środa, 6 lipca 2011

Rozdział II.II

Uh, boli mnie kręgosłup ==
Dobra, zanim mykne na wieś, aby znowu rozpocząć swoją kurację alkoholową (oczywiście to wszystko w ramach tego, że zaczęłam mieć wakacje, nooo przynajmniej częściowo...) uda mi się chyba wrzucić kolejną część. A więc krótko i treściwie: dziękuję za komentarze i zapraszam do czytania kolejnej części :)

Deedwarda: Jeszcze się kuruje = = Masakra, już drugi tydzień chyrlam. Ale co w tym dziwnego, skoro leczę się zimnym browarem xD. A z sesją to ja się męczyć będę do końca lipca niestety (i wbrew pozorom nie jest to sesja poprawkowa!). Jeden cholerny wpis mi został...

Mechalice: Ej, ej, a co to za przytyki?! xD Się wyspałam w końcu, to i za pisanie się zabrałam, a co ^ ^. I ja poproszę komentarz długo treściwy, wysmażony, z lekką nutą pochwały, o! :D
Ciesze się, że się ucieszyłaś, tudzież, że ucieszyła się Twoja grypa. Chyba, że Twoja grypa nie lubi moich opowiadań i dawała Ci po prostu znaki, żebyś odlazła od komputera i znalazła niewolnika do zrobienie herbaty. Ot, w ramach kuracji.
Ja się truje grYpeksem, bo to jedyne coś antygorączkowe, co mam w domu. Znaczy, trułam się. Teraz, pomimo kichańska, kaszlańska i ogólnego nieczucia się inwestuje w alkohol. W końcu mam namiastkę wakacji, więc trzeba z nich korzystać! :D
Zdrowiej szybciorem :)


*** *** *** *** *** *** ***

- AGHHHRRR – warknięcie Naruto przerwało nocną ciszę. Od dobrych kilku minut krążył po salonie, nie mogąc znaleźć sobie żadnego sensownego zajęcia. W końcu opadł na kanapę, przyciskaj dłonie do twarzy i próbując się uspokoić.
- Dosyć tego!
Zerwał się z kanapy i, chwytając po drodze kurtkę, wybiegł z mieszkania.
„I niby gdzie lecisz?”
„Nie wiem. Ja muszę go znaleźć, nie wytrzymam psychicznie, jeżeli Sasuke zaraz się nie pojawi.”
„Okej, ale gdzie go znajdziesz?”
Blondyn zatrzymał się gwałtownie.
„Ja… Nie mam pojęcia.”
Był w kropce.
Nie widział Sasuke, od kiedy ten zostawił go pod prysznicem. I wcale mu się to nie podobało. Fakt, miewali kłótnie. Jak każda normalna para w końcu! No może nie tak całkiem normalna… Ale, do cholery, co też sobie Uchiha wyobrażał zostawiając Uzumakiego samego na kilka godzin! Jeżu drogi, czy to był taki problem porozmawiać i chociażby spróbować wyjaśnić sobie wszystko?
I może to niebieskookiemu odbiło, że próbował się wcisnąć w misje Sasuke. Może nie powinien tego chcieć. Ale od dłuższego czasu Naruto miał dziwne wrażenie, że jego partner się od niego izoluje. W tej sytuacji to chyba normalne, że próbował to zmienić. W końcu Uchiha był pierwszą w życiu osobą, która tak naprawdę zagościła w jego życiu. Nie chodzi tu o osoby typu Umino, Sakura czy Tsunade. Traktował ich jak rodzinę, to prawda, ale to właśnie Sasuke zagościł w jego sercu na tyle, że… Że ciężko to wyrazić słowami.
Ha! A teraz zostawił go z nie lada problemem i najwyraźniej nie miał zamiaru niczego wyjaśniać w tej kwestii. Naruto dobrze zdawał sobie z tego sprawę, że zachował się szczeniacko. Może i nie powinien próbować zwrócić na siebie uwagę takimi niebezpiecznymi zagraniami, no ale co miał robić?
„Kyu, co teraz?”
Lis milczał jak zaklęty.
No tak, cholerna ryża kita nigdy nie potrafiła odezwać się, gdy to było potrzebne. Co innego, gdy chodziło o to, ażeby komuś dogryźć…
- No proszę, proszę, a któż to postanowił wynurzyć się z domu?
- Kakashi – mruknął Naruto, obracając się ku głosowi. – Nie bądź bezczelny, to ty zazwyczaj jesteś na tyle leniwy, że dniami potrafisz gnić we własnym łóżku.
- Może i tak. – Wzruszył lekko ramionami. – Co nie zmienia faktu, że ostatnimi czasy przejąłeś moją rolę.
„Dobrze prawi!”
„A zamknij się.”
- Czyżby problemy w raju? – zapytał Kakashi, mrużąc radośnie widoczne oko.
Naruto skrzywił się wyraźnie.
- Nie rozumiem, co masz na myśli.
- Nie udawaj – prychnął wyraźnie rozbawiony jonin. – Zawsze, kiedy wraca Sasuke, to po was obojgu nie ma śladu życia, przez co najmniej trzy dni.
- Ja… - Blondyn zaczerwienił się intensywnie. Jasna cholera, jak niby miał zaprzeczyć najprawdziwszej prawdzie?
- Naruto, przecież nikt cię nie obwinia. Pomyśl sobie tak, że część tych singli-nie-z-wyboru czuje się cholernie zazdrosna, bo nie miała w życiu tyle szczęścia by mieć z kim przetestować wytrzymałość swojego łóżka, wanny, kuchennego stołu, czy też prysznica…
„Mwahaha!”
O ile to było możliwe Naruto zaczerwienił się jeszcze bardziej.
Cholerna wzmianka o cholernym prysznicu!
- Możemy zmienić temat? – wysapał przez zaciśnięte zęby.
- A co, trafiłem to o…
- Zamknij się, Kakashi, bo za siebie nie ręczę!
- Dobra, dobra! – Siwowłosy zaśmiał się. – Już się tak nie gorączkuj. Powiedź lepiej, gdzie tak pędziłeś jeszcze przed chwilą.
- Eee… Szukam…
- Szczęścia?
„Bigosu?”
„Co?”
„Głodny jestem…”
„Jesteś demonem, Kyu, nie odczuwasz głodu.”
„Co nie zmienia faktu, że coś bym zjadł.”
- Sasuke – powiedział po chwili wahania. Nie było sensu ściemniać przed Kakashim, że wszystko jest w porządku. – Szukam Sasuke.
- O?
- Pokłóciliśmy się – przyznał niechętnie. – Chociaż w sumie tego nawet kłótnią nazwać nie można. Wściekł się dziad, nawrzeszczał na mnie i poszedł w piździec.
- O, tak kompletnie bez twojej winy?
- Nooo… Słuchaj, może tak niekoniecznie bez mojej winy, ale Sasuke też nie jest święty w tej kwestii! Jestem niemalże pewien, że coś go dręczy i to coś…
- Niemalże? A po czym to niby wnioskujesz?
- Zachowuje się inaczej! – warknął blondyn, mrużąc wściekle oczy.
Siwowłosy nie odpowiedział od razu. Zamiast tego, z wyraźnie zamyśloną miną podrapał się po czuprynie.
- Mówisz?
- Nie, kurwa, tak sobie podśpiewuje! Skoro twierdzę, że jest jakiś dziwny, to jest!
- Nie, żeby kiedykolwiek był normalny…
„Nie, żebyś i ty był do końca normalny. Och, no chyba właśnie dlatego tworzycie taką uroczą parę.”
- Widzisz, Naruto, być może po prostu nie znałeś Sasuke w tej scenerii?
- Jakiej znowu pierdzielonej scenerii?! I, że co? Że niby ty znasz go lepiej?!
- Hej, spokojnie! – Kakashi uniósł dłonie, aby mu przerwać. – Nie o to mi chodziło. Słuchaj, po prostu zarówno ty, jak i Sasuke wpakowaliście się w pierwszy w swoim życiu poważny związek. Skąd wiesz, że taki nie jest jego charakter po prostu?
- Nie wierze w to!
- Jeżu, to takie straszne, że Uchiha jest trochę mniej idealny, niż to sobie wyobrażałeś?
- Nie wierze w to – zaczął Naruto, a coś w jego wzroku wyraźnie stwardniało. – Że nie byłby w stanie mi zaufać.

„I to nawet bardzo. Kocham cię, kretynie.
Ja ciebie też, draniu.”

„Dzieciaku…”
Naruto siedział zwinięty w kłębek, opierając się ciężko o drewniany pal.
Znajdował się właśnie na polach treningowych i w najbliższym czasie najwyraźniej nie miał zamiaru się stamtąd ruszyć. Rozmowa z Kakashim… Zdołowała go.
„Powinno padać.”
Westchnął, wciskając nos w rękawy swojej kurtki.
„Do kurwy nędzy, powinno padać…”
„Dzieciaku…”
„Kyu, ja nie rozumiem. Dlaczego to wszystko jest takie posrane?”
„A gdybym to ja wiedział.”
„Czy miłość nie wiąże się z zaufaniem? Przecież… Kyu, nie można kłamać w takich kwestiach. Przecież… Sasuke nie mógł kłamać, nie potrafiłby, aż tak udawać, nie? A zresztą, po co?”
„Wiesz…”
„Nie, nie wiem. I to mnie najbardziej wkurwia. Ja… Nie ma sensu tu siedzieć.”
„Nie ma. Zresztą, zaczynasz mówić dziwne rzeczy.”
„Więc…” Westchnął ponownie, wstając. „Czas iść.”
„Gdzie?”
„Do domu, Kyu.”
„A Sasuke?”
Blondyn zacisnął zęby i nie odpowiedział. Nie miał pojęcia, co powinien zrobić. Ale uganianie się po całej wsi też nie miało większego sensu.
„Miejmy nadzieje, że już wrócił.”
Wolnym krokiem ruszył w kierunku swojego… Tak, domu. Już dawno ustalili z Sasuke, że zamieszkają razem w posiadłości Uchihy. A blondyn dosyć szybko przyzwyczaił się do tej myśli. I być może wszystko potoczyło się za szybko. Ale co miał na to teraz poradzić?
„Może niepotrzebnie się tym przejmuję.”
„To przestań smęcić.”
„Wcale nie smęcę!”
„Jasne. O, a spojrzałbyś w lewo, to może i coś ciekawego byś ujrzał.”

„Co…”
Naruto obrócił głowę i niemalże w tym samym momencie zastygł w bezruchu.
Bo właśnie z baru wynurzyła się postać czarnowłosego drania. I to najwyraźniej bardzo wstawiona postać.
- Sasuke! – wrzasnął blondyn, niemalże piskliwym głosem.
W jednej chwili zalała go fala niesamowitej ulgi, jednak… Coś w spojrzeniu Uchihy powstrzymało go przed rzuceniem się w ramiona czarnowłosego i wygarnięciu mu tego, że musiał się zamartwiać.
Obojętność.
Naruto przeszły dreszcze.
Kiedy był dzieckiem, nienawidził, gdy ludzie spoglądali na niego z widoczną wzgardą. Nie do końca rozumiał, dlaczego wzbudzał wśród mieszkańców przerażenie i niechęć. Jednak pośród tych wszystkich odczuć, najbardziej nie mógł znieść, gdy go ignorowano. Kiedy przeżywał chwile smutków, rozpaczy, czy też wściekłości, a jedyną reakcją otoczenia była chłodna obojętność.
Może i dlatego jako dzieciak wyprawiał dziwaczne rzeczy, aby zwrócić na siebie uwagę. Co chyba zostało mu do dziś.
- Sasu, gdzieś ty się szwendał? – powiedział łagodnym tonem, podchodząc do niego. – Wiesz jak się martwiłem? Choć – wyciągnął dłoń w jego kierunku. – Idziemy do domu.
Przez chwile miał wrażenie, że mężczyzna odtrąci go. Jednak po kilku sekundach wahania palce czarnowłosego splotły się niepewnie z jego własnymi.
W nozdrza uderzył go delikatny zapach alkoholu.
„Coś jest nie tak…”
- Słuchaj, ja…
- Pogadamy w domu.
„Ja… Kyu…”
„Zabrzmiało groźnie.”
„Boję się.”
„Nie pękaj, dzieciaku.”
Do posiadłości dotarli w kompletnej ciszy. Blondyn wszedł pierwszy przez drzwi i stanął w ciemnym korytarzu.
Miał wrażenie, że jego serce przestało bić.
Bał się. Okrutnie bał się, chociaż sam do końca nie wiedział czego.
- Sasuke… - zaczął, obracając się ku swojemu partnerowi. I zamarł.
Uchiha stał dwa kroki za nim i wpatrywał się w niego tym chłodnym, obojętnym spojrzeniem, jakie Uzumaki ujrzał już pod barem.
- Czy… Coś się stało? – zapytał niepewnie, podchodząc bliżej.
- Nie.
Głos czarnowłosego nie zdradzał żadnych emocji.
- Sasuke, ja przepraszam – powiedział, wtulając się w jego sylwetkę. Poczuł się raźniej, pomimo tego, że Uchiha nie odwzajemnił gestu. – Słuchaj, wiem, że się wściekłeś, ale zapomnijmy o sprawie, okej? To… Już się nie powtórzy. Tylko proszę…

„Kocham cię, kretynie.”

Usta Sasuke miażdżą jego własne w brutalnym pocałunku.
Oczy blondyna rozszerzają się z zaskoczenia.
„Coś jest nie tak...”
Myśli półprzytomnie, mimowolnie rozchylając usta.
Pocałunek jest… Inny niż wszystkie.
Przesycony zapachem alkoholu i zwyczajowym smakiem Sasuke. Coś w tym połączeniu niezmiernie podniecało Naruto, jednak z drugiej strony…
„Coś jest…”
Kiedy w końcu się od siebie odrywają, ledwo mogą złapać oddech. Naruto zamglonym wzrokiem wpatruje się w twarz kochanka.
- To ostatni – mruczy Sasuke, zagłębiając ręce w przydługich blond kosmykach, a Uzumaki nie ma najmniejszego pojęcia o co mu chodzi. – Ostatni raz.
Ich usta ponownie łączą się w pocałunku, jednak tym razem łagodniej, jakby spokojniej i pewniej.
- Ja, Sasuke… - Oddech Naruto jest krótki i urwany.
- Ostatni…
- O co…
Słowa giną w kolejnych pocałunkach.
- Kocham cię, Sasuke.

„Kretynie.”

Ciało Naruto boleśnie uderzyło o ścianę, gdy został gwałtownie odepchnięty przez Uchihe.
- Sasuke? – zapytał się blondyn, a w jego głosie czaiła się niepewność. – Sasuke, o co chodzi?
- Wynoś się.
- Co?
- To co słyszysz, masz się wynosić.
- Ale…
Uzumaki oderwał się od ściany i stanął naprzeciwko czarnowłosego.
- Sasuke, co się dzieje?
Uchiha westchnął z widoczną, wręcz pokazową irytacją.
- Nie rozumiesz co do ciebie mówię? Masz się wynosić z mojego domu. Teraz.
- Sasuke…
Naruto wyciągnął dłoń w kierunki czarnowłosego, jednak ten odtrącił ją, wbijając w jego oczy pogardliwe spojrzenie.
- Kurwa, wynoś się! Nie chcę cię więcej widzieć, nie rozumiesz?
- Ale, Sasu…
- Nienawidzę cię, Naruto.

„Kretynie.”


W następnej chwili, nawet nie wiedząc kiedy, Naruto ląduje za drzwiami.
„Kyu… On…”
Chwiejnym krokiem wychodzi na ulicę, ledwo zdając sobie sprawę z tego, gdzie się znajduje.
„Kyu…”
Oparł się o najbliższy płot, chowając twarz w dłoniach.
„To się nie stało.”
„Naruto…”
„To się nie dzieje naprawdę.”
„Naruto!”
- Nie, proszę, kurwa… To nie jest prawda! – krzyczy, kuląc się pod ogrodzeniem.

„Nienawidzę cię, kretynie.”

Z nieba nie spadła ani jedna kropla deszczu.

sobota, 2 lipca 2011

Rozdział II.I

Doberek ^ ^
Kurde, właśnie robię coś głupiego. I będę tego zapewne żałować w niedalekiej przyszłości. A mianowicie: Wrzucam rozdział kolejnego twora, który niekoniecznie zostanie zakończony. Pożyjemy, zobaczymy! Aczkolwiek mam nadzieję, że uda mi się zmobilizować, nawet jeżeli potrwa to lata, a co! xD
Cóż, kolejna historia, wbrew wcześniejszym zapowiedzią, nie jest, aż tak oderwana od poprzednich. Ponieważ jest to swoista kontynuacja mojego pierwszego opowiadania ^ ^. Miałam tego nie robić. Nie kontynuować opowiadania na taką skalę jak zamierzam w tym momencie... No ale, do jasnej ciasne, brakuje mi tego. Brakuje mi pisania i czytania komentarzy i zaczynam za tym tęsknić jak cholera xD.
W ramach wyjaśnień: Ten rozdział początkowo zapowiadał się jako miniaturka nawiązująca do wcześniejszej historii, ale po przeczytaniu wczorajszego rozdziału mangi jakoś mi wpadł do głowy inny pomysł i wyszło jak wyszło xD. Wiec... Podejrzewam, że ta część będzie nieco oderwana od innych, ale przy odrobinie szczęścia w kolejnych wrócę na właściwy tor ^ ^. Ok, nie marudzę więcej, zapraszam do czytania ;)

*** *** *** *** *** *** ***

„Czy ty jesteś psychiczny?!”
„Oj, przymknij się! Nie widzisz, że próbuję…”
„Przeżyć?”
- Cho…lera! - warknął, przylegając płasko do drzewa.
Było źle, było bardzo, bardzo źle.
I wcale nie chodziło o to, że kręciło mu się we łbie i ledwo stał na nogach. To akurat był najmniejszy problem. Gorzej, że zaraz go dorwą, a wtedy… Wtedy jego życie nie będzie już takie kolorowe. O ile w ogóle będzie można mówić o jakimkolwiek życiu.
Naruto westchnął wewnętrznie. Boże, przecież zabiją go, jak nie uda mu się ukryć.
„Bo jakbyś siedział spokojnie na dupie, to by nie było żadnego problemu! Ty głupi dzieciaku, dlaczego nie mogłeś po prostu…”
„Bo nie, a teraz przymknij się i daj mi spróbować nie dać się złapać, okej?”
„Głupi, irytujący bachor! Jesteś niepoważny! Słuchaj dzieciaku, ja rozumiem, że…”
„Zamkniesz się w końcu? Nie...”
- Naruto… - Złowrogie warknięcie rozległo się tuż koło ucha blondyna.
Uzumaki wrzasnął, odskoczył od pnia, coś najwyraźniej przeskoczyło mu w organizmie i… Zemdlał.

- Ał, ał, aaaaał! Jeżu, Sakuuura, trochę kobiecej delikatności!
Różowowłosa zacisnęła usta w wąską kreskę, spojrzała na niebieskookiego z rządzą mordu w oczach i powróciła do przerwanej czynności.
Nie odzywała się do niego. Calusieńki dzień przeprowadzała na Uzumakim wszelkiego rodzaju badania, testy i cholera wie jakie jeszcze dziwaczne rzeczy, a nie wypowiedziała w kierunku blondyna ani jednego słowa. I używała igieł. Brutalnie i bez ostrzeżenia. Co niebieskookiemu w żadnym stopniu nie odpowiadało i osobiście czuł się zraniony.
Oh, lis też się na niego obraził, Tsunade również, a także Kakashi krzywił się patrząc na niego. I niby o co im wszystkim chodzi?!
- AŁA! TO ZROBIŁAŚ SPECJALNIE! – wrzasnął, zrywając się ze szpitalnej kozetki, kiedy zranienie na plecach zapiekło dotkliwie. Posłał dziewczynie wściekłe spojrzenie. To, że się do niego nie odzywa, wcale nie znaczyło, że może się nad nim znęcać!
- Siadaj na dupie i się tak nie podniecaj – warknęła. – Może, jeżeli byś chociaż raz zastosował się do moich zaleceń, nie musiałabym się babrać w twojej krwi, bo wdało ci się jakieś pieprzone zakażenie. Wiec, z łaski swojej, przymknij jadaczkę i nie denerwuj mnie, bo przez zupełny przypadek mogę pousuwać ci co ważniejsze organy.
- Ale… - pod wpływem karcącego spojrzenie dziewczyny, Naruto pokręcił tylko głowa i ponownie usadowił się na szpitalnym łóżku. Przygarbił się i wbił posępne spojrzenie w swoje własne dłonie.
Co właściwie zrobił nie tak? Przecież… Nie naraził nikogo na niebezpieczeństwo, po prostu wykonywał swoją misję, a to, że wszystko się skomplikowało, to przecież nie jego wina!
„Nie?”
„Oh, wszechmocny Kyuubi postanowił się do mnie odezwać, czymże zasłużyłem na taką łaskę?”
- AŁA! – wydarł się, kiedy kolejna igła ponownie wbiła się w jego ciało. - Zwariowałaś?!
- A zamknij się – sapnęła dziewczyna. – Skończyłam, ale…
- No w końcu – warknął, zrywając się z łóżka. – Nie mam zamiaru siedzieć tu ani chwili dłużej!
Zrobił krok do przodu i… Wypieprzył się, gdyż nogi odmówiły mu posłuszeństwa. Spojrzał na nie z przerażeniem, a następnie jego wzrok przeniósł się na Sakurę.
- Coś ty mi zrobiła? – wysapał z wysiłkiem.
- Ale posiedzisz sobie spokojnie w szpitalu, aż w końcu twoje rany się zagoją. Mam dość tego, że w kółko leczę te same zranienia, bo nie dajesz im się w spokoju zasklepić. Nie widzisz, że nawet lis już nie daje rady cię łatać?
- Nie masz prawa mnie tak traktować!
- I tu się mylisz, mój drogi – warknęła, kierując się ku wyjściu. – Jestem medykiem, pieprzonym medykiem, który dla dobra pacjenta może przetrzymywać go wbrew jego woli! Zażalenia kieruj do Tsunade. Żegnam tym czasem, mam ciekawsze rzeczy do roboty, niż użeranie się z takim niedojrzałym bachorem jak TY!
I wyszła. Trzaskając donośnie drzwiami i nie oglądając się na rozpłaszczonego na podłodze Naruto.
Blondyn westchnął przeciągle, opierając czoło o chłodną posadzkę.
- Byś mi chociaż pomogła wwlec się na łóżko – mruknął, z powątpieniem spoglądając na swoje stopy. Nie, wciąż za cholerę nie mógł nimi poruszać.

Jakiś czas później Naruto leżał, wciskając głowę pod poduchę, starając z całych sił ignorować szpitalny zapach. Było mu źle. No, ale przynajmniej już nie musiał rozkładać się na podłodze, tylko zajmował nieco wygodniejsze od niej wyrko.
Szelest przewracanych kartek odwrócił jego uwagę od ponurych rozmyślań.
- Kakashi – jęknął blondyn, obracając głowę w stronę mężczyzny, który siedział nieopodal jego łóżka. – Nie musisz mnie pilnować.
- Yhm.
- No i właściwie, to mógłbyś pogadać z Sakurą. Już się naprawdę lepiej czuję. A jakbym ładnie obiecał, że nie ruszę się z domu, to…
- To pewnie byś nie dotrzymał słowa – wtrącił siwowłosy przewracając kolejną stronę. - Nie, żeby mnie to w jakimkolwiek stopniu zdziwiło.
- Hej! A to co niby miało znaczyć?! – oburzył się Uzumaki, podciągając się na łokciach.
- To co słyszysz. – Kakashi z westchnieniem zamknął książkę i spojrzał z powagą na swojego byłego ucznia. – Dzieciaku…
- Nie jestem dzieckiem! I nie rozumiem, dlaczego wszyscy tak mnie traktujecie!
- Nie? No to rzeczywiście jesteś tępakiem. Słuchaj, myślałem, że jeżeli już między tobą, a Sasuke wszystko się ułoży, to skończy się z tymi ryzykownymi akcjami, a chyba zacząłeś odpieprzać jeszcze bardziej.
- Nie moja wina…
- Jakoś zawsze to nie twoja wina, że misje się komplikują. To już jest męczące, Naruto. Jeżeli nie jesteś w stanie pomyśleć o sobie, to zastanów się nad tym, jak inni przeżywają twoje cotygodniowe wypady do szpitala.
- Ale… - Uzumaki zamilkł, nie wiedząc co dalej powiedzieć. Nie chciał, żeby inni się o niego martwili. Jednak… Sam nie wiedział, co miał odpowiedzieć na takie zarzuty.
- Ale co, Naruto? Widzisz, sam nie potrafisz się odszczekać, co zazwyczaj jednak przychodziło ci z łatwością. Psia mać, Uzumaki, odwala ci i to równo. I nikt nie ma pojęcia o co ci znowu chodzi.
- No bo… - zaczął blondyn, poczym zacisnął usta w wąską kreskę i ponownie wcisnął głowę w poduszkę. A żeby on sam wiedział, czemu to zawsze pakuje się w kłopoty. No dobra, może miał o tym małe pojęcie, ale za cholerę się do tego nie przyzna.
- Jestem ciekaw, czy sam Sasuke będzie zadowolony po raz kolejny odbierając cię ze szpitala – mruknął Jonin, ponownie otwierając swoją książkę.
- Zaraz, ale… Że co? – Naruto spojrzał na niego ze zdziwieniem. – Przecież ma misję, wróci dopiero za tydzień. Nie będę tu przecież gnił tyle czasu!
- Nie, nie będziesz. – Siwowłosy spokojnie przerzucił kolejną kartkę. – Z tego co się orientuję, to wrócił wcześniej.
- Wrócił? Ale, że jak to tak wrócił?! JUŻ? – Niebieskie oczy spojrzały na niego z przerażeniem. – Przecież on nie może zastać mnie w szpitalu!
- Mówisz? No to trzeba było pomyśleć o tym wcześniej.
- Kakashi – jęknął blondyn. - Ty nie rozumiesz! Ja naprawdę nie mogę tu zostać. Boże drogi, przecież ten drań mnie zabije, jeżeli mnie tu znajdzie. Proszę, proszę, pomóż mi! Już nigdy więcej nie wyląduję w szpitalu, ale błagam, zabierz mnie stąd teraz!
- Myślę, że mógłbym nawet – zaczął Jonin, spoglądając na Uzumakiego. W jego oczach błysnęły złośliwe iskierki. – Ale chyba nie za wiele ci by to dało w tym momencie.
- Co? Czemu? No dajże spokój…
- Naruto, ty młocie…
Blondyn, z lekką obawą zerknął w kierunku zrezygnowanego głosu. Poczym, po raz kolejny, wcisnął nos w poduchę.
No to miał przekichane.
W drzwiach stał Sasuke.

Naruto czuł się co najmniej jak kretyn.
Nie, żeby to była jakaś nowość.
Ale w ten jakże uroczy słoneczny poranek, poczuwał się do wyglądania jak kretyn, z jednej zasadniczej i ważnej przyczyny.
Mianowicie takiej, iż był niesiony głównymi ulicami wioski. Niósł go Sasuke.
I wszystko może by i było w porządku, gdyby czarnowłosy się nad nim zlitował i po prostu wziął go na plecy. Ale nie, tak łatwo to w życiu przecież mieć nie mógł.
W ramach jakiejś dziwacznej zemsty Uchiha przerzucił go sobie przez ramię niczym worek kartofli. Tak więc Naruto miał wspaniałą okazję popatrzeć, jak za plecami Sasuke, chmara dzieciaków wytyka go palcami, nabijając się przy tym bezczelnie.
Żyć, nie umierać po prostu…
- Sasukeee – jęknął po chwili. – No weź już daj spokój! Narobiłeś mi siary, możesz już… No bo ja wiem… Ponieść mnie jakoś normalniej? Skoro już musisz to robić, to przynajmniej nie tak widowiskowo, co?
Czarnowłosy nie odpowiedział.
A Naruto, z braku możliwości wykonywania większych ruchów, nadął policzki i sapnął z irytacją.
„Ten też się nie odzywa. No ja pierdziele…”
„Sam jesteś sobie winien.”
„Kyu…”
„Tak, wiem, zamknij się. Już to mówiłeś.”
„Nie, po prostu cieszę się, że chociaż ty się zacząłeś normalnie odzywać.” Blondyn westchnął dyskretnie. „Już mnie męczy to wszystko.”
„Jak już wspomniałem: sam jesteś sobie winien, czyż nie?”
„Może troszeczkę.”
„Dzieciaku…”
„No rozumiem no, ale nie widzisz, że muszę sporo…”
„Nic nie musisz. Wkręcasz ze dziwne rzeczy, a potem lądujesz po swoich ryzykownych akcjach w szpitalu.”
„Bo ja chcę…”
„Doskonale zdaję sobie co chcesz osiągnąć. Co nie zmienia faktu, że źle się do tego zabierasz.”
„A spadaj. Nie będę słuchał rad od sierściucha, który nigdy nie miał swojego życia osobistego!”
„No to mnie zabolało…”
„Serio?”
„Nie, pomyślałem, że milej ci się zrobi na sercu, jeżeli tak powiem.”
„A spadaj, ty…”
- AŁA! Ludzie, delikatniej z kaleką! – wrzasnął, gdy został niekulturalnie umieszczony na kanapie. Mianowicie, Sasuke zrzucił go na nią.
Podczas rozmowy z lisem dotarli już do posiadłości Uchihy.
-Chyba umysłową – syknął przez zaciśnięte zęby czarnowłosy, obrócił się na pięcie i zniknął w głębi domu. Po kilku sekundach do uszu Naruto dotarł szmer prysznica.
Niebieskooki westchnął cierpiętniczo, z pozycji półleżącej podciągnął się do siadu i spuścił nogi na podłogę. Cóż, musiał jakoś przebłagać drania, aby przestał się na niego wkurzać. A to pewnie nie będzie łatwe.
Spróbował poruszyć palcami u stóp. I udało mu się.
„Hm… Czyli to dziwne coś, co zastosowała na mnie Sakura, przestało działać.”
Czym prędzej zerwał się z kanapy i potruchtał do łazienki. A tam, zanim Sasuke zdążył się zorientować, wskoczył pod prysznic, wtulając się w plecy czarnowłosego.
- Co ty…
- Cicho – przerwał mu blondyn, wzmacniając uścisk. – Siedź cicho i nie obracaj się.
- Zamoczysz sobie ubranie.
- I co z tego – mruknął. – Słuchaj, ja… Naprawdę przepraszam.
Niebieskooki oparł czoło o mokre plecy Uchihy.
- Nie miałem pojęcia, że to się tak skończy. Widzisz, bo tamte buraki mnie zaskoczyły. Nie spodziewałem się, że jeden z tych rzezimieszków był członkiem ANBU, bo skąd miałem wiedzieć? A nawet jeśli, to gdyby nie te jego głupie pomagiery, to dałbym sobie radę, przecież dobrze o tym wiesz. I tylko dlatego mnie poobijali, ale i tak w końcu ich rozwaliłem, nie? Ha, dzięki mnie kolejne oprychy trafiły tam, gdzie ich miejsce.
- Dlaczego nie poprosiłeś lisa o pomoc?
„Bom jest niegodzien jego wspaniałości.”
„Jasne.”
„Istnieje też druga opcja, że po prostu jesteś kretynem. Oh, zgadłem?”
- Bo… - zaczął, usilnie ignorując lisa. – Ym… Widzisz, ja chciałem sam. No bo… No, kurde, Sasuke! Bez jego pomocy też potrafię sobie poradzić. Przyznaj racje, że potrafię! Jestem dobrym shinobi, byś mógł… Ja chciałbym… A zresztą nieważne.
Blondyn oderwał się od jego pleców i już chwytał za kotarkę, kiedy Uchiha pociągnął go za kołnierz uniformu, przycisnął do ściany i nachylił się nad nim, wbijając w niebieskie tęczówki zirytowane spojrzenie.
- Coś ty znowu sobie wymyślił? – warknął czarnowłosy.
- Eee… Wiesz – wyjąkał Uzumaki, oblewając się rumieńcem. – Jakbyś nie zauważył, jesteś nagi. To trochę… Krępujące prowadzić rozmowy, kiedy jedna ze stron nie ma na sobie majtek.
- Och, tak?
- Hej! Zaraz, nie to…
Blondyn sapnął, kiedy mokra dłoń wsunęła się pod jego koszulkę, a druga, zabrała się za rozpinanie kamizelki. Przymknął oczy i wydal z siebie przeciągłe westchnięcie. Nie wiedzieć kiedy, część jego ubrań zniknęła, tak, że teraz stał pod prysznicem w samych spodniach.
- Sasuuu, ja…
Znowu nie zdołał dokończyć myśli, gdyż czarnowłosy zabrał się za obsypywanie jego brzucha drobnymi pocałunkami.
W magiczny sposób został również pozbawiony ów spodni. I majtek.
- To chyba wyrównuje szanse, hm? – cichy szept wdarł się do ucha blondyna.
- Ty dra… - Naruto otworzył gwałtownie oczy. Twarz Sasuke znajdowała się zaledwie kilka centymetrów od jego własnej. Te cholerne usta były tak blisko. W głowie Uzumakiego zakołatała tylko myśl o upragnionym pocałunku.
- Naruto?
- Hm? – mruknął półprzytomnie, w dalszym ciągu przekazując Sasuke telepatyczną wiadomość. Czarnowłosy chwycił go za podbródek i oparł głowę o czoło Uzumakiego, tak, że ich nosy lekko się stykały.
- Co żeś znowu wbił sobie do tego pustego łba?!
„No i romantyczny nastrój szlag jasny trafił.” Pomyślał mało radośnie, próbując odepchnąć czarnowłosego. Skubany drań się jednak nie dawał i skończyło się tylko tym, że zdołał obrócić twarz tak, iż nie wlepiał oczu w jego usta, co dawało mu chociażby minimalną możliwość koncentracji na skleceniu zdania.
- A weźże daj mi spokój. Jesteś durniem i tyle.
- Naruto – w głosie Sasuke pojawiło się zrezygnowanie. – Wybacz, nie umiem czytać ci w myślach. Sam tego też żałuje, bo naprawdę chciałbym poznać motywy twoich dziwacznych działań.
- Bo ja nie rozumiem – jęknął Uzumaki, zakładając ręce na ramiona. Na jego twarzy pojawił się wyraz buntu.
- Czego?
- Dlaczego nie możemy wykonywać wspólnych misji? – zapytał w końcu blondyn, wgapiając się bezmyślnie w słuchawkę od prysznica. Zabawne, teraz woda była zakręcona, a on nawet nie zdawał sobie sprawy od kiedy. – Przecież jestem jednym z lepszych shinobi! Nie zawadzałbym ci, więc dlaczego?
- Zaraz, ale co to ma wspólnego z twoim lądowaniem w… - Uchiha zamilkł gwałtownie.
„Ups.”
„Ojej, czyżby twój kochaś się zdołał połapać w twojej dziwnej psychice?”
„Kyu, wiedz, że jeżeli zaraz zginę, to obarczam winą za to tylko i wyłącznie ciebie.”
- Uzumaki. – Gdyby można było zabijać głosem, to blondyn właśnie zaliczyłby zgon. – Wyjaśnij.
- Bo ja… - zaciął się. Po chwili postanowił postawić wszystko na jedną kartę. – Bo chciałem ci pokazać, że sam również potrafię wykonywać niebezpieczne misje! I co z tego, że od czasu do czasu ląduje w szpitalu? Wielkie mi halo, każdemu się zdarza! A sam musisz przyznać, że jestem dobry! Dlaczego akurat ty tego nie widzisz?! Czy to taki problem, żebyśmy razem wykonywali zadania? Przecież byłbym użyteczny!
Najwyraźniej przemowa niebieskookiego nie zrobiła na czarnowłosym większego wrażenia i spowodowała skutek całkiem odwrotny, niż spodziewał się Uzumaki.
- Ty kretynie. Ty totalny kretynie!
Wrzask Sasuke pozostał w uszach Naruto, nawet, kiedy Uchiha opuścił łazienkę, pośpiesznie owijając się ręcznikiem.
„Dziaciaku?”
„Hm?” Blondyn bezmyślnie wlepiał wzrok w drzwi pomieszczenia. Wciąż stojąc pod prysznicem.
„Przegiąłeś tym razem.”
„Najwyraźniej Kyu. Najwyraźniej.”

niedziela, 24 kwietnia 2011

"Mój dzień" część IX

Jeżu drogi, już tak męczę ten rozdział, że naprawdę mogłabym go w końcu skończyć xD.

Więc, powiem tak: Studiowanie jest złe. Złe i niemoralne. A przynajmniej takich kierunków jak mój. Ostatnie trzy tygodnie spędziłam na ślęczeniu po nocach, które czasami kończyło się o 13 po południu po zakończonych zajęciach. Po tygodniu życia wyłącznie kawą i projektami mój organizm... zaczął się buntować xD. Muszę wymyślić nowy sposób na utrzymywanie się w stanie "nie-spania", który nie zawiera w sobie kofeiny...
A teraz próbuje wszystkie te nocne godziny odespać i w końcu przerzucić się na system dzienny. Co mi kompletnie nie wychodzi xD.
I piszę kolejną część. Co mi idzie lepiej ^ ^.

Mechalice: Kiciuuuś <3 Jakiż on pięęęękny! A taaaaa mordka! Idealnie ujęłaś w słowach to, co wyraża xD. Niach, niach, ustawie go sobie na tapetę <3.
Zostaw tą kawe! Kawa jest zUa! Po 5 kolejce kawy, o 7 rano, współlokatorka stwierdziła, że jestem wcięta... Nie moja wina, że zaatakowały mnie moje własne buty! I szafa... I łóżko... Oj tam, nie ważne. Kawa jest po porostu zUa, nie wnikaj dlaczego. I to wcale nie ma nic wspólnego z tym, że idąc na uczelnie prawdopodobnie mruczałam do siebie coś w stylu "Ładne kwiaaatki, ale ładne. Łoo, a jakie mam buciki śliczne i sukieneeeczke". A już na samej uczelni moje myśli zajęło wyliczanie najszybszej trasy do pierwszego lepszego WC, kiedy to nadmiar ów napoju chciał chyba samoistnie opuścić mój organizm.
Hm... FARTUCHszop, dla zdesperowanych, ze słit różowym szyldem reklamującym <3 Mrrr... Tak, to zapewne to magiczne miejsce zaopatruje naszych bohaterów w ich urocze wdzianka. Pewnie Uzumaki tam też znajduje swoje pomarańczowe dresy :D.


*** *** *** *** *** *** ***

"To twój dzień, Naruto. To twój dzień."

Ściskasz w dłoniach w dłoniach czerwony materiał togi, zapatrując się przed siebie.
Tak, to twój dzień.
Dzień, na który czekałeś całe swoje życie.
Będziesz Hokage. Nie...
Jesteś już Hokage. Jedyne, co jeszcze pozostało to oficjalna prezentacja, przed mieszkańcami Konohy. Już nic, nie jest w stanie odebrać ci twojego spełniającego się marzenia.


- Naruto? Wszystko gra?

- Hm? - Blondyn spojrzał z roztargnieniem na Tsunade, która właśnie pojawiła się w pomieszczeniu. - Ta... Myślę, że tak.

Kobieta podeszła do Uzumakiego i potarmosiła go po blond kosmykach.

- Ciesze się, że się zgodziłeś - powiedziała z uśmiechem.

- A czemu miałbym się nie zgadzać - mruknął pod nosem, próbując uratować jakoś swoją fryzurę. - No patrz, co żeś zrobiła.

Kobieta spojrzała na niego z uwagą.

- Lepszym pytaniem by było: dlaczego miałbyś się zgadzać?

Naruto westchnął.

- Widzisz... - zaczął po chwili wahania. Uśmiechnął się delikatnie. - Kto weźmie w garść tę wiochę, jak nie ja?

- Głupek. - Tsunade włożyła mu na głowę kapelusz. - I że też to ja będę prowadzić przysięgę takiemu...

- Zaraz, zaraz - przerwał jej niebieskooki. - Jak to, ty? Przecież według tradycji, przecież poprzedni Hokage powinien...

- Jak nie patrzeć, to kiedyś to była moja funkcja.

- Wiesz, że nie o to mi chodzi - prychnął. - Szanowny Uchiha nie ma na tyle godności, żeby spojrzeć mi prosto w oczy?

Naruto zacisnął dłonie w pięści.

To było takie... głupie z jego strony.

Nie widział Sasuke od pobytu w wiezieniu i właściwie z tego powodu było mu źle.

Powinien być zadowolony. Powinien... No właściwie sam nie wiedział, co powinien. W każdym razie oczekiwał, że po tym wszystkim Sasuke zrobi "coś".
Matko kochana, cokolwiek!

Sytuacja nie została wyjaśniona w żadnym stopniu, a Naruto ów wyjaśnień oczekiwał. Jedyne, czego zdołał się dowiedzieć, to to, że właśnie Uchiha wstawił się za nim, dzięki czemu został oczyszczony z zarzutów. I to, że czarnowłosy wytypował go na swojego zastępce na stanowisku.

No w takim wypadku chyba miał prawo oczekiwać szczerej rozmowy, czyż nie?!

Chociaż po dłuższym zastanowieniu Naruto chciał tylko... Chciał go zobaczyć.
Z jakiś irracjonalnych, nielogicznych dla niego powodów, chciał ujrzeć oblicze tego czarnowłosego drania i... Improwizować.

- Jeszcze mi powiedź, że nie pojawi się dziad na ceremonii to chyba padnę - mruknął pod nosem, ściągając kapelusz i niedbale rzucając go na krzesło.

Tsunade nie odpowiedziała.

Blondyn łypnął na nią podejrzliwie.

- No chyba se żartujesz?! - warknął. Sam nie wiedział czemu, ale zaczynał się denerwować. Chyba po prostu miał nadzieje, że chociaż dzisiaj zdoła go zobaczyć. - To już jest niepoważne!

- Dlaczego w ogóle tak bardzo ci na tym zależy? - W brązowych oczach dało się ujrzeć błyski irytacji. - Naruto, to przez niego wylądowałeś w więzieniu!

- To nie... - Blondyn zająknął się. - To wcale nie tak...

- A jak niby? No jak? Uchyl rąbka teks swojej cholernej tajemnicy, żebym chociaż mogła spróbować zrozumieć, dlaczego tak go zaciekle bronisz?!

"Dlaczego, Naruto? Dlaczego go bronisz?"

- Ja... - zaczął niepewnie. - To nieważne...

- Dla kogo to nie jest ważne? Wykańczasz się dzieciaku i jeżeli z czymś nie potrafisz sobie poradzić, to dlaczego nie poszukasz pomocy u innych? Nie mówię tu tylko o sobie, ale...

- Poradzę sobie - prychnął. - Nie dzieje się nic, z czym miałbym sobie nie poradzić!
- Mam taką nadzieję, bo jak niby masz sobie dać rade z problemami Kobohy, skoro ze swoimi średnio ci idzie?

Blondyn z wrażenia rozdziawił usta.

- To... To był chwyt poniżej pasa - sapnął, po dłużej chwili milczenia.

- Kto jak kto, Naruto, ale ja w ciebie wierzę. Więc nie pozwól się zmieniać jakimś pierdołom.

- Babciu... - Uzumaki przymknął oczy i pomasował dłonią skroń. - Ja po prostu... Kurwa mać, powiedz mi tylko, dlaczego Uchiha nie pojawi się na ceremonii.

Zadawał sobie sprawę, że w tym momencie kierowało nim pełne zaślepienie niewiadomo jak naiwnymi pobudkami, ale musiał to wiedzieć. Musiał!

- Naruto...

- Nie, nie każ mi tłumaczyć. Sam nie wiem, dlaczego w ogóle mnie obchodzi, co się dzieje z tym draniem. Ale po prostu muszę wiedzieć! Babciu, proszę...

- Dobrze.

- Hm? - Blondyn zmarszczył brwi.

- Dobrze, powiem. Ale co wtedy zrobisz? Co da ci ta wiedza? Jesteś o krok od spełniania swoich marzeń, czy znowu chcesz to wszystko zaprzepaścić?

- Co masz na myśli? Dlaczego niby miałbym...

- On opuszcza Konohe.

Naruto otworzył usta, tylko po to, aby je po chwili zamknąć. Jego brwi powędrowały ku górze, a niebieskie oczy wpatrywały się w była hokage z dozą niepewności i zdziwienia.

- Że co? - wydukał ze zdziwieniem.

- Sasuke złożył rezygnacje z funkcji i za porozumieniem ze starszyzną opuszcza wioskę.

- Co masz na myśli? - Naruto za nic nie chciał przyjąć do wiadomości tego, co jasno usiłowała mu przekazać Tsunade.

- To co mówię - warknęła kobieta, łapiąc go za ramiona. - Słuchaj, nic na to nie poradzisz, to jego decyzja, z którą w sumie nie powinieneś chcieć mieć nic wspólnego, więc daj sobie siana i zacznij porządnie przygotowywać się do tej cholernej przysięgi, dobra?!

- Babciu... - Niebieskooki odsunął delikatnie jej ręce i cofnął się o krok. Pokręcił głową, pozwalając, aby blond kosmyki zasłoniły mu oczy. - Ja... Chyba muszę zrobić coś, co spotka się z twoją dezaprobatą.

"Dlaczego, mój drogi? Dlaczego?"


Czarnowłosa postać wolnym krokiem zmierzała właśnie ku głównej bramie.

Widział ją.

Coraz wyraźniej.

Coraz bliżej.

- Nie! - wrzasnął niemalże histerycznie, ciasno przylegając do jej pleców. - Nie rób tego.

- Czego, Naruto? - zapytał Sasuke głosem wypranym z emocji. Nie obejrzał się na blondyna, nie odtrącił jego dłoni, ale też nie przyciągnął go bliżej do siebie. Nie zrobił niczego.

- Nie zostawiaj mnie.

Z ust Uchihy wydobyło się prychnięcie.

- Jesteś idiotą.

- Wiem.

- Kretynie, miałeś spełnić swoje marzenie.

- Wiem.

- Mogłeś mieć wszystko, czego kiedykolwiek pragnąłeś.

- Wie... A to akurat nie do końca prawda - mruknął, wciskając noc w szyje czarnowłosego, jednocześnie wieszając się na nim, ciasno oplatając ciało Sasuke rękoma i nogami.

- A czego ci niby brakowało do pełni szczęścia? - W głosie Sasuke pobrzmiewała irytacja.

- Ciebie.

- Mnie?

- Ciebie.

- Jesteś idiotą.

- Już to mówiłeś.

- Dlaczego, Naruto? - zapytał Sasuke, odczepiając kończyny Uzumakiego od swojego ciała, aby po chwili spojrzeć mu prosto w oczy.

Blondyn pokręcił głową, którą po chwili wahania oparł o klatkę piersiową Uchihy.
- Dlaczego, Sasuke? - wyszeptał po chwili milczenia. - Dlaczego znowu chcesz mnie opuścić? Na ile lat tym razem?

- Nie... Ja... - Czarnowłosy zaciął się. - Skrzywdziłem cię. Nie chciałem, żebyś musiał mnie oglądać. Ja... Chciałem, abyś...

- Kretyn. - Naruto chwycił dłoń drugiego mężczyzny, ciasno splatając na niej palce.

- Ja...

- Nie - przerwał mu. - My. Oboje jesteśmy kretynami. Oboje boimy się tego, co możemy do siebie czuć. Dlatego się krzywdzimy. Boimy się nieznanego, a który z nas kiedykolwiek zaznał miłości?

- Miłości?

- Obawiam się, że tak - odpowiedział, z delikatnym uśmiechem na ustach.

- I kiedy niby żeś to niby wymyślił?

- Dzisiaj. Widzisz, rozmowy z Tsunade bywają inspirujące.

- Kretyn - sapnął czarnowłosy, chwytając Uzumakiego za podbródek, tak, aby móc spojrzeć w niebieskie tęczówki.

- To już ustaliliśmy.

- Ale mój kretyn.

- Tak - wyszeptał Naruto, wplatając palce w ciemne kosmyki Sasuke. - Twój.

"Dlaczego, Naruto? Dlaczego?"

"Bo to mój dzień. Bo to w końcu jest mój dzień..."

*** *** *** *** *** *** ***

To ten... Koniec moi drodzy ^ ^. A przynajmniej tego opowiadania. Mam nadzieję, że się podobało.
Mam kilka pomysłów na następne historie, ale... Cóż, czas, czas i jeszcze raz czas :). Coraz ciężej jest mi znaleźć chwile, które mogę poświęcić na wklepywanie w worda kolejnych zdań. Nie powiem, że tego nie lubię. Bo lubię, jednak studia zaczynają dawać mi się we znaki, a muszę też znaleźć czas, na inne rzeczy, takie jak spokojne opierdzielania się przed telewizorem :D.
Dziękuje za Wasze komentarze. Naprawdę się cieszę, że moja radosna twórczość spotyka się z Waszą aprobatą i cóż... No to tyle, dziękuję jeszcze raz i zapraszam na przyszłe notki, które dotyczyć już będą całkiem innych historii i, które mam nadzieję, że w ogóle uda mi się jeszcze kiedykolwiek napisać :)
Wesołych Świąt Wam życzę,
Pozdrawiam serdecznie, do szybkiego usłyszenia,
Irdine.

sobota, 26 marca 2011

"Mój dzień" część VIII

Jest 16:05, a ja od jakiś dobrych trzech godzin napisałam jedno zdanie... I je usunęłam. I napisałam je ponownie xD Myślę, że to potrwa jeszcze trochę, ale mam mocne postanowienie napisania tej notki jeszcze dziś!

17:21 Hm...

17:51 Przerwa na kręcenie hula-hop :D

18:37 Przerwa na tropieniu butów na allegro xD

19:16 Brawa dla mistrza! Skończyłam. Mwahaha >:D

Ha! Jestem z siebie niezmiernie dumna ^ ^. Brak czasu i chroniczne lenistwo miało na mnie niezmierny wpływ, więc to, że w ogóle kontynuuje to opowiadanie to nie lada sukces. Cóż, długie przerwy mi nie służą, ale cóż poradzić, kiedy trzeba znaleźć czas między jednym projektem, a drugim oraz kolejnym, którego termin oddania zbliża się nieuchronnie. Luuudzie, do sesji jeszcze daleko, a ja znowu sypiam po trzy godziny dziennie, żeby oddawać wszystkie zdania w miarę na czas xD.

Mechalice: To gdzie moja fota? :3

Dziękuję za komentarze i serdecznie zapraszam na kolejną część ^ ^.
Pozdrawiam,
Irdine.



*** *** *** *** *** *** ***

- Sasuke. - Blondyn spojrzał w czarne oczy dawnego przyjaciela, tylko po to, aby po chwili spuścić wzrok i parsknąć cicho pod nosem. - Po co tu przyszedłeś?

Czarnowłosy wyglądał... W porządku. Jakby ostatnie wydarzenia w ogóle nie miały miejsca. Cóż... Konohańska służba zdrowia szybko doprowadziła go do pełni zdrowia.

To było takie absurdalne. Wręcz komiczne. Naruto, który miał zostać Hogake, wielkim przywódcą wioski, siedzi teraz w celi, czekając na swój marny los. A on, niegdyś zdrajca wioski, mógł dowolnie ów los kształtować. Cóż za ironia.

- Znowu wyszło na twoje, co nie, Uchiha? - zagadał nie doczekawszy się odpowiedzi.

Tego wszystkiego... Było po prostu za dużo. Godziny wściekłości, strachu, nadziei, zamartwiania się... Natłok wszelkich emocji wykańczał go psychicznie, nie mogąc znaleźć ujścia. Ale teraz, widząc, że Sasuke nic nie grozi, dlaczego ni miałby wyżyć się na nim?

- Odebrałeś mi posadę - wyszeptał przez ściśnięte gardło. - Wiedziałeś, że to moje marzenie. Ja... Życzyłem ci śmierci, wiesz? Jednak... Razem z posadą odebrałeś mi szacunek ludzi, na który tyle lat pracowałem. I zabrałeś tych, których nazywałem przyjaciółmi.

Naruto zaczął nerwowo chodzić po celi.

- Sprawiało ci radość patrzenie, jak po kolei zostają odbierane mi rzeczy, na których naprawdę mi zależy? Tylko po to wróciłeś? Aby zniszczyć moje życie, aby być światkiem, jak się staczam na samo dno?

W końcu stanął przed czarnowłosym. Oddzielały i ich tylko metalowe pręty, które każdy z nich z wręcz dziecinną łatwością mógł zniszczyć. Po chwili niebieskooki uśmiechną się, w sposób jasno mówiący, iż się poddał, że nie ma siły na dalszą walkę.

- Więc patrz. Oto stoję tu, poniżony i bezbronny. Cieszysz się, Sasuke? Musisz się cieszyć, bo przecież tego chciałeś...

Blondyn obrócił się w miejscu i oparł się ciężko o kraty celi.

- Nie mam siły. Ani też ochoty, aby dłużej z tobą walczyć. Widzisz? Stałem się żałosna podróbką samego siebie. Zabawne, nie? Ja, nazywany najbardziej upartym, twardogłowym ninją Konohy, poddaje się.

Wzdrygnął się, gdy ręce Sasuke oplotły go w pasie. Delikatnie i niepewnie. Pręty krat nie pozwalały czarnowłosemu za mocno przyciągnąć do siebie Uzumakiego.

- Chcesz mojego ciała? - zapytał bezbarwnym głosem. Już nic nie miało większego znaczenia.

Sasuke żyje, powili zaczynał rozumieć swoje dziwaczne połączenie z lisem, dzięki czemu mógł go zacząć kontrolować, a on siedział w więzieniu. Tak jak powinno być, jak powinno być...

- A oddasz mi je? - odpowiedział pytaniem Uchiha, a jedna z jego dłoni mocniej zacisnęła się na ciele blondyna.

- I tak je dostaniesz, Sasuke. Jeżeli tylko tego zapragniesz, to czy coś stanie ci na przeszkodzie? Czy byłbym w stanie temu zapobiec?

Oplatające go ręce puściły go.

Dziwne. Przecież nawet nie próbował się wzbraniać przed jego dotykiem. Może po prostu taka bierność go nie rajcowała...

- Dlaczego?

Naruto zastanowił się przez chwilę nad zadanym mu pytaniem.

- Dlaczego? - powtórzył. - Nie wiem, może dlatego, że zawsze dostajesz to, czego chcesz? Może dlatego, że ty jesteś bohaterem, a ja demonem? Może dlatego...

- Nie o to pytam.

- Więc, co "dlaczego"?

- Dlaczego uratowałeś mi życie? Chciałeś, abym zginął. Gdybyś tylko na to pozwolił... Wiesz, że prawdopodobnie zostałbyś Hokage?

- Wiem - burknął blondyn. - Nie musisz mi o tym przypominać.

Czy żałował swojej decyzji?
Nie. Stanowczo nie.

- Naruto...

- Hm?

- Czemu w ogóle pozwoliłeś mi żyć?

Więc wiedział. Pamiętał odwiedziny demona. Czyli na dobrą sprawę Naruto mógł już pożegnać się z wolnością. O ile nie z życiem.

- A czy to ważne?

- Odpowiedz.

Uzumaki obrócił się, aby móc spojrzeć w oczy Hokage. Miał być szczery? Jasne, czemu nie.

- Podejrzewam, że po prostu również nie mógłbym dalej egzystować na tym marnym świecie.

Wyraz twarzy czarnowłosego jasno wskazywał na to, że zaskoczyła go odpowiedz Naruto. Jednak zanim zdołał skomentować jego wypowiedź, blondyn kontynuował.

- Pytałeś, czy cię nienawidzę. I wiesz co, Sasuke? Chciałbym, aby tak było. - Spuścił wzrok i obrócił się, aby następnie powlec się ku swojej kozetce. - Uwierz, naprawdę bym tego chciał.

- Naruto, ja...

- Idź już - przerwał mu blondyn, siadając ciężko. - Zapewne twoi fani cię oczekują.

***

- Naruto!

Zduszony okrzyk wyrwał niebieskookiego ze snu. Mężczyzna poderwał się gwałtownie i nieco zdezorientowany spojrzał na osobę, która waśnie niemalże wyrwała stalowe pręty, aby wpaść do celi i gwałtownie wtulić się w jego ciało.

- Nic ci nie jest? - Chłodne dłonie chwyciły jego twarz, a orzechowe oczy spojrzały na niego uważnie. - Przysięgam, że jeżeli któryś z tych skur...

- Babcia? - wyjąkał zdziwiony. - A ty co tu robisz?

- Co ja tu robię? Co ty tu robisz? - warknęła, w międzyczasie sprawdzając stan techniczny. Wymruczała pod nosem kilka kąśliwych uwag, pod nie wiadomo czyim adresem, aż w końcu pociągnęła blondyna ku wyjściu. - Chodźmy stąd wreszcie, nie mam zamiaru przebywać tu dłużej, niż to konieczne.

- Ale...

- Nie marudź, idziemy do domu.

- No, ale jak...

Bez słowa minęli strażników i wyszli na ulice.

- Zostałeś oczyszczony z zarzutów.

- To... Dobrze, nie? - zapytał niebieskooki. Właściwie to nie wiedział co się dzieje. W jednej chwili zostaje wrzucony do więzienia, a w kolejnej ktoś go z niego wyciąga. Ale burdel...

- A właśnie, że nie! - krzyknęła Tsunade, obracając się gwałtownie ku niemu. - Nie mieli podstaw, żeby cię zatrzymać! Miałeś świadków, że to nie mogłeś być ty. Wsadzili cię, bo mieli taki kaprys i za wszelką cenę chcieli mieć winnego! To niedopuszczalne. O nie, nie, tak my się bawić nie będziemy! Może i nie jestem już Hokage, ale to nie znaczy, że nie mam tu nic do gadania!

- Więc ty...

- Nie, nie ja - przerwała mu blondynka, ponownie ruszając ku domowi Uzumakiego. - Ale to ja dopilnuje, żeby ktoś za to odpowiedział!

Jakiś czas później Uzumaki znalazł się w swoim mieszkanku, usadzony za stołem i wlepiający zdziwione spojrzenie w Kakashiego, który panoszył się w jego prywatnej kuchni, lawirując między garnkami, a produktami spożywczymi i... Chyba gotował.

Tak, to było najtrafniejsze określenie, pomimo tego, co siwowłosy wyprawiał z nożami...

- Wsuwaj.

Naruto zamrugał, kiedy miska z gorącą zupą wylądowała tuż pod jego nosem.

Ramen! Domowej roboty ramen!

- Na co czekasz?

Blondyn zerknął na Kakasiego i z ledwością powstrzymał parsknięcie.

Jego dawny mistrz... Cóż wyglądał uroczo, przystrojony w różowy fartuch kuchenny i dzierżący w dłoni chochle i spoglądający na młodszego mężczyznę, niczym matka pilnująca, aby jej pociecha zjadła wszystko, co zostało podane.

Trzaśniecie drzwi wybawiło Naruto od wypowiedzenia cisnącego się na usta komentarza.

- Co za ludzie - mrukneła Tsunade, która zaraz po przyprowadzeniu Uzumakiego do mieszkania, ulotniła się gdzieś. - Nikt nic nie wie, nikt nic nie mówi i każdy wydaje się z tego zadowolony.

- Nie rozumiem dlaczego się tak spinasz. - Naruto wyraźnie zmarkotniał. Nie chciał wracać do ostatnich wydarzeń. Teraz, kiedy znajdował się wśród osób, którym mógł bezgranicznie ufać, nie mógł się zmusić do rozmowy o tym co się stało. - Skoro wszytko się wyjaśniło...

- Nic się nie wyjaśniło, a ty dobrze o tym wiesz!

- Babciu...

- Dobra, szczeniaku, nie chcesz to nic nie mów. Ale nie mam zamiaru pozwolić, aby znowu cię przymknęli za coś, z czym nie miałeś absolutnie nic wspólnego!

Naruto wbił wzrok w swoją miskę. Cała ochota na jedzenie, którą miał jeszcze chwilę temu, przeszła momentalnie.

Nie miał nic wspólnego? Cóż... Pod tym względem zapewne mieli sprzeczne opinię.

- Aha, właśnie. - Była Hokage sięgnęła do torebki. Poszperała w niej chwilę i wyciągnęła z niej list, który podała blondynowi. - Jakiś oficjalny badziew, wzięłam przy okazji. Podejrzewam, że to przeprosiny. Banda idiotów, powinni to załatwić publicznie...

Naruto spojrzał niepewnie na papier, nie słuchając już wywodu orzechowookiej. Z cichym westchnieniem przełamał pieczęć i zagłębił się w treści. W miarę czytania jego oczy stawały się coraz większe.

Wypuścił kartę z dłoni i bezgłośnie poruszył kilkakrotnie ustami, niczym ryba wyciągnięta z wody.

- Co? Co jest? - zapytał Kakashi, pochylając się nad kartką.

Naruto wybudził się z transu i zduszonym głosem wyszeptał:

- Zostałem mianowany na Siódmego Hokage.

czwartek, 24 lutego 2011

"Mój dzień" część VII

*Zahipnotyzowana wizją kota obwiązanego pomarańczową kokardą*

Aha, przepraszam za to zamieszanie z dodawaniem komentarzy xD, nawet nie zdawałam sobie sprawy z tego, że istnieje taka opcja, ale faktycznie, była włączona. Już jest git. Chyba xD.

Deedwarda: Ja podła? JA? xD A kto tu sugeruje żeby szlachtować Sasuke, dopóty dopóki dziadyga nie obieca szczerej poprawy?! xD

Mechalice: Żadnych więcej fok! NIGDY! Nie widzisz, że to źle na mnie wpływa? xD I nigdy więcej Twoich linków... Źlej ze mną po tym. Bardzo źlej! xD

*** *** *** *** *** *** ***

- Jak?

- Rozmawiasz z dziewięcioogoniastą bestią. Dla mnie nie ma rzeczy niemożliwych.

- Jednak?

- Jednak, będziesz musiał się pośpieszyć, mój drogi. Czas, w tej kwestii, nie jest twoim sprzymierzeńcem.


***

Naruto przekręcił się na drugi bok, mrucząc gniewnie pod nosem.

Miał strasznie posrany sen. A zarazem taki realistyczny.

Nigdy więcej podejrzanego mleka przed snem! Chociaż... Tak właściwie, to nie przypominał sobie, aby miał styczność z jakimkolwiek mlekiem w ostatnim czasie...

Otworzył gwałtownie otoczy, jednocześnie próbując wstać, czego efektem było to, iż wylądował na podłodze. Najwyraźniej zasnął na kanapie, nie dawszy rady nawet ściągnąć swojego roboczego munduru.

- Cholera jasna! - warknął, próbując wyplątać się z koca. - No rzesz, ku...

Przerwało mu parsknięcie.

Z poziomu podłogi zerknął na osobę, która aktualnie miała z niego niezły ubaw.

- Bardzo, kurwa, śmieszne - sapnął, przestając się szamotać.

- Młody, trochę szacunku dla języka. I przestań się wylegiwać. - Siwowłosy wyciągnął w jego kierunku rękę, oferując pomoc w wstaniu. - Miałeś coś załatwić z rana?

Naruto zamarł w pół ruchu.

A więc... To nie był sen. To nie był żaden popaprany koszmar!

Co... Co się do jasne cholery dzieje? Które zdarzenia naprawdę miały miejsce, a które były wytworem chorej wyobraźni?

- Która godzina? - zapytał z wyraźną paniką w głosie.

- Uspokój się, jest jeszcze wcześnie. Nie ma sensu...

Hakate zamilkł, widząc, że jego były uczeń już go nie słucha. Zamiast tego, blondyn w szaleńczym tempie pognał do kuchni, aby spojrzeć na jedyny zegarek jaki posiadał.

"Zdążę." Pomyślał, obracając się błyskawicznie, chwytając zaskoczonego Kakashi'ego za rękę i ciągnąc go ku wyjściu. "Muszę zdążyć."

"Życzę powodzenia, mój drogi."

***

Naruto biegł przez kolejne uliczki, gorączkowo starając nie dopuścić do siebie myśli, że coś może się nie powieść. Ta historia nie mogła się tak skończyć. A przynajmniej on nie miał zamiaru na to pozwolić!

Pytania zdziwionego Kakashi'ego spławił krótkim "później" i przyśpieszył tępo.

Byli już niedaleko, ale nie mogli sobie pozwolić na żadną chwilę zwłoki.

Bez słowa miną strażników, nie reagując na ich nawoływania. Pokonywał kolejne kondygnacje budynku, potrącając przypadkowe osoby, nie obracając się nawet, aby je przeprosić.

- Stójcie! - wrzasnął, jeszcze zanim wpadł na piętro, na którym znajdował się gabinet Sasuke. - Nie otwierajcie drzwi!

Wbiegł na krótki korytarzyk, a przed sobą widział już sylwetkę Sakury i Shikamaru. Różowowłosa właśnie sięgała ręką ku klamce.

- Uzumaki? - syknęła z pogardą, obracając się ku niemu, jednak Naruto nie zwrócił na to uwagi. Chwycił dziewczynę za ramię i brutalnie odepchnął ją od drzwi, równocześnie tworząc w dłoni rasengana.

- Co ty wyrabiasz, kretynie?! - fuknęła Haruno, próbując go powstrzymać. Jednak zanim do tego doszło, blondyn trzasnął swoją techniką w miejsce, gdzie najprawdopodobniej znajdował się zainstalowany przez Kyuubi'ego mechanizm.

Drzwi rozpadły się w drobne drzazgi.

Ciało Sasuke osunęło się na podłogę, a po niecałej sekundzie Naruto już był przy nim, uwalniając go z plątaniny srebrnych nitek. Modląc się i błagając zażarcie zły los, aby chociaż raz... Aby jeden jedyny raz wszystko jakoś się dobrze ułożyło.

- Proszę, proszę - szeptał gorączkowo, chwytając twarz czarnowłosego w dłonie, tym samym rozmazując krew Uchihy po jego policzku. - Proszę, żyj.

Może i zdołał uratować Sasuke przed poćwiartowaniem, jednak Hokage doznał wielu obrażeń. Setki małych ranek zdobiły jego ciało, a z nich sączyła się krew. Wiele krwi, która przez kilka godzin zdołała utworzyć na posadzce fantazyjne wzory.

- Haruno! - wrzasnął ochrypłym głosem i spojrzał na dziewczynę wściekle. - Przydaj się w końcu na coś! Wezwijcie medyków!

Późniejsze wydarzenia były dla Naruto jedną wielką, rozmazaną plamą. Niejasno zdawał sobie z tego sprawę,że Sakura w końcu raczyła się otrząsnąć z szoku, że ktoś zdołał odciągnąć go od Uchihy oraz, że ludzie zaczęli zadawać mu pytania. Nagle po prostu znalazł się w szpitalnej sali, z wciśniętym w dłonie kubkiem czegoś gorącego, w czym prawdopodobnie znajdował się środek uspokajający.

- Co z nim? - zapytał, gdy tylko do pomieszczenia wszedł Kakashi.

Starszy mężczyzna nie odpowiadał przez dłuższą chwilę. Usiadł na krześle, naprzeciw blondyna i spojrzał na niego, z wyraźnym niezdecydowaniem.

- Stabilizuje się.

- To dobrze. - Blondyn wbił wzrok w parujący napój.

- Skąd wiedziałeś?

Naruto zerknął niepewnie na siwowłosego. Przygryzł wargę i ponownie spojrzał na zawartość kubka.

- Nie mogę powiedzieć - wyszeptał.

- Ludzie będą pytać.

- Wiem. - Blondyn przygarbił się. Wiedział, że zabawa dopiero się zacznie. Pytania, oskarżenia... Jasna cholera, znowu wpakował się w niezłe bagno, ale... Nie mógł postąpić inaczej. - Mogę go zobaczyć?

Powinien wymyślać steki wymówek, mających na celu wyjaśnienie całego zdarzenia, najlepiej z pominięciem kilku czynników, na przykład takich, jak interwencje lisa. Jednak nie był w stanie. Jedyne co go całkowicie zajmowało w tym momencie to czarnowłosa postać leżąca kilka sal dalej.

- Mogę? - powtórzył, z wyraźnym błaganiem w głosie.

"Życie jest strasznie przewrotne." Pomyślał kilka minut później, zza szpitalnej szyby obserwując twarz Sasuke. Jeszcze niespełna dzień temu nie chciał z całego serca życzył sobie, aby czarnowłosego szlag jasny trafił, a teraz... Teraz czekał z nadzieją, aż w końcu Uchiha otworzy oczy, a ktoś zagwarantuje mu, że draniowi nic się nie stanie, że jest już bezpieczny...

Nie rozumiał sam siebie.

Powinien go nienawidzić, a szczerze powiedziawszy jego uczucia chyba zmierzały w przeciwnym kierunku.

Westchnął ciężko, oplatając się ciasno ramionami.

A wszystko to przez machlojki Kyuubi'ego! Lis namieszał w jego życiu, sprawiając, że świat się obrócił o sto osiemdziesiąt stopni. Gdyby nie ostatnie wydarzenia, to blondyn mógłby w spokoju nienawidzić Uchihę i wszystko byłby w jak najlepszym porządku.

Co za pasztet.

A teraz... Teraz nie miał pojęcia co ze sobą zrobić.

- Naruto Uzumaki? - Ciche pytanie wyrwało go z zamyślenia. Nieco zdezorientowany blondyn spojrzał na osobnika, który pojawił się w pomieszczeniu. Był to członek ANBU, ten sam, który go przesłuchiwał. Albo też, który miałby go przesłuchać, gdyby nie udało się uratować Sasuke...

Niebieskooki już sam nie wiedział co rzeczywiście się wydarzył, a co nie. I szczerze powiedziawszy niewiele go to obchodziło.

Potwierdził lekkim skinieniem głowy.

- Jesteś zatrzymany pod zarzutem próby zabójstwa szóstego Hokage.

***

Siedział w ciemnej celi. Godziny, dni, nie miał pojęcia ile czasu leży na więziennej kozetce i wlepiaj oczy w popękany sufit.

"Mógłbym cię uwolnić."


"Sam mógłbym się uwolnić."

Jednak byłoby to równoznaczne z przyznaniem się do winy.

"Dlaczego znowu dajesz sobą pomiatać, mój drogi?"


"Zamknij się, zamknij się w końcu i daj mi święty spokój." Przetarł twarz dłońmi.

Jego położenie nie było za ciekawe. Nie miał możliwości wytłumaczyć, co się właściwie stało i jaki był w tym jego udział. No przecież, nie powie wszystkim, że Kyuubi wylazł z jego ciała i urządził sobie małą przechadzkę po wsi! Bo albo by mu nie uwierzono i zamknięto go w małym, przyjemnym pokoiku bez klamek, albo trafiłby na sterylnie czystą stale operacyjną, gdzie dogłębnie przebadano by jego organy wewnętrzne.

I tak czy siak, jego przyszłość nie jawiła się w jasnych kolorach.

Wzdrygnął się, gdy skrzypnięcie drzwi oznajmiło mu, iż ktoś przyszedł go odwiedzić. A Naruto miał niejasne przeczucie, że nie będą to miłe odwiedziny. Kroki ucichły tuż przy jego celi.

Z głośnym strzyknięciem kości wstał i spojrzał na swojego gościa.

Przez chwilę miał wrażenie, że jego serce przestało bić.

środa, 23 lutego 2011

"Mój dzień" część VI

Ludzie... Co ja z wami mam xD
Cholera, chciałam napisać ostatnią część i mieć już spokój z tym opowiadaniem, a tu ni hu hu. Eh, wy marudy :3 Psujecie mi całą koncepcje! xD I jak tu niby aUtor ma być zUy i niegodziwy, skoro komentarze nakłaniają go do nagłych zmian akcji? xD
Od razu ostrzegam, że nie wiem jak będę dodawać notki, gdyż nowy semestr zapowiada się nie za ciekawie. Dlatego, nie czekając na jego nieuniknione rozpoczęcie, ostro biorę się za pisanie kolejnej części!
Niach, niach, jakoś do tego opowiadania to mnie szybko pomysły się zalęgają pod łepetynką xD To przez Was, Wy zUe komentatorki! O, i przepraszam za brak powiadomienia, tudzież opóźnienie w jego dokonaniu. Miałam drobny problem ze zdążeniem na pociąg, a bardzo mi zależało, żeby dodać notkę jeszcze przed moim małym rajdem po Polsce :3.
Za ten rozdział możemy wszyscy obarczyć winą Mechalice (piszę to z pełną premedytacją), gdyż to przez nią wisi nade mną obraz płaczącej foki xD.
I pamiętajcie, nigdy nie piszcie notki odautorskiej, w trakcie pisania opowiadania! Wtedy przychodzą do głowy na prawdę dziwne pomysły, które jak na razie staram się ignorować xD. I znacznie ją wydłuża... Cholera xD
No...
Wspominałam, że mój nowy plan jest do dupy? xD Dobra, już dobra, wracam do pisania :3 (A wiecie, że stopy też mogą puchnąc na zimnie? Odkryłam to gdzieś między Wrocławiem, a Krakowem xD).

Mechalice: Błagam, nie przypominaj mi o Bimberze... Moja zacna kuzyna przyrównała mnie do tej zacnej osoby, tworząc mi dziwaczne fryzury na głowie. Chociaż powinnam to uznać za komplement, skoro nie raz słyszy się w komentarzach, że Justin to niezła laska xD. Ale raczej nie chciałabyś usłyszeć w moim wykonaniu tych jego pojękiwań (mój głos zaiste jest interesujący, jednak nie w tą stronę co trzeba xD).
I jak mogłaś? Jak mogłaś mi to zrobić? xD Ten obrazek mnie dręczy po nocach! Czuję się jak ostatnia szuja... Czy "krótka histeria o Hinacie, którą zabił młot pneumatyczny (wśród morza krwi i sterty flaków)" starczy w ramach zadość uczynienia? W sumie to zdanie otwiera i równocześnie zamyka całą opowieść, ale nie jestem za bardzo w stanie wykrzesać z siebie nic innego xD.
A z tymi ostrzami to bardziej rozkminiałam, że rzucał je tak wiesz... z chakrowym wspomaganiem :3 Cóż, będę miała trochę siły to coś z tym poprawię.
I ja się nie lenię! Tylko jestem energooszczędna! xD

No to tyle z mojego marudzenia,
Dziękuję za wszelkie komentarze,
pozdrawiam serdecznie i zapraszam do czytania,
Irdine.

*** *** *** *** *** *** ***

Naruto stał pod strumieniem ciepłej wody i pozwalał, aby jego myśli krążyły przy mało ważnych tematach. Aktualnie żył jakby w innym świecie, odizolowany od Konohy, nieświadomy rzeczy, które działy się za ścianami jego domu. Otumaniony wydarzeniami dnia wczorajszego.

Jednak, gdy znienacka ciepłe krople stały się przeraźliwie zimne, doznał nagłego obudzenia.

- Kurwa - warknął pod nosem. Błyskawicznie wyskoczył spod prysznicowej kabiny, zawinął w pasie ręcznik i jak burza wpadł z pomieszczenia.

- Witaj, mój drogi - cichy szept wdarł się do jego ucha, a silne ramiona oplotły go w pasie.

Uzumaki z ledwością powstrzymał cisnące się na jego usta przekleństwo. Wyrwał się Kyuubi'emu i wbił w niego wściekłe spojrzenia. Za to demon wpatrywał się w niego z uprzejmym zainteresowaniem.

- Zabiłeś go - warknął niebieskooki. - To ty zabiłeś Sasuke!

Nie wiedział skąd, ale miał niemalże stu procentową pewność, że ma racje. Nie wiedział jak, nie wiedział kiedy, ale był przekonany, że Kyuubi był odpowiedzialny za śmierć Uchihy.

Dziewięcioogoniasty wciąż przypatrywał mu się ze stoickim spokojem.

- Chciałeś tego - odpowiedział niejasno, przekrzywiając śmiesznie głowę.

- Co? - Naruto zmarszczył brwi. - Nie chciałem! Byłem wściekł na niego, owszem. Ale nie życzyłem sobie, aby ktoś zarżnął go niczym zwykłe prosię! Kurwa, nie chciałem jego śmierci!

- Nie? - Kyuubi najwyraźniej się z nim nie zgadzał. - Twoje uczucia jasno wskazywały co innego.

- Moje uczucia?

- Reaguję na nie, mój drogi. Twoje silne emocje są dla mnie pożywką. Pragnąłeś zemsty. A ja jestem narzędziem, dzięki której jej dokonano.

- Co ty pieprzysz?!

- Mówię prawdę, mój drogi. Nie masz powodów do nerwów.


- Nie ma? Kurwa, jak to nie ma?! Zabiłeś go, zabiłeś mojego...

Naruto urwał nagle wypowiedz.

- Twojego "kogo", mój drogi? Czy po tym, co ci zrobił, jesteś w stanie nazwać go przyjacielem?

Nie był. I pewnie demon też dobrze zdawał sobie z tego sprawę.

- Nie chciałem, żebyś go zabił... - powtórzył, zaciskając pięści i spuszczając głowę.

- Jak twierdzisz, mój drogi. Jak twierdzisz.

Ciało lisa ciasno oplotło się wokół jego własnego.

A więc tego teraz potrzebował? Aby lis starał się go pocieszyć? A wczoraj? Czy ich seks był również wynikiem tylko jego pragnienia, aby w jakikolwiek sposób zapomnieć o złych chwilach?

- Pokaż mi - wyszeptał po chwili. - Pokaż mi, jak zginął Sasuke.

***

Jasnowłosa postać zmaterializowała się w gabinecie Hokage. Dosłownie. Ni z tego ni z owego zjawiła się wśród delikatnej poświacie pomarańczowej chakry.

Na jej twarzy zagościł szeroki uśmiech. Uśmiech, który zapowiadał nic dobrego.

Czerwone oczy szybko wypatrzyły swoją ofiarę, siedzącego przy biurku mężczyznę, który najwyraźniej zasną w dość niekomfortowej pozycji.

Postać zbliżyła się do śpiącego. Poruszała się bezszelestnie, a zarazem płynnie, niczym zjawa. Stanęła krok od szóstego hokage i dłonią spróbowała odgarnąć z jego czoła zabłąkane pasmo czarnych włosów. Jednak zanim zanim tego dokonała, jej dłoń została pochwycona przez rękę Sasuke Uchihy.

- Ojej... -
mruknał demon, z rozczarowaniem dziecka, któremu ktoś właśnie nie dał obiecanego cukierka.

- Naruto?

W tym momencie ciało Kyuubiego rozpłynęło się w pomarańczowej chmurze chakry, a sam demon zmaterializował się tuż za plecami Hokagę.

- Co to za sztuczki - warknął wyraźnie zły Uchiha, obracając się na krześle. I wtedy najwyraźniej zrozumiał, że coś jest nie tak. - Ty nie jesteś Naruto.

Zerwał się z siedzenia, bacznie przyglądając się poczynaniom przybysza.

- Jestem jego częścią - stwierdził blondyn. - Częścią, która pomści krzywdy. Mój drogi przez ciebie cierpi.

Usta Uchihy wygięły się w uśmiech. Prawdopodobnie stwierdził, iż jest obiektem jakiegoś mało śmiesznego żartu.

- Jestem tą częścią, którą to ludzie tak skrupulatnie w nim nienawidzą
- dodał, po czym zniknął ponownie, tylko po to, aby pojawić się tuż przy czarnowłosym i zarzucić mu ręce na szyję. Czerwone oczy przez chwilę uważnie studiowały twarz swojej ofiary, aby po chwili złożyć na jej ustach delikatny pocałunek.

***

- Dlaczego to zrobiłeś?!

- Chciałeś tego, mój drogi.


- Chodzi mi o... O całowanie! Mało...

- Tego również również pragnąłeś, mój drogi.

***

- Jestem Kyuubi'm - wyszeptał demon, odrywając się od ust czarnowłosego. W tym samym czasie jego chakra oplotła ciało Sasuke, niczym cienkie nitki.

- Stra... - Uchiha próbował krzyknąć. Jednak nie było mu to dane, gdyż dziewięcioogoniasty ponowie go pocałował, tym razem brutalnie penetrując językiem wnętrze jego ust.

- Cichutko - powiedział demon, odsuwając się od czarnowłosego i kładąc mu palce na wardze. - I tak cię nikt nie usłyszy. Jest późno, wszyscy już sobie poszli...

- Ty skurw...

- Jesteś uroczy
- skwitował lis. Podchodząc do drzwi. - Och, byłbym zapomniał.

Nagle, niczym przy dotknięciu czarodziejskiej różdżki, drobne pasemka chakry oplatające ciało Sasuke zmieniły się w setki cienkich stalowych, połączonych w dziwaczny mechanizm, który pojawił się przy drzwiach. Całość tworzyła finezyjną pajęczynę, a w jej samym środku znajdował się Uchiha.

- Podobno oczekujesz gościa z samego rana. - Uśmiech Kyuubi'ego pogłębił się. - A wiesz co się stanie, gdy tylko ów gość tu wejdzie?

Sasuke wiedział, to było pewne. Nie raz musiał widzieć podobne pułapki. Przy otwarciu drzwi mechanizm się uruchomi, przez co stalowe żyłki zacisną się, a jego ciało zostanie poćwiartowane.

- Wszystko pójdzie na niego - warknął Sasuke i szarpnął się w swojej pułapce. Spowodowało to tylko to, że zyskał na skórze kilka płytkich rozcięć. - A wiesz, że będzie to Uzumaki! Stawi się na wezwanie i jeżeli zginę to on zostanie o to oskarżony! Zrujnujesz mu życie!

- Chyba, że będzie miał wiarygodnych światków. - Lis ponownie zbliżył się do swojej ofiary, przenikając przez stalowe nitki. - A to nie stanowi żadnego problemu.

- Jak to?

- Do rana będzie mu towarzyszył Hakate, a dzięki moim powiadomieniom, zjawi się tutaj z Haruno i Narą. Jak sądzę zgodzisz się ze mną, że to wystarczająca obstawa, aby pozostał z dala od zarzutów?

- Nie ośmielisz się...

- Jestem demonem, Sasuke. Mógłbym nawet stwierdzić, że najsilniejszym z demonów. Dlaczego miałbym cię nie zabić? Albo też, dlaczego zabicie cię miałoby stanowić dla mnie jakikolwiek problem?

- Jestem...

- A ty jesteś tylko nic nieznaczącym człowiekiem. - Kyuubi chwycił twarz Hokage w swoje dłonie i ponownie wycisnął na jego ustach pocałunek. - Który najwyraźniej ma o sobie zbyt wysokie mniemanie.

- Nie rób tego! - wrzasnął Uchiha, a w jego głosie pojawił się cień desperacji.

- Muszę - wyszeptał demon, bawiąc się ciemnymi pasemkami włosów Hokage. - Mój drogi sobie tego życzy.

- Ale...

- Kto wie, może jeszcze zostaniesz uratowany - cichy głos dziewięcioogoniastego zabrzmiał tuż przy uchu czarnowłosego. - A teraz śpij, mój wspaniały Hokage. Jutro czeka cię twój wielki dzień.

Pod wpływem hipnotyzującego głosu Sasuke stracił przytomność.


***

Naruto opadł na kolana.

Nie wierzył. Nie chciał. To nie mogła być prawda.

- Zabiłem go - powiedział roztrzęsionym głosem. - On zginął... Bo ja tego chciałem...

- Zgadza się, mój drogi.

- Boże - jęknął blondyn, chowając twarz w dłoniach. - Dlaczego?

- Tak ja powiedziałeś, mój drogi. Bo tego chciałeś.


- Nie prawda... Ja... - Zachłysnął się powietrzem. - To było... Nie chciałem, rozumiesz? To nie miało tak być...

- Co masz na myśli? - W głosie demona zabrzmiało zainteresowanie.

- Ja... Byłem wściekły. Życzyłem mu śmierci, ale...

- Ale, mój drogi?

Niebieskie oczy błysnęły nagle. Blondyn spojrzał hardo na demona.

- Co miałeś na myśli? - warknął, gniewnie mrużąc oczy. - Co miałeś na myśli mówiąc, że jeszcze może zostać uratowany?!

Demon przykucnął, tak, że ich wzrok znajdował się na jednym poziomie. Wyraz jego twarzy wskazywał jasno, iż jest niezmiernie rozbawiony.

- A chcesz tego, mój drogi? Chcesz uratować marne życie Sasuke Uchihy?

*** *** *** *** *** *** ***

Tratatam!
To co ludziska, mała sonda? Zabijamy Sasuke, czy pozwalamy mu żyć? :3

niedziela, 20 lutego 2011

"Mój dzień" część V

Doberek!

Irduś wita i kłania się nisko! I z radością ogłasza iż semestr III został zaliczony, dzięki czemu znalazła odrobinę czasu, aby coś napisać ^ ^.

Daimon: Dziękuje bardzo za komentarz :) Ciesze się, że mój blog przypadł Ci do gustu ^ ^.

Eterna: Cóż... Moje chęci do pisania notatek są wielkie, jednak lenistwo często bierze nad nimi górę xD.

Mechalice: Oj bidulka, już zdrowa? Ja tam ostatnio nie mam czasu na choroby! xD Chociaż już po sesji, to może jednak się skuszę na drobne przeziębienie, a co! Chyba, że znowu nie będę miała niewolnika podającego herbaty, więc lepiej sobie odpuścić...
Chyba się powtórzę, ale naprawdę kocham Twojego kota :3
Jaka Bella o.O Która Bella? I dlaczego znowu masz jakąś niezdrową obsesję na jakimś punkcie? xD

Kleopatra: Dziękuję, sesja zła już mnie nie nęka, ale to wyłącznie dlatego, że jednak nie dałam się od niej oderwać :) I dobrze, bo dzięki temu wygospodarowałam sobie tydzień ferii :3.

Deedwarda: To zwykłe pomówienia! W akademikach nie dzieje się aż tak... No dobra, nie będę kłamać xD Moja osoba wzbudza podziw wśród grupy, iż potrafię jakoś egzystować na zajęciach, pomimo zamieszkiwania tak zacnego miejsca xD.
Co do notki... Napiszę tak: Sasuke już za wiele nie zwojuje :3 *maniakalny, zUy śmiech*.

Aris013: Zdaję sobie z tego sprawę i nie omieszkam to wykorzystać :3 Ciesze się, że do mnie zawitałaś ^ ^.

Dziękuję bardzo za komentarze :)
Pozdrawiam serdecznie,
Irdine.

*** *** *** *** *** *** ***

Naruto chwycił się za nasadę nosa.
Pieprzony ból głowy! Jakby miał za mało problemów w życiu!

Właśnie zmierzał ku głównemu budynkowi w wiosce.

Spojrzał na pochmurne niebo i przyśpieszył nieco kroku. Chciał mieć już wszystko za sobą. Wiedział, że nie będzie łatwo. Że z pewnością coś się zagmatwa, jednak... Nie miał wyboru. Musiał coś zrobić! Cokolwiek, psia mać!

- Naru!

Kakashi dosadnie przedstawił mu prawdopodobne stanowisko hokage w tej sprawie.
Co za pasztet...
To jasne, że Sasuke nie będzie chciał pozwolić mu odejść! Przecież wtedy straciłby jedyne okazje do gnębienia blondyna. Oh, no i oczywiście trzeba mieć na uwadze Kyuubi'ego. Przez tego rudego pasożyta jest przecież dla wioski niezmiernie ważną osobą! Co jakoś nigdy nie przeszkadzało mieszkańcom w docinaniu Uzumakiemu na różne sposoby...

- Mógłbyś przestać usilnie mnie ignorować?

- Hm? - mruknął półprzytomnie, usłyszawszy w pobliżu znudzony głos. Z roztargnieniem spojrzał na postać, która w tym momencie maszerowała wraz z nim równym krokiem, i najwyraźniej dotrzymywała mu towarzystwa od dłuższego czasu.

- Ogarnij się, Naruto, bo przez nieuwagę buźkę sobie obijesz na najbliższym płocie.

- Shikamaru! - wykrzyknął niebieskooki, po doznaniu nagłego olśnienia. - Brachu, co ty tu robisz? Jansa cholera, ze sto lat cię nie widziałem!

- Wezwanie dostałem. Wczoraj z wieczora. - Na twarzy Nary pojawił się grymas niezadowolenia. - Cholera, nie spałem całą noc, bo nasz wspaniały hokage stwierdził, że Konoha natychmiastowo potrzebuje mojej obecności.

- Z Suny? W jedną noc?

- No właśnie - mruknął Shikamaru pod nosem. - Komuś tu się nieźle w mózgu poprzestawiało.

Naruto pogrążył się we własnych myślach. Skoro nie tylko on został wezwany... To o co mogło chodzić? Powstrzymał się od westchnienia ulgi. Przynajmniej teraz miał pewność, że Sasuke nie będzie próbował znowu odwalić czegoś dziwacznego.

- A ty?

- Hm? A no... - zaciął się na sekundę. - Też mam wezwanie. Mów lepiej, co tam słychać w wielkim świecie!

Pogrążeni w rozmowie dotarli do pod gabinet Hokage. I jakie było zdziwienie chłopaków, gdy okazało się, że nie tylko oni zostali wezwani.

- Sakura? - Głos Naruto załamał się nieznacznie. Przeklną w myślach własną słabość.

- A TY co tu robisz? - warknięcie dziewczyny wyraźnie wskazywało, że nie życzy sobie przebywać w tym samym pomieszczeniu co Uzumaki.

Blondyn zmarkotniał. Jego dawna przyjaciółka najwyraźniej dalej mu miała za złe, że... No właściwie, nie wiedział co tak dokładnie. Aczkolwiek miał pewne podejrzenia.

Różowowłosa zaczęła go oschlej traktować od powrotu Uchihy. A gdy czarnowłosy został Hokage... Prawdopodobnie chodziło o to, że nie był ucieszony faktem, iż drań sprzątnął mu stanowisko sprzed nosa. Dziewczyna uznała wtedy, iż Uzumaki jest bezczelny i nie nadaje się na przywódce, skoro nie potrafi docenić wyboru wioski, który w jej mniemaniu był jak najbardziej słuszny, gdyż Sasuke o wiele lepiej zadba o Konohe.

Zabolało. Cholernie go to zabolało. Przez wiele lat uznawał Sakure za swoją najlepsza przyjaciółkę. Trzymali się razem, a ucieczka Sasuke wzmocniła ich więź. A przynajmniej tak sądził blondyn. Dla Sakury najwyraźniej był tylko chwilowym oparciem, które nie wywiązało się z obietnicy sprowadzenia jej ukochanego do domu.
Czego również nie zapomniała mu wypomnieć.

- Słucha... - zaczął pokojowym tonem.

- Nie mam zamiaru cię słuchać - wysyczała gniewnie mrużąc oczy. - Jesteś...

- Lepiej zamilknij - wtrącił Shikamaru. Stanął przed Sakurą, równocześnie zasłaniając sobą blondyna. - Chyba, że masz zamiar powiedzieć nam coś miłego. Albo przeprosić.

- Kogo mam niby przepraszać? - Spojrzała wyzywająco. - Jesteś ślepy, skoro...

- Oh, myślisz się - przerwał jej ponownie, nawet nie wysilając się na podniesienie głosu. - To ty jesteś ślepa i najwyraźniej żadne okulary już ci nie pomogą.

- Przestańcie - mruknął blondyn.

Miał tego dość. Miał dość nienawiści, którą ludzie żywili do niego, choć często nawet sami nie wiedzieli dlaczego. Miał dość niesprawiedliwości. Tego, że ludzie oskarżali go za całe zło świata i właściwie to miał dość wszystkiego.

Chciał po prostu, żeby wszyscy dali mu spokój. I pójść do domu, a tam w końcu spokojnie zasnąć, niedręczony koszmarami dnia codziennego.

- Miejmy to już za sobą - powiedział cicho i chwycił za klamkę. Jednak nie nacisnął jej. Zmarszczył brwi. Coś było nie tak. Instynkt podpowiadał mu, że coś cholernie było nie tak...

- Na co czekasz, poczwaro?! - niemalże wrzasnęła wkurzona Sakura, odpychając go i gwałtownie pociągnęła drzwi.

To co się działo później... Po prostu przekraczało ludzie pojęcie.

***

Naruto oparł się ciężko o drzwi i spuścił głowę.

Setki pytań, domysłów. I oskarżeń. A wszystko to z jednego powodu.

W małym pokoiku przesłuchań było ciemno i duszno. Blondyn kręcił się niespokojnie w swoim krześle. Czuł się niekomfortowo. A jedynym pocieszeniem było to, że Sakura i Shikamaru również znajdują się w podobnych pomieszczeniach.

Osoba, która miała go przesłuchać potrafiła się posługiwać specjalną techniką, dzięki której użytkownik po przez kontakt wzrokowy z ofiarą mógł prześledzić wydarzenia przez nią przeżyte. Oczywiście jutsu miało pewne ograniczenia. Przede wszystkim czasowe. No i mogło być zaaplikowane osobie, która tylko dobrowolnie się na to zgodzi.

- Więc - zaczął wysoki osobnik, którego twarz była skryta za maską. Członek ANBU, jak wskazywał strój, beznamiętnie podchodził do wyznaczonego mu zadania, pewnie przechodził przez to już nie jeden raz. - Pokaż, co się wydarzyło dzisiejszego ranka.


Oderwał się od drzwi i potykając się o własne nogi jakoś dotarł na kanapę. Usiadł na niej ciężko, chowając twarz w dłoniach.

Z jego ust wyrwał się chichot.

"Wariuję."

"Wariujesz." Zgodził się z nim wewnętrzny głos. Głos należący do Kyuubi'ego.

"I dobrze."

"Również się cieszę, mój drogi."


Czerwone pasma chakry spowiły postać blondyna.

Sakura gwałtownie otworzyła drzwi.

Oczy Naruto rozszerzyły się. Mężczyzna rzucił się do przodu, odpychając zdezorientowaną Sakurę, wyciągając jednocześnie kunaj, który wrzucił na oślep do pomieszczenia.

Nie zdążył krzyknąć, nie zdążył zrobić nic.

Ostre ostrze zdołało przeciąć kilka stalowych nitek, jednak to za mało.

Już nic nie było w stanie uratować życia Sasuke Uchihy.


A potem...
Chaos. Totalny chaos.

Pełno shinobi, biegających, jakby na oślep. Szukających jakiejkolwiek poszlaki. Tropu wskazującego winnego. Ale nie ma nic. I Naruto ma dziwne wrażenie, że już nic się nie znajdzie.

Zbrodnia niemalże idealna. Nie ma dowodów na czyjąś winę, a jedynymi światkami jest trójka shinobi, z czego tylko jeden widział moment, w którym...


- Niedobrze mi - jęknął blondyn, pochylając się gwałtownie i tym samym przerywając kontakt wzrokowy z przesłuchującym go shinobi.
- Oddychaj - zalecił osobnik, błyskawicznie się przy nim znajdując. - Głęboko. To normalna reakcja na takie przeżycia.
Po kilku minutach spędzonych w ciszy, blondyn w końcu zdołał się opanować.
- Dobra - niemalże jęknął, prostując się. - Możemy kontynuować.
- Niestety, nie bardzo - rzekł shinobi. - Po prostu opowiedz mi, co się wydarzyło.


- Jesteś teraz szczęśliwy, mój drogi?

Blondyn uniósł głowę, a jego wzrok napotkał czerwone tęczówki dziewięcioogoniastej bestii. Kyuubi klęczał przed nim, w tej samej postaci, którą przybrał wczoraj. Demon z wyraźnym oczekiwaniem wpatrywał się w twarz blondyna.

Coś we wnętrzu niebieskookiego krzyczało, żeby zaatakować, uciekać. Zrobić cokolwiek. Zamiast tego siedział niewzruszenie na kanapie i nie był skłonny do wykonania jakiejkolwiek czynności.

- Nie wiem...

Krew, wszędzie pełno krwi.
Drobne krople spływające po szybie, ściekające po blacie biurka, wsiąkające w liczne papiery.

I ciało Sasuke wiszące na stalowych linkach niczym szmaciana lalka. Cienkie żyłki po wżynały się w jego skórę, poprzecinały mięśnie i wszelkie inne tkanki, zatrzymując się dopiero na kościach.

Czas zwolnił.

Wokół panowała niezmącona cisza.

Tylko krople krwi uparcie skapujące na podłogę.

Kap. Kap. Kap.

Aż w końcu rozdzierający krzyk Sakury sprawia, że rzeczywistość wraca na swoje miejsce.

Naruto z ledwością zdaje sobie sprawę z tego, że opadł na kolana i ktoś właśnie siłą próbuje odciągnąć go ot tego widoku.


Usta Kyuubi'ego są gorące, a jego pocałunki pełne pożądania.
A Naruto oddaje mu je bez reszty zatracając się w namiętności.

Żeby nie myśleć. Żeby chociaż przez chwilę nie wiedzieć co się dzieje w złym świecie.

Seks jest brutalny i daje chwilę zapomnienia.