czwartek, 1 maja 2014

Plan (nie)idealny

Tekst na event Wielkanocny

Gatunek: Humor, romans
Długość: miniaturka, około 4100 słów
Beta: Akari, LOF <3.
Ostrzeżenia: Przekleństwa
Zającowe słowa: 1. Internet 2. Kolacja 3. Surykatka 4. Brzuchomówca 5. Latarnia 6. Jajko 7. Premia 8. Kanapa 9. Seks 10. Kochać


Plan (nie)idealny 


Naruto uwielbiał swoją rodzinę. Naprawdę. Jednak w małych dawkach. I chociaż naprawdę kochał każdego jej członka równie mocno, to jednak starał się unikać przebywania z rodem Namikaze i Uzumaki przy jednym stole. Dlatego młody mężczyzna – właściwie najmłodszy osobnik ze swojego pokolenia – właśnie starał się wykręcić od rodzinnego, wielkanocnego śniadania. 
— No naprawdę, mamo, chciałbym – zarzekał się, rozmawiając z rodzicielką przez telefon. — Ale nijak nie mam szans się wyrobić. Właśnie ucieka mi ostatni pociąg, a nie ma sensu, żebym przyjeżdżał na wieczór. 
— Zupełnie nie rozumiem, jak mogłeś dopuścić do takiej sytuacji — parsknęła kobieta do słuchawki. Oj, była wyraźnie niezadowolona. — Nie dosyć, że widzę cię raz na miesiąc jak dobrze pójdzie, to jeszcze taki numer na święta mi wywijasz? Ranisz matczyne serce, Naruto. I najwyraźniej robisz to specjalnie. A ja twoją sałatkę ulubioną przygotowałam! Babeczki bez rodzynków upiekłam, bo przecież wydłubujesz! 
— Mówiłem ci, że konsultacje miałem późno! — skłamał bezczelnie, starając się nadać swojemu głosowi nieco skruszony ton. — Nie moja wina, że promotor to głupi buc. 
— Jasne. Mów prawdę, a nie irytujesz mnie jakimiś wymyślonymi pierdołami. 
— No przecież mówię prawdę — sapnął. — Przyjadę w kolejnym tygodniu, na cały weekend, co?
— W kolejnym tygodniu nie ma świąt, jakbyś nie zauważył — powiedziała Kushina grobowym głosem, wzbudzając w swoim synu lekkie wyrzuty sumienia. Które to też Naruto natychmiastowo w sobie stłamsił. 
— Więc co, nie chcesz mnie widzieć? 
— Nie odwracaj kota ogonem, ty mały krętaczu! Ja nie wiem po kim to masz, chyba po ojcu żeś najgorsze cechy odziedziczył... O, cześć kochanie. — Jego matka najwyraźniej zwróciła się do osoby, która pojawiła się w jej pobliżu. — Wcale nie twierdzę, że jesteś krętaczem. No, może odrobinę. I ty mnie tu nie wybijaj z rytmu, tylko wytłumacz swojemu synkowi wspaniałemu, że ma się pojawić na święta i w ogóle nie obchodzi mnie to, jak tego dokona, kumasz? 
Naruto przewrócił oczami, kiedy w słuchawce telefonu dało się słyszeć przytłumione głosy jego rodziców. 
— Halo? — rozległo się po dłuższej chwili. 
— Cześć tato. 
— Nie zostawiaj mnie z nią samego. — Zrozpaczony ton świadczył o tym, że matka najwyraźniej wpadła w swój przedświąteczny szał i dawała jego ojcu nieźle popalić. Naruto parsknął śmiechem. 
— Bez szans. Nie wciągniesz mnie w to szaleństwo — powiedział, uśmiechając się złośliwie pod nosem. Zaraz jednak spoważniał. — Serio tato, sorry, nie mam jak dojechać do domu na śniadanie. 
— Co, jakieś inne plany, hm? — zapytał znaczącym tonem. 
Cóż... Skoro ściema z promotorem się nie przyjęła, to czemu nie?
— Tak — odparł zdecydowanie. 
— O? Ładna jest? 
— Czekaj, co? — Zmarszczył bez zrozumienia brwi. 
— No rozumiem, że chcesz poznać rodzinę swojej wybranki w te święta, skoro do nas nie masz zamiaru się pofatygować, nie? To, muszę ci powiedzieć, nawet przekonujący argument, więc poproszę o więcej szczegółów. 
— Eee. — Naruto miał nieodparte wrażenie, że właśnie wkopuje się w szwindel życia. — Noo... 
— CHCĘ JĄ POZNAĆ! — Odsunął od siebie słuchawkę, krzywiąc się nieznacznie. Najwyraźniej jego matka przysłuchiwała się cały czas rozmowie. I właśnie teraz wyrwała ojcu telefon. — ROZUMIESZ? NIE MA, ŻE BOLI! 
— Ale skoro jedziemy do niej, to nie mamy jak przyjechać — zaprotestował słabo. 
— Nie bój żaby, mój drogi, jako wyrozumiała matula wybaczam wam, że nie przyjedziecie na śniadanie. — Kushina była wyraźnie podekscytowana. — No, ale nic nie stoi na przeszkodzie, żebyście zjawili się na kolacji, czyż nie? 
— Ale... ale... — wyjąkał, gorączkowo starając się wymyślić cokolwiek. 
— No już, już, nie zapowietrzaj się tak. Czekam na was niecierpliwie! — krzyknęła uradowana kobieta. — Och, mój mały synek dorasta! — usłyszał jeszcze chłopak, zanim w słuchawce rozległ się sygnał przerwanego połączenia. 
Naruto stał jeszcze przez chwilę z rozdziawioną buzią i wpatrywał się niedowierzająco przed siebie. W końcu, bezwiednie opuścił dłoń w której ściskał komórkę. 
— Kurwa — wyrzucił z siebie. — W co ja się wpakowałem... 
***

— Myśl, myśl, MYŚL. — Naruto krążył nerwowo po swoim akademickim pokoju, starając się wykminić coś, co pomoże mu jakoś odkręcić sytuację, w jaką właściwie sam się wpakował. 
A wszystko tylko dlatego, że chociaż RAZ w życiu chciał się wykręcić od rodzinnego spotkania, podczas którego wszyscy, dosłownie WSZYSCY, zadawali mu masę irytujących pytań typu : „Kiedy skończysz w końcu te swoje studia?”, „Masz ty tam kogoś na tej uczelni? Byś mógł się w końcu ustatkować.”, „No Naruto, to kiedy weselicho?”. Po prostu... oszaleć można. 
Chociaż, szczerze mówiąc, wolałby już znowu wysłuchiwać rodzinnych docinek niż teraz z uporem maniaka szukać rozwiązania popapranej sytuacji, w której jego rodzice myślą, że przyjedzie na święta z dziewczyną! Skąd on, do jasnej cholery, wytrzaśnie jakąkolwiek dziewczynę? Zwłaszcza teraz, gdy niemalże wszyscy wyjechali do domów? 
— AGHR! — warknął w przypływie bezsilności. Szybkim krokiem podszedł do drzwi pokoju i otworzył je zamaszyście. Wystawił głowę i rozejrzał się po korytarzu. Pustki. Jak nigdy nikogo nie było. Westchnął z wyraźną rezygnacją i, kiedy już miał zamiar ponownie zabunkrować się w pomieszczeniu i kontynuować swoją nerwową wędrówkę po nim, usłyszał skrzypnięcie po drugiej stronie korytarza. Spojrzał w tamtą stronę z wyraźną nadzieją, która to natychmiastowo zgasła. 
— O, cześć Sasuke — mruknął niemrawo, na co drugi mężczyzna odpowiedział mu kiwnięciem głowy. Swoje kroki skierował pod okno, gdzie stanął, wetknął papierosa do ust i odpalił go wyciągniętą z kieszeni zapalniczką. Naruto przez chwilę obserwował, jak zaciąga się tytoniem, aby następnie nieśpiesznie wypuścić z płuc smuszkę dymu. 
Sasuke Uchiha był jego kumplem z roku. Wcześniej uczęszczali do tego samego liceum, jednak wtedy nie dogadywali się zbytnio. Złapali kontakt dopiero na studiach, gdy jeden z wykładowców zrobił z nich parę projektową. Pomimo, że na początku wyglądało jakby mieli się pozabijać, w efekcie wyszło na to, że całkiem zgrany z nich duet. 
Z tego co Naruto wiedział, Sasuke miał tylko starszego brata. Jego rodzice zginęli, gdy był jeszcze smarkaczem. Bodajże w wypadku samochodowym. I najwyraźniej Uchiha nie miał w tym roku zamiaru spędzać świąt w towarzystwie Itachiego. Czyli... zostaje w akademiku. Nie ma żadnych planów... Głupia myśl zakwitła w głowie Naruto. 
A może jednak nie taka głupia? 
Bo przecież jakby przyprowadził na kolację chłopaka, a nie dziewczynę? To by w końcu na jakiś czas uchroniło go od kretyńskich pytań. Był niemalże na sto procent pewien, że wprawiłby rodzinkę w nie lada szok. Uśmiechnął się złośliwie do siebie. No i w końcu, przecież nie zdradził ojcu za wiele o swojej „dziewczynie”. Mógłby powiedzieć, że bał się ich reakcji i nie chciał się ujawniać. I po jakimś czasie po prostu by im oznajmił, że zerwali, sparzył się i w ogóle, niech nie poruszają tego tematu, bo przecież jest tak bardzo bolesny. To był... plan idealny! 
— Hej! Sasuke! Poczekaj! 
***


Sasuke wpatrywał się w niego przez chwilę beznamiętnym wzrokiem. Wcisnął do ust papierosa, zaciągnął się i dmuchnął kłębem dymu prosto w twarz drugiego mężczyzny, który wlepiał w niego błagalne spojrzenie. 
— Ty tak na poważnie? — zapytał w końcu. 
Naruto pokiwał zawzięcie głową. 
— Nie — odpowiedział w końcu Uchiha, gasząc peta w popielniczce stworzonej z puszki po konserwie. Oderwał się od parapetu z zamiarem udania się do swojego pokoju. 
— Błagam — jęknął blondyn. — Jesteś moim jedynym ratunkiem! 
Sasuke zatrzymał się i spojrzał na niego przez ramię. W końcu obrócił się w jego stronę. 
— Chcesz, żebym pojechał do ciebie do domu i udawał twojego chłopaka, bo twoi rodzice oczekują, że pojawisz się z dziewczyną? 
— Noo... tak. — Naruto podrapał się po czuprynie. Fakt. Jak Sasuke to powiedział na głos, to ten plan naprawdę brzmiał kretyńsko. Ale innego nie miał, więc musiał się go trzymać. 
— Ty to tak niekoniecznie masz wszystko w głowie poukładane, co? — Uchiha założył ręce na ramiona, wciąż nie spuszczając z niego uważnego spojrzenia. 
— To wymyśl coś lepszego, panie geniuszu! — warknął. 
— Sam się w to wpakowałeś. Zresztą, nie rozumiem, dlaczego nie powiesz im prawdy. 
— Bo nie — powiedział krótko, a w jego niebieskich oczach błysnęła determinacja. — Słuchaj, to rozwiązuje na dłuższą metę mój problem z rodzinką i ich wiecznym wściubianiem nosa w moje sprawy. Przecież nie proszę cię o nie wiadomo co! Pojedziemy, posiedzimy chwilę przy stole z moimi rodzicami, przenocujemy i pierwszym lepszym pociągiem uciekamy do akademika. 
— A co JA będę z tego miał? — Naruto zamrugał zdziwiony, usłyszawszy to pytanie. 
— Co? — zapytał głupio. 
— No chyba nie sądzisz, że będę robił z siebie idiotę za friko. — Uchiha uśmiechnął się kpiąco. 
— Darmowe żarcie? — palnął po chwili zastanowienia. 
Sasuke pokręcił głową. 
— Dam ci hasło do domowego wifi? 
— Och, proszę cię, wysil się trochę. 
— Jezu, no nie wiem – warknął w końcu Naruto, a w jego oczach zatańczyły iskierki złości. — A co chcesz? Zrobię WSZYSTKO bylebyś mi pomógł. 
— Wszystko? — zapytał Uchiha takim tonem, że po plecach drugiego mężczyzny przeszedł dreszczyk niepokoju. 
— Wszystko — powiedział jednak hardo, przytakując jednocześnie głową. 
— Więc niech będzie. Pomogę ci. I nie będziemy tłuc się pociągiem. Mam auto. 
***

Naruto zaczynał powoli wątpić w idealność swojego planu. I lekkim niepokojem napawał go fakt, że Uchiha nie powiedział jeszcze, czego właściwie oczekuje w zamian za przysługę. Mknęli właśnie autostradą w kierunku jego rodzinnej miejscowości i z każdym kilometrem chłopak miał coraz większą ochotę kazać Sasuke zawrócić. Zerknął niepewnie na prowadzącego mężczyznę. Właściwie, im dłużej o tym myślał, tym bardziej nie rozumiał, dlaczego Uchiha się zgodził. Może miał jakiś ukryty motyw? 
— Więc... — zaczął niepewnie. — Już wiesz, co chcesz w zamian za przysługę? 
— Powiedzmy — odparł, włączając kierunkowskaz, aby po chwili zjechać z głównej trasy. 
— I? 
— Dowiesz się w odpowiednim czasie. 
Naruto westchnął dyskretnie. 
— To brzmi podejrzanie — stwierdził po chwili milczenia. 
— Cały ten twój plan brzmi podejrzanie, a jakoś nie marudzę. 
— No tak, ale ja ci przedstawiłem wszystkie fakty! – Naruto nadął policzki i spojrzał na widok za oknem. Właśnie wjeżdżali do miejscowości. — Tu w prawo skręć. Nie wiem, co ci się pod tymi ciemnymi kłakami kiełkuje we łbie i chyba zaczynam się obawiać, że może być to coś dla mnie upokarzającego. 
— Sam dosyć sprawnie się upokarzasz, nie potrzebujesz mojej pomocy — stwierdził lekko Sasuke. 
Naruto prychnął ze złością. 
— Pacan. 
— Wybrałeś pacana na chłopaka. Pogratulować. Tak mnie przedstawisz swojej rodzinie? 
— Jesteś niemożliwy, wiesz? — parsknął, patrząc na niego z politowaniem. — Znowu w prawo. To ten dom biały na końcu ulicy. I zresztą mówiłem, nie CAŁEJ rodzinie. Raczej już się wszyscy pozabierali do domów. Poznasz teściów. 
— Me serce się raduje — powiedział mężczyzna i zahamował tuż przed furtką. — Jesteśmy — obwieścił, zerkając na Naruto.
Chłopak pobladł lekko. Przełknął ciężko ślinę. 
— Hej? W porządku? — zapytał Sasuke. 
Pokręcił głową w ramach odpowiedzi. Nie. Nic nie było w porządku. Jednak zanim podzielił się z nim swoimi wątpliwościami, drzwi do domu otworzyły się szeroko i wypadła z nich pani Namikaze. 
***

— NARUTO! — wrzasnęła radośnie kobieta, w tempie ekspresowym pokonując drogę z domu do furtki i wieszając się na szyi chłopaka, który właśnie wysiadł z auta. Tuż za nią wyłonił się jej mąż, który również zmierzał w kierunku samochodu. — No niechże cię wyściskam, dziecię drogie! Jak tam studia, zaliczasz wszystko ładnie? Projekty pooddawałeś na czas? Dobrze się odżywiasz? Masz czyste skarpetki w szafie? Bo wiesz... 
Kushina trajkotała nieustannie, w międzyczasie obściskując syna. Oczywiście, jak to miała w zwyczaju, nie dała mu nawet dojść do słowa. Odsunęła się od niego nieznacznie, wytarmosiła za policzki i patrząc mu prosto w oczy zapytała w końcu: 
— No, to gdzie ta moja synowa? 
— Eee... — Naruto zerknął niepewnie na swojego ojca, który stanął tuż przy kobiecie. Minato uniósł lekko brew wpatrując się w niego z zainteresowaniem. — Cóż... 
Trzaśnięcie samochodowych drzwi obwieściło, że kierowca wysiadł z pojazdu. Naruto patrzył bezradnie na swoich rodziców, którzy spoglądali na jego towarzysza z wyraźnym zdumieniem. Dyskretnie ponownie przełknął ślinę. 
Tymczasem Sasuke okrążył samochód i stanął tuż przed państwem Namikaze, uśmiechając się przy tym jakoś tak... uprzejmie? No w każdym razie ten uśmiech nie pasował za bardzo do zwyczajowego wyrazu twarzy Uchihy, z którym Naruto miał do czynienia na co dzień. 
— Dzień dobry, jestem Sasuke Uchiha — przedstawił się, następnie ucałował dłoń Kushiny, kłaniając się przy tym, a zaraz potrząsał w geście przywitania ręką Minato. — Miło mi w końcu państwa poznać. 
Zaraz stanął koło „swojego chłopaka”, wciąż mając na twarzy ten cholerny uśmieszek. Naruto zerknął na niego nieco nerwowo. Nie za bardzo wiedział, czego spodziewać się po rodzicach. 
— Ha! — Chwilową ciszę przerwał krzyk Kushiny. — Wiedziałam, że jest gejem! Matki to czują! A ty — zwróciła się do męża — wisisz mi dobry obiad w restauracji. 
No, a już na pewno nie podejrzewał, że będą robić zakłady o jego orientację. 
Minato wzniósł oczy ku niebu. I zaraz rzucił synowi zranione spojrzenie. 
— Dzięki — mruknął w jego kierunku. — No dobra, chodźmy już. Reszta rodziny nie może się doczekać, aby cię poznać, Sasuke. 
— Zaraz, chwila, jak to reszta? — zapytał Naruto zdumionym głosem. 
— A no reszta — stwierdziła Kushina. — Chyba nie myślałeś, że sobie odpuszczą poznanie twojego wybranka, co?
Ja się zabiję... 
***

— Możemy zamienić słówko na osobności? — Dłoń Sasuke chwyciła go za łokieć i pociągnęła niedelikatnie, zmuszając do zatrzymania tuż przed wejściem do mieszkania. 
— Co? — mruknął Naruto, gdy tylko jego rodzice zniknęli za drzwiami. 
— Pstro. Nie było mowy o całej rodzinie — warknął Uchiha. Na jego twarzy nie było już nawet śladu po wcześniejszym uśmiechu. 
— A skąd mogłem wiedzieć? — sapnął, mierząc go zirytowanym spojrzeniem. — Nie moja wina przecież. Zresztą, no nie zrobisz mi numeru i się wycofasz! 
— Nie. — Sasuke potrząsnął głową. — Ale liczę na jakąś specjalną premię za te nieprzewidziane niedogodności. 
— Jasne. Spoko. Co tylko zechcesz. Możemy już iść? 
Cóż... Gdyby Naruto wiedział, że właśnie pakuje się w najgorszą kolację w swoim życiu, to by raczej nie ponaglał tak drugiego chłopaka. 
***

Naruto wgapiał się w leżące na jego talerzu jajko i miał szczerą ochotę chwycić je i cisnąć nim komuś w twarz. Nie wiedział tylko kto bardziej na to zasługuje. Czy jego chrzestny Jiraya, który co chwilę rzucał jakieś zboczone sugestie dotyczące jego „związku”, czy ciotka Miyuki – siostra jego matki – która się z tych sugestii niemiłosiernie głośno nabijała. A może kuzynka Karin, wlepiająca maślane spojrzenie w Sasuke i co chwilę marudząca, że nie rozumie jakim cudem takie ciacho mogło w ogóle spojrzeć na Naruto. Chociaż nie, w tym wszystkim najbardziej na oberwanie jajecznym pociskiem zasługiwał sam Uchiha, który z łagodnym uśmiechem miło odpowiadał na każde, nawet kretyńskie pytanie, jakie zostało mu zadane. 
Jak on w ogóle śmiał tak spokojnie podchodzić do całej tej sytuacji?! Naruto westchnął dyskretnie, nie odrywając spojrzenia od swojego talerza. 
Właśnie siedzieli przy stole, razem z jedenastoma innymi osobami. On i Sasuke zostali usadowieni tak, że po prawej stronie Naruto siedział Minato, zaś koło Uchihy swoje miejsce miała jedna z ciotek od strony ojca. Naprzeciwko nich siedziała kuzynka blondyna, która właśnie robiła wszystko, byleby wyprowadzić go z równowagi. 
— Skąd żeś go wytrzasnął, co? — zapytała Karin, opierając się wygodnie na swoim krześle i wlepiła w Naruto dosyć kpiące spojrzenie. — W internetach zamówiłeś? Nie wierzę, że wyrwałeś go sam. 
Mężczyzna zacisnął zęby. Co za głupia bździągwa! 
— Poznaliśmy się w liceum — odpowiedział za to spokojnie Sasuke. 
— A gdzie twój Suigetsu, kuzyneczko? — Spróbował zmienić temat Naruto. — Jakoś nie widzę, żeby mężuś trwał przy twym boku. Co, nie może z tobą wytrzymać? 
— A pojechał do wuja, przesyła pozdrowienia i pyta, czy ostatnimi czasy ZNOWU miałeś jakiś kontakt z latarnią. 
No tak, historia o tym jak kiedyś bawili się w ganianego i Naruto widowiskowo przywalił głową w uliczną lampę również nie została mu oszczędzona. W końcu to była ulubiona opowieść Karin. Czy też, jedna z ulubionych.
I tak mniej więcej wyglądała cała kolacja. Po prawdzie Naruto myślał, że wszyscy będą na tyle zaskoczeni widokiem „jego chłopaka”, że cały posiłek minie w ciszy albo też na wymuszonych, uprzejmych rozmowach. Ale nie! Jego rodzina nawet nie okazała żadnego zdziwienia! Wszyscy z miejsca zaakceptowali Sasuke i no... traktowali go jak jakiegoś cholernego... no jak jego chłopaka! Przy tym zachowywali się równie nieznośnie co zwykle. Tylko teraz pytania o jego ustatkowanie się zmieniły się na jeszcze bardziej kretyńskie. Do tego nie oszczędzono mu kilku dosyć żenujących historii z dzieciństwa. 
— Wiesz, że Naruto chciał zostać kiedyś brzuchomówcą? Mam gdzieś chyba nawet nagrania, z jego pierwszych prób! 
— Nawet. Się. Nie. Waż. — warknął przez zaciśnięte zęby, posyłając swojej matce mordercze spojrzenie. 
— Och, przecież są słodkie! — Kushina wyszczerzyła się radośnie w jego kierunku. – Zresztą, ten pomysł z brzuchomówcą i tak był lepszy niż zostanie trenerem surykatek. 
— Trenerem surykatek? — Sasuke spojrzał na niego wyraźnie rozbawiony. — Naprawdę?
— Miałem siedem lat! — odpowiedział urażony, czerwieniąc się nieznacznie. Marzył, żeby ta cholerna kolacja wreszcie się skończyła. — Możemy zmienić temat? 
— Oczywiście. — Naruto zerknął nieufnie na Jiraye. Jego chrzestny również miał z niego spory ubaw. I chłopak nie wiedział kompletnie, jakiego kolejnego kretyńskiego pytania może spodziewać się z jego strony. — Mnie to zastanawia, jak to u was seks wygląda. 
— Co? – wyjąkał z niedowierzaniem. 
— No, kto, że tak powiem, dominuje? 
Naruto nie wierzył. Po prostu NIE WIERZYŁ, w to co słyszy. A najgorsze w tym wszystkim było to, że Sasuke najwyraźniej chciał coś odpowiedzieć! 
— Cóż... — zaczął Uchiha, jednak niedane mu było skończyć, gdyż dłoń Naruto natychmiastowo wylądowała na jego ustach, skutecznie uniemożliwiając mu dalszą wypowiedź. 
— Zamknij się — warknął w jego kierunku, a zaraz potem zgromił swoją rodzinę zirytowanym spojrzeniem. — Jesteście straszni — oświadczył. Zabrał rękę z twarzy Sasuke, jednocześnie wstając ze swojego miejsca. — Dziękuję za jakże uroczy posiłek. Idę się przejść. 
***

Był wściekły. Naprawdę. Święta były straszne, kiedy tylko on musiał wysłuchiwać głupich docinków. Ale, gdy światkiem tych wszystkich żenujących historii był Sasuke, to stawały się jeszcze gorsze. 
Wyszedł tylnymi drzwiami, prosto do ogrodu. Krętą ścieżką ruszył wzdłuż rzędów różnorakich roślin – aranżacja jego matki – aż do małego oczka wodnego. Stanął tuż przed nim, wbił ręce w kieszenie i zagapił się na wodę. 
To chyba nie był najmądrzejszy pomysł, żeby zostawiać Sasuke samego ze swoją rodziną. Zapewne, po jego wyjściu, zaatakowali go kolejną serią dziwacznych pytań. Jednak w tej chwili Naruto naprawdę nie miał ochoty znowu ich wszystkich oglądać. Ten wieczór... był po prostu okropny. Dlaczego nie przyjechał na święta jak na grzeczne dziecko przystało, tylko zaczął kombinować i wpakował się w to wszystko? 
No cóż, zdawał sobie sprawę z tego, że mógł obwiniać tylko i wyłącznie siebie. Westchnął ciężko. I stwierdził, że wypadałoby jednak wrócić do towarzystwa i spróbować nie dopuścić do tego, by Sasuke usłyszał jeszcze kilka hitowych historii z jego życia. Obrócił się i niemalże wlazł, a jakże, na Uchihe. Zgromił go pochmurnym spojrzeniem. 
— A ty tu czego? — zapytał niemiło. 
— Cóż, jako dobry partner poszedłem cię poszukać — powiedział Sasuke, wzruszając ramionami. — Masz bardzo... ciekawą rodzinę. 
— Chyba nienormalną — prychnął, czując jak znowu wzbiera w nim złość. — Słowo daję, są bardziej nieznośni niż zwykle. 
— Martwią się o ciebie – stwierdził. 
— Jasne. Zresztą... 
— Twoja matka nas obserwuje — przerwał mu Sasuke. — Chyba wypadałoby nieco uwiarygodnić nasz związek, nie sądzisz? 
— Co? — zdziwił się Naruto. A zdziwił się jeszcze bardziej, gdy Uchiha pociągnął go za rękę i zaraz otoczył ramionami. — Co ty wyprawiasz? 
— To co każdy troskliwy facet. No już, pomóż nieco i zrób coś z rękoma. 
Naruto, wciąż będąc w lekkim szoku, zaplótł niepewnie dłonie na plecach Sasuke i ułożył głowę na jego ramieniu. Czuł się co najmniej... no nie na miejscu. Nie umawiał się z Uchihą na jakikolwiek kontakt fizyczny. Chociaż po prawdzie wynikało to tylko z faktu, że nie przemyślał dokładnie swojego planu. A teraz... no nie, żeby ten gest nie był miły, nawet jeżeli Sasuke go tulił tylko i wyłączenie na pokaz. W ramionach Uchihy było jakoś tak przyjemnie. Raczej by się tego nie spodziewał. No i nie spodziewał się również, że kiedy dłonie drugiego mężczyzny zaczną gładzić jego plecy, będzie to działać na niego tak kojąco. 
Zanim wcisnął nos głębiej w szyję Sasuke, zauważył kątem oka, że faktycznie Kushina ich obserwuje. Ledwo powstrzymał zirytowane prychnięcie, bo kobieta nawet się z tym nie kryła, tylko usiadła na ogrodowej kanapie stojącej na tarasie i po prostu bezczelnie się na nich gapiła. No tak, cała pani Namikaze. 
Po kilku sekundach Uchiha odsunął się od niego nieznacznie, i chwytając delikatnie podbródek, zmusił Naruto do spojrzenia sobie w oczy. Mężczyzna zagapił się na nie, bo Sasuke miał ładne oczy. Ciemne, niemalże czarne. I... Boże drogi, o czym ty myślisz? 
— Gotowy na drugi etap uwiarygodniania? 
— Co masz na myś... — zamilknął gwałtownie. Jego powieki rozszerzyły się, a oddech zamarł. Na swoich ustach poczuł wargi Sasuke. Okej, tego tym bardziej się nie spodziewał. Ze wszystkich dziwacznych rzeczy, jakie wydarzyły się dzisiejszego wieczoru, to, że Uchiha go pocałuje aktualnie plasowało się na szczycie listy rzeczy „niespodziewanych”. 
I sam nie wiedział, dlaczego go nie odepchnął. Czy to chodziło o to, że jego matka wciąż bezczelnie się na nich gapiła, czy też o to, że to przecież tylko element całego pochrzanionego planu z „udawanym chłopakiem” albo po prostu przez czyste zaskoczenie. Pozwolił, aby język Sasuke wkradł się w jego usta, pozwolił również, aby przed tym delikatnie przejechał po jego wardze. Pozwolił sobie nawet na ciche mruknięcie, zaraz przed tym jak pocałunek stał się bardziej intymny. 
A Sasuke aktualnie smakował babeczkami autorstwa Kushiny. 
***

Jakiś czas później wrócili do stołu. Przy czym Naruto nie odzywał się przez dłuższy czas ani słowem. Kompletnie nie rozumiał tego, co przed chwilą stało się w ogrodzie. Bo niby dlaczego Sasuke go pocałował? Jasne, granie uroczej pary to jedno, no ale... no... POCAŁOWAŁ GO DO CHOLERY! Nie wiedział, co powinien o tym myśleć. 
A Sasuke... Sasuke teraz trzymał go pod blatem za rękę. Chyba najgorsze w tym wszystkim było to, że Naruto właściwie się to podobało. Zarówno ciepła dłoń owinięta wokół jego własnej, jak i gorące usta, które jeszcze kilka chwil temu znajdowały się na jego własnych. 
Miał szczerą ochotę przywalić głową w stół. 
***

— Tak. — Naruto niemalże machinalnie przytakiwał swojej rodzicielce. Praktycznie nie zwracał uwagi na to co mówiła. Coś o dbaniu o siebie i dobrych stopniach chyba. 
Właśnie stali przed furtką i żegnali się z Kushiną i Minato. Reszta gości już dawno się rozeszła, więc i chłopcy postanowili wracać do akademika, a skoro mieli samochód, było to jak najbardziej wykonalne. I dobrze, bo Naruto nie był pewien, czy wytrzymałby jeszcze trochę tego „udawania”. 
— Wciąż nie rozumiem, dlaczego chcecie się tłuc po nocach autem. Przecież mamy w domu jakieś wolne łóżko – trajkotała tymczasem Kushina. — A tak to się będę zamartwiać, czy cali dojechaliście i w ogóle. 
— Nie chcemy państwu zawracać głowy — odpowiedział jej uprzejmie Sasuke, otwierając drzwi od strony pasażera. 
— Och, taki gość jak ty, to zdecydowanie żaden problem — zapewniła go pani Namikaze, uśmiechając się promiennie. — Mam zatem nadzieję, że niedługo znowu do nas wpadniecie, czyż nie? 
— Oczywiście — sapnął Naruto. — Jedźmy już — zwrócił się do Sasuke, następnie ucałował swoją matkę w policzek, uścisnął dłoń ojca i czym prędzej wpakował się na swoje miejsce. Uchiha zamknął za nim drzwi i po niedługim czasie usiadł na miejscu kierowcy. 
— Ty się trzymaj takiego faceta synu, bo lepszego ciężko znaleźć! — wrzasnęła jeszcze jego matka machając przy tym zawzięcie, podczas gdy Sasuke nawracał autem, żeby móc wyjechać na główną ulicę. 
Naruto odmachał jej niemrawo. I zaraz z ciężkim sapnięciem zagłębił się w samochodowy fotel, wlepiając wzrok przed siebie. Nie za bardzo wiedział co myśleć. Cały plan jakoś tak wymknął mu się spod kontroli. O ile w ogóle w którymkolwiek momencie go kontrolował. 
— Nareszcie — jęknął w końcu. — To było najgorsze spotkanie rodzinne ever. Nigdy więcej! 
— Marudzisz – odparł Sasuke, zerkając na niego przelotnie. 
— A no, marudzę. I mam prawo marudzić, bo się, jak nic, wszyscy uwzięli na to, żeby mi wiochy przed tobą narobić! A ty mi się tłumacz, co to za całowanie było takie znienacka! Na to się nie umawialiśmy! — warknął oskarżycielsko. 
Uchiha tylko wzruszył ramionami. 
— Mówiłem, twoja matka patrzyła. Zresztą, nie przypominam sobie, żebyś zrobił cokolwiek, aby mnie powstrzymać. 
— Bo czasu nie miałem! — powiedział na swoją obronę. — A zresztą... — Ugryzł się w język. Właściwie sam nie wiedział co odpowiedzieć. Że mu się ten pocałunek podobał? 
— Co? 
— Nic — mruknął. — To co w końcu chcesz za przysługę? — zapytał tylko po to, żeby zmienić temat. 
Sasuke nie odzywał się przez chwile, uważnie patrząc na drogę. 
— Wiesz, mój brat czasami zachowuje się jak twoja rodzinka. 
— Ale, że w jakim sensie? — W głosie Naruto pojawiła się nutka ciekawości. 
— W tym, że również ma tendencję do zadawania pytań na temat mojego prywatnego życia. 
— Co? Też cię dręczy, żebyś przyprowadził jakąś pannicę? — parsknął z rozbawieniem. Sasuke nie odpowiedział, więc Naruto łypnął na niego podejrzliwie. — Serio? 
— Serio. 
— Czekaj, ty chcesz, żebym zrobił dla ciebie to samo co ty dla mnie? 
— Dokładnie — odparł Uchiha bez wahania. Naruto wpatrywał się w niego z bezgranicznym zdumieniem. No tego by się nie spodziewał. I zaraz skrzywił się nieznacznie. Wcale nie miał najmniejszej ochoty znowu „bawić się w związek”. Dopiero teraz do niego dotarło, że wcale mu nie pasowało, że to całe zachowanie Sasuke w stosunku do niego i do jego rodziny było wyłącznie udawane. 
— Wiesz... — zaczął, jednak zaraz przerwały mu kolejne słowa Uchihy. 
— I nie zapomnij, że jest jeszcze moja premia. 
— Jaka premia znowu? 
— Za nieprzewidziane utrudnienia w formie większej ilości członków rodziny do przekonania, że jesteśmy parą. — Przypomniał mu usłużnie. 
— A. No — mruknął. — To co chcesz jeszcze? 
— Tak sobie myślę — odpowiedział Sasuke po dłuższej chwili milczenia — że nie satysfakcjonuje mnie w twoim rewanżu „udawanie”. 
— Co? 
— To, że jako premię, chcę, żebyś nie „udawał” mojego partnera. Tylko nim był. 
— Och — sapnął Naruto. Na chwilę oderwał wzrok od drugiego mężczyzny i zagapił się na widok za oknem. I po chwili dopiero dotarło do niego, co powiedział Sasuke. — SERIO?! 
— Jak najbardziej. Zresztą, twoja matka mi groziła, że jak cię skrzywdzę, to mi wyrwie to i owo. Wolę nie ryzykować. 
Naruto wpatrywał się w niego przez chwilę z niedowierzaniem. Zaraz na jego twarzy rozlał się uśmiech samozadowolenia. Och, czyżby nie tylko jemu spodobał się ten pocałunek? 
— Ha! Nie umiesz oprzeć się mojemu urokowi osobistemu! 
— Ależ oczywiście — parsknął Sasuke. — To przez tę historię o latarni. I trenerze surykatek. 
— Drań! — krzyknął, zakładając ręce na ramiona. Ale, wychodzi na to, że mój drań. Pomyślał. Najwidoczniej jego nieidealny plan doprowadził do całkiem ciekawej sytuacji. Wyszczerzył się radośnie do drugiego mężczyzny. Mój drań.

czwartek, 10 kwietnia 2014

Upolować lisa

 3. Upolować (cz. II) 

– Nie, nie, nie, błagam, nie! – Chyba pierwszy raz w życiu Sasuke... panikował. Jego głowę wypełniała pustka, a on sam rozedrganymi rękoma próbował ściągnąć z Naruto uniform, żeby znaleźć przyczynę jego omdlenia. I znalazł w końcu. Obficie krwawiąca rana na klatce piersiowej. Uchiha nie potrafił zdiagnozować, czy była głęboka, czy też jak bardzo poważnie Uzumaki oberwał. Równie dobrze, mógł zemdleć od nadmiaru utraty krwi.  – Kurwa! – warknął sfrustrowany, próbując sobie przypomnieć COKOLWIEK ze szkoleń medycznych.
On nie był od tego. Takimi rzeczami zajmowała się Sakura. Dlaczego, do jasnej cholery, akurat w tej misji nie został przydzielony im żaden medyk? Och, odpowiedź była nad wyraz jasne – bo mieli nie wdawać się w żadne walki. Zresztą, teraz nie była pora, na rozmyślanie nad takimi szczegółami.
Wciąż drżącą rękę sięgnął do saszetki przymocowanej do pasa i wyciągnął z niej dwa bandaże. Najważniejsze w tej chwili było zatamować krwawienie.

***

Sasuke stał w wejściu do jaskini, przy pomocy sharingana uważnie lustrując okolicę. Po dłuższej chwili westchnął ciężko. Łezki w jego oku zakręciły się i już po chwili krwawa czerwień tęczówek została zastąpiona zwyczajną czernią.  Wrócił w głąb ich kryjówki. Szczerze mówiąc nie miał pojęcia dokąd przeniósł ich Naruto. Nie rozpoznawał okolicy.
O właśnie. Naruto. Mężczyzna wciąż był nieprzytomny. Sasuke po dłuższej chwili udało się zatamować krwotok, jednak... wciąż odczuwał niepokój. Z ciężkim westchnięciem usiadł przy bezwładnym ciele przyjaciela, podciągając nogi pod brodę i wbił w niego uważne spojrzenie. Nie pozostało mu nic innego, jak czekać. Przysunął się bliżej, jednocześnie przykładając rękę do czoła Uzumakiego. Zmarszczył brwi. Złe przeczucia nasiliły się. Czy Dziewięcioogoniasta bestia nie powinna już dawno uleczyć Naruto? Dlaczego jeszcze nie uporała się z jego ranami?
Jego ręka delikatnie odgarnął blond kosmyki opadające na zamknięte oczy przyjaciela. Westchnął ciężko i przysnął się nieco bliżej, siadając wygodniej. Zapowiadała się ciężka noc.
– Wiesz... – zaczął zmęczonym głosem. – Zaskoczyłeś mnie. A zawsze wydawało mi się, że ciężko mnie zaskoczyć – umilkł, wpatrując się uważnie w twarz Naruto, oczekując... czegokolwiek. Naprawdę, chociażby najmniejsze drgnienie jakiegokolwiek mięśnia automatycznie by go uspokoiło. – Mógłbyś się obudzić – stwierdził po chwili, nieco rozdrażnionym tonem. – Bo... chyba, ja... – zająknął się. Cholera, zdecydowanie ciężko było mu mówić o tym, co działo się w jego głowie, nawet jeżeli Uzumaki był nieprzytomny. – Chciałbym ci coś powiedzieć.

***

Nie przespał wiele tej nocy. Po prawdzie, nie zmrużył oka. Kilka godzin po ich ucieczce z pola walki, wrogie grupy shinobi znalazły się wyjątkowo blisko kryjówki Naruto i Sasuke. Najwyraźniej ich szukano. Tak więc, większość czasu Uchiha poświęcił na tworzenie genijutsu, dzięki któremu jeszcze ich nie znaleźli.
Chociaż tak po prawdzie, technika, którą zastosował mogła być przejrzana nawet przez genina. Nieco bardziej ogarniętego, ale jednak. I nawet, jeżeli wspomagał ją przez cały ten czas sharinganem, to Sasuke wiedział, że nie było to genijutsu najwyższych lotów. Żeby tylko nie był tak niemiłosiernie zmęczony... Kekkei genkai ostro dawał mu się we znaki. Mężczyzna po prostu czuł, jak z każdą sekundą ucieka z niego energia. Szczerze mówiąc, już nie pamiętał, kiedy ostatni raz się tak sponiewierał podczas misji.
Przymknął na chwile oczy, chcąc dać im chociaż chwilowe ukojenie. I zaraz błyskawicznym ruchem wyciągnął kunaia z kabury, przystawiając go do szyi shinobi, który go podszedł.
– Wyglądasz jak, za przeproszeniem, gówno – powiedział zamaskowany osobnik, unosząc dłonie w geście obrony. – Nie szarżuj tak bronią w tym stanie, bo krzywdę zrobisz, a i owszem, ale co najwyżej sobie.
– Kakashi – wymamrotał. Chyba pierwszy raz w życiu poczuł prawdziwą ulgę, gdy zobaczył swojego mentora. – Jakim cudem...
– Czystym przypadkiem – odpowiedział, wzruszając ramionami. – Powinienem właściwie nastrzelać wam po pyskach, za doprowadzenie się do takiego stanu, ale chyba sobie to daruję. Na razie.
Sasuke zdobył się nawet na wykrzywienie warg w półuśmiechu.
– Ty mi się tu nie szczerz, bo naprawdę jestem zły. Tylko tego jeszcze nie widać – parsknął jonin.
– Ta – zaczął Uchiha, półprzytomnie. Zaraz jednak przerwał, gwałtownie obracając się w stronę leżącego nieopodal przyjaciela. – Naruto... on...
– Spokojnie. – Kakashi położył mu dłoń na ramieniu, ściskając je lekko. Uważnie przypatrywał się twarzy swojego podopiecznego. – Sakura zaraz tu będzie. A teraz wyłącz swoje wspaniałe genjutsu i przestań używać tego cholernego sharingana, bo mi tu zaraz na zawał zejdziesz.
– O – odetchnął głęboko. Faktycznie. Za radą Kakashiego dezaktywował sharingana. I zaraz po tym rozluźnił mięśnie. Dopiero teraz, gdy nieco opadła adrenalina, dotarło do niego, w jak bardzo zły jest jego stan. Dodatkowo przytłoczyły go jego własne emocje: strach o stan Naruto, bezsilność, rozdrażnienie i zmęczenie. Jednak teraz... teraz wszystko będzie dobrze. Pomyślał i zaraz potem pochłonęła go ciemność.

***

Pierwsze co mu przyszło do głowy kiedy się ocknął to to, że nie jest w szpitalu. Dziwne. Po cięższych misjach Hokage zawsze trzymała wszystkich na co najmniej jedno dniowej obserwacji. Nie, żeby się nie cieszył z tego faktu, bo szczerze mówiąc, nie cierpiał szpitali. Drugą rzeczą, o jakiej pomyślał, było to, że dotyk ciepłej dłoni na jego czole sprawia mu przyjemność. Mruknął wyraźnie niezadowolony, gdy zniknął.
– Zostań – sapnął, otwierając gwałtownie oczy. Wbił spojrzenie w nieco przerażone, niebieskie tęczówki Naruto, który zamiarował się do opuszczenia pokoju, w którym się znajdowali. O dziwo, mężczyzna go posłuchał.
Sasuke rozejrzał się po pomieszczeniu. Znajdowali się w jego mieszkaniu. On aktualnie leżał na futonie, a Uzumaki przycupnął koło niego. I najwyraźniej starał się patrzeć wszędzie, tylko nie na Uchihe.
– Obudziłem cię – stwierdził bardziej, niż zapytał, wbijając wzrok w podłogę.
– Nie. – Sasuke podciągnął się na łokciach, wciąż uważnie lustrując otoczenie.  – Dlaczego nie jesteśmy w szpitalu?
– Och... no wiesz. – Naruto zaczął wyłamywać nerwowo palce. – Nie lubisz szpitali. A w sumie padłeś tylko z wycieńczenia. Żadnych poważniejszych urazów. Więc jak już mnie Sakura posklejała, to pomyślałem, że może lepiej by było przetransportować cię tu.
– Skąd wiesz, że nie lubię? – zapytał, przenosząc spojrzenie na jego twarz. Co było dosyć ciężkie, z racji tego, że Uzumaki aktualnie wgapiał się w podłogę. Mimo wszystko, wyglądał w porządku. Zwłaszcza, jeżeli porówna się jego stan do tego, w jakim był w ich kryjówce.
– Hę?
– Skąd wiesz, że nie lubię szpitali – powtórzył Sasuke.
– Ja... – zamilknął gwałtownie, potrząsając głową.
– Dlaczego się nie budziłeś? – zadał kolejne pytanie, tym razem z wyraźnym wyrzutem. – Tam, w jaskini.
Naruto rzucił mu szybkie spojrzenie, zanim znowu wbił je w podłogę. Do uszu Sasuke dotarło wyraźne westchnięcie, zanim padła cicha odpowiedź:
– Rozmawiałem.
– Co? – Na twarzy Sasuke pojawił się wyraźny wyraz niezrozumienia.
– Z lisem rozmawiałem – powiedział nieco pewniejszym głosem Uzumaki. – On... on cię akceptuje. Powiedział mi, żeby ci przekazać to. Ja... przepraszam.
Uchiha usiadł. Cóż... co miał niby odpowiedzieć?
– Też go akceptuję.
– Co? – Naruto zerknął na niego bez zrozumienia. Zaraz jednak parsknął śmiechem i ponownie powrócił do oglądania desek podłogowych. – Nie rozumiesz. On cię akceptuje... on sobie myśli... no wiesz – zakończył bezradnie.
– Jako twojego partnera – dopowiedział Sasuke bez wahania. – Tak, zdaję sobie z tego sprawę. Znaczy, nie wiedziałem, że w tych sprawach trzeba mieć błogosławieństwo lisiego demona, ale skoro już je mam, to nie ma problemu.
– Bredzisz, Sasuke – wymamrotał w końcu mężczyzna, kurczowo zaciskając dłonie.
Sasuke nachylił się nieco i chwycił podbródek Naruto, zmuszając go, aby patrzył mu w oczy.  Uśmiechnął się delikatnie, widząc zaskoczenie w niebieskich tęczówkach.
– Wiesz, jakbyśmy mieli więcej czasu na rozmowy podczas tej feralnej misji, to również bym ci powiedział, że też o tobie myślę. Często. I cię obserwuję – dodał po chwilowym namyśle. – Lubię cię obserwować.
– Ja... – Uzumaki zarumienił się. Jednak wciąż wpatrywał się w ciemne oczy przyjaciela. – Też lubię. Patrzeć na twoje zachowanie. Wiesz... obserwować.
Usta Sasuke rozciągnęły się w nieco większym uśmiechu. Pogładził kciukiem policzek drugiego mężczyzny, z przyjemnością rejestrując zaskoczone sapnięcie, które wyrwało się spomiędzy warg Naruto. Wyglądał nieco jak dzikie zwierzątko, któremu instynkt podpowiadał, żeby uciekać od dotyku, a jednocześnie z ciekawością oczekiwał bez ruchu na kolejne wydarzenia.
Uchiha przysunął się jeszcze bliżej, tak, że niemalże stykali się nosami. Na twarzy Uzumakiego można było zobaczyć wyraźną niepewność. Niepewność i coś, co kazało Sasuke nachylić się jeszcze trochę i musnąć wargami usta drugiego mężczyzny. Przyjemny dreszczyk przebiegł po jego plecach. Odsunął się nieznacznie.
– Myślę, że możemy kontynuować nasze obserwacje w nieco innych relacjach – szepnął prosto w jego usta.
Naruto wpatrywał się w niego z wyraźnym niezdecydowaniem. Albo to było zdumienie. Tak, na pewno  zdumienie. Po chwili również się uśmiechnął. Dosyć niepewnie i trochę dla siebie nietypowo. Kiwną głową.
Mam cię, lisie.


KONIEC

wtorek, 8 kwietnia 2014

Ausgewechselt

Tytuł: Ausgewechselt
(niem. "zamienić")
Długość: Ponad 3,5k
Pairing: SasuNaru
Gatunek: Teoretycznie humor
Uwagi: W zamierzeniu miał być to tekst na event (o ten: http://sasunaru.pl/viewtopic.php?f=164&t=3620 ), noale się nie wyrobiłam. Jeden fragment fika został napisany przez Pico, za co bardzo, bardzo dziękuję, bo tak to bym w życiu nie ruszyła z nim dalej. Magia PIRDu x).
Beta: Dzielnie walczyła Fefa. Dziękować.

Naruto wpatrywał się w zgarbioną postać z wyrazem twarzy wskazującym wyraźnie na to, że jest nieco poirytowany. Brew drgała mu lekko, podczas gdy jasne, szare oczy wpatrywały się w niego sugerując wyraźnie, że ich właściciel ma go za debila. Właścicielka, jakby się głębiej nad tym zastanowić.
— No co jest szczylu, nie dociera co mówię? Wypad z posesji, zanim się zeźlę, czy też zdenerwuję konkretnie. — Skrzekliwy głos wwiercał się w mózg. Naruto naprawdę nie wiedział, czy w tym momencie większą torturą było dla niego słuchanie pokręconej staruszki, czy też oddychanie. Babuleńka miała najwyraźniej dosyć sporą awersję do wody, bo zalatywało od niej konkretnie, więc najwyraźniej rzadko korzystała z uroków kąpieli.
— Serio? — Uzumaki zwrócił się do stojącego tuż obok Sasuke. — To jest nasza misja? Zobaczyć, czy to skrzekliwe stare babsko żyje i ma co żryć? — W jego głosie dało się słyszeć wyraźny zawód.
— Ja głucha nie jestem, szczeniaku — warknęła babuszka, grążąc mu laską, którą ściskała w pomarszczonych dłoniach. — A przyłożyć też potrafię, więc uważaj na słowa!
— Taa... — Naruto podrapał się po brodzie, patrząc na nią jak na wariatkę.
— Szanowna Tsunade przesyła pozdrowienia i zapytuje o zdrowie — Sasuke czym prędzej się wtrącił, patrząc na Uzumakiego z wyraźnym wyrzutem. Chyba miał mu za złe postawę, jaką właśnie prezentował w stosunku do osoby starszej.
— A co ty mi tu... — zaczęła babcia, przenosząc spojrzenie na Uchihę. I zamarła na chwilę. Zaraz potem jednak zerknęła na drugiego shinobi. I znowu na Sasuke. Pomarszczone wargi wygięły się w cwanym uśmiechu, a w oczach pojawił się blask typu „ja-wiem-coś-o-czym-wy-nie-macie-pojęcia”. — Ooo, takie rzeczy, no, no.
— Co? — Naruto wpatrywał się w nią z wyraźną nieufnością.
— Pstro, gówniarzu. Szacunku nieco, a nie — fuknęła na niego, nie zmieniając wyrazu twarzy. — Przekażcie Hokage, że wszystko w porządku i żeby mi tu więcej nie wysyłała takich niekompetentnych, ślepych bakłażanów, bo mi to na reumatyzm źle robi.
— Ślepych bakłażanów? —  warknął Uzumaki, mrużąc oczy. — Ty mała, wredna...
— Cicho — sapnięcie Sasuke przerwało jego wywód.
— A ślepych, ślepych, ty blond parówo, ty! – zaskrzeczała wesoło staruszka, postukując laską o ziemię. — Przynajmniej ten czarny ma nieco więcej oleju w głowie, to i widzi trochę więcej. Nie, żeby coś z tym robił. Chociaż tobie blondasie widzę, że też zaczyna nieco świtać pod czerepem.
— O czym ten grzyb pierdzieli?
— Ja ci dam grzyba, ty pomiocie nieuprzejmy! A żeby... — zamilkła nagle. Uśmiech na jej twarzy poszerzył się. Nie wyglądało na to, żeby wróżył coś dobrego. Zamamrotała coś pod nosem, wpatrując się uważnie w dwójkę shinobi stojących tuż przed nią. Nagle stuknęła laską i w kłębach dymu, które spowiły ich wszystkich, pojawiły się na ziemi znaki pieczęci. Zaraz jednak zniknęły. — Ha, może to ci coś uświadomi! — parsknęła bardziej do siebie niż do nich i obróciła się w stronę swojej drewnianej, nieco rozlatującej się chatki. — No już, zmywać się. Zanim naprawdę się zeźlę. — I podreptała, zostawiając ich samych.
Naruto spojrzał na Sasuke. Sasuke na niego. Obaj jednocześnie wzruszyli ramionami i, widząc, że nie mają tu już nic do roboty, ruszyli w drogę powrotną do Konohy.

***

— Bezsensu, tylko zmarnowaliśmy tam czas — sapnął Naruto, kiedy tylko znaleźli się w gabinecie Hokage. — Nie mogłaś tam wysłać jakiś szczyli z akademii? No bo, serio, niby co takiego było niebezpiecznego w tej misji, że musiałaś tam posyłać akurat nas?
Tak po prawdzie to Uzumaki marudził tylko dla zasady. W końcu, dzięki tej upierdliwej misji, mógł spędzić nieco czasu z Sasuke. A z jakiś dziwnych powodów, których sam do końca nie rozumiał, naprawdę lubił towarzystwo tego neurotycznego bubka. No jasne, byli przyjaciółmi od wielu lat. Tylko że w ostatnim czasie Naruto odbierał towarzystwo tego konkretnego mężczyzny jakoś... inaczej. Nie, żeby odkrył na czym ta różnica polegała.
— Z szanowną Tomoko wszystko w porządku, jak rozumiem? — zapytała Tsunade, ignorując słowa Uzumakiego. — Niczego jej...
— A w porządku, w porządku — przerwał kobiecie gwałtownie. — I to nawet za-w-porządku, jakby popatrzeć na to, jak nas zwyzywała ta pokręcona, zgrzybiała starucha. Zupełnie nie rozumiem, na cholerę się nią interesować. Jakaś taka dziwna jest. I nieuprzejma w dodatku.
— Zwyzywała? — Brew kobiety powędrowała do góry. — Pani Tomoko?
— I to jak! — parsknął Uzumaki. — No ale, co było to było. W ogóle, chyba jej na starość odbiło, bo pieczęć jakąś taką felerną postawiła, że nic się nie stało, tylko trochę dymu poszło.
— Polubiła was najwyraźniej — stwierdziła Tsunade, odchylając się w fotelu. Zastukała palcami o blat swojego biurka, wpatrując się w nich uważnie. — Pieczęć? Jaką pieczęć?
— A bo ja wiem? Zniknęła zaraz.
— Sasuke? — kobieta zwróciła się do drugiego shinobi. Uchiha stał tuż za Naruto, wpatrując się przed siebie nieco nieobecnym spojrzeniem. Wyglądał na zdecydowanie bledszego niż zwykle. — Uchiha!
— Hę? — Sasuke potrząsnął głową, najwyraźniej próbując załapać większy kontakt z rzeczywistością. — Przepraszam, trochę... mi... źle...
Naruto zamrugał, obracając się i wpatrując w postać drugiego mężczyzny. Uchiha chwiał się widocznie i wyglądał, jakby dodatkowo miał zaraz paść na zawał. Jakoś tak od tego przyglądania się, Uzumaki poczuł, że również jest mu nieco słabo. Zamrugał ponownie, intensywniej, starając się wyostrzyć nagle rozmazujący się obraz. Przez to przymykanie powiek nie zauważył, że Sasuke zachwiał się jakby mocniej i wpadł na niego. Albo w sumie to przez to, że sam również zemdlał.

***

Naruto obudził się i ze zdumieniem odkrył, że nie ma najmniejszego pojęcia, gdzie się znajduje. Przez chwilę wpatrywał się w sufit, pozwalając myślom swobodnie krążyć po głowie. Obrócił nieco głowę i napotkał spojrzeniem wazon. W wazonie był zwiędły kwiatek. Kilka płatków smętnie leżało na blacie małego stoliczka znajdującego się tuż przy łóżku, w którym aktualnie przebywał. I kiedy tak kontemplował nad sensem istnienia tego zwiędłego kwiatka, jego myśli zostały przerwane przez donośny wrzask. Dziwnie znajomy wrzask, jakby się tak głębiej nad tym zastanowić.
W kolejnej sekundzie wpadł do pomieszczenia. Naruto wpatrywał się w siebie, nie za bardzo rozumiejąc co się dzieje. Bo niby jakim cudem mógł jednocześnie leżeć w — jak właśnie odkrył — łóżku szpitalnym i zarazem wpadać sobie ot tak do sali? To zdecydowanie nie był klon. Tylko... no, on sam.
— Eee? – zaczął elokwentnie, podciągając się na łokciach, żeby mieć na siebie lepszy widok. Jakkolwiek to brzmi. — Co... — zamilknął gwałtownie. Jego głos był... zdecydowanie inny. Jego głos... brzmiał jak głos Sasuke!
— Zabiję cię! — wrzasnął tymczasem osobnik, który wyglądał jak Naruto. Zaraz potem rzucił się na Naruto, tego leżącego, najwyraźniej chcąc go udusić.
— Porozmawiajmy! — wrzasnął Uzumaki, ten przebywający w łóżku, zanim świat przysłoniła mu jego własna twarz wykrzywiona chęcią mordu.

***

Naruto wpatrywał się w twarz w lustrze i nie wierzył. Uniósł jedną brew. Odbijająca się postać uczyniła to samo. Uniósł drugą. Poruszył obiema naraz. Lustrzany sobowtór zrobił to samo. Wciągnął policzki, jednocześnie robiąc ustami dzióbek.
— Mógłbyś przestać? — złowrogie warknięcie spowodowało, że podskoczył. Zerknął zaskoczony na osobę, która również znajdowała się w szpitalnej łazience. Znaczy się, na siebie właściwie.
— Ale, że co?
— To coś z moją twarzą. Irytujesz mnie.
— Ale to zabawne jest — odpowiedział po chwili, nie spuszczając spojrzenia z Sasuke. Z Sasuke, który aktualnie znajdował się tak jakby w jego ciele. Jakkolwiek to brzmi. Uściślając — przez jakieś dziwne machlojki zamienili się osobowościami. Udało im się to uzgodnić zaraz po tym, jak Uchiha wpadł do szpitalnej sali, w której leżał Naruto i dzięki interwencji pielęgniarki nieco się uspokoił. Więc, zamiast zabijać swojego kolegę z drużyny, wciągnął go do kibla. I to, w sumie, też źle brzmi.
— Zabawne?
— No! Mogę wyjść na miasto i narobić ci takiego obciachu, że przez najbliższy miesiąc cała Konoha będzie gadać tylko o tobie. — Naruto wyszczerzył się, jednocześnie zauważając, że Sasuke z takim uśmiechem na twarzy wygląda co najmniej dziwacznie, co natchnęło go do zrobienia jeszcze kilku nietypowych-dla-Uchihy min. Przed uderzeniem pięścią, skądinąd swoją własną, uchylił się w ostatniej chwili. — Hej, hej, hej! chyba nie chcesz uderzyć SIEBIE?
Widząc, że Sasuke odpuszcza powtórzenie ataku, Naruto po raz kolejny uśmiechnął się szeroko.
— No, to skoro już uzgodniliśmy tę kwestię, to myślę, że pora się rozejść.
— Czekaj, co? — Uzumaki usłyszał swój własny głos pełen zdziwienia. — Chcesz to tak zostawić?
— No. Pewnie szybko nam to minie, a teraz mam szansę zaprosić Sakurkę na randkę. Ze względu na sytuację na pewno mi nie odmówi — mówiąc to, odwrócił się w stronę drzwi.
— O co to, to nie! — warknął Sasuke, jednocześnie zasłaniając własnym, czyli chwilowo narutowym, ciałem wyjście. — Żadnej Sakury i żadnych randek!
Naruto prychnął, przy okazji odnotowując, że prychnięcia wykonane ustami Sasuke są jednak o wiele bardziej aroganckie niż jego własne. Widać, że ten burak nie robił w życiu nic innego.
— Bo co? Uderzysz SIĘ? — zaśmiał się, jakby właśnie powiedział wyśmienity żart, dlatego tym bardziej zdumiała go reakcja Sasuke.
— Tak, chyba się poświęcę — odpowiedział niskim i zachrypniętym głosem, a zaciśnięta pięść już po raz wtóry zmierzała w stronę jego własnej twarzy. Opalona ręka zdążyła się zatrzymać dosłownie kilka milimetrów od szczęki należącej aktualnie do Naruto, gdy ten krzyknął nieco zbyt piskliwym głosem:
— Nie, dobra, żartowałem! Nie bij!
Sasuke zamrugał najwyraźniej zdziwiony, że jego struny głosowe potrafią wytworzyć taki dźwięk. Tymczasem Naruto odetchnął z wyraźną ulgą, widząc, że wizja zostania oklepanym nieco się od oddaliła. Najwyraźniej Sasuke naprawdę nie był skory do żartów w tej sytuacji. Właściwie, to przecież nigdy nie był skory do żartów.
— Dobra, to co robimy? — zapytał po chwili.
— Idziemy do Tomoko — oświadczył zdecydowanie Uchiha. Wtedy dopiero Naruto sobie uświadomił, jak blisko niego znajduje się drugi mężczyzna. Sam, nie wiedzieć czemu, nabrał nagłej ochoty na zaczerwienienie się. Nie, żeby wizja zobaczenia zburaczonej twarzy kompana z drużyny nie napawała go pewnego rodzaju ciekawością, jednak podejrzewał, że Sasuke raczej znowu próbowałby go za to oklepać. Tak profilaktycznie.
— Do tej postrzelonej staruchy? A niby po... — zamilkł gwałtownie. Pomiędzy myślami o tym, że nie powinien zwracać uwagi na dzielącą ich odległość, jakby miało się zaraz między nimi wydarzyć coś niestosownego, zakwitła inna. Zmrużył gniewnie oczy i wysyczał, w tak całkiem uchihowym stylu:
— To przez tę jej cholerną pieczęć?

***

Właściwie, to mam całkiem zgrabne pośladki, myślał Naruto, patrząc na swój tyłek. To nie było ciężkie zadanie, jeżeli weźmie się pod uwagę to, że Sasuke, wciąż paradujący w jego ciele, właśnie szedł kilka kroków przed nim. Ciekawe, jakie pośladki ma Uchiha?
Naruto nieświadomie zwolnił marsz. Hm… powinien się właśnie zastanawiać, co takiego wkręcić Tsunade, żeby ich nie pozabijała, a zamiast tego myślał o uchihowym tyłku. W sumie, utrzymanie się przy życiu było nieco ważniejszą kwestią, niż obczajanie pośladków Sasuke.
Jakimś dziwnym trafem — albo przez naleganie Uchihy, że nikt nie może zobaczyć ich w tym stanie — zapomnieli poinformować Hokage, że opuścili szpital. A o ile Naruto znał kobietę, nie będzie ona zadowolona z tego czynu. Oj, zdecydowanie nie będzie. Jednak ta kwestia jakoś nie zaprzątała w tym momencie jego głowy. Bo jakoś tak nagle zapragnął zerknąć na na cztery litery swojego przyjaciela. I... hm... popatrzeć na nie przez chwilę. I cholera, czemu nie, skoro właśnie teraz, nie wiadomo za jakie grzechy, wylądował w jego ciele?
Zerknął na plecy Sasuke. Znaczy, na swoje plecy. Oj, nieważne.
Zwolnił nieco kroku i obejrzał się przez ramię. W końcu zatrzymał i stanął na palcach, wypinając się śmiesznie. Jednak to też za wiele mu nie pomogło w prowadzeniu obserwacji.
— Przydałoby się lustro — mruknął do siebie, lekko zawiedziony, że z jego przyglądania się nic nie wyszło i już miał ruszyć ponownie z miejsca, kiedy milimetry od niego wyrósł Uchiha. Emanujący złą energią duchową Uchiha.
— Czy ty się gapisz NA MOJĄ dupę? — wycharczał przez zaciśnięte zęby, napawając Naruto lekkim przerażeniem. Bo serio, widzieć własną twarz wyposażoną w grymas typu zaraz-cię-zamorduję, to scena wywołująca lęk nawet w najodważniejszym sercu. No, ale kimże byłby Naruto, gdyby nie chlapnął tekstu, który najprawdopodobniej go jeszcze bardziej pogrąży?
— Tak praktycznie rzecz biorąc — Uzumaki zatrzepotał niewinnie rzęsami — to teraz moja dupa.
W kolejnej sekundzie leżał rozpłaszczony na ziemi z Uchihą siedzącym na nim okrakiem i najwyraźniej zamierzającym przywalić mu w twarz. Znowu. Właściwie takie wkurzanie Sasuke sprawiało Uzumakiemu pewnego rodzaju satysfakcję. Miło było zobaczyć, że jego kompan z drużyny posiada JAKIEŚ emocje. Nawet, jeżeli w tym momencie była to zwykła wściekłość. Sam przed sobą Naruto musiał przyznać, że taki wściekły Sasuke jest nawet… podniecający?
Jednak zanim pięść dotknęła bladego nosa i zanim Uzumaki w pełni zrozumiał o czym właściwie przed chwilą pomyślał, tuż obok nich rozległo się parsknięcie. Spojrzeli obaj w jego kierunku. Nieopodal stała Tomoko, która szczerzyła się złośliwie. O. Nawet nie zauważyli, że właściwie byli już na miejscu.
— Widzę, moje gołąbeczki, że szybko przechodzicie do rzeczy — kobieta zaśmiała się skrzekliwie, postukując przy tym swoją laską. Wtedy w Uzumakim zagotowało się ze złości. To on tu cierpi, on tu ZNOWU prawie został oklepany, a ta wariatka się z nich bezczelnie nabija! Oj, zdecydowanie jej nie polubił.
— Ty stara pokręcona zołzo! — warknął Naruto, spychając z siebie Sasuke i podszedł do niej, złowieszczo grożąc  palcem. O ile cała ta sytuacja z zamianą ciał była dla tego całkiem zabawna, jak w końcu stwierdził, że długo nie pożyje, jeżeli niedługo się wszystko nie naprawi. – COŚ TY NAM ZROBIŁA?!
— Terapie uświadamiającą, szczylu — powiedziała spokojnym głosem, patrząc na niego obojętnie. — Nie musisz mi dziękować.
— DZIĘKOWAĆ?!
— Ależ nie ma za co. — Poklepała go przyjaźnie po policzku. — No, to skoro uprzejmości za nami, to wypad z posesji. Wydawało mi się, że wyraźnie zaznaczyłam, że nie życzę sobie waszej obecności w moim pobliżu, czyż nie?
— Odkręć. To. — Ciche słowa sprawiły, że Naruto zadrżał. Spojrzał z lekkim lękiem na Sasuke, który je wypowiedział. Wiatr zaszumiał, delikatnie poruszając liśćmi drzew i sprawiając, że zapanował nastrój grozy.
— Ale co właściwie? — zapytała niewinnie starowina, nic sobie nie robiąc ze złej aury, jaką właśnie rozsiewał wokół siebie Sasuke. Naruto był niemalże pewien, że gdyby to on znajdował się na jej miejscu, to Uchiha znowu próbowałby mu przywalić.
— NAS! — wrzasnął Naruto nieco otrząsając się z odrętwienia.  — Nie mogę być Uchihą! Ten burak — parsknął, wskazując na drugiego mężczyznę — od początku próbuje mi przestawić kości przez tę chorą sytuację!
— Och, to? No nie.
Obaj spojrzeli na nią z niedowierzaniem. No, bo… ona… no, no... co za zgrzybiała, wredna makrela!
— Czekaj, nie dosyć, że właściwie nie zaprzeczasz, że to twoja sprawka z tą zamiana ciał, to jeszcze nie chcesz nam pomóc, tak? — sapnął w końcu Naruto po chwilowej ciszy, jaka między nimi nastała.
— Ot, sprytny jesteś, a nie wyglądasz. — Wyszczerzyła się radośnie, pokazując światu pożółkłe zęby. — Jest dokładnie tak, jak mówisz
— Ty pokręcona, stara...
— Szacunku, buło jedna. — Pacnęła Naruto laską po głowie, skutecznie go tym uciszając. — Masz farta, że mnie śmieszycie, to wam nawet zdradzę dwa sekrety. Chociaż nie powiem, żebyście na to zasłużyli. Nie godzi się takim dżentelmenom, jakimi zapewne jesteście pod tą warstwą gburowatości, tak nieuprzejmie odnosić się do starszej kobiety.
— Mów — syknął Sasuke, ponownie wprowadzając w krajobraz nastrój grozy.
— No przecież mówię — żachnęła się. — Otóż, po pierwsze, ja wam pomóc nie mogę, bo to taka pieczęć była, że no, wiecie, nie pamiętam nawet formuły odwracającej. A że to technika mojego autorstwa, to nie ma co szukać pomocy w zwojach i innych takich.
Zaległa cisza. Nawet wiatr przestał kołysać gałęziami.
— Jak to? — wystękał Naruto słabo, patrząc na nią z rosnącym przerażeniem. — Przecie... przecież nie możemy tak zostać na zawsze!
— Nie? Bo wiesz, w tej postaci łatwiej ci będzie wyrwać tę różową bździągwę, która ci jeszcze niedawno latała po głowie. I dać jej porządnego buziola. Chyba, że już nie chcesz? — zapytała, złośliwie mrużąc oczy.
Naruto zamrugał, analizując pytanie. Tak właściwie… uświadomił sobie, że chyba faktycznie nie chce. Znaczy chce. Chyba. No, bo przecież marzył o tym od wielu lat. Może po prostu czuł lekki dyskomfort na myśl, że byłby to jego pierwszy PRAWDZIWY pocałunek. Jakby nie patrzeć, przez całe swoje życie całował się tylko dwa razy. Przypadkiem. Z Sasuke.
Ciekawe, jakby to było pocałować go tak zupełnie nieprzypadkowo? Zaraz potrząsnął głową, starając się pozbyć tej myśli.
Zerknął na Uchihę.
— On mi nie pozwala — powiedział na swoją obronę i przygarbił się lekko.
— No i prawidłowo — stwierdziła. Nagle jej uśmiech stał się jeszcze bardziej złośliwy. — To teraz coś, co wam pomoże zdjąć pieczęć, czyli sekret numer dwa, w formie zagadki, dzieciaczki moje: co takiego w bajkach odwraca urok złej czarownicy?

***

— Mamy kogoś pocałować? — zapytał Naruto, kiedy w końcu z powrotem znaleźli się w wiosce. — Kogo niby?
[i]Może Sasuke?[/i] zapytała podstępnie jego podświadomość. W tym momencie był nawet wdzięczny, że obecnie przebywa w nieswoim ciele, bo inaczej pewnie już by się zarumienił. Zdecydowanie powinien przestać myśleć o całowaniu i przyjacielu jednocześnie. Sakuke pewnie znowu próbowałby obić mu twarz, gdyby tylko wiedział, co takiego dzieje się w narutowym łbie. A właśnie, co do Sasuke...
Od dłużej chwili mężczyzna się nie odzywał. Siedział właśnie na krześle w kawalerce Uzumakiego i wpatrywał się we własne stopy. Wyglądał przy tym tak jakoś... smętnie. Tak, że miało się ochotę stanąć koło niego, nachylić, otoczyć ramieniem i… [i]Przestań![/i] fuknął sam na siebie Naruto i, aby pozbyć się dziwnych skojarzeń, rzucił w stronę Uchihy:
— Może Sakurę? — Już po chwili Uchiha patrzył na niego z żądzą mordu w oczach.
— Nawet. Się. Nie. WAŻ! — warknął aż nazbyt wyraźnie.
— Nie spinaj się tak. — Naruto wywrócił oczami. — Więc co chcesz zrobić, panie geniuszu? Niby kogo mamy pocałować co?
I wtedy na twarzy rozmówcy Uzumaki zobaczył coś, czego nigdy w życiu nie widział. I pal licho, że to w tym momencie właściwie patrzył na siebie. Otóż Naruto zobaczył... niepewność. Sasuke otworzył usta, jakby chciał coś powiedzieć, jednak powstrzymał się i tylko wpatrywał w Naruto wymownie.
Nie, żeby Uzumaki czaił, co to wymowne spojrzenie miało niby oznaczać.
— Nie wiem jak ty — zaczął, opierając ręce na biodrach. — Ale ja to właściwie chciałbym wrócić do swojego ciała. Mimo że narobienie ci wiochy to kusząca perspektywa, to jednak nie chciałbym paradować jako pan Uchiha do końca swoich dni. Kumasz? Dlatego albo coś wymyślisz inteligencie, albo zacznę myśleć ja. A to się źle skończy dla twojej mrocznej reputacji. — Zauważywszy na to, że Sasuke wciąż tylko się w niego wgapiał, westchnął ciężko i obrócił się na pięcie. — Idę się przejść.
O dziwo, Uchiha go przed tym nie powstrzymał.

***

Naruto  wyszedł na zatłoczoną ulicę i stwierdził, że właściwie nie wie co ze sobą począć. W pierwszej chwili chciał zawrócić do mieszkania. Sam nie wiedział po co konkretnie. Chyba tylko, żeby siedzieć i wgapiać się w Sasuke. Nie, żeby wgapianie się w Sasuke nie było przyjemną czynnością, ale…
O czym ty znowu myślisz? zmarszczył brwi. Wbił ręce w kieszenie spodni i wolnym krokiem ruszył… gdzieś. Po prostu pozwolił, aby nogi same go poniosły. Czy też raczej chciał pozwolić, bo kilkanaście metrów przed sobą ujrzał nie kogo innego, a Sakurę, więc, zatrzymał się.
Jakby ją pocałował, to pewnie wszystko by wróciło do normy. No. Istnieje spora szansa, że tak by było. I wtedy Sasuke nie próbowałby go tak często oklepywać. Chociaż z drugiej strony i tak by go zabił za takie całowanie Sakury bez wcześniejszego uzgodnienia tego z nim. A tak w ogóle, myślał, patrząc na zbliżającą się postać, to ja chyba nie chcę jej całować. No bo, jasne, bujał się w niej od szczeniaka i jeszcze kilka lat temu dałby się pochlastać za jedno jej przychylne spojrzenie, ale teraz… teraz nie. Zdecydowanie nie. Już by wolał pocałować…
Sasuke dokończyła podstępnie podświadomość. Naruto skrzywił się na swój wewnętrzny głos. Prędzej niż Sakurę! opowiedział sam sobie hardo. Tylko że skoro aktualnie tylko Uchiha był brany pod uwagę, jako osoba do całowania, to znaczyło, że najprawdopodobniej nigdy się nie odmienią. Już na zawsze będzie Uchihą. To jakoś nie napawało go optymizmem. Ba. To sprawiało, że był przerażony. Jakoś nie sądził, żeby Sasuke chciał się z nim dobrowolnie całować. Prędzej znowu będzie próbował go oklepać. A zostanie w tym ciele… o matulu kochana, nie chciał! Obrócił się na pięcie i wrócił czym prędzej do mieszkania, coraz bardziej przy tym panikując.
Haruno właśnie go zauważyła i ze zdziwieniem patrzyła, jak Sasuke błyskawicznie maszeruje do mieszkania Naruto. Wzruszyła tylko ramionami i poszła dalej. Im dłużej znała Uchihę, tym bardziej dochodziła do wniosku, że to dziwny człowiek.
Tymczasem Uzumaki wpadł do swojej kawalerki. Sasuke od jego wyjścia — krótkiego, bo krótkiego — nie zmienił pozycji. Tak więc teraz wciąż siedział na tym samym, kuchennym krześle i aktualnie wpatrywał się w Naruto beznamiętnym spojrzeniem.
Gdyby tak się głębiej nad tym zastanowić, to twarz Uzumakiego nie wyrażająca żadnych emocji wyglądała zabawnie. Zupełnie nie pasowała do jego codziennego image. Jednak Naruto nie miał czasu się nad tym zastanawiać, bo właściwie zaczynał co raz bardziej panikować.
— To niby kogo ja mam pocałować, żeby się odczarować? — jęknął w końcu, patrząc na Sasuke z rosnącą w oczach desperacją.
Nagle mężczyzna wstał, szybkim krokiem podszedł do niego, a jego twarz znalazła się bardzo, bardzo blisko jego własnej. W niebieskich tęczówkach Naruto dostrzegł coś na kształt determinacji.
— Mnie, idioto.
To była w sumie forma ostrzeżenia. Jakby Uzumaki bardzo chciał, zdążyłby się odsunąć. Jakby mu zależało, nie pozwoliłby, żeby usta Sasuke odnalazły jego, łącząc się w pocałunku. Miał kilka sekund, żeby zareagować w jakikolwiek sposób. Tylko że Naruto jakoś tak... jednak pozostał bierny. No, przynajmniej w pierwszej chwili, bo w następnej sekundzie jego ręce zacisnęły się na biodrach drugiego mężczyzny, przyciągając go nieco bliżej.
Ha. Jeszcze przed chwilą myślał o tym, jak bardzo dużego uszczerbku na zdrowiu dozna, gdy Sasuke dowie się, o jego dziwacznych myślach o nim i całowaniu, a teraz pozwalał, żeby język drugiego mężczyzny wślizgnął się między jego wargi, delikatnie je gładząc. Przymknął oczy, jednocześnie jeszcze pogłębiając pocałunek. Po chwili poczuł opuszki palców Uchihy na swoich policzkach, muskające przyjemnie jego blizny.
Blizny?
Oderwali się od siebie gwałtownie. Naruto zamrugał, nieco zdziwiony, wgapiając się prosto w czarne oczy przyjaciela. No, może kogoś więcej niż “przyjaciela”.

***

Pocałunek był najwyraźniej satysfakcjonujący dla tej głupiej techniki, którą zastosowała na nich Tomoko, bo, a i owszem, odmienili się. Nie, żeby zarejestrowali ten fakt w pierwszej chwili, bo przecież byli zajęci... ciekawszymi rzeczami. W każdym razie, kiedy w końcu dotarło do nich, że odzyskali swoje ciała, to Naruto doszedł do jednego wniosku. Mianowicie, że  stare wredne staruchy w bajkach to nawet przydatne postacie. Zwłaszcza, kiedy uświadamiają głównym bohaterom, że powinni się pocałować. Bo owym bohaterom może się to przecież bardzo spodobać. I chętnie jeszcze powtórzą tą czynność.
A poza tym, Uzumaki miał teraz lepszy widok na tyłek Sasuke, z czego bardzo ochoczo korzystał.