piątek, 22 sierpnia 2014

Złożone procesy rzeźbiarskie - SasuNaru

A jednak znalazłam coś, co na blogu nie wisi x). Pisane kiedyśtam, publiszone na forum, a teraz zaszaleje i niech powisi i tu. Zapraszam :"D.

Tytuł: Złożone procesy rzeźbiarskie
Długość: miniaturka
Gatunek: AU, romans, obyczaj
Beta: MECH <3 <3 <3 LOF YU <3 


        Naruto przełknął ciężko ślinę. I po chwili przypomniał sobie, że przydałoby mu się oddychać od czasu do czasu, żeby nie zejść na jakieś niedotlenienie mózgu, czy coś. Z lekkim wysiłkiem oderwał spojrzenie od obiektu swoich dotychczasowych obserwacji i niechętnie ruszył do gigantycznego pojemnika z gliną, który znajdował się w rogu pomieszczenia. Zagryzając wargę, zabrał się za wybieranie z niego śliskiej mazi i wrzucania do wiaderka, które wcześniej ustawił przy swoich nogach. 
– A tobie co? – W zasięgu wzroku Uzumakiego pojawiła się nagle twarz jego przyjaciela, Kiby Inuzuki. Naruto wzruszył ramionami i rzucił szybkie spojrzenie na salę, w której się znajdowali. 
Oprócz nich tu i ówdzie krzątało się kilka osób, które zawzięcie szorowały statywami do rzeźby, ustawiając je na wysokich stołkach.Babeczka prowadząca przedmiot udała się do swojego kantoru, dając studentom trochę więcej swobody. Właśnie znajdowali się w pomieszczeniu, które zostało dostosowane do prowadzenia zajęć z rzeźbiarstwa. W pomieszczeniu tym było cholernie duszno i nieco ciemnawo. Nawet buczące przy suficie jarzeniówki nie dawały za dużo oświetlenia. 
Po chwilowych oględzinach Naruto stwierdził, że nikt nie będzie przysłuchiwał się ich rozmowie. Jednak mimo wszystko do przyjaciela mówił szeptem. 
– Model – rzucił przez zaciśnięte zęby. 
– Co: „model”? 
Obaj jak na komendę zerknęli na centrum pomieszczenia. Tam, na niskim taborecie, siedział mężczyzna. Oczy miał zamknięte, a na jego wargach błąkał się dosyć kpiący uśmiech. Ciemne kosmyki delikatnie opadały na trójkątną twarz zakończoną ostrym podbródkiem. Był... przystojny. Zapewne każdy w pomieszczeniu by to przyznał. Wskazywały na to chociażby zwłaszcza zdradliwe rumieńce dziewczyn, które od momentu przekroczenia progu sali rzucały w kierunku bruneta dosyć ciekawskie spojrzenia. 
Mężczyzna otworzył nagle oczy. I wbił je w tęczówki nieco przerażonego w tym momencie Naruto. Uśmiech na jego twarzy poszerzył się nieznacznie, w wyrazie nieco większej kpiny. Uzumaki westchnął cierpiętniczo. 
– Model – powtórzył, poruszając tylko jednym kącikiem ust. Spojrzenia jednak nie odwrócił, tak więc teraz prowadził tak jakby wojnę na wzrok z ciemnowłosym mężczyzną. – To mój były. 
– CO!? 
– Sza! – warknął Naruto, odrywając spojrzenie od Sasuke, bo tak zwał się ów model, i zwrócił je na Kibę. – Bo już nic ci nie powiem – dokończył półgębkiem, znowu zerkając na byłego chłopaka. Jednak ten aktualnie rozmawiał swobodnie z jedną z dziewczyn. 
– Dobra, dobra, nie spinaj się tak. Nawijaj. 
Uzumaki westchnął, przymykając na chwilę oczy. I zaczął mówić. 
Z Sasuke Uchihą znał się niemalże od dziecka. Przez długi czas byli sąsiadami i naprawdę spędzali ze sobą bardzo dużo czasu. W jakiś dziwny sposób, pomimo początkowej niechęci, zaprzyjaźnili się. Chociaż ta przyjaźń też nie była do końca normalna. W końcu obaj posiadali swoje dość specyficzne charaktery, które ciężko było ze sobą pogodzić. Jednak jakoś się im udało i ich znajomość rozkwitała przez długie lata. Aż do liceum. W klasie maturalnej odkryli, że darzą siebie wzajemnie głębszym uczuciem i postanowili zostać parą. To było kilka naprawdę wspaniałych miesięcy, jednak wszystko skończyło się, kiedy okazało się, że Sasuke miał iść na uczelnię, która była oddalona od Konohy o tysiące kilometrów. 
– I co dalej? – dopytywał się Kiba, kiedy Naruto przerwał swoją opowieść. 
– Nic. – Uzumaki wzruszył ramionami. – Rozstaliśmy się. Przecież związki na odległość to kretyństwo. 
– Rozstaliście? – W głosie Inuzuki zabrzmiało lekkie niedowierzanie. 
– Co? No dobra, ja z nim zerwałem. Co za różnica? 
– Więc co tu robi?
– A ja skąd mam wiedzieć? – zapytał Naruto po chwili zastanowienia. Nie widział się z Uchihą od jakiś trzech lat. Naprawdę nie miał pojęcia, co sprowadziło Sasuke na ich uczelnię. – Koniec tematu. Anko idzie. 
Anko Mitarashi była ich nieco postrzeloną profesorką od zajęć z rzeźby. Jej wyjścia z kantorku zawsze wyglądały tak samo i objawiały się zamaszystym otwarciem drzwi, które najprawdopodobniej następowało po tym, jak kobieta stosowała na nich mocnego kopa. O tym świadczyło w każdym razie lekkie wgniecenie widoczne mniej więcej w ich połowie. 
– No już dzieciaki! – krzyknęła, klaszcząc w dłonie. – Do roboty! 
Naruto rzucił swojemu byłemu jeszcze jedno spojrzenie, a następnie odwinął rękawy białego fartucha, który miał aktualnie na sobie i powrócił do nabierania gliny do wiaderka. Czekały go jeszcze trzy godziny zajęć, na których będzie zmuszony wgapiać się w idealną twarz Sasuke i spróbować wyrzeźbić jego podobiznę w glinie. Żyć nie umierać. 
Te trzy lata temu Naruto naprawdę miał nadzieję, że rozstaną się w pokojowych warunkach. Znaczy, nie żeby chciał tego rozstania. Po prostu naprawdę nie widział sensu w ciągnięciu związku, który i tak rozpadłby się z racji odległości. Dlatego też na pytanie: „Czy naprawdę tego chcesz?” odpowiedział: „Tak.”. Nieco niepewnym i łamiącym się głosem, ale jednak. I Sasuke wtedy nie wyglądał na zadowolonego. Odpowiedział, coś w stylu: „okej” i zostawił go samego w małej restauracyjce na obrzeżach miasta. 
Naruto zgrzytnął zębami na to wspomnienie. Mimo wszystko myślał, że Uchiha zareaguje nieco inaczej. Że będzie się starał odwieść go od tej decyzji. Chwyci go w ramiona i pocałunkami sprawi, że zmieni zdanie... 
Strzelił sobie mentalnego policzka. Nie powinien już o tym rozmyślać. Było, minęło. 

Dwie godziny później Naruto zażarcie oklepywał stertę gliny deską. To było nawet dosyć ukajające, zwłaszcza jeżeli w wyobraźni sterta ta była głową Sasuke. To irytujące, ale Uchiha cały czas gapił się na Uzumakiego. I to tym swoim najgorszym spojrzeniem, które nie wyrażało niczego konkretnego. 
Warknął pod nosem, z nową mocą uderzając w glinę. I warknął ponownie, kiedy na desce, którą trzymał w dłoni po kolejnym mocnym uderzeniu pojawiło się pęknięcie. 
– Uzumaki – rozległ się przesłodzony głos za jego plecami. Naruto wzdrygnął się mimowolnie. 
– Tak, pani psor? – zapytał, nie odrywając spojrzenia od pęknięcia. 
– Możesz mi wyjaśnić, co ty właściwie wyprawiasz? 
– Rzeźbię – odpowiedział. – Pani psor – dorzucił po chwili zastanowienia. 
– Nie, Uzumaki. Ty nie rzeźbisz, ty maltretujesz tę biedną glinę i robisz to najwyraźniej z premedytacją. 
Naruto zmarszczył brwi i z lekkim roztargnieniem rozejrzał się po sali. Na większości statywów pojawiły się już pokaźnej wielkości formy powoli przypominające popiersia. Właściwie to na wszystkich oprócz jednego. Uzumaki powrócił spojrzeniem do swojej glinianej bryły. Cóż... jego praca aktualnie wyglądała nieco jak... kupa gliny zbita w coś na kształt gigantycznego penisa. 
– Słuchaj, dzieciaku, mamy tu do zrealizowania pewien program i to dosyć napięty program, więc z łaski swojej, weź się do roboty! Nie zdarzyło mi się jeszcze nikogo uwalić z kursu rzeźbiarstwa, ale w tym momencie nic nie stoi na przeszkodzie, żebyś był tym pierwszym. Mam nadzieję, że się rozumiemy, co, Uzumaki? 
– Ta jest, pani psor – sapnął Naruto przez zaciśnięte zęby. 

Następne zajęcia wcale nie wyglądały lepiej. Z poprzednich Uzumakiemu udało się zwiać niepostrzeżenie, zaraz po tym jak zgarnął ochrzan od Anko. Obwinął swoją rzeźbę mokrym prześcieradłem i czarną folią, a następnie konspiracyjnym krokiem ruszył w kierunku drzwi, niezauważony przez innych użytkowników sali. No... przynajmniej niezauważony przez większość, bo czujne ciemne oczy podążały za nim uważnie. 
Tak więc na drugich zajęciach Naruto przez dobre pół godziny wbijał mordercze spojrzenie w swoją, pożal się Boże, rzeźbę i miał ochotę zabijać. Jednak kiedy już w końcu opanował chęć rozszarpania kogoś na strzępy i dłońmi zaczął gładzić glinę, czas przestał się liczyć i Uzumaki pogrążył się w modelowaniu ramion Sasuke. 
Delikatnymi, ale zdecydowanymi ruchami gładził zarys wystających obojczyków i lekkim, rozmarzonym uśmiechem ugniatał barki, nadając im odpowiedni kształt. I w myślach wyobrażał sobie, że to naprawdę ciało Sasuke ma pod swoimi palcami i może je swobodnie dotykać i... 
– No, no, no, żeś się wczuł, Uzumaki! 
Naruto wzdrygnął się, kiedy głos profesorki rozległ się tuż przy jego uchu. Kobieta właśnie z zaciekawieniem zerkała mu przez ramię.
– Eee... – zaczął, nie za bardzo wiedząc, co odpowiedzieć. 
– Zupełnie jakbyś się w tym kawałku gliny zakochał! 
– Yhm – mruknął pod nosem, czerwieniąc się intensywnie. 
– No i prawidłowo, dzieciaku! Tylko tempo, tempo, bo wciąż jesteś do tyłu! – krzyknęła radośnie i podreptała znęcać się nad innym studentem, zostawiając rumieniącego się Naruto samemu sobie. Zerknął znad rzeźby na modela. Sasuke wbijał w niego intensywne spojrzenie. Po prostu pięknie... 

Trzecie zajęcia były przedostatnimi. A Naruto jeszcze nawet nie zaczął rzeźbić twarzy. Owszem, udało mu się uchwycić już kontur twarzy Sasuke, ostry zarys trójkątnej szczęki oraz opadające wokół niej włosy. Niemalże półtorej godziny poświęcił na dopieszczanie szczegółów szyi Uchihy, aż w końcu Kiba zwrócił mu uwagę, że chyba naprawdę nieco za dużo czasu poświęca na macanie formy z gliny i coś tu jest zdecydowanie podejrzane w zachowaniu Naruto. 
– Koniec zajęć, moi drodzy – oznajmiła Anko w pewnym momencie, a Uzumaki z przerażeniem sobie uświadomił, że, cholera, nie ma szans się wyrobić. – Na kolejnych macie pół godziny na dokończenie i zabierzemy się za wspólne ocenianie. A później zajmiemy się nowym tematem! 
Przez chwilę wpatrywał się w swoją niekończoną rzeźbę. Brakowało jej... oczu. I nosa. I ust. I delikatnej zmarszczki, która niemalże zawsze pojawiała się na twarzy Sasuke. I tego leciutkiego wgłębienia przy wargach, które wyginały się zazwyczaj w charakterystycznym, kpiącym uśmiechu. I...
– A ty Uzumaki, że tak się zapytam, to jak masz zamiar zdążyć z wykończeniem, co? 
Dobre pytanie, pomyślał Naruto i wzruszył ramionami. 
– Jakoś zdążę – zapewnił. 
Tylko, cholera, jedyną drogą, żeby to osiągnąć, było siedzenie po godzinach w pracowni. A do tego, potrzebował modela. Albo chociaż jego zdjęć. W każdym razie to i to wymagało, żeby chociaż przez chwilę porozmawiał z Sasuke. 
Naruto westchnął ciężko. No cóż, czasami życie nie pozostawiało wyboru. 

– Sasuke. 
Uzumaki postanowił działać jak najszybciej. Ot, żeby mieć tą cholerną rzeźbę z głowy i powrócić do beztroskiego studenckiego życia bez SASUKE, który pałęta się na jego zajęciach. I mąci mu w głowie. Samą swoją obecnością. Dno. 
– Och, cóż za zaszczyt mnie spotyka, pan Uzumaki! Co się stało, że chcesz ze mną rozmawiać? 
– Przestań zachowywać się jak palant – sapnął Naruto, mierząc mężczyznę nieprzychylnym spojrzeniem. 
Blondyn dorwał Uchihę, gdy ten właśnie miał wychodzić z sali do rzeźbienia. Sasuke zawsze wychodził ostatni. Właściwie, cholera wie czemu, bo on, w przeciwieństwie do studentów biorących udział w zajęciach nie musiał babrać się z uprzątnięciem swojego stanowiska pracy, czy też zabezpieczeniem bryły przed wyschnięciem na wiór. Chyba po prostu Uchiha zostawał na pogaduchy z Anko. 
– Wybacz skarbie, taka moja natura. 
Naruto sapnął z rozdrażnieniem. No cóż, mógł się spodziewać, że rozmowa z Sasuke nie będzie należała dla najłatwiejszych. 
– Mam sprawę – powiedział w końcu z pewnym wysiłkiem. 
– Naprawdę? 
– Zamknij się – warknął. Ta rozmowa nieco przypominała mu o czasach, kiedy z Sasuke byli zagorzałymi wrogami. 
– Jak na osobę, która czegoś chce, zachowujesz się dosyć nieuprzejmie, wiesz? 
– Sasuke, draniu, chcę tylko twojego aktualnego zdjęcia, więc proszę, nie rób problemów, ustaw się ładnie, daj cyknąć fotę i wypierdzielaj w podskokach. Skoro masz być dla mnie dupkiem, to naprawdę nie mam ochoty przebywać z tobą więcej czasu niż to konieczne. 
– Moje zdjęcie? 
– Do rzeźby. 
– No faktycznie, coś ci nie idzie. 
– Bo... – Naruto przerwał gwałtownie. Co miał powiedzieć? Bo mnie rozpraszasz? Nie, nie miał najmniejszego zamiaru zdradzać Sasuke, że najprawdopodobniej przez te trzy ostatnie lata jego uczucia w stosunku do Uchihy jakoś nie osłabły. – Tak – dokończył kulawo.
– "Bo tak"? – W głosie Sasuke dało się słyszeć rozbawienie. – To wyżyny twojej elokwencji? Nie powiem, studia ci służą. 
– Ty... Aghr... Odwal się! – I Naruto obrócił się na pięcie z zamiarem odejścia. Jednak po dwóch krokach ciepła dłoń Sasuke opadła mu na ramię, przez co został zmuszony do zatrzymania się. 
– Co?! – wrzasnął Naruto, mierząc Uchihę groźnym spojrzeniem. Był zły. Nie na Sasuke o dziwo, lecz na siebie. Za to że w ogóle zaczął tę kretyńską rozmowę. 
– Pomogę ci. 
Uzumaki zamrugał. Tego się nie spodziewał. 
– Co? – powtórzył już spokojniej. – Czyli... 
– Kiedy mam przyjść? 
– Czekaj, co? 

Naruto trzymał mały, nieco tępawy nożyk i bezmyślnie wpatrywał się w swoją niedokończoną rzeźbę. Postanowił spróbować ją dokończyć już na drugi dzień po przedostatnich zajęciach. Teraz właśnie, już przygotowany do rozpoczęcia pracy, czekał na Sasuke. 
Bo Uchiha zdeklarował się do przyjścia do pracowni, żeby być modelem. Tylko dla niego jednego. Mieli spędzić kilka godzin w sali wyłącznie w SWOIM towarzystwie. Naruto przełknął ciężko ślinę. I w tym samym momencie drzwi do pomieszczenia otworzyły się i wszedł przez nie Uchiha. Uzumaki zmierzył go beznamiętnym spojrzeniem. No, chociaż miał nadzieję, że było ono beznamiętne, bo tak w środku to w Naruto po prostu wrzało. Dlaczego Sasuke zechciał mu pomóc i to w taki sposób? Naruto pojęcia nie miał. No bo Uchiha z własnej woli poświęcał mu swój wolny czas i nie oczekiwał za to zapłaty? Dziwne... 
Tchnięty tą myślą Naruto zerknął podejrzliwie na czarną czuprynę. Jej właściciel właśnie rozsiadał się wygodnie na przygotowanym dla niego krześle. 
– Więc... – zaczął swobodnie Sasuke po krótkiej chwili, w której Naruto wgapiał się w niego z wyraźną podejrzliwością. – Co tam u ciebie słychać? 
Oczy Naruto zwęziły się. Zanim odpowiedział, ścisnął mocniej trzymany nożyk i zaczął wyrysowywać nim szczegóły twarzy Sasuke w jego glinianej podobiźnie. 
– Nic – burknął w końcu. 
– Wiodłeś więc bardzo ciekawe życie przez te ostatnie trzy lata – rzucił złośliwie Uchiha. Uśmiech na jego twarzy stawał się coraz bardziej bezczelny. 
– Nic ci do tego – sapnął Uzumaki, przerywając swoje zajęcie. – A ty co taki rozmowny? To nie pasuje do twojego mrocznego image. 
– Bycie z tobą też mi nie pasowało do mojego mrocznego image – odparł mężczyzna lekkim tonem. 
– Naprawdę? Więc nasze zerwanie spadło ci z nieba. 
– Nie. Nie spadło. Lubię, jak coś nie pasuje do mojego image. 
– Co? – Naruto wpatrywał się w niego bez zrozumienia. Tymczasem Sasuke wstał ze swojego miejsca i znalazł się blisko niego. Uzumaki spojrzał na niego bezradnie. Właśnie sobie uświadamiał, że, cholera, naprawdę tęsknił za tym draniem. Nawet jeżeli teraz doprowadzał go do szału, to miło było sobie przypomnieć, jak wyglądały ich słowne sprzeczki, których w swoim krótkim związku przeżyli od groma. Och, i to że mimo swojej stoickiej postawy, Sasuke potrafił zaskakiwać swoim zachowaniem w najmniej oczekiwanych momentach. 
– Nico. Chcę cię pocałować. 
O. Właśnie tak jak w tej chwili. 
– I zastanawiam się – kontynuował Sasuke – czy mi na to pozwolisz. 
Naruto rozdziawił usta w zdziwieniu. Nie za bardzo wiedział, co miał powiedzieć. I właściwie nawet nie za bardzo miał okazję odpowiedzi udzielić, bo już w kolejnych sekundach usta Uchihy pokryły jego własne i po chwili do Uzumakiego dotarło, że właśnie całuje się z Sasuke. I to nie był wcale grzeczny buziak, mający za zadanie wybadanie terenu, tylko pełen pasji pocałunek, w którym obaj mężczyźni nie pozostawali bierni. Tak. Obaj. Bo kiedy tylko język Sasuke znalazł się w ustach Naruto, ten nieco stracił kontakt z rzeczywistością i niemalże natychmiast zaczął gwałtownie oddawać pocałunek. 
Kiedy się w końcu od siebie oderwali, Naruto dla swojego własnego bezpieczeństwa odskoczył od Sasuke, tak aby ten nie mógł go ponownie zaatakować. Pocałować. A w sumie, na jedno wychodzi. 
I Uzumaki stał, oddychając ciężko, w ciężkim szoku wpatrując się w wyraźnie zadowoloną twarz Sasuke i nie wiedział, czy jest aktualnie przerażony tym, że Sasuke go pocałował, czy tym, że on sam brał czynny udział w tym przedsięwzięciu. 
– O Boże – jęknął w końcu Naruto, łapiąc się za głowę. – TY MYŚLISZ, ŻE NIBY CO TY ROBISZ?! 
Sasuke wzruszył ramionami. Uśmiech na jego twarzy poszerzył się. 
– Odzyskuję cię? – zapytał po chwili zastanowienia. 
– Po co? – sapnął Uzumaki, dyskretnie próbując wycofać się dalej od Sasuke. – Żeby znowu mnie zostawić tu s...
Uchiha najwyraźniej dostrzegł, że Naruto próbuje się od niego odizolować, gdyż nagle rzucił się do przodu i chwycił go za rękę, powstrzymując od dalszej ucieczki. 
– A co powiesz na to, że skończyłem licencjat i na magisterkę przeniosłem się do Konohy? 
Naruto ponownie rozdziawił usta. Ale zaraz je zamknął, mając w pamięci to, co się stało przed chwilą, gdy również stał z otwartą buzią.
Sasuke wracał do Konohy. Sasuke będzie tuż obok niego. Sasuke jest tu teraz i chce kontynuować związek, który Naruto zakończył trzy lata temu. Uzumaki próbował błyskawicznie przeanalizować sytuację, jednak będąc obserwowanym przez czujne, ciemne oczy, była to misja nie do spełnienia. Na jego twarzy pojawił się wyraz rezygnacji, który po chwili zastąpił delikatnym uśmiechem. Właściwie to... co im szkodzi spróbować jeszcze raz? 
– Cóż... – zaczął, przeciągając literki. – Myślę, że nawet mógłbym dać się odzyskać. 
A proces odzyskiwania może i nie był długi, ale za to intensywny i skuteczny. 

KONIEC

wtorek, 15 lipca 2014

Na granicy fiksacji

A w sumie, skoro dawno się tu nic nie działo, to na bloga tyż wrzucę to opo x). A co. I jak coś, w miarę odpisałam na komcie pod wcześniejszymi notkami ;). 

Tytuł: Na granicy fiksacji 
Długość: część pierwsza lekko ponad 1k słów 
Gatunek: drama, obyczaj, romans + nuta pokręconego humoru. Czyli wszystko i nic x). Znaczy, wyjdzie w praniu. Chyba. 
Beta: Akari <3 <3 <3 LOF <3 <3 <3
Ostrzeżenia: Przekleństwa. Dużo przekleństw. W przyszłych częściach seksy i sporo krwi (chyba). Zachęciłam? xD
Uwagi: DLA SATAN! :"D

*** 



Wariujesz. Wariujesz. 
Cudownie.

Naruto gwałtownie otworzył oczy, łapczywie wciągając powietrze. Wyplątał się z mokrego prześcieradła, popędził do łazienki i otworzył szafkę, spanikowanym wzrokiem sprawdzając jej zawartość. 
Jest, są. 
Drżącą ręką sięgnął czym prędzej po małe opakowanie wypełnione w połowie błękitnymi ampułkami. Jedna, dwie. Po chwili wahania trzecia trafiła na rozwartą dłoń i już w następnej sekundzie wszystkie wylądowały w ustach mężczyzny, przełknięte razem z wodą zaczerpniętą bezpośrednio z kranu. 
Oparł się ciężko o umywalkę. Zrezygnowany. Wymęczony. Dopiero po kilku głębszych oddechach poniósł głowę, zamknął szafkę i zerknął prosto w lustro. Zdążył zarejestrować jeszcze błysk czerwonych ślepi, zanim kolor krwi został zastąpiony zwyczajowym błękitem. 
Wariujesz. Wariujesz. 
Ile jeszcze wytrzymasz?

– Kurwa – warknął, zaciskając palce na umywalce. – Kurwa – sapnął ponownie, mimowolnie osuwając się na kolana. – Kurwa mać. 
Ile?
Złośliwy rechot wypełnił jego głowę. 

*** 


Kiedy Naruto obserwował Sasuke, był pewien dwóch rzeczy. Po pierwsze tego, że cholerny drań jest niezwykle seksowny w swoim uniformie. Po drugie, że lis też to widzi. I mruczy z aprobatą za każdym razem, gdy może go widzieć oczami Naruto. 
– Spieprzaj, pchlarzu – warknął Uzumaki, dobrze wiedząc, co takiego krąży po łbie dziewięcioogoniastej bestii. 
Ile? Pyta głos pełen kpiny, a mężczyzna zgrzyta zębami. 
– Tyle, kurwa, żebyś dał sobie spokój. 
Pierdolony, zwierzęcy popęd. 

*** 

Kolejny atak zaskoczył go w środku dnia. 
– Idiota – parsknął sam do siebie przez zaciśnięte zęby, przeklinając w myślach swoją głupotę, przez którą nie zabrał ze sobą ampułek. Droga przed oczami rozmazuje mu się nieprzyjemnie, w głowie szumi, mięśnie powoli drętwieją, utrudniając każdy krok. 
Dlatego też, kiedy w końcu znalazł pod wejściem do bloku w którym mieściła się jego kawalerka, musiał przytrzymywać się poręczy, powolnie pokonując schody. Jeszcze trochę, jeszcze kilka kroków... 
Wariujesz.
– Zamknij się – sapnął z trudem, niemalże padając w progu, kiedy w końcu udaje mu się otworzyć drzwi do mieszkania. – Po prostu się zamknij. 
Łazienka. Szafka nad umywalką. Plastykowe opakowanie zawierające ampułki. 
Jedna. Druga. Trzecia. Czwarta... Piąta. Dla pewności. 
I po co się męczysz?
– A żebyś zdechł, pasożycie, z tego swojego niewyżycia – mruknął, ignorując pytanie, zaciskając powieki i czekając aż tabletki zaczną działać. 

*** 

Jest źle. Bardzo, bardzo źle. 
– A tobie co? – Musi być, skoro nawet ten drań zaczął zadawać Naruto tego typu pytania. Lis mruknął zadowolony z uwagi Uchihy. 
– Nic – wyburczał Uzumaki, patrząc nieprzychylnie na kolegę z drużyny. O tak, trzymaj się z dala Sasuke. Trzymaj się z dala, bo nie wiem ile utrzymam na wodzy tego rudego popaprańca, pomyślał, zaciskając dłonie w pięści. 
Niedługo. Już niedługo.
Naruto krzywi się wyraźnie, odwracając równocześnie wzrok od twarzy towarzysza. Od tych ciemnych oczu. Od tych ostrych rysów twarzy. Od... 
Świrował. Świrował przez lisa i przez to, co zaczynał czuć do Sasuke. 
– Idę – mruknął niewyraźnie, pragnąc jak najszybciej uwolnić się od chociaż jednego z dwóch utrapień. – I tak się nie nadaję na trening – dodał w ramach marnego usprawiedliwienia i czym prędzej czmychnął do zacisza swoich czterech ścian, marząc wyłącznie o tym, by zakopać się w kołdrę i przespać cały dzień. 
O dziwo nikt go nie zatrzymał. Ani lekko zdezorientowany Sasuke. Ani lustrujący wszystko uważnym okiem Kakashi. 

*** 

To dziś, to dziś, już dziś.
Zachwiał się pod wpływem kolejnej fali bólu. Drzwiczki znad umywalki trzasnęły o podłogę, kiedy uwiesił się na niej, próbując złapać równowagę. Szklane odłamki rozsypały się malowniczo po łazienkowych kafelkach. 
Jak się bawisz? Głos pełen złośliwej uciechy przebił się przez szum w uszach. 
– Zajebiście – warknął, strącając z półki przypadkowe rzeczy. Ampułki, gdzie są te pierdolone ampułki... Są! Drżącą ręką chwycił opakowanie, otwierając szarpnięciem wieczko. Tabletki potoczyły się po ziemi, dołączając do ostrych odłamków. 
– Kurwa – stęknął, padając na kolana, nie zważając na szkło. Obraz rozmazywał mu się przed oczami, ból był coraz większy. – Ja pierdolę – jęknął. I zaraz syknął, gdy skaleczył się w palec wskazujący. Uniósł go na wysokość oczu. Przecięcie było dosyć głębokie, jednak nie to sprawiło, że wgapiał się w nie z rosnącym przerażeniem. Krew sączyła się ze zranienia, a razem z nią... chakra. Czerwona, lisia, chakra. Leniwie wypływała z niego. Z jego wnętrza. Nie zasklepiała rany, tylko... 
– O kurwa, o kurwa – mamrotał spanikowany, podnosząc się chwiejnie z podłogi, nie odrywając wzroku od własnej dłoni. Zlepki chakry przyklejały się do jego skóry, tworząc zgrubiałą, czarniejącą miejscami powłokę. Musiał... musiał zrobić... cokolwiek! 
Za późno, za późno.
Uradowany głos lisa wybudził go z letargu. 
– Zobaczymy – warknął, wybiegając z pomieszczenia. Zdąży. Zdąży dotrzeć do Tsunade, zanim lis... Wzdrygnął się mimowolnie. I zaraz stanął, a przerażenie w jego sercu nasiliło się, bo ktoś zapukał do drzwi. Z ledwością powstrzymał cisnące się na usta przekleństwo. 
– Naruto? – rozległ się głos za drzwiami. Oczy mężczyzny rozszerzyły się mimowolnie. Nie, kurwa, tylko nie teraz... Lis zaśmiał się szyderczo i jakby z zadowoleniem. – Jesteś tam? 
– Nie – warknął na tyle głośno, by osoba za drzwiami go usłyszała. – Idź sobie! – parsknął. Z niejakim zdziwieniem zauważył, że przeszły mu zawroty głowy. I ten cholerny, promieniujący zewsząd ból. Tylko, kuźwa, jego dłoń wyglądała teraz jak jakiś przeszczep demona! Czerwona chakra ukształtowała się na niej w zwierzęce pazury i najwyraźniej zbierała się, żeby zrobić to samo z drugą ręką. 
– Naruto, otwórz! 
Że też, ze wszystkich możliwych dni, akurat dzisiaj Sasuke zebrało się na odwiedziny! Klamka od drzwi szarpnęła się gwałtownie. Najwyraźniej mężczyzna próbował wejść do mieszkania używając siły. 
– Głuchy jesteś?! – wrzasnął Naruto, nawet nie powstrzymując lekkiego drżenia głosu. – Idź sobie! 
– Naruto, wszystko w porządku? – Ton głosu wyraźnie świadczył o zaniepokojeniu mężczyzny. Ponownie szarpnął za klamkę. – Otwieraj! 
Lis zaśmiał się szyderczo, jakby wiedząc, co niedługo nastąpi. Uzumaki wzdrygnął się mimowolnie, jego spojrzenie prześlizgiwało się z drzwi wejściowych, do tych prowadzących do łazienki. Co robić, co robić? 
Poddaj się temu. Mamił lis, przyjemnym, kuszącym głosem. Naruto zdawał sobie sprawę z tego, że powoli odpływa, że demon stopniowo przejmuje kontrolę nie tylko nad jego ciałem, ale też umysłem. 
– Nigdy, kurwa, w życiu – wycharczał, próbując zachować zdrowy rozsądek i w końcu rzucił się w stronę łazienki, niemalże natychmiast padając na kolana, nie zwracając uwagi na ostre kawałki lustra wbijające się w jego kolana. Tabletki, tabletki, musiał pozbierać tabletki. Jedyna szansa, ostatnia szansa... 
Jest! Drżącą ręką pochwycił w dwa palce, czy też raczej w tym momencie – lisie pazury – jedną z ampułek. A ta niemalże natychmiastowo rozpuściła się w jego dłoni. 
– Co? – jęknął osłupiony. – Nie... 
Jednak to, że tabletki, które stworzyła dla niego Tsunade, aby powstrzymać dziewięcioogoniastego, najwyraźniej rozpuszczały się pod wpływem czerwonej chakry, wcale nie było najgorsze. Najgorsze było to... 
– Naruto?! 
… że Sasuke właśnie stanął w wejściu do pomieszczenia.

wtorek, 3 czerwca 2014

Bez słów

Tytuł: Bez słów
Gatunek: dramat
Długość: miniaturka, około 800 słów
Beta: Ski i Akari <3, dziękować, że znalazłyście chwilę czasu ;)
Uwagi: Jest to jeden z tych fików, które zalegają w głowie i za nic w świecie nie chcą dać o sobie zapomnieć, dopóki się ich nie napisze. I jest on raczej daleki od tego, co zazwyczaj wrzucam na forum. Nocóż, zapraszam do czytania. 


***

Ręka leżąca na stole drgnęła niespokojnie, jakby jej właściciel chciał ją gwałtownie schować, jednak w ostatniej chwili powstrzymał się przed tym. Sasuke z niejaką obojętnością wpatrywał się w nią, kiedy to drugi mężczyzna powolnym ruchem zwinął dłoń w pięść, zaciskając nerwowo palce. Po chwili nieco je rozluźnił, jakby w geście rezygnacji. Uchiha delikatnym gestem przesunął opuszkami palców po zgłębieniach między kostkami, aby następnie przykryć je swoją własną, chłodną ręką.
Dopiero wtedy uniósł spojrzenie. Prosto w niebieskie, nieco wyblakłe tęczówki, które wpatrywały się w niego z uporem.
Zostaw mnie.
Sasuke pokręcił głową, jednocześnie nieco mocniej zaciskając palce na dłoni Naruto. Wciąż nie odrywał wzroku od tej upartej twarzy.
Nie.
Ciche westchnięcie, które dotarło do jego uszu ciężko było sprecyzować. Optymistycznie więc przyjął, że oznaczało coś na kształt ulgi.
Dlaczego?
Niebieskie oczy były pełne wyrzutu. Jakby to, że Sasuke wciąż chce być przy nim, było jakąś zbrodnią. Jakby nie mieściło mu się w głowie, że ktokolwiek mógłby być z... kaleką. Niebieskie oczy były pełne wyrzutu i rezygnacji. I czegoś jeszcze. Czegoś głęboko ukrytego na samym ich dnie. Strachu?
Bo nie.
W czarnych zaś iskrzyła determinacja.


***

To nawet zabawne, jakim człowiek jest ignorantem w kwestii własnego zdrowia. Jak nie zwraca uwagi na to, ile w rzeczywistości posiada. Dopóki oczywiście tego nie straci. Bo, chociażby... wzrok. Czy osoba, która widzi niemalże idealnie, chociaż przez chwilę zastanawia się, co by było, gdyby tak nagle ten zmysł straciła?


***


Głupek.
Sasuke przyglądał się jak Naruto odwraca wzrok, nie za bardzo wiedząc, co powinien zrobić. To było takie... irytujące. I niepasujące do obrazu wiecznie uśmiechającego się mężczyzny. Ale też raczej spodziewane w sytuacji, w której się znaleźli.


***

Naruto tracił głos. Nie wiadomo z jakiego powodu, nie wiadomo od kiedy się to zaczęło. Nie wiadomo było w sumie nic. Po prostu z dnia na dzień, jakaś dziwaczna zmiana w jego organizmie, spowodowana nadużywaniem lisiej chakry, sprawiała, że każdemu wypowiadanemu słowu towarzyszyła, coraz bardziej deformująca wyrazy, chrypka i grymas bólu przebiegający po jego twarzy, kiedy próbował wykrztusić z siebie chociażby pojedyncze zdania.
Na początku próbował z tym walczyć. Ze sztucznym uśmiechem przyklejonym na usta udawał, że nic się nie działo. Że wszystko jest w porządku. Teraz nie mówił w ogóle. Milczał jak zaklęty, coraz bardziej zamykając się na otaczających go ludzi i czekając, aż zamilknie już na zawsze, nie będąc w stanie wykrztusić nawet jednego słowa.


***

Niebieskie oczy spojrzały na niego przelotnie, zanim Naruto wbił spojrzenie w stół. 
Nie mam sił.
Sasuke po chwili wahania ujął jego rękę splatając ich palce ze sobą. Nachylił się nad małym stolikiem, równocześnie przyciągając do siebie podatną dłoń, obracając ją tak, by móc złożyć krótki pocałunek.
Nie poddawaj się. Z tym da się żyć.
Naruto wciąż na niego nie patrzył.
Druga dłoń Sasuke dołączyła do pierwszej, otaczając rękę Naruto ciasnym kokonem. Skóra drugiego mężczyzny była przyjemna w dotyku. Nie miękka. Można nawet powiedzieć, że nieco szorstka. A jednak przyjemna.
Uzumaki przygarbił lekko ramiona, jednak nie wyrywał dłoni z uścisku. Sasuke patrzył, jak mężczyzna delikatnie przygryza dolną wargę.
Wiem.

***

W pewnych sytuacjach po prostu potrzeba tylko czasu. Ile? Cóż, to zawsze jest indywidualna kwestia. Jednak z upływem minut, godzin, dni, w końcu można się przyzwyczaić do każdych warunków. Potrzeba tylko czasu. 
Właściwie, przydatna jest też osoba, która co jakiś czas będzie o tym przypominać.

***


Przestań.
Sasuke znowu mocniej ścisnął trzymaną dłoń, przez co Naruto ponownie spojrzał prosto w jego oczy. To było w pewien sposób straszne. Patrzeć, jak Uzumaki powoli załamuje się nad swoją ułomnością. Jak zadziorny błysk w niebieskich tęczówkach z dnia na dzień blaknie.
To było też w pewien sposób... motywujące. Patrzeć, jak własne, drobne gesty są mimo wszystko w stanie podbudować mężczyznę. Jak dają mu siłę na kolejne dni. Jak przywracają mu nadzieję.
Dlaczego?
Ze spojrzenia Naruto znika w końcu rezygnacja. Kolejny kryzys został tymczasowo zażegnany. A w niebieskich tęczówkach błysnęła ciekawość. I jakby ulga. Dopiero wtedy Sasuke pozwolił, aby na usta wypłynął mu delikatny uśmiech. Jego spojrzenie zmiękło wyraźnie i teraz spoglądało na Uzumakiego tym ciepłym wzrokiem, zarezerwowanym tylko dla niego.
Bo cię kocham, idioto.
Wargi Naruto zadrżały lekko. Przez chwilę trwał w bezruchu. W końcu przymknął oczy, rozchylając usta i westchnął z widocznym trudem.
– Ko... – zaczął, głosem nieużywanym od długich tygodni. Nie skończył. Druga sylaba wyrazu ucięła się gwałtownie, bez udziału jego woli. Skrzywił się wyraźnie, zawiedziony swoją własną, małą porażką.

***

Sasuke dosyć szybko odkrył, że kiedy Naruto słucha głosów innych ludzi to jego umysł szaleje. Wariuje, niezdolny pogodzić się z myślą, że nie może poradzić sobie z tak banalną i codzienną czynnością jak mówienie.
Dlatego też, kiedy zamilknął Uzumaki, razem z nim zamilknął też Uchiha.

***

W pewnych sytuacjach trzeba działać szybko. Dlatego też, zanim powieki zdążyły opaść, zasłaniając niebieskie oczy, zanim ciemne myśli znowu przysłoniły jasność umysłu, Sasuke wychylił się nad blatem, puszczając dłoń Naruto, tylko po to, aby móc chwycić jego twarz.
Kocham cię.
Powiedziało czarne spojrzenie.
Kocham.
Powiedziały usta wyciskające krótki pocałunek na suchych wargach.
Kocham.
Powiedziały opuszki palców, delikatnie przejeżdżając po lisich bliznach.
Też cię kocham.
Odpowiedziały w końcu niebieskie tęczówki.