środa, 26 marca 2014

Chrzanić miłość

Żeby nie było, że zapomniałam o blogu x). Tekst eventowy z forum Sasunaru.pl :"D. Dziękuję za wszystkie komentarze :D. I zapraszam do czytania. 

Tytuł: Chrzanić miłość 
Długość: 3,5 tys. słów
Gatunek: preromans xD
Beta: Fefcia <3 <3 <3 
Uwagi: Są buraki, jest alkohol, czyli typowo po mojemu. 
I dziękować Pico i Fefci za pomysły do fika :"D. 


***

Czasami coś, czego szukamy znajduje się tuż pod naszym nosem. I chyba właśnie wtedy musimy się najbardziej namęczyć, żeby to znaleźć.
***

15 stycznia

— Ooch, pierzyć to. Pieprzyć wszystko. Nigdy więcej nie będę uganiał się za jakimś burakiem, który zaraz mi powie, że "to nie to"! W ogóle nie będę się za nikim uganiał! Chrzanię tę cholerną miłość. Kupię sobie kota. Koty są fajne. Zero związków. Nienawidzę facetów! 
— Wiesz, tak technicznie, to też jesteś facetem. 
— Wspieraj mnie, bucu, a nie. — Naruto nadął policzki, z wyrzutem patrząc na plecy Sasuke, który właśnie stał nad kuchenką i najwyraźniej coś mieszał w jednym z ustawionych na niej garnków. — Ja tu słów pocieszenia potrzebuję! Otuchy! I przede wszystkim pochwały decyzji, że zostanę singlem do końca swoich marnych dni. 
Właśnie wrócił z wyjątkowo nieudanej randki. Znaczy, randka sama w sobie była spoko, jednak zakończyła się tym, że Neji z nim zerwał, bo, jak stwierdził, między nimi nie zaiskrzyło. No jak nie zaiskrzyło, skoro Uzumaki się zakochał?! Znowu. To chyba będzie jakiś czwarty raz w przeciągu ostatniego pół roku. 
W każdym razie, Naruto wrócił na stancję, którą wynajmował wraz ze swoim przyjacielem Sasuke Uchihą. Automatycznie po przekroczeniu progu mieszkania skierował swoje kroki do kuchni, bo właśnie tam aktualnie przebywała jedyna potencjalna ofiara, która mogłaby wysłuchać jego wywodów. 
— Przed tym, tym... jak mu tam? Hyuuga? Też tak mówiłeś — zagadał Sasuke tonem, który wyraźnie wskazywał na to, że właściwie rozmowa na ten temat zbytnio go nie interesuje. 
— Jezu, Uchiha, jesteś strasznie nieczuły! — sapnął Uzumaki, jakby to naprawdę stanowiło dla niego jakieś nowe odkrycie. — Nie moja wina, że się zakochałem, nie? Ale teraz koniec z tym. Nie mam zamiaru znowu... — zamilkł gwałtownie, kiedy pod jego nosem wylądowała miska wypełniona zupą. — RAMEN! 
— Na to twoje wiecznie złamane serce — parsknął Sasuke, siadając zaraz przy stole z taką samą miską. 
— No ej, nie moja wina! 
— Wcinaj i nie marudź. 

*** 

27 stycznia

Z Sasuke Naruto znał się od... zawsze. Właściwie to wychowali się na jednym podwórku. Uczęszczali do tych samych szkół i w końcu - wylądowali na jednej uczelni. Na początku szczerze sobie dokazywali, napędzani jakąś dziwną chęcią rywalizacji, ale jakimś cudem udało im się jakoś zaprzyjaźnić. Uchiha o Naruto wiedział chyba wszystko. Wynikało to właściwie z tego prostego faktu, że Uzumaki był straszną paplą i nieraz zadręczał drugiego mężczyznę dziwnymi i zarazem typowymi dla niego rozmowami o swoim życiu. Zwłaszcza miłosnym. 
Że też Sasuke przy tym nie marudził. Zbytnio. 
Faktem jest, że kiedy tylko Naruto chciał, mógł powiedzieć mu absolutnie wszystko. Właściwie, to działało w dwie strony. Chociaż z Uchihy czasami ciężko było cokolwiek wycisnąć, z racji jego dosyć specyficznego charakteru. Dobrali się, nie ma co. Tajemniczy milczek i wieczna papla na jednej stancji.
— Nie wspominałeś ostatnio, że chcesz być kawalerem do końca swoich marnych dni? 
Naruto zerknął spod byka na Sasuke, który aktualnie krzątał się po kuchni, ściągając naczynia z suszarki. Czasami żałował, że Uchiha NAPRAWDĘ słucha jego wywodów. Mógłby po prostu czasami przytakiwać, nie zwracając uwagi na słowa wypływające z jego ust. To by zaoszczędziło Uzumakiemu wielu niewygodnych pytań. 
— No — mruknął, z nosem wciśniętym w kubek z parującą kawą. — To nie moja wina, że... 
— Że się zakochałeś — dokończył Sasuke tonem znawcy, nie przerywając zajmującej czynności, jaką było układanie kubków w jednej z szafek. — Oczywiście. 
— O co ci chodzi, noo? — jęknął Naruto, odstawiając napój na stół i wbił świdrujące spojrzenie w plecy przyjaciela. — Ja tu radosną nowinę niosę, że spotkałem miłość swojego życia, a... 
— Piątą w ciągu ostatnich kilku miesięcy — wtrącił niewinnie Uchiha, obracając się w stronę przyjaciela. Przez chwilę przyglądał mu się z uwagą, aż westchnął i również usiadł przy stole. — No? 
— Co: no? — burknął Uzumaki. 
— No kimże jest kolejna nieszczęsna ofiara twojej miłości? Już się tak nie nabzdyczaj, tylko mów, bo chyba pękniesz, jak się z kimś nie podzielisz swoimi radosnymi rewelacjami. 
Naruto wyszczerzył się radośnie. Nareszcie ta rozmowa zaczynała przebiegać, tak jak powinna. 
— No więc, ma na imię...
I kiedy tak, paplając jak zwykle, mrużył oczy, uszło jego uwadze lekkie przygnębienie, które odbiło się na twarzy Sasuke. 

***

4 lutego 

Naruto leżał na kanapie pod kocem i nieobecnym wzrokiem wpatrywał się w telewizor. Ta ruda ciućma – Gaara – z którą wiązał swoją przyszłość, rzuciła go! No jak on mógł... Przecież wyraźnie coś między nimi było! 
— Mówię do ciebie. Byś chociaż potwierdził, że żyjesz. 
— No — sapnął, otrząsając się nieco z letargu. Zerknął ku górze. Nad nim wisiał Sasuke, na którego twarzy momentalnie pojawiło się lekkie zmartwienie. 
— Co jest? — zapytał, sadowiąc się zaraz na kanapie. Uzumaki skrzętnie to wykorzystał, podciągnął się nieco i ułożył głowę na jego kolanach. Po chwili ciepła dłoń delikatnie pogłaskała go po blond kosmykach. 
— Rzucił mnie — mruknął, a ręka Sasuke znieruchomiała na chwilę, zanim mężczyzna ponownie zaczął gładzić jego włosy. 
— Znajdziesz lepszego. 
— Nie chcę. 
— Naruto... 
— Naprawdę — sapnął, potrząsając głową. — Mam dosyć. 
— Jeszcze spotkasz tego swojego księcia z bajki — parsknął Sasuke, moszcząc się wygodniej na kanapie. — Nie masz co marudzić. 
Uzumaki uśmiechnął się niemrawo. 
— Ewentualnie — kontynuował tymczasem Uchiha — założysz hodowlę kotów. To też jakieś wyjście. 
— Pacan — burknął Naruto. Jednak po krótkiej wymianie zdań z przyjacielem jego humor diametralnie się poprawił. Dłoń wciąż znajdowała się w jego włosach, dając błogie poczucie bezpieczeństwa. 

***

11 lutego 

Naruto właśnie przekonywał samego siebie, że bycie singlem jest spoko. W końcu zero zobowiązań, brak ograniczeń ze strony jakiegokolwiek partnera i żadnych... wspólnych poranków, ukradkowych całusów, zero... no tego wszystkiego, co wiąże się z byciem z kimś na stałe. 
— Pięknie — mruknął sam do siebie, wpatrując się w sklepową półkę z alkoholem. Chyba po swoim ostatnim - krótkim, bo krótkim - związku, miał doła. A najlepszy na doła jest melanż z przyjacielem! Gdy tylko o tym pomyślał, na jego twarzy pojawił się delikatny uśmiech. Tak. To dobra terapia. Już dawno odkrył, że rozmowy z Sasuke jakoś odganiają od niego czarne myśli. Tak więc do domu wrócił z reklamówką, w której znajdowały się dwie butelki niezbyt drogiego wina i z mocnym postanowieniem nawalenia się. I przegadania całej nocy. 
Tylko że w swoich radosnych planach nie przewidział, że Uchiha może nie mieć dla niego czasu. Dlatego też zdziwił się, gdy zetknęli się w drzwiach wejściowych do ich wynajętego mieszkania. 
— Wychodzisz? — zapytał szczerze zdumiony. 
— No — odmruknął Sasuke, nawet się przy nim nie zatrzymując. — Umówiłem się. Będę późno. Pa! 
Naruto stał przez dobre kilka sekund, z niezrozumieniem wpatrując się w plecy przyjaciela. Kiedy Sasuke zniknął na klatce schodowej, otrząsnął się z szoku. 
— Umówił się? — sapnął sam do siebie. Ale... jak to? Z kim? I po co? 
Zerknął na trzymaną w rękach reklamówkę. Sasuke... nie miał czasu się z nim napić. To było dosyć dziwne, bo Uchiha miał dla niego czas ZAWSZE. Naruto jakoś nie potrafił odnaleźć się w tej sytuacji. I nawet odechciało mu się pić. Potrząsnął głową i wszedł do mieszkania. 

***

12 lutego

Gdy po południu zwlekł się z łóżka, był zdecydowanie nie w sosie. Przez pół nocy nie mógł zasnąć, a kiedy jednak mu się to udało, miał jakieś pochrzanione sny. Zdecydowanie się nie wyspał. 
— A tobie co? — usłyszał, gdy tylko z ponurą miną zasiadł na krześle w kuchni. Sasuke chyba robił obiad. 
— O której wróciłeś? — mruknął, ignorując pytanie przyjaciela. 
— A bo ja wiem? Po drugiej chyba. 
Naruto zmrużył oczy, wpatrując się w niego uważnie. 
— I? 
— Co "i"? Wiem, że dopiero wstałeś, ale mógłbyś się wysławiać nieco bardziej elokwentnie, co? — wytknął mu Uchiha, serwując przed nim kubek z kawą. 
— Jak było? — sprecyzował Uzumaki oschłym głosem. 
— Normalnie — Sasuke wzruszył ramionami, nawet na niego nie patrząc. 
— A... — zaczął Naruto i zamilknął gwałtownie. Właściwie co go to obchodzi, co i z kim Uchiha wyrabiał? Dlaczego to, że Sasuke gdzieś wyszedł, wprawiło go w taki paskudny nastrój? Niepokojąca myśl zaświtała mu w głowie. 
— Co? — usłyszał niecierpliwe pytanie. 
— Nieważne — mruknął, zwinął kubek z kawą i powlekł się do salonu. 

***

13 lutego

— Powiesz mi o co ci chodzi, czy będziesz wciąż milczał jak zaklęty? 
— Co? — Naruto oderwał wzrok od telewizora, wpatrując się w Sasuke bez zrozumienia. 
— Pstro. Od wczoraj zachowujesz się co najmniej dziwnie — zawyrokował mężczyzna, siadając tuż obok niego. Naruto wstrzymał na chwilę oddech. — Co się stało? 
Uzumaki wzruszył ramionami, patrząc na niego niepewnie. Cóż... od wyjścia Sasuke na randkę zaczęły go dręczyć dosyć kretyńskie myśli. Nie, że był zazdrosny. Uchiha miał prawo wychodzić z kim chce i kiedy chce. Tylko... to było takie niecodzienne, że musiał nagle z kimś się dzielić jego uwagą. 
I chyba przez to, że Sasuke zawsze, ale to zawsze był tylko przy nim, Naruto nie dostrzegał bardzo istotnej rzeczy, maniakalnie uganiając się za wyidealizowaną miłością. Tylko, czy on tak naprawdę kiedykolwiek kogoś kochał? Aktualnie zaczynał w to szczerze wątpić, bo na horyzoncie pojawiło się uczucie, którego nie potrafił jednoznacznie określić, a które wypełniało go całego. I to wręcz tak nieznośnie boleśnie. 
— Eee — zająknął się. — Nie, nic. Trochę źle się czuję — skłamał, ponownie wbijając wzrok w telewizor. 
— Masz gorączkę? Coś cię boli? Może... 
— Nie, nie — zaprzeczył gorąco, kręcąc głową. — Prześpię się trochę i mi przejdzie. Nie masz co się martwić! — uśmiechnął się niemrawo, podrywając się z kanapy i ruszył do swojego pokoju. Starał się ignorować delikatne ciepło, które poczuł, widząc zainteresowanie Sasuke swoją osobą. 

***

14 lutego 

Znowu miał problemy ze snem. I to zdecydowanie wcale nie poprawiło jego humoru. Udało mu się nieco zdrzemnąć dopiero, gdy za oknem zaczęło robić się jasno. Cały czas dręczyły go myśli o Sasuke. TAK. O SASUKE. To było złe. To było dziwne. To było zdecydowanie nie na miejscu. Dlaczego o nim myślał, skoro mężczyzna był tuż za ścianą, od rana krzątając się po swoim pokoju? 
Naruto znowu zwlekł się z łóżka o dość późnej, popołudniowej godzinie i od razu podreptał do kuchni. Opatulony kocem, zasiadł na krześle i wbił nieco rozkojarzony wzrok w przestrzeń. Tym razem jednak w pomieszczeniu był sam. Przynajmniej dopóki Sasuke nie wszedł, najwyraźniej czegoś szukając. 
— Nie widziałeś gdzieś... — zaczął, rozglądając się wokół siebie. I zamilkł gwałtownie, kiedy jego spojrzenie padło na Naruto. — Hej? 
— Hm? — mruknął Uzumaki, zerkając na niego. Zaraz jednak ponownie wbił tęczówki w przestrzeń przed sobą. 
— Dalej źle się czujesz? 
Potrząsnął głową w ramach odpowiedzi. Nie czuł się źle. Czuł się fatalnie. Tylko, że wcale nie chodziło o stan fizyczny. A jakoś w tym przypadku naprawdę nie sądził, że Sasuke jest odpowiednią osobą do wysłuchiwania jego wywodów. Zwłaszcza, że te wywody dotyczyłyby właśnie Uchihy. 
— Na pewno? 
— Ta — mruknął niemrawo. Ponownie zerknął na Sasuke. I ze świstem wciągnął powietrze. Bo mężczyzna... no cóż, dla Naruto oczywistym było, że Uchiha to wyjątkowo przystojny facet. Musiałby być ślepy, żeby nie zwrócić na to uwagi. Jednak jakoś zwyczajowo nie roztkliwiał się nad kwestią urody przyjaciela. Teraz jednak, kiedy męczył go ten dziwny stan, a Sasuke właśnie paradował przed nim w ciemnej koszuli i opiętych jeansach, ten fakt dotarł do niego ze zdwojoną siłą. — Wybierasz się gdzieś? — zapytał po chwili konsternacji. 
— Miałem — padła ostrożna odpowiedź. — Ale jeżeli coś ci jest... 
— Wszystko okej — uciął, ignorując lekkie ukłucie, które poczuł po słowach mężczyzny. — A dokąd? — kontynuował wywiad, mimo dziwnego niepokoju, jaki zalągł się w jego głowie. 
— Po Sakurę, wiesz...
— O — sapnął cicho, przerywając tym samym wypowiedź Sasuke. — No... to miłej zabawy. 
— Jak chcesz mogę... 
— Ze mną wszystko w porządku — mruknął, wstając z krzesła i kierując swoje kroki w stronę salonu. — Baw się dobrze. 

***

Tak po prawdzie Naruto nie chciał, żeby Sasuke dobrze się bawił. W każdym razie nie z Sakurą. Wolałby, żeby... 
— Przestań! — fuknął sam na siebie, ciaśniej owijając się kocem. — Co cię tak wzięło, bucu? — warczał pod swoim adresem, wygrzebując się jednak ze swojego kokonu. Zdecydowanym krokiem ruszył do swojego pokoju. — To chyba dobrze, że chłopak sobie znalazł ogarniętą dziewczynę, nie? — sapnął, łapiąc za butelkę wina, stojącą na biurku. — A to, że aktualnie chciałbyś się znajdować na jej miejscu... — zamilkł gwałtownie. 
Nie miał nic do Haruno. Naprawdę. Znał ją mniej więcej tyle samo czasu, co Sasuke, bo również mieszkała w niedalekim sąsiedztwie. I nawet kiedyś się w niej podkochiwał. Była ładna, inteligentna, zaradna, czego można chcieć więcej? Uchiha dokonał naprawdę dobrego wyboru, zaczynając się z nią umawiać, tylko że... 
— Że ja nie chcę, żeby spędzał z nią czas. 
Dlaczego?
— Bo chcę, żeby był ze mną! — jęknął Naruto, opadając bezwładnie na swoje łóżko. Ścisnął mocniej trzymaną butelkę. Życie ssie, pomyślał smętnie.
To będzie długi, samotny wieczór. 

***

Zerknął na trzymane wino. Butelka była już niemal w całości opróżniona, a on czuł się wyjątkowo trzeźwy. Picie wcale mu nie pomagało pozbyć się myśli o Sasuke. Wręcz przeciwnie. 
Pociągnął nosem, rozglądając się wokół siebie. Aktualnie siedział na podłodze przy kanapie, opatulony w koc. W telewizji buczała jakaś dziwaczna komedia romantyczna, której za cholery nie rozumiał. Zerknął na wyświetlacz swojego telefonu. Właśnie zbliżała się godzina dwudziesta druga. Sasuke nie było w mieszkaniu już od dobrych kilku godzin. Pewnie dobrze się bawił w towarzystwie Sakury. Może trzymali się za ręce, flirtowali i... całowali się. 
Sapnął zaskoczony, kiedy jego komórka zaczęła buczeć. Wstrzymał oddech kiedy zobaczył kto do niego dzwoni.
— Sasuke — mruknął do siebie, a na jego twarzy zagościł delikatny uśmiech. Zaraz jednak potrząsnął głową. Nie powinien się tak rozczulać przez zwykły telefon. Tylko po co mężczyzna miał do niego dzwonić w trakcie swojej randki? Po chwili wahania odebrał. — Halo? 
— Jak się czujesz? — Usłyszał niecierpliwe pytanie, zaraz po tym, jak wcisnął zieloną słuchawkę. 
— Co? — zapytał bez zrozumienia. 
— Jak się czujesz, młocie. Bo jak wychodziłem nie wyglądałeś kwitnąco. Już lepiej?
— Eee... — Naruto nieco zatkało. Raczej nie spodziewał się, że Uchiha dzwonił do niego, aby zapytać się o samopoczucie. To było... O. Znowu poczuł to przyjemne, delikatne ciepło.
— Więc? — Usłyszał ponaglenie.
— W porządku — odpowiedział niepewnie. I czknął. 
— Co ty? Piłeś?
— No — przyznał. — Wino. 
— Z kim? Nie powiesz mi chyba, że sam się schlałeś. To podchodzi już pod alkoholizm, Naruto. — W głosie Sasuke dało się słyszeć lekką nutę rozbawienia. 
— No. 
— Hej? Co jest?
— Ja... — I wtedy do niego dotarła największa oczywista oczywistość. On... on... 
— Naruto? 
— Chyba się zakochałem — powiedział zduszonym głosem, zdumiony swoim własnym odkryciem. I zaraz z przerażeniem pomyślał, że nie powinien tego mówić Sasuke. Nie teraz, kiedy on ma randkę! To był chyba najbardziej nieodpowiedni moment, jaki mógłby sobie wybrać na wyznania. Dlatego też błyskawicznie się rozłączył. I wyłączył telefon. 
Przez kilka sekund siedział bez ruchu. 
Zakochał się. 
W Sasuke. 
Cholera jasna. 

***

Kiedy, jakiś czas później, leżał już w swoim łóżku, pogrążony w dziwnych myślach, stwierdził, że te wszystkie wcześniejsze zauroczenia były... mdłe. W porównaniu do tego, co czuł teraz, mógł śmiało stwierdzić, że tak naprawdę nigdy nie był zakochany. Aż do dzisiaj. 
To nie powinno tak być. Nie powinien czuć się tak źle. Rozdarty między chęcią wywrzeszczenia Sasuke swoich, niedawno odkrytych, uczuć, a wrażeniem, że powinien zachować je dla siebie. Bo przecież mężczyzna najwyraźniej swoją przyszłość aktualnie wiązał z Sakurą... I kiedy tylko o tym pomyślał, poczuł jeszcze większe przygnębienie. 
Dlaczego dopadło go to akurat teraz? Dlaczego dopadło go w ogóle? I... czemu Sasuke? Ze wszystkich ludzi na świecie naprawdę musiał zakochać się w swoim przyjacielu? 
— Chrzanić to — mruknął do siebie, wiercąc się i szukając wygodniejszej pozycji. — Zainwestuję w te koty. — No bo, nie zniszczy związku przyjaciela, tylko dlatego, że się w nim zakochał. Przejdzie mu to. Kiedyś. Zapewne. 
— Naruto? 
Uzumaki zamarł, słysząc wołanie z przedpokoju. 
Sasuke wrócił do domu. I to w tempie błyskawicy, jeżeli spojrzeć na to, że ich rozmowa telefoniczna zakończyła się jakieś piętnaście minut temu. Chyba popsuł przyjacielowi randkę. 
Ups. 
Nie odpowiedział. W przypływie paniki postanowił udawać, że śpi. Zacisnął oczy, nakrywając się kołdrą po czubek głowy. Po niedługiej chwili drzwi do jego pokoju otworzyły się z cichym szmerem. W pomieszczeniu dało się słyszeć odgłos kroków, kiedy to Sasuke podszedł do jego łóżka. Następnie mężczyzna westchnął z wyraźną irytacją. 
— Naruto — W głosie przyjaciela rozbrzmiała nuta rozdrażnienia. Łóżko ugięło się lekko pod jego ciężarem, gdy na nim usiadł. — Weź nie ściemniaj. I zacznij oddychać, bo zaraz się udusisz przez własną głupotę. 
Dopiero wtedy Uzumaki uświadomił sobie, że faktycznie wstrzymywał powietrze. Wypuścił je z cichym świstem. 
— Co ty tu robisz? — zapytał, wciąż szczelnie zakrywając się kołdrą, przez co jego głos został nieco stłumiony. — Zostawiłeś Sakurę... 
Dla mnie?
— Co się dziwisz? W końcu, z projektem mogę jej pomóc innym razem. Myślałem, że coś się stało. Rozłączyłeś się, nic nie mówiąc, wyłączyłeś telefon. To było kretyńskie, Naruto. — Uzumaki drgnął, słysząc lekki wyrzut. 
— Przepraszam — powiedział niepewnie. — Projekt? — zapytał po chwili wahania. — To, to nie była randka? 
— Zwariowałeś? Z Sakurą? Zresztą, nieważne. — Sasuke był wyraźnie zniecierpliwiony. — Powiesz mi, co cię dręczy? 
— Przepraszam — mruknął spod swojego nakrycia po dłuższej chwili, kurczowo zaciskając ręce na materiale. — Ja chyba... się zakochałem. 
— Znowu? 
— Nie. — Przygryzł na chwilę wargę, bojąc się kontynuować wypowiedź. Ale, to przecież był Sasuke. Naruto nie mógł nic na to poradzić, że zawsze mówił mu o wszystkim. — To nie tak. Tym razem... ja się chyba zakochałem tak naprawdę. Bo wcześniej, to wiesz, to było takie samonakręcanie się — mruknął, czerwieniąc się lekko. — Ja wtedy, no... nie czułem się tak jak teraz. Ale nie chciałem. Bo to... — zaczął plątać się w wypowiedzi. — Bo to nie tak miało być. No i ja... przepraszam.
Usłyszał ciche westchnięcie. A potem pytanie, którego się raczej nie spodziewał. 
— Masz jeszcze to wino? 

***

Dwa dosyć podejrzane drinki, czteropak piwa i butelkę wina później Naruto był stanowczo zbyt pijany, żeby kontrolować w pełnym stopniu to, co robi. Jednak był na tyle trzeźwy, że zdawał sobie z tego sprawę. 
— Nie powinien... — czknął potężnie, nieco zezując w stronę Sasuke. Na Uchihę wypity alkohol najwyraźniej nie podziałał w żadnym stopniu. W sumie, nic dziwnego, bo to Uzumaki wychlał nieco więcej. I zawsze miał nieco słabszą głowę. — Ne... ne...m — zakończył z niejaką dumą. Jednak zaraz uczucie to wyparowało, gdyż uświadomił sobie, że niekoniecznie pamięta, co takiego chciał powiedzieć. 
Właściwie, to mało co pamiętał. Tylko niejasno kojarzył, że z przyjacielem gadał o najzwyczajniejszych pierdołach, komentując co chwilę bzdury lecące w telewizji. Po prostu spędzali przyjemnie czas, tak jak za każdym razem, gdy zdarzał się im wspólny melanż. 
— Co? — zapytał Sasuke, najwyraźniej próbując się nie zaśmiać. No tak. Naruto bardzo dobrze zdawał sobie sprawę z tego, że zdarzało mu się zabawnie bełkotać, kiedy wypił nieco więcej. Jednak to nie był powód, żeby się z niego nabijać! 
— Pić — warknął w chwili olśnienia i naburmuszył się, nadymając policzki. — Z tobą! Oszuszujesz — zajęczał, już nieco mniej wyraźnie. Zmienił pozycję z siedzącej na półleżącą. Obaj zajęli miejsca na kanapie. Naruto teraz wciskał nos w znajdujące się na niej poduchy, a jego nogi zwisały bezwładnie na podłogę. Zaraz jednak, obrócił się na plecy, tak, że aktualnie wbijał spojrzenie w sufit. 
Blada, trójkątna twarz przysłoniła mu widok. Naruto sapnął zaskoczony. Zaraz jednak wyszczerzył się w rozmarzonym uśmiechu. Bo przecież właśnie patrzył na oblicze osoby, którą kochał. To chyba był jeden z najpiękniejszych widoków w jego życiu. I nic nie mógł poradzić na to, że jego ręka samoistnie powędrowała do policzka Sasuke, aby delikatnie go pogłaskać. W następnej sekundzie druga uczyniła to samo. Dłonie Uzumakiego niepewnie wplątały się w ciemne kosmyki i przyciągnęły twarz drugiego mężczyzny znacznie bliżej. Zdecydowanie za blisko, by była mowa o przyjacielskiej odległości. Ta zaczęła stawać się zdecydowanie intymna. 
Zaraz jednak Naruto roześmiał się rozbawiony tą myślą. Cmoknął Sasuke w nos, zabrał ręce, obrócił na bok i układając wygodnie głowę na kolanach przyjaciela, zasnął. 

***

15 lutego

Kiedy Naruto obudził się, stwierdził, że z jednej strony jest mu niezwykle niekomfortowo, zaś z drugiej... całkiem przyjemnie. Otóż, tak jak zasnął, tak też obudził się na kanapie. A trzeba zaznaczyć, że kanapa, która znajdowała się w kawalerce jego i Sasuke, nie należała do najwygodniejszych na świecie. Jednak nie przeszkadzało mu to za bardzo. Otaczało go przyjemne ciepło. 
I kiedy tak rozważał dalsze pogrążenie się we śnie, to przyjemne ciepło poruszyło się nieznacznie. Obce ręce zacisnęły się mocniej wokół jego tali, a ciepły oddech załaskotał go w szyję. Po chwilowej konsternacji do Naruto dotarło, że zasnął z przyjacielem na jednej kanapie w dosyć... sugestywnej pozycji. Wstrzymał oddech. 
— Znowu próbujesz się udusić? — Dotarł do niego nieco zaspany głos.
— Em... — zająknął się. I wtedy uświadomił sobie, że niekoniecznie pamięta co się wydarzyło poprzedniego wieczoru. A z tym wiązało się to, że nie wiedział, czy gadał zwyczajowe głupoty, czy też powiedział Sasuke coś, czego stanowczo nie powinien mu mówić. 
— Co? 
— Możemy udawać, że wczorajszego dnia nie było? — wystękał, czerwieniąc się lekko. Naprawdę nie sądził, żeby coś chlapnął, czy też zrobił. Jednak... nigdy nic nie wiadomo. 
— Nie. — Głos Sasuke nie brzmiał ani trochę na mniej zaspany, niż wcześniej. 
— Ale...
— Zamknij się i daj spać. — Warknął nieco poirytowanym tonem Uchiha. Jego dłonie splotły się na brzuchu Naruto, a następnie stanowczym gestem przyciągnął mężczyznę jeszcze bliżej. 
— Sasuke — zaczął Uzumaki niepewnie — śpimy na kanapie. 
— No. 
— Nie przeszkadza ci to? 
— Nie. 
— Serio? 
— Dopóki śpię na niej z odpowiednią osobą, to nie bardzo. Skoro już zaspokoiłem twoją ciekawość, to, Naruto, naprawdę, daj spać! 
— Och. Okej. 
— No w końcu — mruknął Sasuke, w międzyczasie wciskając nos w kark Uzumakiego. 
Naruto uśmiechnął się delikatnie, zanim ponownie pogrążył się we śnie. Miał dziwne wrażenie, że to uchihowe "w końcu" odnosiło się do czegoś więcej, niż do jego potulnej zgody na przymknięcie się. Zwłaszcza, że ręce Sasuke, jakoś tak niedyskretnie, właśnie próbowały wkraść się pod jego koszulkę. 

*** 

Czasami coś, czego szukamy znajduje się tuż pod naszym nosem. I chyba właśnie wtedy musimy się najbardziej namęczyć, żeby to znaleźć. Co zabawne, jest spore prawdopodobieństwo, że ta poszukiwana rzecz czeka na nas już od dłuższego czasu. I, kiedy seria przypadków sprawi, że się wyląduje z tym czymś na jednej kanapie, to... mogą wyniknąć z tego rzeczy bardzo przyjemne.

wtorek, 29 października 2013

Upolować lisa

Dooobra, nie ma to tamto, wrzucam zanim się rozmyślę. Oczywiście miała to być część trzecia i ostatnia, noale zanim skończę miną pewnie wieki (i chyba i tak już minęły), więc wrzucam jej fragment numer uno, coby nie zapomnieć, że powinnam poniższe opo kiedyś dokończyć x). 
Dziękuję za komentarze! :") 

3. Upolować (cz. I) 

                Mimo wszystko Sasuke Uchiha nie był cierpliwym człowiekiem. Chociaż, to właściwie było zależne od danej sytuacji. W końcu, był shinobi. Pieklenie dobrym shinobi, trzeba zaznaczyć, i podczas niektórych misji wykazywał się nie lada opanowaniem.  Jednak jeżeli chodzi o kwestie bardziej... życiowe, Sasuke wykazywał się pewnym brakiem tejże cechy.
                Naruto jęknął głucho, kiedy jego plecy boleśnie uderzyły o konar drzewa. W niebieskich tęczówkach pojawiło się zaskoczenie, które zaraz zostało zastąpione iskierkami złości. Zaraz potem pięść Uzumakiego wystartowała w kierunku Uchihowego nosa. Jednak tym razem Sasuke nie dał się zaskoczyć i skutecznie zablokował cios. Wyraz mściwej satysfakcji zagościł na jego twarzy, kiedy to nachylał się nad bezradnym Naruto.
                Wczesnym rankiem wyruszyli z Konohy i aktualnie zbliżali się do granic kraju. To właśnie ten moment Sasuke wybrał na rozstrzygnięcie wszystkich niedomówień między nimi.
                – Więc? – zapytał, czujnie wpatrując się w twarz partnera.
                – Co? – odpowiedział Naruto butnie. Jednak po chwili wrogiego wpatrywania się w twarz Sasuke spuścił wzrok, wbijając go w ziemię.
                – Mieliśmy porozmawiać – zaznaczył Sasuke dobitnym tonem. Widząc jednak, że jego towarzysz najwyraźniej nie ma ochoty na udzielenie jakiejkolwiek odpowiedzi, kontynuował:
                – Obserwowałem cię uważnie od dłuższego czasu.
                – Nie dało się nie zauważyć – parsknął Uzumaki.
                Oczy Uchihy zwęziły się niebezpiecznie. Sapnął gniewnie pod nosem i stanowczym gestem chwycił Naruto za podbródek zmuszając, aby blondyn na niego spojrzał.
                – Co się z tobą... – przerwał gwałtownie. Niebieskie tęczówki błyszczały gamą emocji. Sasuke zmarszczył brwi. Uporczywa myśl, ta sama, która  zakołatała mu w głowie, podczas obserwowania Naruto w restauracji, uderzyła go ze zdwojoną siłą. Czy to możliwe, że Uzumaki po prostu się w nim...
                – Nie – stwierdził, z niejakim rozbawieniem. – Naruto, ty...
                – Nie chciałem tego, okej? – przerwał mu Uzumaki głosem tylko nieco głośniejszym od szeptu.
                Uchiha zamarł. Nie. To nie możliwe. 
                 Naruto odepchnął lekko Sasuke od siebie, zmuszając go tym samym, żeby go puścił. Jednak nie uciekał. Właściwie nie zrobił nic, poza opatuleniem się rękoma i skuleniem ramion, jakby w geście poddania. Oczy jednak, pełne niepewności, wciąż były wbite w twarz Uchihy.
                – Ja... – zaczął Uzumaki po chwili, biorąc wcześniej ciężki oddech. – Walczyłem z tym. Nie chciałem. To przecież byłby tylko problem. Ale mimo wszystko, po prostu, stało się i nie miałem na to wpływu, rozumiesz? – mówił, a z każdym słowem jego głos stawał się coraz cichszy. – I z dnia na dzień... jest coraz gorzej Sasuke. Próbowałem się od ciebie odizolować, ale i tak... – odchrząknął. Jego spojrzenie stało się jeszcze bardziej bezradne.  – I tak o tobie myślałem – dokończył szeptem.
                Sasuke stał, jakby sparaliżowany jego słowami. Nie wiedział, jak powinien zareagować. Setki myśli przewijały się przez jego głowę, w czego efekcie nie był w stanie jakkolwiek zareagować. I najwyraźniej zwlekał za długo ze swoim ruchem, bo nagle Naruto, najwyraźniej zawiedzony zachowaniem Sasuke,  znowu przypominał to przerażone zwierzątko, które właśnie szykuje się do ucieczki. Delikatne cofnięcie stopy, przygryzienie wargi i czujny wzrok dyskretnie poszukujący dogodnej drogi ewakuacyjnej.
                – Nie chciałem – powtórzył Naruto przez ściśnięte gardło. Jednak zanim zdołał wykonać chociażby jeden krok mający na celu oddalenie się od Uchihy, kunai z wybuchającą notką zawisł na drzewie tuż nad jego głową.
                Sasuke zaklął. Chwycił Uzumakiego za uniform i pociągnął w dół, tak, że obaj niezgrabnie wylądowali na ziemi.
                – Jesteś cały? – zapytał Uchiha, uaktywniając sharingan i uważnym  spojrzeniem lustrując okolicę.
                – Tak – doszedł do jego uszu nieco rozedrgany głos Naruto. Sasuke zerknął na niego przelotnie. Uzumaki wziął głębszy oddech.– Spadamy stąd – rzucił, już pewnym głosem.

***

                Grupa przeciwników zaatakowała ich chwilę po akcji z wybuchającą notką. Była to zgraja pięciu, czy też sześciu nie za bardzo doświadczonych shinobi wioski dźwięku, których Naruto zgrabnie powalił rasenganem .
                Przy jednym z nich, tym, który wydawał się być najbardziej przytomny ze wszystkich, Sasuke przyklęknął i złapał go za poły uniformowej kamizelki. Mocnym szarpnięciem zmusił nieznajomego shinobi, aby na niego spojrzał.
                – Co kombinuje Orochimaru? – warknął, a w jego wolnej ręce błysnął kunai, który niemalże natychmiast znalazł się pod szyją wrogiego ninja. Mężczyzna beznamiętnym spojrzeniem zmierzył ostrze. Zanim odpowiedział, na jego twarzy pojawił się krzywy grymas. – Gadaj!
                W ramach odpowiedzi mężczyzna zaśmiał się chrapliwie.
                – Naprawdę sądziłeś, że ci odpowie? – zapytał Naruto, który w międzyczasie cofnął pieczęć przywołującą klony, które wcześniej wysłał na zwiady. – Zwiążmy ich. Musisz coś zobaczyć.
                W głosie blondyna Sasuke słyszał powagę, o którą nigdy by go nie podejrzewał.

***

                Sasuke leżał płasko na ziemi, dyskretnie wyglądając za małego nasypu ziemi i uważnym spojrzeniem prześlizgiwał po grupach wrogich shinobi. Był ich... cały ogrom. Jakim cudem Orochimaru zdołał zebrać taką potęgę ludzi?
                – Sojusze z pomniejszymi wioskami – odpowiedział sam sobie pod nosem, obserwując znaki na opaskach niektórych mężczyzn.
                – Yhm. – Do jego uszu doszedł przytłumiony głos Naruto. Sasuke zerknął na towarzysza, który, tuż obok, również przylegał płasko do podłoża i obserwował sytuacje. To... było fascynujące.
                "To" czyli kolejna przyjęta przez Naruto postura, dzięki której mężczyzna nie ujawniał światu swoich prawdziwych emocji. Z zewnątrz Uzumaki wyglądał na całkowicie opanowanego. Profesjonalistę, który właśnie idealnie spełnia powierzoną mu przez Hokagę misję.  Sasuke nie miał sposobności przyglądać mu się za długo.
                Ponownie zostali zaatakowani. 
               
***

                Było źle. Sasuke z sekundy na sekundę zdawał sobie coraz bardziej sprawę z tego, że ich pozycja w tej walce była przegrana. I to wcale nie chodziło o umiejętności. Co to, to nie. Po prostu przeciwnik miał znaczną przewagę liczebną i to powoli skutkowało tym, że Uchiha i Uzumaki coraz bardziej opadali z sił.
                Chociaż... nie. Nie chodziło o to, że ich była tylko dwójka, a wrogów cała masa. Po prostu... oboje nie potrafili skupić się na walce. Sasuke nie wiedział, co takiego chodziło po głowie Naruto, ale on sam dosyć często spoglądał podczas walki nerwowo na blondyna. Był rozproszony. Przez wcześniejszą rozmowę nie potrafił myśleć racjonalnie i przez to aktualne odbywana walka nie szła mu najlepiej. I najwyraźniej Uzumaki miał podobny problem, bo wcale nie wyglądał na mniej zmęczonego niż Uchiha. Że też od razu się nie ulotnili, tylko bohatersko postanowili skopać wpierw kilka tyłków... Teraz, kiedy powoli opadali z sił, wizja szybkiego zdezerterowania zdawała się być coraz  mniej możliwa do wykonania.
                 Sasuke zdawał sobie sprawę z tego, że jeżeli zaraz czegoś nie wykombinują, to ich misja może mieć skutki tragiczne. Dysząc ciężko rozejrzał się uważnym spojrzeniem wokół siebie. Byli otoczeni. Tuż za jego plecami, obrócony twarzą do wrogich shinobi stał Naruto. W tej sytuacji Sasuke nie był w stanie określić, czy Uzumakiemu nic nie jest. Wśród tylu przeciwników łatwo było oberwać czymś ostrym, a Sasuke miał wrażenie, że oddech jego kompana był bardziej nierówny niż powinien. I najwyraźniej coś mu rzęziło w płucach.
                Kakashi po prostu by im łby pourywał, gdyby wiedział, że przez sprawy osobiste zgarniają właśnie łomot życia. A Tsunade i Sakura zapewniłyby mu odpowiedni doping.
                Trzeba stąd spadać, pomyślał Sasuke. A Naruto najwyraźniej wpadł na ten sam pomysł, bo chwilę później doskoczył do niego, chwycił pod pachę i przez zaciśnięte zęby wysyczał jakąś formułkę. Zniknęli.  

***

                Sasuke syknął, kiedy wpadł na skalną ścianę. Zaraz jednak oparł się o nią ciężko, próbując wyrównać oddech. Naruto przeniósł ich do jakiejś nieznanej mu jaskini jedną ze swoich dziwacznych technik.
                – Starość – sarknął, próbując na coś zwalić swój żałosny stan.
                – Ta... Tak... – padła cicha odpowiedź ze strony Uzumakiego, który stał nieopodal zgięty w pół, jedną ręką przyciskał do swojego boku, zaś drugą podpierał się skał. Zapadła chwilowa cisza, w której każdy z nich próbował poukładać swoje myśli.
                Sasuke w końcu zaczerpnął więcej powietrza i wypuścił je powoli. Zerknął na swojego kompana. I coś w postawie Naruto wyraźnie zaalarmowało Uchihe.
                – W porządku? – zapytał z lekkim niepokojem. On sam poczuł się znacznie lepiej, kiedy w końcu dezaktywował sharingana i nie musiał martwić się tym, że ktoś go zaraz spróbuje przedziurawić kunaiem w kilku dosyć istotnych miejscach.
                Uzumaki nie odpowiedział. Ale nawet pomimo dzielącej ich odległości Sasuke wyraźnie widział, że mężczyzna drży.
                – Naruto? – Uchiha odczuwał coraz większy niepokój. Oderwał się od ściany, jednak zanim wykonał chociażby dwa kroki w kierunku Uzumakiego, ten jęknął i padł na ziemię. – NARUTO!





sobota, 12 października 2013

W ten jeden dzień

Tytuł: W ten jeden dzień
Ostrzeżenie: Uwaga, pojawia się przekleństwo! xD
Uwagi: Tekst powstał w ramach forumowego eventu jesiennego. WSZYSTKIEGO NAJLEPSZEGO NARUTO
Betowały:  Ski i Pico :"D Dziękuję :D.

Dziękuję za komentarze pod wcześniejszymi postami :3
No, to tyle. Zapraszam do czytania :"D.

   Naruto był osobą, która potrafiła stosunkowo łatwo otwarcie mówić o swoich uczuciach i która zazwyczaj nie maskowała swoich emocji. O tym wiedzieli wszyscy. Tak samo jak o tym, że ze swoim partnerem związał się na zasadzie „przeciwieństwa się przyciągają”. Bo Sasuke Uchiha, w przeciwieństwie do swojego chłopaka był skryty i dosyć ciężko było rozszyfrować, co akurat ma na myśli. Jednak ich związek trwał w najlepsze już długie miesiące i nic nie wskazywało na to, że miałby się rozpaść.  Nawet, jeżeli czasami z ich mieszkania dochodziły odgłosy kłótni i trzask tłukących się naczyń.
   O tak, Naruto potrafił doprowadzić Sasuke do szewskiej pasji. Zresztą tak samo, jak Uchiha jego. Jednak to były tylko drobne urozmaicenia ich nieco pokręconego związku.
   Uzumaki kochał swojego chłopaka. Za poranne pobudki, kiedy to Sasuke niemalże siłą zwlekał go z łóżka, aby po chwili przygotować im wspólne śniadanie. Za wszystkie dogryzki, podczas których na twarzy Uchihy pojawiał się ten szczególny cyniczny wyraz twarzy. Za spontaniczne całusy, za to, że mógł mu ufać w każdej kwestii i za wszelkie inne drobnostki, których doświadczał będąc z Sasuke. I miał pewność, że czarnowłosy, skryty mężczyzna również go kocha. No… przynajmniej zazwyczaj miał pewność.
   I właśnie to „zazwyczaj” strasznie uczepiło się Uzumakiego dnia dziewiątego października. Bo oto wtedy, jak to w związkach bywa, dopadły go pewnego rodzaju wątpliwości. Jak to Naruto miał w zwyczaju, bardzo szybko spróbował je rozwiązać. A z racji tego, że właśnie leżał na kanapie przed telewizorem wciśnięty w ramiona Sasuke, to miał do tego odpowiednią sposobność.
   - Sasuke? – zaczął przymilnym tonem, nie odrywając wzroku od ekranu.
   - Hm?
   - Kochasz mnie? – zapytał Uzumaki swobodnym tonem.
   Poczuł jak Uchiha spina się momentalnie. Zawsze tak było. Naruto już w sumie nie raz zadawał Sasuke to pytanie i nigdy nie uzyskał twierdzącej odpowiedzi. Negatywnej w sumie też nie. Zazwyczaj był zbywany poprzez zmianę tematu, lub po prostu jakieś wyjątkowo kreatywne wyzwisko.
   - Co cię tak wzięło, młocie? – Dotarło do uszu Uzumakiego po dłuższej chwili milczenia. Naruto powstrzymał się od cichego westchnięcia. Czy to tak trudno powiedzieć te cholerne „tak”? Przecież nie wymagał cudów.
   Życie z Sasuke nauczyło go pewnych kwestii. Chociażby tego, że czasami swojego chłopaka musiał w odpowiedni sposób zmotywować. I taką motywację, i w sumie okazję do wyznań, Naruto miał zamiar mu stworzyć.
   - Mam jutro urodziny…
   - Co ty nie powiesz? Może i bym o tym zapomniał, gdybyś nie przypominał o jutrzejszym dniu średnio raz dziennie. Od miesiąca. – W tonie Sasuke dało się słyszeć lekkie rozdrażnienie.
   - Widzisz, jaki jestem wspaniałomyślny? Dbam o twoje interesy. Nie chciałbyś przecież sprawić mi przykrości, zapominając o moim święcie, nie? To by się mogło skończyć długim brakiem seksu.
   - Z nas dwóch, to akurat ty cechujesz się pewnym niewyżyciem…
   - Szczegóły. – Naruto wzruszył ramionami. – Wracając jednak do tematu, jutro są moje urodziny i wiem co bym chciał dostać najbardziej na świecie, wiesz?
   - Nie. Jeszcze tydzień temu był to samochód. Przedwczoraj marzyłeś o nowym komputerze. A dzisiaj rano prosiłeś o wycieczkę do Hiszpanii. Prosiłbym cię nawet, żebyś się zdecydował, ale i tak nas nie stać aktualnie na żadną z tych rzeczy.
   - Sasukeee – jęknął Naruto, wyciągając ręce nad głowę, tylko po to, żeby po chwili umieścić je na ramionach Uchihi i opleść nimi jego kark. – To takie materialne wszystko jest! A ja chcę coś innego, coś specjalnego! Coś, co nic nie kosztuje w sumie! Znaczy, gratisowo oczywiście, bo ten samochód to w sumie nie jest taki…
   - Nie. Nie kupię ci samochodu.
   - Dlaczego?
   - Bo nie mamy pieniędzy. Zresztą, nie masz prawka.
   - No i? Przecież ty byś mnie wszędzie woził -  stwierdził Naruto, okręcając się do Sasuke przodem, tak, że nogami oplótł chłopaka w pasie, a podbródek oparł na jego ramieniu. – A podobno seks w samochodzie jest…
   Sasuke prychnął wyraźnie rozbawiony, przerywając tym samym jego wypowiedź. Jego ręce zaczęły delikatnie głaskać plecy Uzumakiego.
   - Mówiłem, jesteś niewyżyty.
   - Oj tam. Sasuke?
   - Co?
   Naruto odsunął się, tak, żeby swobodnie móc patrzeć prosto w twarz Uchihy. Zagryzł niepewnie wargę. Jego ręce przesunęły się na ramiona Sasuke i delikatnie zacisnęły się na nich.
   - Chcężebyśpowiedziałżemniekochasz – wypalił w końcu, nie odrywając spojrzenia od oczu Sasuke. – Jutro.
   - Co? – Z twarzy Uchihy zniknęła wszelka wesołość. A Naruto wziął większy wdech i powtórzył:
   - Chciałbym, abyś jutro w ramach mojego prezentu urodzinowego powiedział mi, że mnie kochasz – powiedział powoli, próbując ukryć lekkie drganie głosu. Jakoś to życzenie powodowało, że lekko się denerwował. Najprawdopodobniej dlatego, że nie miał najmniejszego pojęcia, co zrobi Sasuke.
   A Sasuke po prostu nie odpowiedział. Z jego spojrzenia nie dało się nic wyczytać. Tylko lekkim zaciśnięciem ust dał po sobie poznać, że usłyszał to, co powiedział Naruto. A Uzumaki poczuł, jak ogarnia go przygnębienie.
   Właściwie sam nie wiedział dlaczego. Przecież to było jasne, że Sasuke nie zareaguje, tak jakby chciał tego Naruto. Tylko, że to co się działo teraz… bolało. Sekundy mijały. Uzumaki w końcu odwrócił twarz. Poczuł, że jakby chociaż jeszcze przez chwilę wpatrywał się w oczy Sasuke, to mógłby się poryczeć. Jak typowa baba.
   - Okej – odchrząknął w końcu. Puścił Sasuke i starając się na niego nie patrzeć, wstał i stanął obok. – Rozumiem.
   - Nie, Naruto…
   - W porządku. – Uzumaki uśmiechnął się w jego kierunku z przymusem. Jednak spojrzeniem wciąż omijał jego twarz. – Tylko teraz… pobędę trochę sam? Okej? – Nie czekając na odpowiedź, ruszył do sypialni.

***

   Dręczony ponurymi myślami zasnął i obudził się dopiero nad ranem. Nie wiedział nawet, czy Sasuke położył się spać przy nim na noc, gdyż druga połowa łóżka była nienagannie zasłana, a samego bruneta Naruto nie dostrzegł w pomieszczeniu.
   Wstał z łóżka i, nie będąc jeszcze do końca rozbudzonym, podreptał do salonu.
   - Sasuke? – zawołał, nie widząc bruneta w drugim pomieszczeniu. Odpowiedziała mu cisza. Jego nastrój momentalnie stał się jeszcze gorszy, niż dzień wcześniej. Rad nie rad, poszedł się ogarnąć do łazienki, mając nadzieje, że w międzyczasie Uchiha wróci do mieszkania.

***

   Do południa czas spędził na bezmyślnym wgapianiu się w telewizor. Nie miał najmniejszej ochoty na świętowanie swoich urodzin, a dodatkowo cały czas dręczyły go sprzeczne uczucia. Bo niby dobra, rozumiał, że Sasuke krępowało mówienie o tym, co czuje. Jasna sprawa, spoko. Ale, do cholery, byli ze sobą ponad rok! To chyba świadczy o tym, że łączy ich coś więcej niż łóżko! Na pewno. Chyba… Przecież chciał tylko usłyszeć dwa cholerne słowa! Czy to takie trudne je powiedzieć?
   Naruto sam nie wiedział co myśleć. Potrzebował oświadczenia, że tak, Sasuke go kocha. Może to i głupie. Może faktycznie wymagał za dużo. Może… a może ich związek po prostu nie miał sensu?
   Dźwięk przekręcanych w drzwiach kluczy wyrwał go z rozmyślań. Jednak nie ruszył się z kanapy. Wciąż wpatrywał się w ekran. I czekał.
   Po krótkiej chwili Sasuke stanął tuż obok niego.
   - Hej – rzucił cichym głosem. Gdyby nie to, że to Uchiha, Naruto określiłby ten ton jako „skruszony”.
   - Cześć – odpowiedział krótko, wciąż na niego nie patrząc. Czuł na sobie wzrok drugiego mężczyzny, ale właściwie sam nie wiedział, co miałby więcej powiedzieć.
   - Mam dla ciebie prezent. – Dotarło do uszu Naruto. W końcu rzucił Sasuke krótkie spojrzenie. W jego ręce zostało wciśnięte pudełeczko wielkości paczki zapałek obwiązane czerwoną kokardką. Zaraz potem Uchiha nachylił się i delikatnie musnął ustami jego policzek. – Wszystkiego najlepszego.
   Naruto patrzył na niego, kiedy ten się odsunął. Twarz Sasuke nie wyrażała żadnych emocji. Za to w oczach Uzumakiego pojawiły się małe iskierki złości. To on cały dzień się zamartwiał, rozmyślał, a Uchiha miał zamiar po prostu olać ich wczorajszą rozmowę? O nie.
   - I co? – warknął w końcu, widząc, że ze strony swojego chłopaka nie może liczyć na dalszą rozmowę. – To wszystko? Nie było cię pół dnia i teraz niby czego oczekujesz? Z radości, że o mnie pamiętasz mam się posikać ze szczęścia? Rozumiem, że nie masz mi nic do powiedzenia?
   - Naruto…
   - Jeżeli kolejne twoje słowa nie będą nawiązywać do wczorajszej rozmowy, to sobie odpuść – syknął, powracając spojrzeniem do ekranu telewizora. Był zły. Bardzo zły. Jednak Sasuke, nawet jeżeli to zauważył, to nic z tym nie zrobił. Z jego strony Uzumaki usłyszał tylko ciężkie westchnięcie.
   - Okej – parsknął Uzumaki. – Jak chcesz. Dziękuję bardzo za prezent. Dziękuję w sumie za wszystko. Już spełniłeś swój obowiązek na dzisiaj, jesteś wolny.
   - Co? Naruto, o co ci chodzi?
   - O nic, Sasuke – sapnął. Wciąż wpatrywał się w migający obraz. – Po prostu się zastanawiam, czy to w ogóle ma jakiś sens.
   - To, znaczy co?
   - Nasz związek. Nie ufasz mi, a ja…
   - Czekaj, co? – Uchiha przerwał mu ostrym tonem. – Coś ty znowu sobie ubzdurał? Zresztą, nieważne – warknął. – Myśl sobie co chcesz. Idę się przejść. – I ruszył w kierunku wyjścia. Po chwili Naruto usłyszał trzask drzwi. Wzdrygnął się mimowolnie.
   To nie była typowa kłótnia. Nie tak powinna się skończyć. Fakt, często skakali sobie do gardeł, ale dosyć szybko dochodzili do porozumienia. A teraz… Co to właściwie miało znaczyć? Przecież to on, nie Sasuke, powinien być teraz wściekły! Przecież to Sasuke zachowywał się jak palant! To Sasuke miał wyraźne opory przed powiedzeniem…
   Naruto opuścił wzrok na trzymane pudełko. Tknęły go lekkie wyrzuty sumienia.
   Niepewnie uchylił wieczko pudełka. I sapnął nieco zaskoczony. W środku znajdował się pendrive. W kształcie żaby. Żeby podpiąć go pod komputer, należało rozdziawić jej gumowy pyszczek. Chwycił przedmiot w dwa palce i przyjrzał mu się bliżej. Był… uroczy. Ale…
   Zerwał się nagle z kanapy. I pobiegł do sypialni po laptopa.

***

   Jak się spodziewał, na pendrive znajdował się plik. Plik z nagraniem. Kliknął w niego dwa razy. Obraz odtwarzacza do filmów po chwili rozciągnął się na cały ekran. Sapnął zaskoczony, kiedy na nim ujrzał Sasuke, który wpatrywał się prosto w niego.
   - Cześć – rozległo się z komputerowych głośników. – Jest dziesiąty października, więc: wszystkiego najlepszego. To tak na dobry początek. – Naruto tymczasem kompletnie zbaraniał. Co ten prezent miał znaczyć? – Teraz, w ramach wyjaśnień. – Sasuke odetchnął głęboko. Było widać, że szykuję się na powiedzenie czegoś, co wcale łatwo mu nie przychodzi. – Wiesz jaki jestem. W końcu, mieszkamy razem dosyć długo. – Postać z ekranku uśmiechnęła się delikatnie. – Wiesz, że… Nie jestem typem osoby, która łatwo nawiązuje kontakt z ludźmi. Wiesz, że czasami dosyć ciężko jest się ze mną dogadać. Wiesz, że ciężko jest mi mówić o pewnych rzeczach. Ale jesteś ze mną. Widzisz, mam za sobą parę nieudanych związków. Z tobą jest inaczej. Ja przede wszystkim… ufam ci, Naruto. – Sasuke przeczesał ręką włosy. Nawet na nagraniu dało się dostrzec, że był zakłopotany. – I nie chciałbym stracić tego, co jest między nami. Nie chciałbym stracić CIEBIE – zaznaczył dobitnie, uśmiechając się niepewnie. – Dlatego… Po wczorajszej rozmowie przemyślałem kilka rzeczy. Wiem, że to tylko nagranie, ale może chociaż tak uda mi się trochę załagodzić sytuację. Zresztą, w ten jeden dzień zasługujesz, żebym ci to powiedział. – Naruto wstrzymał oddech. – Kocham cię, młotku. 
   Nagranie zastopowało się. Naruto błyskawicznie przewinął je o kilka sekund.
    - Kocham cię, młotku.
   Ponownie.
   - Kocham cię. – Zatrzymał film.
   - Ożeszkurwa! – wrzasnął. W kolejnej sekundzie już wybiegał z mieszkania.

***

   Naruto biegł. Nie zważając na to, że najprawdopodobniej zaraz wychrzani się przez rozwiązane sznurówki, w ekstremalnym tempie pokonywał schody, przeskakując po dwa stopnie. Wypadł z klatki schodowej i zatrzymał się nagle.
   Nie miał najmniejszego pojęcia, gdzie mógł poleźć Sasuke. W każdym razie, nie mógł odejść daleko. Raczej.
   Myśli szaleńczo gnały po głowie Uzumakiego, podczas gdy niecierpliwie stał w miejscu, nie wiedząc, co powinien teraz zrobić. Uchiha go kochał. Jasna cholera. Nagrał mu wyznanie miłosne! Jeszcze większa jasna cholera! A on mu zarzucił brak zaufania, warczał na niego. A Sasuke go kochał. Powiedział mu to. W nagraniu. POWIEDZIAŁ!
   - Naruto?
   Uzumaki obrócił się na pięcie. Przy blokowej ścianie, tuż przy klatce schodowej stał Sasuke. I patrzył na niego ze zdziwieniem.
   - O Boże – jęknął Uzumaki z wyraźną ulgą i już po chwili wtulał się w swojego chłopaka, niemalże dusząc go w uścisku. – Przepraszam! – zawył nieco nazbyt głośno. – Tak bardzo przepraszam. Byłem chamem i prostakiem, a ty… Boże, Sasuke! Przecież to nagranie… O Boże, przepraszam! – powtórzył nieskładnie, wciskając nos w szyję Uchihy. – Jestem idiotą.
   - Jesteś – potwierdził Sasuke.
   Uzumaki zawahał się i lekko poluźnił uścisk. Jednocześnie był niezmiernie szczęśliwy, a z drugiej strony miał straszne wyrzuty sumienia.
   - Bałem się, okej? Przepraszam…
   - Ja też.
   Naruto zamrugał. Oderwał się od Uchihy, żeby móc mu spojrzeć w twarz. Jak zwykle nie dało się z niej nic wyczytać. Chociaż... jeżeli by się dobrze przyjrzeć, to w oczach mężczyzny dało się dostrzec coś na kształt ulgi. I zadowolenia.
   - Że co? – zapytał zdziwiony.
   - Przepraszam. Mimo wszystko, trochę cię rozumiem. Ale teraz, wracajmy do domu, dobra? Sąsiedzi robią sobie z nas widowisko.
   Naruto uśmiechnął się promiennie. Chwycił Sasuke za rękę, aby następnie pociągnąć go w kierunku ich mieszkania. To z pewnością będą niezapomniane urodziny.

środa, 24 lipca 2013

Drobnostki, czyli wszystko we właściwym czasie

Dawno się nic nie działo, więc, żeby nieco rozruszać bloga, wrzucam to cóś. Dziękuję za komentarze, lofciam  < 3 I zapraszam do czytania. 

Tytuł: Drobnostki, czyli wszystko we właściwym czasie 
Długość: miniatura
Gatunek: romans, obyczaj
Beta: Pico :"D Dziękuję!  
Ostrzeżenia: Wrzucone na odpowiedzialność Pico (hłehueheheh xD), przez którą to fik ten (utrapienie me osobiste) jest wystawiane dla większej publiki. I specjalnie dla wspaniałej pani bety: "mogą się jeszcze pojawić herezje interpunkcyjne, bo Pico jest ograniczona intelektualnie", lof < 3



***

– Zrywam z tobą.
Sasuke postukał niecierpliwie palcami w blat stołu. Właśnie znajdował się wraz z Naruto w ich ulubionej kawiarence, w której serwowano najlepszą kawę na świecie. A uśmiechając się ładnie do kelnerki, można było dostać czekoladowa ciasteczka, co Uzumaki skwapliwie wykorzystywał.
 – Nie rozumiem – powiedział po chwili, wgapiając się w towarzysza nieco beznamiętnym spojrzeniem. – Dlaczego? Wydawało mi się, że nasz układ jest dla ciebie korzystny.
 Naruto posłał mu wrogie spojrzenie.
 – Czy ty w ogóle słyszysz co mówisz? Układ? Korzystny? Sasuke, mówimy o związku. Naszym związku, tak dla ścisłości. Najwyraźniej nie istniejącym. Widzisz, jestem facetem, który potrzebuje nieco uczucia, a nie chorego układu. Odrobiny emocji, spontanicznych wyznań. Boże, człowieku, jakiegokolwiek dowodu, że coś do mnie czujesz, a nie traktujesz jak przedmiot do zaspokajania swoich seksualnych potrzeb. – Naruto zamilkł na chwilę. Jego głos załamał się lekko, jednak po chwili przemówił ponownie pewnym tonem  – Wiesz, właściwie sam siebie podziwiam, że aż tyle wytrzymałem. Nie wiem, może miałem nadzieję, że się zmienisz, że...
 – Seks ci nie odpowiada?
 Do uszu Uchihy dobiegło zniecierpliwione westchnięcie.
 – Nie wiem, czy to kwestia wychowania, charakteru, czy cholera wie czego, ale jesteś strasznym dupkiem, wiesz? Ale po co ja ci to mówię, taki bezuczuciowy burak jak ty i tak oleje moje słowa. – Nie czekając na odpowiedź, Naruto wstał. – Żegnaj, Sasuke. Mimo wszystko, było miło.  Ale ja nie potrafię żyć w taki sposób.
 Tak Sasuke został sam. Wyciągnął telefon, z którego po chwili wykasował notatkę o jutrzejszym spotkaniu z Naruto. Cóż... Bywa.

***

Jego związek z Naruto trwał dwa lata. I był wygodny. Chłopak, jeżeli chodziło o pewne sprawy, nie wymagał wiele. Jeżeli Sasuke zastanowiłby się bardziej nad tą kwestią, stwierdziłby w końcu, że właściwie to Naruto nie wymagał od niego... Niczego. Po prostu wystarczało mu, że od czasu, do czasu Uchiha był przy nim. A przy trybie pracy wziętego programisty, było to dla Sasuke bardzo korzystne. W końcu, nie raz zdarzało się, że z biura do domu wracał o abstrakcyjnych porach, czy też, przy większych projektach  wychodził o świcie. A o dziwo, Naruto zawsze czekał na niego ze śniadaniem, czy też kolacją. Czasami nawet podrzucał mu babeczki w porze lunchu. Właściwie, to Naruto dosyć często podrzucał mu różnego rodzaju wypieki. I jak już było wspomniane wcześniej, nie wymagał niczego w zamian.
 Sasuke spojrzał z lekkim rozdrażnieniem na wymalowaną blondynkę, z którą spotykał się od tygodnia. Nawet nie był pewien, czy dobrze pamięta jej imię. Ino? A zresztą, czy to ważne?
 – I wiesz, moja mama chciałaby cię w końcu poznać... – paplała radośnie kobieta, gładząc go delikatnie po ramieniu. Siedziała stanowczo zbyt blisko. Sasuke zmarszczył brwi.
 – Poznać? – zapytał w końcu, przerywając jej monolog. – Mam dziwne wrażenie, że oczekujesz ode mnie pewnego rodzaju zobowiązań, na które stanowczo nie mam zamiaru się zgodzić.
Kolację w restauracji skończyli w bardzo niemiłej atmosferze. W dodatku, wino, które wcześniej zamówił dziewczynie, wylądowało na jego koszuli. Co jest do cholery z tymi ludźmi nie tak, zastanawiał się Sasuke, ścierając pośpiesznie plamę. Tydzień to przecież zdecydowanie za wcześnie, żeby poznawać czyichś rodziców! Zwłaszcza, że on nigdy nie miał zamiaru pozwalać sobie na aż takie zobowiązania!
Naruto nigdy... Nagle zaprzestał pocierania chusteczką. Właśnie, Naruto nigdy niczego nie wymagał.  Naruto po prostu był.
Dlaczego w ogóle o nim myślę? Zastanowił się przez chwilę, po czym potrząsnął gwałtownie głową. Niejasno krążyło mu w myślach, że Ino miała niebieskie oczy.

***

 – Rzucił cię?
 – Yhm – mruknął, mieszając łyżeczką w kawie. Zerknął na swojego, z braku laku można nazwać, przyjaciela. Czy też, jedyną osobą, która z niezrozumiałych dla niego względów, zadawała się z nim jeszcze. – Wiesz, Shikamaru, nie chciałbym za bardzo rozwijać tego tematu...
 – Kiedy?
 – Miesiąc temu.
 Nara gwizdnął cicho pod nosem.
 – No, i tak się nieźle trzymał.
 Sasuke spojrzał na niego nieprzychylnie znad filiżanki kawy.
 – Czyli, że co? Naruto biedny, a ja ten zły? Jak już mówiłem, to on ze mną zerwał. Niby sobie na to zasłużyłem?
 – Nie wiem. A zasłużyłeś? – zapytał Shikamaru. – Zresztą, to nie pierwszy twój związek, który nie wypalił. I zazwyczaj, sam musisz przyznać, zasługiwałeś. Niby czym ten się różni od poprzednich?
Sasuke zmarszczył brwi. No właśnie? Zapytał sam siebie, wpatrując się w piaskową babeczkę podaną do kawy. Jej kuszący zapach, jakoś jednoznacznie kojarzył mu się z Uzumakim. Dlaczego wciąż mnie prześladuje?

***

Uchiha ze zgrozą spoglądał na coś zielonego. Dopiero po chwili odetchnął, kiedy zdał sobie sprawę z tego, że był to portfel. Kto o zdrowych myślach kupował takie szkaradztwo? Sprawa wyjaśniła się nieco, gdy go otworzył i ze środka wypadł dokument.
 Była to karta biblioteczna. Zapisana na Uzumakigo Naruto. No tak, tylko on mógłby się pokusić na kupno portfela w kształcie ropuchy. Sasuke przyłapał się na delikatnym uśmiechu, kiedy wpatrywał się w widoczną na zdjęciu, radośnie wyszczerzoną, blond postać. Zaraz jednak się otrząsnął się z lekkiego letargu, schował dokument i odłożył portmonetkę. Nie miał teraz czasu na takie rzeczy, w końcu, za chwilę musiał wyjść do pracy.
Ale nawet kiedy wpatrywał się w ekran komputera, to przed oczami miał roześmianą postać Naruto.

***

 To zabawne, ale Sasuke nawet nie wiedział, gdzie Naruto mieszka. Jakoś nigdy nie przywiązywał to tego większej wagi. W końcu, Uzumaki był przy nim, kiedy tylko był potrzebny. W każdym razie, nie spodziewał się, że tak żywiołowa osoba mogłaby mieszkać w bloku, nie doprowadzając przy tym sąsiadów do szału. A jednak.
 Uchiha zerknął dla pewności na adres na karcie bibliotecznej, a następnie na szary, nieco podniszczony blok. Cóż. Wszystko się zgadzało. Ruszył pewnym krokiem ku klatce schodowej. Na jego szczęście, domofon był popsuty, dlatego od razu wspiął się po schodach na drugie piętro. Po chwili wahania zapukał w drzwi mieszkania oznaczonego numerem cztery. Właściwie, co ja tu robię?
 – Już idę! – dobiegł jego uszu wyraźnie damski głos. Nagle zapragnął być gdzieś indziej. Jednak, zanim zdążył pomyśleć o jakimś planie ewakuacji, drzwi otworzyły się i stanęła w nich różowowłosa kobieta. Wbiła w niego zdecydowanie za mądre zielone oczy i zapytała po chwili: – W czym mogę pomóc?
 – Szukam... – zaczął i odchrząknął. – Szukam Naruto.
 – Po co? – Ton kobiety wyraźnie wskazywał na to, że nie pała do Sasuke sympatią. Z tego Uchiha wywnioskował, że na pewno zna Uzumakiego, a ten, zapewne jej coś napomknął na jego temat.
 Właśnie, po co? Sasuke naprawdę sam chciałby to wiedzieć.
 – Ja... – zaczął niepewnie. – Nie wiem...
 – Tu go nie znajdziesz. – Przyglądała mu się przez chwilę podejrzliwie. Zaraz jednak jej oblicze nieco złagodniało. – Ale przyjdź jak już będziesz pewien, czego oczekujesz od życia.
 Kilka minut późnie Sasuke siedział nieopodal bloku na nieco podniszczonej ławce z twarzą ukrytą w dłoniach. Niby czego oczekujesz od życia, Sasuke? Zapytał złośliwy głos w jego głowie, który jakimś dziwnym trafem przypominał mu Shikamaru. Czy może raczej: kogo? Cholernie domyślny ten głos...

***

Sasuke siedział w kawiarni, tak, tej samej, w której Naruto z nim zerwał, i wyjątkowo uparcie starał się nie myśleć. Dlaczego na popołudniową kawę przylazł akurat tutaj - sam nie miał pojęcia. Niemalże z każdej strony atakowały go wspomnienia o Naruto.
 Skrzywił się. To nawet było fascynujące, że brakowało mu tego pełnego energii faceta w tych najzwyklejszych momentach życia. To przy porannej kawie, to przy kucharowaniu, które, nawiasem mówiąc, nigdy nie było atutem Sasuke, to po południowej drzemce w zaciszu własnego domu, kiedy to Naruto przysypiał tuż przy nim, a jego blond kosmyki łaskotały Sasuke w nos. To podczas lunchu, kiedy Uzumaki wparowywał znienacka do jego biura, zamykał jego laptopa, na którego, trajkocząc radośnie, kładł dwie babeczki, kradł całusa i zaraz uciekał, tłumacząc się natłokiem klientów.
 Sasuke zamarł. Właśnie zdał sobie sprawę, że był kompletnym ignorantem. Przecież on nawet nie wiedział, gdzie Naruto pracuje.
 – I jak tu się dziwić, że mnie zostawił? – mruknął do siebie.

***

 Jeżeli chodzi o pewne sprawy, to w życiu człowieka przychodzi moment, kiedy zdaje sobie sprawę z dosyć oczywistych faktów. A mimo ich oczywistości... I tak jest zdumiony swoim odkryciem. Dla Sasuke moment ten przyszedł dwa miesiące po rozstaniu z Naruto.
 – Brakuje mi go – powiedział sam do siebie z lekkim niedowierzaniem. Wpatrywał się w swoje własne lustrzane odbicie i chyba właśnie dokonywał najważniejszych odkryć swojego życia. – Chcę go odzyskać – dorzucił pewniejszym tonem.
 Tylko, że Sasuke nie za bardzo wiedział, jakby się za to zabrać.

***

 – Wyglądasz jak wrak – stwierdził Nara, siadając na kanapie tuż obok Sasuke. Uchiha nie zaszczycił go nawet spojrzeniem. Oczy swe utkwił aktualnie w telewizorze, który dudnił już od wczesnego ranka, towarzysząc mężczyźnie w ponurych rozmyślaniach. Był weekend. Kolejny weekend, w którym to Sasuke nie miał zamiaru zrobić nic produktywnego.
 – Tam są drzwi – mruknął, nie odwracając się do niego. Pogodynka w telewizji właśnie zapowiadała deszczowe popołudnie. – Idź, wyjdź przez nie, zapukaj, poczekaj chwilę i z łaski swojej, pójdź sobie.
 – To cię trafiło, Uchiha, co? No ale, w końcu, na każdego przychodzi odpowiedni czas.
 – Nie rozumiem, o co ci chodzi. Zresztą, nie powinieneś przypadkiem zajmować się swoimi własnymi sprawami?
 – Znaj łaskę pana. Znalazłem dla ciebie nieco czasu.
 I tym oto sposobem, Sasuke został wyciągnięty ze swojego domu do ludzi, których, bardziej niż zwykle, nie miał ochoty oglądać.
 – Dlaczego nie zostawisz mnie w spokoju? – zapytał w końcu zbolałym tonem przyjaciela, kiedy przemierzali wąskie uliczki. – Nie mam ochoty...
 – Nie marudź, nie będziesz siedział sam cały wieczór. Jest sobota, chodź na piwo.
 Piwo, pomyślał nieco nieprzytomnie. No tak, zupełnie o tym zapomniał, że Shikamaru za swój główny cel w życiu uważał wyciąganie wszystkich chłopaków z pracy na sobotniego browara. A zapomniał o tym jeszcze bardziej, kiedy w tłumie ludzi zauważył różową czuprynę.
 – Poczekaj chwilę – sapnął i rzucił się w pogoń za dziewczyną.

***

 – Stój! – krzyknął, zanim kobieta zniknęła za drzwiami cukierni. Zauważył, jak rzuca zaniepokojone spojrzenie w głąb małego sklepiku, zanim skupiła na nim wzrok.
 – Tak? – zapytała, wbijając w niego czujne zielone oczy.
 – Ja... – zaczął, nie wiedząc właściwie, co chciał powiedzieć. – Ja byłem...
 – Zdaję sobie sprawę z tego, kim jesteś – odpowiedziała mu kobieta, zanim zrobił z siebie całkowitego kretyna. – Sasuke Uchiha. Człowiek skała, co nie? Wyrażanie emocji chyba nie jest twoją najmocniejszą stroną.
 Ta baba mnie obraża, dotarło do niego po chwili, w której z lekkim zaskoczeniem spoglądał na jej postać.
 – Chociaż z tego co opowiadał Naruto, powinieneś być bardziej wygadany.
 – Czyli znasz Naruto? – zapytał. W tej chwili nie za bardzo obchodziło go to, co sądziła o nim kobieta. – Powiesz mi, gdzie on jest?
 – To zależy, czego od niego chcesz.
 Sasuke zmarszczył brwi. Czego chce? To nie tak... Nachylił się i wyszeptał jej coś do ucha. Kobieta zamrugała wyraźnie zaskoczona jego słowami, ale zaraz na jej twarzy wykwitł szczery uśmiech.
 – Znam – odpowiedziała w końcu. – A teraz idź mi kupić babeczki.
 – Co?
 – Pstro. Bez babeczek nie ma rozmów o Naruto. Idź. – Wskazała dłonią na cukiernię. – Poczekam.
 No to... Poszedł.

***

 – Cześć Sakura.
 Kobieta oderwała wzrok od sklepowych drzwi. Stał przy niej Nara.
 – Witaj Shikamarau – odpowiedziała pogodnie, powracając spojrzeniem do wcześniejszego punktu obserwacji.
 – I co? Myślisz, że coś z nich będzie? – zapytał mężczyzna, przeszukując swoje kieszenie. W końcu, z błyskiem tryumfu w oczach, wyciągnął z jednej pomiętą paczkę papierosów. – Co ci tam szeptał?
 Sakura uśmiechnęła się promiennie.
 – Zapytałam, czego chce od Naruto.
 – I?
 – Powiedział, że od niego nie chce w sumie nic. Że tak właściwie, to chciałby mu coś dać.
 – Co?
 – Siebie.

***

 – Dzień dobry, czym mogę... – Ciepły głos zamilkł nagle, gdy tylko oczy zapracowanego sprzedawcy spojrzały na klienta.
 – Nie chciałby pan kupić bezuczuciowego buraka? – wypalił Sasuke, zanim właściwie zdążył pomyśleć. Po chwili doszedł do wniosku, że to właściwie nawet przyjemne, działać, a nie roztkliwiać się nad szczegółami. – Mamy promocję.
 W niebieskich oczach sprzedawcy pojawiło się lekkie niezdecydowanie. Jakby sam za bardzo nie dowierzał w to co widział i słyszał, jednocześnie starając się ukryć mimowolnie pojawiający się na jego twarzy uśmiech.
 – I w ramach zapłaty przyjmujemy babeczki.
 Naruto, w końcu, parsknął śmiechem.

czwartek, 2 maja 2013

Upolować lisa


Dawno się nic nie działo, to wrzucam kwitek będący drugim rozdziałem "Upolować lisa"  kolejny będzie duuużo dłuższy :"D Dziękuję bardzo za komentarze, trochę nie ogarnęłam z odpisywaniem x) No, to wracam do graficzenia xD

2. Osaczyć

               Sasuke od zawsze obserwował Naruto niemalże przy każdej możliwej okazji. Było to swojego rodzaju zwyczajem Uchihy. Po prostu to... Lubił. Być może miało na to wpływ to, że Uzumaki już sam w sobie był osobą dosyć ciekawą, całkowicie różniącą się od innych znanych mu ludzi. Może chodziło o nieco toporną technikę "bycia", która ujawniała się nie tylko w codziennej postawie Naruto, ale i w trakcie treningów, czy też walk.
               Bo Uzumaki, mimo wyraźnego braku stylu podczas sparingów, posiadał pewne dosyć charakterystyczne zachowania, które właściwie można było przypisać tylko jemu. I wcale nie chodziło o to, że po niemalże każdej wymianie ciosów dziwacznym sposobem lądował na czworaka, wyglądając przy tym dosyć... Lisio. Cofnięty kark, wyszczerzone zęby i to specyficzne spojrzenie, po którym można było wywnioskować, że Uzumaki właśnie skupia się na zadaniu kolejnych ciosów. Co ciekawsze, takie chwile trwały zaledwie ułamki sekund, gdyż Naruto, z pozoru instynktownie, zaraz podrywał się do następnego ataku, nie dając przeciwnikowi szans na chociażby sekundę namysłu.
               Sasuke czasami zastanawiał się, czy ktoś oprócz niego widzi te drobne, ale jakże istotne dla szczegóły.
               Charakterystycznym gestem było drobne skrzywienie ust, kiedy Naruto nie potrafił odnaleźć się w danej sytuacji. Co również było natychmiast maskowane szerokim uśmiechem i mrużeniem błękitnych oczu. Właściwie, Uzumaki dosyć często mrużył oczy. Jakby próbując schować samego siebie za powiekami. Charakterystyczne również było ciche sapnięcie, niemalże niesłyszalne dla postronnego obserwatora, które miało zazwyczaj miejsce, gdy coś nie szło po myśli Uzumakiego. Oraz lekkie podrygiwanie stopą, kiedy to mężczyzna był wyraźnie podekscytowany.
               Setki drobnych zachowań, które Sasuke obserwował i zapamiętywał z niewiadomych względów.
               Uchiha zmarszczył brwi w zamyśleniu, spod przymrużonych powiek obserwując towarzystwo biesiadujące przy restauracyjnym stoliku. Naruto właśnie zerwał się z miejsca żywo gestykując, próbując najwyraźniej przekazać znajomym jakieś niezwykle istotne szczegóły z ostatnio wykonywanej misji. W tym momencie Uzumaki był dawnym sobą. Pełnym energii, głośnym i roześmianym mężczyzną. Więc... O co właściwie mogło chodzić, gdy nagle diametralnie zmieniał swoje zachowanie?
               Nagle niebieskie tęczówki spojrzały ponad tłum. Prosto w ciemne oczy Uchihy. To trwało zaledwie sekundy, ale wystarczyło, aby Sasuke zdołał dostrzec momentalnie zaciskające się usta. I... To wszystko. W następnej chwili Naruto odwrócił wzrok i zasiadł na swoim miejscu, pozwalając aby dyskusja toczyła się już bez jego udziału.
               Zmarszczka między brwiami Sasuke pogłębiła się.
               To było zdecydowanie dziwne.
               Do głowy przyszła mu pewna myśl. Parsknął wyraźnie nią rozbawiony.
               – Niemożliwe – wymamrotał do samego siebie. Zerknął na blond czuprynę. Naruto wciąż pozostawał cichy i nie udzielał się w rozmowie. Sasuke zamyślił się.
               A może jednak?
***
               – Wyleziesz w końcu patałachu, czy będziesz udawał, że mnie śledzisz, aż do mojego mieszkania, o wielki panie Uchiha?
               Sasuke właściwie się cieszył, że Naruto zauważył jego obecność. Nie, żeby Uchiha naprawdę go śledził. Chciał porozmawiać, a to, że przez jakiś czas trzymał się w pewnej odległości od Uzumakiego, było jedynie wynikiem tego, że próbował zastanowić się, jak zagadać do mężczyzny, żeby uzyskać jakieś sensowne odpowiedzi na dręczące pytania. Nie sprawiając przy okazji, że Naruto znowu mu zwieje.
               – No? – zapytał Uzumaki, kiedy Uchiha pojawił się przed nim w całej okazałości. – Chciałeś czegoś, czy łażenie za mną stało się jakimś twoim nowym, pokręconym hobby? Bo wiesz, jeżeli to drugie, to jestem zmuszony wyraźnie zażyczyć sobie, abyś pokombinował nad innym, które nie byłoby związane z moją osobą.
               – Chciałem porozmawiać – rzucił niedbale Sasuke, wbijając ręce w kieszenie uniformowych spodni.
               – Akurat ze mną? – Sapnął Naruto. Uchiha z satysfakcją zarejestrował drobne załamanie w głosie drugiego mężczyzny, gdy ten najwyraźniej próbował zdobyć się na kpiący ton.
               Nie jesteś aż tak dobrym aktorem, jakbyś chciał, co, Naruto?
               – Tak.
               Sasuke widział, jak Uzumaki wyraźnie kurczy się w sobie. Jak wstrzymuje oddech. Jak mężczyzna wyraźnie próbuje powstrzymać się przed panicznym rozglądaniem na boki poszukując drogi ucieczki, a dłonie samoistnie zwijają się w pięści. Zanim jednak Naruto wykonał chociażby jeden krok, Uchiha doskoczył do niego, chwycił go za ramię i patrząc prosto w błękitne oczy powiedział:
               – Proszę, Naruto.
               Dotychczasowa maska zniknęła. Spojrzenie Uzumakiego stało się wyraźnie bezradne.
               Mam cię, pomyślał z satysfakcją Sasuke. Wiedział, że właśnie w tym momencie Naruto zrezygnował ze wszelkich kombinacji, że jednym, cichym "proszę" sprawił, iż mężczyzna odpowie mu na wszystkie pytania. I zaraz mina mu zrzedła, gdy w kłębowisku szarej pary pojawił się cholerny Kakashi. Zgrzytnął zębami, rzucając Joninowi wściekłe spojrzenie.
               – O, jakież to szczęście, że widzę was razem! – zaświergolił radośnie Kakashi, nie zwracając uwagi na wyraźnie wyczuwalne mordercze intencje Sasuke. – Nie będę musiał się targać do każdego z osobna. Piąta chce was widzieć. Natychmiast robaczki!
               Naruto czym prędzej skorzystał z okazji i czmychnął. Za to Sasuke wciąż wpatrywał się w Jonina z wyraźną chęcią rozczłonkowania go w jakiś wyjątkowo kreatywny i bolesny sposób.
               – No co? – zapytał niewinnie Kakashi, wzruszając ramionami. – Się nie patrz na mnie w ten sposób bo i tak się nie przestraszę. Leć lepiej do Tsunadę, ucieszy cię to co ma do powiedzenia. – Poklepał młodszego mężczyznę po ramieniu i również zniknął.
               Ta, jasne.
***
               – Zrozumiano? – zapytała Tsunade, patrząc na nich twardo.
               Sasuke właściwie sam nie wiedział co myśleć. Dostali misję. Mieli udać się na północną granicę kraju ognia  i sprawdzić, czy plotki o tamtejszych zamieszkach są prawdziwe. Upierdliwe zadanie, szczerze mówiąc. Zwłaszcza, że dostali wyraźny nakaz błyskawicznego powrotu do wioski, jeśli tylko trafią na trop jakiejkolwiek burdy. Prawda, jeżeli miałoby to coś wspólnego z Orochimaru, to sprawę trzeba by było dogłębniej przeanalizować, a nie rzucać się bezmyślnie w wir walki. W takim razie, jeżeli chodziło wyłącznie o sprawdzenie pogłosek, dlaczego akurat on i Naruto dostali to zlecenie? Nie, żeby to był jakiś problem dla Uchihy. Akurat to, że spędzi z młotem kilka dni w podróży, było dla niego jak najbardziej na rękę. Uzumaki jednak miał w tej kwestii całkiem odmienne zdanie.
               – Dlaczego ja? – mruknął pod nosem blondyn. – Dlaczego z nim? – dodał już głośniej. – Nie mogę iść z Konohamaru? Albo... Bo ja wiem? Kakashim?
               Sasuke spojrzał na niego bez krzty emocji. No tak, to było do przewidzenia, że Naruto, który ostatnimi czasy miał najwyraźniej jakiś problem z tolerowaniem obecności Uchihy, powie coś w tym stylu.
               – Nie. – Hokage nie kłopotała się z rozterkami Naruto. I nie miała raczej zamiaru rozwijać swojej wypowiedzi.
               – Ale, babciu...
               – Mogę ewentualnie przekazać misję innemu duetowi... – zaczęła kobieta, lekceważąco wzruszając ramionami, jednak Naruto nie dał jej skończyć.
               – Dobra, już dobra – jęknął i spojrzał na Sasukę, jakby ten był czemuś winien.
               Cwany babsztyl, pomyślał tymczasem Uchiha. Wszyscy wiedzieli, że jeżeli chodziło o jakiekolwiek misje, to Uzumaki nigdy nie dawał za wygraną i pakował się we wszystkie zlecenia. Tak więc, jednym zdaniem Tsunade ucięła marudzenie Uzumakiego.
               – Kiedy ruszamy? – warknął w jego kierunku Naruto.
               Usta Sasuke rozciągnęły się w delikatnym uśmiechu. Kakashi miał rację, faktycznie się ucieszył. W końcu będzie miał sposobność przycisnąć Uzumakiego i uzyskać odpowiedzi na pytania, które go męczyły.
               Teraz mi nie uciekniesz, lisie.