Ha! Next! x"D
Jeszcze raz dziękuję za komentarze :D.
Betowała Akari :*
***
V
Cudze wargi na jego własnych, gorący język wślizgujący się do wnętrza ust, zaborcze dłonie zaciskające na biodrach. Przyciągające go bliżej, jeszcze bliżej. Ciepła klatka piersiowa stykająca się z jego własną. Czuł ją. Czuł przez cienki materiał swojej koszulki.
Krwiste spojrzenie sharingana obserwujące go spod przymrużonych powiek z ciekawością. Z obietnicą.
Podniecenie, ekscytacja. Paląca potrzeba dotyku. Myśli wirowały w głowie, nie dając się sklecić w jakąś logiczną całość. Tylko jedno, jedyne pragnienie kołatało się gdzieś na krawędzi umysłu.
Więcej.
I jak na zawołanie, chłodne dłonie wkradły się pod koszulkę, drażniąc skórę, łaskocząc, wsuwając się coraz niżej i niżej, za linię luźnych spodni… Ciche sapnięcie wydobyło się mimowolnie z gardła, gdy ręka mocniej ścisnęła pośladek. Palce dotykające coraz dalej, coraz śmielej...
— No żeż, kurwa! — Naruto wyrwał się ze snu, otwierając gwałtownie oczy. Wbił rozeźlony wzrok w sufit. Cudownie, kolejna noc z głowy.
Tyle dobrego, że tym razem obudził się na tyle wcześnie, by nie śnić o seksie z Sasuke. O jego dotyku na własnej erekcji, o jego języku pieszczącym każdy zakamarek uległego ciała. O penisie, zgłębiającym się w jego wnętrzu w chaotycznych, podniecających ruchach.
Taak. To się chwali.
Bo po wczorajszych, dosyć perwersyjnych wizjach, miał drobne problemy z patrzeniem na Uchihe i z rozmawianiem z nim. I właściwie z przebywaniem w jednym pomieszczeniu.
— Cholerny, cholerny pchlarz — warknął, podrywając się do siadu, aby zaraz wstać i automatycznie powędrować do kuchni.
Przegięcie. Była to już kolejna z wielu nocy bogatych w lisie wizje. Lisie wizje, w których Sasuke pozwalał sobie na coraz śmielsze, intensywniejsze ruchy. Wizje, po których Naruto budził się z coraz większym przerażeniem, gwałtownie łapiąc oddech, walcząc z męczącymi go uczuciami. Z niechcianym podnieceniem.
Wizje, po których Uzumaki coraz częściej zastanawiał się, jakby to było w rzeczywistości, a nie tylko w sennym omamie, poczuć na sobie ciało tego konkretnego mężczyzny. Jego usta, jego dłonie, zapach.
Och, kurwa.
Ostatnio łapał się na dziwnych myślach, zwalając je na niepoczytalność lisa. Coraz częściej błądził w uczuciach, które nie należały przecież do niego, a do tego cholernego demona, który nic sobie nie robił z ciągłego psioczenia Naruto.
Głupiś, zarechotał złośliwie dziewięcioogoniasty.
— Bo co? — warknął, nasypując kawy do kubka, zupełnie zapominając o tym, że powinien się nie odzywać. Że ignorowanie lisiego mamienia jest najlepszym co może aktualnie robić.
Boś ślepy.
— Hę? — burknął.
Bestia zaśmiała się tylko rubasznie, czemu towarzyszył krótki, tępy ból głowy Naruto. Mężczyzna syknął z niesmakiem, mrużąc mimowolnie oczy i przykładając dłoń do twarzy w głupiej nadziei, że ten gest jakoś załagodzi tę chwilową niedogodność.
Cholerny pasożyt.
Ten sam schemat powtarzał się od kilku nocy. Płytki sen, wypełniony podnieceniem, gwałtowna pobudka, lisie dogryzanie, lądowanie w kuchni po kubek gorącej kawy i zaleganie na ganku, w nadziei…
...na co?
Naruto sam niekoniecznie wiedział. Na to, że nagle dziewięcioogoniasty wyparuje, a on będzie mógł się normalnie wyspać? Na to, że Sasuke znowu do niego dołączy na ganku, tak jak pierwszej nocy i… i co?
I po prostu będzie? Przy nim.
Westchnął ciężko, kierując się do wyjścia prowadzącego na zewnątrz, żeby klapnąć na drewniane dechy i wbić spojrzenie w jaśniejące niebo.
Od kiedy zjawił się w domu Sasuke minęło już jakieś pięć dni. Nie za wiele zdań wymienił w tym czasie z gospodarzem, jednak akurat to nie było niespodziewane. Przecież to ten wiecznie milczący Uchiha! Dziwne, że w ogóle dawał od czasu do czasu jakieś słowne znaki, że faktycznie zdaje sobie sprawę z tego, iż aktualnie posiada lekko niestabilnego pod każdym względem współlokatora.
No ale, trzy, czy tam cztery, ostatnie noce nie należały do najlepszych. Naruto chodził, lekko nieprzytomny, wymęczony sennymi marami, usilnie izolując się od wszystkiego i wszystkich. Na swoje szczęście, siedział w mieszkaniu człowieka, który sam praktykował takie zachowanie dosyć często. Jednak nie podnosiło to jakoś szczególnie kondycji psychicznej Uzumakiego, który z godziny na godzinę czuł się jeszcze bardziej wymęczony i coraz słabiej kontaktował z rzeczywistością.
Westchnął, wtykając nos w kubek z gorącym napojem.
Jakoś to przetrwa. Musi.
Pochłonięty ponurymi myślami nie zauważył, że obserwują go czujne, ciemne oczy.
***
Niekoniecznie rozumiał, dlaczego na umówioną wizytę z Tsunade Sasuke poszedł razem z nim, jakikolwiek sprzeciw kwitując zirytowanym prychnięciem. Ale w sumie nie przeszkadzało mu to zbytnio. No, przynajmniej do czasu, aż Uchiha nie zaczął się udzielać w jego rozmowie z przywódczynią wioski.
Aktualnie stali, ramię w ramię, przed masywnym biurkiem za którym siedziała Hokage.
— A lis? — zapytała kobieta po wybadaniu jego samopoczucia. — Wykazuje ostatnio jakąś aktywność?
— E-e. Wyjątkowo słabą — stwierdził Naruto, właściwie tylko po to, żeby jak najszybciej móc się znowu zaszyć gdzieś, gdzie nie będzie ludzi. Pod czujnym spojrzeniem Hokage czuł się aktualnie wyjątkowo niekomfortowo. I zupełnie nie rozumiał, na cholerę miał dzisiaj tu przyleźć.
— Doprawdy? — Orzechowe oczy pełne były niedowierzania. — Więc dlaczego wyglądasz, jakbyś miał zaraz paść?
— Hę? Nie, wcale…
— Bo nie sypia.
Uzumaki zamilkł gwałtownie. Przez chwilę trawił w myślach to co powiedział Sasuke. Okej. Nie spodziewał się, że mężczyzna WIE. Chociaż… Może po prostu to był głupi strzał, bo ciemne sińce pod oczami Naruto dosyć jednoznacznie wskazywały na to, że miał drobne problemy z nocnym odpoczynkiem. Nieciężko było sobie dopowiedzieć przyczynę ich powstania, mianowicie — lekki niedobór snu.
— Sypiam — odpowiedział w końcu wyniosłym głosem. Jednak nagłe ziewnięcie, jakie mu się wyrwało, nieco popsuło efekt wypowiedzi.
— Tyle, że marnie? — Zajadły ton Sasuke spowodował, że Naruto zerknął na niego spod byka, wyraźnie sugerując, że mógłby się na przykład zamknąć. I to jak najszybciej.
— A nie sypiasz, bo? — wtrąciła Tsunade, zanim którykolwiek z nich zdążył rzucić jakąś kąśliwą uwagę.
— No sypiam, no! — powtórzył, odrywając pochmurne spojrzenie od stojącego obok niego mężczyzny. — Każdemu się przecież zdarza mieć gorsze noce, nie?
— Owszem — przyznał Sasuke. — Ale wszystkie?
Wtedy do Naruto dotarło, że istniała jeszcze jedna opcja, przez którą mieszkał z Uchihą. Mężczyzna go po prostu pilnował. Obserwował bacznie jego ruchy, aby móc zaraz zareagować, w razie jakichkolwiek numerów ze strony lisa. Może nawet działał z polecenia Tsunade? Może w chwilach, gdy nie było go w domu składał jej raporty o zachowaniu Uzumakiego? Może… może…
Mimo że dopiero teraz w pełni dotarła do niego taka możliwość, to podświadomie chyba wiedział o niej od początku. Jednak to nie zmieniło faktu, że nagle zrobiło mu się bardzo, bardzo… głupio. Bo przez te kilka dni, kiedy mieszkał z Sasuke, było przyjemnie i nieśmiało w jego głowie zaczęło utwierdzać się przekonanie, że może faktycznie Uchiha się w pewien pokręcony sposób po prostu się o niego troszczy. W głupi, zwykły, przyjacielski sposób.
Jednak to by było przecież za proste. Znowu boleśnie uświadomił sobie, że wszystko co się tyczy jego osoby ma miejsce tylko i wyłącznie dlatego, że w jego wnętrzu siedzi dziewięcioogoniasta bestia, skupiająca na sobie uwagę ludzi, którzy go otaczali.
A gdzie w tym wszystkim było miejsce dla niego? Dla Naruto Uzumakiego?
— Masz podejrzenia, dlaczego tak jest? — Głos Tsunade był surowy. Profesjonalny.
— Hm? — Wyrwał się z rozmyślań, spoglądając na kobietę bez zrozumienia. — Że co? Że dlaczego niby nie śpię za dobrze?
— Koszmary — odpowiedział zamiast niego Sasuke.
— Koszmary? — powtórzyła Hokage marszcząc brwi. — Jakiego rodzaju?
Naruto otworzył usta, tylko po to, żeby zaraz z powrotem je zamknąć. Och, nie. Złe pytanie, znowu bardzo, bardzo złe pytanie. Pytanie, na które nie mógł odpowiedzieć. Nie w obecności Sasuke! W ogóle NIGDY! Bo przecież to było za żenujące, za straszne i w ogóle niemoralne, więc nie mógł pozwolić sobie na to, żeby ktokolwiek dowiedział się o tych sennych marach jakie podsyłał mu lis. Lis, który w reakcji na jego nagle spanikowane, chaotyczne myśli, zaśmiał się złośliwie. Naruto przymknął na chwilę oczy, próbując zignorować krótkie ukłucie bólu, jakie rozległo się w jego skroni.
Cudownie.
Nie dosyć, że nie ogarniał za bardzo z niewyspania, to jeszcze przez tą głupią rozmowę demon usilnie przypominał mu o swojej obecności. Naprawdę wspaniale.
— Normalne — burknął. — I nie nazwałbym tego koszmarami. Głupie senne wizje. Nic przerażającego raczej.
Nie miał najmniejszego zamiaru dzielić się tym, że prawie codziennie budzi się z erekcją, bo śni o tym jak Uchiha wyrabia z jego tyłkiem naprawdę zboczone rzeczy. O nie.
— Ale nie możesz przez nie spać?
— Sypiam! — zapeszył się po raz kolejny. — Ale… trochę…
— Marnie — dokończył Sasuke złośliwym tonem.
— To ma coś wspólnego z lisem? — zapytała kobieta.
— Nie — skłamał, być może trochę za szybko. Bo gdyby przyznał, że faktycznie dziewięcioogoniasty macza pazury w jego snach, to zapewne zostałby zmuszony do wyjawienia o czym są. A na to nie był gotowy. I chyba nigdy nie będzie.
Prawda.
Co? Zmarszczył brwi, słysząc ostatnią lisią uwagę. Tępy ból pogłębił się na sekundę, jednak sierściuch nie odpowiedział. Tylko złośliwy, krótki rechot wskazywał na to, że słyszał pytanie Uzumakiego. Jednak do czego „prawda” rudzielca miała się odnosić, Naruto nie miał pojęcia.
— Serio?
— Serio! — zapeszył się, widząc niedowierzające spojrzenie Tsunade. — Przejdzie mi niedługo pewnie. Może to ten ostatni atak jeszcze tak na mnie wpływa — mruknął niechętnie. — Wiesz, był dosyć traumatyczny.
Wymówka chyba przekonała kobietę, że mówi prawdę, bo jej wzrok wyraźnie złagodniał. Zaraz sięgnęła ręką do jednej z szufladek biurka.
— Okej — powiedziała, stawiając na blacie plastykowe opakowanie. — Zespół medyczny przygotował nową recepturę tabletek tłumiących wpływ lisa i moc jego chakry — wyjaśniła. — Jak te twoje sny wynikałyby z aktywności lisa, to myślę, że mógłbyś spróbować zażywać jedną ampułkę przed snem. Z pewnością by nie zaszkodziły. Ale skoro mówisz, że to nie ma nic wspólnego z dziewięcioogoniastym… — zawiesiła sugestywnie głos.
Stara zołza. Domyśliła się jednak, że coś może być na rzeczy. Ale ku uldze Uzumakiego nie drążyła tematu.
— Wezmę je — odpowiedział zdobywając się na wyniosły ton, starając się przy tym nie zarumienić. — W razie co.
***
Jakiś czas później Naruto wracał samotnie do mieszkania Sasuke, z głową wypełnioną dziwnymi myślami. Uchiha nie towarzyszył mu — na całe szczęście — w kolejnej części wizyty u Tsunade, czyli w profilaktycznych badaniach. Kobieta chciała mieć pewność, że lisie wybryki nie mają jakiegoś większego wpływu na kondycję Uzumakiego.
I właściwie, oprócz zmęczenia wywołanego brakiem snu, nic mu nie było.
Zamknął drzwi do domu Sasuke i właśnie ściągał buty, kiedy w pomieszczeniu rozległ się pozornie znudzony głos.
— Dlaczego chciałeś zataić przed Tsunade swoją bezsenność?
Naruto podniósł spojrzenie z własnych stóp na mężczyznę, który właśnie stał w wejściu do kuchni i opierał się o futrynę, mierząc go czujnym spojrzeniem. Znowu miał na sobie wytarte dresowe spodnie i wypłowiałą koszulkę z emblematem klanu na piersi. Lekko wilgotne włosy opadały swobodnie wokół trójkątnej twarzy. Najwyraźniej Sasuke niedawno wyszedł spod prysznica.
Zadowolone mruknięcie lisa spowodowało kolejną falę bólu w skroni, który jednak udało się Uzumakiemu zamaskować.
— Odpowiedz. — Ponaglający ton sprowadził go na ziemię, uświadamiając jednocześnie, że znowu się zagapił na mężczyznę. Że z przyjemnością chłonął widok. Ten nieidealny, dostępny tylko dla niego.
— Bo to nie ma nic wspólnego z Kyuubim — mruknął w końcu, wzruszając ramionami.
— Jestem innego zdania.
— Wiesz, ile mnie to inne zdanie obchodzi? — burknął, próbując ukryć niepokój, który go ogarnął. Bo jeżeli Sasuke faktycznie zauważył, że jego senne mary wynikają z aktywności lisa, to będzie drążył temat. To może nawet zakabluje na niego u Tsunade.
Wystarczająco żenujące było wyznanie, że lis wyraźnie leci na Sasuke. Że pragnie jego ciała i atencji. Nie miał zamiaru dorzucać do tego wszystkiego informacji, że zabrał się za torturowanie go w snach erotycznymi wizjami. Nie. Zdecydowanie nie. To byłoby zbyt upokarzające.
— Powinieneś jej powiedzieć. To może być ważne — zaznaczył Uchiha, ignorując jego wcześniejsze słowa. I jakoś jego zachowanie wzbudziło w Naruto irracjonalną złość.
— Pozwolisz, że sam osądzę czy coś jest ważne, czy nie — sapnął, mrużąc gniewnie oczy. — Zwłaszcza, jeżeli tyczy się to mojej osoby.
— Nie jestem pewien, czy w obecnym stanie jesteś zdolny racjonalnie stwierdzić takie rzeczy.
— Ty… — warknął Naruto mając nagłą, ale szczerą ochotę mu przyłożyć. Nie wiedział tylko czy ta agresja nie wynikała bardziej z tego, że był wymęczony czy z samej irytującej rozmowy. Dlatego też nie kontynuował tematu, tylko zaraz zapytał, wyraźnie niezadowolony: — Od dawna mnie obserwujesz?
— Co?
— Pstro — parsknął rozeźlony. — Nie wiem jak ty, ale ja to słabo lubię, jak ktoś mnie szpieguje, wiesz? Więc na przyszłość: prosiłbym, żebyś zajął się własnymi sprawami. A teraz wybacz — dorzucił, zanim Sasuke zdążył mu cokolwiek odpowiedzieć. — Ale idę spróbować zasnąć.
I czmychnął czym prędzej do swojego tymczasowego pokoju. Tam zaraz przygotował się do snu i łyknął jedną z przygotowanych dla niego ampułek. Położył się w futonie, mając nadzieję, że tę noc w końcu uda mu się normalnie przespać.
Złowieszczy chichot lisa rozległ się w jego głowie, kiedy umysł zaćmiewała mgiełka sennego otępienia.
***
sobota, 11 lipca 2015
niedziela, 14 czerwca 2015
Na granicy fiksacji
Kolejna część! Dziękuję za komcie wszelakie i zapraszam :"3.
Betowała Akari :*.
***
IV
Wylądował w mieszkaniu Sasuke, został ulokowany w jednym z licznych pokoi uchihowej rezydencji i … i… i nie wiedział. Nie wiedział co myśleć o zachowaniu przyjaciela, o jego propozycji, czy też żądaniu jakie wystosunkował do Tsunade. Och no, zdecydowanie było to żądanie, bo ton, jakiego użył Uchiha do przedstawienia swoich argumentów, świadczył wyraźnie o tym, że nie przyjmie żadnej innej odpowiedzi, niż potwierdzenia planu przygarnięcia Naruto pod swój dach. Swoją drogą chyba i tak było to najlepszym i najbezpieczniejszym wyjściem z sytuacji.
Naruto nie miał pojęcia, co takiego dzieje się w ciemnej łepetynie, jakie to myśli krążą, kłębią się pod nienagannie zaczesanymi kłakami. I nie był pewien czy chce wiedzieć, bo tak mógł się łudzić, że to zwykła przyjacielska chęć niesienia pomocy. Zwykła troska o jego zdrowie, o to, żeby demon nie wymknął się spod kontroli i żeby wszystko jako tako było dobrze. Mimo że uszczypliwy głos w jego głowie, który nieprzyjemnie przypominał złośliwości prawione przez Kyuubi'ego, szeptał, że to nie w stylu Uchihy. Że niemożliwym jest, żeby ten konkretny mężczyzna martwił się akurat o niego — Naruto Uzumakiego.
Ten głos, o zgrozo, miał pełne poparcie lisa. I Naruto siedział aktualnie na ganku, przylegającym do domu Sasuke, rozdarty między własnymi myślami, a podsycającym jego niepewność demonem i naprawdę nie wiedział, co sądzić o wydarzeniach mających miejsce w ostatnim czasie. Począwszy od systematycznych ataków demona na jego i tak rozchwianą psychikę, po atencję Uchihy, którą zyskał dzięki incydentom, jakie rozegrały się w jego kawalerce. I które to Naruto wciąż naprawdę miał szczerą ochotę wypchnąć ze swej pamięci.
Potrząsnął głową, nie chcąc rozpamiętywać tego, co się stało zaledwie kilka godzin temu. Na to było zdecydowanie za wcześnie i Naruto nie był pewien, czy w ogóle kiedykolwiek przyjdzie czas, aby bez krępacji mógł do tych wydarzeń wrócić i przeanalizować na spokojnie całe to popaprane zachowanie zarówno lisa, jak i Sasuke. Zmarszczył brwi, tchnięty nagłą myślą, że w sumie nie ma pojęcia, dlaczego w ogóle Uchiha znalazł się w jego małym mieszkaniu. Bo niby… po co?
— Nie śpisz. — Cichy głos Sasuke rozległ się za jego plecami. Och, to niezawodne wyczucie chwili. Naruto wzdrygnął się mimowolnie, jednak nie obrócił w jego kierunku.
Minęło zaledwie kilka godzin od ich pobytu w gabinecie Hokage. Kilka godzin, w trakcie których nie wymienili między sobą ani słowa. Uzumaki, zagubiony we własnych myślach, nawet nie wiedziałby co powiedzieć. Wciąż grać zwyczajowego idiotę, bagatelizując całą sprawę z lisem, czy wypytać, wybadać Sasuke i motywy jego postępowania? Bał się tej drugiej opcji. Naprawdę szczerze się bał, bo chociaż wiedział, że to normalna ciekawość i natura badacza kierowały Sasuke, to jednak, dopóki tego nie usłyszał, mógł łudzić się, że nie. Że to… no… zwykła troska.
A w jakiś pochrzaniony sposób pragnął tej jego troski. Opiekuńczości. Atencji.
Jego dotyku. Jego ciała.
— Nie śpię. — Przytaknął zdaniu, które właściwie nie było pytaniem, tylko luźnym stwierdzeniem. Tylko po to, by zagłuszyć mruczenie lisa. Tylko po to, by go nie słuchać chociaż jeszcze przez chwilę.
Kubek ciepłej herbaty wylądował tuż obok niego na drewnianych deskach. Zaraz Sasuke również klapnął na ganku. Miał na sobie stare, wyszarzałe spodnie od dresu i granatową koszulkę z emblematem klanu na piersi. Całości dopełniały włosy spięte byle jak klamrą na czubku głowy. Och, no i w dłoniach trzymał drugi, identyczny kubek z parującym napojem.
Wyglądał tak… ludzko. Inaczej. Zdecydowanie inaczej niż na co dzień, podczas gdy nosił nienagannie zadbany strój i ułożoną fryzurę. Tak więc Naruto po prostu gapił się na tego, zupełnie innego Sasuke, zastanawiając się czemu właściwie Uchiha do niego dołączył. I czemu postanowił się mu pokazać w tym nieidealnym wydaniu?
— Dla ciebie — powiedział mężczyzna, niedbałym machnięciem wskazując na napój, który postawił przed chwilą na drewnianych dechach.
Naruto bez słowa chwycił przygotowany dla niego kubek.
I tak siedzieli długie minuty w niczym niezmąconej ciszy. I wpatrywali się obaj w bezchmurne, rozgwieżdżone niebo. Najwyraźniej Sasuke też jeszcze nie chciał poruszać tematu lisa i wcześniejszych wydarzeń. Może po prostu dawał Naruto czas na oswojenie się z tym wszystkim? Z tym, że Uchiha wie o świrującym demonie, a także z nowym środowiskiem, do którego został przyciągnięty bez wyrażenia jakiejkolwiek zgody?
Chociaż właściwie sprzeciwu też nie wyraził.
Och, ale nic dziwnego, bo przecież wciąż był niemiłosiernie wymęczony lisim atakiem i naprawdę słabo kontaktował ze światem. Siedząc u Tsunade marzył wręcz o tym, żeby wrócić do swojego domu i zasnąć. Po prostu zasnąć i nie być dręczonym ani sennymi koszmarami, ani dziwnymi myślami, jakie towarzyszyły mu przecież od dłuższego czasu. Jednak kiedy z jego planów nic nie wyszło i trafił do mieszkania Sasuke… to nie mógł zmrużyć oka. Przez dobre kilkadziesiąt minut przewracał się z boku na bok na przygotowanym przez Uchihe futonie i za cholerę nie był w stanie pogrążyć się w błogim śnie. Sam niekoniecznie znał tego powód.
Teraz siedział, wciąż wymęczony i obolały, jednak w lepszym stanie psychicznym niż w gabinecie Hokage i zastanawiał się, czy dzisiejszej nocy dane będzie mu zasnąć chociaż na chwilę. Może jak się jeszcze trochę wymęczy. Może jak już w końcu opadną wszystkie emocje. Na chociaż kilkanaście minut słodkiego odpoczynku, którego nie zaznał od dłuższego czasu.
Cisza między nimi nie była krępująca. Paradoksalnie do tego wszystkiego co się stało. Właściwie Uzumaki myślał, że zostanie zasypany niewygodnymi pytaniami, na które z pewnością nie potrafiłby znaleźć sensownych odpowiedzi. Dlatego też ta cisza była dobra. Była kojąca. Bo nawet lisi demon postanowił sobie dać jeszcze na wstrzymanie i nie szeptać ponurych złośliwości. Tak więc siorbali swoje herbaty, siedząc na zimnych deskach i wpatrując się w gwiazdy.
Zamrugał zawzięcie, próbując odgonić trzymające go zmęczenie, jednocześnie tłumiąc ziewnięcie. Co nie umknęło uwadze Sasuke, który zaraz przeniósł spojrzenie z nieba na swojego kompana z drużyny. Przez jeszcze kilka sekund milczał, zanim wypowiedział cichym, wypranym z emocji głosem:
— Boisz się?
Naruto również oderwał wzrok od gwiazd i spojrzał na niego spod przymrużonych powiek. I tylko to, że na twarzy Uchihy widniała czysta, niezmącona złośliwością powaga, spowodowało, że nie wybuchnął zwyczajowymi okrzykiem, że przecież jest Uzumakim. Że przecież niczego się nie boi.
— Zasnąć — sprecyzował Sasuke, widząc najwyraźniej w oczach Naruto pewnego rodzaju zagubienie.
Nie odpowiedział. Nie wiedział co odpowiedzieć. Bo z jednej strony może faktycznie tak było. Może miał drobne podejrzenia, że w śnie mogą dziać się rzeczy niestworzone, że do głosu dojdzie jego podświadomość i będzie zmuszony widzieć znowu szaleństwo lisa i przyglądać się temu bezsilnie, bez możliwości zrobienia czegokolwiek. Że znowu da się opętać, nawet jeżeli tym razem byłby to tylko senny koszmar.
— Może — przyznał w końcu.
— Jak coś — zaczął Sasuke, znowu spojrzeniem wracając do rozgwieżdżonego nieba — to tu jestem.
Naruto poszedł w jego ślady, nie odzywając się przez dwie czy trzy sekundy, w trakcie to których musiał przetrawić sobie jego wypowiedź.
Wsparcie?
Wypił resztę, chłodnej już, herbaty, zanim powiedział krótkie, ale wdzięczne:
— Dzięki.
Tak. Te słowa, nawet jeżeli nie do końca wiedział co miały oznaczać, znacznie poprawiły jego samopoczucie.
***
Mimo złych przeczuć, tę noc — kiedy to w końcu zeszli z tarasu i udali się do swoich pokoi — przespał nawet spokojnie. Och, bo dzięki słowom Sasuke udało mu się w miarę szybko pogrążyć w przyjemnej, pozbawionej snu drzemce, dającej upragniony odpoczynek. Jednak była to jedna z ostatnich tego typu, jakie dane mu było mieć w najbliższym czasie.
***
Czuł gorący oddech na karku, czuł mokre usta przysysające się do skóry. Czuł dłoń zaciskającą się na jego biodrze i drugą, która nachalnie zasłaniała mu oczy, nie pozwalając jednocześnie na wykonanie jakiegokolwiek ruchu.
Czuł… podniecenie.
— Kto… — Wciągnął gwałtownie powietrze, kiedy zęby wgryzły się niedelikatnie w jego szyję. Kiedy język pośpiesznie przejechał po gładkiej skórze.
Ręka z biodra przeniosła się na przód jego spodni, zaciskając się na penisie. Pocierając go przez materiał, pobudzając. Z trudem stłumił jęknięcie, podczas gdy pieszczota była wciąż kontynuowana, intensywniej, mocniej.
Czuł gorąco. Żar. Duchotę. Lepkość powietrza.
Myśli w głowie szalały, rozdarte między narastającą żądzą, a niepewnością i zażenowaniem własnym zachowaniem. Chciał to przerwać, chciał zrobić cokolwiek, ale… ale… Zwinny język wślizgnął się za ucho, wywołując w Naruto niekontrolowany dreszcz. O tak, tak, tak…
— Dobrze? — Cichy, pełen satysfakcji głos sprawił, że Uzumaki zamarł. To przecież… to był głos… to…
— Sasuke?!
Wyrwał się ze snu, podrywając do siadu i łapiąc gwałtownie powietrze. Och, kurwa. Kurwa, kurwa, kurwa...
Złośliwy rechot rozległ się w jego głowie. Zacisnął zęby, próbując ignorować pchlarza, jednak śmiech nie cichnął przez jeszcze dobry moment. Po prostu cudownie, wspaniale naprawdę.
— Przestań — warknął, podciągając kolana, żeby schować w nich twarz, jednocześnie wplatając palce w blond kosmyki. Lis zaśmiał się jeszcze głośniej, złośliwiej. A Naruto zrobiło się niedobrze od tego paskudnego dźwięku. — Przestań, kurwa…
Demon zareagował jeszcze głośniejszym rechotem.
A Uzumaki nie rozumiał, nie chciał zrozumieć, co też tak rozbawiło tego popaprańca, że najwyraźniej nie mógł w tej chwili pohamować swojego śmiechu.
Ty.
— Co? — warknął niewyraźnie, podnosząc głowę tylko po to, żeby zirytowane spojrzenie wbić w roztaczającą się przed nim ciemność.
Lis nie odpowiedział.
Może to i lepiej, zawyrokował Naruto, gramoląc się z posłania. Tej nocy już nie będzie dane mu pospać. Zerknął za okno i z ciężkim westchnieniem stwierdził, że do poranka musiało zostać jeszcze kilka dobrych godzin. Że też lisowi zebrało się na podsyłanie jakiś porno wizji…
Złośliwy rechot rozległ się w jego głosie ponownie. Postanowił go jednak zignorować i udać się do kuchni, aby zaparzyć sobie kawy. Wlewając wodę do czajnika, który zaraz to ustawił na kuchence, wrócił myślami do swojego snu. Zdecydowanie nie pozwalał on mu się skupić na ignorowaniu tych dziwnych rzeczy, które zaczynał czuć do Sasuke. Zaczerwienił się gwałtownie, wspominając to, co czuł śniąc o mężczyźnie.
I naprawdę, w tej chwili sam nie wiedział, czy w jego odczuciu Uchiha faktycznie jest cholernie seksowny i miałby ochotę z nim pobaraszkować, czy to tylko i wyłącznie wpływ tego zbzikowanego rudzielca, który najwyraźniej bawił się jego kosztem, dla odmiany znęcając się nad nim bardziej psychicznie, niż sprawiając fizyczny ból. O tak, zdecydowanie Uzumaki podciągał to pod znęcanie się. Bo przecież to był Sasuke! Jego przyjaciel, jego kompan z drużyny, a nie jego…
Kochanek?
Sapnął z poirytowaniem. Nawet, kurwa, we własnej głowie — ani odrobiny prywatności.
Od ostatniego ataku, który miał miejsce dokładnie trzy dni temu, lis nie wykazywał chęci do ponownej próby przejęcia jego ciała. Uzumaki zwalał to na to, że pchlarz wciąż nie zebrał odpowiedniej mocy. Właściwie, mogło się wydawać, że to przez to, iż Kyuubi był zadowolony z tego, co udało mu się uzyskać w ostatnim czasie, a mianowicie bycie w pobliżu Sasuke. I to niemalże dwadzieścia cztery godziny na dobę. O tak. Naruto mógł wyczuć wyraźne lisie zadowolenie wynikające z uwagi mężczyzny. Popapraniec.
Chociaż… Zawiesił się nad wsypywaniem do wyciągniętego kubka granulek kawy. Chociaż, tak szczerze mówiąc, jemu też to odpowiadało. Przyjemnie było z kimś mieszkać. Przyjemnie było od tego kogoś dostać niespodziewanie kubek herbaty albo nieznośnie gorzkiej kawy. Przyjemnie było nawet zgarnąć opierdziel za niepozmywane naczynia. Przyjemnie było mieć świadomość, że można otworzyć do kogoś gębę, nawet jeżeli ten ktoś odpowie tylko poirytowanym prychnięciem, ale jednak, sama świadomość takiej możliwości... naprawdę była przyjemna.
Czyli wychodziło na to, że powoli stawał się równie popaprany co lis. Zajebiście.
Ptasi trel rozległ się za oknem, co paradoksalnie wprawiło Naruto w jeszcze gorszy nastrój. Niedługo zacznie się kolejny dzień. Kolejny dzień, w którym będzie dobijała go niepewność, czy to już, czy to zaraz lis ponowi atak.
Chociaż z drugiej strony, będzie to też kolejny dzień, w którym z Sasuke zasiądą do wspólnego śniadania. Dokładnie tak samo jak działo się to wczoraj. I przedwczoraj. I trzy dni temu.
A Naruto mógł śmiało stwierdzić, że podoba mu się taka rutyna.
Westchnął ciężko, przytłoczony własnymi myślami. Może to jednak źle, że w domu Uchihy czuł się aż tak komfortowo? Bo co będzie, gdy już wszystko się uspokoi i po prostu zostanie wykopany za drzwi z poleceniem wyniesienia się znowu do tej swojej cholernej, małej kawalerki?
A cóż pozwala ci sądzić, że kiedykolwiek się to uspokoi?
Zacisnął usta w wąską kreskę. Nie odpowiedział.
Betowała Akari :*.
***
IV
Wylądował w mieszkaniu Sasuke, został ulokowany w jednym z licznych pokoi uchihowej rezydencji i … i… i nie wiedział. Nie wiedział co myśleć o zachowaniu przyjaciela, o jego propozycji, czy też żądaniu jakie wystosunkował do Tsunade. Och no, zdecydowanie było to żądanie, bo ton, jakiego użył Uchiha do przedstawienia swoich argumentów, świadczył wyraźnie o tym, że nie przyjmie żadnej innej odpowiedzi, niż potwierdzenia planu przygarnięcia Naruto pod swój dach. Swoją drogą chyba i tak było to najlepszym i najbezpieczniejszym wyjściem z sytuacji.
Naruto nie miał pojęcia, co takiego dzieje się w ciemnej łepetynie, jakie to myśli krążą, kłębią się pod nienagannie zaczesanymi kłakami. I nie był pewien czy chce wiedzieć, bo tak mógł się łudzić, że to zwykła przyjacielska chęć niesienia pomocy. Zwykła troska o jego zdrowie, o to, żeby demon nie wymknął się spod kontroli i żeby wszystko jako tako było dobrze. Mimo że uszczypliwy głos w jego głowie, który nieprzyjemnie przypominał złośliwości prawione przez Kyuubi'ego, szeptał, że to nie w stylu Uchihy. Że niemożliwym jest, żeby ten konkretny mężczyzna martwił się akurat o niego — Naruto Uzumakiego.
Ten głos, o zgrozo, miał pełne poparcie lisa. I Naruto siedział aktualnie na ganku, przylegającym do domu Sasuke, rozdarty między własnymi myślami, a podsycającym jego niepewność demonem i naprawdę nie wiedział, co sądzić o wydarzeniach mających miejsce w ostatnim czasie. Począwszy od systematycznych ataków demona na jego i tak rozchwianą psychikę, po atencję Uchihy, którą zyskał dzięki incydentom, jakie rozegrały się w jego kawalerce. I które to Naruto wciąż naprawdę miał szczerą ochotę wypchnąć ze swej pamięci.
Potrząsnął głową, nie chcąc rozpamiętywać tego, co się stało zaledwie kilka godzin temu. Na to było zdecydowanie za wcześnie i Naruto nie był pewien, czy w ogóle kiedykolwiek przyjdzie czas, aby bez krępacji mógł do tych wydarzeń wrócić i przeanalizować na spokojnie całe to popaprane zachowanie zarówno lisa, jak i Sasuke. Zmarszczył brwi, tchnięty nagłą myślą, że w sumie nie ma pojęcia, dlaczego w ogóle Uchiha znalazł się w jego małym mieszkaniu. Bo niby… po co?
— Nie śpisz. — Cichy głos Sasuke rozległ się za jego plecami. Och, to niezawodne wyczucie chwili. Naruto wzdrygnął się mimowolnie, jednak nie obrócił w jego kierunku.
Minęło zaledwie kilka godzin od ich pobytu w gabinecie Hokage. Kilka godzin, w trakcie których nie wymienili między sobą ani słowa. Uzumaki, zagubiony we własnych myślach, nawet nie wiedziałby co powiedzieć. Wciąż grać zwyczajowego idiotę, bagatelizując całą sprawę z lisem, czy wypytać, wybadać Sasuke i motywy jego postępowania? Bał się tej drugiej opcji. Naprawdę szczerze się bał, bo chociaż wiedział, że to normalna ciekawość i natura badacza kierowały Sasuke, to jednak, dopóki tego nie usłyszał, mógł łudzić się, że nie. Że to… no… zwykła troska.
A w jakiś pochrzaniony sposób pragnął tej jego troski. Opiekuńczości. Atencji.
Jego dotyku. Jego ciała.
— Nie śpię. — Przytaknął zdaniu, które właściwie nie było pytaniem, tylko luźnym stwierdzeniem. Tylko po to, by zagłuszyć mruczenie lisa. Tylko po to, by go nie słuchać chociaż jeszcze przez chwilę.
Kubek ciepłej herbaty wylądował tuż obok niego na drewnianych deskach. Zaraz Sasuke również klapnął na ganku. Miał na sobie stare, wyszarzałe spodnie od dresu i granatową koszulkę z emblematem klanu na piersi. Całości dopełniały włosy spięte byle jak klamrą na czubku głowy. Och, no i w dłoniach trzymał drugi, identyczny kubek z parującym napojem.
Wyglądał tak… ludzko. Inaczej. Zdecydowanie inaczej niż na co dzień, podczas gdy nosił nienagannie zadbany strój i ułożoną fryzurę. Tak więc Naruto po prostu gapił się na tego, zupełnie innego Sasuke, zastanawiając się czemu właściwie Uchiha do niego dołączył. I czemu postanowił się mu pokazać w tym nieidealnym wydaniu?
— Dla ciebie — powiedział mężczyzna, niedbałym machnięciem wskazując na napój, który postawił przed chwilą na drewnianych dechach.
Naruto bez słowa chwycił przygotowany dla niego kubek.
I tak siedzieli długie minuty w niczym niezmąconej ciszy. I wpatrywali się obaj w bezchmurne, rozgwieżdżone niebo. Najwyraźniej Sasuke też jeszcze nie chciał poruszać tematu lisa i wcześniejszych wydarzeń. Może po prostu dawał Naruto czas na oswojenie się z tym wszystkim? Z tym, że Uchiha wie o świrującym demonie, a także z nowym środowiskiem, do którego został przyciągnięty bez wyrażenia jakiejkolwiek zgody?
Chociaż właściwie sprzeciwu też nie wyraził.
Och, ale nic dziwnego, bo przecież wciąż był niemiłosiernie wymęczony lisim atakiem i naprawdę słabo kontaktował ze światem. Siedząc u Tsunade marzył wręcz o tym, żeby wrócić do swojego domu i zasnąć. Po prostu zasnąć i nie być dręczonym ani sennymi koszmarami, ani dziwnymi myślami, jakie towarzyszyły mu przecież od dłuższego czasu. Jednak kiedy z jego planów nic nie wyszło i trafił do mieszkania Sasuke… to nie mógł zmrużyć oka. Przez dobre kilkadziesiąt minut przewracał się z boku na bok na przygotowanym przez Uchihe futonie i za cholerę nie był w stanie pogrążyć się w błogim śnie. Sam niekoniecznie znał tego powód.
Teraz siedział, wciąż wymęczony i obolały, jednak w lepszym stanie psychicznym niż w gabinecie Hokage i zastanawiał się, czy dzisiejszej nocy dane będzie mu zasnąć chociaż na chwilę. Może jak się jeszcze trochę wymęczy. Może jak już w końcu opadną wszystkie emocje. Na chociaż kilkanaście minut słodkiego odpoczynku, którego nie zaznał od dłuższego czasu.
Cisza między nimi nie była krępująca. Paradoksalnie do tego wszystkiego co się stało. Właściwie Uzumaki myślał, że zostanie zasypany niewygodnymi pytaniami, na które z pewnością nie potrafiłby znaleźć sensownych odpowiedzi. Dlatego też ta cisza była dobra. Była kojąca. Bo nawet lisi demon postanowił sobie dać jeszcze na wstrzymanie i nie szeptać ponurych złośliwości. Tak więc siorbali swoje herbaty, siedząc na zimnych deskach i wpatrując się w gwiazdy.
Zamrugał zawzięcie, próbując odgonić trzymające go zmęczenie, jednocześnie tłumiąc ziewnięcie. Co nie umknęło uwadze Sasuke, który zaraz przeniósł spojrzenie z nieba na swojego kompana z drużyny. Przez jeszcze kilka sekund milczał, zanim wypowiedział cichym, wypranym z emocji głosem:
— Boisz się?
Naruto również oderwał wzrok od gwiazd i spojrzał na niego spod przymrużonych powiek. I tylko to, że na twarzy Uchihy widniała czysta, niezmącona złośliwością powaga, spowodowało, że nie wybuchnął zwyczajowymi okrzykiem, że przecież jest Uzumakim. Że przecież niczego się nie boi.
— Zasnąć — sprecyzował Sasuke, widząc najwyraźniej w oczach Naruto pewnego rodzaju zagubienie.
Nie odpowiedział. Nie wiedział co odpowiedzieć. Bo z jednej strony może faktycznie tak było. Może miał drobne podejrzenia, że w śnie mogą dziać się rzeczy niestworzone, że do głosu dojdzie jego podświadomość i będzie zmuszony widzieć znowu szaleństwo lisa i przyglądać się temu bezsilnie, bez możliwości zrobienia czegokolwiek. Że znowu da się opętać, nawet jeżeli tym razem byłby to tylko senny koszmar.
— Może — przyznał w końcu.
— Jak coś — zaczął Sasuke, znowu spojrzeniem wracając do rozgwieżdżonego nieba — to tu jestem.
Naruto poszedł w jego ślady, nie odzywając się przez dwie czy trzy sekundy, w trakcie to których musiał przetrawić sobie jego wypowiedź.
Wsparcie?
Wypił resztę, chłodnej już, herbaty, zanim powiedział krótkie, ale wdzięczne:
— Dzięki.
Tak. Te słowa, nawet jeżeli nie do końca wiedział co miały oznaczać, znacznie poprawiły jego samopoczucie.
***
Mimo złych przeczuć, tę noc — kiedy to w końcu zeszli z tarasu i udali się do swoich pokoi — przespał nawet spokojnie. Och, bo dzięki słowom Sasuke udało mu się w miarę szybko pogrążyć w przyjemnej, pozbawionej snu drzemce, dającej upragniony odpoczynek. Jednak była to jedna z ostatnich tego typu, jakie dane mu było mieć w najbliższym czasie.
***
Czuł gorący oddech na karku, czuł mokre usta przysysające się do skóry. Czuł dłoń zaciskającą się na jego biodrze i drugą, która nachalnie zasłaniała mu oczy, nie pozwalając jednocześnie na wykonanie jakiegokolwiek ruchu.
Czuł… podniecenie.
— Kto… — Wciągnął gwałtownie powietrze, kiedy zęby wgryzły się niedelikatnie w jego szyję. Kiedy język pośpiesznie przejechał po gładkiej skórze.
Ręka z biodra przeniosła się na przód jego spodni, zaciskając się na penisie. Pocierając go przez materiał, pobudzając. Z trudem stłumił jęknięcie, podczas gdy pieszczota była wciąż kontynuowana, intensywniej, mocniej.
Czuł gorąco. Żar. Duchotę. Lepkość powietrza.
Myśli w głowie szalały, rozdarte między narastającą żądzą, a niepewnością i zażenowaniem własnym zachowaniem. Chciał to przerwać, chciał zrobić cokolwiek, ale… ale… Zwinny język wślizgnął się za ucho, wywołując w Naruto niekontrolowany dreszcz. O tak, tak, tak…
— Dobrze? — Cichy, pełen satysfakcji głos sprawił, że Uzumaki zamarł. To przecież… to był głos… to…
— Sasuke?!
Wyrwał się ze snu, podrywając do siadu i łapiąc gwałtownie powietrze. Och, kurwa. Kurwa, kurwa, kurwa...
Złośliwy rechot rozległ się w jego głowie. Zacisnął zęby, próbując ignorować pchlarza, jednak śmiech nie cichnął przez jeszcze dobry moment. Po prostu cudownie, wspaniale naprawdę.
— Przestań — warknął, podciągając kolana, żeby schować w nich twarz, jednocześnie wplatając palce w blond kosmyki. Lis zaśmiał się jeszcze głośniej, złośliwiej. A Naruto zrobiło się niedobrze od tego paskudnego dźwięku. — Przestań, kurwa…
Demon zareagował jeszcze głośniejszym rechotem.
A Uzumaki nie rozumiał, nie chciał zrozumieć, co też tak rozbawiło tego popaprańca, że najwyraźniej nie mógł w tej chwili pohamować swojego śmiechu.
Ty.
— Co? — warknął niewyraźnie, podnosząc głowę tylko po to, żeby zirytowane spojrzenie wbić w roztaczającą się przed nim ciemność.
Lis nie odpowiedział.
Może to i lepiej, zawyrokował Naruto, gramoląc się z posłania. Tej nocy już nie będzie dane mu pospać. Zerknął za okno i z ciężkim westchnieniem stwierdził, że do poranka musiało zostać jeszcze kilka dobrych godzin. Że też lisowi zebrało się na podsyłanie jakiś porno wizji…
Złośliwy rechot rozległ się w jego głosie ponownie. Postanowił go jednak zignorować i udać się do kuchni, aby zaparzyć sobie kawy. Wlewając wodę do czajnika, który zaraz to ustawił na kuchence, wrócił myślami do swojego snu. Zdecydowanie nie pozwalał on mu się skupić na ignorowaniu tych dziwnych rzeczy, które zaczynał czuć do Sasuke. Zaczerwienił się gwałtownie, wspominając to, co czuł śniąc o mężczyźnie.
I naprawdę, w tej chwili sam nie wiedział, czy w jego odczuciu Uchiha faktycznie jest cholernie seksowny i miałby ochotę z nim pobaraszkować, czy to tylko i wyłącznie wpływ tego zbzikowanego rudzielca, który najwyraźniej bawił się jego kosztem, dla odmiany znęcając się nad nim bardziej psychicznie, niż sprawiając fizyczny ból. O tak, zdecydowanie Uzumaki podciągał to pod znęcanie się. Bo przecież to był Sasuke! Jego przyjaciel, jego kompan z drużyny, a nie jego…
Kochanek?
Sapnął z poirytowaniem. Nawet, kurwa, we własnej głowie — ani odrobiny prywatności.
Od ostatniego ataku, który miał miejsce dokładnie trzy dni temu, lis nie wykazywał chęci do ponownej próby przejęcia jego ciała. Uzumaki zwalał to na to, że pchlarz wciąż nie zebrał odpowiedniej mocy. Właściwie, mogło się wydawać, że to przez to, iż Kyuubi był zadowolony z tego, co udało mu się uzyskać w ostatnim czasie, a mianowicie bycie w pobliżu Sasuke. I to niemalże dwadzieścia cztery godziny na dobę. O tak. Naruto mógł wyczuć wyraźne lisie zadowolenie wynikające z uwagi mężczyzny. Popapraniec.
Chociaż… Zawiesił się nad wsypywaniem do wyciągniętego kubka granulek kawy. Chociaż, tak szczerze mówiąc, jemu też to odpowiadało. Przyjemnie było z kimś mieszkać. Przyjemnie było od tego kogoś dostać niespodziewanie kubek herbaty albo nieznośnie gorzkiej kawy. Przyjemnie było nawet zgarnąć opierdziel za niepozmywane naczynia. Przyjemnie było mieć świadomość, że można otworzyć do kogoś gębę, nawet jeżeli ten ktoś odpowie tylko poirytowanym prychnięciem, ale jednak, sama świadomość takiej możliwości... naprawdę była przyjemna.
Czyli wychodziło na to, że powoli stawał się równie popaprany co lis. Zajebiście.
Ptasi trel rozległ się za oknem, co paradoksalnie wprawiło Naruto w jeszcze gorszy nastrój. Niedługo zacznie się kolejny dzień. Kolejny dzień, w którym będzie dobijała go niepewność, czy to już, czy to zaraz lis ponowi atak.
Chociaż z drugiej strony, będzie to też kolejny dzień, w którym z Sasuke zasiądą do wspólnego śniadania. Dokładnie tak samo jak działo się to wczoraj. I przedwczoraj. I trzy dni temu.
A Naruto mógł śmiało stwierdzić, że podoba mu się taka rutyna.
Westchnął ciężko, przytłoczony własnymi myślami. Może to jednak źle, że w domu Uchihy czuł się aż tak komfortowo? Bo co będzie, gdy już wszystko się uspokoi i po prostu zostanie wykopany za drzwi z poleceniem wyniesienia się znowu do tej swojej cholernej, małej kawalerki?
A cóż pozwala ci sądzić, że kiedykolwiek się to uspokoi?
Zacisnął usta w wąską kreskę. Nie odpowiedział.
Subskrybuj:
Posty (Atom)