poniedziałek, 27 sierpnia 2012

Rozdział II.XVII


Dobry wieczór! :) Długo zajęło, ale cóż... Zwalmy na to, że miałam w końcu porządne wakacje, bez komputera ;) Dziękuję bardzo za wszystkie komentarze i zapraszam na część kolejną, o ile wzrok mnie nie myli, już siedemnastą! :D

***   ***   ***   ***   ***   ***   ***

- Ojojoooj, popsiułem ci chłopaćka?
Słowa wypowiedziane z dziecięcym naigrywaniem się, wolno obijały się po głowie Naruto. Nie rozumiał, co się stało. Nie chciał zrozumieć.
Ktoś... Krzyczał. Inny ktoś znalazł się tuż przy nim, wyrwał mu z ramion nieprzytomne ciało.
Nie zważając za nic, zamknął na chwilę oczy.
I zobaczył to. To jak Sasuke, własnym ciałem zasłania go przed śmiertelnym ciosem Madary.
"Ty idioto..."
- Czy... - zaczął łamiącym się głosem, gwałtownie rozwierając powieki.
Sakura rzuciła mu przelotne spojrzenie i ponownie nachyliła się nad Uchihą, przykładając do jego klatki piersiowej dłonie owinięte zieloną chakrą.
- Żyje - wysapała z trudem. - Jeszcze.
Czerwień błysnęła w niebieskich tenczówkach, gdy zostały skierowane na postać lidera Akatsuki.
- No no, doprowadźcie mi go do ładu - krzyknął radośnie Madara w pouczającym geście machając palcem wskazującym. - Jego oczęta mi się przydadzą jak nie patrzeć. Ot, zakochani - dodał rozmarzonym tonem. - Tylko takich stać na takie głupie poświęcenia. Własna rodzina mi plany psuje, co to się porobiło na świecie...
Czerwona macka lisiej mocy zaatakowała go nagle, zmuszając do zamilknięcia. Przynajmniej chwilowego.
- Oj, czyżbyś się zdenerwował? Toż to nie ma o co się gnie...
Kolejne pasmo pomarańczowej chakry owinęło się wokół jego kostki i swobodnym ruchem uniosło go do góry, a następnie trzasnęło nim o ziemię.
- Naru... - zaczęła Hokage, z wyraźną obawą w głosie. Niedobrze. Uzumaki najprawdopodobniej znowu stracił nad sobą panowanie, przez co nieokiełznana lisia moc przejęła inicjatywę nad jego zachowaniem. Musiała to powstrzymać i to jak najszybciej.
- Interesujące.
- Co? - Kobieta z poirytowaniem zerknęła na... Kyuubi'ego? - Co ty tu robisz?
- Patrzę.
- Coś ty? Patrzysz?  Jakoś nie spodziewałam się ujrzeć twoje obliczę tak szybko, po tym, jak pokłóciłeś się z Uzumakim. Zwłaszcza po twoim widowiskowym odejściu.
Demon, nawet jeżeli nie pasowało mu zuchwałe zachowanie kobiety, ograniczył się jedynie do rzucenia jej pogardliwego spojrzenia i prychnięcia.
- Niecodziennie można zobaczyć takie widowisko. - Kyu w końcu wzruszył ramionami i wskazał na Naruto. Właściwie...  Na owiniętego pomarańczową chmurą chakry, nieruszającego się Naruto.
Tsunade nie zrozumiała jednak zainteresowania lisa.
- Mało żeś się napatrzył, jak demoluje wszystko co napotka, gdy twoja chakra zaczyna dawać mu się we znaki? Szczerze powiedziawszy, to twoja wina, że tak się dzieję...
- Ja nie kazałem jakiemuś patałachowi pieczętować się w nadpobudliwym dzieciaku - stwierdził, z nutą rozdrażnienia w głosie. - W dodatku: nieumiejętnie pieczętować.
- Ty...
- Sza, nie mam ochoty wysłuchiwać pieśni pochwalnych o Czwartym. Lepiej spójrz na Naruto.
Tsunade spojrzała.
- I?
- Ach, ślepota ludzka - sapnął demon. - On to kontroluje.
- Co?
Lis w geście irytacji wzniósł oczy ku niebu.
- Moją chakre, kobieto. Dzieciak jakimś cudem potrafi nią kierować. Przynajmniej chwilowo.
- Chwilowo...
- No... - Kyu podrapał się w rudą łepetynę. - Nie wydaje mi się, żeby umiał długo się kontrolować. A przynajmniej nie teraz, bez odpowiedniego treningu. A skoro już nieźle mu idzie, to jakąś szansę na przyszłość widzę.
- Pani Tsunade...
Umęczony, lekko drżący głos odwrócił ich uwagę od poczynań Naruto.
- Ja... - Sakura zbladła znacznie. Pojedyncze kropelki potu pojawiły się na jej skroni, a ruchy dłoni straciły wyraźnie swoją płynność. Musiała zdrowo nadszarpnąć swoje zapasy siłowe. - Nie mogę powstrzymać krwawienia. Nie wiem, co jest grane...
- To może ty zajmij się leczeniem - powiedział Kyuubi, zwracając się do Hokage. - A ja zrobię coś, żeby dzieciak przypadkiem nie rozwalił połowy twojej wspaniałej wsi. Chociaż nie powiem, Gobi i tak już odwaliła niezłą rozróbę...
A Naruto bez jakiegokolwiek zainteresowania obserwował jak kolejna macka lisiej mocy krępuje ruchy Madary. Mężczyzna wyślizgnął się, tylko po to, aby zahaczyć o wijącą się po ziemi cieńką nić chakry, która błyskawicznie owinęła się wokół jego nadgarstków.
To było nawet zabawne. Patrzeć, jak ktoś z marnym skutkiem próbuje wydostać się z pajęczej sieci pomarańczowej mocy. Jak mucha. I jakże satysfakcjonujące byłoby to, że ów muchą jest Madara. Byłoby. Gdyby w jakimś stopniu go to właściwie obchodziło.
Tymczasem Uzumakiego ogarniał spokój. Spokój, który nie towarzyszył mu od wielu, wielu lat. Niemalże bezgraniczny. Mógłby się w nim zatopić, zanurzyć już na zawszę. Czuł, jakby odnalazł swój azyl, z którego spokojnie mógł obserwować, jak główny prowodyr jego zmartwień zostaje zniszczony. Och, doskonale zdawał sobie sprawę z tego, co się wokół niego dzieje. Tylko, że jego myśli nie były zmącone żadnymi emocjami. Miał przed sobą wytyczony jasny cel, polegający na unicestwieniu Uchihy i nic innego się w tym momencie nie liczyło.
I właśnie dlatego...
Zmarszczył brwi.
Właśnie dlatego...
Jakieś wyjątkowo drażniące "coś" próbowało przebić się przez jego kokon bezpieczeństwa. Zignorował to.
Ponownie swój wzrok skierował na szarpiącego się w chakrowych więzach lidera Akatsuki. O, ponownie udało mu się wyrwać. I ponownie został spętany.
Naruto przymknął oczy. Odetchnął spokojnie. Wszystko szło jak najlepszym torem. Jak najlepszym... A czyjaś dłoń chwyciła go za ramię i szarpnęła nim gwałtownie, przez co zachwiał się i z pewnością zaliczyłby nieprzyjemny upadek z podłożem, gdyby nie to, że wpadł w czyjeś ramiona.
Z niejakim zdziwieniem obserwował,  jak skupisko pomarańczowej mocy, w której się przed chwilą znajdował, rozsypuje się niczym kupka piasku. I to samo dzieje się z nićmi, w które wplątał się Madara. Jednak czarnowłosy mężczyzna był już na tyle poobijany, że po prostu legną na ziemi, z twarzą wciśniętą w trawę.
Blondyn był nieco otumaniony. Zamrugał zawzięcie oczami i postanowił rozeznać się w sytuacji. Cóż... Ktoś go trzymał. Na rękach, znaczy się. Niczym cholerną panienkę! Spojrzał poirytowany na tego kogoś, z zamiarem stanowczego wyrażenia nieprzychylnej opinii, na temat trzymania go jak dziewczyny. I zgłupiał.
- Kyu?
- A niby kto inny mógł cię wyciągnąć z tego kokonu, którym żeś się otoczył? To moja chakra, nie zapominaj, mnie nie zaatakuje.
- No - potwierdził głupio. - Ale wiesz. Mógłbyś już mnie postawić na ziemi, czy coś. Czuję się nieco niekomfortowo.
Jednak zanim lisi demon zdążył spełnić jego prośbę, to wszystkie stłumione emocje wróciły do niebieskookiego, chyba nawet z podwójną siłą. Wyrwał się z jego uścisku, stając błyskawicznie o własnych siłach.
- Sasuke! - wrzasnął niemalże opętańczo, rzucając się w kierunku, gdzie dwie kobiety próbowały nie dopuścić do śmierci czarnowłosego.  - Co z nim?
- Cholera - warknęła Tsunade. Chwyciła dłoń Naruto i przycisnęła ją mocno do wciąż krwawiącej rany Sasuke. - Tamuj!
Hokage wyszperała z kabury strzykawkę wypełnioną jakąś lśniącą substancją i wbiła ją pewnie w ciało Uchihy. Zdezorientowany blondyn starał się nie zwracać uwagi na to, że krew, która przesiąka jego rękawice należy do Sasuke. Przełknął ślinę.
- Sakurcia - zaczął powoli.
- Nie... Nie rozumiem - wysapała zmęczona dziewczyna. Chakra wokół jej dłoni migała niespokojnie, jakby miała zaraz zniknąć. - Nie mogę tego zatamować. Ja... Próbuję, ale ta rana cały czas... Jakby coś blokowało przepływ mojej mocy.
- Jak mam pomóc?
Zielone oczy spojrzały na niego z wyraźnym smutkiem.
- Nie wiem...
- Wasze lecznicze zdolności tu nie pomogą. - Głos lisa rozległ się gdzieś nad jego głową. - A przynajmniej tak mi się wydaje, jeżeli dobrze wnioskuję.
- Czyli?  - Tsunade pociągnęła go za rude kłaki, zmuszając go, do zniżenia się do ich poziomu. - Co masz na myśli?
- To, że ta rana została zadana przy pomocy demonicznej chakry. Znaczy się, esencji z demonicznej chakry.
- Co?
- No przestań. - Demon ponownie rzucił kobiecie poirytowane spojrzenie. - Nie udawaj, że nie słyszałaś. Przecież każda wioska prowadziła nad tym eksperymenty. Jeden z głównych powodów, dla których trzymano w nich ogoniaste bestie.
- Nie mam bladego pojęcia o co ci chodzi.
Lis uniósł wdzięcznie brew.
- Nie?
- Nie! Ty cholerny...
- Kyu... - Głos Naruto był dziwnie cichy i spokojny. - Proszę.
- No dobra. - Dziewięcioogoniasty uniósł dłonie w geście poddania. - Mniejsza z tym, że każda wioska chciała mieć bron idealną. Esencja z chakry demona to właśnie taka broń. Czy raczej, trucizna. Odpowiednia dawka zabija niemalże natychmiast, bez żadnych śladów.
- Przecież on go potrzebował - wtrącił Uzumaki. - Madara. Chciał żywego Sasuke.
- A odpowiednia paraliżuje.
- Więc... - zaczęła Tsunade.
- Więc dzieciak oberwał ni w ząb, ni w oko. Gdzieś pomiędzy. Teraz jego organizm męczy się z substancją, ale jest raczej na straconej pozycji.
- I? - zapytał Naruto, wpatrując się uważnie w czerwone oczyska. - Co my możemy zrobić?
- My? Nic...
- Kto?
Zaległa cisza, w której Uzumaki ani myślał spuścić wzroku z lisa.
- Nie rozumiem pytania.
- Nie bądź tępy, pchlarzu. Kto może mu pomóc?
- W tym momencie? Nikt.
- KTO?!
Kyuubi przyjrzał mu się uważnie. Wyraźnie się zawahał przed udzieleniem odpowiedzi.
- Demon znający techniki uleczające.
Naruto przeniósł wzrok na twarz Sasuke. Tak spokojną. Niewyrażającą żadnych emocji.
Jakimś trafem wiedział, co należało zrobić. Albo raczej, z kim musiał się skonsultować.
"Nanabi."


wtorek, 7 sierpnia 2012

Garstka zbędnych odczuć - NejiSasu


Coś oderwanego od poprzednich moich tworów NejiSasusowskich. Cóż, pisząc to... Miałam pewien zamierzony efekt xD. Nie jestem pewna, czy mi wyszło, ale cóż, poczekam na reakcję ^ ^. Będzie.., Normalnie, o! To dobre słowo :) Serdecznie zapraszam do czytania i oczywiście dziękuję za wasze komentarze :) 

(MECHA! NejiSasu! Nie chcę nic mówić, ale ktoś tu obiecywał jakieś Kakanaru xD)

Garstka zbędnych odczuć

"Troska"

Kuchenny zegar tykał cichutko odliczając upływające sekundy. Westchnął, niemalże bezgłośnie. Ogarniało go niechciane uczucie strachu. Lekkie ukłucia zdradzieckiej niepewności.
Ścisnął, nieco mocniej, kubek ze świeżo zaparzoną kawą.
A wskazówki zegara wciąż płynęły lekko po tarczy, nieubłagalnie przypominając o mijającym czasie. Czarne oczy, wbite w panujący za oknem półmrok, nie zdradzały żadnych emocji. Przynajmniej tak można było sądzić w pierwszej chwili.
Przymrużył podejrzliwie powieki, niemalże instynktownie nadstawiając uszy i spinając się nieznaczne.
I zaraz potem się rozluźnił.
Ciepłe ramiona owinęły się wokoło jego szyi. Długie pasemko brązowych włosów połaskotało go w nos. Odetchnął, a wraz z wypuszczanym powietrzem opuściło go całe napięcie towarzyszące mu tego wieczora.
- Czekałeś. - Cichy szept wdarł się do jego ucha.
- Nie. - Oczywiste kłamstwo wypłynęło z pomiędzy zaciśniętych zębów. Zaraz potem wbił czarne oczy w białe tęczówki swojego towarzysza, a ręce samoistnie zacisnęły się na nadgarstkach szatyna. - Spóźniłeś się, Hyuuga.

"Zazdrość"

Obserwował. Czujnie wpatrywał się w każdy ruch mężczyzny.
- Co tak wlepiasz patrzały w tego swoje cud chłopaka? No przecież ci nie ucieknie. Daj mu poćwiczyć w spokoju!
Przemilczał uwagę, wciąż wbijając wzrok w walczące postacie.
- Sasuke! - zawył śpiewnie blondyn. - Mieliśmy trenować!
- Zamknij się, kretynie - powiedział, bez krzty emocji.
Wtedy Naruto przystanął przy nim, zakładając swobodnie ręce na kark i podążył za spojrzeniem kolegi. Po chwili gwizdnął cicho, a na jego twarzy pojawił się głupkowaty uśmiech.
- Oho, czy mi się wydaję, czy to swoje słynne mordercze spojrzenie posyłasz ku Lee, a nie Neji'emu?
- Powiedziałem: zamknij się - powtórzył.
- Jesteś zazdrosny?
Po tym pytaniu Uzumaki oberwał silny cios w szczękę.

"Lęk"

Opierał się o wybieloną ścianę, a jego twarz nie wyrażała żadnych emocji. Przynajmniej tak mógł uznać nieuważny obserwator.
Na czole pojawiła się pojedyncza zmarszczka, oczy utkwił w jednym punkcie. Nozdrza rozszerzały się nieznacznie, przy każdym oddechu. Zaciśnięte na ramionach dłonie pobielały w kostkach.
Uniósł nieznacznie głowę, gdy drzwi do sali operacyjnej otworzyły się gwałtownie i stanęła w nich wyraźnie zmęczona różowowłosa kobieta.
Sakura przetarła twarz dłonią i z delikatnym uśmiechem spojrzała na mężczyznę.
- Wyjdzie z tego - powiedziała, a jej głos załamał się nieznacznie przy pierwszym słowie.
- Jak? - zapytał, ponownie wracając do obserwacji wcześniej obranego punktu.
Zmarszczka wygładziła się. Mięśnie wyraźnie rozluźniły.
- Zasadzka. Wpędzono ich wprost w pułapkę, mieli znaczną przewagę liczebną.
Oderwał się od ściany, równocześnie odwracając się do niej plecami.
- Sasuke, chcesz... - zaczęła niepewnie Haruno. Przełknęła ciężko ślinę. - Możesz wejść do sali. Zobaczyć go.
 - Nie - opowiedział po sekundzie ciszy.
Ruszył w kierunku domu.

"Samotność"

Obudził się, gwałtownie otwierając oczy. Przetarł dłonią spoconą twarz.
Koszmary. Przeklęte koszmary z przeszłości.
Wściekłym kopnięciem zrzucił z siebie skotłowane prześcieradło, podkulił nogi i przewrócił się na drugi bok.
Wyćwiczony wzrok szybko przyzwyczaił się do ciemności. Ciemności, w której znowu był sam. Po drugiej stronie łóżka nie majaczył zarys znajomej postaci.
Z wściekłym warknięciem znowu się obrócił, zaciskając mocno powieki.

"Tęsknota"

Z dziwnym uczuciem pustki podniósł się z miękkiego materaca.
Wzrok znowu mimowolnie powędrował na drugą połowę łóżka. Zaklął szpetnie, wychodząc czym prędzej z pomieszczenia. Na korytarzu przystanął, mrużąc podejrzliwie oczy i nasłuchując.
Zaraz jednak, bez chwili wahania wszedł do kuchni. Nie wypowiadając ani słowa przylgnął do pleców stojącej tam postaci.
Obejmowali się. W niezmąconej ciszy stali tam, nie zwracając uwagi na mijające sekundy.
- Tęskniłeś.
W pomieszczeniu rozległo się poirytowane prychnięcie.   
A jednak... Tamto dziwne uczucie zniknęło jak przy dotyku czarodziejskiej różdżki.

środa, 1 sierpnia 2012

Rozdział II.XVI

Taram ta ram tra ram tratatatam. I... Oto przed państwem nowy rozdział! :D
Wybaczcie, jestem po sporej dawce alkoholu, a więc będą błędy, będzie nielogicznie, będzie krótko, no ale w końcu, po chyba dwóch miesiącach marnych prób, BĘDZIE ROZDZIAŁ! xD
A więc, za wszelkie niedogodności wynikające z mojego obecnego stanu przepraszam i zapraszam na nową cześć ^ ^.
I oczywiście dziękuję za wszystkie komentarze <3 (duzio! :)


***   ***   ***   ***   ***   ***   ***


- Nanabi! Nanabi, cholero, gdzie jesteś!
Natuto ponownie zagłębił się w swojej podświadomości. No... Znaczy się w czym, co do niedawna uważał za swoją podświadomość, a co okazało się lęgowiskiem zgrai demonów. Czy jakoś tak. W każdym razie, było to nieco skomplikowane.
- NANABI! No żesz...
Przebiegł przez kilka korytarzy, bezskutecznie nawołując siedmioogoniastą. W końcu przystanął, nieco zrezygnowany.
- Jak to jest, że jak nie chcę, to zawsze się jakiś demon napatoczy... - mruknął do siebie, z wyraźną rezygnacją rozglądając się po skalistych ścianach. Kurde! Nie miał czasu na podziwianie architektury otoczenia, a jakoś Nanabi nie była łaskawa się odezwać! Jak zawsze wszystko przeciwko niemu...
- Przekąseczka...
- Gdzie? - zapytał głupio. - CO?!
Uchylił się intuicyjnie i tuż nad jego głową przeleciała jakaś postać.
Cóż... Chyba jednak jeden z demonów postanowił wysłuchać jego marudzenia i się napatoczył.
- Zwariowałeś ciulu?! - wrzasnął, obserwując czujnie, jak istota, teraz skryta w mroku, spoglądała na niego jak na... No tak, przekąseczkę. - Ja ci tu pomoc niosę, a ty na mnie z pazurami?!
- Przekąseczka służąca pomocą? Fascynujące...
- NIE JESTEM PRZEKĄSKĄ!
- Apetycznie pachniesz.
Naruto zbaraniał. Ale nie na długo.
Postać wysunęła się z cienia. Wyglądała jak Kyu... Tylko kolor włosów i oczu się nie zgadzał, gdyż miał jasny, piaskowy odcień. Jednak Uzumaki nie miał za dużo czasu na przyglądanie się. Po sekundzie demon rzucił się na niego z wyraźną chęcią znokautowania.
Blondyn ponownie wykonał unik, jednocześnie składając dłonie w pieczęć i przywołując kilka klonów.
I oberwał cios w plecy.
Boleśnie obił się o skalną ścianę, a w międzyczasie klony zniknęły z cichymi pyknięciami.
Starając się nie myśleć o bólu, obrócił się gwałtownie, równocześnie kierując cios pięścią na przeciwnika. Cios, który z łatwością został zablokowany.
Naruto rozdziawił usta, bezradnie wpatrując się we własną dłoń, która właśnie w tym momencie znajdowała się w stalowym uścisku bestii.
Wyprowadził kolejny cios.
Który również został zablokowany, w ten sam sposób.
- Eee... - Niebieskooki stwierdził, że jego położenie jest... Do dupy. Uniósł wzrok na demona, na którego obliczu pojawił się złowrogi uśmiech.
- Giniesz, przekąseczko.
Naruto odruchowo przymknął oczy, oczekując na cios.
A czas oczekiwania, jakoś dziwnie się przeciągał.
Niepewnie uchylił powieki.
Hm... Nawet nie zauważył, kiedy jego ręce ponownie były wolne od stalowego ucisku.
A przed nim Nanabi właśnie próbowała obić facjatę jego oprawcy. Nie, to nie brzmiało wcale żałośnie...
Boże drogi, baba ratuje mu tyłek...
- Uciekaj stąd. 
- Co?!
- Uciekaj. Shukaku wam nie pomoże.
Spokojny głos Siedmioogoniastej wyraźnie kontrastował z widokiem, który rozpościerał się przed Uzumakim. Widokiem, nad którym Uzumaki nie miał czasu się zastanawiać, bo został wykopany ze swojej podświadomości.
Naruto zamrugał.
- I?
Z wyraźnym oczekiwaniem wpatrywały się w niego czerwone oczyska Kyu.
- Eee?
Naruto zamrugał ponownie. Jednak uciążliwe mroczki nie chciały zniknąć sprzed oczu. Potrząsnął gwałtownie głową, lekko się zataczając. Jednak kiedy Kyuubi próbował pomóc utrzymać mu równowagę, stanowczo odtrącił jego ręce.
Okej... To co się właściwie działo?
- Co żeś zdziałał głupi bachorze, bo jakoś efektów nie widzę.
- Nie wiem - warknął w odpowiedzi. Wbił złe spojrzenie w postać jednoogoniastej bestii, którą aktualnie unieruchomiła jedna z pieczęci Tsunade. Ha. Ale co da unieruchomienie, skoro Shukaku wytworzył barierę, przez którą nie dało się go zranić.
- Jak to nie wiesz?
- No, KURWA, wyobraź sobie, że nie wiem - wysyczał wściekle. To było strasznie frustrujące. Naprawdę nie miał pojęcia, co się teraz wyrabia między siedmioogoniastą bestią, a piaskowym potworem. I średnio miał jak się dowiedzieć, bo coś najwyraźniej blokowało jego dostęp do świątyni ogoniastych bestii. Ha, a jeszcze w międzyczasie musiał się pilnować, żeby dziwięcioogoniasty nie dowiedział się niczego o Nanabi. - Gdzie Sasuke?
- Pewnie asystuje Tsunade przy utrzymaniu pieczęci. - Lis wzruszył ramionami. Poczym rzucił Uzumakiemu podejrzliwe spojrzenie. - Co się stało? - zapytał, mrużąc oczy.
- A gdzie twój siostrzeniec?
- Roznosi w pył armie Madary. Pytam jeszcze raz: co się stało?
- Nic.
- Dzieciaku...
- Nie mamy cza... - Naruto sapnął, gdy dłoń dziewięcioogoniastego zacisnęła się na jego kamizelce od munduru Jonina.
- Nie podoba mi się to, że coś usilnie starasz się ukryć.
Naruto ponownie odtrącił ręce demona, wbijając zły wzrok w swoje stopy.
Nożesz cholera jasna. Co miał powiedzieć, skoro wiedział niedużo, a informacje, które posiadał musiał ukryć przed Kyu na wyraźne życzenie siedmioogoniastej.
- Shukaku nam nie pomoże - wyrzucił z siebie.  
- To nie jest odpowiedź na pytania, które mam ochotę ci zadać.
- Nawet nie wiesz, jakże mi przykro - powiedział bez cienia entuzjazmu w głosie. - Choć, pomożemy...
Uchylił się, ledwo unikając ciosu. Jednak zrobił to tak niezgrabnie, że stracił równowagę i wylądował na tyłku. Spojrzał na Kyuubi'ego jak na debila.
- Odbiło ci? - zapytał z wyraźną irytacją.
- Nie - warknął demon. Jego twarz nagle znalazła się strasznie blisko twarzy Uzumakiego. - Za to tobie najwyraźniej tak. Zapytam raz i oczekuję normalnej odpowiedzi. Co się dzieje?
"Hm... Zastanówmy się... To co do niedawna uważaliśmy za moją podświadomość, jest jakimś cholernym świętym miejscem, gdzie pasożytuje zgraja cholernie pokręconych demonów, z czego jeden miał wyraźną chrapkę skręcić mi szyję, a drugi, który właściwie uratował mi tyłek, z jakiś dziwnych powodów nie chce zdradzać przed tobą swojej egzystencji. Satysfakcjonujące informacje?"
- Co? Frustruje, że nie możesz czytać mi w myślach? - zapytał z mściwą satysfakcją, tylko po to, aby odwrócić uwagę demona od tematu.
- Ty...
- Nic się nie dzieje - powiedział z wyraźną irytacją. - A nawet jeśli, to nie sądzisz, że to mało odpowiedni czas roztrząsać twoje dziwaczne podejrzenia?
- Nie, jeżeli te moje "dziwaczne podejrzenia" nie pozwalają ci się odpowiednio skupić! Słuchaj, durny bachorze, nie będę ratował twojej dupy, jeżeli Madara cię dorwie. Nie mam najmniejszej ochoty...
- A KTO CI KAŻE TY WYLENIAŁY SZCZURZE?!
Głośny ryk Shukaku, który towarzyszył ich kłótni, urwał się gwałtownie.
Kyu i Naruto odwrócili się ku demonowi, który zamarł. I następnie zginął w chmurze piachu.
- Co się dzieje? - zapytał z konsternacją blondyn, po czym jego twarz rozjaśnił głupkowaty uśmiech. - Pokonała go!
- Co?
- No chodźże wredny pasożycie. Zobaczymy co się tam stało.  
Udało się. Uciekł od dalszej rozmowy. Miał tylko nadzieje, że demon później się nie doczepi i nie będzie oczekiwał odpowiedzi na swoje pytania.
- Co jest? - zapytał, gdy po chwili znaleźli się koło zasapanej Tsunade.
- Po jednoogoniastym - odparła kobieta, gdy w końcu udało jej się zaczerpnąć kilka głębszych oddechów. - Nie żyje. Została po nim tylko kupka piasku.
- Jak?
- Nie wiem. - Kobieta pokręciła bezradnie głową. - Wziął się rozsypał w proch. Nie mam pojęcia dlaczego.
- To chyba dobrze, nie? - zapytał Uzumaki. Przełknął głośno ślinę. Nie, nie było dobrze. Wcale nie ciał, aby którykolwiek z ogoniastych musiał ginąć. Jednak najwyraźniej Shukaku był za bardzo zaślepiony, aby posłuchać racjonalnych argumentów i wolał dać się unicestwić niż pomóc ludziom. - Jeden problem z głowy mniej.
- Zabił go demon - stwierdził Kyuubi, z niejakim zainteresowanie obserwując pozostałość po Shukaku.
- Demon, nie demon - sapnął blondyn. - Już po nim. Nic nie poradzimy.
- Demon? - podjęła temat Hokage. - Ale Gobi....
- To nie mogła być Gobi.
- Więc... Kto?
Naruto wręcz czuł, jak ślepia Kyu wypalają mu dziurę w plecach. Przezornie wlepił spojrzenie w piasek, który, jak twierdziła Tsunade, stanowił pozostałość po jednoogoniastej bestii.
- Bachorze...
- A czy to ważne? - zapytał, z cieniem desperacji w głosie. No kurde, no.
- Jeżeli coś wiesz...
- Nie no, babciu, nie powiesz mi, że jesteś po stronie tego rudego buraka!
- Po jakiej stronie? - Tsunade również spoglądała na niego z wyraźną irytacją. - Zdajesz sobie sprawę z tego, że zachowujesz się idiotycznie? Niby co za wielką tajemnice musisz dochować? Nie rozśmieszaj mnie. Sam jesteś cholernie wścibskim bachorem, wiec czego się gorączkujesz? A ja nawet bym się tematem nie zainteresowała, gdybyś usilnie nie starał się wykręcić od odpowiedzi Kyuubi'ego. Zastanawia mnie tylko, dlaczego na cholerę coś ukrywać?
- Bo to nie wasza zakichana sprawa.
- Zabito mi brata. Chciałbym wiedzieć, komu mogę za to podziękować - powiedział lis przesłodzonym głosem.
Naruto uniósł wzrok, wbijając w rudowłosą postać zszokowane spojrzenie.
- Brata? - rozdziawił z wrażenia usta. - To.. To był twój brat?
- Ależ owszem. - Demon nie zmienił tonu. - Chyba mam prawo wiedzieć, kto tak okrutnie potraktował moją rodzinę.
- Ja... - Uzumaki ponownie przełknął ślinę. Okej, to nieco komplikowało sytuację. Chyba. - Ja nie mogę powiedzieć. Przynajmniej na razie. - przyznał po chwili wahania. Miał nadzieję, że uda mu się pogadać z Nanabi i przekonać ją do tego, aby pozwoliła mu uchylić rąbka tajemnicy. Z tego co widział, tolerancja Kyu, co do jego nagłej małomówności, była na wyczerpaniu.
- Nie możesz - powtórzył Lis.
- Kyu...
- Jasne. Rozumiem.
- Tak?
- Ależ oczywiście - potwierdził demon. - Dlatego też mam nadzieję, że ty również zrozumiesz, że masz sobie radzić sam.
I wyparował w kłębowisku czerwonej mgiełki.
Naruto zamrugał. Otworzył usta, aby coś powiedzieć. I zaraz je zamknął.
- Ty... - zaczął niepewnie. - Widziałaś to?
- Chodzi ci o to, że tak rozwścieczyłeś Bijuu, że postanowił zlać na twoje i przy okazji swoje bezpieczeństwo, że zostawił cię samego w bitwie? Ależ owszem, nie umknęło to mojej uwadze.
- Hej!
- Co hej, no co hej? Nie dziwię mu się. Kyuubi nie ma przed tobą tajemnic. Wyszło na to, że mu nie ufasz. A sam dobrze wiesz, że zaufanie jest bardzo istotną kwestią dla shinobi.
- Kyuubi nie jest shinobi.
- Formalnie nie. Jednak traktuje cię na równi. Jak partnera w walce. Skaszaniłeś, mówiąc krótko, próbując chronić jakąś dziwaczną tajemnice. - Tsunade pokręciła głową. - Ciesz się, że to już właściwie koniec walki. Gdybyście odwalili takie przedstawienie na początku to...
- UWAŻAJ!
Naruto obrócił się gwałtownie.
Jego oczy rozszerzyły się w szoku.
Usta otworzyły w niemym krzyku.
Drobne czerwone kropelki obryzgały jego twarz.
Czyjeś ciało wpadło w jego ramiona.
Opadł na kolana, z rosnącym przerażeniem wpatrując się w nieprzytomną postać.
- Sa...
W uszach słyszał tylko szum własnej krwi i jakby coraz wolniejsze dudnienie własnego serca.
- Sasuke...


piątek, 20 lipca 2012

Dżem i konfitury - NejiSasu


 Z racji tego, że pisanie czegokolwiek nie idzie mi wciąż... i wciąż... Publikuje o to, to, co powstało wyłącznie z winy i przyczyny Mecha (o, chyba się powtarzam xD), która jako jedyna miała okazję ów dzieło przeczytać. Kontynuacja Warzyw i owoców, a więc niczego mądrego nie należy się spodziewać, zapraszam ^ ^.

Dżem i konfitury

 ***   ***   ***   ***   ***   ***   ***

- Dżem, dżem, dżem… Hm…
- Sasuke?
- O tu, a nie. Fu…
- Sasuke?
- No cholera jasna… AŁA! – wrzasnął czarnowłosy, po efektownym wyrżnięciu głową w blat kuchennej szafki. Nie, żeby poprawiło mu to nastrój. Nie, żeby wyrżnięcie głową w blat poprawiało nastrój komukolwiek.
Sasuke skrzywił się, zmarszczył gniewnie czoło, a jego oczy przybrały kolor szkarłatu, kiedy przez długie sekundy wpatrywał się w półkę wypełnioną rozmaitymi słoikami.
- Neji – zaczął na pozór spokojnym tonem.
- Hm?
- Podaj mi dżem.
Hyuuga bez szemrania przycupnął obok chłopaka i wychylając się nieznacznie chwycił pierwszy lepszy słoik. Nie mówiąc ani słowa podał go czarnowłosemu.
Uchiha z jeszcze większą wściekłością spojrzał na trzymaną przez Neji’ego rzecz. I prychnął.
- Zwariowałeś – stwierdził, niebezpiecznie niskim tonem.
- Nie wydaję mi się.
- Więc dlaczego – warknął coraz bardziej rozwścieczony. – Podajesz mi to?
Białe oczy spojrzały na słoik ze zdziwieniem. No trzymał… Dżem, jak nic. Skierował wzrok na swojego chłopaka. I powoli zaczął się zastanawiać, czy Uzumaki nie posiada przypadkiem jakiejś instrukcji obsługi do Sasuke, skoro przyjaźnił się z nim przez tyle lat.
- Bo… Dżem? – zaryzykował odpowiedź.
- Wyprowadzam się.
Neji zerknął na słoik, a następnie znowu na swojego chłopaka. Hm… Chyba zaczynał mieć strasznie dziwne omamy słuchowe. Fakt, zawsze bardziej ufał swoim oczom, ale jakoś nigdy uszy mu nie szwankowały. Aż do dzisiaj.
- Naprawdę? – zapytał, postanawiając jednak zawierzyć swoim zmysłom.
- Skoro jesteś takim kretynem, że nie potrafisz dostrzec subtelnej różnicy między dżemem, a tym czymś, co dzierżysz w dłoni, to tak – powiedział Sasuke, wstając z klęczek.
Neji musiał przyznać, że chłopak prezentował się zabójczo, z wściekłością wyrytą w błyszczących szkarłatem oczach i głosem drgającym od powstrzymywanej furii.
I kiedy tak Hyuuga podziwiał wygląd Sasuke, to ten, mamrocząc pod nosem jakieś groźby i przekleństwa, opuścił jego kuchnie. A potem mieszkanie.
Chłopak zmarszczył brwi.
Chyba coś mu… Umknęło.

- Że co zrobił? – Naruto przyciągnął do siebie kolejną miskę zupy.
Kakashi delikatnie ją odsunął.
Naruto ponownie ją przyciągnął, rzucając siwowłosemu mężczyźnie wyzywające spojrzenie.
- Wyprowadził się – powtórzył Neji, z niejaką obojętnością patrząc, jak Hatake po raz kolejny próbuje odwieść blondyna od pochłonięcia trzeciej porcji ulubionego dania.
- Hej! – sapnął niebieskooki, odbierając swój posiłek i trzymając go po za zasięgiem Kakashi’ego. – Ale, że jak to? – zwrócił się ponownie do Hyuugi. – I nic nie powiedział?
- Że jestem kretynem.
- Tak bez powodu? – zapytał sceptycznie blondyn. – Tak bez powodu, to wybacz, ale wyzywa tylko mnie.
- Podałem mu to. – Neji postawił na barowym blacie słoik.
- O – bąknął niebieskooki, odkładając ramen i chwytając przedmiot, który rozwścieczył Sasuke.
- Co to? – zainteresował się siwowłosy, który w tym czasie zdążył pochłonąć zupę Naruto. Oczywiście w ramach uchronienia chłopaka, przed spożywaniem niezdrowych pokarmów.
- Dżem - stwierdził Neji.
- Konfitury – powiedział w tym samym czasie Uzumaki.
- A co za różnica? – Kakashi wzruszył ramionami.
- Dla nas? – zapytał blondyn, krzywiąc się śmiesznie na widok pustej miski. – Żadna. Dla Sasuke… Hm… Ja bym to określił nieco głębszą… sprawą na podłożu emocjonalnym.
- O.
- No właśnie. Dobra – Naruto podniósł się z krzesła. – Pogadam z nim. Cholera wie, co do tego ciemnego łba strzeliło. Za przeproszeniem Neji, ale twój chłopak ma nieźle napierdzielone pod czołem.  Kakashi pocze… A gdzie ten czort?
Oboje rozejrzeli się wokół siebie.
Ale Kakashi już był bardzo daleko od ramenowej budki.

Sasuke z nie lada satysfakcją spoglądał na pole treningowe, które właśnie dewastował. Znaczy… Spopielał. Właściwie, to jedyne co usiłował spopielić, to trzy drewniane pale umieszczone na środku terenu. I prawdę powiedziawszy nie za dobrze mu szło. Chociaż… Środkowy pal się chyba lekko dymił, a ten po prawej był nieco zwęglony i…
- AGHR – Uchiha jęknął przeciągle opadając bez sił na plecy.
- No, no, no. Takich emocji nie widziałem u ciebie chyba od dnia, w którym Naruto skopał ci dupsko przy…
- Zamknij się, jeżeli chcesz dożyć świtu.
- Ranisz mnie – stwierdził Kakashi, usadawiając się obok byłego ucznia. Pomimo wypowiedzianych słów wcale na zranionego nie wyglądał.
- Dopiero mogę cię zranić, jeżeli nie zejdziesz mi z oczu.
- Przecież wcale na nich nie stoję.
Sasuke westchnął wewnętrznie, nie reagując na marny dowcip.
- Czego chcesz? – zapytał, jak najszybciej pragnąc pozbyć się niechcianego gościa.
- Ha, pytanie brzmi, czego TY chcesz.
- Nie filozofuj mi tu, tylko mów, nie mam czasu na użeranie się z tobą.
- O – mruknął Kakashi, wyciągając z kieszeni uniformu pomiętą paczkę papierosów. Wyciągnął jedną fajkę, przyjrzał się jej z pewnym wahaniem, poczym ponownie schował ją do paczki. – A co, dzieci w domu płaczą, czy chcesz pognać tłumaczyć się Hyuudze?
- Ty weź lepiej…
- Albo przeżyjesz tę rozmowę ze mną, albo czeka cię pogawędka z Naruto. Osobiście wolałbym, żebyś skłonił się ku otwarciu swojej duszy w mojej obecności, bo po waszej ostatniej poważnej rozmowie Naru na trzy dni wylądował w szpitalu.
- Aghr…
- Bo przecież nie poszło o dżem.
- Podał mi konfitury – mruknął Sasuke w ramach wyjaśnień.
- Straszne.
- A żebyś wiedział – warknął czarnowłosy, podrywając się do siadu. – Jak mam żyć z człowiekiem…
-I tu jest pies pogrzebany.
- Hę?
- Słuchaj, Sasuke, jesteś dosyć… Ciężką osobą do zniesienia, mówiąc delikatnie. Tak samo jak Hyuuga. Ale, szczerze powiedziawszy, od razu widać, kto w tym związku robi problemy i muszę od razu przyznać, że nie jest to Neji.
- Jakie problemy? – oburzył się czarnowłosy. – Ja nie robię…
- Ile wytrzymałeś zanim się wyprowadziłeś? Ile u niego mieszkałeś, po kilkumiesięcznym zastanawianiu się, czy w ogóle to zrobić? Trzy dni? Cztery?
- …
- No? – ponaglił go.
- Dwa.
- Sam widzisz.
- No właśnie nie widzę! – niemalże wrzasnął Uchiha, mierząc byłego mistrza wściekłym wzrokiem. – Nie rozumiem o co ci chodzi!
- Uciekasz. – Kakashi z ciężkim westchnięciem. – Boisz się. Nie wiesz, jak się zachować. Właściwie to się nie dziwię. Od zawsze byłeś… Sam.  Ciężko jest się nagle przestawić, nie? 
- Dlaczego ty tak… Grrr… - warknął, zrywając się z trawy.
- Przemyśl to sobie, Sasuke – powiedział spokojnie Hakate, również się podnosząc. – I leć później do Neji’ego, bo nic lepszego ci się w życiu nie trafi.

I tak Sasuke kolejnego dnia wylądował przed bramą do domu Neji’ego.
I wgapiał się w klamkę przez dobre dziesięć minut, zanim nie obrócił się na pięcie i nie pognał przed siebie. A raczej, pognałby, gdyby nie to, że tuż przed jego nogami pojawił się słoik, o który by się wychrzanił, gdyby nie refleks nabyty na treningach.
Z typową dla siebie podejrzliwością schylił się słój.
I zaraz o mało go nie wypuścił.
Trzymał… Dżem.
Porzeczkowy.
Z dziwną miną wgapiając się w słoik wrócił do domu. Swojego.

Powieka Sasuke zadrgała gwałtownie. Poczym zadrgała jeszcze raz.
Pośpiesznie wyskoczył z wanny, obwinął się ciasno ręcznikiem w pasie i podreptał do zlewu, na którym…
Na którym, tuż obok kubka ze szczoteczką do zębów, stał słoik. Dżemu.
Śliwkowego.
Coś tu stanowczo było nie tak.

Sasuke miał już powoli… Dosyć.
Znalazł dżem w kaburze, między zwojami. Wiśniowy.
Znalazł go też na dawno nieużywanym strychu, na który wlazł wynieść część nieprzydatnych gratów. Brzoskwiniowy.
W gabinecie Hokage. Ananasowy.
To wcale nie pomagało mu rozwiązać swojego problemu z nieumieniem mieszkania z drugim człowiekiem. Chociaż może…
Uśmiechnął się lekko, widząc przed drzwiami do swojego pokoju kolejny słoik dżemu. Malinowego.
Chociaż może troszeczkę dawało mu to do myślenia.

Do ostatecznych wniosków doszedł, gdy kisząc na polu treningowym, znalazł na jednym z pali dżem o smaku aronii. Właściwie to Sasuke nie wiedział, że otrzymał słoik z dżemem z aroni, bo nigdy w życiu nie słyszał, że można te nieszczęsne owoce na dżem przerobić. Ale, skoro jego prezenty zaczynały mieć coraz dziwniejszy wygląd, to musiał interweniować.

I tak Sasuke ponownie znalazł się przed wejściem do domu Neji’ego.
Westchnął ciężko, popychając toporne drzwi.
Zdołał ustalić kilka niezaprzeczalnych faktów.
Po pierwsze: po kilku miesiącach marudzenia, w końcu zgodził się zamieszkać u Neji’ego. No może nie marudzenia. W końcu Hyuuga nie marudzi, on… Pytał. I w końcu, po którymś pytaniu zadanym z zaskoczenia, zgodził się. I po dwóch dniach od zamieszkania u chłopaka, Sasuke zdecydował się zdezerterować.
Iście nie w jego stylu.
Po drugie: Uchiha musiał się zgodzić z Kakashim. Bał się. A nie powinien. Nie znał za dobrze uczucia strachu, ale Neji je w pewnym sensie  wywoływał. No… Tak samo jak radość, czułość, czy podniecenie. Zdecydowanie, Neji wywoływał więcej pozytywnych, niż negatywnych uczuć. I to chyba irracjonalne, w dziwaczny sposób bać się osoby, którą się koch… Lubi.
Po trzecie: Nawet, jeżeli uznałby, że z Hyuuga i on nie mają większych szans na wspólne, udane życie… To nie powinien wykorzystywać dżemu, jako przyczyny rozstania.

Sasuke skradał się wzdłuż korytarza. Właściwie to nie bardzo wiedział, co powinien powiedzieć, czy też zrobić, jak już znajdzie Neji’ego. Właściwie to najchętniej by znalazł się gdzieś daleko stąd. Nie… Właściwie… To najbardziej by chciał, żeby jego głupia ucieczka nie miała w ogóle miejsca.
Słodki zapach uderzył go w nozdrza.
Pociągnął nosem.
To coś w kuchni.
Przyczaił się przy drzwiach do pomieszczenia.
To… Hm… Pociągnął jeszcze raz. Kurde, nie potrafił zidentyfikować zapachu.
Z rozmachem otworzył drzwi.
I zamarł.
Neji… Jego Neji… Kucharował. Coś… Coś śmiesznie bulgotało w dużym garze ustawionym na największym palniku kuchenki. Hyuuga nie zareagował na wejście gościa. Zamiast tego, wyciągnął z lodówki talerz, wcześniej ściągając garnek na ułożony na blacie ręcznik. Nabrał na łyżkę gotującej się wcześniej substancji i… Chyba ciapnął ją na talerz. Sasuke nie mógł jednak tego jednoznacznie stwierdzić, gdyż chłopak był odwrócony do niego tyłem.
Z ciekawością Uchiha podszedł do niego i zerknął mu przez ramię.
Dżem.
Tam. Na talerzu.
Dżem.
Nabrał z talerza na palec nieco substancji, nie zwracając uwagi na to, że Neji odsunął się i właśnie spoglądał na niego z wyraźnym tryumfem w oczach.
Sasuke skosztował wyrobu.
I zamarł.
- Dżem – wyszeptał po chwili. Na jego twarzy wykwitł promienny uśmiech. – To…
Obrócił się, żeby coś powiedzieć, jednak w kolejnej sekundzie Neji przyciskał go do kuchennego blatu, całując zachłannie i nie zważając na to, że ręka Uchihy wylądowała w talerzu z dżemem.
A Sasuke dawał się całować, czując, że znajduje się w odpowiednim miejscu. O nie, nie pozostawał dłużny. Zwłaszcza, że Naji smakował dżemem. Słodkim, wspaniałym dżemem z…
- Truskawki – mruknął między pocałunkami.
- Hm?  
- Kocham dżem z truskawki.
- Ja… - zaczął Neji. I dał mu buziaka w nos. Tak jak za pierwszym razem, gdy Sasuke przebywał w tej kuchni. – Ja ciebie też.
Sasuke zamarł. Rozdziawił usta w chwilowym szoku, aby po chwili rozciągnąć je w uśmiechu.
- Dokładnie. Mój ty truskawkowy dżemie.  

środa, 4 lipca 2012

Jeden pozytywny...

Po dobroci, czy też nie, jakoś mi nie idzie pisanie nowego rozdziału, a więc, w ramach obrony przed widłami przedstawiam... "coś" xD 100 słów z tytułem ^ ^ - czyli scenka rodzajowa: "A gdyby tak Sasuke i Naruto dostali pod opiekę zgraję dzieciaków z akademii" . Smacznego, nie bić - wynik ciężkich rozkmin stropowych. Ach, moje kochane konstukcje xD




"Jeden pozytywny..."


- Hm? - Sasuke uniósł brwi.
- Komentarz - parsknął Uzumaki, nakreślając rękoma dziwaczny gest. - Nie podobało mi się to, co powiedziałeś do dzieciaków. Powinieneś...
- Zdajesz sobie sprawę z tego, że nie obchodzi mnie twoja opinia, na temat moich metod wychowawczych? - westchnął.
- Metod? Jakich metod?! To dzieciaki, Sasuke! Trzeba je motywować, a nie mieszać z błotem!
- Nie będę prawił komplementów za spartoloną robotę...
- Pewnie nawet nie potrafisz żadnego sklecić!
- Nie? - mruknął czarnowłosy, jego usta rozciągnął drapieżny uśmiech. Przyciągnął blondyna do siebie, zaciskając dłonie na jego pośladkach. - Masz fajny tyłek.

poniedziałek, 28 maja 2012

Rozdział II.XV

Widzisz, Mecha? PISZĘ! xD Żulerstwo i plakaty najwyraźniej działają na mnie inspirująco xD. 

***   ***   ***   ***   ***   ***   ***  


Plan Kyuubi'ego był prosty.
Dla lisa.
- I to niby ja oberwałem o kilka razy za dużo? - zapytał ze zwątpieniem.
- Co ci znowu nie pasuje?
- Wszystko! - wrzasnął, a w jego głosie zabrzmiały nutki histerii. - Niby jak mam wleźć w jego podświadomość?!
- Jakoś z moją nie masz większych problemów.
- No tak, ale ty jesteś moim pasożytem od dobrych dwudziestu lat! Zresztą, odwal się, to moja podświadomość, tylko żeś się w niej zalęgnął!
- Dasz radę.
Naruto z pochmurnym wzrokiem zmierzył czteroogoniastego.
"Ekstra." Pomyślał sarkastycznie. Wcale, a wcale mu się to nie podobało.
- Wszystkim się zajmę. Ty się musisz tylko porządnie skupić.
- Łatwo ci mówić -  mruknął, a jego spojrzenie stało się jeszcze bardziej pochmurne.
- Pękasz?
- Chciałbyś.
- Słuchaj, jeżeli masz rację i demony są faktycznie kontrolowane, to musisz tylko odpowiednio potrząsnąć Yonbim. To silny dzieciak, nie powinien mieć problemów z zerwaniem więzi.
- DZIECIAK?! TO GIGANTYCZNA BESTIA, ŚLEPY JESTEŚ?!
- Nie panikuj, tylko działaj.
- JAK?!
- No wybacz, od tej strony nigdy nie komunikowałem się z żadnym z demonów, kombinuj! Jakąś wprawę ze mną w końcu masz!
- A zamknij się - warknął już nieźle wkurzony. - Jakby to było takie łatwe, to...
Yonbi zaatakował, przez co Naruto o mało nie zleciał z lisiego łba. Uratowała go smużka czerwonej chakry, która owinęła się wokoło jego ciała.
- Trzymam cię.
Naruto pokiwał głową.
"Dobra."
Odetchnął głęboko. I przymknął oczy.

Stalowe pręty bramy skrzypnęły nieprzyjemnie.
Naruto wzdrygnął się mimowolnie.
Wcale mu się nie podobało bycie w miejscu, gdzie zazwyczaj przebywał lis. Że też sierściuch tu wytrzymywał sam przez tyle lat...
- No dobra - powiedział do siebie, żeby nieco podnieść się na duchu. - Co teraz?
Skaliste ściany nie dały mu niestety odpowiedzi.
Rozejrzał się po zaciemnionym miejscu.
Właściwie... Gdyby nieco oświetlić tu i ówdzie, to można by było uznać jaskinię za coś w rodzaju... Świątyni? Ciekawa myśl.
Jak nie patrzeć, jeszcze nigdy nie przyjrzał się dokładnie temu miejscu. Może dlatego, że klatkę lisa odwiedzał wyłącznie w kryzysowych sytuacjach.
- Ale odrobinę światła naprawdę by się tu przydało - wymamrotał i po chwili tu i ówdzie pojawił się migotliwy blask pochodni.
- Ło - sapnął z zaskoczenia. - Ekstra!
Jego słowa odbiły się odległym echem.
- Skoro załatwiłeś światło, to dasz mi też pogadać z Yonbim? - zapytał, sam nie wiedząc do kogo się zwraca. Jednak nic się nie wydarzyło. - Hm... Tak myślałem...
"MÓGŁBYŚ SIĘ ZABRAĆ DO ROBOTY, A NIE URZĄDZAĆ SOBIE POGADUSZKI Z SAMYM SOBĄ?!"
- No już, nie gorączkuj się tak!
"TO SIĘ OGARNIJ!"
- Że też teraz mnie słyszysz, a jakoś wcześniej miałeś z tym spore problemy...
"NARUTO!"
- No już! Boże, nie dadzą człowiekowi chwili spokoju...
Podszedł do jednej z pochodni i wysunął ją z mosiężnego stelaża. Zmarszczył brwi. Na skalistych ścianach było... Coś... Przejechał dłonią po niewyraźnych kształtach. Jakby malowidła. Odsunął się nieznacznie i oświetlił powierzchnię przed sobą.
- Łał - sapnął ze zdziwieniem. Skała była pokryta licznymi malowidłami i rycinami. Niektóre z nich z pewnością były napisami. A nawet nie samymi napisami, tylko też całymi historiami. Ale znaczna część przestawiała stwory wszelkiego rodzaju.
"Wycieczkę krajoznawczą urządzisz sobie kiedy indziej, dobrze?" Głos lisa przesycony był wymuszonym spokojem.
"No już, no..."
Odwrócił się od ściany i rozejrzał wokół siebie. 
- Tylko co ja właściwie mam zrobić? - zapytał, smętnie wpatrując się przed siebie.
I wtedy to zobaczył.
Drobna, świetlista smużka, pojawiająca się w blasku pochodni.
Nie zwlekając podreptał wzdłuż niej.
Skalna jaskinia zwężała się, zaczęły się pojawiać dziwaczne korytarze, rozwidlenia. W pewnym momencie musiał zniżyć pochodnie, żeby wyłapać błysk śledzonej nitki.
- Witaj, śmiertelne dziecię.
Naruto wzdrygnął się, gdy odległy szept doszedł jego uszu.
- Kyu?
"Czego?"
- To, to nie byłeś ty?
"Co?"
- Nie słyszałeś?
"Naruto, wyczuwam zaledwie namiastkę tego, co tam wyprawiasz. Z łaski swojej pośpiesz się i daj mi spokój!"
- Ale ktoś tu jest! - Uzumaki ścisnął mocniej pochodnie. Nie podobało mu się to, że najwyraźniej nie był tu sam, ani to, że jego głos stawał się nieco piskliwy.
- Nie bój się mnie, śmiertelne dziecię.
- Gdzie jesteś!? Kuźwa, kim jesteś?! Ja pierdzielę, kolejne pasożyty we własnej podświadomości - jęknął. - Mamo, ja nie chcę...
Do jego uszu dobiegł dźwięczny śmiech. Kobiecy śmiech.
- Gobi?
- Znasz mą siostrę, śmiertelne dziecię. A nie wyczuwam w tobie odrazy, gdy używasz jej imienia.
- ŻE CO?!
- Niech ci się przyjrzę, śmiertelne dziecię.
Naruto zamarł.
Przed nim zmaterializowała się piękna istota.
Miała ciemnoniebieskie oczy i długie białe włosy. Wyglądała niemalże, jak pięcioogoniasta w swojej ludzkiej postaci.
- Czuć od ciebie dobro - powiedziała melodyjnym głosem.
- Jesteś siostrą Gobi? - wystękał Uzumaki, będąc w niemałym szoku. - Ja pierdzielę, to demony mają jakieś więzy krwi?
- Oczywiście, głuptasie. - Pogroziła mu palcem przed nosem. - Jak cię zwą?
- Eee... Naruto.
- Witaj - zachichotała. - Eee... Naruto.  Jestem Nanabi.
- Siedmioogoniasta - szepnął blondyn, wciąż wgapiając się w nią ze zdziwieniem. - Co ty tu robisz?! Ej, to moja podświadomość! Jeden demon mi wystarcza!
Kobieta ponownie zachichotała.
- To jest mój dom, głuptasie. Jak i zarówno wszystkich innych demonów. Lata temu, zostaliśmy tu uwięzieni. Część klatek została otwarta. Niestety, nie miewam tu zbyt wielu gości.
- Kyuubi o tobie wie?
Po twarzy białowłosej przebiegł grymas bólu.
- Wie, że istnieję na tym świecie.
- Ale...
- Nie mów mu, proszę. Nie mów mu, czego się dowiadujesz o tym miejscu.
- To jest...
- To nasz dom. To był nasz dom... Nasza świątynia - zaczęła ze smutkiem. - Kiedyś, gdy shinobi darzyli nasz szacunkiem. Gdy nasze imiona nie wzbudzały w nikim strachu, a podziw. Tu ,przed wzrokiem ludzi, schowana jest historia. Moja. I wszystkich demonów. Urodziliśmy się tu, wychowaliśmy, a następnie zostaliśmy zamknięci, spętani niczym niemyślące, dzikie bestie...
- Jestem jakimś pokręconym łącznikiem między lęgowiskiem demonów, a własną głową? Psia mać...
Po twarzy kobiety przemknął cień uśmiechu.
- Jesteś zabawny, głuptasie.
- Dlaczego... Ej, nie rozumiem, przecież ty nie jesteś...
- To nie jest historia na to spotkanie, Naruto.
- Hę?
- Uratuj Yonbi'ego. - Kobieta zaczęła niknąć. Systematycznie jej postać stawała się coraz bardziej przeźroczysta.
- Chwila, ale jak to jest, że Kyubi nic o tym miejscu nie wie?! Jak to jest, że nie wie o tobie?!
- Zaślepiała go nienawiść.
- CO?
- Do tego miejsca - jej głos cichł powoli. - I do... Mnie.
Zniknęła.
A Naruto wciąż wgapiał się przed siebie.
- Nanabi? Eeeej! Nanabi! No nie zostawiaj mnie taaaak - jęknął po chwili.
Cholera, to... To było dziwne.
"MOŻESZ MI POWIEDZIEĆ, CO ŻEŚ TAKIEGO ROBIŁ PRZEZ OSTATNIE KILKA MINUT?!"
- Że co, proszę?
"CO TY WYPRAWIASZ LENIWY BACHORZE, DO ROBOTY!"
- Szukam!
"Czego, poczwaro?! Jak cię dorwę..."
- Klatki.
"CO?!"
Aj, Kyu najwyraźniej nie słyszał jego rozmowy z Siedmioogoniastą. I również słyszalne było, że nie był w dobrym nastroju.
- To... No nie ważne! Zajmij się sobą. Już wiem co robić!
"Cholerny bachor..."
Naruto ponownie podążył za świetlistą smużką.

- Pomocy...
Naruto stanął przed zamkniętą bramą.
- Pomocy... Proszę...
- Halo? - zawołał. Przełożył pochodnie przez kraty, żeby oświetlić sobie wnętrze klatki. W rogu zamajaczył kontur postaci.
- Boli... Boli... Pomóż mi...
- Już do ciebie idę! - wrzasnął. Przywołał klona, wcisnął mu w dłonie pochodnie i zerwał widniejącą na kratach pieczęć. - Ej, słysz...
Postać błyskawicznie zerwała się i rzuciła na Uzumakiego, zwalając go z nóg.
- Ty mała... - sapnął wściekle, szarpiąc się z osobnikiem. W końcu, bo kilku chwilach szamotania przycisnął go do ziemi, przyciskając mu kunai do szyi. - Dzieciak?!
- Sam jesteś dzieciak! - parsknął... Chłopiec. Na oko dziesięciolatek. - Puszczaj mnie!
- Ani mi się śni, gówniarzu! - warknął Naruto. Wstał, przytrzymując wciąż dzieciaka, a po chwili przekazał go dwóm kolejnym stworzonym klonom. - Żebyś mi oczy wydrapał?! Co cię napadło?! Pomóc ci chciałem!
- Jasne!
Blondyn ze zmarszczonymi brwiami przyjrzał się małej postaci.
Czerwone oczy spoglądały na niego z wyraźną wrogością. Krótko przycięte rude kłaki latały na każdą stronę, podczas gdy chłopak próbował się wyrwać.
- Już ja bym ci pokazał, gdyby nie zabrano mi siły!
- Co?
- Gówno!
Jeden z klonów strzelił go w potylice.
- Zachowuj się, bachorze - warknął Uzumaki. Cholera, ostatnimi czasy naprawdę miał dosyć opieki nad jakimikolwiek dzieciakami. A już zwłaszcza takimi, które go znienacka atakowały. - Kto ci zabrał siłę?
Nie odpowiedział. Tylko jego spojrzenie stało się jeszcze bardziej nienawistne.
- Madara?
- Rozniosę tego patałacha! - wrzasnął więzień, jeszcze mocniej się szamocąc. - Tylko się wydostanę! Rozniosę go!
- Spokojnie! - Naruto uciszył go gestem ręki. Na jego twarzy wykwitł dosyć kretyński uśmiech. - Masz na imię Yonbi, tak?
Dzieciak przestał się wiercić i pokiwał niepewnie głową.
- A co ty na to, że ci z chęcią pomogę?

- No, no młody. Jak żeś w końcu ruszył dupę to udało ci się nawet nie spaprać sprawy.
Naruto wybudził się z tego dziwacznego miejsca, gdzie miał aż za dużo styczności z demonami.
Ledwo zdawał sobie sprawę z tego, że lis go podtrzymuje za ramiona. Zamrugał kilka razy i stanął o własnych siłach.
- Marne słowa pochwały - skwitował, lustrując otoczenie. - A ty czegoś się zmienił? Jeszcze nie koniec walki.
- Nie pyskuj szczeniaku, ja...
- WUJEK!
Mały rudowłosy chłopiec rzucił się Kyuubi'emu na szyję.
- No. - Naruto wyszczerzył się w stronę zdziwionego czerwonookiego mężczyzny. - To ty załatwiaj sprawy rodzinne, a ja lecę ratować jednoogoniastego z sideł Madary, bo coś widzę, że Sasuke z resztą sobie nie za dobrze radzą...



środa, 18 kwietnia 2012

Rozdział II.XIV

Dawno nic się tu nie działo , więc chyba pora na jakąś aktualizację. Mam lekki zachrzan na uczelni aktualnie niestety >.<
Rozdział będzie krótki, ale myślę, że treściwy :) I z masą błędów, co mi musicie wybaczyć, gdyż po drugiej zarwanej nocce mój mózg i tak średnio funkcjonuje xD.
Dziękuję bardzo za komentarze (bardzo mi miło widzieć nowe nicki pod postami(niach, niach, ŚWIEŻYNKI :D ), jak i zarówno moje kochane dinozaury komentujące od dużego czasu :D) i zapraszam ^ ^.

*** *** *** *** *** *** ***

Był bohaterem.
Odważnym shinobi.
Mężnym człowiekiem.
Nie lękał się niczego, ani nikogo. Nie straszne mu były ciężkie obrażenia i urazy.
Potrafił w kryzysowych sytuacjach ryzykować własnym życiem.
I…
I zrobił to, co pierwsze wpadło mu do głowy.
Wrzasnął przeciągle i zaczął zwiewać. Oczywiście niemalże gubiąc Risu po drodze.
- RATUNKU! – zawył, nie zważając na to, że właśnie zza bariery obserwuje go niemalże połowa wioski. Z Sasuke na czele.
Niestety, nie uciekł za daleko.
Po panicznym przebiegnięciu kilkudziesięciu metrów został zmuszony do gwałtownego wyhamowania. Bo przed nim zmaterializował się Madara.
Zawrócił.
Znowu się zatrzymał, gdy uświadomił sobie, że z tej strony wpadnie na jednoogoniastego, który właściwie nie ruszył się jeszcze z miejsca, tylko obserwował jego poczynania.
Z namysłem zerknął przez ramię na zamaskowaną postać. I wyglądało na to, że znowu zmieni kurs biegu, jednak chyba szybko uznał to za dosyć durny pomysł.
- Eee… - zaczął po chwili zastanowienia. – To ten…
- Jakże miło jest cię znowu widzieć, Naruto. – Głos Madary przepełniony był mściwą satysfakcją. – Mam nadzieję, że tym razem nasze spotkanie potrwa nieco dłużej.
- Jest mi niezmiernie przykro, że nie podzielam twoich odczuć – parsknął. – Czego znowu chcesz?
- Och, tylko ciebie.
„Perwers.”
- Niestety, jestem zajęty. Zresztą, nie gustuję w zamaskowanych typach.
Naruto zignorował odległe „słyszałem to”, które najprawdopodobniej pochodziło od Kakashi’ego.
- Zrobimy tak. – Przywódca Akatsuki klasnął w dłonie. – Ty potulnie pójdziesz ze mną, a ja obiecam, że nie zmiotę Konohy z powierzchni ziemi, co ty na to?
- Nie.
- No, no, ależ twardy z ciebie negocjator. – Przytłumiony maską głos nie brzmiał, jakby jego właściciel był rozczarowany. – A jeżeli ten mały szkrab, byłby moją kartą przetargową?
- Chyba kpi… - Naruto nie dokończył zdania. W jednej chwili ściskał w dłoniach Risu, a już w następnej… Córka Gobi dyndała w ręce Madary, podniesiona za kołnierz kimona.
A po chwili dziewczynka wywinęła się i wbiła pazury w rękę, która ją trzymała. Madara wrzasnął, bardziej z zaskoczenia, niż bólu, wypuścił ją, a Risu, korzystając z okazji kopnęła go w piszczel. Albo też mniej więcej w piszczel, gdyż obszerny płaszcz zamaskowanego osobnika skutecznie ograniczał jej dokładne określenie, gdzie ów kość się znajduje i uciekła.
A w tym samym czasie, od strony wioski rozniósł się wściekły ryk.
Naruto zamarł. I przełknął ciężko ślinę. Risu wczepiła się w jego nogi, niemalże pozbawiając go równowagi. Ta kilkusekundowa akcja nie umknęła najwyraźniej pięcioogoniastej.
Wraz z rykiem rozniósł się niemiłosiernie głośny brzdęk, jakby tłuczonego szkła.
- Masz nadpobudliwą matkę - wystękał do dziewczynki, wpatrując się uważnie w Madare. Chociaż bardzo ciekawiło go, co się dzieję za jego plecami, to jakoś nie miał ochoty odwracać wzroku od Uchihy.
Wodna struga śmignęła tuż nad głową Naruto w kierunku zamaskowanej postaci, zmuszając ją, do wykonania uniku, ciemna smuga minęła chłopaka i rzuciła się na Madare. Następnie czyjaś dłoń strzeliła Uzumakiego w potylice.
- To, za komentarz o zamaskowanych typkach.
- Ej!
Oberwał jeszcze raz.
- A to za głupotę.
- NO EJ! - Blondyn rzucił Joninowi oburzone spojrzenie.
- Ciesz się, że to nie Sasuke dorwał cię pierwszy. A teraz śmigaj z dzieciakiem, uspokoić ogoniastą, bo jeszcze nam pół wioski rozpierdzieli.
Z pomrukiem niezadowolenia chwycił Risu pod pachy i obrócił się w stronę Konohy. I akurat zdążył zobaczyć, jak jeden z budynków zostaje zmieciony przez ogon Gobi. Rozbita tarcza ochronna, którą rozciągnęła Tsunade, iskrzyła się jeszcze w promieniach słońca. Jej odłamki znikały leniwie z cichymi pyknięciami. Cóż... Najwyraźniej nie była odporna na wściekłe, demoniczne matki.
Powieka drgnęła mu gwałtownie, gdy jedno z kopyt przeorało brukowaną ulicę. Oj, Hokage się wścieknie.
- No pięknie - sapnął. Już szykował się do ekspresowego przemieszczenia swoich czterech liter do demona, gdy pięcioogoniasta sprężyła się i długim susem znalazła się tuż przy Shukaku. I rzuciła mu się do gardła.
"Kyu, na pewno nie chcesz wypęłznąć?"
"Niech pomyślę..."
"Więc?"
"Zdecydowanie: NIE"
"Leniwa bestia."
- Może lepiej poczekam, aż się z nim rozprawi, co? - zagadał do Kakasi'ego. Wcale nie miał ochoty znaleźć się między dwoma walczącymi demonami.
- JUŻ!
- Bez ner... - Naruto przerwał gwałtownie. Nad czubkami drzew Konohańskiego lasu mignęło mu coś, czego stanowczo wolałby jednak nie widzieć. Cztery czerwone ogony wirowały szaleńczo na tle nieba, a to oznaczało, że do wioski zbliżał się Yonbi.- Trzymaj! - wrzasnął, wciskając Hatake wiercącą się dziewczynkę. - Zostajesz honorowym dziadkiem!
"Kyu?!"
"NIE."
Ruszył błyskawicznie przed siebie, nie czekając na odpowiedź Jonina. Złożył dłonie w pieczęć.
"Cóż, chyba jednak tak!"
- Technika przywołania: Lisi demon! - wrzasnął, rozpaczliwie próbując zrobić... Cokolwiek. Nie, żeby miał nadzieję, że technika podziała. Nie, żeby kiedykolwiek jej próbował na lisie. Jednak coś desperacko podkusiło go do podjęcia tej marnej próby. I...
Naruto stanął oniemiały.
Wszystko jakby zamarło, a oczy zgromadzonych ludzi i demonów zwróciły się w jedną stronę.
Kłęby dymu unosiły się swobodnie przez chwilę, tylko po to, aby zniknąć przy mocniejszym podmuchu wiatru. A z nich wyłonił się... Kyuubi.
- Chyba kpisz - warknęła monstrualna postać lisa, pochylając pysk ku swojemu jinchūriki. - Mnie? Pospolitą techniką przywołania?!
Uzumaki cofnął się o krok.
- Ale... - zająknął się. - Ale, że jak to? Jakim cudem to podziałało?
- Mnie się pytasz gówniarzu?! - Lis wyprostował się dumnie, wciąż spoglądając na niego z wyraźną złością. - Powinienem teraz...
Niestety Naruto nie dowiedział się, czym chciał mu zagrozić demon.
Yonbi postanowił wykorzystać okazję i rzucił się dziewięcioogoniastego.
Uzumaki przez chwilę obserwował walką. Wciąż nie mogąc się nadziwić, że zwykła technika przywołania podziałała na dziewięcioogoniastego demona. A w dodatku... Coś mu w tym wszystkim wyraźnie nie pasowało. Demony przywołane przez Madare zachowywały się jak... No walczyły, atakowały, a i owszem. Tylko, że wyglądało to tak jakby były... Nienaturalne?
"Kyu!"
Lis nie odpowiedział na mentalne zawołanie. Cholera, niedobrze.
- Kyu! - Ruszył biegiem do przodu. Jednak nie zaszedł znowu za daleko, gdyż drogę zagrodził mu Sasuke.
- Gdzie znowu? - warknął nieprzyjemnie, chwytając Naruto za nadgarstek.
- Pogadać. Muszę powiedzieć Kyu...
- Między demony chcesz się wepchać?! - Uchiha wzmocnił uścisk. - Zwariowałeś!
- Nie! - sapnął, zerkając z paniką na lisa, który aktualnie wgniatał Yonbi'ego w ziemię. Nie ma co, siła dziewięciu ogonów, znacznie przewyższała cztery. Jakimś cudem gigantyczna małpa po chwili wywinęła się z pazurów Kyuubi'ego. - Słuchaj, one nie mogą się atakować!
- Co?
- Demony!
- Naruto. - W głosie Uchihy pojawiła się rezygnacja. - Odbiło ci.
- Nie, posłuchaj, one się nie kontrolują. Pamiętasz, jak wioskę zaatakowała Gobi? Teraz jest tak samo! Musimy przerwać...
- Niby jak chcesz to zrobić? Do czasu, aż znajdziemy osobę kontrolującą, Yonbi i Shukaku zdążą zmieść Konohę z powierzchni ziemi!
- No, ale... - Blondyn spojrzał na niego z błaganiem w oczach. - Nie możemy pozwolić im walczyć.
- Naruto...
- Sasuke, proszę. Możemy je powstrzymać. Jeżeli wyrwą się spod kontroli, to będzie można z nimi normalnie pogadać. To nasza szansa! Nie ma siły, żeby chciały walczyć po stronie Madary. Sasuke, zaufaj mi.
Czarnowłosy westchnął, równocześnie przymykając oczy. Z wahaniem puścił jego rękę i odsunął się nieznacznie.
- Leć - powiedział, z wyraźnym przymusem. - Znajdę Hinate. A ty wyjaśnij Kyuubi'emu i Gobi, jak się sprawy mają.
Naruto odsunął się z wyraźnym niezdecydowaniem. Był nieco zagubiony. Jednak... Nie było czasu. Musiał jak najszybciej dostać się do Kyuubi'ego. Obrócił się już, gdy Sasuk ponownie chwycił go za dłoń, przyciągnął ku sobie i delikatnie musnął jego wargi własnymi.
- Kocham cię.
Naruto uśmiechnął się nieznacznie.
- Wiem.
I ruszył.

Dostanie się do Kyubi'ego nie było łatwe. To dziwne, jak takie monstrualne cielska potrafiły błyskawicznie się poruszać.
- KYUUBI! - wydarł się blondyn, nie wiadomo już który raz.
Nie miał pojęcia, czemu lis nie reaguje. Być może naprawdę go nie słyszał. Albo też, robił mu po prostu na złość.
- Zabiję tego wyleniałego pchlarza - warknął pod nosem.
I wpadł na pewien pomysł.
Wyciągnął z kabury kunaia
- Hiraishin... - krzyknął początek techniki, robiąc równocześnie lekki zamach i jęknął, zataczając się nieznacznie. Zamrugał, aby obraz przed oczami mu się wyostrzył. Cholera, niedobrze. Jego zasoby chakry zostały już nieźle nadszarpnięte. Ale musiał jakoś dogonić oddalające się wciąż demony. Kyuubi najprawdopodobniej starał się odciągnąć czteroogoniastego jak najdalej od wioski. To dobrze, jednak teraz Naruto miał drobne problemy z dogonieniem ich.
Odsapnął ciężko kilka razy.
- Weźże się w garść, cieniasie - powiedział sam sobie.
Zebrał siły, rzucił kunaiem, jednocześnie wywrzaskując treść formuły techniki.
Podziałało.

Walcząc z osłabieniem, znalazł się przy lisim demonie. Wyszarpnął gwałtownie kunai z drzewa, w który się wbił i zanim czas zdążył wrócić na swoje miejsce, wspiął się na łeb Kyuubi'ego.
- Czy ty mnie jawnie ignorujesz, sierściuchu!?
- Spadaj, dzieciaku - warknął lis, gniewnym spojrzeniem gromiąc Yonbi'ego, który znajdował się dobre kilkadziesiąt metrów przed nim, również racząc go nieprzyjemnym spojrzeniem. - Zajęty jestem.
- Nie pieprz. Kyu, zostaw go!
- Co?!
- Nie atakuj go!
- Czyś ty oberwał o kilka razy za dużo?
- Nie, słuchaj... - Uzumaki pokrótce przedstawił lisowi zarys sytuacji.
- To na cholerę, żeś mnie przywoływał?
- Cicho, myślę...
- Jasne.
Naruto sapnął. Nie miał pomysłu. Nie miał pomysłu. No, nie miał...
- Nie spinaj się tak. Mam pewien plan.

*** *** *** *** *** *** ***

No, to wracam do projektów xD