasztet.
A teraz... Teraz nie miał pojęcia co ze sobą zrobić.
- Naruto Uzumaki? - Ciche pytanie wyrwało go z zamyślenia. Nieco zdezorientowany blondyn spojrzał na osobnika, który pojawił się w pomieszczeniu. Był to członek ANBU, ten sam, który go przesłuchiwał. Albo też, który miałby go przesłuchać, gdyby nie udało się uratować Sasuke...
Niebieskooki już sam nie wiedział co rzeczywiście się wydarzył, a co nie. I szczerze powiedziawszy niewiele go to obchodziło.
Potwierdził lekkim skinieniem głowy.
- Jesteś zatrzymany pod zarzutem próby zabójstwa szóstego Hokage.
***
Siedział w ciemnej celi. Godziny, dni, nie miał pojęcia ile czasu leży na więziennej kozetce i wlepiaj oczy w popękany sufit.
"Mógłbym cię uwolnić."
"Sam mógłbym się uwolnić."
Jednak byłoby to równoznaczne z przyznaniem się do winy.
"Dlaczego znowu dajesz sobą pomiatać, mój drogi?"
"Zamknij się, zamknij się w końcu i daj mi święty spokój." Przetarł twarz dłońmi.
Jego położenie nie było za ciekawe. Nie miał możliwości wytłumaczyć, co się właściwie stało i jaki był w tym jego udział. No przecież, nie powie wszystkim, że Kyuubi wylazł z jego ciała i urządził sobie małą przechadzkę po wsi! Bo albo by mu nie uwierzono i zamknięto go w małym, przyjemnym pokoiku bez klamek, albo trafiłby na sterylnie czystą stale operacyjną, gdzie dogłębnie przebadano by jego organy wewnętrzne.
I tak czy siak, jego przyszłość nie jawiła się w jasnych kolorach.
Wzdrygnął się, gdy skrzypnięcie drzwi oznajmiło mu, iż ktoś przyszedł go odwiedzić. A Naruto miał niejasne przeczucie, że nie będą to miłe odwiedziny. Kroki ucichły tuż przy jego celi.
Z głośnym strzyknięciem kości wstał i spojrzał na swojego gościa.
Przez chwilę miał wrażenie, że jego serce przestało bić.
czwartek, 24 lutego 2011
środa, 23 lutego 2011
"Mój dzień" część VI
Ludzie... Co ja z wami mam xD
Cholera, chciałam napisać ostatnią część i mieć już spokój z tym opowiadaniem, a tu ni hu hu. Eh, wy marudy :3 Psujecie mi całą koncepcje! xD I jak tu niby aUtor ma być zUy i niegodziwy, skoro komentarze nakłaniają go do nagłych zmian akcji? xD
Od razu ostrzegam, że nie wiem jak będę dodawać notki, gdyż nowy semestr zapowiada się nie za ciekawie. Dlatego, nie czekając na jego nieuniknione rozpoczęcie, ostro biorę się za pisanie kolejnej części!
Niach, niach, jakoś do tego opowiadania to mnie szybko pomysły się zalęgają pod łepetynką xD To przez Was, Wy zUe komentatorki! O, i przepraszam za brak powiadomienia, tudzież opóźnienie w jego dokonaniu. Miałam drobny problem ze zdążeniem na pociąg, a bardzo mi zależało, żeby dodać notkę jeszcze przed moim małym rajdem po Polsce :3.
Za ten rozdział możemy wszyscy obarczyć winą Mechalice (piszę to z pełną premedytacją), gdyż to przez nią wisi nade mną obraz płaczącej foki xD.
I pamiętajcie, nigdy nie piszcie notki odautorskiej, w trakcie pisania opowiadania! Wtedy przychodzą do głowy na prawdę dziwne pomysły, które jak na razie staram się ignorować xD. I znacznie ją wydłuża... Cholera xD
No...
Wspominałam, że mój nowy plan jest do dupy? xD Dobra, już dobra, wracam do pisania :3 (A wiecie, że stopy też mogą puchnąc na zimnie? Odkryłam to gdzieś między Wrocławiem, a Krakowem xD).
Mechalice: Błagam, nie przypominaj mi o Bimberze... Moja zacna kuzyna przyrównała mnie do tej zacnej osoby, tworząc mi dziwaczne fryzury na głowie. Chociaż powinnam to uznać za komplement, skoro nie raz słyszy się w komentarzach, że Justin to niezła laska xD. Ale raczej nie chciałabyś usłyszeć w moim wykonaniu tych jego pojękiwań (mój głos zaiste jest interesujący, jednak nie w tą stronę co trzeba xD).
I jak mogłaś? Jak mogłaś mi to zrobić? xD Ten obrazek mnie dręczy po nocach! Czuję się jak ostatnia szuja... Czy "krótka histeria o Hinacie, którą zabił młot pneumatyczny (wśród morza krwi i sterty flaków)" starczy w ramach zadość uczynienia? W sumie to zdanie otwiera i równocześnie zamyka całą opowieść, ale nie jestem za bardzo w stanie wykrzesać z siebie nic innego xD.
A z tymi ostrzami to bardziej rozkminiałam, że rzucał je tak wiesz... z chakrowym wspomaganiem :3 Cóż, będę miała trochę siły to coś z tym poprawię.
I ja się nie lenię! Tylko jestem energooszczędna! xD
No to tyle z mojego marudzenia,
Dziękuję za wszelkie komentarze,
pozdrawiam serdecznie i zapraszam do czytania,
Irdine.
*** *** *** *** *** *** ***
Naruto stał pod strumieniem ciepłej wody i pozwalał, aby jego myśli krążyły przy mało ważnych tematach. Aktualnie żył jakby w innym świecie, odizolowany od Konohy, nieświadomy rzeczy, które działy się za ścianami jego domu. Otumaniony wydarzeniami dnia wczorajszego.
Jednak, gdy znienacka ciepłe krople stały się przeraźliwie zimne, doznał nagłego obudzenia.
- Kurwa - warknął pod nosem. Błyskawicznie wyskoczył spod prysznicowej kabiny, zawinął w pasie ręcznik i jak burza wpadł z pomieszczenia.
- Witaj, mój drogi - cichy szept wdarł się do jego ucha, a silne ramiona oplotły go w pasie.
Uzumaki z ledwością powstrzymał cisnące się na jego usta przekleństwo. Wyrwał się Kyuubi'emu i wbił w niego wściekłe spojrzenia. Za to demon wpatrywał się w niego z uprzejmym zainteresowaniem.
- Zabiłeś go - warknął niebieskooki. - To ty zabiłeś Sasuke!
Nie wiedział skąd, ale miał niemalże stu procentową pewność, że ma racje. Nie wiedział jak, nie wiedział kiedy, ale był przekonany, że Kyuubi był odpowiedzialny za śmierć Uchihy.
Dziewięcioogoniasty wciąż przypatrywał mu się ze stoickim spokojem.
- Chciałeś tego - odpowiedział niejasno, przekrzywiając śmiesznie głowę.
- Co? - Naruto zmarszczył brwi. - Nie chciałem! Byłem wściekł na niego, owszem. Ale nie życzyłem sobie, aby ktoś zarżnął go niczym zwykłe prosię! Kurwa, nie chciałem jego śmierci!
- Nie? - Kyuubi najwyraźniej się z nim nie zgadzał. - Twoje uczucia jasno wskazywały co innego.
- Moje uczucia?
- Reaguję na nie, mój drogi. Twoje silne emocje są dla mnie pożywką. Pragnąłeś zemsty. A ja jestem narzędziem, dzięki której jej dokonano.
- Co ty pieprzysz?!
- Mówię prawdę, mój drogi. Nie masz powodów do nerwów.
- Nie ma? Kurwa, jak to nie ma?! Zabiłeś go, zabiłeś mojego...
Naruto urwał nagle wypowiedz.
- Twojego "kogo", mój drogi? Czy po tym, co ci zrobił, jesteś w stanie nazwać go przyjacielem?
Nie był. I pewnie demon też dobrze zdawał sobie z tego sprawę.
- Nie chciałem, żebyś go zabił... - powtórzył, zaciskając pięści i spuszczając głowę.
- Jak twierdzisz, mój drogi. Jak twierdzisz.
Ciało lisa ciasno oplotło się wokół jego własnego.
A więc tego teraz potrzebował? Aby lis starał się go pocieszyć? A wczoraj? Czy ich seks był również wynikiem tylko jego pragnienia, aby w jakikolwiek sposób zapomnieć o złych chwilach?
- Pokaż mi - wyszeptał po chwili. - Pokaż mi, jak zginął Sasuke.
***
Jasnowłosa postać zmaterializowała się w gabinecie Hokage. Dosłownie. Ni z tego ni z owego zjawiła się wśród delikatnej poświacie pomarańczowej chakry.
Na jej twarzy zagościł szeroki uśmiech. Uśmiech, który zapowiadał nic dobrego.
Czerwone oczy szybko wypatrzyły swoją ofiarę, siedzącego przy biurku mężczyznę, który najwyraźniej zasną w dość niekomfortowej pozycji.
Postać zbliżyła się do śpiącego. Poruszała się bezszelestnie, a zarazem płynnie, niczym zjawa. Stanęła krok od szóstego hokage i dłonią spróbowała odgarnąć z jego czoła zabłąkane pasmo czarnych włosów. Jednak zanim zanim tego dokonała, jej dłoń została pochwycona przez rękę Sasuke Uchihy.
- Ojej... - mruknał demon, z rozczarowaniem dziecka, któremu ktoś właśnie nie dał obiecanego cukierka.
- Naruto?
W tym momencie ciało Kyuubiego rozpłynęło się w pomarańczowej chmurze chakry, a sam demon zmaterializował się tuż za plecami Hokagę.
- Co to za sztuczki - warknął wyraźnie zły Uchiha, obracając się na krześle. I wtedy najwyraźniej zrozumiał, że coś jest nie tak. - Ty nie jesteś Naruto.
Zerwał się z siedzenia, bacznie przyglądając się poczynaniom przybysza.
- Jestem jego częścią - stwierdził blondyn. - Częścią, która pomści krzywdy. Mój drogi przez ciebie cierpi.
Usta Uchihy wygięły się w uśmiech. Prawdopodobnie stwierdził, iż jest obiektem jakiegoś mało śmiesznego żartu.
- Jestem tą częścią, którą to ludzie tak skrupulatnie w nim nienawidzą - dodał, po czym zniknął ponownie, tylko po to, aby pojawić się tuż przy czarnowłosym i zarzucić mu ręce na szyję. Czerwone oczy przez chwilę uważnie studiowały twarz swojej ofiary, aby po chwili złożyć na jej ustach delikatny pocałunek.
***
- Dlaczego to zrobiłeś?!
- Chciałeś tego, mój drogi.
- Chodzi mi o... O całowanie! Mało...
- Tego również również pragnąłeś, mój drogi.
***
- Jestem Kyuubi'm - wyszeptał demon, odrywając się od ust czarnowłosego. W tym samym czasie jego chakra oplotła ciało Sasuke, niczym cienkie nitki.
- Stra... - Uchiha próbował krzyknąć. Jednak nie było mu to dane, gdyż dziewięcioogoniasty ponowie go pocałował, tym razem brutalnie penetrując językiem wnętrze jego ust.
- Cichutko - powiedział demon, odsuwając się od czarnowłosego i kładąc mu palce na wardze. - I tak cię nikt nie usłyszy. Jest późno, wszyscy już sobie poszli...
- Ty skurw...
- Jesteś uroczy - skwitował lis. Podchodząc do drzwi. - Och, byłbym zapomniał.
Nagle, niczym przy dotknięciu czarodziejskiej różdżki, drobne pasemka chakry oplatające ciało Sasuke zmieniły się w setki cienkich stalowych, połączonych w dziwaczny mechanizm, który pojawił się przy drzwiach. Całość tworzyła finezyjną pajęczynę, a w jej samym środku znajdował się Uchiha.
- Podobno oczekujesz gościa z samego rana. - Uśmiech Kyuubi'ego pogłębił się. - A wiesz co się stanie, gdy tylko ów gość tu wejdzie?
Sasuke wiedział, to było pewne. Nie raz musiał widzieć podobne pułapki. Przy otwarciu drzwi mechanizm się uruchomi, przez co stalowe żyłki zacisną się, a jego ciało zostanie poćwiartowane.
- Wszystko pójdzie na niego - warknął Sasuke i szarpnął się w swojej pułapce. Spowodowało to tylko to, że zyskał na skórze kilka płytkich rozcięć. - A wiesz, że będzie to Uzumaki! Stawi się na wezwanie i jeżeli zginę to on zostanie o to oskarżony! Zrujnujesz mu życie!
- Chyba, że będzie miał wiarygodnych światków. - Lis ponownie zbliżył się do swojej ofiary, przenikając przez stalowe nitki. - A to nie stanowi żadnego problemu.
- Jak to?
- Do rana będzie mu towarzyszył Hakate, a dzięki moim powiadomieniom, zjawi się tutaj z Haruno i Narą. Jak sądzę zgodzisz się ze mną, że to wystarczająca obstawa, aby pozostał z dala od zarzutów?
- Nie ośmielisz się...
- Jestem demonem, Sasuke. Mógłbym nawet stwierdzić, że najsilniejszym z demonów. Dlaczego miałbym cię nie zabić? Albo też, dlaczego zabicie cię miałoby stanowić dla mnie jakikolwiek problem?
- Jestem...
- A ty jesteś tylko nic nieznaczącym człowiekiem. - Kyuubi chwycił twarz Hokage w swoje dłonie i ponownie wycisnął na jego ustach pocałunek. - Który najwyraźniej ma o sobie zbyt wysokie mniemanie.
- Nie rób tego! - wrzasnął Uchiha, a w jego głosie pojawił się cień desperacji.
- Muszę - wyszeptał demon, bawiąc się ciemnymi pasemkami włosów Hokage. - Mój drogi sobie tego życzy.
- Ale...
- Kto wie, może jeszcze zostaniesz uratowany - cichy głos dziewięcioogoniastego zabrzmiał tuż przy uchu czarnowłosego. - A teraz śpij, mój wspaniały Hokage. Jutro czeka cię twój wielki dzień.
Pod wpływem hipnotyzującego głosu Sasuke stracił przytomność.
***
Naruto opadł na kolana.
Nie wierzył. Nie chciał. To nie mogła być prawda.
- Zabiłem go - powiedział roztrzęsionym głosem. - On zginął... Bo ja tego chciałem...
- Zgadza się, mój drogi.
- Boże - jęknął blondyn, chowając twarz w dłoniach. - Dlaczego?
- Tak ja powiedziałeś, mój drogi. Bo tego chciałeś.
- Nie prawda... Ja... - Zachłysnął się powietrzem. - To było... Nie chciałem, rozumiesz? To nie miało tak być...
- Co masz na myśli? - W głosie demona zabrzmiało zainteresowanie.
- Ja... Byłem wściekły. Życzyłem mu śmierci, ale...
- Ale, mój drogi?
Niebieskie oczy błysnęły nagle. Blondyn spojrzał hardo na demona.
- Co miałeś na myśli? - warknął, gniewnie mrużąc oczy. - Co miałeś na myśli mówiąc, że jeszcze może zostać uratowany?!
Demon przykucnął, tak, że ich wzrok znajdował się na jednym poziomie. Wyraz jego twarzy wskazywał jasno, iż jest niezmiernie rozbawiony.
- A chcesz tego, mój drogi? Chcesz uratować marne życie Sasuke Uchihy?
*** *** *** *** *** *** ***
Tratatam!
To co ludziska, mała sonda? Zabijamy Sasuke, czy pozwalamy mu żyć? :3
Cholera, chciałam napisać ostatnią część i mieć już spokój z tym opowiadaniem, a tu ni hu hu. Eh, wy marudy :3 Psujecie mi całą koncepcje! xD I jak tu niby aUtor ma być zUy i niegodziwy, skoro komentarze nakłaniają go do nagłych zmian akcji? xD
Od razu ostrzegam, że nie wiem jak będę dodawać notki, gdyż nowy semestr zapowiada się nie za ciekawie. Dlatego, nie czekając na jego nieuniknione rozpoczęcie, ostro biorę się za pisanie kolejnej części!
Niach, niach, jakoś do tego opowiadania to mnie szybko pomysły się zalęgają pod łepetynką xD To przez Was, Wy zUe komentatorki! O, i przepraszam za brak powiadomienia, tudzież opóźnienie w jego dokonaniu. Miałam drobny problem ze zdążeniem na pociąg, a bardzo mi zależało, żeby dodać notkę jeszcze przed moim małym rajdem po Polsce :3.
Za ten rozdział możemy wszyscy obarczyć winą Mechalice (piszę to z pełną premedytacją), gdyż to przez nią wisi nade mną obraz płaczącej foki xD.
I pamiętajcie, nigdy nie piszcie notki odautorskiej, w trakcie pisania opowiadania! Wtedy przychodzą do głowy na prawdę dziwne pomysły, które jak na razie staram się ignorować xD. I znacznie ją wydłuża... Cholera xD
No...
Wspominałam, że mój nowy plan jest do dupy? xD Dobra, już dobra, wracam do pisania :3 (A wiecie, że stopy też mogą puchnąc na zimnie? Odkryłam to gdzieś między Wrocławiem, a Krakowem xD).
Mechalice: Błagam, nie przypominaj mi o Bimberze... Moja zacna kuzyna przyrównała mnie do tej zacnej osoby, tworząc mi dziwaczne fryzury na głowie. Chociaż powinnam to uznać za komplement, skoro nie raz słyszy się w komentarzach, że Justin to niezła laska xD. Ale raczej nie chciałabyś usłyszeć w moim wykonaniu tych jego pojękiwań (mój głos zaiste jest interesujący, jednak nie w tą stronę co trzeba xD).
I jak mogłaś? Jak mogłaś mi to zrobić? xD Ten obrazek mnie dręczy po nocach! Czuję się jak ostatnia szuja... Czy "krótka histeria o Hinacie, którą zabił młot pneumatyczny (wśród morza krwi i sterty flaków)" starczy w ramach zadość uczynienia? W sumie to zdanie otwiera i równocześnie zamyka całą opowieść, ale nie jestem za bardzo w stanie wykrzesać z siebie nic innego xD.
A z tymi ostrzami to bardziej rozkminiałam, że rzucał je tak wiesz... z chakrowym wspomaganiem :3 Cóż, będę miała trochę siły to coś z tym poprawię.
I ja się nie lenię! Tylko jestem energooszczędna! xD
No to tyle z mojego marudzenia,
Dziękuję za wszelkie komentarze,
pozdrawiam serdecznie i zapraszam do czytania,
Irdine.
*** *** *** *** *** *** ***
Naruto stał pod strumieniem ciepłej wody i pozwalał, aby jego myśli krążyły przy mało ważnych tematach. Aktualnie żył jakby w innym świecie, odizolowany od Konohy, nieświadomy rzeczy, które działy się za ścianami jego domu. Otumaniony wydarzeniami dnia wczorajszego.
Jednak, gdy znienacka ciepłe krople stały się przeraźliwie zimne, doznał nagłego obudzenia.
- Kurwa - warknął pod nosem. Błyskawicznie wyskoczył spod prysznicowej kabiny, zawinął w pasie ręcznik i jak burza wpadł z pomieszczenia.
- Witaj, mój drogi - cichy szept wdarł się do jego ucha, a silne ramiona oplotły go w pasie.
Uzumaki z ledwością powstrzymał cisnące się na jego usta przekleństwo. Wyrwał się Kyuubi'emu i wbił w niego wściekłe spojrzenia. Za to demon wpatrywał się w niego z uprzejmym zainteresowaniem.
- Zabiłeś go - warknął niebieskooki. - To ty zabiłeś Sasuke!
Nie wiedział skąd, ale miał niemalże stu procentową pewność, że ma racje. Nie wiedział jak, nie wiedział kiedy, ale był przekonany, że Kyuubi był odpowiedzialny za śmierć Uchihy.
Dziewięcioogoniasty wciąż przypatrywał mu się ze stoickim spokojem.
- Chciałeś tego - odpowiedział niejasno, przekrzywiając śmiesznie głowę.
- Co? - Naruto zmarszczył brwi. - Nie chciałem! Byłem wściekł na niego, owszem. Ale nie życzyłem sobie, aby ktoś zarżnął go niczym zwykłe prosię! Kurwa, nie chciałem jego śmierci!
- Nie? - Kyuubi najwyraźniej się z nim nie zgadzał. - Twoje uczucia jasno wskazywały co innego.
- Moje uczucia?
- Reaguję na nie, mój drogi. Twoje silne emocje są dla mnie pożywką. Pragnąłeś zemsty. A ja jestem narzędziem, dzięki której jej dokonano.
- Co ty pieprzysz?!
- Mówię prawdę, mój drogi. Nie masz powodów do nerwów.
- Nie ma? Kurwa, jak to nie ma?! Zabiłeś go, zabiłeś mojego...
Naruto urwał nagle wypowiedz.
- Twojego "kogo", mój drogi? Czy po tym, co ci zrobił, jesteś w stanie nazwać go przyjacielem?
Nie był. I pewnie demon też dobrze zdawał sobie z tego sprawę.
- Nie chciałem, żebyś go zabił... - powtórzył, zaciskając pięści i spuszczając głowę.
- Jak twierdzisz, mój drogi. Jak twierdzisz.
Ciało lisa ciasno oplotło się wokół jego własnego.
A więc tego teraz potrzebował? Aby lis starał się go pocieszyć? A wczoraj? Czy ich seks był również wynikiem tylko jego pragnienia, aby w jakikolwiek sposób zapomnieć o złych chwilach?
- Pokaż mi - wyszeptał po chwili. - Pokaż mi, jak zginął Sasuke.
***
Jasnowłosa postać zmaterializowała się w gabinecie Hokage. Dosłownie. Ni z tego ni z owego zjawiła się wśród delikatnej poświacie pomarańczowej chakry.
Na jej twarzy zagościł szeroki uśmiech. Uśmiech, który zapowiadał nic dobrego.
Czerwone oczy szybko wypatrzyły swoją ofiarę, siedzącego przy biurku mężczyznę, który najwyraźniej zasną w dość niekomfortowej pozycji.
Postać zbliżyła się do śpiącego. Poruszała się bezszelestnie, a zarazem płynnie, niczym zjawa. Stanęła krok od szóstego hokage i dłonią spróbowała odgarnąć z jego czoła zabłąkane pasmo czarnych włosów. Jednak zanim zanim tego dokonała, jej dłoń została pochwycona przez rękę Sasuke Uchihy.
- Ojej... - mruknał demon, z rozczarowaniem dziecka, któremu ktoś właśnie nie dał obiecanego cukierka.
- Naruto?
W tym momencie ciało Kyuubiego rozpłynęło się w pomarańczowej chmurze chakry, a sam demon zmaterializował się tuż za plecami Hokagę.
- Co to za sztuczki - warknął wyraźnie zły Uchiha, obracając się na krześle. I wtedy najwyraźniej zrozumiał, że coś jest nie tak. - Ty nie jesteś Naruto.
Zerwał się z siedzenia, bacznie przyglądając się poczynaniom przybysza.
- Jestem jego częścią - stwierdził blondyn. - Częścią, która pomści krzywdy. Mój drogi przez ciebie cierpi.
Usta Uchihy wygięły się w uśmiech. Prawdopodobnie stwierdził, iż jest obiektem jakiegoś mało śmiesznego żartu.
- Jestem tą częścią, którą to ludzie tak skrupulatnie w nim nienawidzą - dodał, po czym zniknął ponownie, tylko po to, aby pojawić się tuż przy czarnowłosym i zarzucić mu ręce na szyję. Czerwone oczy przez chwilę uważnie studiowały twarz swojej ofiary, aby po chwili złożyć na jej ustach delikatny pocałunek.
***
- Dlaczego to zrobiłeś?!
- Chciałeś tego, mój drogi.
- Chodzi mi o... O całowanie! Mało...
- Tego również również pragnąłeś, mój drogi.
***
- Jestem Kyuubi'm - wyszeptał demon, odrywając się od ust czarnowłosego. W tym samym czasie jego chakra oplotła ciało Sasuke, niczym cienkie nitki.
- Stra... - Uchiha próbował krzyknąć. Jednak nie było mu to dane, gdyż dziewięcioogoniasty ponowie go pocałował, tym razem brutalnie penetrując językiem wnętrze jego ust.
- Cichutko - powiedział demon, odsuwając się od czarnowłosego i kładąc mu palce na wardze. - I tak cię nikt nie usłyszy. Jest późno, wszyscy już sobie poszli...
- Ty skurw...
- Jesteś uroczy - skwitował lis. Podchodząc do drzwi. - Och, byłbym zapomniał.
Nagle, niczym przy dotknięciu czarodziejskiej różdżki, drobne pasemka chakry oplatające ciało Sasuke zmieniły się w setki cienkich stalowych, połączonych w dziwaczny mechanizm, który pojawił się przy drzwiach. Całość tworzyła finezyjną pajęczynę, a w jej samym środku znajdował się Uchiha.
- Podobno oczekujesz gościa z samego rana. - Uśmiech Kyuubi'ego pogłębił się. - A wiesz co się stanie, gdy tylko ów gość tu wejdzie?
Sasuke wiedział, to było pewne. Nie raz musiał widzieć podobne pułapki. Przy otwarciu drzwi mechanizm się uruchomi, przez co stalowe żyłki zacisną się, a jego ciało zostanie poćwiartowane.
- Wszystko pójdzie na niego - warknął Sasuke i szarpnął się w swojej pułapce. Spowodowało to tylko to, że zyskał na skórze kilka płytkich rozcięć. - A wiesz, że będzie to Uzumaki! Stawi się na wezwanie i jeżeli zginę to on zostanie o to oskarżony! Zrujnujesz mu życie!
- Chyba, że będzie miał wiarygodnych światków. - Lis ponownie zbliżył się do swojej ofiary, przenikając przez stalowe nitki. - A to nie stanowi żadnego problemu.
- Jak to?
- Do rana będzie mu towarzyszył Hakate, a dzięki moim powiadomieniom, zjawi się tutaj z Haruno i Narą. Jak sądzę zgodzisz się ze mną, że to wystarczająca obstawa, aby pozostał z dala od zarzutów?
- Nie ośmielisz się...
- Jestem demonem, Sasuke. Mógłbym nawet stwierdzić, że najsilniejszym z demonów. Dlaczego miałbym cię nie zabić? Albo też, dlaczego zabicie cię miałoby stanowić dla mnie jakikolwiek problem?
- Jestem...
- A ty jesteś tylko nic nieznaczącym człowiekiem. - Kyuubi chwycił twarz Hokage w swoje dłonie i ponownie wycisnął na jego ustach pocałunek. - Który najwyraźniej ma o sobie zbyt wysokie mniemanie.
- Nie rób tego! - wrzasnął Uchiha, a w jego głosie pojawił się cień desperacji.
- Muszę - wyszeptał demon, bawiąc się ciemnymi pasemkami włosów Hokage. - Mój drogi sobie tego życzy.
- Ale...
- Kto wie, może jeszcze zostaniesz uratowany - cichy głos dziewięcioogoniastego zabrzmiał tuż przy uchu czarnowłosego. - A teraz śpij, mój wspaniały Hokage. Jutro czeka cię twój wielki dzień.
Pod wpływem hipnotyzującego głosu Sasuke stracił przytomność.
***
Naruto opadł na kolana.
Nie wierzył. Nie chciał. To nie mogła być prawda.
- Zabiłem go - powiedział roztrzęsionym głosem. - On zginął... Bo ja tego chciałem...
- Zgadza się, mój drogi.
- Boże - jęknął blondyn, chowając twarz w dłoniach. - Dlaczego?
- Tak ja powiedziałeś, mój drogi. Bo tego chciałeś.
- Nie prawda... Ja... - Zachłysnął się powietrzem. - To było... Nie chciałem, rozumiesz? To nie miało tak być...
- Co masz na myśli? - W głosie demona zabrzmiało zainteresowanie.
- Ja... Byłem wściekły. Życzyłem mu śmierci, ale...
- Ale, mój drogi?
Niebieskie oczy błysnęły nagle. Blondyn spojrzał hardo na demona.
- Co miałeś na myśli? - warknął, gniewnie mrużąc oczy. - Co miałeś na myśli mówiąc, że jeszcze może zostać uratowany?!
Demon przykucnął, tak, że ich wzrok znajdował się na jednym poziomie. Wyraz jego twarzy wskazywał jasno, iż jest niezmiernie rozbawiony.
- A chcesz tego, mój drogi? Chcesz uratować marne życie Sasuke Uchihy?
*** *** *** *** *** *** ***
Tratatam!
To co ludziska, mała sonda? Zabijamy Sasuke, czy pozwalamy mu żyć? :3
niedziela, 20 lutego 2011
"Mój dzień" część V
Doberek!
Irduś wita i kłania się nisko! I z radością ogłasza iż semestr III został zaliczony, dzięki czemu znalazła odrobinę czasu, aby coś napisać ^ ^.
Daimon: Dziękuje bardzo za komentarz :) Ciesze się, że mój blog przypadł Ci do gustu ^ ^.
Eterna: Cóż... Moje chęci do pisania notatek są wielkie, jednak lenistwo często bierze nad nimi górę xD.
Mechalice: Oj bidulka, już zdrowa? Ja tam ostatnio nie mam czasu na choroby! xD Chociaż już po sesji, to może jednak się skuszę na drobne przeziębienie, a co! Chyba, że znowu nie będę miała niewolnika podającego herbaty, więc lepiej sobie odpuścić...
Chyba się powtórzę, ale naprawdę kocham Twojego kota :3
Jaka Bella o.O Która Bella? I dlaczego znowu masz jakąś niezdrową obsesję na jakimś punkcie? xD
Kleopatra: Dziękuję, sesja zła już mnie nie nęka, ale to wyłącznie dlatego, że jednak nie dałam się od niej oderwać :) I dobrze, bo dzięki temu wygospodarowałam sobie tydzień ferii :3.
Deedwarda: To zwykłe pomówienia! W akademikach nie dzieje się aż tak... No dobra, nie będę kłamać xD Moja osoba wzbudza podziw wśród grupy, iż potrafię jakoś egzystować na zajęciach, pomimo zamieszkiwania tak zacnego miejsca xD.
Co do notki... Napiszę tak: Sasuke już za wiele nie zwojuje :3 *maniakalny, zUy śmiech*.
Aris013: Zdaję sobie z tego sprawę i nie omieszkam to wykorzystać :3 Ciesze się, że do mnie zawitałaś ^ ^.
Dziękuję bardzo za komentarze :)
Pozdrawiam serdecznie,
Irdine.
*** *** *** *** *** *** ***
Naruto chwycił się za nasadę nosa.
Pieprzony ból głowy! Jakby miał za mało problemów w życiu!
Właśnie zmierzał ku głównemu budynkowi w wiosce.
Spojrzał na pochmurne niebo i przyśpieszył nieco kroku. Chciał mieć już wszystko za sobą. Wiedział, że nie będzie łatwo. Że z pewnością coś się zagmatwa, jednak... Nie miał wyboru. Musiał coś zrobić! Cokolwiek, psia mać!
- Naru!
Kakashi dosadnie przedstawił mu prawdopodobne stanowisko hokage w tej sprawie.
Co za pasztet...
To jasne, że Sasuke nie będzie chciał pozwolić mu odejść! Przecież wtedy straciłby jedyne okazje do gnębienia blondyna. Oh, no i oczywiście trzeba mieć na uwadze Kyuubi'ego. Przez tego rudego pasożyta jest przecież dla wioski niezmiernie ważną osobą! Co jakoś nigdy nie przeszkadzało mieszkańcom w docinaniu Uzumakiemu na różne sposoby...
- Mógłbyś przestać usilnie mnie ignorować?
- Hm? - mruknął półprzytomnie, usłyszawszy w pobliżu znudzony głos. Z roztargnieniem spojrzał na postać, która w tym momencie maszerowała wraz z nim równym krokiem, i najwyraźniej dotrzymywała mu towarzystwa od dłuższego czasu.
- Ogarnij się, Naruto, bo przez nieuwagę buźkę sobie obijesz na najbliższym płocie.
- Shikamaru! - wykrzyknął niebieskooki, po doznaniu nagłego olśnienia. - Brachu, co ty tu robisz? Jansa cholera, ze sto lat cię nie widziałem!
- Wezwanie dostałem. Wczoraj z wieczora. - Na twarzy Nary pojawił się grymas niezadowolenia. - Cholera, nie spałem całą noc, bo nasz wspaniały hokage stwierdził, że Konoha natychmiastowo potrzebuje mojej obecności.
- Z Suny? W jedną noc?
- No właśnie - mruknął Shikamaru pod nosem. - Komuś tu się nieźle w mózgu poprzestawiało.
Naruto pogrążył się we własnych myślach. Skoro nie tylko on został wezwany... To o co mogło chodzić? Powstrzymał się od westchnienia ulgi. Przynajmniej teraz miał pewność, że Sasuke nie będzie próbował znowu odwalić czegoś dziwacznego.
- A ty?
- Hm? A no... - zaciął się na sekundę. - Też mam wezwanie. Mów lepiej, co tam słychać w wielkim świecie!
Pogrążeni w rozmowie dotarli do pod gabinet Hokage. I jakie było zdziwienie chłopaków, gdy okazało się, że nie tylko oni zostali wezwani.
- Sakura? - Głos Naruto załamał się nieznacznie. Przeklną w myślach własną słabość.
- A TY co tu robisz? - warknięcie dziewczyny wyraźnie wskazywało, że nie życzy sobie przebywać w tym samym pomieszczeniu co Uzumaki.
Blondyn zmarkotniał. Jego dawna przyjaciółka najwyraźniej dalej mu miała za złe, że... No właściwie, nie wiedział co tak dokładnie. Aczkolwiek miał pewne podejrzenia.
Różowowłosa zaczęła go oschlej traktować od powrotu Uchihy. A gdy czarnowłosy został Hokage... Prawdopodobnie chodziło o to, że nie był ucieszony faktem, iż drań sprzątnął mu stanowisko sprzed nosa. Dziewczyna uznała wtedy, iż Uzumaki jest bezczelny i nie nadaje się na przywódce, skoro nie potrafi docenić wyboru wioski, który w jej mniemaniu był jak najbardziej słuszny, gdyż Sasuke o wiele lepiej zadba o Konohe.
Zabolało. Cholernie go to zabolało. Przez wiele lat uznawał Sakure za swoją najlepsza przyjaciółkę. Trzymali się razem, a ucieczka Sasuke wzmocniła ich więź. A przynajmniej tak sądził blondyn. Dla Sakury najwyraźniej był tylko chwilowym oparciem, które nie wywiązało się z obietnicy sprowadzenia jej ukochanego do domu.
Czego również nie zapomniała mu wypomnieć.
- Słucha... - zaczął pokojowym tonem.
- Nie mam zamiaru cię słuchać - wysyczała gniewnie mrużąc oczy. - Jesteś...
- Lepiej zamilknij - wtrącił Shikamaru. Stanął przed Sakurą, równocześnie zasłaniając sobą blondyna. - Chyba, że masz zamiar powiedzieć nam coś miłego. Albo przeprosić.
- Kogo mam niby przepraszać? - Spojrzała wyzywająco. - Jesteś ślepy, skoro...
- Oh, myślisz się - przerwał jej ponownie, nawet nie wysilając się na podniesienie głosu. - To ty jesteś ślepa i najwyraźniej żadne okulary już ci nie pomogą.
- Przestańcie - mruknął blondyn.
Miał tego dość. Miał dość nienawiści, którą ludzie żywili do niego, choć często nawet sami nie wiedzieli dlaczego. Miał dość niesprawiedliwości. Tego, że ludzie oskarżali go za całe zło świata i właściwie to miał dość wszystkiego.
Chciał po prostu, żeby wszyscy dali mu spokój. I pójść do domu, a tam w końcu spokojnie zasnąć, niedręczony koszmarami dnia codziennego.
- Miejmy to już za sobą - powiedział cicho i chwycił za klamkę. Jednak nie nacisnął jej. Zmarszczył brwi. Coś było nie tak. Instynkt podpowiadał mu, że coś cholernie było nie tak...
- Na co czekasz, poczwaro?! - niemalże wrzasnęła wkurzona Sakura, odpychając go i gwałtownie pociągnęła drzwi.
To co się działo później... Po prostu przekraczało ludzie pojęcie.
***
Naruto oparł się ciężko o drzwi i spuścił głowę.
Setki pytań, domysłów. I oskarżeń. A wszystko to z jednego powodu.
W małym pokoiku przesłuchań było ciemno i duszno. Blondyn kręcił się niespokojnie w swoim krześle. Czuł się niekomfortowo. A jedynym pocieszeniem było to, że Sakura i Shikamaru również znajdują się w podobnych pomieszczeniach.
Osoba, która miała go przesłuchać potrafiła się posługiwać specjalną techniką, dzięki której użytkownik po przez kontakt wzrokowy z ofiarą mógł prześledzić wydarzenia przez nią przeżyte. Oczywiście jutsu miało pewne ograniczenia. Przede wszystkim czasowe. No i mogło być zaaplikowane osobie, która tylko dobrowolnie się na to zgodzi.
- Więc - zaczął wysoki osobnik, którego twarz była skryta za maską. Członek ANBU, jak wskazywał strój, beznamiętnie podchodził do wyznaczonego mu zadania, pewnie przechodził przez to już nie jeden raz. - Pokaż, co się wydarzyło dzisiejszego ranka.
Oderwał się od drzwi i potykając się o własne nogi jakoś dotarł na kanapę. Usiadł na niej ciężko, chowając twarz w dłoniach.
Z jego ust wyrwał się chichot.
"Wariuję."
"Wariujesz." Zgodził się z nim wewnętrzny głos. Głos należący do Kyuubi'ego.
"I dobrze."
"Również się cieszę, mój drogi."
Czerwone pasma chakry spowiły postać blondyna.
Sakura gwałtownie otworzyła drzwi.
Oczy Naruto rozszerzyły się. Mężczyzna rzucił się do przodu, odpychając zdezorientowaną Sakurę, wyciągając jednocześnie kunaj, który wrzucił na oślep do pomieszczenia.
Nie zdążył krzyknąć, nie zdążył zrobić nic.
Ostre ostrze zdołało przeciąć kilka stalowych nitek, jednak to za mało.
Już nic nie było w stanie uratować życia Sasuke Uchihy.
A potem...
Chaos. Totalny chaos.
Pełno shinobi, biegających, jakby na oślep. Szukających jakiejkolwiek poszlaki. Tropu wskazującego winnego. Ale nie ma nic. I Naruto ma dziwne wrażenie, że już nic się nie znajdzie.
Zbrodnia niemalże idealna. Nie ma dowodów na czyjąś winę, a jedynymi światkami jest trójka shinobi, z czego tylko jeden widział moment, w którym...
- Niedobrze mi - jęknął blondyn, pochylając się gwałtownie i tym samym przerywając kontakt wzrokowy z przesłuchującym go shinobi.
- Oddychaj - zalecił osobnik, błyskawicznie się przy nim znajdując. - Głęboko. To normalna reakcja na takie przeżycia.
Po kilku minutach spędzonych w ciszy, blondyn w końcu zdołał się opanować.
- Dobra - niemalże jęknął, prostując się. - Możemy kontynuować.
- Niestety, nie bardzo - rzekł shinobi. - Po prostu opowiedz mi, co się wydarzyło.
- Jesteś teraz szczęśliwy, mój drogi?
Blondyn uniósł głowę, a jego wzrok napotkał czerwone tęczówki dziewięcioogoniastej bestii. Kyuubi klęczał przed nim, w tej samej postaci, którą przybrał wczoraj. Demon z wyraźnym oczekiwaniem wpatrywał się w twarz blondyna.
Coś we wnętrzu niebieskookiego krzyczało, żeby zaatakować, uciekać. Zrobić cokolwiek. Zamiast tego siedział niewzruszenie na kanapie i nie był skłonny do wykonania jakiejkolwiek czynności.
- Nie wiem...
Krew, wszędzie pełno krwi.
Drobne krople spływające po szybie, ściekające po blacie biurka, wsiąkające w liczne papiery.
I ciało Sasuke wiszące na stalowych linkach niczym szmaciana lalka. Cienkie żyłki po wżynały się w jego skórę, poprzecinały mięśnie i wszelkie inne tkanki, zatrzymując się dopiero na kościach.
Czas zwolnił.
Wokół panowała niezmącona cisza.
Tylko krople krwi uparcie skapujące na podłogę.
Kap. Kap. Kap.
Aż w końcu rozdzierający krzyk Sakury sprawia, że rzeczywistość wraca na swoje miejsce.
Naruto z ledwością zdaje sobie sprawę z tego, że opadł na kolana i ktoś właśnie siłą próbuje odciągnąć go ot tego widoku.
Usta Kyuubi'ego są gorące, a jego pocałunki pełne pożądania.
A Naruto oddaje mu je bez reszty zatracając się w namiętności.
Żeby nie myśleć. Żeby chociaż przez chwilę nie wiedzieć co się dzieje w złym świecie.
Seks jest brutalny i daje chwilę zapomnienia.
Irduś wita i kłania się nisko! I z radością ogłasza iż semestr III został zaliczony, dzięki czemu znalazła odrobinę czasu, aby coś napisać ^ ^.
Daimon: Dziękuje bardzo za komentarz :) Ciesze się, że mój blog przypadł Ci do gustu ^ ^.
Eterna: Cóż... Moje chęci do pisania notatek są wielkie, jednak lenistwo często bierze nad nimi górę xD.
Mechalice: Oj bidulka, już zdrowa? Ja tam ostatnio nie mam czasu na choroby! xD Chociaż już po sesji, to może jednak się skuszę na drobne przeziębienie, a co! Chyba, że znowu nie będę miała niewolnika podającego herbaty, więc lepiej sobie odpuścić...
Chyba się powtórzę, ale naprawdę kocham Twojego kota :3
Jaka Bella o.O Która Bella? I dlaczego znowu masz jakąś niezdrową obsesję na jakimś punkcie? xD
Kleopatra: Dziękuję, sesja zła już mnie nie nęka, ale to wyłącznie dlatego, że jednak nie dałam się od niej oderwać :) I dobrze, bo dzięki temu wygospodarowałam sobie tydzień ferii :3.
Deedwarda: To zwykłe pomówienia! W akademikach nie dzieje się aż tak... No dobra, nie będę kłamać xD Moja osoba wzbudza podziw wśród grupy, iż potrafię jakoś egzystować na zajęciach, pomimo zamieszkiwania tak zacnego miejsca xD.
Co do notki... Napiszę tak: Sasuke już za wiele nie zwojuje :3 *maniakalny, zUy śmiech*.
Aris013: Zdaję sobie z tego sprawę i nie omieszkam to wykorzystać :3 Ciesze się, że do mnie zawitałaś ^ ^.
Dziękuję bardzo za komentarze :)
Pozdrawiam serdecznie,
Irdine.
*** *** *** *** *** *** ***
Naruto chwycił się za nasadę nosa.
Pieprzony ból głowy! Jakby miał za mało problemów w życiu!
Właśnie zmierzał ku głównemu budynkowi w wiosce.
Spojrzał na pochmurne niebo i przyśpieszył nieco kroku. Chciał mieć już wszystko za sobą. Wiedział, że nie będzie łatwo. Że z pewnością coś się zagmatwa, jednak... Nie miał wyboru. Musiał coś zrobić! Cokolwiek, psia mać!
- Naru!
Kakashi dosadnie przedstawił mu prawdopodobne stanowisko hokage w tej sprawie.
Co za pasztet...
To jasne, że Sasuke nie będzie chciał pozwolić mu odejść! Przecież wtedy straciłby jedyne okazje do gnębienia blondyna. Oh, no i oczywiście trzeba mieć na uwadze Kyuubi'ego. Przez tego rudego pasożyta jest przecież dla wioski niezmiernie ważną osobą! Co jakoś nigdy nie przeszkadzało mieszkańcom w docinaniu Uzumakiemu na różne sposoby...
- Mógłbyś przestać usilnie mnie ignorować?
- Hm? - mruknął półprzytomnie, usłyszawszy w pobliżu znudzony głos. Z roztargnieniem spojrzał na postać, która w tym momencie maszerowała wraz z nim równym krokiem, i najwyraźniej dotrzymywała mu towarzystwa od dłuższego czasu.
- Ogarnij się, Naruto, bo przez nieuwagę buźkę sobie obijesz na najbliższym płocie.
- Shikamaru! - wykrzyknął niebieskooki, po doznaniu nagłego olśnienia. - Brachu, co ty tu robisz? Jansa cholera, ze sto lat cię nie widziałem!
- Wezwanie dostałem. Wczoraj z wieczora. - Na twarzy Nary pojawił się grymas niezadowolenia. - Cholera, nie spałem całą noc, bo nasz wspaniały hokage stwierdził, że Konoha natychmiastowo potrzebuje mojej obecności.
- Z Suny? W jedną noc?
- No właśnie - mruknął Shikamaru pod nosem. - Komuś tu się nieźle w mózgu poprzestawiało.
Naruto pogrążył się we własnych myślach. Skoro nie tylko on został wezwany... To o co mogło chodzić? Powstrzymał się od westchnienia ulgi. Przynajmniej teraz miał pewność, że Sasuke nie będzie próbował znowu odwalić czegoś dziwacznego.
- A ty?
- Hm? A no... - zaciął się na sekundę. - Też mam wezwanie. Mów lepiej, co tam słychać w wielkim świecie!
Pogrążeni w rozmowie dotarli do pod gabinet Hokage. I jakie było zdziwienie chłopaków, gdy okazało się, że nie tylko oni zostali wezwani.
- Sakura? - Głos Naruto załamał się nieznacznie. Przeklną w myślach własną słabość.
- A TY co tu robisz? - warknięcie dziewczyny wyraźnie wskazywało, że nie życzy sobie przebywać w tym samym pomieszczeniu co Uzumaki.
Blondyn zmarkotniał. Jego dawna przyjaciółka najwyraźniej dalej mu miała za złe, że... No właściwie, nie wiedział co tak dokładnie. Aczkolwiek miał pewne podejrzenia.
Różowowłosa zaczęła go oschlej traktować od powrotu Uchihy. A gdy czarnowłosy został Hokage... Prawdopodobnie chodziło o to, że nie był ucieszony faktem, iż drań sprzątnął mu stanowisko sprzed nosa. Dziewczyna uznała wtedy, iż Uzumaki jest bezczelny i nie nadaje się na przywódce, skoro nie potrafi docenić wyboru wioski, który w jej mniemaniu był jak najbardziej słuszny, gdyż Sasuke o wiele lepiej zadba o Konohe.
Zabolało. Cholernie go to zabolało. Przez wiele lat uznawał Sakure za swoją najlepsza przyjaciółkę. Trzymali się razem, a ucieczka Sasuke wzmocniła ich więź. A przynajmniej tak sądził blondyn. Dla Sakury najwyraźniej był tylko chwilowym oparciem, które nie wywiązało się z obietnicy sprowadzenia jej ukochanego do domu.
Czego również nie zapomniała mu wypomnieć.
- Słucha... - zaczął pokojowym tonem.
- Nie mam zamiaru cię słuchać - wysyczała gniewnie mrużąc oczy. - Jesteś...
- Lepiej zamilknij - wtrącił Shikamaru. Stanął przed Sakurą, równocześnie zasłaniając sobą blondyna. - Chyba, że masz zamiar powiedzieć nam coś miłego. Albo przeprosić.
- Kogo mam niby przepraszać? - Spojrzała wyzywająco. - Jesteś ślepy, skoro...
- Oh, myślisz się - przerwał jej ponownie, nawet nie wysilając się na podniesienie głosu. - To ty jesteś ślepa i najwyraźniej żadne okulary już ci nie pomogą.
- Przestańcie - mruknął blondyn.
Miał tego dość. Miał dość nienawiści, którą ludzie żywili do niego, choć często nawet sami nie wiedzieli dlaczego. Miał dość niesprawiedliwości. Tego, że ludzie oskarżali go za całe zło świata i właściwie to miał dość wszystkiego.
Chciał po prostu, żeby wszyscy dali mu spokój. I pójść do domu, a tam w końcu spokojnie zasnąć, niedręczony koszmarami dnia codziennego.
- Miejmy to już za sobą - powiedział cicho i chwycił za klamkę. Jednak nie nacisnął jej. Zmarszczył brwi. Coś było nie tak. Instynkt podpowiadał mu, że coś cholernie było nie tak...
- Na co czekasz, poczwaro?! - niemalże wrzasnęła wkurzona Sakura, odpychając go i gwałtownie pociągnęła drzwi.
To co się działo później... Po prostu przekraczało ludzie pojęcie.
***
Naruto oparł się ciężko o drzwi i spuścił głowę.
Setki pytań, domysłów. I oskarżeń. A wszystko to z jednego powodu.
W małym pokoiku przesłuchań było ciemno i duszno. Blondyn kręcił się niespokojnie w swoim krześle. Czuł się niekomfortowo. A jedynym pocieszeniem było to, że Sakura i Shikamaru również znajdują się w podobnych pomieszczeniach.
Osoba, która miała go przesłuchać potrafiła się posługiwać specjalną techniką, dzięki której użytkownik po przez kontakt wzrokowy z ofiarą mógł prześledzić wydarzenia przez nią przeżyte. Oczywiście jutsu miało pewne ograniczenia. Przede wszystkim czasowe. No i mogło być zaaplikowane osobie, która tylko dobrowolnie się na to zgodzi.
- Więc - zaczął wysoki osobnik, którego twarz była skryta za maską. Członek ANBU, jak wskazywał strój, beznamiętnie podchodził do wyznaczonego mu zadania, pewnie przechodził przez to już nie jeden raz. - Pokaż, co się wydarzyło dzisiejszego ranka.
Oderwał się od drzwi i potykając się o własne nogi jakoś dotarł na kanapę. Usiadł na niej ciężko, chowając twarz w dłoniach.
Z jego ust wyrwał się chichot.
"Wariuję."
"Wariujesz." Zgodził się z nim wewnętrzny głos. Głos należący do Kyuubi'ego.
"I dobrze."
"Również się cieszę, mój drogi."
Czerwone pasma chakry spowiły postać blondyna.
Sakura gwałtownie otworzyła drzwi.
Oczy Naruto rozszerzyły się. Mężczyzna rzucił się do przodu, odpychając zdezorientowaną Sakurę, wyciągając jednocześnie kunaj, który wrzucił na oślep do pomieszczenia.
Nie zdążył krzyknąć, nie zdążył zrobić nic.
Ostre ostrze zdołało przeciąć kilka stalowych nitek, jednak to za mało.
Już nic nie było w stanie uratować życia Sasuke Uchihy.
A potem...
Chaos. Totalny chaos.
Pełno shinobi, biegających, jakby na oślep. Szukających jakiejkolwiek poszlaki. Tropu wskazującego winnego. Ale nie ma nic. I Naruto ma dziwne wrażenie, że już nic się nie znajdzie.
Zbrodnia niemalże idealna. Nie ma dowodów na czyjąś winę, a jedynymi światkami jest trójka shinobi, z czego tylko jeden widział moment, w którym...
- Niedobrze mi - jęknął blondyn, pochylając się gwałtownie i tym samym przerywając kontakt wzrokowy z przesłuchującym go shinobi.
- Oddychaj - zalecił osobnik, błyskawicznie się przy nim znajdując. - Głęboko. To normalna reakcja na takie przeżycia.
Po kilku minutach spędzonych w ciszy, blondyn w końcu zdołał się opanować.
- Dobra - niemalże jęknął, prostując się. - Możemy kontynuować.
- Niestety, nie bardzo - rzekł shinobi. - Po prostu opowiedz mi, co się wydarzyło.
- Jesteś teraz szczęśliwy, mój drogi?
Blondyn uniósł głowę, a jego wzrok napotkał czerwone tęczówki dziewięcioogoniastej bestii. Kyuubi klęczał przed nim, w tej samej postaci, którą przybrał wczoraj. Demon z wyraźnym oczekiwaniem wpatrywał się w twarz blondyna.
Coś we wnętrzu niebieskookiego krzyczało, żeby zaatakować, uciekać. Zrobić cokolwiek. Zamiast tego siedział niewzruszenie na kanapie i nie był skłonny do wykonania jakiejkolwiek czynności.
- Nie wiem...
Krew, wszędzie pełno krwi.
Drobne krople spływające po szybie, ściekające po blacie biurka, wsiąkające w liczne papiery.
I ciało Sasuke wiszące na stalowych linkach niczym szmaciana lalka. Cienkie żyłki po wżynały się w jego skórę, poprzecinały mięśnie i wszelkie inne tkanki, zatrzymując się dopiero na kościach.
Czas zwolnił.
Wokół panowała niezmącona cisza.
Tylko krople krwi uparcie skapujące na podłogę.
Kap. Kap. Kap.
Aż w końcu rozdzierający krzyk Sakury sprawia, że rzeczywistość wraca na swoje miejsce.
Naruto z ledwością zdaje sobie sprawę z tego, że opadł na kolana i ktoś właśnie siłą próbuje odciągnąć go ot tego widoku.
Usta Kyuubi'ego są gorące, a jego pocałunki pełne pożądania.
A Naruto oddaje mu je bez reszty zatracając się w namiętności.
Żeby nie myśleć. Żeby chociaż przez chwilę nie wiedzieć co się dzieje w złym świecie.
Seks jest brutalny i daje chwilę zapomnienia.
piątek, 28 stycznia 2011
"Mój dzień" część IV
Witam!
Sesja, sesją, ale od czasu do czasu trzeba się od projektów oderwać, nie? :D A jako, iż udało mi się uzyskać zaliczenie z jednego z cięższych egzaminów, to oczywiście napisałam z radości nową część xD Mwahaha! xD
Troszkę jeszcze namieszamy w życiu Naruto, ale już nie dużo :) To będzie ostatni raz! No może przedostatni... ;)
Deedwarda: Doświadczyłaś morderczego życia w akademiku na własnej skórze? xD Dzisiaj pod drzwiami usłyszałam ciekawe pytanie: "Jak to można nie pić w akademiku?" I nurtuje mnie to cały dzień, zwłaszcza, że wczoraj odbyła się na moim piętrze jedna z większych imprez w tym roku xD.
Mechalice: Jak możesz oskarżać to biedne stworzonko o takie złe zachowanie! Taka po prostu natura kota xD Nie wiesz, że człowiek został stworzony tylko po to, aby wielbić to cudne stworzenie i mu usługiwać? xD Mi niestety muszą na razie wystarczyć dwa pluszowe koty z promocji żabkowej xD
A żebyś wiedziała, że wkomponuje xD. Już mam nawet plan gdzie, jak i kiedy xD Mwahaha!
Uśmiech: Dziękuję bardzo za zostawienie miłego komentarza i ciesze się, że spodobał Ci się mój blog ^ ^.
Pozdrawiam serdecznie i dziękuję za wszystkie komentarze.
Irdine.
*** *** *** *** *** *** ***
Naruto cofnął się z przestrachem, boleśnie zatrzymując się plecami na drzwiach łazienki.
Czerwone oczy wpatrywały się w niego z nutką złośliwości. Odbicie w lustrze niemalże się nie poruszało. Po za kącikami ust postaci, które uniosły się ku górze w imitacji uśmiechu.
Uzumaki w szoku wpatrywał się w swoje, posiadające czerwone źrenice, odbicie, które właśnie uniosło dłoń i ... Przebiło nią lustrzaną taflę. Inaczej blondyn nie był w stanie tego określić. Tymczasem druga ręka postaci chwyciła ramę lustra i również zmaterializowała się w łazience mężczyzny. A wraz z nią wynurzyła się głowa i ramiona osobnika.
- A ku, ku - wyszeptał drugi blondyn, tkwiąc do połowy w zwierciadle. Pomarańczowa mgła spowiła pomieszczenie, a gdy w znacznej części opadła nieznajomy stał już w całej okazałości w pomieszczeniu, z zainteresowaniem wpatrując się w Naruto.
- Kim... - zaczął Naruto roztrzęsionym tonem, gdy nagle odpowiedz sama pojawiła się w jego głowie. - Kyuubi! Jakim cudem...
- Wezwałeś mnie, mój drogi. - Głos demona hipnotyzował. Mamił zmysły Naruto, nie dając racjonalnie myśleć. Cała postać dziewięcioogoniastego była spowita przez pomarańczową mgiełkę chakry, która leniwymi pląsami smagała powietrze.
Oprócz czerwonych oczu dało się dostrzec jeszcze kilka istotnych różnić, między postacią demona, a Uzumakim. Ciało Kyuubiego było wyższe, posiadał również nieco dłuższe włosy i szersze blizny na policzkach. Jednak większość cech swojego wyglądu demon zapożyczył od blondyna.
- Nie! - zaprzeczył Uzumaki. - Nie prawda!
- On cię skrzywdził, mój drogi. - Demon leniwym krokiem zbliżył się do blondyna.
- Sasuke? - zapytał blondyn, a jego głos nieznacznie zadrżał.
- Pozwól mi cię przed nim obronić - wyszeptał dziewięcioogoniasty, stojąc już przy zdezorientowanym niebieskookim. - Pozwól się zemścić, za krzywdę, którą...
- Przestań! - warknął Naruto, próbując za plecami wymacać klamkę. - Przestań tak do mnie mówić! Czego chcesz?! I jakim cudem się uwolniłeś?! Ja... Ja...
- Wzywałeś mnie - powtórzył Kyuubi, nachylając się nad blondynem. Ich nosy niemalże się stykały. Naruto czuł ciepły oddech demona na swojej skórze. - Więc jestem przy tobie.
- Przestań pieprzyć! Nigdy w życiu bym cię tu nie sprowadził!
Mgiełka pomarańczowej chakry owiała policzek blondyna, który przymknął oczy. Boże, co za popaprana sytuacja! Jakoś nie był w stanie uwierzyć, że to się działo naprawdę. Jakim cudem niby Kyuubi miałby się znaleźć w jego prywatnej łazience!
Ostry pazur demona przejechał delikatnie po podbródku chłopaka. Druga dłoń spoczęła po chwili na jego talii.
- Co ty...
- Zaufaj mi, mój drogi - wyszeptał dziewięcioogoniasty, wprost w ucho Naruto. - Zaufaj, to razem zniszczymy Sasuke...
Blondyn otworzył gwałtownie oczy, w których pojawiły się iskierki złości.
- Nie! - wrzasnął, odpychając od siebie demona. A raczej próbując, gdyż postać bestii rozpłynęła się w pomarańczowej mgle.
Uzumaki osunął się bezwładnie na łazienkowe kafelki, łapiąc gwałtownie oddech. Z czystym szokiem wymalowanym w oczach wpatrywał się przed siebie, a w głowie kołatała mu się tylko jedna myśl:
"Co to miało być, do kurwy nędzy?"
***
- Naruto?
Uzumaki zamrugał wyrwany z otępienia. Zerwał się gwałtownie z podłogi łazienki i skrzywił się, gdy rozległ się trzask jego zastałych kości.
Ile tu siedział? Godziny? Czy minuty?
Czy to co się stało, miało miejscy faktycznie? Czy był to tylko wytwór wywołany emocjonalnym rozchwianiem?
- Wszystko gra?
- Yhm... - mruknął wyłaniając się z łazienki. Przygryzł wargi i spojrzał przez otwarte drzwi na Kakasiego, który właśnie rozporządzał się w jego kuchni.
- Jakoś mnie nie przekonujesz - padła odpowiedz.
Blondyn powlekł się do pomieszczenia i usiadł za blatem małego stolika. Po kilku minutach ciszy pod jego nos został podstawiony kubek herbaty.
- Więc? - Szarowłosy zajął miejsce naprzeciwko.
- Hm?
- Co się stało? - W głosie Kakasiego zabrzmiała nuta irytacji.
- Kiedy?
- Naruto, powiem to raz, aczkolwiek wyraźnie: NIE WKURWIAJ mnie, dobrze? Skoro żeśmy już doszli do porozumienia, to powiedz grzecznie i ładnie, cóż stało się u Uchity, że teraz wyglądasz gorzej niż kawałek gówna?
- Ni...
- Jeżeli powiesz, że nic, to osobiście nakopie ci do dupy. Odpowiada ci ten układ?
- Słuchaj, Kakashi... - zaczął blondyn, wbijając wzrok w parujący napój. Nie miał najmniejszej ochoty przeżywać jeszcze raz to co zaszło w gabinecie Hokage. Albo tego, co stało się w jego łazience. - Nie wpierdalaj się w nie swoje sprawy.
W pomieszczeniu zapadła na chwilę dość nieprzyjemna cisza. Przez chwilę nawet Uzumaki pomyślał, iż szarowłosy w akcie wyjątkowej troski przywali mu w łeb. Aczkolwiek, tak się nie stało, a głos Kakasiego, gdy ten w końcu postanowił przemówić, był wyjątkowo spokojny.
- Zaczynam się o ciebie naprawdę poważnie martwić.
- Kakashi...
- Dzieciaku, wiem, że przeżyłeś spore rozczarowanie w związku z wyborem hokage, ale myślałem, że jakoś sobie już z tym poradziłeś. Nie, żebym uważał, że wybór był sprawiedliwy, ale dobrze zdajesz sobie z tego sprawę, że nie mamy teraz na to żadnego wpływu.
- Bo sobie poradziłem - mruknął Naruto. I w sumie była to prawda. Fakt, faktem, za każdym razem gdy o tym myślał, czuł jeszcze palące rozgoryczenie, jednak zdołał już się pogodzić z zaistniałą sytuacją. Przynajmniej częściowo.
- Więc co się dzieje? Zachowujesz się ostatnio jakbyś był w ciąży! Te twoje wahania nastroju niedługo mnie wykończą...
Blondyn zdobył się na delikatny uśmiech.
- Nie jestem w ciąży. To raczej średnio możliwe - wymruczał niemalże wciskając nos do kupka z herbatą.
- Nawet nie wiesz, jak mi ulżyło! - Jonin wzniósł oczy ku niebu, rozkładając ręce w niemej podzięce. - Byłbyś okropną matką.
Młodszy mężczyzna parsknął śmiechem. Odłożył parujący napój na stół. Następnie westchnął cicho i wbił spojrzenie w okno.
- Kakashi - zaczął po chwili wahania. - Ja... Poradzę sobie, okej? Nie naciskaj. Nie dzieje się nic takiego, z czym miałbym mieć większy problem. Więc... Więc...
Zamilkł, aby ukryć to, że załamał mu się głos. Jasna cholera, przecież nie miał pojęcia co powinien zrobić. Albo czy w ogóle powinien coś robić! Pieprzony Sasuke, pieprzony Kyuubi i pieprzone, cholerne życie!
Miał tylko nadzieję, że jego dawny mistrz nie zacznie znowu dociekać, co takiego się stało w jego zagmatwanym życiu, że zachowuje się jak idiota.
- Dobra - padła po chwili odpowiedz siwowłosego. - Skoro mówisz, że sobie poradzisz, to ja ci wierzę.
Naruto pokiwał głową. Nie miał odwagi wypowiedzieć czegokolwiek na głos.
- Ale - zaczął posiadacz sharingana twardym głosem. - Jeżeli w miarę szybko i składnie nie zrobisz czegoś i dalej będziesz się tak podejrzanie zachowywał, to nie dam się tak łatwo spławić!
Na ustach blondyna ponownie zagościł nieśmiały uśmiech. Miło było wiedzieć, że na tym świecie znajdują się osoby, które jednak są mu chociaż trochę życzliwe.
Obaj mężczyźni pogrążyli się we własnych myślach. Te, należące do Naruto, nie były najprzyjemniejsze. Dobrze wiedział, że musiał się ogarnąć. Ale jakoś nie był w stanie wymyślić żadnego racjonalnego rozwiązania zaistniałej sytuacji. Zawsze mógł udawać, że nic się nie stało...
Nie, nie mógł. Może i potrafiłby stłumić część emocji i wspomnień z dzisiejszego dnia, ale to nic by nie rozwiązywało. Może jednak powinien zwierzyć się komuś ze swoich trosk, ale... Nie umiał. Nie chciał obarczać kogoś tą nieprzyjemną wiedzą. A po za tym, jaką miał gwarancję, że ktoś mu uwierzy?
Stłumił westchnięcie, a w tym samym momencie rozległo się pukanie do drzwi. Blondyn spojrzał w kierunku korytarza z widoczną dezorientacją. Bo niby jaki czort o tej godzinie ktoś miałby się do niego dobijać?
- Siedź, ja otworzę - powiedział Kakashi, kierując się już w stronę wyjścia z kuchni. Po krótkiej chwili mężczyzna wrócił, dzierżąc w dłoni zwój.
- Do to mnie? - zapytał naiwnie Naruto, dzięki czemu Hatake spojrzał na niego jak na największego debila na świecie.
- Nie, psia mać, do mnie - sarknął, wciskając w ręce blondyna zalakowaną kartkę. - Czasami jesteś beznadziejny...
Uzumaki nie odpowiedział. Zamiast tego zabrał się za przełamanie pieczęci i przeczytał treść zwoju. Przełknął głośno ślinę.
To było oficjalne wezwanie przed oblicze hokage.
Psia mać.
Czarnowłosy nie dał mu wyboru. Naruto musiał się stawić, czy tego chciał, czy nie. Inaczej zostanie oskarżony o przeciwstawienie się oficjalnym rozkazom. Wolał nie myśleć, co by zrobiła z nim starszyzna w takim wypadku. I najwyraźniej ten drań, dobrze zdawał sobie sprawę, z tego, że sytuacja Uzumakiego nie byłaby za ciekawa.
"Nie... mogę." Pomyślał, czując narastające przerażenie. "Nie mogę tam iść! Boże, niech ktoś coś zrobi..."
Nie był gotowy. Nie wiedział jak się zachować. Co mówić, robić. Albo co zrobi Sasuke. Cholera! Nie mógł dopuścić, aby sytuacja z wcześniej wydarzyła się ponownie!
Przeklną w myślach i zacisnął usta w wąską kreskę.
- Naruto? Coś nie tak?
Wzdrygnął się czując na ramieniu delikatny dotyk ręki Kakashiego. Zerwał się z krzesła, niemalże je przewracając i odsunął się od mężczyzny, pod pretekstem odstawienia pustego kubka do zlewu.
Nawet jeśli reakcja blondyna zdziwiła Hakate, to nie dał on tego po sobie poznać.
Tymczasem Naruto zgarnął jeszcze kilka naczyń z blatu i zaczął je zmywać. Musiał chociaż na chwilę zająć się codziennymi, prostymi sprawami, aby móc stawić czoło swoim problemom. Ręce mu drżały, gdy odkładał czyste talerze na suszarkę.
- Co zamierzasz?
Naruto oparł ciężko dłonie o kant zlewu. Kakashi najwyraźniej przeczytał wiadomość. Blondyn nie odpowiedział.
- Musisz się stawić.
- Wiem - wyszeptał, mocniej zaciskając palce.
- Iść z tobą?
Niebieskooki pokręcił głową po chwili wahania. Uchiha pewnie znajdzie sposób, aby zostać z nim sam na sam, jeśli tylko będzie miał taką ochotę.
- Więc, co zrobisz?
- Pójdę - powiedział Naruto, stwierdzając, że i tak nie ma większego wyboru.
- I?
Przygryzł wargi, zamyślając się.
- I się zwolnię, chcę zostać cywilem. Zwykłym, szarym, nie mającym nic do roboty cywilem - wymamrotał, obracając się powoli do siwowłosego.
To było najlepsze wyjście z sytuacji. Już nigdy nie musiałby narażać się na towarzystwo Uchihy. Jednak będzie to zarazem zaprzepaszczenie jakichkolwiek szans na spełnienie marzeń o zostaniu kolejnym przywódcą Konohy.
***
Tymczasem w gabinecie Sasuke pojawiła się jasnowłosa postać.
Sesja, sesją, ale od czasu do czasu trzeba się od projektów oderwać, nie? :D A jako, iż udało mi się uzyskać zaliczenie z jednego z cięższych egzaminów, to oczywiście napisałam z radości nową część xD Mwahaha! xD
Troszkę jeszcze namieszamy w życiu Naruto, ale już nie dużo :) To będzie ostatni raz! No może przedostatni... ;)
Deedwarda: Doświadczyłaś morderczego życia w akademiku na własnej skórze? xD Dzisiaj pod drzwiami usłyszałam ciekawe pytanie: "Jak to można nie pić w akademiku?" I nurtuje mnie to cały dzień, zwłaszcza, że wczoraj odbyła się na moim piętrze jedna z większych imprez w tym roku xD.
Mechalice: Jak możesz oskarżać to biedne stworzonko o takie złe zachowanie! Taka po prostu natura kota xD Nie wiesz, że człowiek został stworzony tylko po to, aby wielbić to cudne stworzenie i mu usługiwać? xD Mi niestety muszą na razie wystarczyć dwa pluszowe koty z promocji żabkowej xD
A żebyś wiedziała, że wkomponuje xD. Już mam nawet plan gdzie, jak i kiedy xD Mwahaha!
Uśmiech: Dziękuję bardzo za zostawienie miłego komentarza i ciesze się, że spodobał Ci się mój blog ^ ^.
Pozdrawiam serdecznie i dziękuję za wszystkie komentarze.
Irdine.
*** *** *** *** *** *** ***
Naruto cofnął się z przestrachem, boleśnie zatrzymując się plecami na drzwiach łazienki.
Czerwone oczy wpatrywały się w niego z nutką złośliwości. Odbicie w lustrze niemalże się nie poruszało. Po za kącikami ust postaci, które uniosły się ku górze w imitacji uśmiechu.
Uzumaki w szoku wpatrywał się w swoje, posiadające czerwone źrenice, odbicie, które właśnie uniosło dłoń i ... Przebiło nią lustrzaną taflę. Inaczej blondyn nie był w stanie tego określić. Tymczasem druga ręka postaci chwyciła ramę lustra i również zmaterializowała się w łazience mężczyzny. A wraz z nią wynurzyła się głowa i ramiona osobnika.
- A ku, ku - wyszeptał drugi blondyn, tkwiąc do połowy w zwierciadle. Pomarańczowa mgła spowiła pomieszczenie, a gdy w znacznej części opadła nieznajomy stał już w całej okazałości w pomieszczeniu, z zainteresowaniem wpatrując się w Naruto.
- Kim... - zaczął Naruto roztrzęsionym tonem, gdy nagle odpowiedz sama pojawiła się w jego głowie. - Kyuubi! Jakim cudem...
- Wezwałeś mnie, mój drogi. - Głos demona hipnotyzował. Mamił zmysły Naruto, nie dając racjonalnie myśleć. Cała postać dziewięcioogoniastego była spowita przez pomarańczową mgiełkę chakry, która leniwymi pląsami smagała powietrze.
Oprócz czerwonych oczu dało się dostrzec jeszcze kilka istotnych różnić, między postacią demona, a Uzumakim. Ciało Kyuubiego było wyższe, posiadał również nieco dłuższe włosy i szersze blizny na policzkach. Jednak większość cech swojego wyglądu demon zapożyczył od blondyna.
- Nie! - zaprzeczył Uzumaki. - Nie prawda!
- On cię skrzywdził, mój drogi. - Demon leniwym krokiem zbliżył się do blondyna.
- Sasuke? - zapytał blondyn, a jego głos nieznacznie zadrżał.
- Pozwól mi cię przed nim obronić - wyszeptał dziewięcioogoniasty, stojąc już przy zdezorientowanym niebieskookim. - Pozwól się zemścić, za krzywdę, którą...
- Przestań! - warknął Naruto, próbując za plecami wymacać klamkę. - Przestań tak do mnie mówić! Czego chcesz?! I jakim cudem się uwolniłeś?! Ja... Ja...
- Wzywałeś mnie - powtórzył Kyuubi, nachylając się nad blondynem. Ich nosy niemalże się stykały. Naruto czuł ciepły oddech demona na swojej skórze. - Więc jestem przy tobie.
- Przestań pieprzyć! Nigdy w życiu bym cię tu nie sprowadził!
Mgiełka pomarańczowej chakry owiała policzek blondyna, który przymknął oczy. Boże, co za popaprana sytuacja! Jakoś nie był w stanie uwierzyć, że to się działo naprawdę. Jakim cudem niby Kyuubi miałby się znaleźć w jego prywatnej łazience!
Ostry pazur demona przejechał delikatnie po podbródku chłopaka. Druga dłoń spoczęła po chwili na jego talii.
- Co ty...
- Zaufaj mi, mój drogi - wyszeptał dziewięcioogoniasty, wprost w ucho Naruto. - Zaufaj, to razem zniszczymy Sasuke...
Blondyn otworzył gwałtownie oczy, w których pojawiły się iskierki złości.
- Nie! - wrzasnął, odpychając od siebie demona. A raczej próbując, gdyż postać bestii rozpłynęła się w pomarańczowej mgle.
Uzumaki osunął się bezwładnie na łazienkowe kafelki, łapiąc gwałtownie oddech. Z czystym szokiem wymalowanym w oczach wpatrywał się przed siebie, a w głowie kołatała mu się tylko jedna myśl:
"Co to miało być, do kurwy nędzy?"
***
- Naruto?
Uzumaki zamrugał wyrwany z otępienia. Zerwał się gwałtownie z podłogi łazienki i skrzywił się, gdy rozległ się trzask jego zastałych kości.
Ile tu siedział? Godziny? Czy minuty?
Czy to co się stało, miało miejscy faktycznie? Czy był to tylko wytwór wywołany emocjonalnym rozchwianiem?
- Wszystko gra?
- Yhm... - mruknął wyłaniając się z łazienki. Przygryzł wargi i spojrzał przez otwarte drzwi na Kakasiego, który właśnie rozporządzał się w jego kuchni.
- Jakoś mnie nie przekonujesz - padła odpowiedz.
Blondyn powlekł się do pomieszczenia i usiadł za blatem małego stolika. Po kilku minutach ciszy pod jego nos został podstawiony kubek herbaty.
- Więc? - Szarowłosy zajął miejsce naprzeciwko.
- Hm?
- Co się stało? - W głosie Kakasiego zabrzmiała nuta irytacji.
- Kiedy?
- Naruto, powiem to raz, aczkolwiek wyraźnie: NIE WKURWIAJ mnie, dobrze? Skoro żeśmy już doszli do porozumienia, to powiedz grzecznie i ładnie, cóż stało się u Uchity, że teraz wyglądasz gorzej niż kawałek gówna?
- Ni...
- Jeżeli powiesz, że nic, to osobiście nakopie ci do dupy. Odpowiada ci ten układ?
- Słuchaj, Kakashi... - zaczął blondyn, wbijając wzrok w parujący napój. Nie miał najmniejszej ochoty przeżywać jeszcze raz to co zaszło w gabinecie Hokage. Albo tego, co stało się w jego łazience. - Nie wpierdalaj się w nie swoje sprawy.
W pomieszczeniu zapadła na chwilę dość nieprzyjemna cisza. Przez chwilę nawet Uzumaki pomyślał, iż szarowłosy w akcie wyjątkowej troski przywali mu w łeb. Aczkolwiek, tak się nie stało, a głos Kakasiego, gdy ten w końcu postanowił przemówić, był wyjątkowo spokojny.
- Zaczynam się o ciebie naprawdę poważnie martwić.
- Kakashi...
- Dzieciaku, wiem, że przeżyłeś spore rozczarowanie w związku z wyborem hokage, ale myślałem, że jakoś sobie już z tym poradziłeś. Nie, żebym uważał, że wybór był sprawiedliwy, ale dobrze zdajesz sobie z tego sprawę, że nie mamy teraz na to żadnego wpływu.
- Bo sobie poradziłem - mruknął Naruto. I w sumie była to prawda. Fakt, faktem, za każdym razem gdy o tym myślał, czuł jeszcze palące rozgoryczenie, jednak zdołał już się pogodzić z zaistniałą sytuacją. Przynajmniej częściowo.
- Więc co się dzieje? Zachowujesz się ostatnio jakbyś był w ciąży! Te twoje wahania nastroju niedługo mnie wykończą...
Blondyn zdobył się na delikatny uśmiech.
- Nie jestem w ciąży. To raczej średnio możliwe - wymruczał niemalże wciskając nos do kupka z herbatą.
- Nawet nie wiesz, jak mi ulżyło! - Jonin wzniósł oczy ku niebu, rozkładając ręce w niemej podzięce. - Byłbyś okropną matką.
Młodszy mężczyzna parsknął śmiechem. Odłożył parujący napój na stół. Następnie westchnął cicho i wbił spojrzenie w okno.
- Kakashi - zaczął po chwili wahania. - Ja... Poradzę sobie, okej? Nie naciskaj. Nie dzieje się nic takiego, z czym miałbym mieć większy problem. Więc... Więc...
Zamilkł, aby ukryć to, że załamał mu się głos. Jasna cholera, przecież nie miał pojęcia co powinien zrobić. Albo czy w ogóle powinien coś robić! Pieprzony Sasuke, pieprzony Kyuubi i pieprzone, cholerne życie!
Miał tylko nadzieję, że jego dawny mistrz nie zacznie znowu dociekać, co takiego się stało w jego zagmatwanym życiu, że zachowuje się jak idiota.
- Dobra - padła po chwili odpowiedz siwowłosego. - Skoro mówisz, że sobie poradzisz, to ja ci wierzę.
Naruto pokiwał głową. Nie miał odwagi wypowiedzieć czegokolwiek na głos.
- Ale - zaczął posiadacz sharingana twardym głosem. - Jeżeli w miarę szybko i składnie nie zrobisz czegoś i dalej będziesz się tak podejrzanie zachowywał, to nie dam się tak łatwo spławić!
Na ustach blondyna ponownie zagościł nieśmiały uśmiech. Miło było wiedzieć, że na tym świecie znajdują się osoby, które jednak są mu chociaż trochę życzliwe.
Obaj mężczyźni pogrążyli się we własnych myślach. Te, należące do Naruto, nie były najprzyjemniejsze. Dobrze wiedział, że musiał się ogarnąć. Ale jakoś nie był w stanie wymyślić żadnego racjonalnego rozwiązania zaistniałej sytuacji. Zawsze mógł udawać, że nic się nie stało...
Nie, nie mógł. Może i potrafiłby stłumić część emocji i wspomnień z dzisiejszego dnia, ale to nic by nie rozwiązywało. Może jednak powinien zwierzyć się komuś ze swoich trosk, ale... Nie umiał. Nie chciał obarczać kogoś tą nieprzyjemną wiedzą. A po za tym, jaką miał gwarancję, że ktoś mu uwierzy?
Stłumił westchnięcie, a w tym samym momencie rozległo się pukanie do drzwi. Blondyn spojrzał w kierunku korytarza z widoczną dezorientacją. Bo niby jaki czort o tej godzinie ktoś miałby się do niego dobijać?
- Siedź, ja otworzę - powiedział Kakashi, kierując się już w stronę wyjścia z kuchni. Po krótkiej chwili mężczyzna wrócił, dzierżąc w dłoni zwój.
- Do to mnie? - zapytał naiwnie Naruto, dzięki czemu Hatake spojrzał na niego jak na największego debila na świecie.
- Nie, psia mać, do mnie - sarknął, wciskając w ręce blondyna zalakowaną kartkę. - Czasami jesteś beznadziejny...
Uzumaki nie odpowiedział. Zamiast tego zabrał się za przełamanie pieczęci i przeczytał treść zwoju. Przełknął głośno ślinę.
To było oficjalne wezwanie przed oblicze hokage.
Psia mać.
Czarnowłosy nie dał mu wyboru. Naruto musiał się stawić, czy tego chciał, czy nie. Inaczej zostanie oskarżony o przeciwstawienie się oficjalnym rozkazom. Wolał nie myśleć, co by zrobiła z nim starszyzna w takim wypadku. I najwyraźniej ten drań, dobrze zdawał sobie sprawę, z tego, że sytuacja Uzumakiego nie byłaby za ciekawa.
"Nie... mogę." Pomyślał, czując narastające przerażenie. "Nie mogę tam iść! Boże, niech ktoś coś zrobi..."
Nie był gotowy. Nie wiedział jak się zachować. Co mówić, robić. Albo co zrobi Sasuke. Cholera! Nie mógł dopuścić, aby sytuacja z wcześniej wydarzyła się ponownie!
Przeklną w myślach i zacisnął usta w wąską kreskę.
- Naruto? Coś nie tak?
Wzdrygnął się czując na ramieniu delikatny dotyk ręki Kakashiego. Zerwał się z krzesła, niemalże je przewracając i odsunął się od mężczyzny, pod pretekstem odstawienia pustego kubka do zlewu.
Nawet jeśli reakcja blondyna zdziwiła Hakate, to nie dał on tego po sobie poznać.
Tymczasem Naruto zgarnął jeszcze kilka naczyń z blatu i zaczął je zmywać. Musiał chociaż na chwilę zająć się codziennymi, prostymi sprawami, aby móc stawić czoło swoim problemom. Ręce mu drżały, gdy odkładał czyste talerze na suszarkę.
- Co zamierzasz?
Naruto oparł ciężko dłonie o kant zlewu. Kakashi najwyraźniej przeczytał wiadomość. Blondyn nie odpowiedział.
- Musisz się stawić.
- Wiem - wyszeptał, mocniej zaciskając palce.
- Iść z tobą?
Niebieskooki pokręcił głową po chwili wahania. Uchiha pewnie znajdzie sposób, aby zostać z nim sam na sam, jeśli tylko będzie miał taką ochotę.
- Więc, co zrobisz?
- Pójdę - powiedział Naruto, stwierdzając, że i tak nie ma większego wyboru.
- I?
Przygryzł wargi, zamyślając się.
- I się zwolnię, chcę zostać cywilem. Zwykłym, szarym, nie mającym nic do roboty cywilem - wymamrotał, obracając się powoli do siwowłosego.
To było najlepsze wyjście z sytuacji. Już nigdy nie musiałby narażać się na towarzystwo Uchihy. Jednak będzie to zarazem zaprzepaszczenie jakichkolwiek szans na spełnienie marzeń o zostaniu kolejnym przywódcą Konohy.
***
Tymczasem w gabinecie Sasuke pojawiła się jasnowłosa postać.
sobota, 25 grudnia 2010
"Mój dzień" część III
Hoł, hoł, hoł! Wesołych Świąt i szczęśliwego Nowego Roku! No, to tyle z świątecznego nastroju xD. Cóż mogę napisać... Hm, no chyba to, że stworzyłam kolejną notkę, do której czytania serdecznie was zapraszam ^ ^.
PS. Ja lubię koty. Naprawdę :D Więc nie jestem pewna, czy prędzej ja bym siadła psychicznie, czy to biedne stworzonko. A we wstawaniu o dziwnych porach mam sporą wprawę.
Deedwarda: O tak, w akademiku jest sporo czasu na naukę, niestety nie tego co trzeba xD.
Kleopatra: A to nie wspominałam, że to nie będzie takie do końca Sasunaru? >:D mwahaha, o ja zUa i niegodziwa!
Mechalice: Cieszę się, że się cieszysz, że nie lubisz Sasuke xD. Naprawdę chciałabym wcisnąć tekst "Zabiję Itachiego, odnowię klan, jestem super ekstra zajebiście zajebisty i nikt mi nie dorówna, nooby!", ale jakoś nie mogę go wkomponować. Może w kolejnych notkach xD. Nie, nie mam nic do blondynek xD.
I kocham twojego kota, pomiziaj go za mnie. Wybuduję dla niego pomnik, będę codziennie składać mu hołdy i wznosić modły ku niebu. I wyślę paczkę najlepszej kociej karmy <3.
Virus: Eee... Notka w dzisiejszym dniu również będzie się liczyć jako prezent świąteczny? Miło mi, że spodobał Ci się mój blog :)
*** *** *** *** *** *** ***
W pierwszym momencie Naruto nie miał pojęcia co się stało. W jednej chwili stał naprzeciw Sasuke, z zamiarem porządnego wydarcia się na niego, a już w następnej czarnowłosy przygniatał go do ściany, uniemożliwiając jakikolwiek ruch.
- Co ty… - zaczął, gdy nagle usta Uchihy znalazły się na jego własnych.
„Co jest, kurwa?!”
Ogarnęło go przerażenie. Za cholerę nie mógł zrozumieć, co się dzieje wokół niego. Jakby znalazł się w jakimś pochrzanionym śnie, z którego nie ma ucieczki.
- Co ty wyrabiasz kretynie?! – wydarł się, gdy tylko pojawiła się taka możliwość. – Puść mnie! PUŚĆ MNIE MÓWIĘ!
Jednak Sasuke nic nie robił sobie z jego wrzasków. Wciąż skutecznie unieruchamiając blondyna, złożył delikatny pocałunek na jego linii szczęki. Potem następny, na ramieniu. Naruto sapnął, gdy język drugiego mężczyzny znalazł się na jego szyi.
- Sasuke, przestań!
Syknął z bólu.
„Ugryzł mnie.” Pomyślał, po chwili zdezorientowania. „Ten idiota, mnie ugryzł.”
Wyrwał się w końcu, odskakując na bezpieczniejszą odległość i złapał za miejsce, w którym pozostał ślad po zębach Uchihy.
- POPIERDOLIŁO CIĘ?! – wrzasnął, wbijając w czarnowłosego spojrzenie pełne wściekłości. – Co to, kurwa, miało znaczyć?
Hokage nie odpowiedział. Z uśmiechem samozadowolenia i błyskiem tryumfu w oczach wpatrywał się w twarz blondyna, najwyraźniej na coś czekając.
- Jesteś nienormalny – stwierdził Naruto, cofając się do drzwi. – Odbiło ci! Już całkiem ci odbiło!
Rzucił się do ucieczki. Jednak zanim jego dłoń chwyciła klamkę, coś dziwnego zaczęło się z nim dziać. Zakręciło mu się w głowie, obraz przed oczami się rozmazał, a nogi ugięły w kolanach. Czuł jak leci, gdy, kiedy to w ostatniej chwili został pochwycony przez czyjeś ramiona.
„Nie…”
Czuł się, jakby wybił o kilka czarek sake za dużo. Myśli niespójnie krążyły po jego głowie. Nie był w stanie sklecić ani jednego zdania. Zdał sobie sprawę, że został ułożony na kanapie, a ręce Sasuke delikatnie rozpinają jego bluzę i podwijają koszulkę.
- Pro…szę… - wystękał z trudem, próbując odtrącić nachalne dłonie.
Przymknął oczy, próbując złapać głębszy oddech.
- Zapewne czujesz się nieco rozkojarzony. – Doszedł do niego głos Uchihy. – Ale nie martw się. Przejdzie ci… Za jakiś czas. Nawet nie wiesz, jakich to użytecznych jutsu mogłem się nauczyć u Orochimaru.
- Zo… zostaw – wyjąkał słabo Naruto. Pomimo tego, że nie był w stanie porządnie się wysłowić, ani ruszyć, to w pełni świadomie zdawał sobie sprawę z tego co się dzieje wokół niego. I jak najbardziej mu się to nie podobało. Jednak w żadnym stopniu nie był w stanie przeciwstawić się temu, co robił z nim Sasuke.
Kiedy to czarnowłosy porządnie zabrał się za pozbywanie się ubrań z ciała Uzumakiego, rozległo się pukanie do drzwi.
„Wybawienie?”
Uchiha jedynie spojrzał w kierunku wejścia do gabinetu i powrócił do przerwanej czynności. Jednak odgłos natarczywie się powtórzył.
- Hokage? – zabrzmiał niepewny głos.
- Czego? – warknął, obrzucając drzwi zirytowanym spojrzeniem. Najwyraźniej nie miał zamiaru pozwolić, aby ktoś przeszkodził mu w zabawie.
- Przybyła delegacja z Suny.
Sasuke wzniósł oczy ku niebu.
- Powiedz im, że zaraz się zjawię – powiedział znużonym tonem.
Nachylił się nad Naruto, brutalnie miażdżąc jego usta w pocałunku.
Naruto ponownie przymknął oczy próbując sobie wmówić, że obecna sytuacja nie ma miejsca. Jednak, gdy uchylił powieki, Uchiha wciąż znajdował się w tym samym pomieszczeniu co on, a w jego spojrzeniu było widać błysk czegoś dziwnego, czegoś blondyn nie miał ochoty poznać.
- Zaraz do ciebie wrócę – szepnął czarnowłosy, wstając i kierując się ku drzwiom.
Rusz się.
Skrzekliwy głos rozległ się pod czaszką Naruto.
„Już…”
RUSZ SIĘ!
„Nie mam siły…”
Pomimo tego, iż zdawał sobie sprawę, co za chwilę może się wydarzyć, to nie miał najmniejszej ochoty ruszać się z kanapy. Brakowało mu sił, które w jakiś magiczny sposób opuściły jego ciało.
Kurwa, RUSZAJ SIĘ!
Nagle cały świat nabrał ostrzejszych kształtów. Mężczyzna zerwał się z kanapy, wbijając przerażone spojrzenie w drzwi. Cała sytuacja wydała mu się być jeszcze bardziej absurdalna niż była przed chwilą. Nie, z całą pewnością nie rozumiał co się stało. I nie chciał zrozumieć.
Uciekaj!
Nie miał zamiaru czekać, aż Uchiha wróci i znowu zrobi z nim coś dziwnego. Czym prędzej ulotnił się z pomieszczenia, ewakuując się przez okno i przeskakując po parapetach na niższe kondygnacje budynku, aż w końcu znalazł się na opustoszałej drodze.
Jednak, gdy tylko jego stopy dotknęły twardego podłoża, poczuł, iż na jego mózg ponownie spływa dziwaczne otępienie, które towarzyszyło mu w gabinecie Hokage. Z głośnym jękiem oparł się o ścianę najbliższego budynku i spróbował złapać większy oddech. Cóż, na niewiele się to zdało, gdyż wciąż czuł dość mocne otępienie.
- Kurwa– zaklął, z naiwnym przekonaniem, że to przywróci mu trzeźwość myślenia. Potrząsnął głową jednocześnie odrywając się od ściany i chwiejnym krokiem zmierzając do swojej kawalerki. Nie wiele go obchodziło jak się w takim stanie dostanie do swojego domu, byleby się tylko tam dostać.
"Psia mać..."
Jęknął i niemalże upadł na kolana. Jednak w ostatniej chwili ktoś przytrzymał go za ramiona, dzięki czemu był zdolny utrzymać pion.
"Błagam..."
Zamrugał uparcie, próbując rozpoznać z kim ma do czynienia.
- Naruto? Jasna cholera, dzieciaku! Co ci jest?!
- Ka... - zaczął niepewne. Niemalże nie mógł uwierzyć w swoje szczęście. - Kakashi?
Usłyszał jak jonin wzdycha przeciągle. W następnym momencie Naruto jakimś cudem znalazł się na plecach swojego mistrza.
- Zaniosę cię do domu. - Doszedł do jego uszu cichy głos Kakashiego. Miał niejasne wrażenie, że Hatake ledwo powstrzymuje się przed wybuchem. Ale jakoś nie mógł zrozumieć, dlaczego siwowłosy miałby być na niego zły.
A nie pomyślałeś, że ta złość nie jest kierowana na ciebie?
Naruto zagryzł wargi.
"Ale... Więc..."
Nie mógł jakoś zebrać myśli.
Śpij, jutro będziesz w lepszym stanie.
I Naruto zasnął.
***
Kolejny ranek nie należał do najprzyjemniejszych. O nie, z całą pewnością. Za to z powodzeniem mógł przodować w rankingu najgorszych ranków, jakie kiedykolwiek nastąpiły w życiu Naruto.
Jęknął przeciągle, zakrywając twarz dłońmi. Czuł się, jakby miał kaca. Okrutnego kaca, który najwyraźniej próbował go doszczętnie zniszczyć. Czuł straszną suchość w ustach i dziwaczne odrętwienie na całym ciele. Nie miał siły ruszyć się do kuchni. Jednak z drugiej strony, jego organizm najwyraźniej domagał się chociażby kropli wody.
Jednak najgorsza była głowa. Wypełniał ją jedynie tępy, pulsujący ból, który nie pozwalał skupić się na niczym innym, niż tylko chęci znieczulenie się jakimiś mocnymi prochami.
- Jak się czujesz? - dobiegł go głos Kakashiego. Przez chwilę zastanowił się nad odpowiedzią.
- Jakby ktoś mnie przeżuł i wypluł niczym mokrą ścierę, którą wcześniej pozamiatał konohańskie ulice - wymamrotał i postanowił uchylić powieki. Co nie było najlepszym posunięciem. - O ja pier...
- Poczekaj, zasłonie okno.
Po chwili ponownie uchylił powieki. W pomieszczeniu panował przyjemny półmrok.
- Uh - sapnął ciężko i podciągnął się do pozycji siedzącej. - Masakra, już nigdy więcej...
Zaciął się. Nie za bardzo wiedział, jak miał dokończyć to zdanie. Wspomnienia z dnia wczorajszego nie chciały ułożyć się w spójną całość, co nieco zaczęło martwić blondyna. Miał jednak niejasne przeczucie, że wcale nie chce pamiętać co się wydarzyło.
- Możesz mi wyjaśnić - zaczął Kakashi swobodnym tonem. - Dlaczego w pół godziny po tym, jak żeś minie zostawił z gigantycznym rachunkiem, znajduje cię w stanie wskazującym na znaczne spożycie alkoholu, tudzież na potraktowanie wyjątkowo paskudnym jutsu paraliżującym?
"Jutsu paraliżujące?"
Uzumaki wciągnął gwałtownie powietrze.
- Kakashi - wymamrotał zdławionym głosem. Nagle poczuł straszne mdłości. - Możesz... Wyjść?
- Naruto?
- Wszystko w porządku, tylko... Pogadamy później.
Z wysiłkiem wstał z łóżka i chwiejnym krokiem ruszył ku łazience. Był dziwnie odrętwiały, co zapewne było pozostałością po wczorajszych wydarzeniach. Przełknął ciężko ślinę. Z ledwością zdał sobie sprawę, iż Hakate usłuchał go i wyszedł.
Niemalże upadł na podłogę, na czworaka przeczołgał się do toalety i zwymiotował. Łzy zaszkliły się w kącikach jego oczu, a przełyk zaczął palić żywym ogniem. Splunął kilka razy w nadziei, że uda mu się pozbyć z ust nieprzyjemnego posmaku. Odetchnął i z ciężkim trudem wstał. Podszedł do umywalki i przemył twarz zimną wodą.
Jego ciałem wstrząsnął szloch.
Oparł dłonie na umywalce i zacisnął palce na jej krawędziach. Pozwolił swobodnie spływać łzą.
- Kurwa - warknął łamiącym się głosem. - Kurwa mać...
Dlaczego płaczesz?
"Bo on... Sasuke... On chciał..."
"Jednak udało ci się uciec."
"Jak on mógł? Byliśmy... Przyjaciółmi."
"Ludzie się zmieniają, mój drogi. Ludzie się zmieniają..."
"Dlaczego? Dlaczego... on chciał..."
"Otrzyj łzy, mój drogi. Nie pozwolimy, abyś przez niego cierpiał. Przecież doświadczyłeś już dość cierpienia z jego ręki."
- Nienawidzę go - wyszeptał, posłuchawszy się głosu w swojej podświadomości.
"O tak, nienawidzisz."
- Nienawidzę go! - powiedział odrobinę głośniej. Z jego ust wyrwał się nerwowy chichot. Po chwili roześmiał się na całe gardło, odrzucając głowę do tyłu i pozwalając, aby łzy zaschły na jego policzkach.
"Pragniesz zemsty? Za wszystko co ci uczynił? Za wszystkie słowa, którymi cię ranił?"
- Tak - szepnął z determinacją, wpatrując się w zwierciadło wiszące nad umywalką.
"Więc pozwól, że ci pomogę."
W lustrze błysnęły czerwone oczy.
PS. Ja lubię koty. Naprawdę :D Więc nie jestem pewna, czy prędzej ja bym siadła psychicznie, czy to biedne stworzonko. A we wstawaniu o dziwnych porach mam sporą wprawę.
Deedwarda: O tak, w akademiku jest sporo czasu na naukę, niestety nie tego co trzeba xD.
Kleopatra: A to nie wspominałam, że to nie będzie takie do końca Sasunaru? >:D mwahaha, o ja zUa i niegodziwa!
Mechalice: Cieszę się, że się cieszysz, że nie lubisz Sasuke xD. Naprawdę chciałabym wcisnąć tekst "Zabiję Itachiego, odnowię klan, jestem super ekstra zajebiście zajebisty i nikt mi nie dorówna, nooby!", ale jakoś nie mogę go wkomponować. Może w kolejnych notkach xD. Nie, nie mam nic do blondynek xD.
I kocham twojego kota, pomiziaj go za mnie. Wybuduję dla niego pomnik, będę codziennie składać mu hołdy i wznosić modły ku niebu. I wyślę paczkę najlepszej kociej karmy <3.
Virus: Eee... Notka w dzisiejszym dniu również będzie się liczyć jako prezent świąteczny? Miło mi, że spodobał Ci się mój blog :)
*** *** *** *** *** *** ***
W pierwszym momencie Naruto nie miał pojęcia co się stało. W jednej chwili stał naprzeciw Sasuke, z zamiarem porządnego wydarcia się na niego, a już w następnej czarnowłosy przygniatał go do ściany, uniemożliwiając jakikolwiek ruch.
- Co ty… - zaczął, gdy nagle usta Uchihy znalazły się na jego własnych.
„Co jest, kurwa?!”
Ogarnęło go przerażenie. Za cholerę nie mógł zrozumieć, co się dzieje wokół niego. Jakby znalazł się w jakimś pochrzanionym śnie, z którego nie ma ucieczki.
- Co ty wyrabiasz kretynie?! – wydarł się, gdy tylko pojawiła się taka możliwość. – Puść mnie! PUŚĆ MNIE MÓWIĘ!
Jednak Sasuke nic nie robił sobie z jego wrzasków. Wciąż skutecznie unieruchamiając blondyna, złożył delikatny pocałunek na jego linii szczęki. Potem następny, na ramieniu. Naruto sapnął, gdy język drugiego mężczyzny znalazł się na jego szyi.
- Sasuke, przestań!
Syknął z bólu.
„Ugryzł mnie.” Pomyślał, po chwili zdezorientowania. „Ten idiota, mnie ugryzł.”
Wyrwał się w końcu, odskakując na bezpieczniejszą odległość i złapał za miejsce, w którym pozostał ślad po zębach Uchihy.
- POPIERDOLIŁO CIĘ?! – wrzasnął, wbijając w czarnowłosego spojrzenie pełne wściekłości. – Co to, kurwa, miało znaczyć?
Hokage nie odpowiedział. Z uśmiechem samozadowolenia i błyskiem tryumfu w oczach wpatrywał się w twarz blondyna, najwyraźniej na coś czekając.
- Jesteś nienormalny – stwierdził Naruto, cofając się do drzwi. – Odbiło ci! Już całkiem ci odbiło!
Rzucił się do ucieczki. Jednak zanim jego dłoń chwyciła klamkę, coś dziwnego zaczęło się z nim dziać. Zakręciło mu się w głowie, obraz przed oczami się rozmazał, a nogi ugięły w kolanach. Czuł jak leci, gdy, kiedy to w ostatniej chwili został pochwycony przez czyjeś ramiona.
„Nie…”
Czuł się, jakby wybił o kilka czarek sake za dużo. Myśli niespójnie krążyły po jego głowie. Nie był w stanie sklecić ani jednego zdania. Zdał sobie sprawę, że został ułożony na kanapie, a ręce Sasuke delikatnie rozpinają jego bluzę i podwijają koszulkę.
- Pro…szę… - wystękał z trudem, próbując odtrącić nachalne dłonie.
Przymknął oczy, próbując złapać głębszy oddech.
- Zapewne czujesz się nieco rozkojarzony. – Doszedł do niego głos Uchihy. – Ale nie martw się. Przejdzie ci… Za jakiś czas. Nawet nie wiesz, jakich to użytecznych jutsu mogłem się nauczyć u Orochimaru.
- Zo… zostaw – wyjąkał słabo Naruto. Pomimo tego, że nie był w stanie porządnie się wysłowić, ani ruszyć, to w pełni świadomie zdawał sobie sprawę z tego co się dzieje wokół niego. I jak najbardziej mu się to nie podobało. Jednak w żadnym stopniu nie był w stanie przeciwstawić się temu, co robił z nim Sasuke.
Kiedy to czarnowłosy porządnie zabrał się za pozbywanie się ubrań z ciała Uzumakiego, rozległo się pukanie do drzwi.
„Wybawienie?”
Uchiha jedynie spojrzał w kierunku wejścia do gabinetu i powrócił do przerwanej czynności. Jednak odgłos natarczywie się powtórzył.
- Hokage? – zabrzmiał niepewny głos.
- Czego? – warknął, obrzucając drzwi zirytowanym spojrzeniem. Najwyraźniej nie miał zamiaru pozwolić, aby ktoś przeszkodził mu w zabawie.
- Przybyła delegacja z Suny.
Sasuke wzniósł oczy ku niebu.
- Powiedz im, że zaraz się zjawię – powiedział znużonym tonem.
Nachylił się nad Naruto, brutalnie miażdżąc jego usta w pocałunku.
Naruto ponownie przymknął oczy próbując sobie wmówić, że obecna sytuacja nie ma miejsca. Jednak, gdy uchylił powieki, Uchiha wciąż znajdował się w tym samym pomieszczeniu co on, a w jego spojrzeniu było widać błysk czegoś dziwnego, czegoś blondyn nie miał ochoty poznać.
- Zaraz do ciebie wrócę – szepnął czarnowłosy, wstając i kierując się ku drzwiom.
Rusz się.
Skrzekliwy głos rozległ się pod czaszką Naruto.
„Już…”
RUSZ SIĘ!
„Nie mam siły…”
Pomimo tego, iż zdawał sobie sprawę, co za chwilę może się wydarzyć, to nie miał najmniejszej ochoty ruszać się z kanapy. Brakowało mu sił, które w jakiś magiczny sposób opuściły jego ciało.
Kurwa, RUSZAJ SIĘ!
Nagle cały świat nabrał ostrzejszych kształtów. Mężczyzna zerwał się z kanapy, wbijając przerażone spojrzenie w drzwi. Cała sytuacja wydała mu się być jeszcze bardziej absurdalna niż była przed chwilą. Nie, z całą pewnością nie rozumiał co się stało. I nie chciał zrozumieć.
Uciekaj!
Nie miał zamiaru czekać, aż Uchiha wróci i znowu zrobi z nim coś dziwnego. Czym prędzej ulotnił się z pomieszczenia, ewakuując się przez okno i przeskakując po parapetach na niższe kondygnacje budynku, aż w końcu znalazł się na opustoszałej drodze.
Jednak, gdy tylko jego stopy dotknęły twardego podłoża, poczuł, iż na jego mózg ponownie spływa dziwaczne otępienie, które towarzyszyło mu w gabinecie Hokage. Z głośnym jękiem oparł się o ścianę najbliższego budynku i spróbował złapać większy oddech. Cóż, na niewiele się to zdało, gdyż wciąż czuł dość mocne otępienie.
- Kurwa– zaklął, z naiwnym przekonaniem, że to przywróci mu trzeźwość myślenia. Potrząsnął głową jednocześnie odrywając się od ściany i chwiejnym krokiem zmierzając do swojej kawalerki. Nie wiele go obchodziło jak się w takim stanie dostanie do swojego domu, byleby się tylko tam dostać.
"Psia mać..."
Jęknął i niemalże upadł na kolana. Jednak w ostatniej chwili ktoś przytrzymał go za ramiona, dzięki czemu był zdolny utrzymać pion.
"Błagam..."
Zamrugał uparcie, próbując rozpoznać z kim ma do czynienia.
- Naruto? Jasna cholera, dzieciaku! Co ci jest?!
- Ka... - zaczął niepewne. Niemalże nie mógł uwierzyć w swoje szczęście. - Kakashi?
Usłyszał jak jonin wzdycha przeciągle. W następnym momencie Naruto jakimś cudem znalazł się na plecach swojego mistrza.
- Zaniosę cię do domu. - Doszedł do jego uszu cichy głos Kakashiego. Miał niejasne wrażenie, że Hatake ledwo powstrzymuje się przed wybuchem. Ale jakoś nie mógł zrozumieć, dlaczego siwowłosy miałby być na niego zły.
A nie pomyślałeś, że ta złość nie jest kierowana na ciebie?
Naruto zagryzł wargi.
"Ale... Więc..."
Nie mógł jakoś zebrać myśli.
Śpij, jutro będziesz w lepszym stanie.
I Naruto zasnął.
***
Kolejny ranek nie należał do najprzyjemniejszych. O nie, z całą pewnością. Za to z powodzeniem mógł przodować w rankingu najgorszych ranków, jakie kiedykolwiek nastąpiły w życiu Naruto.
Jęknął przeciągle, zakrywając twarz dłońmi. Czuł się, jakby miał kaca. Okrutnego kaca, który najwyraźniej próbował go doszczętnie zniszczyć. Czuł straszną suchość w ustach i dziwaczne odrętwienie na całym ciele. Nie miał siły ruszyć się do kuchni. Jednak z drugiej strony, jego organizm najwyraźniej domagał się chociażby kropli wody.
Jednak najgorsza była głowa. Wypełniał ją jedynie tępy, pulsujący ból, który nie pozwalał skupić się na niczym innym, niż tylko chęci znieczulenie się jakimiś mocnymi prochami.
- Jak się czujesz? - dobiegł go głos Kakashiego. Przez chwilę zastanowił się nad odpowiedzią.
- Jakby ktoś mnie przeżuł i wypluł niczym mokrą ścierę, którą wcześniej pozamiatał konohańskie ulice - wymamrotał i postanowił uchylić powieki. Co nie było najlepszym posunięciem. - O ja pier...
- Poczekaj, zasłonie okno.
Po chwili ponownie uchylił powieki. W pomieszczeniu panował przyjemny półmrok.
- Uh - sapnął ciężko i podciągnął się do pozycji siedzącej. - Masakra, już nigdy więcej...
Zaciął się. Nie za bardzo wiedział, jak miał dokończyć to zdanie. Wspomnienia z dnia wczorajszego nie chciały ułożyć się w spójną całość, co nieco zaczęło martwić blondyna. Miał jednak niejasne przeczucie, że wcale nie chce pamiętać co się wydarzyło.
- Możesz mi wyjaśnić - zaczął Kakashi swobodnym tonem. - Dlaczego w pół godziny po tym, jak żeś minie zostawił z gigantycznym rachunkiem, znajduje cię w stanie wskazującym na znaczne spożycie alkoholu, tudzież na potraktowanie wyjątkowo paskudnym jutsu paraliżującym?
"Jutsu paraliżujące?"
Uzumaki wciągnął gwałtownie powietrze.
- Kakashi - wymamrotał zdławionym głosem. Nagle poczuł straszne mdłości. - Możesz... Wyjść?
- Naruto?
- Wszystko w porządku, tylko... Pogadamy później.
Z wysiłkiem wstał z łóżka i chwiejnym krokiem ruszył ku łazience. Był dziwnie odrętwiały, co zapewne było pozostałością po wczorajszych wydarzeniach. Przełknął ciężko ślinę. Z ledwością zdał sobie sprawę, iż Hakate usłuchał go i wyszedł.
Niemalże upadł na podłogę, na czworaka przeczołgał się do toalety i zwymiotował. Łzy zaszkliły się w kącikach jego oczu, a przełyk zaczął palić żywym ogniem. Splunął kilka razy w nadziei, że uda mu się pozbyć z ust nieprzyjemnego posmaku. Odetchnął i z ciężkim trudem wstał. Podszedł do umywalki i przemył twarz zimną wodą.
Jego ciałem wstrząsnął szloch.
Oparł dłonie na umywalce i zacisnął palce na jej krawędziach. Pozwolił swobodnie spływać łzą.
- Kurwa - warknął łamiącym się głosem. - Kurwa mać...
Dlaczego płaczesz?
"Bo on... Sasuke... On chciał..."
"Jednak udało ci się uciec."
"Jak on mógł? Byliśmy... Przyjaciółmi."
"Ludzie się zmieniają, mój drogi. Ludzie się zmieniają..."
"Dlaczego? Dlaczego... on chciał..."
"Otrzyj łzy, mój drogi. Nie pozwolimy, abyś przez niego cierpiał. Przecież doświadczyłeś już dość cierpienia z jego ręki."
- Nienawidzę go - wyszeptał, posłuchawszy się głosu w swojej podświadomości.
"O tak, nienawidzisz."
- Nienawidzę go! - powiedział odrobinę głośniej. Z jego ust wyrwał się nerwowy chichot. Po chwili roześmiał się na całe gardło, odrzucając głowę do tyłu i pozwalając, aby łzy zaschły na jego policzkach.
"Pragniesz zemsty? Za wszystko co ci uczynił? Za wszystkie słowa, którymi cię ranił?"
- Tak - szepnął z determinacją, wpatrując się w zwierciadło wiszące nad umywalką.
"Więc pozwól, że ci pomogę."
W lustrze błysnęły czerwone oczy.
poniedziałek, 22 listopada 2010
"Mój dzień" część II
Moje drogie i wspaniałe czytelniczki! Jako iż mam dwa porządne projekty do wykonania, ustawę do wykucia i pełno pierdoł do obliczenia to... Napisałam kolejną część xD Mam nadzieję, że raduje was ten fakt i, że kiedy w końcu wylecę z uczelni to zapewnicie mi jakieś schronienie na te mroźne, zimowe wieczory ^ ^. O, zapomniałam o akwarelach jeszcze...
Dobra, kończę marudzić, zanim popadnę w jakąś depresje i może zabiorę się w końcu za coś konstruktywnego. Więc, zapraszam do kolejnej części, mam nadzieję, że się spodoba. Dziękować za komentarze (W sumie, jakbyście przestały je pisać to może bym się wzięła za jakąś naukę...Nie, nie róbcie tego! xD). A, i jeszcze jedno: Na razie nie powiadamiam, bo mam takiego marnego neta, że ledwo na swojego bloga się wbiłam. Zrobię to, gdy tylko miły pan Bogdan pójdzie w końcu po te cholerne zaczepy na kable i będę mogła podłączyć się do sieci akademickie, a nie lecieć na tym marnym, nie mającym nigdzie zasięgu, modemie! Właśnie... Ciekawe czy się ta notka w ogóle doda...
*** *** *** *** *** *** ***
- Dzień dobry, Hokage - zreflektował się po chwili blondyn, sztywnym krokiem wymijając czarnowłosego i wchodząc do gabinetu. Położył papiery na biurku i odwrócił się ku swojemu dawnemu przyjacielowi. - Raporty z ostatniego tygodnia. Przejrzane. Wystarczy tylko twój podpis.
Sasuke tymczasem zamknął drzwi i oparł się o nie wygodnie, zakładając ręce na ramiona. Przez chwilę mierzyli się wzrokiem, aż w końcu Naruto westchnął i ruszył ku wyjściu.
- To wszystko, więc jeżeli pozwolisz...
- Nienawidzisz mnie.
Blondyn zatrzymał się w pół kroku.
- Co... - zaczął, ale jego wypowiedz została ponownie przerwana.
- Nienawidzisz mnie - powtórzył czarnowłosy z wyraźnym samozadowoleniem. - To ja zostałem Hokage. Pomimo jawnej zdrady wioska uznała mnie za dobrego kandydata na to stanowisko. Nie musiałem praktycznie nic robić, podczas gdy ty jak szalony starałeś się każdemu dogodzić. Było już tak blisko spełnienia marzeń, czyż nie?
- Słuchaj...
- A to ja rezyduje w tym budynku, zasiadam na tym fotelu.
- To wybór wioski - wtrącił Naruto, kurczowo zaciskając dłonie.
- Ale czy słuszny? - W glosie Uchihy pobrzmiewała jawna kpina. - Powiedz sam, Naruto. Kto przy zdrowych zmysłach dokonałby takiego wyboru?
- Oczyściłeś się z zarzutów - mruknął blondyn wbijając spojrzenie w swoje buty. Nie miał najmniejszej ochoty prowadzić rozmowy na ten temat. - Ludzie ci zaufali.
- I? Ci ludzie to kretyni.
- Jak możesz tak mówić? - Błękitne tęczówki z wściekłością spojrzały na czarnowłosego.
- Jak możesz ich jeszcze bronić? - odparował Sasuke, a kpiący uśmiech na jego twarzy pogłębił się. Mężczyzna wolnym krokiem podszedł do Uzumakiego. - Za to co ci zrobili. Za nienawiść, którą wciąż do ciebie czują.
- Nie masz prawa…
- Może i nie. - Dłoń Sasuke chwyciła podbródek Naruto, a w jego oczach zalśniła czerwień sharingana. - Może i nie...
- Jesteś idiotą – warknął blondyn, otrącając jego rękę.
- Nie większym niż ty, mój drogi przyjacielu.
***
Naruto niemalże biegł ulicami Konohy. Zasapany dotarł do swoje kawalerki, wchodząc trzasnął drzwiami, a z jego ust wydarł się okrzyk wściekłości.
- Kretyn! – mruknął pod adresem czarnowłosego. Nie był wstanie wyobrazić sobie, jak Sasuke mógł stać się taki… taki… okrutny. Jego słowa niezmiernie zraniły blondyna i chociaż starł się tego po sobie nie pokazywać, to uśmiech Uchihy jasno wskazywał na to, że wiedział, iż udało mu się trafić w czuły punkt nosiciela dziewięcioogoniastej bestii.
Ale mówił prawdę.
Mężczyzna zacisnął zęby starając nie dopuścić do siebie czarnych myśli. Jednak… Coś w tym było. Sasuke miał rację w pewnych kwestiach.
O ile nie we wszystkich.
- Jasna cholera! – sapnął, rzucając się na łóżko. Ciężko mu było nie zgodzić się ze swoją podświadomością.
To prawda ,że od czasu powrotu Sasuke, Uzumaki czuł do czarnowłosego niechęć. Ale czy nie miał takiego prawa? Drań wtargnął ponownie w jego życie, niszcząc jego największe marzenie i sprawiając, że w oczach mieszkańców znowu stał się bezwartościowym potworem.
- Nienawidzę swojego życia.
Cóż, to uczucie jest zapewne odwzajemnione.
Niemalże poukładane życie legło w gruzach, tylko dlatego, że Uchiha łaskawie pojawił się w wiosce. To niesprawiedliwe. Ale kogo to obeszło? Po za tą garstką osób, które w niego wierzyły… Wyraz niedowierzania na twarzy Tsunade, gdy ogłoszono decyzję rady, głęboko wrył się w pamięć blondyna. Warknięcie Kakashiego również. I Shikamaru, ze swoim wiecznym komentarzem o upierdliwości życia. Jeszcze Iruka, którego dłoń wspierała blondyna, kiedy to usłyszał tą okrutną wiadomość. A reszta? Reszta odwróciła się do niego plecami, lub też nawet nie zauważyła, że coś w planach Naruto poszło kompletnie nie tak.
Jeszcze możesz to zmienić.
- Ciekawe jak? – mruknął blondyn, jednak głos w jego podświadomości milczał uparcie, jakby czekając, aż niebieskooki sam wpadnie na rozwiązanie.
- Prowadzenie konwersacji ze sobą samym nie świadczy za dobrze o twoim zdrowiu psychicznym.
- Doprawdy? - Naruto obrócił się w kierunku głosu, który należał do jego siwowłosego mistrza. – A wiesz, że w moim mieszkaniu istnieje coś takiego jak drzwi?
- Wprowadzam nowe trendy - powiedział Kakashi, zeskakując zgrabnie z okna do pokoju.
- Byś chociaż zapukał.
- O ramę? – Jonin zmrużył figlarnie oko, poczym bezceremonialnie rozgościł się na jedynym dostępnym w pomieszczeniu krześle.
Młodszy mężczyzna posłał mu jedynie zirytowane spojrzenie i zwlókł się z łóżka.
- Więc? Po co żeś przylazł?
Pomimo maski, wyraźnie było widać, iż wyraz twarzy Kakashiego zmienił się na poważny. Co nieco zmartwiło blondyna.
- Byłeś u Uchihy.
Uzumaki odwrócił wzrok. Dobrze wiedział, że zarówno siwowłosy, jak i Tsunade, nie popierali tego, że pracował bezpośrednio pod komendą Sasuke.
- Taka robota – mruknął po chwili. – Wypada, abym od czasu do czasu go widywał.
- Zadręczasz się.
- Nawet jeśli…
- I robisz to niepotrzebnie. Nie musisz męczyć się za głupotę starszyzny. Słuchaj, Naruto…
- Przestań – syknął Uzumaki, wwiercając spojrzenie w swojego mistrza. – Przerabialiśmy ten temat już setki razy. Nie mam zamiaru przez taką pierdołę rezygnować ze swoich marzeń!
- Jakich marzeń? – zapytał sceptycznie Jonin. – Oszukujesz sam siebie. Z tego co pamiętam, to chciałeś zostać przywódcą wioski, a nie popychadłem faceta, który w dupie ma potrzeby mieszkańców i wioski.
Może on ci przemówi do rozumu.
Naruto zamrugał nieco zdezorientowany. Wcale nie potrzebował, aby ktoś mu przemawiał do rozumu! Dobrych rad miał już po dziurki w nosie.
- Kakashi… - zaczął i nie wiedział co powiedzieć dalej. Wbił spojrzenie w swoje stopy. – Zmień temat, albo się po prostu zamknij.
- Słuchaj, dzieciaku…
- Odwal się, nie jestem już dzieckiem.
- To złap się za jaja i zachowuj jak mężczyzna – warknął Hatahe wstając gwałtownie. – Bo na razie coś ci nie idzie!
- AGHR! Co cię to obchodzi, co?! Moje życie, moja sprawa!
- Nie, jeśli owo życie na chama chcesz sobie spierdolić – odrzekł grobowym tonem. – Zastanów się poważnie. O wiele więcej możesz osiągnąć, nie będąc na smyczy naszego wspaniałego Hokage, więc dlaczego nie rzucisz tej posady w cholerę?
- Bożeee, Kakashi…
- Spoko! – Jonin wzniósł oczy ku niebu, jednocześnie podnosząc ręce w geście poddania. – Już nie marudzę. Ale błagam, obiecaj mi, że się poważnie nad tym zastanowisz. Może nawet łaskawie pozwolę ci dołączyć do mojego oddziału.
- Nie, dzięki – prychnął blondyn. – Twoja banda obiboków ma na mnie zły wpływ.
- Dajże spokój, to była jedna, malutka impreza urodzinowa…
- Po której miałem trzydniowego kaca!
- Bo to trzeba się wyćwiczyć w pewnych dziedzinach – Hakate wzruszył ramionami. – To co? Lecim na ramen?
- Stawiasz? – Uzumaki podejrzliwie zmrużył oczy.
- Niech stracę…
***
- Co u Tsunade? – zapytał blondyn, sięgając po drugą miskę swojego ulubionego dania. – Dawno staruszki nie widziałem.
- Jakbyś nie latał, jak pies na posyłki…
- Skończ.
- Zamartwia się – odpowiedział po chwili wahania Hakate. – Znasz ją. Niby wszystko gra, ale tak naprawdę nie śpi po nocach.
- O mnie? Powiedz jej…
- Nie tylko – przerwał Uzumakiemu. – O wszystkich. Rządy Uchihy powoli zaczynają mieć swoje konsekwencje. Cóż, starszyzna nie widzi żadnych problemów, ale prawda jest taka, że jeżeli Sasuke dalej będzie ignorował swoje obowiązki to może się to wszystko dla nas nieciekawie skończyć.
- Aż tak źle? Co się dzieje? – spytał odłożywszy już pustą miskę. – Przecież ja bym wiedział…
- Być może twój wspaniały szef utajnia przed tobą pewne fakty.
- Kakashi! – W głosie młodszego mężczyzny zabrzmiała irytacja. – Mów, psia mać, albo ci przemebluje tą zamaskowaną facjatę!
- To pogłoski… - zaczął siwowłosy.
- Ale?
- Podobno Suna zastanawia się nad zerwaniem sojuszu. – Wyrzucił z siebie na jednym wydechu.
- CO?! Że Gaara? Dlaczego?
- Nie wiem. Z tego co udało mi się wywęszyć, wynika, że Sasuke nie chce dotrzymać warunków zawartych za czasów panowania Tsunade.
Naruto splótł przed sobą ręce, ciężko opierając je o ladę. Nie podobało mu się to co przed chwilą usłyszał.
- Chyba sobie kpisz – mruknął po chwili.
- Chciałbym.
- Przecież, jeżeli nie będziemy mieli wsparcia Suny…
- To staniemy się łatwym celem. A wrogów nam nie brakuje.
„Gaara by tego nam nie zrobił.”
Gaara jest przywódcą swojej wioski. Nie może przedkładać przyjaźni nad jej dobro.
Racja. Cholerna racja. Rudowłosy na pierwszym miejscu musiał mieć na celu dobro mieszkańców Suny. I na nic nie zdawał się fakt, że od wielu lat są dobrymi przyjaciółmi. Jeżeli Naruto zostałby Hokage, to również musiałby tak postąpić.
Ale nie zostałeś.
Blondyn skrzywił się. Czasami naprawdę chciał wyłączyć swoje dziwaczne myśli. Wstał.
- A ty gdzie? – zapytał Kakashi.
- Opieprzyć naszego wspaniałego przywódcę. Nie będzie mi drań rozwalać wioski pod moim nosem.
***
- Sasuke! – wydarł się, niemalże wbiegając do gabinetu czarnowłosego. Darował sobie grzeczne formułki powitalne, a tym bardziej pukanie do drzwi. – Co ty sobie…
Stanął jak wryty. Hokage siedział za swym biurkiem, a i owszem, jednak nie był jedyną osobą znajdującą się w pomieszczeniu. Na kolanach Sasuke usadowiła się kuso ubrana blondynka, która najwyraźniej dopierała się do jego rozporka. Kobieta, po zauważeniu Uzumakiego, wstała, wygładziła swój skąpy strój, posłała blondynowi pogardliwe spojrzenie i kręcąc biodrami opuściła pokój.
- Ja… - wykrztusił zaskoczony Naruto, gdy tylko drzwi zamknęły się za nieznajomą. – Nie…
- Pozbawiłeś mnie rozrywki na dzisiejszy wieczór – powiedział Sasuke, tonem wskazującym na to, że wcale mu to nie przeszkadzało.
- Słuchaj – warknął blondyn, otrząsając się z szoku. – Nie obchodzą mnie twoje zabawy. Masz mi natychmiast wytłumaczyć, czemu do cholery próbujesz pozbyć się naszych najsilniejszych sprzymierzeńców! Suna współpracuje z nami od dobrych kilki lat, a ty…
- Dlatego… - zaczął czarnowłosy wstając. Najwyraźniej nie usłyszał ani słowa z wywodu Naruto. – To ty będziesz musiał mi ją zapewnić.
Dobra, kończę marudzić, zanim popadnę w jakąś depresje i może zabiorę się w końcu za coś konstruktywnego. Więc, zapraszam do kolejnej części, mam nadzieję, że się spodoba. Dziękować za komentarze (W sumie, jakbyście przestały je pisać to może bym się wzięła za jakąś naukę...Nie, nie róbcie tego! xD). A, i jeszcze jedno: Na razie nie powiadamiam, bo mam takiego marnego neta, że ledwo na swojego bloga się wbiłam. Zrobię to, gdy tylko miły pan Bogdan pójdzie w końcu po te cholerne zaczepy na kable i będę mogła podłączyć się do sieci akademickie, a nie lecieć na tym marnym, nie mającym nigdzie zasięgu, modemie! Właśnie... Ciekawe czy się ta notka w ogóle doda...
*** *** *** *** *** *** ***
- Dzień dobry, Hokage - zreflektował się po chwili blondyn, sztywnym krokiem wymijając czarnowłosego i wchodząc do gabinetu. Położył papiery na biurku i odwrócił się ku swojemu dawnemu przyjacielowi. - Raporty z ostatniego tygodnia. Przejrzane. Wystarczy tylko twój podpis.
Sasuke tymczasem zamknął drzwi i oparł się o nie wygodnie, zakładając ręce na ramiona. Przez chwilę mierzyli się wzrokiem, aż w końcu Naruto westchnął i ruszył ku wyjściu.
- To wszystko, więc jeżeli pozwolisz...
- Nienawidzisz mnie.
Blondyn zatrzymał się w pół kroku.
- Co... - zaczął, ale jego wypowiedz została ponownie przerwana.
- Nienawidzisz mnie - powtórzył czarnowłosy z wyraźnym samozadowoleniem. - To ja zostałem Hokage. Pomimo jawnej zdrady wioska uznała mnie za dobrego kandydata na to stanowisko. Nie musiałem praktycznie nic robić, podczas gdy ty jak szalony starałeś się każdemu dogodzić. Było już tak blisko spełnienia marzeń, czyż nie?
- Słuchaj...
- A to ja rezyduje w tym budynku, zasiadam na tym fotelu.
- To wybór wioski - wtrącił Naruto, kurczowo zaciskając dłonie.
- Ale czy słuszny? - W glosie Uchihy pobrzmiewała jawna kpina. - Powiedz sam, Naruto. Kto przy zdrowych zmysłach dokonałby takiego wyboru?
- Oczyściłeś się z zarzutów - mruknął blondyn wbijając spojrzenie w swoje buty. Nie miał najmniejszej ochoty prowadzić rozmowy na ten temat. - Ludzie ci zaufali.
- I? Ci ludzie to kretyni.
- Jak możesz tak mówić? - Błękitne tęczówki z wściekłością spojrzały na czarnowłosego.
- Jak możesz ich jeszcze bronić? - odparował Sasuke, a kpiący uśmiech na jego twarzy pogłębił się. Mężczyzna wolnym krokiem podszedł do Uzumakiego. - Za to co ci zrobili. Za nienawiść, którą wciąż do ciebie czują.
- Nie masz prawa…
- Może i nie. - Dłoń Sasuke chwyciła podbródek Naruto, a w jego oczach zalśniła czerwień sharingana. - Może i nie...
- Jesteś idiotą – warknął blondyn, otrącając jego rękę.
- Nie większym niż ty, mój drogi przyjacielu.
***
Naruto niemalże biegł ulicami Konohy. Zasapany dotarł do swoje kawalerki, wchodząc trzasnął drzwiami, a z jego ust wydarł się okrzyk wściekłości.
- Kretyn! – mruknął pod adresem czarnowłosego. Nie był wstanie wyobrazić sobie, jak Sasuke mógł stać się taki… taki… okrutny. Jego słowa niezmiernie zraniły blondyna i chociaż starł się tego po sobie nie pokazywać, to uśmiech Uchihy jasno wskazywał na to, że wiedział, iż udało mu się trafić w czuły punkt nosiciela dziewięcioogoniastej bestii.
Ale mówił prawdę.
Mężczyzna zacisnął zęby starając nie dopuścić do siebie czarnych myśli. Jednak… Coś w tym było. Sasuke miał rację w pewnych kwestiach.
O ile nie we wszystkich.
- Jasna cholera! – sapnął, rzucając się na łóżko. Ciężko mu było nie zgodzić się ze swoją podświadomością.
To prawda ,że od czasu powrotu Sasuke, Uzumaki czuł do czarnowłosego niechęć. Ale czy nie miał takiego prawa? Drań wtargnął ponownie w jego życie, niszcząc jego największe marzenie i sprawiając, że w oczach mieszkańców znowu stał się bezwartościowym potworem.
- Nienawidzę swojego życia.
Cóż, to uczucie jest zapewne odwzajemnione.
Niemalże poukładane życie legło w gruzach, tylko dlatego, że Uchiha łaskawie pojawił się w wiosce. To niesprawiedliwe. Ale kogo to obeszło? Po za tą garstką osób, które w niego wierzyły… Wyraz niedowierzania na twarzy Tsunade, gdy ogłoszono decyzję rady, głęboko wrył się w pamięć blondyna. Warknięcie Kakashiego również. I Shikamaru, ze swoim wiecznym komentarzem o upierdliwości życia. Jeszcze Iruka, którego dłoń wspierała blondyna, kiedy to usłyszał tą okrutną wiadomość. A reszta? Reszta odwróciła się do niego plecami, lub też nawet nie zauważyła, że coś w planach Naruto poszło kompletnie nie tak.
Jeszcze możesz to zmienić.
- Ciekawe jak? – mruknął blondyn, jednak głos w jego podświadomości milczał uparcie, jakby czekając, aż niebieskooki sam wpadnie na rozwiązanie.
- Prowadzenie konwersacji ze sobą samym nie świadczy za dobrze o twoim zdrowiu psychicznym.
- Doprawdy? - Naruto obrócił się w kierunku głosu, który należał do jego siwowłosego mistrza. – A wiesz, że w moim mieszkaniu istnieje coś takiego jak drzwi?
- Wprowadzam nowe trendy - powiedział Kakashi, zeskakując zgrabnie z okna do pokoju.
- Byś chociaż zapukał.
- O ramę? – Jonin zmrużył figlarnie oko, poczym bezceremonialnie rozgościł się na jedynym dostępnym w pomieszczeniu krześle.
Młodszy mężczyzna posłał mu jedynie zirytowane spojrzenie i zwlókł się z łóżka.
- Więc? Po co żeś przylazł?
Pomimo maski, wyraźnie było widać, iż wyraz twarzy Kakashiego zmienił się na poważny. Co nieco zmartwiło blondyna.
- Byłeś u Uchihy.
Uzumaki odwrócił wzrok. Dobrze wiedział, że zarówno siwowłosy, jak i Tsunade, nie popierali tego, że pracował bezpośrednio pod komendą Sasuke.
- Taka robota – mruknął po chwili. – Wypada, abym od czasu do czasu go widywał.
- Zadręczasz się.
- Nawet jeśli…
- I robisz to niepotrzebnie. Nie musisz męczyć się za głupotę starszyzny. Słuchaj, Naruto…
- Przestań – syknął Uzumaki, wwiercając spojrzenie w swojego mistrza. – Przerabialiśmy ten temat już setki razy. Nie mam zamiaru przez taką pierdołę rezygnować ze swoich marzeń!
- Jakich marzeń? – zapytał sceptycznie Jonin. – Oszukujesz sam siebie. Z tego co pamiętam, to chciałeś zostać przywódcą wioski, a nie popychadłem faceta, który w dupie ma potrzeby mieszkańców i wioski.
Może on ci przemówi do rozumu.
Naruto zamrugał nieco zdezorientowany. Wcale nie potrzebował, aby ktoś mu przemawiał do rozumu! Dobrych rad miał już po dziurki w nosie.
- Kakashi… - zaczął i nie wiedział co powiedzieć dalej. Wbił spojrzenie w swoje stopy. – Zmień temat, albo się po prostu zamknij.
- Słuchaj, dzieciaku…
- Odwal się, nie jestem już dzieckiem.
- To złap się za jaja i zachowuj jak mężczyzna – warknął Hatahe wstając gwałtownie. – Bo na razie coś ci nie idzie!
- AGHR! Co cię to obchodzi, co?! Moje życie, moja sprawa!
- Nie, jeśli owo życie na chama chcesz sobie spierdolić – odrzekł grobowym tonem. – Zastanów się poważnie. O wiele więcej możesz osiągnąć, nie będąc na smyczy naszego wspaniałego Hokage, więc dlaczego nie rzucisz tej posady w cholerę?
- Bożeee, Kakashi…
- Spoko! – Jonin wzniósł oczy ku niebu, jednocześnie podnosząc ręce w geście poddania. – Już nie marudzę. Ale błagam, obiecaj mi, że się poważnie nad tym zastanowisz. Może nawet łaskawie pozwolę ci dołączyć do mojego oddziału.
- Nie, dzięki – prychnął blondyn. – Twoja banda obiboków ma na mnie zły wpływ.
- Dajże spokój, to była jedna, malutka impreza urodzinowa…
- Po której miałem trzydniowego kaca!
- Bo to trzeba się wyćwiczyć w pewnych dziedzinach – Hakate wzruszył ramionami. – To co? Lecim na ramen?
- Stawiasz? – Uzumaki podejrzliwie zmrużył oczy.
- Niech stracę…
***
- Co u Tsunade? – zapytał blondyn, sięgając po drugą miskę swojego ulubionego dania. – Dawno staruszki nie widziałem.
- Jakbyś nie latał, jak pies na posyłki…
- Skończ.
- Zamartwia się – odpowiedział po chwili wahania Hakate. – Znasz ją. Niby wszystko gra, ale tak naprawdę nie śpi po nocach.
- O mnie? Powiedz jej…
- Nie tylko – przerwał Uzumakiemu. – O wszystkich. Rządy Uchihy powoli zaczynają mieć swoje konsekwencje. Cóż, starszyzna nie widzi żadnych problemów, ale prawda jest taka, że jeżeli Sasuke dalej będzie ignorował swoje obowiązki to może się to wszystko dla nas nieciekawie skończyć.
- Aż tak źle? Co się dzieje? – spytał odłożywszy już pustą miskę. – Przecież ja bym wiedział…
- Być może twój wspaniały szef utajnia przed tobą pewne fakty.
- Kakashi! – W głosie młodszego mężczyzny zabrzmiała irytacja. – Mów, psia mać, albo ci przemebluje tą zamaskowaną facjatę!
- To pogłoski… - zaczął siwowłosy.
- Ale?
- Podobno Suna zastanawia się nad zerwaniem sojuszu. – Wyrzucił z siebie na jednym wydechu.
- CO?! Że Gaara? Dlaczego?
- Nie wiem. Z tego co udało mi się wywęszyć, wynika, że Sasuke nie chce dotrzymać warunków zawartych za czasów panowania Tsunade.
Naruto splótł przed sobą ręce, ciężko opierając je o ladę. Nie podobało mu się to co przed chwilą usłyszał.
- Chyba sobie kpisz – mruknął po chwili.
- Chciałbym.
- Przecież, jeżeli nie będziemy mieli wsparcia Suny…
- To staniemy się łatwym celem. A wrogów nam nie brakuje.
„Gaara by tego nam nie zrobił.”
Gaara jest przywódcą swojej wioski. Nie może przedkładać przyjaźni nad jej dobro.
Racja. Cholerna racja. Rudowłosy na pierwszym miejscu musiał mieć na celu dobro mieszkańców Suny. I na nic nie zdawał się fakt, że od wielu lat są dobrymi przyjaciółmi. Jeżeli Naruto zostałby Hokage, to również musiałby tak postąpić.
Ale nie zostałeś.
Blondyn skrzywił się. Czasami naprawdę chciał wyłączyć swoje dziwaczne myśli. Wstał.
- A ty gdzie? – zapytał Kakashi.
- Opieprzyć naszego wspaniałego przywódcę. Nie będzie mi drań rozwalać wioski pod moim nosem.
***
- Sasuke! – wydarł się, niemalże wbiegając do gabinetu czarnowłosego. Darował sobie grzeczne formułki powitalne, a tym bardziej pukanie do drzwi. – Co ty sobie…
Stanął jak wryty. Hokage siedział za swym biurkiem, a i owszem, jednak nie był jedyną osobą znajdującą się w pomieszczeniu. Na kolanach Sasuke usadowiła się kuso ubrana blondynka, która najwyraźniej dopierała się do jego rozporka. Kobieta, po zauważeniu Uzumakiego, wstała, wygładziła swój skąpy strój, posłała blondynowi pogardliwe spojrzenie i kręcąc biodrami opuściła pokój.
- Ja… - wykrztusił zaskoczony Naruto, gdy tylko drzwi zamknęły się za nieznajomą. – Nie…
- Pozbawiłeś mnie rozrywki na dzisiejszy wieczór – powiedział Sasuke, tonem wskazującym na to, że wcale mu to nie przeszkadzało.
- Słuchaj – warknął blondyn, otrząsając się z szoku. – Nie obchodzą mnie twoje zabawy. Masz mi natychmiast wytłumaczyć, czemu do cholery próbujesz pozbyć się naszych najsilniejszych sprzymierzeńców! Suna współpracuje z nami od dobrych kilki lat, a ty…
- Dlatego… - zaczął czarnowłosy wstając. Najwyraźniej nie usłyszał ani słowa z wywodu Naruto. – To ty będziesz musiał mi ją zapewnić.
niedziela, 21 listopada 2010
"Mój dzień" część I
Moje drogie czytelniczki:
Zabiję xD (tak, Mechalice, to się tyczy głównie Ciebie!)
Bo to przez was naszło mnie na pisanie nowej historii, zamiast czytanie jakiś dziwacznych rzeczy na poniedziałkowe wykłady. Cóż... Zawsze są poprawki xD.
Więc tak o to mam zaszczyt i przyjemność przedstawienia Wam mojej nowej historii o wdzięcznym tytule "Mój dzień". Część pierwszą proszę potraktować jako swoisty wstęp (Późniejsze będą sporo dłuższe). Kolejne party zapewne będę dodawać, ale nie mam pojęcia jak, gdzie i kiedy xD. Ta część... jest nieco zawiła i w sumie właśnie o taki efekt mi chodziło ^ ^.
Dobra, nie marudzę więcej, zapraszam do czytania ^ ^.
*** *** *** *** *** *** ***
To miał być mój dzień.
Z zagryzionymi ustami stoję przed drzwiami do gabinetu. Nie chcę tam w chodzić. Nie mogę. To… To wszystko nie miało tak się stać. Los miał się potoczyć całkiem innymi drogami.
Asystent. Zostałem pieprzonym asystentem. Po tylu latach walki, nie tylko z wrogiem, ale i całą wioską. Tam wtedy… To miał być mój dzień.
Biały materiał połyskiwał w słońcu. Palce blondyna delikatnie przebiegły po czerwonych wyszyciach. Na jego ustach pojawił się delikatny uśmiech. Jeszcze tylko kilka chwil, kilka minut, kiedy to w końcu z dumą będzie mógł przyodziać strój Hokage.
Cofam się kilka kroków. Jasna cholera.
Nie wejdę tam. Nie dam rady. A nawet jeśli… Nie zdołam się powstrzymać przed obiciem tej złośliwie uśmiechniętej gęby.
- Zdenerwowany?
Niebieskooki gwałtownie odwraca się w kierunku głosu. Swoje zmieszanie próbuje ukryć pod szerokim uśmiechem.
- Jak jasna cholera – odpowiada, drapiąc się po karku. – Jak żeś to wytrzymała, babciu? Mnie zżera od środka przeczucie, że coś popisowo spartolę.
- Głupek. – Kobieta podchodzi do niego, nastrasza kołnierz jego bluzy i przyklepuje niesforne blond kosmyki chłopaka. – No, teraz lepiej. Szykuj się. Wyjdziesz tam i powalisz wszystkich na kolana.
Wolałbym już osobiście zostać klubowym zwierzakiem Akatsuki, niż wleźć do tego cholernego pomieszczenia. Rozglądam się dyskretnie dookoła. Jakby tak wcisnąć te papiery Kakashiemu? Tak w ogóle, to za jakie skarby zgodziłem się przyjąć tę posadę?
Na ulicy słychać nagłe poruszenie.
- Czyżby tłum fanów? – zapytuje Tsunade zaczepnym tonem. Jednak coś w tych odgłosach nie podoba się Naruto. Coś jest z pewnością nie tak.
Blondyn z wahaniem podchodzi do okna.
Za świstem wciąga gwałtownie powietrze.
- Naruto? Wszystko gra?
Wznoszę oczy ku niebu, posyłając Bogu błagalne prośby o zesłanie spokoju na swoje biedne, skołatane nerwy.
- Tak, Sai. Jak najbardziej.
- To dlaczego od pięciu minut wgapiasz się w klamkę, jakby wymordowała pół wioski?
- A skąd wiesz, że tego nie zrobiła? – pytam, zerkając na niego z ukosa.
- Naruto, to klamka.
Ah, ta złośliwość rzeczy martwych.
- To niemożliwe – niedowierzający szept wyrywa się z ust blondyna.
Piąta również spogląda przez okno, a na to co widzi, reaguje zduszonym krzykiem.
Sai odchodzi, pozostawiając mnie z czarnymi myślami.
Dobra, czas skończyć z marudzeniem. Im szybciej załatwię sprawę z tymi papierzyskami, tym szybciej będę mógł odreagować spotkanie z obecnym Hogake.
Sięgam ku klamce, kiedy to drzwi ktoś gwałtownie otwiera z drugiej strony. I tak oto stoję, oko w oko z nim…
Martwe ciało Orochimaru zostało brutalnie rzucone na dziedziniec przed głównym budynkiem. Wokół czarnowłosej postaci zebrał się już spory tłum ludzi. Osobnik odgarnia z czoła czarne pasma włosów i z uśmiechem samozadowolenia spogląda w kierunku Naruto, który gwałtownie cofa się od okna.
- Nie, nie teraz… - mamrocze gorączkowo blondyn. – Dlaczego wracasz dzisiaj…
- Sasuke.
Nikt nie pamięta, że w tym dniu miałeś składać przysięgę. Miałeś zostać mianowany. Miałeś spełnić swoje marzenia…
Wszyscy za to zdają sobie świetnie sprawę z tego, iż w owym dniu Sasuke Uchiha wrócił. Zabił swojego mistrza, a jego truchło przywlókł do Konohy. Oczyścił swoje nazwisko. Na tyle, iż tłum skandujący jego imię, zdołał nakłonić starszyznę na zmianę wyboru Hokage.
Mało kto wie, że w tym dniu zawalił się twój świat.
Zabiję xD (tak, Mechalice, to się tyczy głównie Ciebie!)
Bo to przez was naszło mnie na pisanie nowej historii, zamiast czytanie jakiś dziwacznych rzeczy na poniedziałkowe wykłady. Cóż... Zawsze są poprawki xD.
Więc tak o to mam zaszczyt i przyjemność przedstawienia Wam mojej nowej historii o wdzięcznym tytule "Mój dzień". Część pierwszą proszę potraktować jako swoisty wstęp (Późniejsze będą sporo dłuższe). Kolejne party zapewne będę dodawać, ale nie mam pojęcia jak, gdzie i kiedy xD. Ta część... jest nieco zawiła i w sumie właśnie o taki efekt mi chodziło ^ ^.
Dobra, nie marudzę więcej, zapraszam do czytania ^ ^.
*** *** *** *** *** *** ***
To miał być mój dzień.
Z zagryzionymi ustami stoję przed drzwiami do gabinetu. Nie chcę tam w chodzić. Nie mogę. To… To wszystko nie miało tak się stać. Los miał się potoczyć całkiem innymi drogami.
Asystent. Zostałem pieprzonym asystentem. Po tylu latach walki, nie tylko z wrogiem, ale i całą wioską. Tam wtedy… To miał być mój dzień.
Biały materiał połyskiwał w słońcu. Palce blondyna delikatnie przebiegły po czerwonych wyszyciach. Na jego ustach pojawił się delikatny uśmiech. Jeszcze tylko kilka chwil, kilka minut, kiedy to w końcu z dumą będzie mógł przyodziać strój Hokage.
Cofam się kilka kroków. Jasna cholera.
Nie wejdę tam. Nie dam rady. A nawet jeśli… Nie zdołam się powstrzymać przed obiciem tej złośliwie uśmiechniętej gęby.
- Zdenerwowany?
Niebieskooki gwałtownie odwraca się w kierunku głosu. Swoje zmieszanie próbuje ukryć pod szerokim uśmiechem.
- Jak jasna cholera – odpowiada, drapiąc się po karku. – Jak żeś to wytrzymała, babciu? Mnie zżera od środka przeczucie, że coś popisowo spartolę.
- Głupek. – Kobieta podchodzi do niego, nastrasza kołnierz jego bluzy i przyklepuje niesforne blond kosmyki chłopaka. – No, teraz lepiej. Szykuj się. Wyjdziesz tam i powalisz wszystkich na kolana.
Wolałbym już osobiście zostać klubowym zwierzakiem Akatsuki, niż wleźć do tego cholernego pomieszczenia. Rozglądam się dyskretnie dookoła. Jakby tak wcisnąć te papiery Kakashiemu? Tak w ogóle, to za jakie skarby zgodziłem się przyjąć tę posadę?
Na ulicy słychać nagłe poruszenie.
- Czyżby tłum fanów? – zapytuje Tsunade zaczepnym tonem. Jednak coś w tych odgłosach nie podoba się Naruto. Coś jest z pewnością nie tak.
Blondyn z wahaniem podchodzi do okna.
Za świstem wciąga gwałtownie powietrze.
- Naruto? Wszystko gra?
Wznoszę oczy ku niebu, posyłając Bogu błagalne prośby o zesłanie spokoju na swoje biedne, skołatane nerwy.
- Tak, Sai. Jak najbardziej.
- To dlaczego od pięciu minut wgapiasz się w klamkę, jakby wymordowała pół wioski?
- A skąd wiesz, że tego nie zrobiła? – pytam, zerkając na niego z ukosa.
- Naruto, to klamka.
Ah, ta złośliwość rzeczy martwych.
- To niemożliwe – niedowierzający szept wyrywa się z ust blondyna.
Piąta również spogląda przez okno, a na to co widzi, reaguje zduszonym krzykiem.
Sai odchodzi, pozostawiając mnie z czarnymi myślami.
Dobra, czas skończyć z marudzeniem. Im szybciej załatwię sprawę z tymi papierzyskami, tym szybciej będę mógł odreagować spotkanie z obecnym Hogake.
Sięgam ku klamce, kiedy to drzwi ktoś gwałtownie otwiera z drugiej strony. I tak oto stoję, oko w oko z nim…
Martwe ciało Orochimaru zostało brutalnie rzucone na dziedziniec przed głównym budynkiem. Wokół czarnowłosej postaci zebrał się już spory tłum ludzi. Osobnik odgarnia z czoła czarne pasma włosów i z uśmiechem samozadowolenia spogląda w kierunku Naruto, który gwałtownie cofa się od okna.
- Nie, nie teraz… - mamrocze gorączkowo blondyn. – Dlaczego wracasz dzisiaj…
- Sasuke.
Nikt nie pamięta, że w tym dniu miałeś składać przysięgę. Miałeś zostać mianowany. Miałeś spełnić swoje marzenia…
Wszyscy za to zdają sobie świetnie sprawę z tego, iż w owym dniu Sasuke Uchiha wrócił. Zabił swojego mistrza, a jego truchło przywlókł do Konohy. Oczyścił swoje nazwisko. Na tyle, iż tłum skandujący jego imię, zdołał nakłonić starszyznę na zmianę wyboru Hokage.
Mało kto wie, że w tym dniu zawalił się twój świat.
Subskrybuj:
Posty (Atom)