sobota, 1 września 2012

Wołowina i inne nieszczęścia



A, co mi tam xD 
NejiSasu - Jak zawsze dla Mecha :) 

***   ***   ***   ***   ***   ***   ***
Bohaterowie poniższego opowiadania nie są w pełni odpowiedzialni za swoje czyny, z racji stanu wskazującego, w jakim się znajdują. A tym bardziej żadnej odpowiedzialności nie ponosi aŁtorka.

Wołowina i inne nieszczęścia

Mięso z iście epickim skwierkiem niemalże podskoczyło na rozgrzanym ruszcie. O ile skwierk mógł być epicki. I o ile kawał, definitywnie martwej, karkówki mógł jeszcze podskakiwać.
Sasuke westchnął dyskretnie, a jego westchnięciu towarzyszył syk wody, która właśnie zetknęła się z rozżarzonymi kawałkami węgla. Zmarszczył brwi. I z nie lada satysfakcją ugasił kolejny płomień, który nieśmiało wychylał się z dna grilla.
- SA-SU-KE! - zawył mu tuż nad uchem irytujący głos. A głos ten do osoby trzeźwej nie należał.
- Nie drzyj się, kretynie - powiedział, bez krzty emocji, wciąż wpatrując się w karkówkę. - Śmierdzisz. Piwem.
- Naprawdę? - Blond czupryna pojawiła się w zasięgu jego wzroku. A zaraz potem ukazały mu się rozbiegane, niebieskie oczęta przyjaciela. - Może to ma coś wspólnego z faktem, że piłem ów zacny napój. Powinieneś też spróbować.
- Śmierdzieć?
- Napić się, Sasuke. Napić! - zawył Naruto radośnie, niemalże wieszając się na czarnowłosym.
- Odsuń. Się.
- Byś chociaż w swoje urodziny był bardziej...
- Pijany?
- Ludzki, tępa strzało. - Głos Uzumakiego nie stracił ani odrobiny radości. Ale się odsunął. I wlepił oczęta w Uchihe, najwyraźniej prowadząc jakiejś bardzo istotne dla istnienia wszechświata rozważania. A przynajmniej na to wskazywała lekka mgiełka przysłaniająca błękit jego oczu. Albo był to też efekt przegięcia z ilością spożytego trunku.
Sasuke skłaniał się ku drugiej opcji.
- Rozważę twoją propozycję - obiecał solennie, dla świętego spokoju.
- Jestem pewien, że by był tu, gdyby mógł - zaczął ni stąd, ni z owąd Naruto. - Wiesz, może też z racji tego, że mieszkacie razem, byłoby mu trudno się wykręcić. Ale wiesz... No... To nie jego wina, że babcia dowaliła mu zadanie. No i nie babci wina, że zadanie się przeciąga. Jestem pewien, że właściwie stara się jak może, żeby jeszcze zdążyć. I wcale się nie zdziwię, jak zaraz bohatersko stanie w bramie i...
Uchiha spojrzał z lekkim wahaniem na karkówkę. Chyba była już gotowa. Przeniósł wzrok na paplającego przyjaciela, słuchając go jednym uchem i ponownie zerknął na grillujące się mięso. Sięgnął po widelec, nabił na niego pokaźny kawałek mięsa. Przyjrzał mu się uważnie. I znowu spojrzał na Naruto. I wepchnął mu ją do gardła.

Po incydencie z gorącym kawałkiem mięcha postanowiono odizolować Sasuke od grilla. Właściwie, to niewiele go to obeszło. Zwłaszcza, że już pokaźny talerz karkówki wylądował na stole. Tak więc Uchiha siedział teraz i wpatrywał się w usmażone mięcho. I miał nadzieję, że skoro już pozbył się Uzumakiego, to nikt nie będzie mu przeszkadzać w marnowaniu czasu na smętne rozmyślania.
- Tyyy... PATAŁACHU!
Brew Sasuke drgnęła w tiku nerwowym.  Ta... Pozbył się Uzumakiego. Jasne.
- Boże, Naruto! - warknął, nie odrywając spojrzenia od karkówki. - Odwal się.
- Nie-e!
- Dlaczego?
- Bo... - Blondyn zrobił dramatyczną pauzę. - Bo nie.
- Za co? - Uchiha wzniósł oczy ku niebu, w błagalnych modlitwach prosząc o zbawienie.  
- Znalazłoby się kilka przewinień - odrzekł dyplomatycznie Naruto. - To co? - kontynuował, stawiając na stole dwie butelki. - Skusisz się?

- Doszukujesz się niepotrzebnych problemów - stwierdził poważnie Uzumaki, otwierając kolejne piwo. Łyżeczką. Co było lepszym posunięciem, niż to, kiedy próbował zrobić to kunaiem. Jednak, na szczęście jego i wszystkich zgromadzonych ludzi, Kakashi, niczym dobry duch, odebrał mu sprzęt ostry, zanim doszło do czegoś bardziej krwawego,  niż wbicie sztyletu niemalże w czoło Sasuke. Ochraniacz dobra rzecz, musiał przyznać Uchiha, gdy z wyraźnym zamyśleniem skinął głową na słowa przyjaciela. I sięgnął po butelkę. Trzecią... Albo czwartą. Czy tam szóstą, kto by tam liczył.
- No - dorzucił, po chwili rozważań. - I nie lubię Hinaty.
- Co?
- Nie lubię jej.
- Dlaczego? - Naruto zerknął na obiekt ich rozmowy, o której wspomniał Sasuke. Właśnie stała przy Ino, razem z innymi dziewczynami, gdzie toczyła się najwyraźniej żywa dyskusja. Hinata chyba jednak tylko się przysłuchiwała, a przynajmniej tak to wyglądało po krótkiej obserwacji.
- Bo to Hyuuga.
Uzumaki zgłupiał. Na chwilę.
- Wiesz - zaczął z lekkim ociąganiem blondyn. - Bo Neji...
- No właśnie! - sapnął Uchiha. - To Hyuuga! A jest taka... Nienejiowata!
Niebieskie oczęta spojrzały na niego z wyraźnym powątpieniem. Ale nawet, jeżeli Naruto uznał jego wypowiedź za kretyńską, to nie dał po sobie tego poznać. Wzruszył ramionami i uniósł butelkę w geście toastu.
- Zdrówko?

-Tak, jestem zły, że go tu nie ma - oświadczył zażarcie Sasuke, po kolejnym łyku piwa.
- Noale...
- To, że to nie jego wina, wkurza mnie jeszcze bardziej - syknął. I ponownie przechylił butelkę. - Bo widzisz... Bo widzisz... Tak to jest.
- Nie widzę - stwierdził dobitnie Naruto.
- I wkurza mnie, że jest taki... taki... No.
- Dokładnie. Z tym się zgodzę. - Uzumaki żywo przytaknął, przez co jedna z butelek z głośnym stukotem potoczyła się pod plastikowy stół. Blondyn zanurkował zaraz za nią.
- Ale bez tego nie byłby... No taki! - Dokończył. Sam nie wiedział, o jakie konkretne słowo mu chodzi. Nejiowaty?
Uchiha, lekko zazując, zerknął na przyjaciela, który wciąż chyba próbował wymacać zrzuconą butelkę.
- Mam wrażenie, że mnie nie słuchasz.
- Słucham! - krzyknął blondyn, równocześnie próbując energicznie poderwać się do pionu. Dzięki czemu efektownie przywalił łbem w blat. - Ałaaa...

- Lubię patrzeć, jak trenuje - przyznał Sasuke z lekkim zażenowaniem.
Naruto westchnął, z niejakim rozmarzeniem. Oczęta miał wbite w postać Kakashiego.
- No - przyznał, przytłumionym głosem.
- Wiesz, to jak się rusza. Jego gesty - zgłębiał się dalej Uchiha. - Jak walczy jest taki... No, wiesz o co mi chodzi.
- No - powtórzył Uzumaki. Ręka na której opierał głowę, zjechała po blacie, tak, że teraz jego głowa swobodnie spoczęła na. Jednak wciąż nie spuszczał wzroku z Hatake.
- A wiesz, co lubię najbardziej? Tak jeżeli chodzi o wygląd.
- No.
- Jego włosy. Takie... Miękkie, takie długie...
- I sterczące - westchnął ponownie Naruto.
- No... Chwila, że co?

- Chcę żeby tu był - powiedział żałośnie Sasuke. Zaraz potem odchrząknął, nieco zakłopotany. Wcale nie chciał tego powiedzieć. A już na pewno, nie chciał tego powiedzieć takim mizernym głosem. Już i tak powinien czuć się niekomfortowo, bo siedział na skleconej z desek ławce, razem z blondynem, który niemalże spał na nim, uwieszony w dziwacznym, pijackim uścisku.
Jednak Naruto go nie wyśmiał. Właściwie to w ogóle nie zareagował. Uchiha zerknął na niego podejrzliwie.
Uzumaki zachrapał.
- Do cholery z takimi przyjaciółmi - warknął. Po sekundzie namysłu,  z czystą premedytacją , zepchnął blondyna z ławki.

Sasuke z wręcz krwiożerczym błyskiem w oku wbił widelec w pokaźny kawałek karkówki. Naruto odsunął się od niego nieznacznie.
- Daj spokój - sapnął czarnowłosy. - Nie mam zamiaru cię atakować.
- Nie? - pisnął Uzumaki, ponownie się przesuwając kawałek dalej.
- Nie, jestem głodny.
- O! - Najwyraźniej to zdanie przypadło blondynowi bardzo do gustu. Tak więc, momentalnie znowu znalazł się strasznie blisko przyjaciela. - To sobie też wezmę. Ha, trzeba się dobrze odżywiać, co nie, Sasuke? W końcu jesteśmy shinobi i musimy... Ups!
Uchiha zamarł.
Zamarł też Naruto.
I zamarła także karkówka, którą Uzumaki nieopatrznie zrzucił na głowę Sasuke, podczas swojej przemowy.
Zamarli także wszyscy inni, gdy w czarnych oczach uaktywnił się Sharingan.
I wtedy mięso zaczęło latać.

- Rozumiem, że jesteście pijani - powiedział Kakashi, jakiś czas później, uważnie spoglądając na swoich byłych uczniów. Siłą przytargał ich z podwórka do domu, w nadziei, że tu już nikomu nie zaszkodzą. Rzucając mięsem. Dosłownie. Jak można za pomocą kilku kawałków wołowiny zrobić takie pobojowisko?! - I rozumiem, że z pewnych powodów, możesz być rozdrażniony, Sasuke...
- Dupa - warknął dojrzale czarnowłosy. - Jestem trzeźwy.
Kakashi spojrzał na niego z wyraźnym powątpieniem.
- Ja też! - dorzucił radośnie Naruto. Jednak zaraz jego mina stała się mniej radosna, a bardziej zielonkawa. Błyskawicznie przysłonił usta dłonią. - Ale chyba nie czuję się najlepiej...
Hatake westchnął.
- Słuchaj, Sasuke - zaczął pojednawczo, zerkając przelotnie na Uzumakiego, który dla odmiany postanowił legnąć się na kanapie. - To, w Neji'ego tu nie ma...
- Wiem, że nie zrobił tego specjalnie! Zresztą, mniejsza z tym, że go dzisiaj tu nie ma. Nie jestem babą. Po prostu, nie ma go już za długo! - warknął. - Mógłby się już łaskawie pojawić, nie będę na niego czekać cholera wie ile.
- Nie? - zapytał Kakashi, w swoim domniemaniu dosyć niewinnie.  Jednak odpowiedzi nie zdążył uzyskać.
- Ka...Kashi... - rozległo się gdzieś, z okolicy kanapy. - Będę... Rzy...

Sasuke stanął w wejściu do ogrodu. Z niejaką ulgą oparł się o framugę drzwi. I wcale nie chodziło o to, że miał drobne problemy z utrzymaniem równowagi!
Zgromił podwórze ponurym spojrzeniem.
Po karkówkowej wojnie, którą stoczył z Naruto, wszyscy chyba postanowili zdezerterować. Po za kilkoma wyjątkami, które nie były w stanie o własnych siłach przemieścić się do swoich domów. Nie, żeby w jego domu można było zobaczyć lepsze rzeczy. Sam Uchiha wyszedł, zaczerpnąć świeżego powietrza, bo jakoś nie miał ochoty oglądać Uzumakiego w komplecie z miską i podtrzymującym go Kakashim.
Sasuke zgrzytnął zębami. To nie fair! Też chciał, żeby Neji trzymał mu miskę!

Sasuke kopniakiem posłał kawałek niedojedzonej karkówki w bliżej nieokreśloną przestrzeń. Zaczynał chyba powoli trzeźwieć. I strasznie mu to nie odpowiadało. Wbił ręce w kieszenie, a spojrzenie w jeszcze gwieździste niebo. Gdyby nie promile we krwi, to z pewnością by był świadomy tego, że niedługo zacznie się robić jasno.
Nagle czyjeś ramiona owinęły się wokół jego pasa.
Uchiha spiął się nieznacznie. I obiecał sobie solennie, że jeżeli to jakimś cudem Naruto, to weźmie i go zabije.
- Odwal się - powiedział i po chwili ciszy dorzucił z dumą. - Mam chłopaka.
Osobnik, a jakże, puścił go.
- Naprawdę? - zapytał głos, w którym pobrzmiewała nuta zadowolenia.
Oczy Sasuke rozszerzyły się gwałtownie, obrócił się błyskawicznie.
- Neji - powiedział i zaraz zganił się za głupkowaty uśmiech, który wykwitł na jego twarzy. - Neji - powtórzył, już nieco mniej radośnie.
- Miałem wrócić wcze...
- Neji - sapnął po raz trzeci jego imię. Przed rzuceniem się na chłopaka powstrzymywał go jeden tyci, malutki, szczególik.  Z ociąganiem przełknął ślinę. Oj, to nie był dobry pomysł. - Mi... Ska...

poniedziałek, 27 sierpnia 2012

Rozdział II.XVII


Dobry wieczór! :) Długo zajęło, ale cóż... Zwalmy na to, że miałam w końcu porządne wakacje, bez komputera ;) Dziękuję bardzo za wszystkie komentarze i zapraszam na część kolejną, o ile wzrok mnie nie myli, już siedemnastą! :D

***   ***   ***   ***   ***   ***   ***

- Ojojoooj, popsiułem ci chłopaćka?
Słowa wypowiedziane z dziecięcym naigrywaniem się, wolno obijały się po głowie Naruto. Nie rozumiał, co się stało. Nie chciał zrozumieć.
Ktoś... Krzyczał. Inny ktoś znalazł się tuż przy nim, wyrwał mu z ramion nieprzytomne ciało.
Nie zważając za nic, zamknął na chwilę oczy.
I zobaczył to. To jak Sasuke, własnym ciałem zasłania go przed śmiertelnym ciosem Madary.
"Ty idioto..."
- Czy... - zaczął łamiącym się głosem, gwałtownie rozwierając powieki.
Sakura rzuciła mu przelotne spojrzenie i ponownie nachyliła się nad Uchihą, przykładając do jego klatki piersiowej dłonie owinięte zieloną chakrą.
- Żyje - wysapała z trudem. - Jeszcze.
Czerwień błysnęła w niebieskich tenczówkach, gdy zostały skierowane na postać lidera Akatsuki.
- No no, doprowadźcie mi go do ładu - krzyknął radośnie Madara w pouczającym geście machając palcem wskazującym. - Jego oczęta mi się przydadzą jak nie patrzeć. Ot, zakochani - dodał rozmarzonym tonem. - Tylko takich stać na takie głupie poświęcenia. Własna rodzina mi plany psuje, co to się porobiło na świecie...
Czerwona macka lisiej mocy zaatakowała go nagle, zmuszając do zamilknięcia. Przynajmniej chwilowego.
- Oj, czyżbyś się zdenerwował? Toż to nie ma o co się gnie...
Kolejne pasmo pomarańczowej chakry owinęło się wokół jego kostki i swobodnym ruchem uniosło go do góry, a następnie trzasnęło nim o ziemię.
- Naru... - zaczęła Hokage, z wyraźną obawą w głosie. Niedobrze. Uzumaki najprawdopodobniej znowu stracił nad sobą panowanie, przez co nieokiełznana lisia moc przejęła inicjatywę nad jego zachowaniem. Musiała to powstrzymać i to jak najszybciej.
- Interesujące.
- Co? - Kobieta z poirytowaniem zerknęła na... Kyuubi'ego? - Co ty tu robisz?
- Patrzę.
- Coś ty? Patrzysz?  Jakoś nie spodziewałam się ujrzeć twoje obliczę tak szybko, po tym, jak pokłóciłeś się z Uzumakim. Zwłaszcza po twoim widowiskowym odejściu.
Demon, nawet jeżeli nie pasowało mu zuchwałe zachowanie kobiety, ograniczył się jedynie do rzucenia jej pogardliwego spojrzenia i prychnięcia.
- Niecodziennie można zobaczyć takie widowisko. - Kyu w końcu wzruszył ramionami i wskazał na Naruto. Właściwie...  Na owiniętego pomarańczową chmurą chakry, nieruszającego się Naruto.
Tsunade nie zrozumiała jednak zainteresowania lisa.
- Mało żeś się napatrzył, jak demoluje wszystko co napotka, gdy twoja chakra zaczyna dawać mu się we znaki? Szczerze powiedziawszy, to twoja wina, że tak się dzieję...
- Ja nie kazałem jakiemuś patałachowi pieczętować się w nadpobudliwym dzieciaku - stwierdził, z nutą rozdrażnienia w głosie. - W dodatku: nieumiejętnie pieczętować.
- Ty...
- Sza, nie mam ochoty wysłuchiwać pieśni pochwalnych o Czwartym. Lepiej spójrz na Naruto.
Tsunade spojrzała.
- I?
- Ach, ślepota ludzka - sapnął demon. - On to kontroluje.
- Co?
Lis w geście irytacji wzniósł oczy ku niebu.
- Moją chakre, kobieto. Dzieciak jakimś cudem potrafi nią kierować. Przynajmniej chwilowo.
- Chwilowo...
- No... - Kyu podrapał się w rudą łepetynę. - Nie wydaje mi się, żeby umiał długo się kontrolować. A przynajmniej nie teraz, bez odpowiedniego treningu. A skoro już nieźle mu idzie, to jakąś szansę na przyszłość widzę.
- Pani Tsunade...
Umęczony, lekko drżący głos odwrócił ich uwagę od poczynań Naruto.
- Ja... - Sakura zbladła znacznie. Pojedyncze kropelki potu pojawiły się na jej skroni, a ruchy dłoni straciły wyraźnie swoją płynność. Musiała zdrowo nadszarpnąć swoje zapasy siłowe. - Nie mogę powstrzymać krwawienia. Nie wiem, co jest grane...
- To może ty zajmij się leczeniem - powiedział Kyuubi, zwracając się do Hokage. - A ja zrobię coś, żeby dzieciak przypadkiem nie rozwalił połowy twojej wspaniałej wsi. Chociaż nie powiem, Gobi i tak już odwaliła niezłą rozróbę...
A Naruto bez jakiegokolwiek zainteresowania obserwował jak kolejna macka lisiej mocy krępuje ruchy Madary. Mężczyzna wyślizgnął się, tylko po to, aby zahaczyć o wijącą się po ziemi cieńką nić chakry, która błyskawicznie owinęła się wokół jego nadgarstków.
To było nawet zabawne. Patrzeć, jak ktoś z marnym skutkiem próbuje wydostać się z pajęczej sieci pomarańczowej mocy. Jak mucha. I jakże satysfakcjonujące byłoby to, że ów muchą jest Madara. Byłoby. Gdyby w jakimś stopniu go to właściwie obchodziło.
Tymczasem Uzumakiego ogarniał spokój. Spokój, który nie towarzyszył mu od wielu, wielu lat. Niemalże bezgraniczny. Mógłby się w nim zatopić, zanurzyć już na zawszę. Czuł, jakby odnalazł swój azyl, z którego spokojnie mógł obserwować, jak główny prowodyr jego zmartwień zostaje zniszczony. Och, doskonale zdawał sobie sprawę z tego, co się wokół niego dzieje. Tylko, że jego myśli nie były zmącone żadnymi emocjami. Miał przed sobą wytyczony jasny cel, polegający na unicestwieniu Uchihy i nic innego się w tym momencie nie liczyło.
I właśnie dlatego...
Zmarszczył brwi.
Właśnie dlatego...
Jakieś wyjątkowo drażniące "coś" próbowało przebić się przez jego kokon bezpieczeństwa. Zignorował to.
Ponownie swój wzrok skierował na szarpiącego się w chakrowych więzach lidera Akatsuki. O, ponownie udało mu się wyrwać. I ponownie został spętany.
Naruto przymknął oczy. Odetchnął spokojnie. Wszystko szło jak najlepszym torem. Jak najlepszym... A czyjaś dłoń chwyciła go za ramię i szarpnęła nim gwałtownie, przez co zachwiał się i z pewnością zaliczyłby nieprzyjemny upadek z podłożem, gdyby nie to, że wpadł w czyjeś ramiona.
Z niejakim zdziwieniem obserwował,  jak skupisko pomarańczowej mocy, w której się przed chwilą znajdował, rozsypuje się niczym kupka piasku. I to samo dzieje się z nićmi, w które wplątał się Madara. Jednak czarnowłosy mężczyzna był już na tyle poobijany, że po prostu legną na ziemi, z twarzą wciśniętą w trawę.
Blondyn był nieco otumaniony. Zamrugał zawzięcie oczami i postanowił rozeznać się w sytuacji. Cóż... Ktoś go trzymał. Na rękach, znaczy się. Niczym cholerną panienkę! Spojrzał poirytowany na tego kogoś, z zamiarem stanowczego wyrażenia nieprzychylnej opinii, na temat trzymania go jak dziewczyny. I zgłupiał.
- Kyu?
- A niby kto inny mógł cię wyciągnąć z tego kokonu, którym żeś się otoczył? To moja chakra, nie zapominaj, mnie nie zaatakuje.
- No - potwierdził głupio. - Ale wiesz. Mógłbyś już mnie postawić na ziemi, czy coś. Czuję się nieco niekomfortowo.
Jednak zanim lisi demon zdążył spełnić jego prośbę, to wszystkie stłumione emocje wróciły do niebieskookiego, chyba nawet z podwójną siłą. Wyrwał się z jego uścisku, stając błyskawicznie o własnych siłach.
- Sasuke! - wrzasnął niemalże opętańczo, rzucając się w kierunku, gdzie dwie kobiety próbowały nie dopuścić do śmierci czarnowłosego.  - Co z nim?
- Cholera - warknęła Tsunade. Chwyciła dłoń Naruto i przycisnęła ją mocno do wciąż krwawiącej rany Sasuke. - Tamuj!
Hokage wyszperała z kabury strzykawkę wypełnioną jakąś lśniącą substancją i wbiła ją pewnie w ciało Uchihy. Zdezorientowany blondyn starał się nie zwracać uwagi na to, że krew, która przesiąka jego rękawice należy do Sasuke. Przełknął ślinę.
- Sakurcia - zaczął powoli.
- Nie... Nie rozumiem - wysapała zmęczona dziewczyna. Chakra wokół jej dłoni migała niespokojnie, jakby miała zaraz zniknąć. - Nie mogę tego zatamować. Ja... Próbuję, ale ta rana cały czas... Jakby coś blokowało przepływ mojej mocy.
- Jak mam pomóc?
Zielone oczy spojrzały na niego z wyraźnym smutkiem.
- Nie wiem...
- Wasze lecznicze zdolności tu nie pomogą. - Głos lisa rozległ się gdzieś nad jego głową. - A przynajmniej tak mi się wydaje, jeżeli dobrze wnioskuję.
- Czyli?  - Tsunade pociągnęła go za rude kłaki, zmuszając go, do zniżenia się do ich poziomu. - Co masz na myśli?
- To, że ta rana została zadana przy pomocy demonicznej chakry. Znaczy się, esencji z demonicznej chakry.
- Co?
- No przestań. - Demon ponownie rzucił kobiecie poirytowane spojrzenie. - Nie udawaj, że nie słyszałaś. Przecież każda wioska prowadziła nad tym eksperymenty. Jeden z głównych powodów, dla których trzymano w nich ogoniaste bestie.
- Nie mam bladego pojęcia o co ci chodzi.
Lis uniósł wdzięcznie brew.
- Nie?
- Nie! Ty cholerny...
- Kyu... - Głos Naruto był dziwnie cichy i spokojny. - Proszę.
- No dobra. - Dziewięcioogoniasty uniósł dłonie w geście poddania. - Mniejsza z tym, że każda wioska chciała mieć bron idealną. Esencja z chakry demona to właśnie taka broń. Czy raczej, trucizna. Odpowiednia dawka zabija niemalże natychmiast, bez żadnych śladów.
- Przecież on go potrzebował - wtrącił Uzumaki. - Madara. Chciał żywego Sasuke.
- A odpowiednia paraliżuje.
- Więc... - zaczęła Tsunade.
- Więc dzieciak oberwał ni w ząb, ni w oko. Gdzieś pomiędzy. Teraz jego organizm męczy się z substancją, ale jest raczej na straconej pozycji.
- I? - zapytał Naruto, wpatrując się uważnie w czerwone oczyska. - Co my możemy zrobić?
- My? Nic...
- Kto?
Zaległa cisza, w której Uzumaki ani myślał spuścić wzroku z lisa.
- Nie rozumiem pytania.
- Nie bądź tępy, pchlarzu. Kto może mu pomóc?
- W tym momencie? Nikt.
- KTO?!
Kyuubi przyjrzał mu się uważnie. Wyraźnie się zawahał przed udzieleniem odpowiedzi.
- Demon znający techniki uleczające.
Naruto przeniósł wzrok na twarz Sasuke. Tak spokojną. Niewyrażającą żadnych emocji.
Jakimś trafem wiedział, co należało zrobić. Albo raczej, z kim musiał się skonsultować.
"Nanabi."


wtorek, 7 sierpnia 2012

Garstka zbędnych odczuć - NejiSasu


Coś oderwanego od poprzednich moich tworów NejiSasusowskich. Cóż, pisząc to... Miałam pewien zamierzony efekt xD. Nie jestem pewna, czy mi wyszło, ale cóż, poczekam na reakcję ^ ^. Będzie.., Normalnie, o! To dobre słowo :) Serdecznie zapraszam do czytania i oczywiście dziękuję za wasze komentarze :) 

(MECHA! NejiSasu! Nie chcę nic mówić, ale ktoś tu obiecywał jakieś Kakanaru xD)

Garstka zbędnych odczuć

"Troska"

Kuchenny zegar tykał cichutko odliczając upływające sekundy. Westchnął, niemalże bezgłośnie. Ogarniało go niechciane uczucie strachu. Lekkie ukłucia zdradzieckiej niepewności.
Ścisnął, nieco mocniej, kubek ze świeżo zaparzoną kawą.
A wskazówki zegara wciąż płynęły lekko po tarczy, nieubłagalnie przypominając o mijającym czasie. Czarne oczy, wbite w panujący za oknem półmrok, nie zdradzały żadnych emocji. Przynajmniej tak można było sądzić w pierwszej chwili.
Przymrużył podejrzliwie powieki, niemalże instynktownie nadstawiając uszy i spinając się nieznaczne.
I zaraz potem się rozluźnił.
Ciepłe ramiona owinęły się wokoło jego szyi. Długie pasemko brązowych włosów połaskotało go w nos. Odetchnął, a wraz z wypuszczanym powietrzem opuściło go całe napięcie towarzyszące mu tego wieczora.
- Czekałeś. - Cichy szept wdarł się do jego ucha.
- Nie. - Oczywiste kłamstwo wypłynęło z pomiędzy zaciśniętych zębów. Zaraz potem wbił czarne oczy w białe tęczówki swojego towarzysza, a ręce samoistnie zacisnęły się na nadgarstkach szatyna. - Spóźniłeś się, Hyuuga.

"Zazdrość"

Obserwował. Czujnie wpatrywał się w każdy ruch mężczyzny.
- Co tak wlepiasz patrzały w tego swoje cud chłopaka? No przecież ci nie ucieknie. Daj mu poćwiczyć w spokoju!
Przemilczał uwagę, wciąż wbijając wzrok w walczące postacie.
- Sasuke! - zawył śpiewnie blondyn. - Mieliśmy trenować!
- Zamknij się, kretynie - powiedział, bez krzty emocji.
Wtedy Naruto przystanął przy nim, zakładając swobodnie ręce na kark i podążył za spojrzeniem kolegi. Po chwili gwizdnął cicho, a na jego twarzy pojawił się głupkowaty uśmiech.
- Oho, czy mi się wydaję, czy to swoje słynne mordercze spojrzenie posyłasz ku Lee, a nie Neji'emu?
- Powiedziałem: zamknij się - powtórzył.
- Jesteś zazdrosny?
Po tym pytaniu Uzumaki oberwał silny cios w szczękę.

"Lęk"

Opierał się o wybieloną ścianę, a jego twarz nie wyrażała żadnych emocji. Przynajmniej tak mógł uznać nieuważny obserwator.
Na czole pojawiła się pojedyncza zmarszczka, oczy utkwił w jednym punkcie. Nozdrza rozszerzały się nieznacznie, przy każdym oddechu. Zaciśnięte na ramionach dłonie pobielały w kostkach.
Uniósł nieznacznie głowę, gdy drzwi do sali operacyjnej otworzyły się gwałtownie i stanęła w nich wyraźnie zmęczona różowowłosa kobieta.
Sakura przetarła twarz dłonią i z delikatnym uśmiechem spojrzała na mężczyznę.
- Wyjdzie z tego - powiedziała, a jej głos załamał się nieznacznie przy pierwszym słowie.
- Jak? - zapytał, ponownie wracając do obserwacji wcześniej obranego punktu.
Zmarszczka wygładziła się. Mięśnie wyraźnie rozluźniły.
- Zasadzka. Wpędzono ich wprost w pułapkę, mieli znaczną przewagę liczebną.
Oderwał się od ściany, równocześnie odwracając się do niej plecami.
- Sasuke, chcesz... - zaczęła niepewnie Haruno. Przełknęła ciężko ślinę. - Możesz wejść do sali. Zobaczyć go.
 - Nie - opowiedział po sekundzie ciszy.
Ruszył w kierunku domu.

"Samotność"

Obudził się, gwałtownie otwierając oczy. Przetarł dłonią spoconą twarz.
Koszmary. Przeklęte koszmary z przeszłości.
Wściekłym kopnięciem zrzucił z siebie skotłowane prześcieradło, podkulił nogi i przewrócił się na drugi bok.
Wyćwiczony wzrok szybko przyzwyczaił się do ciemności. Ciemności, w której znowu był sam. Po drugiej stronie łóżka nie majaczył zarys znajomej postaci.
Z wściekłym warknięciem znowu się obrócił, zaciskając mocno powieki.

"Tęsknota"

Z dziwnym uczuciem pustki podniósł się z miękkiego materaca.
Wzrok znowu mimowolnie powędrował na drugą połowę łóżka. Zaklął szpetnie, wychodząc czym prędzej z pomieszczenia. Na korytarzu przystanął, mrużąc podejrzliwie oczy i nasłuchując.
Zaraz jednak, bez chwili wahania wszedł do kuchni. Nie wypowiadając ani słowa przylgnął do pleców stojącej tam postaci.
Obejmowali się. W niezmąconej ciszy stali tam, nie zwracając uwagi na mijające sekundy.
- Tęskniłeś.
W pomieszczeniu rozległo się poirytowane prychnięcie.   
A jednak... Tamto dziwne uczucie zniknęło jak przy dotyku czarodziejskiej różdżki.

środa, 1 sierpnia 2012

Rozdział II.XVI

Taram ta ram tra ram tratatatam. I... Oto przed państwem nowy rozdział! :D
Wybaczcie, jestem po sporej dawce alkoholu, a więc będą błędy, będzie nielogicznie, będzie krótko, no ale w końcu, po chyba dwóch miesiącach marnych prób, BĘDZIE ROZDZIAŁ! xD
A więc, za wszelkie niedogodności wynikające z mojego obecnego stanu przepraszam i zapraszam na nową cześć ^ ^.
I oczywiście dziękuję za wszystkie komentarze <3 (duzio! :)


***   ***   ***   ***   ***   ***   ***


- Nanabi! Nanabi, cholero, gdzie jesteś!
Natuto ponownie zagłębił się w swojej podświadomości. No... Znaczy się w czym, co do niedawna uważał za swoją podświadomość, a co okazało się lęgowiskiem zgrai demonów. Czy jakoś tak. W każdym razie, było to nieco skomplikowane.
- NANABI! No żesz...
Przebiegł przez kilka korytarzy, bezskutecznie nawołując siedmioogoniastą. W końcu przystanął, nieco zrezygnowany.
- Jak to jest, że jak nie chcę, to zawsze się jakiś demon napatoczy... - mruknął do siebie, z wyraźną rezygnacją rozglądając się po skalistych ścianach. Kurde! Nie miał czasu na podziwianie architektury otoczenia, a jakoś Nanabi nie była łaskawa się odezwać! Jak zawsze wszystko przeciwko niemu...
- Przekąseczka...
- Gdzie? - zapytał głupio. - CO?!
Uchylił się intuicyjnie i tuż nad jego głową przeleciała jakaś postać.
Cóż... Chyba jednak jeden z demonów postanowił wysłuchać jego marudzenia i się napatoczył.
- Zwariowałeś ciulu?! - wrzasnął, obserwując czujnie, jak istota, teraz skryta w mroku, spoglądała na niego jak na... No tak, przekąseczkę. - Ja ci tu pomoc niosę, a ty na mnie z pazurami?!
- Przekąseczka służąca pomocą? Fascynujące...
- NIE JESTEM PRZEKĄSKĄ!
- Apetycznie pachniesz.
Naruto zbaraniał. Ale nie na długo.
Postać wysunęła się z cienia. Wyglądała jak Kyu... Tylko kolor włosów i oczu się nie zgadzał, gdyż miał jasny, piaskowy odcień. Jednak Uzumaki nie miał za dużo czasu na przyglądanie się. Po sekundzie demon rzucił się na niego z wyraźną chęcią znokautowania.
Blondyn ponownie wykonał unik, jednocześnie składając dłonie w pieczęć i przywołując kilka klonów.
I oberwał cios w plecy.
Boleśnie obił się o skalną ścianę, a w międzyczasie klony zniknęły z cichymi pyknięciami.
Starając się nie myśleć o bólu, obrócił się gwałtownie, równocześnie kierując cios pięścią na przeciwnika. Cios, który z łatwością został zablokowany.
Naruto rozdziawił usta, bezradnie wpatrując się we własną dłoń, która właśnie w tym momencie znajdowała się w stalowym uścisku bestii.
Wyprowadził kolejny cios.
Który również został zablokowany, w ten sam sposób.
- Eee... - Niebieskooki stwierdził, że jego położenie jest... Do dupy. Uniósł wzrok na demona, na którego obliczu pojawił się złowrogi uśmiech.
- Giniesz, przekąseczko.
Naruto odruchowo przymknął oczy, oczekując na cios.
A czas oczekiwania, jakoś dziwnie się przeciągał.
Niepewnie uchylił powieki.
Hm... Nawet nie zauważył, kiedy jego ręce ponownie były wolne od stalowego ucisku.
A przed nim Nanabi właśnie próbowała obić facjatę jego oprawcy. Nie, to nie brzmiało wcale żałośnie...
Boże drogi, baba ratuje mu tyłek...
- Uciekaj stąd. 
- Co?!
- Uciekaj. Shukaku wam nie pomoże.
Spokojny głos Siedmioogoniastej wyraźnie kontrastował z widokiem, który rozpościerał się przed Uzumakim. Widokiem, nad którym Uzumaki nie miał czasu się zastanawiać, bo został wykopany ze swojej podświadomości.
Naruto zamrugał.
- I?
Z wyraźnym oczekiwaniem wpatrywały się w niego czerwone oczyska Kyu.
- Eee?
Naruto zamrugał ponownie. Jednak uciążliwe mroczki nie chciały zniknąć sprzed oczu. Potrząsnął gwałtownie głową, lekko się zataczając. Jednak kiedy Kyuubi próbował pomóc utrzymać mu równowagę, stanowczo odtrącił jego ręce.
Okej... To co się właściwie działo?
- Co żeś zdziałał głupi bachorze, bo jakoś efektów nie widzę.
- Nie wiem - warknął w odpowiedzi. Wbił złe spojrzenie w postać jednoogoniastej bestii, którą aktualnie unieruchomiła jedna z pieczęci Tsunade. Ha. Ale co da unieruchomienie, skoro Shukaku wytworzył barierę, przez którą nie dało się go zranić.
- Jak to nie wiesz?
- No, KURWA, wyobraź sobie, że nie wiem - wysyczał wściekle. To było strasznie frustrujące. Naprawdę nie miał pojęcia, co się teraz wyrabia między siedmioogoniastą bestią, a piaskowym potworem. I średnio miał jak się dowiedzieć, bo coś najwyraźniej blokowało jego dostęp do świątyni ogoniastych bestii. Ha, a jeszcze w międzyczasie musiał się pilnować, żeby dziwięcioogoniasty nie dowiedział się niczego o Nanabi. - Gdzie Sasuke?
- Pewnie asystuje Tsunade przy utrzymaniu pieczęci. - Lis wzruszył ramionami. Poczym rzucił Uzumakiemu podejrzliwe spojrzenie. - Co się stało? - zapytał, mrużąc oczy.
- A gdzie twój siostrzeniec?
- Roznosi w pył armie Madary. Pytam jeszcze raz: co się stało?
- Nic.
- Dzieciaku...
- Nie mamy cza... - Naruto sapnął, gdy dłoń dziewięcioogoniastego zacisnęła się na jego kamizelce od munduru Jonina.
- Nie podoba mi się to, że coś usilnie starasz się ukryć.
Naruto ponownie odtrącił ręce demona, wbijając zły wzrok w swoje stopy.
Nożesz cholera jasna. Co miał powiedzieć, skoro wiedział niedużo, a informacje, które posiadał musiał ukryć przed Kyu na wyraźne życzenie siedmioogoniastej.
- Shukaku nam nie pomoże - wyrzucił z siebie.  
- To nie jest odpowiedź na pytania, które mam ochotę ci zadać.
- Nawet nie wiesz, jakże mi przykro - powiedział bez cienia entuzjazmu w głosie. - Choć, pomożemy...
Uchylił się, ledwo unikając ciosu. Jednak zrobił to tak niezgrabnie, że stracił równowagę i wylądował na tyłku. Spojrzał na Kyuubi'ego jak na debila.
- Odbiło ci? - zapytał z wyraźną irytacją.
- Nie - warknął demon. Jego twarz nagle znalazła się strasznie blisko twarzy Uzumakiego. - Za to tobie najwyraźniej tak. Zapytam raz i oczekuję normalnej odpowiedzi. Co się dzieje?
"Hm... Zastanówmy się... To co do niedawna uważaliśmy za moją podświadomość, jest jakimś cholernym świętym miejscem, gdzie pasożytuje zgraja cholernie pokręconych demonów, z czego jeden miał wyraźną chrapkę skręcić mi szyję, a drugi, który właściwie uratował mi tyłek, z jakiś dziwnych powodów nie chce zdradzać przed tobą swojej egzystencji. Satysfakcjonujące informacje?"
- Co? Frustruje, że nie możesz czytać mi w myślach? - zapytał z mściwą satysfakcją, tylko po to, aby odwrócić uwagę demona od tematu.
- Ty...
- Nic się nie dzieje - powiedział z wyraźną irytacją. - A nawet jeśli, to nie sądzisz, że to mało odpowiedni czas roztrząsać twoje dziwaczne podejrzenia?
- Nie, jeżeli te moje "dziwaczne podejrzenia" nie pozwalają ci się odpowiednio skupić! Słuchaj, durny bachorze, nie będę ratował twojej dupy, jeżeli Madara cię dorwie. Nie mam najmniejszej ochoty...
- A KTO CI KAŻE TY WYLENIAŁY SZCZURZE?!
Głośny ryk Shukaku, który towarzyszył ich kłótni, urwał się gwałtownie.
Kyu i Naruto odwrócili się ku demonowi, który zamarł. I następnie zginął w chmurze piachu.
- Co się dzieje? - zapytał z konsternacją blondyn, po czym jego twarz rozjaśnił głupkowaty uśmiech. - Pokonała go!
- Co?
- No chodźże wredny pasożycie. Zobaczymy co się tam stało.  
Udało się. Uciekł od dalszej rozmowy. Miał tylko nadzieje, że demon później się nie doczepi i nie będzie oczekiwał odpowiedzi na swoje pytania.
- Co jest? - zapytał, gdy po chwili znaleźli się koło zasapanej Tsunade.
- Po jednoogoniastym - odparła kobieta, gdy w końcu udało jej się zaczerpnąć kilka głębszych oddechów. - Nie żyje. Została po nim tylko kupka piasku.
- Jak?
- Nie wiem. - Kobieta pokręciła bezradnie głową. - Wziął się rozsypał w proch. Nie mam pojęcia dlaczego.
- To chyba dobrze, nie? - zapytał Uzumaki. Przełknął głośno ślinę. Nie, nie było dobrze. Wcale nie ciał, aby którykolwiek z ogoniastych musiał ginąć. Jednak najwyraźniej Shukaku był za bardzo zaślepiony, aby posłuchać racjonalnych argumentów i wolał dać się unicestwić niż pomóc ludziom. - Jeden problem z głowy mniej.
- Zabił go demon - stwierdził Kyuubi, z niejakim zainteresowanie obserwując pozostałość po Shukaku.
- Demon, nie demon - sapnął blondyn. - Już po nim. Nic nie poradzimy.
- Demon? - podjęła temat Hokage. - Ale Gobi....
- To nie mogła być Gobi.
- Więc... Kto?
Naruto wręcz czuł, jak ślepia Kyu wypalają mu dziurę w plecach. Przezornie wlepił spojrzenie w piasek, który, jak twierdziła Tsunade, stanowił pozostałość po jednoogoniastej bestii.
- Bachorze...
- A czy to ważne? - zapytał, z cieniem desperacji w głosie. No kurde, no.
- Jeżeli coś wiesz...
- Nie no, babciu, nie powiesz mi, że jesteś po stronie tego rudego buraka!
- Po jakiej stronie? - Tsunade również spoglądała na niego z wyraźną irytacją. - Zdajesz sobie sprawę z tego, że zachowujesz się idiotycznie? Niby co za wielką tajemnice musisz dochować? Nie rozśmieszaj mnie. Sam jesteś cholernie wścibskim bachorem, wiec czego się gorączkujesz? A ja nawet bym się tematem nie zainteresowała, gdybyś usilnie nie starał się wykręcić od odpowiedzi Kyuubi'ego. Zastanawia mnie tylko, dlaczego na cholerę coś ukrywać?
- Bo to nie wasza zakichana sprawa.
- Zabito mi brata. Chciałbym wiedzieć, komu mogę za to podziękować - powiedział lis przesłodzonym głosem.
Naruto uniósł wzrok, wbijając w rudowłosą postać zszokowane spojrzenie.
- Brata? - rozdziawił z wrażenia usta. - To.. To był twój brat?
- Ależ owszem. - Demon nie zmienił tonu. - Chyba mam prawo wiedzieć, kto tak okrutnie potraktował moją rodzinę.
- Ja... - Uzumaki ponownie przełknął ślinę. Okej, to nieco komplikowało sytuację. Chyba. - Ja nie mogę powiedzieć. Przynajmniej na razie. - przyznał po chwili wahania. Miał nadzieję, że uda mu się pogadać z Nanabi i przekonać ją do tego, aby pozwoliła mu uchylić rąbka tajemnicy. Z tego co widział, tolerancja Kyu, co do jego nagłej małomówności, była na wyczerpaniu.
- Nie możesz - powtórzył Lis.
- Kyu...
- Jasne. Rozumiem.
- Tak?
- Ależ oczywiście - potwierdził demon. - Dlatego też mam nadzieję, że ty również zrozumiesz, że masz sobie radzić sam.
I wyparował w kłębowisku czerwonej mgiełki.
Naruto zamrugał. Otworzył usta, aby coś powiedzieć. I zaraz je zamknął.
- Ty... - zaczął niepewnie. - Widziałaś to?
- Chodzi ci o to, że tak rozwścieczyłeś Bijuu, że postanowił zlać na twoje i przy okazji swoje bezpieczeństwo, że zostawił cię samego w bitwie? Ależ owszem, nie umknęło to mojej uwadze.
- Hej!
- Co hej, no co hej? Nie dziwię mu się. Kyuubi nie ma przed tobą tajemnic. Wyszło na to, że mu nie ufasz. A sam dobrze wiesz, że zaufanie jest bardzo istotną kwestią dla shinobi.
- Kyuubi nie jest shinobi.
- Formalnie nie. Jednak traktuje cię na równi. Jak partnera w walce. Skaszaniłeś, mówiąc krótko, próbując chronić jakąś dziwaczną tajemnice. - Tsunade pokręciła głową. - Ciesz się, że to już właściwie koniec walki. Gdybyście odwalili takie przedstawienie na początku to...
- UWAŻAJ!
Naruto obrócił się gwałtownie.
Jego oczy rozszerzyły się w szoku.
Usta otworzyły w niemym krzyku.
Drobne czerwone kropelki obryzgały jego twarz.
Czyjeś ciało wpadło w jego ramiona.
Opadł na kolana, z rosnącym przerażeniem wpatrując się w nieprzytomną postać.
- Sa...
W uszach słyszał tylko szum własnej krwi i jakby coraz wolniejsze dudnienie własnego serca.
- Sasuke...


piątek, 20 lipca 2012

Dżem i konfitury - NejiSasu


 Z racji tego, że pisanie czegokolwiek nie idzie mi wciąż... i wciąż... Publikuje o to, to, co powstało wyłącznie z winy i przyczyny Mecha (o, chyba się powtarzam xD), która jako jedyna miała okazję ów dzieło przeczytać. Kontynuacja Warzyw i owoców, a więc niczego mądrego nie należy się spodziewać, zapraszam ^ ^.

Dżem i konfitury

 ***   ***   ***   ***   ***   ***   ***

- Dżem, dżem, dżem… Hm…
- Sasuke?
- O tu, a nie. Fu…
- Sasuke?
- No cholera jasna… AŁA! – wrzasnął czarnowłosy, po efektownym wyrżnięciu głową w blat kuchennej szafki. Nie, żeby poprawiło mu to nastrój. Nie, żeby wyrżnięcie głową w blat poprawiało nastrój komukolwiek.
Sasuke skrzywił się, zmarszczył gniewnie czoło, a jego oczy przybrały kolor szkarłatu, kiedy przez długie sekundy wpatrywał się w półkę wypełnioną rozmaitymi słoikami.
- Neji – zaczął na pozór spokojnym tonem.
- Hm?
- Podaj mi dżem.
Hyuuga bez szemrania przycupnął obok chłopaka i wychylając się nieznacznie chwycił pierwszy lepszy słoik. Nie mówiąc ani słowa podał go czarnowłosemu.
Uchiha z jeszcze większą wściekłością spojrzał na trzymaną przez Neji’ego rzecz. I prychnął.
- Zwariowałeś – stwierdził, niebezpiecznie niskim tonem.
- Nie wydaję mi się.
- Więc dlaczego – warknął coraz bardziej rozwścieczony. – Podajesz mi to?
Białe oczy spojrzały na słoik ze zdziwieniem. No trzymał… Dżem, jak nic. Skierował wzrok na swojego chłopaka. I powoli zaczął się zastanawiać, czy Uzumaki nie posiada przypadkiem jakiejś instrukcji obsługi do Sasuke, skoro przyjaźnił się z nim przez tyle lat.
- Bo… Dżem? – zaryzykował odpowiedź.
- Wyprowadzam się.
Neji zerknął na słoik, a następnie znowu na swojego chłopaka. Hm… Chyba zaczynał mieć strasznie dziwne omamy słuchowe. Fakt, zawsze bardziej ufał swoim oczom, ale jakoś nigdy uszy mu nie szwankowały. Aż do dzisiaj.
- Naprawdę? – zapytał, postanawiając jednak zawierzyć swoim zmysłom.
- Skoro jesteś takim kretynem, że nie potrafisz dostrzec subtelnej różnicy między dżemem, a tym czymś, co dzierżysz w dłoni, to tak – powiedział Sasuke, wstając z klęczek.
Neji musiał przyznać, że chłopak prezentował się zabójczo, z wściekłością wyrytą w błyszczących szkarłatem oczach i głosem drgającym od powstrzymywanej furii.
I kiedy tak Hyuuga podziwiał wygląd Sasuke, to ten, mamrocząc pod nosem jakieś groźby i przekleństwa, opuścił jego kuchnie. A potem mieszkanie.
Chłopak zmarszczył brwi.
Chyba coś mu… Umknęło.

- Że co zrobił? – Naruto przyciągnął do siebie kolejną miskę zupy.
Kakashi delikatnie ją odsunął.
Naruto ponownie ją przyciągnął, rzucając siwowłosemu mężczyźnie wyzywające spojrzenie.
- Wyprowadził się – powtórzył Neji, z niejaką obojętnością patrząc, jak Hatake po raz kolejny próbuje odwieść blondyna od pochłonięcia trzeciej porcji ulubionego dania.
- Hej! – sapnął niebieskooki, odbierając swój posiłek i trzymając go po za zasięgiem Kakashi’ego. – Ale, że jak to? – zwrócił się ponownie do Hyuugi. – I nic nie powiedział?
- Że jestem kretynem.
- Tak bez powodu? – zapytał sceptycznie blondyn. – Tak bez powodu, to wybacz, ale wyzywa tylko mnie.
- Podałem mu to. – Neji postawił na barowym blacie słoik.
- O – bąknął niebieskooki, odkładając ramen i chwytając przedmiot, który rozwścieczył Sasuke.
- Co to? – zainteresował się siwowłosy, który w tym czasie zdążył pochłonąć zupę Naruto. Oczywiście w ramach uchronienia chłopaka, przed spożywaniem niezdrowych pokarmów.
- Dżem - stwierdził Neji.
- Konfitury – powiedział w tym samym czasie Uzumaki.
- A co za różnica? – Kakashi wzruszył ramionami.
- Dla nas? – zapytał blondyn, krzywiąc się śmiesznie na widok pustej miski. – Żadna. Dla Sasuke… Hm… Ja bym to określił nieco głębszą… sprawą na podłożu emocjonalnym.
- O.
- No właśnie. Dobra – Naruto podniósł się z krzesła. – Pogadam z nim. Cholera wie, co do tego ciemnego łba strzeliło. Za przeproszeniem Neji, ale twój chłopak ma nieźle napierdzielone pod czołem.  Kakashi pocze… A gdzie ten czort?
Oboje rozejrzeli się wokół siebie.
Ale Kakashi już był bardzo daleko od ramenowej budki.

Sasuke z nie lada satysfakcją spoglądał na pole treningowe, które właśnie dewastował. Znaczy… Spopielał. Właściwie, to jedyne co usiłował spopielić, to trzy drewniane pale umieszczone na środku terenu. I prawdę powiedziawszy nie za dobrze mu szło. Chociaż… Środkowy pal się chyba lekko dymił, a ten po prawej był nieco zwęglony i…
- AGHR – Uchiha jęknął przeciągle opadając bez sił na plecy.
- No, no, no. Takich emocji nie widziałem u ciebie chyba od dnia, w którym Naruto skopał ci dupsko przy…
- Zamknij się, jeżeli chcesz dożyć świtu.
- Ranisz mnie – stwierdził Kakashi, usadawiając się obok byłego ucznia. Pomimo wypowiedzianych słów wcale na zranionego nie wyglądał.
- Dopiero mogę cię zranić, jeżeli nie zejdziesz mi z oczu.
- Przecież wcale na nich nie stoję.
Sasuke westchnął wewnętrznie, nie reagując na marny dowcip.
- Czego chcesz? – zapytał, jak najszybciej pragnąc pozbyć się niechcianego gościa.
- Ha, pytanie brzmi, czego TY chcesz.
- Nie filozofuj mi tu, tylko mów, nie mam czasu na użeranie się z tobą.
- O – mruknął Kakashi, wyciągając z kieszeni uniformu pomiętą paczkę papierosów. Wyciągnął jedną fajkę, przyjrzał się jej z pewnym wahaniem, poczym ponownie schował ją do paczki. – A co, dzieci w domu płaczą, czy chcesz pognać tłumaczyć się Hyuudze?
- Ty weź lepiej…
- Albo przeżyjesz tę rozmowę ze mną, albo czeka cię pogawędka z Naruto. Osobiście wolałbym, żebyś skłonił się ku otwarciu swojej duszy w mojej obecności, bo po waszej ostatniej poważnej rozmowie Naru na trzy dni wylądował w szpitalu.
- Aghr…
- Bo przecież nie poszło o dżem.
- Podał mi konfitury – mruknął Sasuke w ramach wyjaśnień.
- Straszne.
- A żebyś wiedział – warknął czarnowłosy, podrywając się do siadu. – Jak mam żyć z człowiekiem…
-I tu jest pies pogrzebany.
- Hę?
- Słuchaj, Sasuke, jesteś dosyć… Ciężką osobą do zniesienia, mówiąc delikatnie. Tak samo jak Hyuuga. Ale, szczerze powiedziawszy, od razu widać, kto w tym związku robi problemy i muszę od razu przyznać, że nie jest to Neji.
- Jakie problemy? – oburzył się czarnowłosy. – Ja nie robię…
- Ile wytrzymałeś zanim się wyprowadziłeś? Ile u niego mieszkałeś, po kilkumiesięcznym zastanawianiu się, czy w ogóle to zrobić? Trzy dni? Cztery?
- …
- No? – ponaglił go.
- Dwa.
- Sam widzisz.
- No właśnie nie widzę! – niemalże wrzasnął Uchiha, mierząc byłego mistrza wściekłym wzrokiem. – Nie rozumiem o co ci chodzi!
- Uciekasz. – Kakashi z ciężkim westchnięciem. – Boisz się. Nie wiesz, jak się zachować. Właściwie to się nie dziwię. Od zawsze byłeś… Sam.  Ciężko jest się nagle przestawić, nie? 
- Dlaczego ty tak… Grrr… - warknął, zrywając się z trawy.
- Przemyśl to sobie, Sasuke – powiedział spokojnie Hakate, również się podnosząc. – I leć później do Neji’ego, bo nic lepszego ci się w życiu nie trafi.

I tak Sasuke kolejnego dnia wylądował przed bramą do domu Neji’ego.
I wgapiał się w klamkę przez dobre dziesięć minut, zanim nie obrócił się na pięcie i nie pognał przed siebie. A raczej, pognałby, gdyby nie to, że tuż przed jego nogami pojawił się słoik, o który by się wychrzanił, gdyby nie refleks nabyty na treningach.
Z typową dla siebie podejrzliwością schylił się słój.
I zaraz o mało go nie wypuścił.
Trzymał… Dżem.
Porzeczkowy.
Z dziwną miną wgapiając się w słoik wrócił do domu. Swojego.

Powieka Sasuke zadrgała gwałtownie. Poczym zadrgała jeszcze raz.
Pośpiesznie wyskoczył z wanny, obwinął się ciasno ręcznikiem w pasie i podreptał do zlewu, na którym…
Na którym, tuż obok kubka ze szczoteczką do zębów, stał słoik. Dżemu.
Śliwkowego.
Coś tu stanowczo było nie tak.

Sasuke miał już powoli… Dosyć.
Znalazł dżem w kaburze, między zwojami. Wiśniowy.
Znalazł go też na dawno nieużywanym strychu, na który wlazł wynieść część nieprzydatnych gratów. Brzoskwiniowy.
W gabinecie Hokage. Ananasowy.
To wcale nie pomagało mu rozwiązać swojego problemu z nieumieniem mieszkania z drugim człowiekiem. Chociaż może…
Uśmiechnął się lekko, widząc przed drzwiami do swojego pokoju kolejny słoik dżemu. Malinowego.
Chociaż może troszeczkę dawało mu to do myślenia.

Do ostatecznych wniosków doszedł, gdy kisząc na polu treningowym, znalazł na jednym z pali dżem o smaku aronii. Właściwie to Sasuke nie wiedział, że otrzymał słoik z dżemem z aroni, bo nigdy w życiu nie słyszał, że można te nieszczęsne owoce na dżem przerobić. Ale, skoro jego prezenty zaczynały mieć coraz dziwniejszy wygląd, to musiał interweniować.

I tak Sasuke ponownie znalazł się przed wejściem do domu Neji’ego.
Westchnął ciężko, popychając toporne drzwi.
Zdołał ustalić kilka niezaprzeczalnych faktów.
Po pierwsze: po kilku miesiącach marudzenia, w końcu zgodził się zamieszkać u Neji’ego. No może nie marudzenia. W końcu Hyuuga nie marudzi, on… Pytał. I w końcu, po którymś pytaniu zadanym z zaskoczenia, zgodził się. I po dwóch dniach od zamieszkania u chłopaka, Sasuke zdecydował się zdezerterować.
Iście nie w jego stylu.
Po drugie: Uchiha musiał się zgodzić z Kakashim. Bał się. A nie powinien. Nie znał za dobrze uczucia strachu, ale Neji je w pewnym sensie  wywoływał. No… Tak samo jak radość, czułość, czy podniecenie. Zdecydowanie, Neji wywoływał więcej pozytywnych, niż negatywnych uczuć. I to chyba irracjonalne, w dziwaczny sposób bać się osoby, którą się koch… Lubi.
Po trzecie: Nawet, jeżeli uznałby, że z Hyuuga i on nie mają większych szans na wspólne, udane życie… To nie powinien wykorzystywać dżemu, jako przyczyny rozstania.

Sasuke skradał się wzdłuż korytarza. Właściwie to nie bardzo wiedział, co powinien powiedzieć, czy też zrobić, jak już znajdzie Neji’ego. Właściwie to najchętniej by znalazł się gdzieś daleko stąd. Nie… Właściwie… To najbardziej by chciał, żeby jego głupia ucieczka nie miała w ogóle miejsca.
Słodki zapach uderzył go w nozdrza.
Pociągnął nosem.
To coś w kuchni.
Przyczaił się przy drzwiach do pomieszczenia.
To… Hm… Pociągnął jeszcze raz. Kurde, nie potrafił zidentyfikować zapachu.
Z rozmachem otworzył drzwi.
I zamarł.
Neji… Jego Neji… Kucharował. Coś… Coś śmiesznie bulgotało w dużym garze ustawionym na największym palniku kuchenki. Hyuuga nie zareagował na wejście gościa. Zamiast tego, wyciągnął z lodówki talerz, wcześniej ściągając garnek na ułożony na blacie ręcznik. Nabrał na łyżkę gotującej się wcześniej substancji i… Chyba ciapnął ją na talerz. Sasuke nie mógł jednak tego jednoznacznie stwierdzić, gdyż chłopak był odwrócony do niego tyłem.
Z ciekawością Uchiha podszedł do niego i zerknął mu przez ramię.
Dżem.
Tam. Na talerzu.
Dżem.
Nabrał z talerza na palec nieco substancji, nie zwracając uwagi na to, że Neji odsunął się i właśnie spoglądał na niego z wyraźnym tryumfem w oczach.
Sasuke skosztował wyrobu.
I zamarł.
- Dżem – wyszeptał po chwili. Na jego twarzy wykwitł promienny uśmiech. – To…
Obrócił się, żeby coś powiedzieć, jednak w kolejnej sekundzie Neji przyciskał go do kuchennego blatu, całując zachłannie i nie zważając na to, że ręka Uchihy wylądowała w talerzu z dżemem.
A Sasuke dawał się całować, czując, że znajduje się w odpowiednim miejscu. O nie, nie pozostawał dłużny. Zwłaszcza, że Naji smakował dżemem. Słodkim, wspaniałym dżemem z…
- Truskawki – mruknął między pocałunkami.
- Hm?  
- Kocham dżem z truskawki.
- Ja… - zaczął Neji. I dał mu buziaka w nos. Tak jak za pierwszym razem, gdy Sasuke przebywał w tej kuchni. – Ja ciebie też.
Sasuke zamarł. Rozdziawił usta w chwilowym szoku, aby po chwili rozciągnąć je w uśmiechu.
- Dokładnie. Mój ty truskawkowy dżemie.  

środa, 4 lipca 2012

Jeden pozytywny...

Po dobroci, czy też nie, jakoś mi nie idzie pisanie nowego rozdziału, a więc, w ramach obrony przed widłami przedstawiam... "coś" xD 100 słów z tytułem ^ ^ - czyli scenka rodzajowa: "A gdyby tak Sasuke i Naruto dostali pod opiekę zgraję dzieciaków z akademii" . Smacznego, nie bić - wynik ciężkich rozkmin stropowych. Ach, moje kochane konstukcje xD




"Jeden pozytywny..."


- Hm? - Sasuke uniósł brwi.
- Komentarz - parsknął Uzumaki, nakreślając rękoma dziwaczny gest. - Nie podobało mi się to, co powiedziałeś do dzieciaków. Powinieneś...
- Zdajesz sobie sprawę z tego, że nie obchodzi mnie twoja opinia, na temat moich metod wychowawczych? - westchnął.
- Metod? Jakich metod?! To dzieciaki, Sasuke! Trzeba je motywować, a nie mieszać z błotem!
- Nie będę prawił komplementów za spartoloną robotę...
- Pewnie nawet nie potrafisz żadnego sklecić!
- Nie? - mruknął czarnowłosy, jego usta rozciągnął drapieżny uśmiech. Przyciągnął blondyna do siebie, zaciskając dłonie na jego pośladkach. - Masz fajny tyłek.