wtorek, 7 sierpnia 2012

Garstka zbędnych odczuć - NejiSasu


Coś oderwanego od poprzednich moich tworów NejiSasusowskich. Cóż, pisząc to... Miałam pewien zamierzony efekt xD. Nie jestem pewna, czy mi wyszło, ale cóż, poczekam na reakcję ^ ^. Będzie.., Normalnie, o! To dobre słowo :) Serdecznie zapraszam do czytania i oczywiście dziękuję za wasze komentarze :) 

(MECHA! NejiSasu! Nie chcę nic mówić, ale ktoś tu obiecywał jakieś Kakanaru xD)

Garstka zbędnych odczuć

"Troska"

Kuchenny zegar tykał cichutko odliczając upływające sekundy. Westchnął, niemalże bezgłośnie. Ogarniało go niechciane uczucie strachu. Lekkie ukłucia zdradzieckiej niepewności.
Ścisnął, nieco mocniej, kubek ze świeżo zaparzoną kawą.
A wskazówki zegara wciąż płynęły lekko po tarczy, nieubłagalnie przypominając o mijającym czasie. Czarne oczy, wbite w panujący za oknem półmrok, nie zdradzały żadnych emocji. Przynajmniej tak można było sądzić w pierwszej chwili.
Przymrużył podejrzliwie powieki, niemalże instynktownie nadstawiając uszy i spinając się nieznaczne.
I zaraz potem się rozluźnił.
Ciepłe ramiona owinęły się wokoło jego szyi. Długie pasemko brązowych włosów połaskotało go w nos. Odetchnął, a wraz z wypuszczanym powietrzem opuściło go całe napięcie towarzyszące mu tego wieczora.
- Czekałeś. - Cichy szept wdarł się do jego ucha.
- Nie. - Oczywiste kłamstwo wypłynęło z pomiędzy zaciśniętych zębów. Zaraz potem wbił czarne oczy w białe tęczówki swojego towarzysza, a ręce samoistnie zacisnęły się na nadgarstkach szatyna. - Spóźniłeś się, Hyuuga.

"Zazdrość"

Obserwował. Czujnie wpatrywał się w każdy ruch mężczyzny.
- Co tak wlepiasz patrzały w tego swoje cud chłopaka? No przecież ci nie ucieknie. Daj mu poćwiczyć w spokoju!
Przemilczał uwagę, wciąż wbijając wzrok w walczące postacie.
- Sasuke! - zawył śpiewnie blondyn. - Mieliśmy trenować!
- Zamknij się, kretynie - powiedział, bez krzty emocji.
Wtedy Naruto przystanął przy nim, zakładając swobodnie ręce na kark i podążył za spojrzeniem kolegi. Po chwili gwizdnął cicho, a na jego twarzy pojawił się głupkowaty uśmiech.
- Oho, czy mi się wydaję, czy to swoje słynne mordercze spojrzenie posyłasz ku Lee, a nie Neji'emu?
- Powiedziałem: zamknij się - powtórzył.
- Jesteś zazdrosny?
Po tym pytaniu Uzumaki oberwał silny cios w szczękę.

"Lęk"

Opierał się o wybieloną ścianę, a jego twarz nie wyrażała żadnych emocji. Przynajmniej tak mógł uznać nieuważny obserwator.
Na czole pojawiła się pojedyncza zmarszczka, oczy utkwił w jednym punkcie. Nozdrza rozszerzały się nieznacznie, przy każdym oddechu. Zaciśnięte na ramionach dłonie pobielały w kostkach.
Uniósł nieznacznie głowę, gdy drzwi do sali operacyjnej otworzyły się gwałtownie i stanęła w nich wyraźnie zmęczona różowowłosa kobieta.
Sakura przetarła twarz dłonią i z delikatnym uśmiechem spojrzała na mężczyznę.
- Wyjdzie z tego - powiedziała, a jej głos załamał się nieznacznie przy pierwszym słowie.
- Jak? - zapytał, ponownie wracając do obserwacji wcześniej obranego punktu.
Zmarszczka wygładziła się. Mięśnie wyraźnie rozluźniły.
- Zasadzka. Wpędzono ich wprost w pułapkę, mieli znaczną przewagę liczebną.
Oderwał się od ściany, równocześnie odwracając się do niej plecami.
- Sasuke, chcesz... - zaczęła niepewnie Haruno. Przełknęła ciężko ślinę. - Możesz wejść do sali. Zobaczyć go.
 - Nie - opowiedział po sekundzie ciszy.
Ruszył w kierunku domu.

"Samotność"

Obudził się, gwałtownie otwierając oczy. Przetarł dłonią spoconą twarz.
Koszmary. Przeklęte koszmary z przeszłości.
Wściekłym kopnięciem zrzucił z siebie skotłowane prześcieradło, podkulił nogi i przewrócił się na drugi bok.
Wyćwiczony wzrok szybko przyzwyczaił się do ciemności. Ciemności, w której znowu był sam. Po drugiej stronie łóżka nie majaczył zarys znajomej postaci.
Z wściekłym warknięciem znowu się obrócił, zaciskając mocno powieki.

"Tęsknota"

Z dziwnym uczuciem pustki podniósł się z miękkiego materaca.
Wzrok znowu mimowolnie powędrował na drugą połowę łóżka. Zaklął szpetnie, wychodząc czym prędzej z pomieszczenia. Na korytarzu przystanął, mrużąc podejrzliwie oczy i nasłuchując.
Zaraz jednak, bez chwili wahania wszedł do kuchni. Nie wypowiadając ani słowa przylgnął do pleców stojącej tam postaci.
Obejmowali się. W niezmąconej ciszy stali tam, nie zwracając uwagi na mijające sekundy.
- Tęskniłeś.
W pomieszczeniu rozległo się poirytowane prychnięcie.   
A jednak... Tamto dziwne uczucie zniknęło jak przy dotyku czarodziejskiej różdżki.

środa, 1 sierpnia 2012

Rozdział II.XVI

Taram ta ram tra ram tratatatam. I... Oto przed państwem nowy rozdział! :D
Wybaczcie, jestem po sporej dawce alkoholu, a więc będą błędy, będzie nielogicznie, będzie krótko, no ale w końcu, po chyba dwóch miesiącach marnych prób, BĘDZIE ROZDZIAŁ! xD
A więc, za wszelkie niedogodności wynikające z mojego obecnego stanu przepraszam i zapraszam na nową cześć ^ ^.
I oczywiście dziękuję za wszystkie komentarze <3 (duzio! :)


***   ***   ***   ***   ***   ***   ***


- Nanabi! Nanabi, cholero, gdzie jesteś!
Natuto ponownie zagłębił się w swojej podświadomości. No... Znaczy się w czym, co do niedawna uważał za swoją podświadomość, a co okazało się lęgowiskiem zgrai demonów. Czy jakoś tak. W każdym razie, było to nieco skomplikowane.
- NANABI! No żesz...
Przebiegł przez kilka korytarzy, bezskutecznie nawołując siedmioogoniastą. W końcu przystanął, nieco zrezygnowany.
- Jak to jest, że jak nie chcę, to zawsze się jakiś demon napatoczy... - mruknął do siebie, z wyraźną rezygnacją rozglądając się po skalistych ścianach. Kurde! Nie miał czasu na podziwianie architektury otoczenia, a jakoś Nanabi nie była łaskawa się odezwać! Jak zawsze wszystko przeciwko niemu...
- Przekąseczka...
- Gdzie? - zapytał głupio. - CO?!
Uchylił się intuicyjnie i tuż nad jego głową przeleciała jakaś postać.
Cóż... Chyba jednak jeden z demonów postanowił wysłuchać jego marudzenia i się napatoczył.
- Zwariowałeś ciulu?! - wrzasnął, obserwując czujnie, jak istota, teraz skryta w mroku, spoglądała na niego jak na... No tak, przekąseczkę. - Ja ci tu pomoc niosę, a ty na mnie z pazurami?!
- Przekąseczka służąca pomocą? Fascynujące...
- NIE JESTEM PRZEKĄSKĄ!
- Apetycznie pachniesz.
Naruto zbaraniał. Ale nie na długo.
Postać wysunęła się z cienia. Wyglądała jak Kyu... Tylko kolor włosów i oczu się nie zgadzał, gdyż miał jasny, piaskowy odcień. Jednak Uzumaki nie miał za dużo czasu na przyglądanie się. Po sekundzie demon rzucił się na niego z wyraźną chęcią znokautowania.
Blondyn ponownie wykonał unik, jednocześnie składając dłonie w pieczęć i przywołując kilka klonów.
I oberwał cios w plecy.
Boleśnie obił się o skalną ścianę, a w międzyczasie klony zniknęły z cichymi pyknięciami.
Starając się nie myśleć o bólu, obrócił się gwałtownie, równocześnie kierując cios pięścią na przeciwnika. Cios, który z łatwością został zablokowany.
Naruto rozdziawił usta, bezradnie wpatrując się we własną dłoń, która właśnie w tym momencie znajdowała się w stalowym uścisku bestii.
Wyprowadził kolejny cios.
Który również został zablokowany, w ten sam sposób.
- Eee... - Niebieskooki stwierdził, że jego położenie jest... Do dupy. Uniósł wzrok na demona, na którego obliczu pojawił się złowrogi uśmiech.
- Giniesz, przekąseczko.
Naruto odruchowo przymknął oczy, oczekując na cios.
A czas oczekiwania, jakoś dziwnie się przeciągał.
Niepewnie uchylił powieki.
Hm... Nawet nie zauważył, kiedy jego ręce ponownie były wolne od stalowego ucisku.
A przed nim Nanabi właśnie próbowała obić facjatę jego oprawcy. Nie, to nie brzmiało wcale żałośnie...
Boże drogi, baba ratuje mu tyłek...
- Uciekaj stąd. 
- Co?!
- Uciekaj. Shukaku wam nie pomoże.
Spokojny głos Siedmioogoniastej wyraźnie kontrastował z widokiem, który rozpościerał się przed Uzumakim. Widokiem, nad którym Uzumaki nie miał czasu się zastanawiać, bo został wykopany ze swojej podświadomości.
Naruto zamrugał.
- I?
Z wyraźnym oczekiwaniem wpatrywały się w niego czerwone oczyska Kyu.
- Eee?
Naruto zamrugał ponownie. Jednak uciążliwe mroczki nie chciały zniknąć sprzed oczu. Potrząsnął gwałtownie głową, lekko się zataczając. Jednak kiedy Kyuubi próbował pomóc utrzymać mu równowagę, stanowczo odtrącił jego ręce.
Okej... To co się właściwie działo?
- Co żeś zdziałał głupi bachorze, bo jakoś efektów nie widzę.
- Nie wiem - warknął w odpowiedzi. Wbił złe spojrzenie w postać jednoogoniastej bestii, którą aktualnie unieruchomiła jedna z pieczęci Tsunade. Ha. Ale co da unieruchomienie, skoro Shukaku wytworzył barierę, przez którą nie dało się go zranić.
- Jak to nie wiesz?
- No, KURWA, wyobraź sobie, że nie wiem - wysyczał wściekle. To było strasznie frustrujące. Naprawdę nie miał pojęcia, co się teraz wyrabia między siedmioogoniastą bestią, a piaskowym potworem. I średnio miał jak się dowiedzieć, bo coś najwyraźniej blokowało jego dostęp do świątyni ogoniastych bestii. Ha, a jeszcze w międzyczasie musiał się pilnować, żeby dziwięcioogoniasty nie dowiedział się niczego o Nanabi. - Gdzie Sasuke?
- Pewnie asystuje Tsunade przy utrzymaniu pieczęci. - Lis wzruszył ramionami. Poczym rzucił Uzumakiemu podejrzliwe spojrzenie. - Co się stało? - zapytał, mrużąc oczy.
- A gdzie twój siostrzeniec?
- Roznosi w pył armie Madary. Pytam jeszcze raz: co się stało?
- Nic.
- Dzieciaku...
- Nie mamy cza... - Naruto sapnął, gdy dłoń dziewięcioogoniastego zacisnęła się na jego kamizelce od munduru Jonina.
- Nie podoba mi się to, że coś usilnie starasz się ukryć.
Naruto ponownie odtrącił ręce demona, wbijając zły wzrok w swoje stopy.
Nożesz cholera jasna. Co miał powiedzieć, skoro wiedział niedużo, a informacje, które posiadał musiał ukryć przed Kyu na wyraźne życzenie siedmioogoniastej.
- Shukaku nam nie pomoże - wyrzucił z siebie.  
- To nie jest odpowiedź na pytania, które mam ochotę ci zadać.
- Nawet nie wiesz, jakże mi przykro - powiedział bez cienia entuzjazmu w głosie. - Choć, pomożemy...
Uchylił się, ledwo unikając ciosu. Jednak zrobił to tak niezgrabnie, że stracił równowagę i wylądował na tyłku. Spojrzał na Kyuubi'ego jak na debila.
- Odbiło ci? - zapytał z wyraźną irytacją.
- Nie - warknął demon. Jego twarz nagle znalazła się strasznie blisko twarzy Uzumakiego. - Za to tobie najwyraźniej tak. Zapytam raz i oczekuję normalnej odpowiedzi. Co się dzieje?
"Hm... Zastanówmy się... To co do niedawna uważaliśmy za moją podświadomość, jest jakimś cholernym świętym miejscem, gdzie pasożytuje zgraja cholernie pokręconych demonów, z czego jeden miał wyraźną chrapkę skręcić mi szyję, a drugi, który właściwie uratował mi tyłek, z jakiś dziwnych powodów nie chce zdradzać przed tobą swojej egzystencji. Satysfakcjonujące informacje?"
- Co? Frustruje, że nie możesz czytać mi w myślach? - zapytał z mściwą satysfakcją, tylko po to, aby odwrócić uwagę demona od tematu.
- Ty...
- Nic się nie dzieje - powiedział z wyraźną irytacją. - A nawet jeśli, to nie sądzisz, że to mało odpowiedni czas roztrząsać twoje dziwaczne podejrzenia?
- Nie, jeżeli te moje "dziwaczne podejrzenia" nie pozwalają ci się odpowiednio skupić! Słuchaj, durny bachorze, nie będę ratował twojej dupy, jeżeli Madara cię dorwie. Nie mam najmniejszej ochoty...
- A KTO CI KAŻE TY WYLENIAŁY SZCZURZE?!
Głośny ryk Shukaku, który towarzyszył ich kłótni, urwał się gwałtownie.
Kyu i Naruto odwrócili się ku demonowi, który zamarł. I następnie zginął w chmurze piachu.
- Co się dzieje? - zapytał z konsternacją blondyn, po czym jego twarz rozjaśnił głupkowaty uśmiech. - Pokonała go!
- Co?
- No chodźże wredny pasożycie. Zobaczymy co się tam stało.  
Udało się. Uciekł od dalszej rozmowy. Miał tylko nadzieje, że demon później się nie doczepi i nie będzie oczekiwał odpowiedzi na swoje pytania.
- Co jest? - zapytał, gdy po chwili znaleźli się koło zasapanej Tsunade.
- Po jednoogoniastym - odparła kobieta, gdy w końcu udało jej się zaczerpnąć kilka głębszych oddechów. - Nie żyje. Została po nim tylko kupka piasku.
- Jak?
- Nie wiem. - Kobieta pokręciła bezradnie głową. - Wziął się rozsypał w proch. Nie mam pojęcia dlaczego.
- To chyba dobrze, nie? - zapytał Uzumaki. Przełknął głośno ślinę. Nie, nie było dobrze. Wcale nie ciał, aby którykolwiek z ogoniastych musiał ginąć. Jednak najwyraźniej Shukaku był za bardzo zaślepiony, aby posłuchać racjonalnych argumentów i wolał dać się unicestwić niż pomóc ludziom. - Jeden problem z głowy mniej.
- Zabił go demon - stwierdził Kyuubi, z niejakim zainteresowanie obserwując pozostałość po Shukaku.
- Demon, nie demon - sapnął blondyn. - Już po nim. Nic nie poradzimy.
- Demon? - podjęła temat Hokage. - Ale Gobi....
- To nie mogła być Gobi.
- Więc... Kto?
Naruto wręcz czuł, jak ślepia Kyu wypalają mu dziurę w plecach. Przezornie wlepił spojrzenie w piasek, który, jak twierdziła Tsunade, stanowił pozostałość po jednoogoniastej bestii.
- Bachorze...
- A czy to ważne? - zapytał, z cieniem desperacji w głosie. No kurde, no.
- Jeżeli coś wiesz...
- Nie no, babciu, nie powiesz mi, że jesteś po stronie tego rudego buraka!
- Po jakiej stronie? - Tsunade również spoglądała na niego z wyraźną irytacją. - Zdajesz sobie sprawę z tego, że zachowujesz się idiotycznie? Niby co za wielką tajemnice musisz dochować? Nie rozśmieszaj mnie. Sam jesteś cholernie wścibskim bachorem, wiec czego się gorączkujesz? A ja nawet bym się tematem nie zainteresowała, gdybyś usilnie nie starał się wykręcić od odpowiedzi Kyuubi'ego. Zastanawia mnie tylko, dlaczego na cholerę coś ukrywać?
- Bo to nie wasza zakichana sprawa.
- Zabito mi brata. Chciałbym wiedzieć, komu mogę za to podziękować - powiedział lis przesłodzonym głosem.
Naruto uniósł wzrok, wbijając w rudowłosą postać zszokowane spojrzenie.
- Brata? - rozdziawił z wrażenia usta. - To.. To był twój brat?
- Ależ owszem. - Demon nie zmienił tonu. - Chyba mam prawo wiedzieć, kto tak okrutnie potraktował moją rodzinę.
- Ja... - Uzumaki ponownie przełknął ślinę. Okej, to nieco komplikowało sytuację. Chyba. - Ja nie mogę powiedzieć. Przynajmniej na razie. - przyznał po chwili wahania. Miał nadzieję, że uda mu się pogadać z Nanabi i przekonać ją do tego, aby pozwoliła mu uchylić rąbka tajemnicy. Z tego co widział, tolerancja Kyu, co do jego nagłej małomówności, była na wyczerpaniu.
- Nie możesz - powtórzył Lis.
- Kyu...
- Jasne. Rozumiem.
- Tak?
- Ależ oczywiście - potwierdził demon. - Dlatego też mam nadzieję, że ty również zrozumiesz, że masz sobie radzić sam.
I wyparował w kłębowisku czerwonej mgiełki.
Naruto zamrugał. Otworzył usta, aby coś powiedzieć. I zaraz je zamknął.
- Ty... - zaczął niepewnie. - Widziałaś to?
- Chodzi ci o to, że tak rozwścieczyłeś Bijuu, że postanowił zlać na twoje i przy okazji swoje bezpieczeństwo, że zostawił cię samego w bitwie? Ależ owszem, nie umknęło to mojej uwadze.
- Hej!
- Co hej, no co hej? Nie dziwię mu się. Kyuubi nie ma przed tobą tajemnic. Wyszło na to, że mu nie ufasz. A sam dobrze wiesz, że zaufanie jest bardzo istotną kwestią dla shinobi.
- Kyuubi nie jest shinobi.
- Formalnie nie. Jednak traktuje cię na równi. Jak partnera w walce. Skaszaniłeś, mówiąc krótko, próbując chronić jakąś dziwaczną tajemnice. - Tsunade pokręciła głową. - Ciesz się, że to już właściwie koniec walki. Gdybyście odwalili takie przedstawienie na początku to...
- UWAŻAJ!
Naruto obrócił się gwałtownie.
Jego oczy rozszerzyły się w szoku.
Usta otworzyły w niemym krzyku.
Drobne czerwone kropelki obryzgały jego twarz.
Czyjeś ciało wpadło w jego ramiona.
Opadł na kolana, z rosnącym przerażeniem wpatrując się w nieprzytomną postać.
- Sa...
W uszach słyszał tylko szum własnej krwi i jakby coraz wolniejsze dudnienie własnego serca.
- Sasuke...


piątek, 20 lipca 2012

Dżem i konfitury - NejiSasu


 Z racji tego, że pisanie czegokolwiek nie idzie mi wciąż... i wciąż... Publikuje o to, to, co powstało wyłącznie z winy i przyczyny Mecha (o, chyba się powtarzam xD), która jako jedyna miała okazję ów dzieło przeczytać. Kontynuacja Warzyw i owoców, a więc niczego mądrego nie należy się spodziewać, zapraszam ^ ^.

Dżem i konfitury

 ***   ***   ***   ***   ***   ***   ***

- Dżem, dżem, dżem… Hm…
- Sasuke?
- O tu, a nie. Fu…
- Sasuke?
- No cholera jasna… AŁA! – wrzasnął czarnowłosy, po efektownym wyrżnięciu głową w blat kuchennej szafki. Nie, żeby poprawiło mu to nastrój. Nie, żeby wyrżnięcie głową w blat poprawiało nastrój komukolwiek.
Sasuke skrzywił się, zmarszczył gniewnie czoło, a jego oczy przybrały kolor szkarłatu, kiedy przez długie sekundy wpatrywał się w półkę wypełnioną rozmaitymi słoikami.
- Neji – zaczął na pozór spokojnym tonem.
- Hm?
- Podaj mi dżem.
Hyuuga bez szemrania przycupnął obok chłopaka i wychylając się nieznacznie chwycił pierwszy lepszy słoik. Nie mówiąc ani słowa podał go czarnowłosemu.
Uchiha z jeszcze większą wściekłością spojrzał na trzymaną przez Neji’ego rzecz. I prychnął.
- Zwariowałeś – stwierdził, niebezpiecznie niskim tonem.
- Nie wydaję mi się.
- Więc dlaczego – warknął coraz bardziej rozwścieczony. – Podajesz mi to?
Białe oczy spojrzały na słoik ze zdziwieniem. No trzymał… Dżem, jak nic. Skierował wzrok na swojego chłopaka. I powoli zaczął się zastanawiać, czy Uzumaki nie posiada przypadkiem jakiejś instrukcji obsługi do Sasuke, skoro przyjaźnił się z nim przez tyle lat.
- Bo… Dżem? – zaryzykował odpowiedź.
- Wyprowadzam się.
Neji zerknął na słoik, a następnie znowu na swojego chłopaka. Hm… Chyba zaczynał mieć strasznie dziwne omamy słuchowe. Fakt, zawsze bardziej ufał swoim oczom, ale jakoś nigdy uszy mu nie szwankowały. Aż do dzisiaj.
- Naprawdę? – zapytał, postanawiając jednak zawierzyć swoim zmysłom.
- Skoro jesteś takim kretynem, że nie potrafisz dostrzec subtelnej różnicy między dżemem, a tym czymś, co dzierżysz w dłoni, to tak – powiedział Sasuke, wstając z klęczek.
Neji musiał przyznać, że chłopak prezentował się zabójczo, z wściekłością wyrytą w błyszczących szkarłatem oczach i głosem drgającym od powstrzymywanej furii.
I kiedy tak Hyuuga podziwiał wygląd Sasuke, to ten, mamrocząc pod nosem jakieś groźby i przekleństwa, opuścił jego kuchnie. A potem mieszkanie.
Chłopak zmarszczył brwi.
Chyba coś mu… Umknęło.

- Że co zrobił? – Naruto przyciągnął do siebie kolejną miskę zupy.
Kakashi delikatnie ją odsunął.
Naruto ponownie ją przyciągnął, rzucając siwowłosemu mężczyźnie wyzywające spojrzenie.
- Wyprowadził się – powtórzył Neji, z niejaką obojętnością patrząc, jak Hatake po raz kolejny próbuje odwieść blondyna od pochłonięcia trzeciej porcji ulubionego dania.
- Hej! – sapnął niebieskooki, odbierając swój posiłek i trzymając go po za zasięgiem Kakashi’ego. – Ale, że jak to? – zwrócił się ponownie do Hyuugi. – I nic nie powiedział?
- Że jestem kretynem.
- Tak bez powodu? – zapytał sceptycznie blondyn. – Tak bez powodu, to wybacz, ale wyzywa tylko mnie.
- Podałem mu to. – Neji postawił na barowym blacie słoik.
- O – bąknął niebieskooki, odkładając ramen i chwytając przedmiot, który rozwścieczył Sasuke.
- Co to? – zainteresował się siwowłosy, który w tym czasie zdążył pochłonąć zupę Naruto. Oczywiście w ramach uchronienia chłopaka, przed spożywaniem niezdrowych pokarmów.
- Dżem - stwierdził Neji.
- Konfitury – powiedział w tym samym czasie Uzumaki.
- A co za różnica? – Kakashi wzruszył ramionami.
- Dla nas? – zapytał blondyn, krzywiąc się śmiesznie na widok pustej miski. – Żadna. Dla Sasuke… Hm… Ja bym to określił nieco głębszą… sprawą na podłożu emocjonalnym.
- O.
- No właśnie. Dobra – Naruto podniósł się z krzesła. – Pogadam z nim. Cholera wie, co do tego ciemnego łba strzeliło. Za przeproszeniem Neji, ale twój chłopak ma nieźle napierdzielone pod czołem.  Kakashi pocze… A gdzie ten czort?
Oboje rozejrzeli się wokół siebie.
Ale Kakashi już był bardzo daleko od ramenowej budki.

Sasuke z nie lada satysfakcją spoglądał na pole treningowe, które właśnie dewastował. Znaczy… Spopielał. Właściwie, to jedyne co usiłował spopielić, to trzy drewniane pale umieszczone na środku terenu. I prawdę powiedziawszy nie za dobrze mu szło. Chociaż… Środkowy pal się chyba lekko dymił, a ten po prawej był nieco zwęglony i…
- AGHR – Uchiha jęknął przeciągle opadając bez sił na plecy.
- No, no, no. Takich emocji nie widziałem u ciebie chyba od dnia, w którym Naruto skopał ci dupsko przy…
- Zamknij się, jeżeli chcesz dożyć świtu.
- Ranisz mnie – stwierdził Kakashi, usadawiając się obok byłego ucznia. Pomimo wypowiedzianych słów wcale na zranionego nie wyglądał.
- Dopiero mogę cię zranić, jeżeli nie zejdziesz mi z oczu.
- Przecież wcale na nich nie stoję.
Sasuke westchnął wewnętrznie, nie reagując na marny dowcip.
- Czego chcesz? – zapytał, jak najszybciej pragnąc pozbyć się niechcianego gościa.
- Ha, pytanie brzmi, czego TY chcesz.
- Nie filozofuj mi tu, tylko mów, nie mam czasu na użeranie się z tobą.
- O – mruknął Kakashi, wyciągając z kieszeni uniformu pomiętą paczkę papierosów. Wyciągnął jedną fajkę, przyjrzał się jej z pewnym wahaniem, poczym ponownie schował ją do paczki. – A co, dzieci w domu płaczą, czy chcesz pognać tłumaczyć się Hyuudze?
- Ty weź lepiej…
- Albo przeżyjesz tę rozmowę ze mną, albo czeka cię pogawędka z Naruto. Osobiście wolałbym, żebyś skłonił się ku otwarciu swojej duszy w mojej obecności, bo po waszej ostatniej poważnej rozmowie Naru na trzy dni wylądował w szpitalu.
- Aghr…
- Bo przecież nie poszło o dżem.
- Podał mi konfitury – mruknął Sasuke w ramach wyjaśnień.
- Straszne.
- A żebyś wiedział – warknął czarnowłosy, podrywając się do siadu. – Jak mam żyć z człowiekiem…
-I tu jest pies pogrzebany.
- Hę?
- Słuchaj, Sasuke, jesteś dosyć… Ciężką osobą do zniesienia, mówiąc delikatnie. Tak samo jak Hyuuga. Ale, szczerze powiedziawszy, od razu widać, kto w tym związku robi problemy i muszę od razu przyznać, że nie jest to Neji.
- Jakie problemy? – oburzył się czarnowłosy. – Ja nie robię…
- Ile wytrzymałeś zanim się wyprowadziłeś? Ile u niego mieszkałeś, po kilkumiesięcznym zastanawianiu się, czy w ogóle to zrobić? Trzy dni? Cztery?
- …
- No? – ponaglił go.
- Dwa.
- Sam widzisz.
- No właśnie nie widzę! – niemalże wrzasnął Uchiha, mierząc byłego mistrza wściekłym wzrokiem. – Nie rozumiem o co ci chodzi!
- Uciekasz. – Kakashi z ciężkim westchnięciem. – Boisz się. Nie wiesz, jak się zachować. Właściwie to się nie dziwię. Od zawsze byłeś… Sam.  Ciężko jest się nagle przestawić, nie? 
- Dlaczego ty tak… Grrr… - warknął, zrywając się z trawy.
- Przemyśl to sobie, Sasuke – powiedział spokojnie Hakate, również się podnosząc. – I leć później do Neji’ego, bo nic lepszego ci się w życiu nie trafi.

I tak Sasuke kolejnego dnia wylądował przed bramą do domu Neji’ego.
I wgapiał się w klamkę przez dobre dziesięć minut, zanim nie obrócił się na pięcie i nie pognał przed siebie. A raczej, pognałby, gdyby nie to, że tuż przed jego nogami pojawił się słoik, o który by się wychrzanił, gdyby nie refleks nabyty na treningach.
Z typową dla siebie podejrzliwością schylił się słój.
I zaraz o mało go nie wypuścił.
Trzymał… Dżem.
Porzeczkowy.
Z dziwną miną wgapiając się w słoik wrócił do domu. Swojego.

Powieka Sasuke zadrgała gwałtownie. Poczym zadrgała jeszcze raz.
Pośpiesznie wyskoczył z wanny, obwinął się ciasno ręcznikiem w pasie i podreptał do zlewu, na którym…
Na którym, tuż obok kubka ze szczoteczką do zębów, stał słoik. Dżemu.
Śliwkowego.
Coś tu stanowczo było nie tak.

Sasuke miał już powoli… Dosyć.
Znalazł dżem w kaburze, między zwojami. Wiśniowy.
Znalazł go też na dawno nieużywanym strychu, na który wlazł wynieść część nieprzydatnych gratów. Brzoskwiniowy.
W gabinecie Hokage. Ananasowy.
To wcale nie pomagało mu rozwiązać swojego problemu z nieumieniem mieszkania z drugim człowiekiem. Chociaż może…
Uśmiechnął się lekko, widząc przed drzwiami do swojego pokoju kolejny słoik dżemu. Malinowego.
Chociaż może troszeczkę dawało mu to do myślenia.

Do ostatecznych wniosków doszedł, gdy kisząc na polu treningowym, znalazł na jednym z pali dżem o smaku aronii. Właściwie to Sasuke nie wiedział, że otrzymał słoik z dżemem z aroni, bo nigdy w życiu nie słyszał, że można te nieszczęsne owoce na dżem przerobić. Ale, skoro jego prezenty zaczynały mieć coraz dziwniejszy wygląd, to musiał interweniować.

I tak Sasuke ponownie znalazł się przed wejściem do domu Neji’ego.
Westchnął ciężko, popychając toporne drzwi.
Zdołał ustalić kilka niezaprzeczalnych faktów.
Po pierwsze: po kilku miesiącach marudzenia, w końcu zgodził się zamieszkać u Neji’ego. No może nie marudzenia. W końcu Hyuuga nie marudzi, on… Pytał. I w końcu, po którymś pytaniu zadanym z zaskoczenia, zgodził się. I po dwóch dniach od zamieszkania u chłopaka, Sasuke zdecydował się zdezerterować.
Iście nie w jego stylu.
Po drugie: Uchiha musiał się zgodzić z Kakashim. Bał się. A nie powinien. Nie znał za dobrze uczucia strachu, ale Neji je w pewnym sensie  wywoływał. No… Tak samo jak radość, czułość, czy podniecenie. Zdecydowanie, Neji wywoływał więcej pozytywnych, niż negatywnych uczuć. I to chyba irracjonalne, w dziwaczny sposób bać się osoby, którą się koch… Lubi.
Po trzecie: Nawet, jeżeli uznałby, że z Hyuuga i on nie mają większych szans na wspólne, udane życie… To nie powinien wykorzystywać dżemu, jako przyczyny rozstania.

Sasuke skradał się wzdłuż korytarza. Właściwie to nie bardzo wiedział, co powinien powiedzieć, czy też zrobić, jak już znajdzie Neji’ego. Właściwie to najchętniej by znalazł się gdzieś daleko stąd. Nie… Właściwie… To najbardziej by chciał, żeby jego głupia ucieczka nie miała w ogóle miejsca.
Słodki zapach uderzył go w nozdrza.
Pociągnął nosem.
To coś w kuchni.
Przyczaił się przy drzwiach do pomieszczenia.
To… Hm… Pociągnął jeszcze raz. Kurde, nie potrafił zidentyfikować zapachu.
Z rozmachem otworzył drzwi.
I zamarł.
Neji… Jego Neji… Kucharował. Coś… Coś śmiesznie bulgotało w dużym garze ustawionym na największym palniku kuchenki. Hyuuga nie zareagował na wejście gościa. Zamiast tego, wyciągnął z lodówki talerz, wcześniej ściągając garnek na ułożony na blacie ręcznik. Nabrał na łyżkę gotującej się wcześniej substancji i… Chyba ciapnął ją na talerz. Sasuke nie mógł jednak tego jednoznacznie stwierdzić, gdyż chłopak był odwrócony do niego tyłem.
Z ciekawością Uchiha podszedł do niego i zerknął mu przez ramię.
Dżem.
Tam. Na talerzu.
Dżem.
Nabrał z talerza na palec nieco substancji, nie zwracając uwagi na to, że Neji odsunął się i właśnie spoglądał na niego z wyraźnym tryumfem w oczach.
Sasuke skosztował wyrobu.
I zamarł.
- Dżem – wyszeptał po chwili. Na jego twarzy wykwitł promienny uśmiech. – To…
Obrócił się, żeby coś powiedzieć, jednak w kolejnej sekundzie Neji przyciskał go do kuchennego blatu, całując zachłannie i nie zważając na to, że ręka Uchihy wylądowała w talerzu z dżemem.
A Sasuke dawał się całować, czując, że znajduje się w odpowiednim miejscu. O nie, nie pozostawał dłużny. Zwłaszcza, że Naji smakował dżemem. Słodkim, wspaniałym dżemem z…
- Truskawki – mruknął między pocałunkami.
- Hm?  
- Kocham dżem z truskawki.
- Ja… - zaczął Neji. I dał mu buziaka w nos. Tak jak za pierwszym razem, gdy Sasuke przebywał w tej kuchni. – Ja ciebie też.
Sasuke zamarł. Rozdziawił usta w chwilowym szoku, aby po chwili rozciągnąć je w uśmiechu.
- Dokładnie. Mój ty truskawkowy dżemie.  

środa, 4 lipca 2012

Jeden pozytywny...

Po dobroci, czy też nie, jakoś mi nie idzie pisanie nowego rozdziału, a więc, w ramach obrony przed widłami przedstawiam... "coś" xD 100 słów z tytułem ^ ^ - czyli scenka rodzajowa: "A gdyby tak Sasuke i Naruto dostali pod opiekę zgraję dzieciaków z akademii" . Smacznego, nie bić - wynik ciężkich rozkmin stropowych. Ach, moje kochane konstukcje xD




"Jeden pozytywny..."


- Hm? - Sasuke uniósł brwi.
- Komentarz - parsknął Uzumaki, nakreślając rękoma dziwaczny gest. - Nie podobało mi się to, co powiedziałeś do dzieciaków. Powinieneś...
- Zdajesz sobie sprawę z tego, że nie obchodzi mnie twoja opinia, na temat moich metod wychowawczych? - westchnął.
- Metod? Jakich metod?! To dzieciaki, Sasuke! Trzeba je motywować, a nie mieszać z błotem!
- Nie będę prawił komplementów za spartoloną robotę...
- Pewnie nawet nie potrafisz żadnego sklecić!
- Nie? - mruknął czarnowłosy, jego usta rozciągnął drapieżny uśmiech. Przyciągnął blondyna do siebie, zaciskając dłonie na jego pośladkach. - Masz fajny tyłek.

poniedziałek, 28 maja 2012

Rozdział II.XV

Widzisz, Mecha? PISZĘ! xD Żulerstwo i plakaty najwyraźniej działają na mnie inspirująco xD. 

***   ***   ***   ***   ***   ***   ***  


Plan Kyuubi'ego był prosty.
Dla lisa.
- I to niby ja oberwałem o kilka razy za dużo? - zapytał ze zwątpieniem.
- Co ci znowu nie pasuje?
- Wszystko! - wrzasnął, a w jego głosie zabrzmiały nutki histerii. - Niby jak mam wleźć w jego podświadomość?!
- Jakoś z moją nie masz większych problemów.
- No tak, ale ty jesteś moim pasożytem od dobrych dwudziestu lat! Zresztą, odwal się, to moja podświadomość, tylko żeś się w niej zalęgnął!
- Dasz radę.
Naruto z pochmurnym wzrokiem zmierzył czteroogoniastego.
"Ekstra." Pomyślał sarkastycznie. Wcale, a wcale mu się to nie podobało.
- Wszystkim się zajmę. Ty się musisz tylko porządnie skupić.
- Łatwo ci mówić -  mruknął, a jego spojrzenie stało się jeszcze bardziej pochmurne.
- Pękasz?
- Chciałbyś.
- Słuchaj, jeżeli masz rację i demony są faktycznie kontrolowane, to musisz tylko odpowiednio potrząsnąć Yonbim. To silny dzieciak, nie powinien mieć problemów z zerwaniem więzi.
- DZIECIAK?! TO GIGANTYCZNA BESTIA, ŚLEPY JESTEŚ?!
- Nie panikuj, tylko działaj.
- JAK?!
- No wybacz, od tej strony nigdy nie komunikowałem się z żadnym z demonów, kombinuj! Jakąś wprawę ze mną w końcu masz!
- A zamknij się - warknął już nieźle wkurzony. - Jakby to było takie łatwe, to...
Yonbi zaatakował, przez co Naruto o mało nie zleciał z lisiego łba. Uratowała go smużka czerwonej chakry, która owinęła się wokoło jego ciała.
- Trzymam cię.
Naruto pokiwał głową.
"Dobra."
Odetchnął głęboko. I przymknął oczy.

Stalowe pręty bramy skrzypnęły nieprzyjemnie.
Naruto wzdrygnął się mimowolnie.
Wcale mu się nie podobało bycie w miejscu, gdzie zazwyczaj przebywał lis. Że też sierściuch tu wytrzymywał sam przez tyle lat...
- No dobra - powiedział do siebie, żeby nieco podnieść się na duchu. - Co teraz?
Skaliste ściany nie dały mu niestety odpowiedzi.
Rozejrzał się po zaciemnionym miejscu.
Właściwie... Gdyby nieco oświetlić tu i ówdzie, to można by było uznać jaskinię za coś w rodzaju... Świątyni? Ciekawa myśl.
Jak nie patrzeć, jeszcze nigdy nie przyjrzał się dokładnie temu miejscu. Może dlatego, że klatkę lisa odwiedzał wyłącznie w kryzysowych sytuacjach.
- Ale odrobinę światła naprawdę by się tu przydało - wymamrotał i po chwili tu i ówdzie pojawił się migotliwy blask pochodni.
- Ło - sapnął z zaskoczenia. - Ekstra!
Jego słowa odbiły się odległym echem.
- Skoro załatwiłeś światło, to dasz mi też pogadać z Yonbim? - zapytał, sam nie wiedząc do kogo się zwraca. Jednak nic się nie wydarzyło. - Hm... Tak myślałem...
"MÓGŁBYŚ SIĘ ZABRAĆ DO ROBOTY, A NIE URZĄDZAĆ SOBIE POGADUSZKI Z SAMYM SOBĄ?!"
- No już, nie gorączkuj się tak!
"TO SIĘ OGARNIJ!"
- Że też teraz mnie słyszysz, a jakoś wcześniej miałeś z tym spore problemy...
"NARUTO!"
- No już! Boże, nie dadzą człowiekowi chwili spokoju...
Podszedł do jednej z pochodni i wysunął ją z mosiężnego stelaża. Zmarszczył brwi. Na skalistych ścianach było... Coś... Przejechał dłonią po niewyraźnych kształtach. Jakby malowidła. Odsunął się nieznacznie i oświetlił powierzchnię przed sobą.
- Łał - sapnął ze zdziwieniem. Skała była pokryta licznymi malowidłami i rycinami. Niektóre z nich z pewnością były napisami. A nawet nie samymi napisami, tylko też całymi historiami. Ale znaczna część przestawiała stwory wszelkiego rodzaju.
"Wycieczkę krajoznawczą urządzisz sobie kiedy indziej, dobrze?" Głos lisa przesycony był wymuszonym spokojem.
"No już, no..."
Odwrócił się od ściany i rozejrzał wokół siebie. 
- Tylko co ja właściwie mam zrobić? - zapytał, smętnie wpatrując się przed siebie.
I wtedy to zobaczył.
Drobna, świetlista smużka, pojawiająca się w blasku pochodni.
Nie zwlekając podreptał wzdłuż niej.
Skalna jaskinia zwężała się, zaczęły się pojawiać dziwaczne korytarze, rozwidlenia. W pewnym momencie musiał zniżyć pochodnie, żeby wyłapać błysk śledzonej nitki.
- Witaj, śmiertelne dziecię.
Naruto wzdrygnął się, gdy odległy szept doszedł jego uszu.
- Kyu?
"Czego?"
- To, to nie byłeś ty?
"Co?"
- Nie słyszałeś?
"Naruto, wyczuwam zaledwie namiastkę tego, co tam wyprawiasz. Z łaski swojej pośpiesz się i daj mi spokój!"
- Ale ktoś tu jest! - Uzumaki ścisnął mocniej pochodnie. Nie podobało mu się to, że najwyraźniej nie był tu sam, ani to, że jego głos stawał się nieco piskliwy.
- Nie bój się mnie, śmiertelne dziecię.
- Gdzie jesteś!? Kuźwa, kim jesteś?! Ja pierdzielę, kolejne pasożyty we własnej podświadomości - jęknął. - Mamo, ja nie chcę...
Do jego uszu dobiegł dźwięczny śmiech. Kobiecy śmiech.
- Gobi?
- Znasz mą siostrę, śmiertelne dziecię. A nie wyczuwam w tobie odrazy, gdy używasz jej imienia.
- ŻE CO?!
- Niech ci się przyjrzę, śmiertelne dziecię.
Naruto zamarł.
Przed nim zmaterializowała się piękna istota.
Miała ciemnoniebieskie oczy i długie białe włosy. Wyglądała niemalże, jak pięcioogoniasta w swojej ludzkiej postaci.
- Czuć od ciebie dobro - powiedziała melodyjnym głosem.
- Jesteś siostrą Gobi? - wystękał Uzumaki, będąc w niemałym szoku. - Ja pierdzielę, to demony mają jakieś więzy krwi?
- Oczywiście, głuptasie. - Pogroziła mu palcem przed nosem. - Jak cię zwą?
- Eee... Naruto.
- Witaj - zachichotała. - Eee... Naruto.  Jestem Nanabi.
- Siedmioogoniasta - szepnął blondyn, wciąż wgapiając się w nią ze zdziwieniem. - Co ty tu robisz?! Ej, to moja podświadomość! Jeden demon mi wystarcza!
Kobieta ponownie zachichotała.
- To jest mój dom, głuptasie. Jak i zarówno wszystkich innych demonów. Lata temu, zostaliśmy tu uwięzieni. Część klatek została otwarta. Niestety, nie miewam tu zbyt wielu gości.
- Kyuubi o tobie wie?
Po twarzy białowłosej przebiegł grymas bólu.
- Wie, że istnieję na tym świecie.
- Ale...
- Nie mów mu, proszę. Nie mów mu, czego się dowiadujesz o tym miejscu.
- To jest...
- To nasz dom. To był nasz dom... Nasza świątynia - zaczęła ze smutkiem. - Kiedyś, gdy shinobi darzyli nasz szacunkiem. Gdy nasze imiona nie wzbudzały w nikim strachu, a podziw. Tu ,przed wzrokiem ludzi, schowana jest historia. Moja. I wszystkich demonów. Urodziliśmy się tu, wychowaliśmy, a następnie zostaliśmy zamknięci, spętani niczym niemyślące, dzikie bestie...
- Jestem jakimś pokręconym łącznikiem między lęgowiskiem demonów, a własną głową? Psia mać...
Po twarzy kobiety przemknął cień uśmiechu.
- Jesteś zabawny, głuptasie.
- Dlaczego... Ej, nie rozumiem, przecież ty nie jesteś...
- To nie jest historia na to spotkanie, Naruto.
- Hę?
- Uratuj Yonbi'ego. - Kobieta zaczęła niknąć. Systematycznie jej postać stawała się coraz bardziej przeźroczysta.
- Chwila, ale jak to jest, że Kyubi nic o tym miejscu nie wie?! Jak to jest, że nie wie o tobie?!
- Zaślepiała go nienawiść.
- CO?
- Do tego miejsca - jej głos cichł powoli. - I do... Mnie.
Zniknęła.
A Naruto wciąż wgapiał się przed siebie.
- Nanabi? Eeeej! Nanabi! No nie zostawiaj mnie taaaak - jęknął po chwili.
Cholera, to... To było dziwne.
"MOŻESZ MI POWIEDZIEĆ, CO ŻEŚ TAKIEGO ROBIŁ PRZEZ OSTATNIE KILKA MINUT?!"
- Że co, proszę?
"CO TY WYPRAWIASZ LENIWY BACHORZE, DO ROBOTY!"
- Szukam!
"Czego, poczwaro?! Jak cię dorwę..."
- Klatki.
"CO?!"
Aj, Kyu najwyraźniej nie słyszał jego rozmowy z Siedmioogoniastą. I również słyszalne było, że nie był w dobrym nastroju.
- To... No nie ważne! Zajmij się sobą. Już wiem co robić!
"Cholerny bachor..."
Naruto ponownie podążył za świetlistą smużką.

- Pomocy...
Naruto stanął przed zamkniętą bramą.
- Pomocy... Proszę...
- Halo? - zawołał. Przełożył pochodnie przez kraty, żeby oświetlić sobie wnętrze klatki. W rogu zamajaczył kontur postaci.
- Boli... Boli... Pomóż mi...
- Już do ciebie idę! - wrzasnął. Przywołał klona, wcisnął mu w dłonie pochodnie i zerwał widniejącą na kratach pieczęć. - Ej, słysz...
Postać błyskawicznie zerwała się i rzuciła na Uzumakiego, zwalając go z nóg.
- Ty mała... - sapnął wściekle, szarpiąc się z osobnikiem. W końcu, bo kilku chwilach szamotania przycisnął go do ziemi, przyciskając mu kunai do szyi. - Dzieciak?!
- Sam jesteś dzieciak! - parsknął... Chłopiec. Na oko dziesięciolatek. - Puszczaj mnie!
- Ani mi się śni, gówniarzu! - warknął Naruto. Wstał, przytrzymując wciąż dzieciaka, a po chwili przekazał go dwóm kolejnym stworzonym klonom. - Żebyś mi oczy wydrapał?! Co cię napadło?! Pomóc ci chciałem!
- Jasne!
Blondyn ze zmarszczonymi brwiami przyjrzał się małej postaci.
Czerwone oczy spoglądały na niego z wyraźną wrogością. Krótko przycięte rude kłaki latały na każdą stronę, podczas gdy chłopak próbował się wyrwać.
- Już ja bym ci pokazał, gdyby nie zabrano mi siły!
- Co?
- Gówno!
Jeden z klonów strzelił go w potylice.
- Zachowuj się, bachorze - warknął Uzumaki. Cholera, ostatnimi czasy naprawdę miał dosyć opieki nad jakimikolwiek dzieciakami. A już zwłaszcza takimi, które go znienacka atakowały. - Kto ci zabrał siłę?
Nie odpowiedział. Tylko jego spojrzenie stało się jeszcze bardziej nienawistne.
- Madara?
- Rozniosę tego patałacha! - wrzasnął więzień, jeszcze mocniej się szamocąc. - Tylko się wydostanę! Rozniosę go!
- Spokojnie! - Naruto uciszył go gestem ręki. Na jego twarzy wykwitł dosyć kretyński uśmiech. - Masz na imię Yonbi, tak?
Dzieciak przestał się wiercić i pokiwał niepewnie głową.
- A co ty na to, że ci z chęcią pomogę?

- No, no młody. Jak żeś w końcu ruszył dupę to udało ci się nawet nie spaprać sprawy.
Naruto wybudził się z tego dziwacznego miejsca, gdzie miał aż za dużo styczności z demonami.
Ledwo zdawał sobie sprawę z tego, że lis go podtrzymuje za ramiona. Zamrugał kilka razy i stanął o własnych siłach.
- Marne słowa pochwały - skwitował, lustrując otoczenie. - A ty czegoś się zmienił? Jeszcze nie koniec walki.
- Nie pyskuj szczeniaku, ja...
- WUJEK!
Mały rudowłosy chłopiec rzucił się Kyuubi'emu na szyję.
- No. - Naruto wyszczerzył się w stronę zdziwionego czerwonookiego mężczyzny. - To ty załatwiaj sprawy rodzinne, a ja lecę ratować jednoogoniastego z sideł Madary, bo coś widzę, że Sasuke z resztą sobie nie za dobrze radzą...



środa, 18 kwietnia 2012

Rozdział II.XIV

Dawno nic się tu nie działo , więc chyba pora na jakąś aktualizację. Mam lekki zachrzan na uczelni aktualnie niestety >.<
Rozdział będzie krótki, ale myślę, że treściwy :) I z masą błędów, co mi musicie wybaczyć, gdyż po drugiej zarwanej nocce mój mózg i tak średnio funkcjonuje xD.
Dziękuję bardzo za komentarze (bardzo mi miło widzieć nowe nicki pod postami(niach, niach, ŚWIEŻYNKI :D ), jak i zarówno moje kochane dinozaury komentujące od dużego czasu :D) i zapraszam ^ ^.

*** *** *** *** *** *** ***

Był bohaterem.
Odważnym shinobi.
Mężnym człowiekiem.
Nie lękał się niczego, ani nikogo. Nie straszne mu były ciężkie obrażenia i urazy.
Potrafił w kryzysowych sytuacjach ryzykować własnym życiem.
I…
I zrobił to, co pierwsze wpadło mu do głowy.
Wrzasnął przeciągle i zaczął zwiewać. Oczywiście niemalże gubiąc Risu po drodze.
- RATUNKU! – zawył, nie zważając na to, że właśnie zza bariery obserwuje go niemalże połowa wioski. Z Sasuke na czele.
Niestety, nie uciekł za daleko.
Po panicznym przebiegnięciu kilkudziesięciu metrów został zmuszony do gwałtownego wyhamowania. Bo przed nim zmaterializował się Madara.
Zawrócił.
Znowu się zatrzymał, gdy uświadomił sobie, że z tej strony wpadnie na jednoogoniastego, który właściwie nie ruszył się jeszcze z miejsca, tylko obserwował jego poczynania.
Z namysłem zerknął przez ramię na zamaskowaną postać. I wyglądało na to, że znowu zmieni kurs biegu, jednak chyba szybko uznał to za dosyć durny pomysł.
- Eee… - zaczął po chwili zastanowienia. – To ten…
- Jakże miło jest cię znowu widzieć, Naruto. – Głos Madary przepełniony był mściwą satysfakcją. – Mam nadzieję, że tym razem nasze spotkanie potrwa nieco dłużej.
- Jest mi niezmiernie przykro, że nie podzielam twoich odczuć – parsknął. – Czego znowu chcesz?
- Och, tylko ciebie.
„Perwers.”
- Niestety, jestem zajęty. Zresztą, nie gustuję w zamaskowanych typach.
Naruto zignorował odległe „słyszałem to”, które najprawdopodobniej pochodziło od Kakashi’ego.
- Zrobimy tak. – Przywódca Akatsuki klasnął w dłonie. – Ty potulnie pójdziesz ze mną, a ja obiecam, że nie zmiotę Konohy z powierzchni ziemi, co ty na to?
- Nie.
- No, no, ależ twardy z ciebie negocjator. – Przytłumiony maską głos nie brzmiał, jakby jego właściciel był rozczarowany. – A jeżeli ten mały szkrab, byłby moją kartą przetargową?
- Chyba kpi… - Naruto nie dokończył zdania. W jednej chwili ściskał w dłoniach Risu, a już w następnej… Córka Gobi dyndała w ręce Madary, podniesiona za kołnierz kimona.
A po chwili dziewczynka wywinęła się i wbiła pazury w rękę, która ją trzymała. Madara wrzasnął, bardziej z zaskoczenia, niż bólu, wypuścił ją, a Risu, korzystając z okazji kopnęła go w piszczel. Albo też mniej więcej w piszczel, gdyż obszerny płaszcz zamaskowanego osobnika skutecznie ograniczał jej dokładne określenie, gdzie ów kość się znajduje i uciekła.
A w tym samym czasie, od strony wioski rozniósł się wściekły ryk.
Naruto zamarł. I przełknął ciężko ślinę. Risu wczepiła się w jego nogi, niemalże pozbawiając go równowagi. Ta kilkusekundowa akcja nie umknęła najwyraźniej pięcioogoniastej.
Wraz z rykiem rozniósł się niemiłosiernie głośny brzdęk, jakby tłuczonego szkła.
- Masz nadpobudliwą matkę - wystękał do dziewczynki, wpatrując się uważnie w Madare. Chociaż bardzo ciekawiło go, co się dzieję za jego plecami, to jakoś nie miał ochoty odwracać wzroku od Uchihy.
Wodna struga śmignęła tuż nad głową Naruto w kierunku zamaskowanej postaci, zmuszając ją, do wykonania uniku, ciemna smuga minęła chłopaka i rzuciła się na Madare. Następnie czyjaś dłoń strzeliła Uzumakiego w potylice.
- To, za komentarz o zamaskowanych typkach.
- Ej!
Oberwał jeszcze raz.
- A to za głupotę.
- NO EJ! - Blondyn rzucił Joninowi oburzone spojrzenie.
- Ciesz się, że to nie Sasuke dorwał cię pierwszy. A teraz śmigaj z dzieciakiem, uspokoić ogoniastą, bo jeszcze nam pół wioski rozpierdzieli.
Z pomrukiem niezadowolenia chwycił Risu pod pachy i obrócił się w stronę Konohy. I akurat zdążył zobaczyć, jak jeden z budynków zostaje zmieciony przez ogon Gobi. Rozbita tarcza ochronna, którą rozciągnęła Tsunade, iskrzyła się jeszcze w promieniach słońca. Jej odłamki znikały leniwie z cichymi pyknięciami. Cóż... Najwyraźniej nie była odporna na wściekłe, demoniczne matki.
Powieka drgnęła mu gwałtownie, gdy jedno z kopyt przeorało brukowaną ulicę. Oj, Hokage się wścieknie.
- No pięknie - sapnął. Już szykował się do ekspresowego przemieszczenia swoich czterech liter do demona, gdy pięcioogoniasta sprężyła się i długim susem znalazła się tuż przy Shukaku. I rzuciła mu się do gardła.
"Kyu, na pewno nie chcesz wypęłznąć?"
"Niech pomyślę..."
"Więc?"
"Zdecydowanie: NIE"
"Leniwa bestia."
- Może lepiej poczekam, aż się z nim rozprawi, co? - zagadał do Kakasi'ego. Wcale nie miał ochoty znaleźć się między dwoma walczącymi demonami.
- JUŻ!
- Bez ner... - Naruto przerwał gwałtownie. Nad czubkami drzew Konohańskiego lasu mignęło mu coś, czego stanowczo wolałby jednak nie widzieć. Cztery czerwone ogony wirowały szaleńczo na tle nieba, a to oznaczało, że do wioski zbliżał się Yonbi.- Trzymaj! - wrzasnął, wciskając Hatake wiercącą się dziewczynkę. - Zostajesz honorowym dziadkiem!
"Kyu?!"
"NIE."
Ruszył błyskawicznie przed siebie, nie czekając na odpowiedź Jonina. Złożył dłonie w pieczęć.
"Cóż, chyba jednak tak!"
- Technika przywołania: Lisi demon! - wrzasnął, rozpaczliwie próbując zrobić... Cokolwiek. Nie, żeby miał nadzieję, że technika podziała. Nie, żeby kiedykolwiek jej próbował na lisie. Jednak coś desperacko podkusiło go do podjęcia tej marnej próby. I...
Naruto stanął oniemiały.
Wszystko jakby zamarło, a oczy zgromadzonych ludzi i demonów zwróciły się w jedną stronę.
Kłęby dymu unosiły się swobodnie przez chwilę, tylko po to, aby zniknąć przy mocniejszym podmuchu wiatru. A z nich wyłonił się... Kyuubi.
- Chyba kpisz - warknęła monstrualna postać lisa, pochylając pysk ku swojemu jinchūriki. - Mnie? Pospolitą techniką przywołania?!
Uzumaki cofnął się o krok.
- Ale... - zająknął się. - Ale, że jak to? Jakim cudem to podziałało?
- Mnie się pytasz gówniarzu?! - Lis wyprostował się dumnie, wciąż spoglądając na niego z wyraźną złością. - Powinienem teraz...
Niestety Naruto nie dowiedział się, czym chciał mu zagrozić demon.
Yonbi postanowił wykorzystać okazję i rzucił się dziewięcioogoniastego.
Uzumaki przez chwilę obserwował walką. Wciąż nie mogąc się nadziwić, że zwykła technika przywołania podziałała na dziewięcioogoniastego demona. A w dodatku... Coś mu w tym wszystkim wyraźnie nie pasowało. Demony przywołane przez Madare zachowywały się jak... No walczyły, atakowały, a i owszem. Tylko, że wyglądało to tak jakby były... Nienaturalne?
"Kyu!"
Lis nie odpowiedział na mentalne zawołanie. Cholera, niedobrze.
- Kyu! - Ruszył biegiem do przodu. Jednak nie zaszedł znowu za daleko, gdyż drogę zagrodził mu Sasuke.
- Gdzie znowu? - warknął nieprzyjemnie, chwytając Naruto za nadgarstek.
- Pogadać. Muszę powiedzieć Kyu...
- Między demony chcesz się wepchać?! - Uchiha wzmocnił uścisk. - Zwariowałeś!
- Nie! - sapnął, zerkając z paniką na lisa, który aktualnie wgniatał Yonbi'ego w ziemię. Nie ma co, siła dziewięciu ogonów, znacznie przewyższała cztery. Jakimś cudem gigantyczna małpa po chwili wywinęła się z pazurów Kyuubi'ego. - Słuchaj, one nie mogą się atakować!
- Co?
- Demony!
- Naruto. - W głosie Uchihy pojawiła się rezygnacja. - Odbiło ci.
- Nie, posłuchaj, one się nie kontrolują. Pamiętasz, jak wioskę zaatakowała Gobi? Teraz jest tak samo! Musimy przerwać...
- Niby jak chcesz to zrobić? Do czasu, aż znajdziemy osobę kontrolującą, Yonbi i Shukaku zdążą zmieść Konohę z powierzchni ziemi!
- No, ale... - Blondyn spojrzał na niego z błaganiem w oczach. - Nie możemy pozwolić im walczyć.
- Naruto...
- Sasuke, proszę. Możemy je powstrzymać. Jeżeli wyrwą się spod kontroli, to będzie można z nimi normalnie pogadać. To nasza szansa! Nie ma siły, żeby chciały walczyć po stronie Madary. Sasuke, zaufaj mi.
Czarnowłosy westchnął, równocześnie przymykając oczy. Z wahaniem puścił jego rękę i odsunął się nieznacznie.
- Leć - powiedział, z wyraźnym przymusem. - Znajdę Hinate. A ty wyjaśnij Kyuubi'emu i Gobi, jak się sprawy mają.
Naruto odsunął się z wyraźnym niezdecydowaniem. Był nieco zagubiony. Jednak... Nie było czasu. Musiał jak najszybciej dostać się do Kyuubi'ego. Obrócił się już, gdy Sasuk ponownie chwycił go za dłoń, przyciągnął ku sobie i delikatnie musnął jego wargi własnymi.
- Kocham cię.
Naruto uśmiechnął się nieznacznie.
- Wiem.
I ruszył.

Dostanie się do Kyubi'ego nie było łatwe. To dziwne, jak takie monstrualne cielska potrafiły błyskawicznie się poruszać.
- KYUUBI! - wydarł się blondyn, nie wiadomo już który raz.
Nie miał pojęcia, czemu lis nie reaguje. Być może naprawdę go nie słyszał. Albo też, robił mu po prostu na złość.
- Zabiję tego wyleniałego pchlarza - warknął pod nosem.
I wpadł na pewien pomysł.
Wyciągnął z kabury kunaia
- Hiraishin... - krzyknął początek techniki, robiąc równocześnie lekki zamach i jęknął, zataczając się nieznacznie. Zamrugał, aby obraz przed oczami mu się wyostrzył. Cholera, niedobrze. Jego zasoby chakry zostały już nieźle nadszarpnięte. Ale musiał jakoś dogonić oddalające się wciąż demony. Kyuubi najprawdopodobniej starał się odciągnąć czteroogoniastego jak najdalej od wioski. To dobrze, jednak teraz Naruto miał drobne problemy z dogonieniem ich.
Odsapnął ciężko kilka razy.
- Weźże się w garść, cieniasie - powiedział sam sobie.
Zebrał siły, rzucił kunaiem, jednocześnie wywrzaskując treść formuły techniki.
Podziałało.

Walcząc z osłabieniem, znalazł się przy lisim demonie. Wyszarpnął gwałtownie kunai z drzewa, w który się wbił i zanim czas zdążył wrócić na swoje miejsce, wspiął się na łeb Kyuubi'ego.
- Czy ty mnie jawnie ignorujesz, sierściuchu!?
- Spadaj, dzieciaku - warknął lis, gniewnym spojrzeniem gromiąc Yonbi'ego, który znajdował się dobre kilkadziesiąt metrów przed nim, również racząc go nieprzyjemnym spojrzeniem. - Zajęty jestem.
- Nie pieprz. Kyu, zostaw go!
- Co?!
- Nie atakuj go!
- Czyś ty oberwał o kilka razy za dużo?
- Nie, słuchaj... - Uzumaki pokrótce przedstawił lisowi zarys sytuacji.
- To na cholerę, żeś mnie przywoływał?
- Cicho, myślę...
- Jasne.
Naruto sapnął. Nie miał pomysłu. Nie miał pomysłu. No, nie miał...
- Nie spinaj się tak. Mam pewien plan.

*** *** *** *** *** *** ***

No, to wracam do projektów xD

niedziela, 11 marca 2012

Rozdział II.XIII

O! Napisałam nexta :D
Więc, bez marudzenia: dziękuję bardzo za komentarze, zapraszam na część kolejną ;)

*** *** *** *** *** *** ***

Naruto rozejrzał się wokół siebie.
- Okeeej – wyjąkał po chwili. – Chyba podziałało.
- Ty… - Sasuke wyglądał na nieco skołowanego. – Coś ty zrobił?
- Hiraishin no Jutsu – odpowiedział wyraźnie z siebie zadowolony. – Ba! Poprawnie wykonane Hiraishin no Jutsu! Wiesz, że oni wszyscy w rzeczywistości się ruszają? – Puścił rękę Uchihy i wskazał na grupkę shinobi, która znajdowała się najbliżej nich. – Ale w tak ślimaczym tempie, że tego nawet nie widzimy. SUNE!
W jego dłoni pojawił się miecz. Pogładził jego ostrze, niemalże z czułością.
- Rozpoznasz klony? – zapytał czarnowłosy, mierząc siły wroga beznamiętnym spojrzeniem.
- Głupie pytanie.
- To według planu. Klony niszczyć, ludzi unieszkodliwiać.
- Się wie, Sasu. Nie musisz mi przypominać! No to Powo…
Czarnowłosy przyciągnął do siebie Uzumakiego i wycisnął na jego ustach mocny pocałunek.
- Powodzenia, Naruto.
I ruszył na przeciwników.
A blondyn stał niczym słup soli. Jego usta rozciągnęły się w głupkowatym uśmiechu.
„Młody…”
„Huh?”
„Rusz dupę, a nie się szczerzysz jak idiota.”
„O, no. Racja.”

Skoczył w kolejną grupę, już na wstępie niszcząc dwa klony i unieszkodliwiając kolejnego wrogiego shinobi. To wyglądało dosyć komicznie, kiedy bezwładne ciało po prostu wisiało w powietrzu, zamiast opaść swobodnie na ziemię, posłusznie poddając się grawitacji.
„Zaczynam się nudzić powoli.”
„Nie marudź.”
„Nie no, naprawdę. Ile można…”
Jęknął głucho, wstrzymując gwałtownie powietrze.
Ostry ból przeszedł jego ciało. Zachwiał się, a Sune zniknęła.
„Naruto?”
„To… To…” Zaczerpnął głębszego oddechu. Ból jak szybko się pojawił, tak szybko też zniknął. „Nic, już w porządku, tylko…”
„Koniec nudy?” Głos lisa zabrzmiał co najmniej… Mściwie.
- Ja pierdzielę – sapnął, potrząsając gwałtownie głową. Zamrugał, żeby się pozbyć wkurzających mroczków przed oczami. – To było…
Zamilkł gwałtownie.
Dziesiątki par oczu wpatrywały się w niego z nieskrywaną nienawiścią.
„Eee, coś mi się wydaje… Że moja technika przestała działać.”
„Jakżeś to wywnioskował, o najbłyskotliwszy?”
„Zamknij się.”
Rzucił szybkie spojrzenie wokół siebie. Był otoczony. Co się dziwić, skoro na pewniaka wskoczył w sam środek pola bitwy. A mógł przezornie, jak Sasuke, poruszać się po boku.
Spróbował powstrzymać drżenie rąk.
Słabo mu to wychodziło. Jakoś nie czuł się na siłach, aby użyć kolejnego jutsu.
„Trzeba było dłużej używać jakiejś dziwacznej techniki.”
Fakt, nie przemyślał sprawy. Ale na wypominanie było już raczej za późno.
„No przecież…”
Kilka sekund odpoczynku i będzie sprawny… Tylko jak do cholery miał wygospodarować kilka sekund, skoro z każdej strony chciano go zadźgać?!
„I ochoczo rozciągnąć ją na drugą osobę. „Patrzcie na mnie, jestem mocarny Naruto i nie pozwolę, aby mój chłopak miał chakrowe ubytki. Ale jestem fajny.” No nie pogadasz…”
„Zamknij się.”
„Powtarzasz się. I krew ci leci z nosa bałwanie.”
Naruto nie zwrócił na to uwagi. Może miało to coś wspólnego z tym, że zaczynało mu się robić przyjemnie ciemno przed oczami.
I pewnie by stracił spokojnie przytomność, gdyby nie to, że po pierwsze, moment był nieodpowiedni, a po drugie, czarna smuga unieszkodliwiła kilku shinobi, a potem porwała Naruto i przeniosła go na bezpieczniejszą odległość.
- Czy ty zawsze musisz się tak sponiewierać?
- Oh, mój ty wybawco! – Uzumaki zarzucił ręce na szyje Sasuke. Miło było na kimś zawisnąć, a nie starać się utrzymać w pionie o własnych siłach. – Będę musiał ci się oddać w ramach zapłaty za ratunek?
- Kretyn.
„Kretyn.”
- Słyszę echo – stwierdził radośnie blondyn.
- Wracamy do Sakury. Natychmiast.

I od niej też zgarnął ochrzan. Tylko Kakashi przyglądał się im z wyraźnym rozbawieniem.
- No bez przesady – jęknął blondyn, kiedy dziewczyna stwierdziła, że powinien trafić do szpitala na badania. – Nic mi nie jest!
„Tylko niedobór szarych komórek. Niestety nawet współczesna medycyna nic na to nie pomoże.”
„Cieszę się, że nie znudziło ci się raczenie mojej inteligencji swoimi zacnymi uwagami.”
- Sakurcia – sapnął, gdy różowowłosa wciąż wpatrywała się w niego z nieskrywaną złością. – Daj spokój, mój prywatny rentgen twierdzi, że wszystko ze mną git!
„No nie wiem, czy takie wszystko. Psychika wyraźnie siada.”
„Cisza, sierściuchu.”
- Dobra , dzieciaki. – Kakashi aż przyklasnął. – Nieźle się spisaliście, ale! Ale jeszcze sporo przed nami. Druga linia obrony zajęła się wyłapaniem ludzi. Większość to przestraszone bachory, które zostały siłą zaciągnięte do oddziału. Więc, skoro wszystko przebiega pomyślnie, możemy się w spokoju zająć…
„Oho.”
„Wspominałem kiedyś, że nie lubię, jak mówisz: oho?”
„Mam chyba złą wiadomość…”
„Ty, czekaj… Ty chyba nie chcesz powiedzieć…”
Potężny ryk wstrząsnął całą okolicą.
„Chyba jednak chcesz.”
- Naruto? Czy… Hm… - Zaczął niepewnie Kakashi. – Czy lis przypadkiem nie wyczuł, co się święci.
- Wyczuł – przyznał Uzumaki, przymykając oczy. Jakoś nie miał ochoty wypowiadać na głos tego, co miał wypowiedzieć.
- Więc?
- No cóż…
„Oho…”
„Znowu? No nie żartuj sobie…”
Ryk rozległ się ponownie. Bliżej. Ziemia zadrżała.
- Więc… - powiedział na pozór spokojnym tonem. - Sugeruję spierdzielać.

- Odwołać oddziały znajdujące się za murami. Sformować szyk obronny przed bramą, co z cywilami? – Tsunade sztywnym krokiem wyszła z gabinetu.
- Ostatnia grupa jest w połowie drogi. Piętnaście minut…
- Nie mamy piętnastu minut – warknęła, przyśpieszając kroku. – Madara zaraz znajdzie się przy granicy wioski, a wtedy…
- Babciuuu!
- A ty tu… - przerwała w pół słowa. Jedna z jej brwi powędrowała ku górze. Przed nią stał Uzumaki. Zakrwawiony, mający drobne problemy z utrzymaniem pionu, Uzumaki. – Możesz mi wytłumaczyć, jakim cudem po kilku minutach walki, wyglądasz jakby ktoś próbował przestawić ci przegrodę nosową?
- Oj tam, nieważne! – Naruto machnął dłonią. Miał do przekazania ważną wiadomość, to jak teraz wyglądał, nie miało większego znaczenia.
- Wytrzyj tą zaschniętą krew, smarkaczu. Źle wpływasz na morale innych ludzi.
- Słuchaj, starucho, nie mam czasu na pierdoły. Do wioski…
- Jeżeli chodzi ci o to, że Madara spuścił ze smyczy ogoniastą bestie, to możesz sobie odpuścić. I jeszcze raz nazwiesz mnie staruchą, to już ja ci zafunduje takie przestawianie nosa, że nawet Uchiha nie będzie cię już chciał. – Blondynka szła dalej, nie zważając na to, czy Naruto podążał za nią.
- Hej! A niby co to… A skąd ty to wiesz? – zapytał.
- Guzik cię to w tym momencie powinno obchodzić – mruknęła, zaciskając pięści. Nie miała czasu na tłumaczenie.
- W ogóle gdzie ty leziesz? – sapnął z wyrzutem Uzumaki, zrównując z nią krok. – Nie powinnaś dowodzić z gabineciku?
- Pod bramę i nie odzywaj się, jak się nie znasz na sprawie – syknęła i spojrzała na niego gniewnie. Nie miała czasu na słowne utarczki.
- Spoko, babiuniu… No już się nie wściekaj – jęknął dzieciak. Po chwili zmarszczył śmiesznie nos, jakby się nad czymś zastanawiając. – Ty… Czekaj, mówiłaś o jednej bestii?

- Dwie – jęknął Nara, zaraz po tym, jak otrzymał świeże wiadomości od Naruto.
Blondyn wzruszył ramionami. Obraz przed oczami już nieco mu się rozjaśnił. I był w stanie prosto ustać o własnych siłach. Ha! Dobrze wiedział, że to tylko chwilowa niedyspozycja!
- Będzie jatka – stwierdził.
- Które?
- Shukaku i Yonbi. – Naruto wpatrywał się w dal. Po początkowych rykach nastała podejrzana cisza.
„Przed burzą.”

„Nie masz ochoty wynurzyć się na światło dzienne i nam pomóc?”
„Nie.”
„Tak tylko pytałem.”
- Właściwie to dlaczego chowamy się za murami? – zagadał, wpatrując się w kolejną grupę shinobi szybkim marszem przechodzącą przez bramę.
- Tsunade rozciągnie tarcze wokół Konohy – powiedział po chwili Shikamaru. – Czasową. Przez piętnaście minut nikt nie będzie wejść na teren wsi, ani z niego wyjść.
- A po co?
- A żeby cywile mieli czas dotrzeć do schronu – warknął Nara, z wyraźną irytacją. – Używaj czasami czegoś takiego jak mózg.
„Widzisz? Też ci to często powtarzam.”
Naruto ponownie wzruszył ramionami. Rozumiał, że wokół panuje nerwowa atmosfera, ale to nie oznaczało, że wszyscy musieli się do niego niemiło odnosić. W końcu… Poradzą sobie jakoś. Zawsze radzili.
- A to ten… - zaczął cicho, próbując nie wzbudzić kolejnej fali złości w koledze. – To podziała na demony?
- Miejmy nadzieję. – Shikamaru westchnął. Nie wyglądał na przekonanego. - Gdzie Sasuke?
- Pomaga Sakurze przy rannych – odpowiedział machinalnie, wpatrując się w Tsunade. Kobieta właśnie przygotowywała się do rzucenia techniki. Znak na jej czole zalśnił delikatnie.
- A ty czemu nie z nimi?
- W teorii jestem na badaniach.
- O?
- Sieją niepotrzebną panikę, ot co. – Machnął ręką, zbywając kolejne pytania. – Ty mi lepiej powiedz…
Zamilkł gwałtownie.
Tsunade złożyła dłonie w pieczęć, zamykając oczy.
Z tego co się orientował, techniki rzucane na tak duży obszar, jaki stanowiła Konoha, były cholernie trudne do wykonania. I z racji tego, że pochłaniały mnóstwo chakry, były też diabelnie niebezpieczne.
Blondynka ze wszystkich stron była otoczona przez oddział ANBU. Jeżeli zacznie już technikę, to musiała maksymalnie się skupić i przede wszystkim nie przerywać jej.
Kątem oka przyuważył czarny kształt, który śmignął tuż przy murze.
Zmarszczył brwi, coś tu…
Dłonie Hokage błyskawicznie ułożyły się w następny znak. I następny.
- Ożesz! – Naruto obrócił się gwałtownie w stronę bramy. I wstrzymał oddech.
Stał tam zwierzaczek.
Czarny, zwierzaczek.
Wiewiórka.
Chyc! I znalazła się za terenem wioski.
- Kurwa mać! – wrzasnął i rzucił się w jej kierunku. Gdzieś w mózgu mignęła mu wiadomość, że blondynka niedługo skończy rzucać technikę.
- Naruto! – Gdzieś za nim rozległ się wściekły krzyk. Chyba Nary.
„Zdążę, zdążę, zdążę!” Pomyślał gorączkowo.
Wykonał długi skok, znalazł się za bramą i rozejrzał bacznie. Zaraz potem rzucił się w prawo i pochwycił zwierzątko za ogon. Czym prędzej przycisnął je do siebie, wstał, obrócił się i pognał z powrotem do wioski.
Psiocząc pod nosem przelazł przez…
Chciał przeleźć przez bramę, jednak w efekcie próby zarył powierzchnią twarzy o… „Coś”.
Zapewne z drugiej strony wyglądało to malowniczo, gdy z nosem przyklejonym do przeźroczystej powierzchni zsunął się do klęczek. Wciąż trzymając blisko siebie wiewiórkę.
Klapnął na tyłek. Zamrugał.
„Ożesz ku… O ja pie…” Pomyślał spanikowany.
- O kurwa – wystękał w końcu.
Nadział się na barierę! Matko kochana… Tsunade postawiła barierę, której nie mogli ściągnąć! Barierę, przez którą nie mógł przejść! Cholerną barierę! Sasuke go zamorduje…
Przed bramą zgromadziła się już spora publiczność.
- Zabiję cię – warknął, unosząc wiewiórkę za futerko na szyi, na wysokość swoich oczu. – Wezmę i cię po prostu zabiję!
Puf! I na miejscu zwierzątka pojawiła się Risu.
Niezwykle rozradowana Risu.
Z bezczelnym uśmiechem na twarzy i wesołymi iskierkami w oczach.
Naprawdę chciał ją zabić.
- Wujek! – krzyknęła radośnie.
- TY DEBILU!
Naruto skrzywił się. Czyli, że bariera nie hamuje dźwięku… No to akurat nie był żaden plus. Spojrzał, w swoim mniemaniu niewinnie, na Sasuke.
- Ale że ty do mnie mówisz?
- TAK!
- No przecież to ta pokraka uciekła za mur! – rzucił na swoją obronę, zasłaniając się Risu.
- Musimy zdjąć barierę – warknął Uchiha, już do Tsunade, która dołączyła do niego.
- Zwariowałeś? – sapnął Uzumaki, wstając. Dziewczynkę ulokował w swoich ramionach. – Ściągniecie barierę, a dwa potwory staranują Konohe? Inteligentnie!
Czarnowłosy spojrzał na niego ze złością. I gdyby nie to, że niebieskooki miał już sporą praktykę w ignorowaniu takich spojrzeń, to zapewne zadrżałby ze strachu.
- Nie ściągniemy bariery i pozwolimy, aby Madara przejął Kyuubi’ego, a ciebie rozsmarował po okolicy? Też genialny pomysł!
- Nie dam się rozsmarować po okolicy! – sapnął wściekle.
- Nie, ty… - Nagle Sasuke zamilkł.
Źle.
Bardzo źle.
Sasuke nie milknie nagle.
Sasuke nie wbija… Żeby nie powiedzieć „przerażonego”… Nie wbija zdumionego spojrzenia w coś, co znajduje się za Naruto.
Uzumaki przełknął ciężko ślinę.
I obrócił się powoli.
Powstrzymał się od jęknięcia.
Shukaku.
Wgapiały się w niego ogromne, czarne oczyska gigantycznej, piaskowej tanuki.